Archiwum Polecamy

(Po)Mocne książki dla mocnej głowy. Dorośli

Avatar
Napisane przez Gandalf

    Witajcie! Wybaczcie, że tekst pojawia się dopiero dzisiaj, a nie tak jak zapowiedziałam „jutro”, które stało się czasem nieokreślonym. Dzisiaj jednak chciałabym to nadrobić i zaprosić Was do przeczytania drugiej części (Po)mocnych książek dla mocnych głów. Po książkach  dla dzieci, czas na książki dla dorosłych. Tutaj będzie dużo mocniej. Weźcie głęboki wdech, tabliczkę czekolady, kieliszek dobrego wina (czy cokolwiek, co daje Wam przyjemność), bo trzeba się odrobinę znieczulić. Ciężki kaliber przed Wami i… przede mną. Posłuchajcie…

 Kupa na poważnie

    To, co dla dzieci było potraktowane dosłownie, dla dorosłych ujęto w ramy metafory. Tak, drodzy Państwo. Okazuje się, że temat kupy można wziąć pod lupę nauki. Kupa faktów za tym przemawia! A przynajmniej tak uważa Cary McNeal. „75 procent społeczeństwa czyta w toalecie” – to fakt. A jeśli nie czyta, to przynajmniej rozwiązuje krzyżówki, co można zaliczyć do wzmożonej aktywności umysłowej. W końcu, w jakiś sposób, pomaga wzbogacać wiedzę o świecie. W każdym razie – temat większości z Was znany, choć i tak część publicznie zaprzeczy. Zatem, autor radzi:: „Opróżnij swój umysł, zanim zaczniesz to czytać! Liczne ustępy, które znajdziesz w tej lekturze pomogą ci się rozluźnić, kiedy siedzisz na tronie.” I gwarantuje aż 1001 faktów o świecie! To co, chyba warto iść na stronę? Nie są to może informacje z górnej półki ubrane w patos, ale ciekawe, zastanawiające. W sam raz na kilka chwil sam na sam ze… spuścizną mijającego dnia.

kupa faktów
    Na podobnej zasadzie wydawnictwo Pocket Star Books „wydaliło” na świat Kupę wiedzy Paula Kleinmana. Co więcej, tutaj zaznacza się już w samym podtytule okładki, że to „Książka do toalety opływająca w mądrości”. No myśliciele, czas rozpocząć posiedzenie. Ponoć „40 posiedzeń z tą książką da Ci więcej satysfakcji niż 400 posiedzeń polskiego sejmu”. Dzięki tej książce twój prywatny „biały dom”, stanie się świątynią wiedzy! Jeśli już zaczniesz chłonąć jak papier te zasoby historii, języków obcych, literatury i nauk ścisłych, wiedz, że już na zawsze zostaniesz ich okupantem…

  Metryka nocnika, jak sama nazwa wskazuje, to książka „o nocniku i toalecie oraz o ich przeciętnych i nieprzeciętnych użytkownikach”. Mnóstwo kolejnych faktów, które krążą wokół jednego… Dowiemy się, dlaczego Wersal śmierdział i kto pierwszy opodatkował toalety.

    Ładną okładką zachęca kolejna mocna rzecz – Złota fontanna. Przewodnik po urynoterapii. „Urynoterapia jest starożytną, wschodnią tradycją, która zyskuje coraz większą popularność na zachodzie” – tak zachęca autor Coen van der Kroon. Przekonuje, że własny mocz może leczyć! Opierając się na osobistych doświadczeniach, wprowadza czytelnika w tajniki tej „sztuki”. Zszokowani? Gwarantuję, że własna fizjologia jeszcze nie raz Was zaskoczy.

    Dziś sfera tabu to „gatunek zagrożony”, kiedyś – nie do pomyślenia. A czy wiecie, że w XVIII wieku też mówiono o „tych sprawach” otwarcie? Taki, chociażby francuski pisarz – Pierre-Thomas-Nicolas Hurtaut. Stwierdził, że Sztuka pierdzenia też wchodzi na grunt wyższego warsztatu medycznego. Ta książka z 1751 roku wyciąga na światło dzienne absurdy… pierdzenia, po prostu. Proszę, nawet i te wstydliwe gazy (a fe!) wydobywające się spod obszernych krynolin i bufiastych pludrów stały się świetnym materiałem do salonowego bon mot!

