wpisz minimum 3 znaki

 

NAGRADZAMY AUTORSKIE RECENZJE
CZYTAJ, GRAJ, OGLĄDAJ, SŁUCHAJ, BAW SIĘ, PISZ I WYGRYWAJ!

W KAŻDY PONIEDZIAŁEK wybieramy najlepsze recenzje spośród wszystkich zgłoszonych.


Nagrodą za najlepszą recenzję jest BON 50zł OD GANDALF.COM.PL

 

 

Dodatkowo za recenzje przyznajemy punkty lojalnościowe, które będą dodane

do Twojego konta i pozwolą Ci opłacić zamówienie!

Autor pierwszej otrzyma 15. pkt. do konta klienta,autor drugiej 10. pkt. i trzeciej - 8. pkt.
 

Recenzje, które będą punktowane muszą mieć od 400 do 3000 znaków.
Aby zdobyć punkty musisz być zalogowany.

 

DUŻO CZYTAJ, DUŻO PISZ, WYGRYWAJ NAGRODY!

Czy ktoś z Was marzył kiedyś, aby "rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady"?, sprzedać mieszkanie w mieście i wyprowadzić się na wieś? Żyć tam spokojnie w rytmie natury bez pędu za lepszym życiem, fajniejszymi znajomymi czy szybszym samochodem? Jeśli chociaż raz taka myśl zakiełkowała w waszych głowach koniecznie musicie przeczytać książkę Natalii Sosin-Krosnowskiej pt. "Cisza i spokój". Książka ta wydania jest cudownie, dopracowana w najdrobniejszym szczególe. Począwszy od okładki, rycin roślin na poszczególnych stronach skończywszy na zdjęciach dzięki którym od razu chce się spakować walizki i wyjechać za miasto. Jednak nie tylko ładne obrazki bronią tę pozycję, ale przede wszystkim rzetelne, wciągające reportaże opisujące historię ludzkich zmagań z naturą, kłopotami budowlanymi, finansowymi czy samotnością. Książka zawiera mnóstwo praktycznych porad osób które już realizują swoje marzenia o życiu na wsi. Doskonała pozycja dla wszystkich którzy śnią o spokojnym życiu poza miastem.

14/08/2018

Bibliotecznie

15.00 pkt.

Pucio na wakacjach Ćwiczenia wymowy dla przedszkolaków

"Pucio na wakacjach" to czwarta część przygód Pucia, dla dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Celem pracy z niniejszą książeczką jest ćwiczenie z dzieckiem artykulacji, czyli właściwego wymawiania głosek. Książka skierowana jest do rodziców, ale myślę, że nadaje się również do zajęć z logopedą. Jako wstęp lub zabawa na zakończenie wspólnej pracy.

Autorka przygód Pucia jest logopedą i pedagogiem dziecięcym, a także pedagogiem twórczości. W serii książeczek łączy więc pracę nad rozwojem mowy dziecka z kreatywnością. Krótko i zwięźle tłumaczy we wstępie, jak wykorzystać książeczkę i zawarte w niej ćwiczenia. Dla dziecka ma to być zabawa, a nie mozolne powtarzanie słów. Autorka przypomina również, że wywoływać poszczególne głoski może jedynie logopeda. Seria książeczek o Puciu jest pomocą edukacyjną, która poprzez zabawę, wspólne oglądanie ilustracji i rozmowy z dzieckiem, ma rozwijać słownictwo malucha i usprawniać jego mowę.

Nie miałam wcześniej okazji poznać Pucia, ale muszę przyznać, że jest to niezwykle sympatyczny młodzieniec. Wraz z nim spotkamy w książeczce pozostałych członków rodziny: Misię, Bobo, mamę i tatę dzieciaków, ciocię, a także pieska Funia. Cała rodzinka wyrusza "domkiem na kółkach" na Kaszuby, gdzie spędzą wakacje. Każda strona to kolejna scena z życia bohaterów. Pakowanie, wyjazd, podróż, rozbijanie obozowiska, zabawa w lesie i w wodzie, a także zwiedzanie i wiele innych sytuacji, o których można dyskutować bez końca. Chociaż książeczka ma zaledwie 40 stron (i twarde kartki), zawiera ogrom materiału do ćwiczeń z dzieckiem.

Ilustracje są zabawne, ciepłe, przyjazne i zachęcające do oglądania, wskazywania, rozmawiania o tym, co przedstawiają. Na każdej stronie mamy krótki tekst opisujący jakieś wydarzenie. Przeważają dialogi, dzięki czemu akcja jest dynamiczna.

Myślę, że każde dziecko pokocha Pucia od pierwszego wejrzenia i z chęcią będzie śledzić jego przygody.

Najlepsza gra kooperacyjna w jaką grałem. Fantastyczna przygoda, która przy każdej rozgrywce jest inna i niepowtarzalna. Grę można bardzo rozbudować, poprzez kupno dodatku HMS Beagle czy mini dodatków bezpośrednio od producenta. Wtedy mamy już do czynienia z grą ogromną, a w planach jest kolejne bardzo duże rozszerzenie "Mystery Tales". Niech rekomendacją dla gry będzie także to, że pare osób z mojego grona znajomych, które nie lubią gier planszowych tą akurat grę uwielbiają. Zdecydowane 6/6 - jedna z moich ulubionych pozycji.

2/08/2018

ilo99

15.00 pkt.

Rdza

Historia, można rzec, taka sobie. Przyjaźń dwóch chłopaków, poplątane losy rodziny jednego z nich. W tle wojna i historia pisana dużą literą. Najciekawsze w tej powieści jest słowo. I sposób w jaki autor buduje opowieść. Wznosi ją cegiełka po cegiełce. Niezbyt szczodrze szafując słowami. A historia i tak się plecie. I emocje w niej buzują. I rozczarowania, i marzenia, i brak odwagi. Wszystko. I ta senna, wiejska atmosfera. Lecz na pewno nie sielska. W każdym pokazanym nam mieszkańcu coś się tli, coś sprawia, że nie może on zapomnieć lub pogodzić się z teraźniejszością. Polecam.

24/07/2018

hr Maxula

15.00 pkt.

Rebel Gra Tash-Kalar Legendarna Arena

Gra w cenie PLN 80 jest warta zakupu. Instrukcja napisana świetnie i w taki sposób, że aż chce się czytać. Karty duże i z bajecznymi grafikami, żetony czytelne. Plansza odstaje w jakości ale nie jest zła. Jednakże wypraska to dramat - biała tekturka z "imitacją" przegródek.
Nie polecam dla dzieci przynajmniej najmłodszych ze względu na kompleksowść jak i "dorosłe" grafiki. Rozgrywka polega na układaniu żetonów na planszy. Specyficzne ułożenia pozwalają usuwać żetony przeciwnika oraz powielać i wzmacniać własne. Dla mnie to planszowa wersja gry Black and White.

16/07/2018

Erni2015

15.00 pkt.

Fahrenheit

Chyba każdy, kto dojrzał do używania perfum, i kto otarł się o jakąś reprezentatywną gamę zapachów, ma swój jakiś zapach, który nazwać może ulubionym, wymarzonym, idealnym, doskonałym. Dla mnie takim arcyzapachem jest woda toaletowa Christian Dior Fahrenheit. Już na samą myśl o nim tu i ówdzie robi mi się gorąco...
Niestety rzadko kiedy mogę sobie na niego pozwolić, bo flakonik tego cudeńka swoje kosztuje, a że nie jest to dla mnie artykuł pierwszej potrzeby, ląduje w mojej kosmetyczce zazwyczaj tylko przy szczególnych okazjach. Ale gdy już taka okazja się nadarzy, gdy mgiełka Fahrenheita osiądzie na mnie jak poranna rosa na kwiatku, gdy to zapachowe tornado omota mnie swoją magią, to... ufff!, sam sobie najchętniej rzuciłbym się na szyję, sam ze sobą bym się umówił, rzucił wszystko w diabły i pobiegł w stronę słońca...
Bo ten zapach jest po prostu genialny, powalający, piekielnie męski i kosmicznie zmysłowy, i choć żona mówi, że jakiś taki trochę ogórkowy (co to za teksty są w ogóle?!), to dla mnie jest to fenomen niemający sobie równych wśród męskich zapachów. Czytaliście "Pachnidło"? Jestem święcie przekonany, że tamtejsze nuty zapachowe mistrza Grenouille`a to w porównaniu z Fahrenheitem zwykłe trociny zanurzone w pomidorówie.

Podkład Rimmel Lasting Finish jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Za nieco ponad 10zł otrzymałam produkt dla mnie niemal idealny!
Podkład daje średnie krycie, nie zakryje poważniejszych problemów skórnych (ale też nie można mieć mu tego za złe) - od tego mamy korektor. Bardzo ładnie wyrównuje koloryt skóry, stapia się z nią, wykończenie nie jest typowo matowe dzięki czemu efekt jest bardzo naturalny. Nie tworzy maski nawet przy nałożeniu nieco większej ilości produktu. Konsystencja jest dość płynna, przez co zazwyczaj wylewa się go trochę więcej niż bym chciała i przez to też nie jest najbardziej wydajnym podkładem. Wg zapewnień producenta jest to podkład długotrwały i pod tym względem nie mam mu nic do zarzucenia. Bardzo ładnie utrzymuje się na twarzy nawet w upalne dni. Nie wyciera się przesadnie w strefie T a to przy skórze mieszanej nie jest takie oczywiste, Odcień 010 Light Porcelain jest bardzo jasny co jest zdecydowanie zaletą ? jako posiadaczka bladej cery nie raz miałam problem ze znalezieniem odpowiedniego odcienia (często nawet najjaśniejszy odcień podkładu okazywał się zbyt ciemny). W przypadku tego podkładu nie ma tego problemu. Niestety posiadaczki cery suchej mogą mieć problem z widocznymi suchymi skórkami ? po nałożeniu podkładu są one dużo bardziej widoczne. Opakowanie jest estetyczne, dość solidne (nic nie przecieka).
Ogólne wrażenia bardzo pozytywne. Dobry produkt za bardzo dobrą cenę.

28/06/2018

kasiazeg

15.00 pkt.

Miss Dior 2017

Miss Dior nigdy nie zawodzą.Zapach jest piękny- ponadczasowy klasyczny z nutą elegancji.Na mnie pachnie jak bukiet kwiatów, ale ciepły toroche szyprowo- pudrowy.Butelka jest elegancka, niezmienna od lat. Zapach trzyma sie przez cały dzień- na ubraniach i ciele i z każdym ruchem na nowo kwitnie na mojej skórze. Perfumy są oryginalne- kupowalam je wcześniej w dużej sieciówce, natomiast już tam nie wróce- cena na Gandalfie jest zdecydowanie lepsza.Pisałam już, że je uwielbiam? :)

Niemalże każdy człowiek ma w swoim życiu chwile, w których zastanawia się nad swoim pochodzeniem. Najczęściej są to rozważania dotyczące kilku pokoleń wstecz, jednak Karin Bojs postanowiła pójść o krok dalej (choć może lepiej byłoby napisać - wstecz). Zapragnęła sprawdzić, gdzie w korzeniach ludzkości znajdują się jej geny. ?Moja europejska rodzina? to wędrówka śladami genów aż do czasów sprzed ponad pięćdziesięciu tysięcy lat, kiedy mitochondrialna Ewa wyruszyła w wędrówkę do Europy. Autorka zabiera nas w tę samą podróż, która została w dużej mierze odtworzona na bazie badań genetycznych zarówno okazów kopalnianych zmarłych przed wieloma tysiącami lat ludzi, jak i wytworzonych przez nich narzędzi i naczyń.

Mięso, mięso i jeszcze raz mięso - książka pełna jest mięsistych faktów i danych pochodzących z badań naukowych. Na końcu ?Mojej europejskiej rodziny? można znaleźć pokaźną listę zawierającą bibliografię prac naukowych, na których bazowała Karin Bojs podczas pisania swojej książki. Wszystkie te informacje podane są w niezwykle przystępny sposób, przeplatane historią jej rodziny oraz wstawkami fabularnymi ukazującymi potencjalny przebieg wydarzeń wiele tysięcy lat temu. Autorka opowiada rzeczowo o wynikach badań oraz o jej rozmowach z naukowcami, którzy je przeprowadzili. Stara się trzymać odpowiedni dystans w stosunku do niepotwierdzonych teorii czy wręcz insynuacji. Całość jest niezwykle wiarygodna, a przy tym zrozumiała dla przeciętnego człowieka. Jeśli chcecie dowiedzieć się jak wyglądały ruchy pierwszych ludzi na mapie świata, to jest to pozycja zdecydowanie dla Was!

Pokaż więcej

23/08/2018

Zdzisław Ruszkowski

10.00 pkt.

Dziewczyny z Wołynia Prawdziwe historie

Dziewczyny z Wołynia. Prawdziwe historie. <br> Herbich Anna.<br> "W 1939 roku sielskie życie na Wołyniu się kończy. Polska upada, zmieniający się okupanci sieją postrach. Jednak największe zagrożenie przychodzi ze strony, z której nikt się tego nie spodziewał. Sąsiadów. Kumów. Ukraińców. Wiedzeni banderowską wizja Ukrainy zaczynają mordować Polaków. Wołyńskie dziewczęta były jeszcze dziećmi, gdy rozpoczął się pogrom. Widziały śmierć rodziców, braci, sióstr i rzeź całych wsi. Słyszały błagania bezbronnych ofiar opętanych szałem mordu Ukraińców. Z dnia na dzień straciły nie tylko najbliższych, ale również swoją ojcowiznę".<br> Książka jest zbiorem opowiadań i wspomnień kilku sędziwych już kobiet, które przeżyły w dzieciństwie piekło. Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności przeżyły zbrodnię ludobójstwa ludności Polskiej przez Ukraińców na Wołyniu. Na zawsze w pamięci pozostały im te niewyobrażalne zbrodnie, których świadkami były. Utraciły wtedy wszystko, co miały najcenniejsze. Rodziców, rodzeństwo, dziadków, krewnych, sąsiadów, przyjaciół a także całe dzieciństwo. <br> ?Dziewczyny? opowiadają o swoich dramatycznych losach, o utracie, o cierpieniu, o próbach powrotu do życia. Każda z nich miała inny życiorys, ale łączy je jedno. Szanują i pielęgnują pamięć o pomordowanych przodkach. Działają w stowarzyszeniach, upamiętniają miejsca kaźni i dają świadectwo, aby nigdy te zbrodnie nie zostały zatarte przez czas i ludzi. Książka jest zapisem dramatycznych wspomnień, ważne jest aby przesłanie jakie niesie dotarło do jak najszerszej rzeszy ludzi.<br> Książkę wydało Książkę Wydało Wydawnictwo: Znak Horyzont.<br> Polecam,<br> Zdzisław Ruszkowski.

20/08/2018

Logopeda ukulele

8.00 pkt.

Gra Potworne porządki

Potworne porządki, czyli jak posprzątać pokój z zamkniętymi oczami i nie zaprosić do domu potworka...

Dzieci (w sumie dorośli też) nienawidzą sprzątać. Czynność ta jest nudna, nieprzyjemna i nieekonomiczna energetycznie w czysto fizycznym sensie: świat przecież dąży do chaosu, a stan nieuporządkowania (entropia) zawsze rośnie. Niestety trzeba jednak walczyć z bałaganem i aby do tego zachęcić, serdecznie polecam fantastyczną grę od Naszej Księgarni, czyli Potworne porządki!

Banalne zasady sprawią, że nawet trzyletnie maluchy w lot zrozumieją, na czym polega gra. Każdy z graczy dostaje swój pokój i musi jak najszybciej poodkładać rzeczy na ich miejsca. Aby to zrobić, z zamkniętymi oczami szuka w woreczku odpowiednich przedmiotów, takich jak łóżko, lampa, obraz, czy miś. Zadanie utrudniają kryjące się w woreczku potworki, które swoim kształtem przypominają poszukiwane wyposażenie pokoju i mogą uniemożliwić zdobycie punktu. Oczywiście "poszukiwanie" odpowiednich przedmiotów odbywa się w kolejności, a wylosowanie potworka obniża szansę na wygraną... Grze towarzyszy skupienie, ale również dużo śmiechu, więc świetnie się sprawdzi na wszelkiego rodzaju dziecięcych imprezach.

Nie byłabym sobą, gdybym nie pochwaliła wydawnictwa za wysoką jakość gry. Mam tu na myśli nie tylko samą fabułę i dobrą zabawę, ale porządne i trwałe wykonanie elementów z grubej tektury i idealne dopasowanie opakowania do zawartości. Niby mała rzecz, ale dzięki temu w mojej gabinetowej szafie zmieści się znacznie więcej gier. Często bowiem u innych wydawców wielkie pudełko ukrywa dosłownie parę elementów gry. Nasza Księgarnia na szczęście ma zupełnie inny system.


Potworne porządki dają nam wiele różnych możliwości. Możemy grać zarówno z zupełnymi maluszkami, jak i starszymi dziećmi, które będą ze sobą rywalizować. Możemy wybrać również opcję, w której ważniejsza jest współpraca i pokonanie potworków

15/08/2018

Joanna Ż.

8.00 pkt.

Ciało człowieka Anatomia dla początkujących

"Ciało człowieka" anatomia dla początkujących"- jest to książka zaprojektowana dla ciekawych świata dzieci. Maluchy czasami zadają dużo pytań, a w szczególności gdy jakiś temat je pasjonuje, Wtedy książka jest dla nas bardzo pomocna. Znajdziemy w niej bardzo dużo odpowiedzi związanych z ciałem człowieka i jego funkcjonowaniem. Niekiedy pasje z dzieciństwa stają się naszą przyszłością, warto się nad tym zastanowić. Książka podzielona jest na dwie części. Pierwszy składa się z ludzkiego szkieletu do wycięcia i złożenia. Ta część bardzo spodobała się synkowi. Kartonowe karty są świetnie oznaczone , że dziecko jest w stanie samodzielnie złożyć szkielet i to dla niego ważne osiągnięcie. Druga część składa się z 9 tematów w bardzo ciekawy sposób przedstawione młodemu odbiorcy. Dzieci dowiedzą się o:
- szkielecie,
- pięciu zmysłach,
- mózgu,
- układzie trawiennym,
- mięśniach,
- genach,
- sercu i układzie krwionośnym,
- oddychaniu,
- oraz pierwszej pomocy.
Do działu są dołączone szczegółowe objaśnienia tematu, lecz bez żadnych zbędnych opisów, same konkrety. w tej części również znajdziemy propozycje wielu eksperymentów dodam, dodam że bardzo ciekawychWszystkie informacje zawarte w książkach są napisane w bardzo przystępnym języku, zrozumiałym dla młodego pokolenia. Każda publikacja jest również dostosowana do potrzeb młodego pokolenia tekst zawarty w książkach nie jest zbyt długi ani monotonny a liczne i bardzo kolorowe ilustracje wspaniale odzwierciedlają rzeczywistość. Każda z prezentowanych książek przekazuje bardzo ważne informacje odnośnie danego zagadnienia zachęcając jednocześnie do dalszego jej poszerzania. Kto wie może nasza pociecha będzie przyszłym lekarzem lub astrologiem ? Gorąco polecam dane książki

14/08/2018

Ervo

10.00 pkt.

Rebel Gra 7 Cudów Świata: Pojedynek

Krótka i bardzo satysfakcjonująca. Gra jest mała jeśli chodzi o czas, zawartość i zasady - ale bardzo szeroka w aspekcie mnogości strategii. Genialnie nieskomplikowane reguły dające masę strategicznego zarządzania, 3 różne możliwe zakończenia gry (z czego 2 to natychmiastowe zwycięstwo/porażka) oraz balans, który sprawia, że trzeba się pilnować do ostatniej karty.
Gra, która jest tylko i wyłącznie dla 2 osób, może być idealnie skrojona pod tę liczbę graczy. I ta gra zdecydowanie taka jest.

9/08/2018

BarbaraT

10.00 pkt.

Vampirina Kocham ten film

W książce znajdziemy trzy oddzielne opowiadania. W pierwszym rodzina Hauntleyów będzie miała nietypowych gości w Strasznym Pensjonacie. Kolejne dwie historie ukazują, jak w Transylwanii wygląda przyjęcie niespodzianka oraz jak wampiry obchodzą walentynki.

Dodatkowym atutem książki jest ładne wydanie - twarda okładka, śliski papier, różny styl i wielkość czcionki oraz niesamowicie barwne ilustracje zajmujące większą część strony. To wszystko sprawia, że książeczkę czyta się z prawdziwą przyjemnością.

6/08/2018

Steffen

8.00 pkt.

King of the Game

Przyjemny uniwersalne lekki świeży zapach, typowo na dzień. Jako, że to woda toaletowa, to jest to woń zbyt intensywna i dość szybko wietrzeje, dlatego jeśli komuś zależy na długotrwałym zapachu, to polecam się spsikać dość intensywnie, a jeszcze lepiej nosić przy sobie flakon. Pomimo, że nie jest to intensywny zapach, to rekompensowane jest to sporą pojemnością flakonu i całkiem przyzwoita ceną.

2/08/2018

Logopeda ukulele

8.00 pkt.

Granna Gra Bazyliszek

Zbuduj niepowtarzalną komnatę. Uwaga! W pobliżu kręci się bazyliszek, który jednym spojrzeniem może cię zmienić w kamień... Musisz się bardzo skoncentrować, żeby uciec przed jego morderczym spojrzeniem.

Nie spodziewałam się po tej grze aż tylu emocji... Okazuje się jednak, że Bazyliszek jest trudny nawet dla dorosłych! Każdy z graczy stara się zebrać jak najwięcej kart komnat, jednak nie mogą się powtarzać. Mogą być jednak swoimi lustrzanymi odbiciami (wtedy dostajemy też więcej punktów). Problem stanowi fakt, że karty są do siebie dość podobne... Niektóre elementy powtarzają się na wielu kartach i ciężko jest zapamiętać, po której stronie co stało i co temu towarzyszyło... Oczywiście, im więcej gramy tym jest łatwiej, jednak trzeba się mocno skoncentrować na tym, jakie karty komnat już mamy i czy przypadkiem nie bierzemy lustrzanego odbicia. Jeżeli karty się powtórzą: czeka na nas bazyliszek! Gdy nie jesteśmy pewni, możemy zostawić swoją kartę na stosie, wtedy może ją wziąć inny gracz w swojej kolejce, zamiast karty zakrytej. Wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów.