    Na koniec, a właściwie na samą górę tej kupy książek, wrzuciłam niebanalny tytuł. Jeśli już zagłębiać się w tę Ciemną Materię, przekażę Wam odrobinę historii, no cóż, po prostu gówna. Tak dosadnie informuje nas okładka książki Floriana Wernera. „Rodzimy się „między łajnem a uryną” (Święty Augustyn) i tym samym całe nasze istnienie zostaje określone przez stosunek do ekskrementów.”. I tu znowu Was rozczaruję (a może nie?). Nie chodzi tu o kupę w sensie fizjologicznym, ale bardziej kulturotwórczym i cywilizacyjnym. Tytułowe gówno odgrywa tutaj rolę międzynarodowego integratora. Okazuje się, że kupa poniekąd kształtuje nasze życie: rozumienie świata, kulturę, tożsamość, więzi międzyludzkie, nasze poczucie humoru. Rodzimy się i umieramy z towarzystwem kupy, mimo iż dla większości z nas temat ten nadal istnieje w sferze tabu i pozostaje tajemniczą, ciemną materią. Z książki dowiemy się m.in. o tym, że kiedyś wartość mężczyzny oceniano po wielkości gnojownika albo o niezwykłej wizji Carla Gustava Junga: „Zobaczył wspaniałą katedrę, a nad nią niebo, a na niebie złoty tron, a na tronie Boga. I nagle spod tronu wypada gigantyczna kupa, która, spadając, niszczy ściany świątyni. Wtedy spłynęła nań łaska, błogość i spokój”. Prawda, że pouczające? „Oddajcie dług naturze” i zgłębiajcie wiedzę z Florianem Wernerem.

 Seks i inne fantazje

   Tą tematyką jesteśmy niemalże zalewani na co dzień. W pewnym sensie stała się dla nas chlebem powszednim. Mało nas już dziwi, szokuje, choć pewnie pozostało w zanadrzu coś co może jeszcze wielokrotnie zwalić nas z nóg. Dziś to już raczej zniesmacza niż szokuje. W każdym razie, wyróżniłam kilka tytułów z całego mnóstwa, które zasługują na uwagę (a może na Wasz komentarz?). Wszyscy wiemy jak duży wzrost popularności literatury erotycznej nastąpił w ostatnich latach. Istny boom seksualności, nie tylko w formie fabularnej (50 twarzy Greya), biograficznej („Życie seksualne Catherine M.”), ale również historycznej (Boskie przyrodzenie. Historia penisa), popularno-naukowej (Wojny plemników. Niewierność, konflikt płci oraz inne batalie łóżkowe) czy nawet wyższej językowo i konstrukcyjnie („Rzecz o mych smutnych dziwkach”). O oczywistościach wypływających z tych treści, mówić nie będę, bo i czego tu nie rozumieć albo się burzyć. Gorzej, kiedy taka literatura przekracza pewne granice, o zdrowym rozsądku nie mówiąc – bo to w końcu literatura erotyczna.

   Takie, na przykład, „Życie erotyczne papieży” Andrzeja Rodana. „Mrożące krew w żyłach dzieło o przestępstwie, korupcji, władzy absolutnej, bogactwie i perwersjach papieży. Jest to obraz szokujący, ale historycznie prawdziwy!” – tak przekonuje nas opis książki. Szokujące? Szokujące. Dlaczego? No bo jak to… papież i życie erotyczne?! To się nie równa z naszym katolickim zakorzenieniem, z naszą kulturą, założeniami wiary, z naszą percepcją w ogóle. Wzbudza wiele emocji, pogłębia różnice światopoglądowe, powoduje konflikty publiczne. Miało być mocno i jest. Ale czytelniczo, to już kwestia upodobania.