Wydawnictwo pomyślało również o młodszych graczach, którzy dostają pomoc w postaci tarczy chroniących przed Bazyliszkiem. Dzięki temu nie będzie tak wielkiego rozczarowania, kiedy karty się powtórzą.

Gra jest ładnie wykonana, chociaż marzą mi się nieco grubsze karty... Znając moich pacjentów, za chwilę będą pogniecione: w emocjach dzieci czasem nie mają wyczucia. Poza tym drobnym szczegółem (który w domowym użytkowaniu nie ma wielkiego znaczenia) gra jest po prostu piękna. Ładne i wyraźne ilustracje cieszą oczy bez względu na wiek, choć trzeba się mocno skoncentrować, żeby nie pomylić obrazka z jego lustrzanym odbiciem...

Cieszę się, że Granna zaczyna tworzyć gry w jakiś sposób związane z legendami polskimi. Prócz Bazyliszka możemy poznać również Pana Twardowskiego, o którym niedawno opowiadałam na blogu.

31/07/2018

Mateusz

10.00 pkt.

Gra Inis

Już pudełko od Inis ciekawe. Charakterystyczna grafika może równie dobrze zachęcać, jak i zniechęcać potencjalnego kupca. Raczej nie da się przejść koło niej obojętnie. Mnie zaintrygowała i nie pożałowałem. W środku są bardzo ładne i duże karty akcji, które mogłby być jednak grubsze. Oprócz nich niezłe figurki i super kafelki do układania planszy. I właśnie ich niespotykany kształt zachęcił mnie do kupna gry.
Sama rozgrywka jest ciekawa, mimo niewielkiej ilości kart podstawowych. Wygrana wymaga główkowania i bycia elastycznym, ponieważ do zwycięstwa wiodą trzy drogi. Interakcja między graczami nie powinna prowadzić do kłótni, aczkolwiek konflikty na planszy są nieuniknione. Rozegrałem kilka partii w dwie osoby i zarówno moja żona jak i ja mamy pozytywne wrażenia odnośnie Inis, które na pewno co jakiś czas będzie lądowało na naszym stole.

29/07/2018

Patrycja G.

10.00 pkt.

Harry Potter Tom I - VII

Piękne wydanie pierwszej serii książek jakie przeczytałam i kocham do dziś :) Rowling ma w sobie coś co przyciąga nawet osoby nielubiące czytać i zabiera w świat tak niezwykły, że nie chce się wracać :D
Po kilku latach fajnie jest wrócić do tej powieści ^^ nigdy nie znudzę się przygodami Harrego Pottera i jego paczki.
To obowiązkowa lektura dla każdego! Dziwię się, ze jeszcze nie satła się obowiązkową lekturą szkolną :P

Pokaż więcej

9/09/2018

Karolina Pająk (Dzosefinn)

Przyciąganie

Niepełnosprawność dla zdrowego człowieka często jest końcem świata. W ułamku sekundy zostaje mu odebrana samodzielność, marzenia, wolność, a niekiedy nawet i godność. Załamani straciwszy tak wiele, trudno pogodzić się z tym, co przygotował dla nas los. Jednak, wbrew wszystkim przeciwnościom, codziennie ludzie udowadniają, że nie musi tak być. Wypadek nie musi oznaczać końca aktywności i pasji. Życie ?po? zależy od nas samych, od tego, czy znajdziemy w sobie wystarczająco dużo siły i samozaparcia, by walczyć i przybliżyć je do tego, jakie prowadziło się zanim nieszczęśliwe zdarzenie pokrzyżowało nam plany. Garrett, jeden z głównych bohaterów Przyciągania Elżbiety Rodzeń pokazuje, że mimo swojej niepełnosprawności, nadal można cieszyć się życiem i korzystać z niego, momentami aż do przesady?

Nadia, młoda pielęgniarka, pojawia się w życiu Garretta nieproszona, zostaje ona zatrudniona przez rodziców młodego mężczyzny, który przez nieszczęśliwy wypadek znalazł się na wózku inwalidzkim. Mogłoby się wydawać, że będzie to kolejna osoba, która siedzi zamknięta w domu i nie potrafi pogodzić się z zaistniałą sytuacją. Poniekąd tak jest, bowiem Garrett na każdym kroku chce wszystkim udowodnić, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwej do wykonania. Tak naprawdę chce też to udowodnić sobie, że może? Zadaniem Nadii będzie wpłynąć na mężczyznę, by się tak bardzo nie forsował, ale czy, ku uciesze rodziny, uda się jej to osiągnąć? Czy przemówi Garrettowi do rozsądku? Poza tym, czy kobieta poradzi sobie z depczącą jej po piętach przeszłością? Odpowiedzi znajdziecie w najnowszej powieści Elżbiety Rodzeń.

Przyciąganie to kolejna powieść autorki, która wywołała we mnie falę pozytywnych emocji i nie pozwoliła odłożyć się na później. Elżbieta Rodzeń ponownie wciąga nas w swój świat i sprawia, że nie tylko przyprawia nasze serca o szybsze bicie (chyba nabawię się przez jej książki nadciśnienia?), ale również nie chce nam się z niego wychodzić. Poza tym? pozostawia nas odrobinę bogatszych o nowe doświadczenia. Niepełnosprawni, mimo wielu kampanii promocyjnych, nadal wzbudzają w osobach pełnosprawnych mieszane uczucia. Dlaczego? A no dlatego, że nie jesteśmy z nimi obyci, nie potrafimy się w ich towarzystwie normalnie zachowywać. Często nie wiemy co wypada zrobić lub powiedzieć, a co nie. Elżbieta Rodzeń w Przyciąganiu uchyla nam rąbka tajemnicy i pokazuje jakiego zachowania może oczekiwać od nas osoba niepełnosprawna, w tym przypadku siedząca na wózku. Poza tym przedstawia to w sposób niezwykle prosty i realny, a bariery, jakie pojawiają się w związku z poruszaniem się na wózku są smutnym potwierdzeniem tego, z czym muszą się mierzyć osoby w życiu codziennym.

Historia, którą poznajemy w Przyciąganiu mocno skojarzyła mi się [...] z głośną powieścią Jojo Moyes Zanim się pojawiłeś. Tam też pojawia się motyw niepełnosprawności, zresztą obie książki zaczynają się dosyć podobnie, rodzice niepełnosprawnego mężczyzny szukają opiekunki/pielęgniarki dla swojego dorosłego dziecka. Wprawdzie Nadia i Lou mają inne zadanie, a Garrett i Will różnią się stopniem niepełnosprawności, to skojarzenia pozostają. Nie powiedziałabym, że jest to coś złego. [...] Każda z autorek przygotowała dla swoich bohaterów inny scenariusz i oba są piekielnie dobre. Po lekturze można pofantazjować jak mogłoby się potoczyć życie bohaterów, gdyby jeden z nich był bardziej, a drugi mniej poszkodowany. Myślę, że Przyciąganie można uznać za polską odpowiedź na Zanim się pojawiłeś, która pod żadnym kątem nie odstaje od powieści Jojo Moyes. Myślę nawet, że Jojo spodobałaby się historia Nadii i Garretta. Oczywiście na początku bałam się, że historia Elżbiety Rodzeń będzie zbyt podobna do tej, stworzonej przez Moyes, ale na szczęście autorka szybko rozwiała moje obawy. Teraz wiem, że nie powinnam wątpić w autorkę i na pewno już tego błędu nie popełnię.

[...]

Przyciąganie to kolejna wartościowa powieść, koło której nie można przejść obojętnie. Oprócz rozrywki, jaką niewątpliwie daje nam ten tytuł, uświadamia i otwiera czytelnikom oczy na sytuację osób poruszających się na wózkach. W przeciwieństwie do Przyszłość ma twoje imię, wcześniejszej powieści tejże autorki, nie ma się wrażenia ?przegadania? historii, a bohaterowie, podobnie jak Blanka i Mateusz ze wspomnianej przeze mnie powieści, są bardzo realni i sympatyczni. Przyciąganie wciąga od pierwszej strony i szalenie trudno się od niej oderwać. Fabułą przypomina trochę Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes, ale nie bójcie się, nie jest to ta sama historia. To polska odpowiedź na książkę Moyes, która na krok nie odstępuje od historii Lou i Willa. Myślę że fanom tej dwójki propozycja Elżbiety Rodzeń przypadnie do gustu i pokocha ją równie mocno jak Zanim się pojawiłeś. Moim zdaniem Przyciąganie to obowiązkowa lektura dla czytelniczek gatunku New i Young Adult!

[www.dzosefinn.blogspot.com]

Kiedy skończyłam czytać ?Skradzione laleczki? wiedziałam, że jeśli autorki w drugim tomie utrzymają ten sam poziom to nie ma szans bym się rozczarowała. Jednak Ker Dukery i K. Webster zrobiły coś o czym nawet nie marzyłam. Nie mam pojęcia jak im się to udało, ale ?Zaginione laleczki? są jeszcze lepsze niż pierwszy tom! To co autorki zrobiły z tą książką przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Jest to chyba jeden z najlepszych thrillerów jakie miałam okazję przeczytać.

W pierwszym tomie akcja rozpoczynała się dosyć szybko, aczkolwiek potrzebowała chwili na rozkręcenie się. W przypadku ?Zaginionych laleczek? czytelnik został wrzucony w wir wydarzeń dosłownie od pierwszej strony. Autorki w tej części postanowiły poprowadzić narrację nie tylko z punktu widzenia Jade, ale również z perspektywy Dilliona i Benny?ego. Moim zdaniem był to fantastyczny pomysł, ponieważ wreszcie mamy możliwość zagłębić się w psychikę oprawcy Jade, ale także mamy okazję lepiej poznać innych bohaterów oraz zobaczyć wydarzenia z szerszej perspektywy. Nie ukrywam, że najbardziej jednak podobały mi się rozdziały, w który narrację przejmował Benjamin. Ponieważ dzięki retrospekcją z jego dzieciństwa dowiadujemy się co ukształtowało jego psychikę oraz dlaczego z małego chłopca wyrósł potwór i sadysta.

?Zaginione laleczki? to bardzo brutalna książka, przed którą przestrzegają nawet same autorki. Nie brakuje w niej dosadnych opisów okrutnych tortur, przemocy fizycznej i psychicznej oraz gwałtów. Ze względu na prośbę autorek nie będę w recenzji przytaczać żadnych przykładów by nie zdradzać fabuły, jednak śmiało mogę powiedzieć, że nie jest to książka dla osób o słabych nerwach czy wrażliwych żołądkach.

Podobnie jak w przypadku ?Skradzionych laleczek? oprócz wiodącego prym wątku kryminalnego znajduje się tutaj również całkiem sporo scen erotycznych, z powodu których tę książkę można zakwalifikować nie tylko jako thriller, ale także jako dark romance.

?Czasem twarda, niezależna kobieta potrzebuje bohatera. Czasami bohater potrzebuje kobiety, która go uratuje.?

Nieczęsto zdarza mi się polecić książkę od pierwszej strony do ostatniej, bo zawsze znajdę jakieś minusy, jednak w przypadku serii ?Laleczki? jestem gotowa to zrobić. Historia ta całkowicie mnie pochłonęła i nie wyobrażam sobie bym miała nie sięgnąć po jej kontynuacje czy inne książki tych autorek. Ker Dukey i K. Webster stworzyły genialną powieść, której brutalność i realizm wstrząsnął ponownie moim światem. Naprawdę gorąco polecam Wam całą tą serię, jednak uczulam, że nie są to książki dla osób o słabych nerwach czy wrażliwych żołądkach.

Aleksandra
Wszystkie cytaty pochodzą z książki ?Zaginione laleczki? autorstwa Ker Dukey i K. Webster.


Więcej na : http://tygrysica.tumblr.com/ oraz https://www.instagram.com/tygrysicaa/

9/09/2018

Czytanka na Dobranoc

Wybór M

Ciągle nie mogę się pozbyć z głowy stereotypu związanego z książkami polskich autorek obyczajowych. Sięgając po nie, spodziewam się słodkiego romansu w sielankowej scenerii. Najgorszym co może się przytrafić bohaterom jest zdrada ukochanego czy zbuntowane dzieci. Dzieło Natalii Nowak-Lewandowskiej zmusiło mnie do zmiany takiego sposobu myślenia. Polskie pisarki są nam w stanie dać dużo więcej niż łzawe, pisane na kolanie, historyjki dla kur domowych, a "Wybór M" jest doskonałym tego przykładem. Można śmiało stwierdzić, że rodzima literatura obyczajowa wyszła z kuchni i weszła na salony.

Michalina wraz z Igorem tworzą szczęśliwe małżeństwo. Planują wspólne wakacje nad morzem, na które zabiorą najbliższą przyjaciółkę rodziny, Basię. Pewnego dnia, wracając późno z pracy do domu, Michalina pada ofiarą gwałtu zbiorowego. Kobieta trafia do szpitala. Lekarzom udaję się ją odratować, jednak rany psychiczne będą goić się o wiele dłużej. Również Igor nie może się pogodzić z tym, co spotkało jego żonę. Zaczyna znikać z domu. Miśka czuje, że go traci. Jedyną osobą, która wiernie trwa przy łóżku zrozpaczonej kobiety, jest Basia.

Temat gwałtu zbiorowego jest niezwykle rzadko poruszany przez autorów literatury obyczajowej. Jest on trudny, bolesny i wydaje mi się, że ciężko jest pisać z pozycji ofiary, nie mając za sobą podobnych doświadczeń. Autorzy boją się, że próbując opisać uczucia jakie towarzyszą zgwałconym, nieświadomie je zranią, nie będą potrafili w pełni oddać traumy, jaka jest ich udziałem. Ciężko jest mi powiedzieć, co musi czuć wykorzystana w brutalny sposób, upodlona i pobita kobieta, zostawiona na gruzowisku po zniszczonej kamienicy. Nawet nie próbuję wyobrazić sobie ogromu nieszczęścia, które na nią spada w ułamku sekundy. Autorka spróbowała zinterpretować ten stan rozpaczy. Rozłożyła ból na czynniki pierwsze. I muszę przyznać, że przed moimi oczami rzeczywiście pojawił się obraz przerażonej ofiary, której życie legło w gruzach. Ta książka jest niczym więcej jak studium rozpaczy. Polskie autorki przyzwyczaiły nas do tego, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Jednak nie tym razem. Od samego początku do rozpaczliwego końca toniemy w rozpaczy, jaka jest udziałem naszych bohaterów. Bo tak traumatyczne przeżycie ma wpływ nie tylko na życie ofiary. Poszkodowani są wszyscy bliscy, rodzina i przyjaciele. Ich życie również się zmienia. Pozostaje kwestia tego ,czy jesteśmy w stanie funkcjonować i odnaleźć szczęście w nowych, zmienionych realiach. Jak uświadamia nam autorka, często jest to niemożliwe.
Na okładce książki możemy przeczytać, że początkowo Igor wspiera Michalinę. Zastanawia mnie czy ktoś kto pisał ten opis w ogóle zadał sobie trud przeczytania książki. Niestety, mąż ofiary, zachował się jak ostatni drań i zamiast siedzieć przy łóżku żony, bał się przekroczyć próg szpitalnej sali. Rzeczywistość go przerosła i z kochającego, otwartego na świat mężczyzny, stał się egoistycznym dupkiem. Wybaczcie kolokwializm, ale inne słowa tutaj po prostu nie pasują. Wprost nie mogłam uwierzyć w to jak się zachowuje ten dorosły mężczyzna. On nie dość, że odsunął się od swojej małżonki, to się nią brzydził. Uważał ją za zbrukaną, dotkniętą przez innych mężczyzn. Nie zwracał uwagi na jej nieszczęście, uczucia. Był ważny tylko on sam. Wiecie co jest najgorsze? Uważam, że właśnie w ten sposób zachowałaby się większość mężczyzn w takiej sytuacji. Dla nich sex to sex. Jeśli kobieta była z innym mężczyzną, nawet jeśli tego nie chciała, to znak, że zdradziła. Igor nie myślał o bólu jakiego doświadczyła Miśka, nie zwracał uwagi na jej rany, widział w niej jedynie brudną ofiarę gwałtu, nie żonę, którą kochał do szaleństwa.

"Wybór M" to książka negatywnych bohaterów. Te pozytywne postaci można policzyć na palcach jednej ręki. Są dwie. Zarówno rodzina, jak i otoczenie Michaliny, odnoszą się do niej z wrogością, nie traktują jak ofiarę tylko prowokatorkę. Jej własna matka, zagorzała katoliczka i tradycjonalistka, uważa że gwałt był wynikiem złego prowadzenia się dziewczyny, za krótkich sukienek, zbyt intensywnego makijażu. Siostra, zaszczuta szara myszka, nie odzywa się wcale, chodząc jak cień za swoim mężem i matką. Policjant, jest zmęczony prowadzeniem śledztwa, które i tak doprowadzi donikąd. Nawet psycholog, nie zwraca uwagi na cierpienie dziewczyny i liczy sobie podwójne stawki za wizyty domowe. Zaiste obraz polskiej mentalności, przedstawiony w tej powieści jest jak najbardziej prawdziwy. Niestety nie patrzymy dalej niż czubek własnego nosa. Celem stworzenia karykaturalnych i przesadzonych bohaterów było uwidocznienie cierpienia Michaliny. Ona jedna przeciwko samemu światu. Autorka chciała nam pokazać, że pomimo całej empatii jaką jesteśmy obdarzeni, nigdy nie będziemy w stanie, zrozumieć co czuje ofiara. Przez jakie piekło przechodzi.
Nowak-Lewandowska postawiła na kontrast. Z jednej strony mamy ból, traumę i zespół stresu pourazowego a z drugiej pączkującą miłość, sex, zauroczenie i fascynację drugim człowiekiem. Lęk przed odrzuceniem miesza się z ciepłem prawdziwej przyjaźni. Czarne miesza się z białym. Widząc, że świat wokół toczy się dalej, że inni przeżywają swoje małe radości, obraz Michaliny wydaje nam się jeszcze bardziej tragiczny.

Uważam, że autorka wykazała się niezwykłym sprytem w wyborze tytułu dla swojej książki. "M" może oznaczać zarówno Michalinę, jak i Małgosię, jej starszą siostrę. Ona również będzie zmuszona do dokonania wyborów, które zaważą na jej przyszłym życiu. Zresztą nie ona jedyna. Zadziwiające jest, jak jedno wydarzenie, może zmienić losy i życie tak wielu ludzi. Następuje tutaj efekt domina, kiedy jeden potrącony klocek rozpoczyna lawinę, którą nie sposób zatrzymać. Dla jednych coś się skończyło, dla innych zaczęło. Ważne jest jedno : nikt nie został oszczędzony. Czytając książkę, zaczęłam rozmyślać nad tym, jak mały wpływ mamy na naszą przyszłość. Choć myślimy, że tak wiele od nas zależy to faktem jest, że nasze życie jest sumą zbiegów okoliczności i losowych zdarzeń, na które nie mamy wpływu. Wszystko to można nazwać jednym, pięknym słowem "przeznaczenie". I właśnie o tym jest ta książka.

"Wybór M" to niezwykle emocjonalna, pięknie napisana historia, opowiadająca o bólu, stracie, rozpadzie i braku nadziei. Płakałam. I wy też będziecie płakać. I wściekać się i krzyczeć i kląć. Powtórzenia jakie zastosowała autorka, opisowy język i brak zahamowań cechujący język powieści, będą wam ciągle przypominać o tym strasznym przeżyciu, które spotkało Michalinę. To nie jest kolejna książka dla grzecznych dziewczynek, kolejna opowieść o miłość ze szczęśliwym zakończeniem. To brutalny opis jeszcze brutalniejszej rzeczywistości, pełnej złych egoistycznych postaci, które tylko noszą maski dobrych ludzi. Książka ta podkopała moją wiarę w istotę człowieczeństwa. Chciałabym wierzyć, że ten czarny scenariusz to tylko fikcja literacka, jednak chyba nie posiadam w sobie tyle pokładów wiary. Polecam.

9/09/2018

CZECHYPOPOLSKU.PL

Przedawnienie Tom 1

Przedawnienie Jiřího Březiny to książka tak na dwa jesienne wieczory. 277 stron tekstu, czcionka, rozmieszczenie akapitów, a wszystko, by dumny czytelnik pozycję książkową łyknął raz dwa. Ma dodatkowo mieć poczucie kryminalnego wątku z głębią w tle. Uwaga może trochę na marginesie, choć niesie za sobą pewną wskazówkę, potrzebną by Przedawnienie zrozumieć. Dwupoziomowa struktura, fabuła, wątek Niemców Sudeckich, pewien polityk i jego dorastanie do moralnych rozrachunków ze sobą, okoliczności flirtów, portrety bohaterów, to wszystko jak te 277 stron. Niby to cały czas 277, a przecież nie zmieściłoby pojedynczego opowiadania Oty Pavla. Ktoś wypomni inny gatunek, czasy, niepowtarzalny talent Pavla, my trzymamy jednak miarę czysto symboliczną.

No bo teraz tak. Z Niemcami sudeckimi jest trochę jak z antysemityzmem, izmami w ogóle, różne wymiary, różne okoliczności, a trudno się nie wstrzelić tak, by nie chwyciło. Młody glina, pierwsze zawodowe ambicje, jakaś degradacja, cały liniowy proces od leszcza w kierunku leszcza mniejszych wymiarów. Pływający w tym wszystkim polityk, drugie tło czasowe książki, niezrozumiałe kulisy jego zachowań, tła ich spotkań z głównym bohaterem. Romansik na dostawkę, jakby bez niego fabułą nie poszłaby dalej. No trochę to po sztubacku, niby dobrze, a jednak wiemy że rodzice złapią z ręką pod pościelą.