  Kolejnym punktem odniesień mogą stać się seksualne dewiacje: albo romans dorosłego z nastoletnią/nim tak, jak to czyni Vladimir Nabokov w Lolicie, albo młodocianego ze białogłowym/wą o czym możemy przeczytać w Spóźnionych kochankach Williama Whartona. To też jest niezgodne z naszą koncepcją etyki. Różnica pomiędzy życiowymi partnerami większa niż 10 lat – to już dewiacja. Stereotyp? No cóż. Może ale nadal obowiązuje.

Bez tytułu
Istnieje także tendencja do szokowania samym tytułem. Maria Sveland jest w tym ekspertem. Swoim dziełem Zgorzkniała pizda nie tylko spowodowała ogólny bezdech, ale także i nieopanowaną ciekawość. No powiedzcie, kto nie przeczyta teraz choćby opisu treści książki? No właśnie. A o czym jest naprawdę? To „powieść, która odważnie stawia najtrudniejsze pytania o tożsamość, równouprawnienie i rodzicielstwo” oraz „bezkompromisowa rozprawa z mitem miłości”. Mocna językowo, ale wcale nie naiwna.

  Temat ten pozwolę sobie skończyć, bo myślę, że akurat na tym gruncie nasze społeczeństwo jest świetnie wyedukowane 🙂

 Opowieści dziwnej treści

  Jak pokochałem Adolfa Hitlera”, „Matka Boska Płatnych Morderców”, „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”, Zasrane życie mojego ojca, zasrane życie mojej matki i moja zasrana młodość – to tytuły, które dają jasny sygnał: „Uwaga! Najpierw solidnie uderz się w głowę i dopiero potem zacznij czytać”. Lektura na majowy weekend na trawce, to nie jest. Ale zacznijmy od początku.

     Założę się, że dzieło Romana Zielińskiego w 1948 roku trafiłoby do Index librorum prohibitorum. „Książka […] jest niepoprawna politycznie. Czy jej napisanie będzie karane, zobaczy autor. Czy karane będzie jej przeczytanie – zobaczysz sam. Jeśli tylko zaryzykujesz i przeczytasz.” Prawdopodobieństwo, że odbierzecie te treści obiektywnie i zdroworozsądkowo jest chyba niemożliwe. Książka jest tak mocna, że nie można powstrzymać się od komentarza. Wszystko zależy tylko od Waszego światopoglądu czy ten komentarz będzie maczetą ścinającą głowy komunistom, czy też laurem sławy i chwały dla Autora. Nie da się ot tak, po prostu przeczytać i zapomnieć. Zaryzykujecie?

    Matko Boska! W dodatku płatnych morderców… Silnie prowokuje nie tylko tytułem, bo zawartością również. To opowieść o „grzesznej miłości między dojrzałym mężczyzną a młodocianym płatnym mordercą. Pełna furii, złorzecząca i apokaliptyczna.” Czyli mix literatury erotycznej, w dodatku homoseksualnej z wątkiem kryminalnym. Majstersztyk! Fantazji odmówić autorowi nie można…

    Dorota Masłowska jest znana z wyrażania szokujących treści. To jej background, fundament i sens życia. Taka też jest „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”. Zrobiła wszystko, żeby wyplenić z człowieka wszelkie pokłady wrażliwości i granice własnego umysłu. Nasz mózg dostaje solidną dawkę opętania i rynsztokowej polszczyzny. Wątek erotycznych przygód połączony został z narkotycznymi wizjami. Wystarczyło by dzieło dostało Paszport „Polityki” i nagrodę publiczności Nike 2002.

    Temat co prawda został przeze mnie wyczerpany jakieś kilkanaście akapitów wyżej, ale jak widać, metafora jest w cenie. Zasrane życie mojego ojca, zasrane życie mojej matki i moja zasrana młodość” „nie jest o łasce albo cudach, lecz o brutalnej przemocy i niekończącym się strachu.”. Czyli nie ma nic wspólnego z kupą, ale przyjemnie też nie będzie. Andreas Altmann na łamach swojego dzieła „wspomina z bezwzględną szczerością: swojego ojca, który wraca z wojny jako psychiczny wrak i bije swojego syna do nieprzytomności, swoją matkę, która jest zbyt słaba, by chronić syna, dziecko, które walczy o przetrwanie.” Koszmar i rodzinny dramat. Jak autor poradził sobie z tą traumą? Pozostaje przeczytać i doświadczyć jej osobiście.