I leci nam ta książka niezbyt zawrotnie, choć nie znowu tak opieszale, by zniechęcać. Jakoś sobie meandruje, porwie nas pojedynczy nurt, nie wyłamując przy tym z fabularnej rutyny. Takie tempo może nawet nie jest wadą, ale znowu też nie jest zaletą. Nie gmatwając Przedawnienie to książka o której chciałoby się pisać dobrze, ale nie wiadomo co. Nawet to ukochanie black metalu głównego bohatera, .........http://czechypopolsku.pl/przedawnienie/

9/09/2018

Blanka94

Ułuda

Ciężko chora, umierająca buddystka Iga prosi swojego przyjaciela Mata, aby dopilnował kremacji jej ciała, a prochy rozsypał w świętym miejscu w Indiach. Ten postanawia spełnić prośbę przyjaciółki i wyrusza w podróż. Czy aby na pewno?

?Dlaczego kłamiemy umierającym? Dlaczego oszukujemy ich, wynajdując historyjki ku pokrzepieniu? [?] Czy tymi kłamstwami chronimy ich, czy samych siebie? Z jednej nieprawdy w drugą nieprawdę, z jednego zaprzeczenia uciekamy w kolejne. Bywamy tacy fałszywi?. (s.50)

Nie jest to lektura łatwa i niewymagająca. To jedna z tych książek, przy których wpada się w otchłań refleksji. Porusza ona bowiem tematy, które dotyczą każdego z nas ? wartości, życia, śmierci, przemijania. Czy nasze życie jest tylko ułudą? Co więcej, styl autora i cały klimat panujący w książce, sprawił, że czułam się, jakbym odbywała podróż razem z Matem. Była to podróż intrygująca, momentami wręcz hipnotyzująca. Czytelnik może także zaznajomić się z realiami życia, zwyczajach panującymi w Indiach, buddyzmem itp. Uważam jednak, że czasami poszczególne opisy były zbyt długie. Ogromny plus za zaskakujące zakończenie.

?Wtedy też zrozumiałem, że zgoda na własną śmierć rodzi się, gdy odchodzi coraz więcej tych, których kochaliśmy?. (s.290)

PS Proszę nie zrażać się kilkoma pierwszymi stronami książki, ponieważ brzmią one dość enigmatycznie. Warto brnąć dalej. Polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję portalowi czytampierwszy.pl

9/09/2018

www.ohnoitsmegan.wordpress.com

Naturalista

Theo Cray jest bioinformatykiem. Widzi prawidłowości tam, gdzie inni widzą chaos. Gdy policja głowi się nad zagadką odnalezionego w ostępach Montany, okaleczonego ciała, Theo zauważa coś, co stróże prawa przeoczyli. Coś nienaturalnego?

Jednak szybko okazuje się, że ofiar jest więcej a jedynymi podejrzanymi są niedźwiedź grizzly i ? Profesor Cray. Mężczyzna postanawia więc wykorzystać całą swoją wiedzę i naukową skrupulatność, aby odnaleźć zabójcę. Czy okaże się tak samo sprytny, jak drapieżnik, na którego poluje, zanim sam stanie się ofiarą?

Czytając zapowiedzi tej książki, przeszły mnie dreszcze od czubka głowy aż po same pięty. Dlaczego? Bo oto przede mną wyłożono historię, która łączy moje dwa ulubione wątki: naukowe podejście i tajemnicze morderstwa. Moja pierwsza myśl : to będzie dobry thriller.

I jak się okazało, miałam rację, choć nie do końca.

Jak nie przeszkadzały mi naukowe analizy, dociekanie po mało znaczących szczegółach, prawdy i cała droga głównego bohatera do odkrycia w swojego śledczego talentu, to końcówka tej historii mnie rozczarowała i rozłożyła na łopatki swoją oczywistością.

Profesor Cray jest postacią ciekawą. Bardzo ambitną i przede wszystkim logicznie myślącą na tle innych, co może sugerować, że policja w tym świecie to banda trochę nierozgarniętych ludzi, którym może pomóc jedynie genialny naukowiec?

Do mnie tacy ?superbohaterowie? rzadko kiedy przemawiają. W tym wypadku, niestety, zawiódł też plot- twist. Nie mogę zdradzić jaki, ale po nim tempo akcji zaczęło przybierać bardzo przewidywalny kierunek, co mnie trochę rozczarowało odnośnie tej książki. Ale może ja za dużo wymagam.

Poprzeczka została powieszona bardzo wysoko, dlatego też oczekiwałam czegoś, co dosłownie wyrzuci mnie ze skarpet. A tu, dostałam bardzo dobrze napisaną historię z naprawdę świetnym głównym bohaterem, ale niestety końcówka trochę zabiła hype, który rozbudziła ta historia.

Polecam zapoznanie się z tą książką, gdyż jest to dość innowacyjne połączenie świata nauki i kryminalistyki. Fani thrillerów na pewno nie będą się nudzić, choć, tak jak to było w moim przypadku, mogą być troszkę rozczarowani końcówką.

Książka bardzo przejrzyście napisana, tabelki, rysunki, definicje. Ogromnie polecam osobom przygotowującym się do matury z biologii.

Podróż sentymentalna :) ...

Aż się łezka w oku kręci :) ... Znów w Stumilowym Lesie! :) (nie wiedzieć czemu tłumaczonym w tej książce jako "Stuwiekowy Las"... brrr... błędem tłumaczenia nazwać tego co prawda nie można, forma jest dopuszczalna, no ale zgrzyt w trakcie czytania, maleńki, pozostaje...). Fantastycznie, że ktoś wpadł na pomysł, by wrócić do tej historii po latach - tym razem z dorosłym już Krzysiem :)

"Czasami trzeba czasu, żeby z donikąd zrobiło się dokądś" :)

Tego rodzaju kubusiowych mądrości misia o bardzo małym rozumku (ale o wielkim sercu) szalenie mi brakowało :) Zgoda, bajka wciąż jest emitowana, Disney nie pozwolił tej marce "umrzeć", jednak czymś innym jest oglądanie wraz z dzieckiem czegoś dobrze znanego, a czymś innym jest CAŁKIEM NOWA OPOWIEŚĆ z dobrze znanymi bohaterami w rolach głównych :)

Co nowego w Stumilowym Lesie? (oj nie, "Stuwiekowy" ni w ząb mi nie pasuje i przez usta / klawiaturę mi nie przejdzie...). W sumie wszystko po staremu ;) ... Wszystko tylko trochę takie, jak to ujął dorosły Krzyś, "bardziej ponure"... Wszyscy do tego jakby troszkę starsi... jednak strach przed hefalumpami i wuzlami ciągle ten sam ;) Na szczęście na posterunku trwa Krzyś, który - przywołując całą swoją "krzysiowość" dziecka, jaka w nim jeszcze pozostała - dzielnie stawi czoła niebezpieczeństwu... A później spróbuje odnaleźć Kubusia, który gdzieś się zgubił... ;)

W kinach mamy okazję obejrzeć połączony tematycznie z książeczką film z Ewanem McGregorem w roli dorosłego Krzysia. Całość to taka... gorzko-słodka opowieść o dorosłości, o tym jak ważne są marzenia i to, żeby pamiętać o dziecku którym kiedyś byliśmy... oraz o tym, jak ważne jest wciąż potrafić - tak jak dziecko - cieszyć się z małych rzeczy. I doceniać też te rzeczy ogromnie ważne, których znaczenia jako dorośli czasem nie doceniamy... przyjaźń, miłość, oddanie, wierność, szeroko pojęte dobro... :) Wydźwięk, i bajki i filmu... piękny :)

Szalenie podobało mi się użycie w książeczce jednych z pierwszych wersji rysunkowych wszystkich postaci :) Użycie tych najbardziej znanych (z kreskówek) byłoby może bardziej chwytliwe, ale oparcie wszystkiego o oryginały postaci z książek A.A. Milnea ("Chatka Puchatka", "Kubuś Puchatek") to był, jak dla mnie, strzał w dziesiątkę :)

Na koniec... wiecie co? Powiem Wam, że nie ma nic przyjemniejszego, niż pokazywanie pewnych, lubianych przez siebie bajek, Własnemu Dziecku :) I nie ma nic fajniejszego, niż czytanie wraz z Własnym Dzieckiem nowej historii z dobrze sobie znanego podwórka, jakim jest w tym przypadku Stumilowy Las :)

Gorąco polecam!

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/chopiec-balonik-i-mis-kubus-i.html

9/09/2018

Kocham Biochemię <3

Dwa światy

Doskonała książka na wieczory przed kolokwium i zbiorczymi :D

Pełna recenzja: http://przymuzyceoksiazkach.pl/2018/09/simon-reynolds-retromania-recenzja/

Mimo kilku zauważalnych wad pozycji Reynoldsa, nie można jej odmówić jednego ? to doskonałe kompedium popkulturowe. Przedstawia mnóstwo fascynujących zjawisk i trendów w muzyce, o których często albo się nie wie, albo się ich po prostu nie zauważa. Dorzuca do tego sporo ciekawych wykonawców i skłania do przemyśleń nad własnym uczestnictwem w kulturze. A o to chyba przede wszystkim chodziło!

9/09/2018

Coś Na Półce

Thor i Loki Czytam sobie Poziom 2

Mity - po dziecięcemu ;)

Thor, Loki i historia wykucia słynnego młota pierwszego z tej dwójki - opowieść z mitów nordyckich znana jest znakomicie, teraz zaś opowiedziano ja jeszcze raz. Na potrzeby najmłodszych czytelników :) (w dobie szalonej popularności wspomnianych postaci, którą to popularność zawdzięczają one filmom Marvela - książeczka będzie zapewne bardzo chwytliwa).

Jako się rzekło - mamy tu braci Thora i Lokiego, w tle zaś zawody kowalskie i osąd Odyna. No i oczywiście intrygi, kłamstwa i podstępy Lokiego ;) Mity nordyckie zdecydowanie pozbawione by były co najmniej połowy swojego uroku bez przebiegłej postaci młodszego z braci ;) Opowiadać szczegółowo tej historii raczej nie ma sensu, jest bowiem dobrze znana. Przeczytajcie ją swoim Pociechom z tej książeczki ;)

"Thor i Loki..." to pozycja z drugiego poziomu zaawansowania serii "Czytam sobie". Drugi poziom charakteryzuje się dedykacją ku dzieciom, które opanowały już podstawy czytania, najważniejszym elementem pozycji z tego poziomu jest zatem skupienie się na poprawnym sylabizowaniu i budowaniu w trakcie czytania prostych zdań. Wszystkiemu sprzyja przejrzysta szata graficzna i duża czcionka ;)

Polecam!

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/thor-i-loki-o-tym-jak-kary-wykuy-mot.html

9/09/2018

Czytanie Naszym Życiem

Szeptucha Kwiat paproci, Tom 1

W końcu mogę się pochwalić, że przeczytałam Szeptuchę, która w moich oczach mieni się już jako klasyk. Chyba nie ma blogera nieposiadającego w swojej domowej biblioteczce tego tytułu! Katarzyna Berenika Miszczuk zaskoczyła mnie już niejednokrotnie, więc z ogromnym zapałem i wielkimi nadziejami na świetną powieść, zasiadłam do lektury. Czy było warto?



Napis na okładce wskazuje, że sięgamy po romans, z czym absolutnie nie mogę się zgodzić! Szeptucha to powieść przedstawiająca pogańską Polskę XXI wieku. Kraj pełen szeptuch, żerców, zabobonów, krwiożerczych potworów i pradawnych świąt. Bohaterowie Szeptuchy hucznie obchodzą wszelkie uroczystości związane z różnymi bóstwami, m.in. Noc Kupały czy Zielone Świątki. Okazją do celebrowania jest również topienie marzanny, z którą wiąże się wiele nieprzyjemnych przesądów...



Główna bohaterka, Gosia, jest surową realistką. Marzy jej się kariera prawdziwego lekarza, a nie wiejskiej szeptuchy, która pracuje w zamian za jajka czy mleko... Gosia nie wierzy w bogów, zabobony ani magię. Jeśli mowa o leczeniu to w grę wchodzą tylko sprawdzone antybiotyki przyrządzane w sterylnych warunkach, a nie napary z podejrzanych ziółek. Jednak już wkrótce świat Gosi zmieni się nie do poznania...



Szeptucha od samego początku oczarowała mnie humorem i błyskotliwością. Były takie fragmenty, które naprawdę mnie rozśmieszały i chętnie do nich wracałam. Jednak powieść ta ma swoje mroczne strony... Niektóre sceny naprawdę mroziły mi krew w żyłach i spodziewałabym się, że prędzej znajdę je w jakimś dobrym horrorze niż w tego typu książce. A jednak autorka postawiła na oryginalność i różnorodność. Inspiracja historią i dawnymi wierzeniami okazała się strzałem w dziesiątkę! Być może przeniesienie elementów z tak odległej historii naszego państwa do XXI wieku brzmi nieco dziwnie, ale uwierzcie mi, że wyszło świetnie!



Jestem pewna, że Szeptuchę pokochają wszystkie osoby lubiące słowiańskie klimaty. Książkę czyta się bardzo szybko, bo jest naprawdę przyjemną i wciągającą lekturą. Czuję się zaintrygowana i z pewnością sięgnę po kolejne tomy. Mam nadzieję, że będą jeszcze lepsze od tego! :)

9/09/2018

KasiaKas87

Czternaście NUT - mp3

słucham trzeci raz i za każdym razem odkrywam coś nowego, strasznie fajnie pomyślana fabuła. czekam na więcej!

Mroza polecili mi znajomi gdy skończyłem Czternaście Nut Łandy i szukałem jakiegoś nowego lotnego autora, który potrafi trzymać w napięciu. No i wpadłem... totalnie nie mogę doczekać się premiery, bo zajawka brzmi mega obiecująco!

9/09/2018

Coś Na Półce

Rekin nudojad Czytam sobie Poziom 1

Kiedy rekin się nudzi...

Dodajmy jednak, że o małym rekinie mowa ;) Żeby się przypadkiem strasznie nie zrobiło ;) , nie o to tu chodzi ... (choć jak tak sobie otworzę tę książeczkę na obrazku podpisanym "tata u dentysty", na obrazku zaś tata-rekin trzymający w paszczy rzeczonego dentystę... tak, że tylko nogi wystają... to się zastanawiam co miał tak do końca, w pełni przekazu, na myśli autor ;) ...).

Bohaterem książeczki jest rekin MAŁY i PRZYJAZNY :) Tylko trochę - co sugeruje tytuł - znudzony... Jest wszakże do tego stopnia (przede wszystkim) przyjazny, że po niefortunnej przygodzie z wyprawą do wraku statku, kiedy to jego płetwa zaczepia się o kadłub, inne zwierzęta - krab - nie tylko się go nie boją, ale nawet pomagają. Co więcej!, okazuje się też, że rodzice rekinka też nie są tacy straszni, mama-rekin bowiem w podzięce częstuje nawet kraba obiadem... ;) (o tacie -rekinie więcej nie napisano, więc złe wrażenie poniekąd zostało ;) :P ...).

Śmiechy śmiechami ;) , ale to bardzo fajna książeczka. Do tego wartościowa, to bowiem kolejna część serii "Czytam sobie", znanej z tego, że jest znakomitą pomocą w nauce czytania Naszych Małych Pociech. "Rekin Nudojad" to książeczka z pierwszego poziomu serii, skupia się więc na oswojeniu się przez dziecko z łączeniem liter w słowa i na prawidłowym zgłoskowaniu. Skorzystajcie, warto ;)

Polecam!

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/rekin-nudojad-rafa-witek.html

9/09/2018

Inthefuturelondon

Komisarz

Jakiś już czas temu pisałam o Prokuratorze, czyli pierwszej części cyklu. Mimo kilku niedociągnięć, tamta część mi się spodobała. Ale jak wyszło z Komisarzem?

Tym razem główną bohaterką jest Zuzanna, pani pedagog, której marzy się miłość aż po grób oraz książę na białym koniu. Takim księciem okazuje się Radek, ale tylko do czasu...
Ta bohaterka niekoniecznie przypadła mi do gustu, ponieważ jest to typowa córeczka tatusia: o wszystko pyta ojca, robi wszystko, żeby tatuś był zadowolony i takie tam. Ja rozumiem, mieć jednego rodzica i skupiać się tylko na nim, ale też bez przesady. Po za tym jest to kobieta, która wszystko musi robić perfekcyjnie i wszystko musi być tak idealnie, jak ona tego chce. Ja jestem na nie.

Radka poznałam już przy okazji lektury Prokuratora. Wtedy niespecjalnie zapadł mi on w pamięć, więc cieszę się, że mogłam poznać go bardziej teraz. Bezwzględny policjant, który rzuca przekleństwami na prawo i lewo, a także usilnie stara się namówić Zuzę, żeby przestała być tak do bólu perfekcyjna. I o dziwo, tego bohatera polubiłam o wiele bardziej. Ba! Książka mogłaby opowiadać tylko i wyłącznie o nim, a ja bym i tak z chęcią ją przeczytała.

Co do stylu Pauliny Świst, nie mam zastrzeżeń. Bardziej raził mnie chyba ten schemat, jaki się tutaj pojawił. W stu procentach grzeczna dziewczynka, która w jakiś sposób związuje się z bad boyem... No cóż. Przynajmniej zostało to napisane dobrze. Tyle dobrego.

Mimo wszystko, ta książka podobała mi się o wiele bardziej niż część pierwsza. Czytało się ją przyjemniej, szybciej (skończyłam ją w dosłownie kilka godzin) no i wydarzenia wciągnęły mnie bardziej.

Czy polecam? Tak, zwłaszcza osobom, którym Prokurator nie przypadł za bardzo do gustu. Komisarz jest lepszy, bohaterowie również zostali wykreowani lepiej no i nie są aż tak irytujący jak Kinga i Łukasz.

https://inthefuturelondon.blogspot.com/2018/09/komisarz-paulina-swist.html

Już sam tytuł książeczki Wojciecha Maziarskiego "Czytanki o dobrej zmianie. Lektury z ćwiczeniami dla mord zdradzieckich i kanalii" mówi wszystko. Książka nawiązuje z lekka do Michaiła Zoszczenki "Opowiadania o Leninie", które swego czasu, przetłumaczone i wydane w Polsce pod koniec lat 60-ych XX w., robiły furorę; starsi być może ją pamiętają. Jednakże ta książka jest o wiele lepsza, satyra znacznie bardziej zjadliwa, a przede wszystkim ujawnia cięty język autora, zmysł obserwacji i znakomitą orientację w zmiennej konfiguracji obozu "dobrej zmiany" oraz wyczulenie na paranoję władzy. A już perełką jest zamieszczony na okładce donos "Życzliwego" do prokuratora generalnego na autora i jego rodzinę. Zdecydowanie polecam, jak to się mówi ubaw po pachy gwarantowany.

Słów kilka o wiekach średnich...

... żeby nie powiedzieć: "ciemnych". Cóż, faktom jednak trudno zaprzeczać, a są one takie, że 1000-letni okres zwany w historiografii "średniowieczem" to czas rycerzy, mnichów, powszechnego wręcz braku poszanowania zasad higieny, wojen, rzezi, modłów... Tak to przynajmniej widzi autor tej książki - autor, dodajmy, brytyjskiego pochodzenia, co nad wyraz często znajduje wyraz w sposobie narracji ;)

Średniowieczne fakty zostały w książce ujęte nad wyraz humorystycznie ;) Zadanie książki polegające na zachęceniu do zaprzyjaźnienia się z historią - myślę że wykonane... :) Szkoda tylko, że autor - z racji pochodzenia - skupia się głównie na średniowiecznej Anglii, ewentualnie na Francji i innych, leżących blisko Wysp Brytyjskich, krainach. No ale - tak podejrzewam - raczej nie przewidział sukcesu serii swoich książek i pierwotnie pisał tylko na potrzeby rodzimego rynku wydawniczego ;)

Jeśli chcecie poznać średniowieczne ciekawostki, wydarzenia, daty, a jednocześnie się przy tym pośmiać, to nie mogliście chyba lepiej trafić :) Jak najbardziej polecam!

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/to-okropne-sredniowiecze-terry-deary.html

Starożytność na wesoło.

I to bardzo mocno na wesoło ;) Ale taki właśnie sposób ujęcia tematu miał z założenia zachęcić do zagłębienia się w odmętach historii tych, którym z historią nie po drodze ;) Mowa oczywiście o uczniach ;) ... Osobiście nie miałem okazji czytać tej książki kiedy byłem w szkole, ale myślę, że jeśli da się jej szansę, to niejeden uczeń da szansę również "temu nudnemu przedmiotowi na <h>" ;)

Starożytność... konkretnie w wydaniu rzymskim ;) Książka podaje na tacy mnóstwo faktów dotyczących rzymskiej armii, cesarzy (zarówno szaleńców, jak i mężów stanu), rzymskich podbojów i tym podobnych. Wszystko z uwzględnieniem prawdy historycznej, dat, konkretnych wydarzeń. Super :) ...

Tytuł może mylić ;) ... "Ci wredni Rzymianie"... czy można się było spodziewać nadania tej książce innego tytułu przez autora, który jest Brytyjczykiem? :) Pamiętającym z własnych lekcji historii o rzymskiej okupacji Brytanii? :) Jak to często bywa w wielu przykładach brytyjskiego poczucia humoru, autor pod koniec autoironicznie przyznaje, że uprzedzenia wynikają z faktów historycznych, lecz jego rodzinnej wyspie działo się dużo dużo gorzej po odpłynięciu z niej Rzymian ;) Chyba więc nie byli jednak aż tak do końca "wredni".