    To co, czas na drugą butelkę wina? I co najmniej dwie tabliczki czekolady… Niezmiennie, zapraszam do komentowania!

(Po)Mocne książki dla mocnej głowy. Dzieci >>

Zobacz podobne wpisy:

O autorze

Avatar

Gandalf

  • Monika

    Bardzo nierówny tekst. Czasem fraza leci wartko, a czasem nadmiar słów, zły szyk powoduje, że robi się topornie i przyciężkawo. Już, już wydawałoby się, że cały akapit ma lekkość i melodię. I nagle pada takie sformułowanie, że, ech, to wręcz jak strzał w stopę. Obok bardzo fajnych określeń, dużo takich… od czapy.
    Bo choćby zdanie, w którym mowa o Masłowskiej: „ Zrobiła wszystko, żeby wyplenić z człowieka wszelkie pokłady wrażliwości i granice własnego umysłu”. Już pomijając, czy się z talentem Masłowskiej zgadzamy, czy nie – jak można wyplenić granice własnego umysłu? Nie wiem za bardzo, co autorka miała na myśli.
    I tak w ogóle: dlaczego tytuł „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną” każe mi się uderzać w głowę solidnie zanim zacznę czytać? Co dziwnego jest w tym tytule? Tytuł, jak tytuł.
    Autor oczywiście ma prawo do własnego zdania, na tym polega blog i wolność wypowiedzi. Ale co to za gadanie, że literatura erotyczna nie ma nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem? Literatura erotyczna ma różne oblicza.
    Dlatego też jakoś dziwacznie brzmi zdanie:
    „ Gorzej kiedy taka literatura przekracza pewne granice, bo o zdrowym rozsądku tu raczej nie może być mowy – to w końcu literatura erotyczna”.
    Albo wątek z tymi dewiacjami w kontekście książki Whartona: co to w ogóle za gadka? Co jest niezgodne z naszą koncepcją etyki? Dewiacją jest różnica między życiowymi partnerami większa niż 10 lat? Obowiązuje takie myślenie? Skąd są takie dane? Bo już trudno się połapać, czy to faktyczna opinia autorki, czy też raczej kpina z jakiegoś wydumanego stereotypu, o którym ja np. nie mam pojęcia. A jeśli kpina, to zupełnie niezrozumiała.
    Zresztą czy książka Whartona to w ogóle literatura erotyczna? Książka o miłości, owszem, miłości niecodziennej, ale erotyzm ma tam tak subtelne odcienie, że ja osobiście w ogóle nie wkładałabym je w tę szufladkę.
    Co do jednej z wymienionych książek, autorstwa Hurtauta: chętnie zajrzę, zaintrygowała mnie. Ale tak a’propos, odmiana wyrazów tu zgrzyta: gazy , jeśli już, wydobywają się nie spod pluder, a pludrów raczej…

    • Gandalf

      Droga Moniko, dzięki za konstruktywną opinię. Cieszy mnie fakt, że tekst w gruncie rzeczy nie jest jednolity i wzbudza takie poruszenie. A to znaczy, że jest czytany wnikliwie 🙂 Twoje opinie są bardzo cenne i będą wzięte pod uwagę przy tworzeniu kolejnych tekstów. Będziemy „doszkalać” swój warsztat, aby Wam lepiej się czytało 🙂
      Co do tytułów. Bardziej chodziło mi o kontrowersyjną treść, która wzbudza różnorakie emocje. Od zachwytu do obrzydzenia wręcz. Przeznaczeniem literatury erotycznej zaś jest raczej pobudzenie silniejszych emocji, wewnętrznych instynktów, inaczej byłaby zwyczajnym romansem. Musi mieć mocniejsze podłoże, dlatego też napisałam, że nie ma nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.
      Jeśli chodzi o Whartona to dobrze rozszyfrowałaś Moniko, to miała być kpina ze stwardniałych stereotypów. To jest jedynie moja opinia i bardzo się cieszę, że się z tym nie zgadzasz. To znaczy, że istnieje przeciwległy biegun. Co książka to opinia 🙂

      Ps. Pludry poprawione! Dzięki za uwagę 🙂