Ciekawy pomysł na oswojenie historii i zaprzyjaźnienie się z nią dla tych, którym z nią na co dzień nie po drodze ;)

Polecam :)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/ci-wredni-rzymianie-terry-deary.html

9/09/2018

Coś Na Półce

Słodki domek Akademia mądrego dziecka

Pszczoły i ul ;)

Miód lubi każdy ;) (ok - prawie każdy, znam kilka osób które go nie znoszą), lecz żeby powstał koniecznych jest kilka rzeczy, a najważniejszą z nich jest powstanie ula :) Ta króciutka, 24-stronicowa książeczka, w zabawny sposób opisuje tenże proces ;)

W dodatku opisuje go wierszem! A na czym się skupia - umówmy się, nieskomplikowana ;) - fabuła książeczki? Na reakcjach "sąsiadów" nowego ula na jego powstanie; myszka polna, ślimaki, sowa, niedźwiedź, pająk - wszyscy zainteresowani się przyglądają, jedni zaciekawieni, inni wzburzeni, jeszcze inni zaś z płynącą na myśl o miodzie ślinką ;)

Fajne wiersze, niezły pomysł na pokazanie najmłodszym małego wycinka z życia pszczółek, dobre, kartonowe wykonanie książeczki - no same plusy ;) No i coś, co przykuwa uwagę dziecka, będąc tylko pretekstem do zabawy - sześciokątna, stylizowana na plaster miodu dziura, która zmniejsza się z każdą stroną kartonowej książeczki ;)

Polecam ;)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/sodki-domek-zbigniew-dmitroca.html

Co by tu zjeść? ;)

Sympatyczne i wierszem pisane perypetie... żywieniowe ;) ... pewnej gąsienicy... Oprócz gąsienicy w głównych rolach warzywa i owoce ;) No i odpowiedź na pytanie - na końcu książeczki - czy gąsienia w końcu coś zje? ;)

Zbigniew Dmitroca, przy współpracy z Egmont Polska, stworzył bardzo fajną pozycję dla najmłodszych, która bawiąc - uczy. To zresztą od zawsze element rozpoznawczy serii Akademia Mądrego Dziecka: zabawa, która jednocześnie czegoś (jak wspomniano) uczy. W tym przypadku mamy więc trochę nauki o owocach, warzywach, przy uwzględnieniu preferencji żywieniowych gąsienicy ;) ... I przy uważnym wzięciu pod uwagę porad udzielanych tejże przez różne stworzenia, jak pasikonik, mrówka, ślimak, czy komar.

Ładne wiersze i trwałe wykonanie (porządny karton) to dodatkowa zaleta. A jeszcze jedna atrakcja, to zmniejszająca się na każdej stronie dziura w każdym z owoców i warzyw ;) (zabieg nieco podobny jak w innej książeczce z tej serii - "Czyj to nocnik?" ;) ).

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/co-by-tu-zjesc-zbigniew-dmitroca.html

9/09/2018

Coś Na Półce

Notes młodej pisarki

Jak zacząć pisać?...

Ciekawa książka traktująca o pisaniu... dla siebie, dla innych - nieważne, czy mowa o pisaniu do szuflady, o blogu, czy o pisaniu pod kątem wydania czegoś w przyszłości. Hm... wiele jest na rynku książek, książeczek, kursów i artykułów online na ten temat... więc czy w tej książce jest coś odkrywczego?

Niby nie, a jednak po trosze tak... Coś odkrywczego znajdzie w tej pozycji na pewno ktoś, kto nie liczy sobie zbyt wielu lat i próbuje coś tworzyć - na kartce papieru, w edytorze tekstu, na swojej stronie internetowej, która dopiero raczkuje... Fajnie, że taka książka powstała - i to pod kątem młodego odbiorcy ;)

Ewa Nowak porusza wiele kwestii - od samego pomysłu na pisanie (który mieć trzeba, jeśli już się za to ktoś zabiera), poprzez tematy do (o)pisania, kwestie układu myśli przelanych na papier / klawiaturę, poprawności wyrażania słownie tychże myśli, na kwestiach doboru tytułów kończąc. Nawet jeśli jakaś młoda osóbka pisze tylko pamiętnik do szuflady, to pewnie znajdzie tu coś ciekawego ;)

Po namyśle dochodzę do wniosku, że takie książki jak ta są potrzebne. Niezależnie od tego, ilu będą mieć odbiorców. I na ilu odbiorców "dzieł" przyszłych twórców się to przełoży (jeśli w ogóle). Każdy sposób wyrażania siebie, w tym przypadku pisanie, jest ważny - ważny dlatego, że jeśli ktoś zabiera się już za pisanie, to ma coś do przekazania; nieważne czy światu, czy wąskiej grupie docelowej, czy tylko samemu sobie. A po drugie... ktoś kiedyś powiedział mi, że każda wytworzona przez nas rzecz, słowo pisane też, jest rodzajem sztuki - jeśli więc ktoś czuje potrzebę tego rodzaju tworzenia, wyrażania siebie, to jak najbardziej POWINIEN TO ROBIĆ :) ... A wszystko, co może to ułatwić - jest mile widziane. Również książka taka jak ta :)

Jeden jedyny minus... ale potwornie widoczny... okropnie męcząca oko pomarańczowa czcionka i pomarańczowo-biała szata graficzna, której użyto dla podkreślenia wagi wielu kwestii w tekście... Męczy na dłuższą metę w trakcie czytania, i to naprawdę męczy - okrutnie...

Poza tym minusem - polecam.

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/notes-modej-pisarki-ewa-nowak.html

9/09/2018

Coś Na Półce

Smerfy Smerfiki

Smerfny komiks ;)

Jesteście ciekawi, skąd się wzięły Smerfiki? Dobrze trafiliście :) Jeśli nie znacie tej historii, to będziecie pewnie trochę zaskoczeni ;) , bo z jakimiś bocianami i podrzucanymi zawiniątkami ta opowieść nie ma nic wspólnego ;)

Ma za to wiele wspólnego z Ojcem Czasem i pewną, zbitą przez Papę Smerfa, klepsydrą czasu ;) Spoilerować jednak nie będę ;) Chociaż dodam... że Sasetki ta część opowieści nie obejmuje ;) Ona akurat "powstała" w całkiem inny sposób. Tak czy inaczej - warto przeczytać ;) Dziecku, a i dla własnej wiadomości, jeśli od zawsze lubiło się tę bajkę, nie zaszkodzi :)

Zeszyt zawiera jeszcze jeden komiks, mianowicie o Smerfie Robocie - i oczywiście również znajdziemy wyjaśnienie skąd on się wziął i dlaczego. Pouczające ;) ... A sama historia - jak najbardziej SMERFNA!

Z perspektywy czasu patrząc trzeba się tylko cieszyć, że Peyo ma swoich kontynuatorów i następców. Smerfy rysowane przez innych nieco się różnią od klasycznej kreski Peyo (choć autorzy bardzo się starają do niej nawiązywać), sama niebieska opowieść ma nowych bohaterów... lecz czy to źle? Bynajmniej według mnie ;) Każda seria wymaga czasem lekkiego odświeżenia, wprowadzenia nowych elementów - tak się właśnie stało w przypadku Smerfów. I wypada się z tego tylko cieszyć.

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/smerfiki-thierry-culliford-luc-parthoens.html

9/09/2018

Coś Na Półce

Lucky Luke. Daltonowie na ślubie

Ślub... piękna okoliczność :)

Piękna, co nie oznacza, że pozbawiona elementów zaskoczenia - zwłaszcza kiedy na scenie zjawia się Lucky Luke, Daltonowie, a całość ma miejsce na Dzikim Zachodzie ;) To z całą pewnością nie będzie ZWYCZAJNY ślub :)

Już na wstępie - czy normalnym może być ślub, w czasie którego przy pianinie siada przedsiębiorca zakładu pogrzebowego (podupadającego, stąd rozszerzenie zakresu prowadzonej działalności ;) ) , zastąpiony następnie (cóż... marsze pogrzebowe raczej nie pasują do ceremonii ślubnej, prawda? ;) ) przez pianistę z pobliskiego saloonu? :) Hahaha :)

Mamy oczywiście uciekających z więzienia Daltonów - dybiących tym razem (zaskoczenie?) na pana młodego... Lecz na posterunku trwa Lucky Luke ;) Zwrotów akcji i znakomitego poczucia humoru możecie być pewni :) Takie zestawienie komiksowych postaci zobowiązuje - i (jak zwykle) nie rozczarowuje w wykonaniu.

Polecam!

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/daltonowie-na-slubie-morris-jean.html

9/09/2018

Coś Na Półce

Lucky Luke. Daltonowie na kuracji

Kuracja Daltonów? :)

A tak :) ... I to psychiatryczna! :) Cel szczytny - przywrócić braciszków społeczeństwu... Założenie pewnego psychiatry opiera się bowiem na tym, że czynione przez Daltonów zło to efekt ich problemów psychicznych - problemów, które można wyleczyć. Czy aby jednak na pewno? ;)

Będzie pachnieć spoilerem, ale nietrudno się chyba domyślić, że nie wszystko pójdzie gładko z tymi czterema szubrawcami... ;) W zasadzie... nic nie pójdzie gładko :) A nawet powiem więcej - nic "nie pójdzie" ;) ... Zwrotów akcji bowiem nie będzie bynajmniej w tym komiksie brakować.

Tak jak nie będzie brakować znakomitego poczucia humoru francuskich rysowników ;) Gagi, ironia, czarny humor to od zawsze znaki rozpoznawcze tej serii. W tomie nr 44 również ich nie brakuje :)

"Im a poor lonesome cowboy and a long long way from home..." - ten podpis pod końcowym obrazkiem z Lukiem oddalającym się ku zachodowi słońca na Jolly Jumperze również pozostaje bez zmian ;) I całe szczęście - Lucky Luke to marka sama w sobie, a jej znaki rozpoznawcze powinny pozostać takimi, jakie wszyscy je znają :)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/daltonowie-na-kuracji-rene-goscinny.html

9/09/2018

Czytanka na Dobranoc

Intrygi

Powieści Mercedes Lackey towarzyszyły mi praktycznie od zawsze. Jako wielka fanka literatury fantasy, uważam że świat Valdemaru to miejsce, spełniające się w roli azylu, dla tych którzy poszukują powieści łatwych i przyjemnych, z zakończeniem które wpasowuje się idealnie w pojęcie "comfort zone". Typowa odskocznia od rzeczywistości, która nie wymagając od czytelnika zbytniego zaangażowania, daje świetną rozrywkę. Liczyłam na to, że po latach , które minęły od mojego ostatniego spotkania z autorką (dwa tomy Kronik Kolegium przeczytałam w tym samym czasie), kolejny raz przeniesiona zostanę w znajomy, choć nieco zmodyfikowany świat. Niestety troszkę się zawiodłam. Co prawda pierwszy tom przyniósł mi dużo świetnej rozrywki jednak drugi był wyraźnie pisany na siłę. Coś poszło potwornie nie tak i zastanawiam się co sprawiło, że autorka wpadła w tak zwaną pułapkę drugiego tomu jako wypełniacza czasu.

Nastoletni Mags już ponad rok szkoli się na Herolda. Jak każdy z nich odkrywa magiczny talent jakim został obdarzony a jest nim dar telepatii. W tym samym czasie w mieście zjawiają się cudzoziemscy podróżni, którzy rozpoznają chłopca. Mags staje się podejrzanym. Kolejny raz zadaje sobie pytanie kim są jego rodzice i on sam. W trakcie poszukiwań swoich korzeni natrafia na pewną wskazówkę,jednak nie pokrywa się ona z rzeczywistością. Czy chłopcu uda się udowodnić swoją lojalność wobec króla, zanim ten uzna go za zdrajcę?

Mercedes Lackey to autorka kilkudziesięciu książek fantasy z których, i tutaj się pochwalę, przeczytałam niemalże wszystkie. Na wstępie zaznaczę, że jest to literatura skierowana dla młodszych czytelników, wielbicieli Eragona czy małego czarodzieja z blizną. Choć od czasu mojego spotkania z ostatnią książką, której akcja toczy się w świecie Valdemaru, mineło kilka dobrych lat, to doskonale zapamiętałam ten cudowny świat heroldów i czarodziejskich koni. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy czytając "Intrygi" natrafiałam na rzeczy zupełnie nie pasujące do stworzonego przez autorkę realmu. Po pierwsze tom ten wydaje się być pisany na siłę. Jak by wydawca zmusił autorkę do stworzenia kolejnej trylogii a ona zupełnie nie miała na to materiału. Fabuła jest pozbawiona solidnych fundamentów a sama historia mogłaby być dodatkiem do tomu pierwszego a nie odrębną częścią. Za dużo tutaj dziecięcej psychologii a za mało fantasy. Spora część recenzentów, przyrównuje tę książkę do Harrego Pottera i z niesmakiem muszę przyznać, że mają rację. A przecież to Valdemar powinien służyć przykładem a nie na odwrót. Mags, podobnie jak czarodziej z powieści Rowling, jest sierotą. Podobnie jak on został naznaczony, a jego działania mają mieć znaczący wpływ na losy całego świata. I gra w Kirball. Grę, która jest nowością w świecie, który myślałam że znam jak własną kieszeń. Quiddich, Kirbal, podobieństwo słychać nawet w samym brzmieniu tych słów. Jak to się stało, że spędzając czas z bohaterami poprzednich trylogii ani razu nie pojawiła się wzmianka o tym sporcie? Co skłoniło autorkę do podjęcia tego tematu? W moim odczuciu był on zupełnie niepotrzebny i mało znaczący pod kątem fabularnym a jedyne co zrobił to naraził "Intrygi" na falę krytyki ze strony czytelników.

Sięgając po "Intrygi" spodziewałam się tak zwanej książki "przejściowej", w której autorka skupi się na momencie zmiany formy nauczania Heroldów z zajęć indywidualnych na lekcje grupowe (kolejne odniesienie do Harrego Pottera). Niestety temat ten został jedynie poruszony a nie wyeksploatowany. "Szkoła" Magsa to miejsce pełne dziecięcej dramy i tworzących się koterii. Jeśli czytaliście cykl "Dziedzictwo" Christi Daugherty to będziecie wiedzieli o co chodzi. Umieszczając naszego głównego bohatera w tak wrogim otoczeni autorka sprawiła, że nastąpiło coś, przez Amerykanów nazywane, efektem Mary Sue. Mags nabrał wszystkich możliwych cech, które charakteryzują "dobre postaci". Został przecukrzony, wyidealizowany. Podobnie jak postać z powieści Pauli Smith z 1973 roku, nasz bohater, dokonuje rzeczy niemożliwych a jego życzenia spełniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W pewnym momencie czułam, że tracę z nim więź. Bo czyż przyjemnością jest kibicowanie postaciom, gdy wiemy że wszystkie ich działania zostaną zakończone sukcesem? I to takim wielkim, z pompą. Że dokonają rzeczy, do których nie mają predyspozycji, odpowiednich narzędzi, ani nawet doświadczenia? Nie bardzo. Rozumiem, że obracamy się w świecie fantasy, jednak nawet tutaj wypadałoby zachować choć pozory realności.

Kolejną rzeczą, która sprawiła, że szeroko otworzyłam oczy, był sposób w jaki zarówno przyjaciele, jak i najbliższe otoczenie, w tym nauczyciele i Heroldzi, potraktowali Magsa. Ilość dramy i nienawiści, jaka przetoczyła się falami przez tę książę jest wprost zatrważająca. Bez praktycznie żadnego powodu chłopak stał się celem ataków ze strony zarówno najbliższych jak i całkowicie obcych osób. Został wyalienowany i napiętnowany, co doprowadziło go do myśli samobójczych. Tak, MYŚLI SAMOBÓJCZYCH!!! Przyznajcie szczerze, czy w jakiejkolwiek, czytanej przez was książce fantasy, spotkaliście się z takim tematem? Tak ciężkim i poważnym? Przecież po gatunek ten sięgamy mając nadzieję, na oderwanie się od rzeczywistości i własnych problemów, niekoniecznie po to by przejmować się cudzymi. Moim zdaniem wydawnictwo powinno ostrzec czytelników (szczególnie tych młodszych), że książka ta zawiera takie treści.
Najbardziej zaskoczona byłam zachowaniem Beara, który mianował się najbliższym przyjacielem Magsa. I to właśnie on najbardziej kopał leżącego. Dlaczego, osoba, której nasz bohater, uratował życie, potrafiła wbić mu nóż w plecy? Tylko z tego powodu, że chłopcu nie udało się wpłynąć na rodzinę Beara, która szantażowała go powrotem do domu. Również zachowanie Leny było dziecinne i irytujące. Owszem sytuacja w jej rodzinie była napięta, jednak idealizowanie ojca, który miał ją gdzieś było po prostu żenujące. Jednak to byli tylko nastolatkowie, więc ich pewne zachowania po prostu można wybaczyć. A co z resztą? Co z dorosłymi ludźmi, którzy również brali udział w nagonce na Magsa? Czemu odwrócili się od swojego ucznia? Takie rzeczy nie zdarzały się w poprzednich częściach, więc uwierzenie w całą intrygę, było dla mnie trudne.

Sięgnę po ostatnią część trylogii i zrobię to z dwóch powodów. Po pierwsze muszę domknąć całość, szczególnie że ciekawi mnie jakie będzie zakończenie całego cyklu, a po drugie autorka nadal ma u mnie kredyt zaufania, który został nadszarpnięty tylko odrobinkę. Wierzę, że część trzecia okaże się tak dobra jak pierwsza, a o tym epizodzie szybko zapomnę. Wszystkim wielbicielom fantasy gorąco polecam twórczość Mercedes Lackey, jednak bardziej na tym skorzystacie gdy zaczniecie czytanie od początku serii o Valdemarze. Późniejsze tomy są już raczej dla weteranów.

9/09/2018

Coś Na Półce

Bing. Wspólna zabawa Czytanka dla maluch

Jak się bawić to się bawić ;)

Króliczek Bing po raz kolejny zostaje bohaterem najnowszej serii "Czytanka dla malucha" ;) Tym razem temat przewodni = zabawa ;) Oczywiście DOBRA zabawa - czy może być ona bowiem inna w towarzystwie tego sympatycznego króliczka? ;)

Z kolejnych stron dowiemy się kilku rzeczy. Między innymi tego, ile rzeczy można zbudować z klocków i co jest potrzebne, żeby każdy - mimo różnych pomysłów - był w trakcie tej zabawy zadowolony. Będzie i trochę śmiesznie i trochę pouczająco ;) (ale o ważnych rzeczach).

Cała seria, której kilka egzemplarzy miałem przyjemność czytać razem z córeczką (i recenzować) jest bardzo ładnie wydana pod kątem graficznym, a same książeczki, dzięki wykonaniu z grubego kartonu, są bardzo trwałe - nieważne co dziecku przyjdzie do głowy z nimi robić ;)

Polecam :)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/czytanka-dla-malucha-bing-wspolna.html

9/09/2018

Coś Na Półce

Bing. Pora spać Czytanka dla malucha

Pora spania - to wielka rzecz ;)

Bing - szalenie sympatyczny króliczek, znany zapewne bardzo dobrze Waszemu dziecku :) Biorąc tę książeczkę do ręki macie okazję położyć Wasze Dziecko spać w jego towarzystwie - co może być o tyle pomocne, że Bing na kolejnych stronach również przygotowuje się do snu ;)

Wieczorna proza życia ;) ... Bing bierze kąpiel, myje ząbki, załatwia swoje potrzeby tuż przed położeniem się do łóżeczka... przy okazji moczy swój ulubiony kocyk i razem z Flopem wymyśla, co zrobić, żeby mimo jego braku jednak zasnąć ;) (Króliś-Tuliś będzie tutaj, jak się przekonacie, bardzo pomocny ;) ).

Miła rzecz do poczytania dziecku przed snem. Zwłaszcza, jeśli Wasza Mała Pociecha lubi tę postać ;) Moja lubi szalenie ;)

Polecam.

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/czytanka-dla-malucha-bing-pora-spac-ted.html

Mała łobuziara w akcji :)

Bardzo przyjemna - zwłaszcza dla dziecka ;) - czytanka na dobranoc. Bohaterzy zaś są bardzo dobrze znani z serialu, z serii książek, z półek sklepowych na działach z zabawkami.. ;) Masza i Niedźwiedź nie są obcy większości dzieci i ich rodziców ;)

Oś fabularna książeczki (króciutkiej, co wymuszone jest jej objętością) to perypetie pewnej świnki zbierającej liście i, z drugiej strony, Maszy chcącej pójść spać ze swoją podusią. Wiele jak widać można wymyślić łącząc te dwa wątki ;) (z duchami włącznie ;) ).

Książeczka bardzo ładnie wydana, z cieszącą oko szatą graficzną i praktycznym wykonaniem - karton tak szybko się nie zniszczy, zwłaszcza dzięki zaokrąglonym brzegom.

Polecam.

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Recenzja także na:
https://cosnapolce.blogspot.com/2018/09/czytanka-dla-malucha-masza-i-niedzwiedz.html

Takie ciepłe, wsiowe historyjki : ) Czułam, jakbym znowu pojechała do babci na wieś na wakacje...

9/09/2018

Anastazja

Chochoły

Kim jesteś? Poszukiwanie swej tożsamości, a może zagadka egzystencjalna? Proste zapytanie, a uruchamiające wiele znaczeń i potok myśli. Takich z pozoru niewinnych pytań jest wiele w tej historii.

9/09/2018

Anastazja

Drań z Manhattanu

Samiec alfa lubiący kontrolę, wiadomo bogaty. Ona, która ulega jego czarowi, ale ostatecznie go zmieni na lepsze. Niby nic nowego, ale jednak zabawnie napisane i bardzo odprężające po godzinach pracy, aż trudno odłożyć.

9/09/2018

Czytanie Naszym Życiem

Mgły Avalonu

Mgły Avalonu to na tyle obszerne, monumentalne dzieło, że czytanie tego co niektórym może zająć nawet miesiąc. Książka okrzyknięta jednym z najważniejszych arcydzieł z gatunku fantasy według Andrzeja Sapkowskiego. Retelling legend arturiańskich, o których osobiście wiem niewiele... Czy osoby, które tak jak ja, nie odnajdują się w historii króla Artura, mogą sięgnąć po tę książkę?



Oczywiście! Nawet, jeżeli nie macie pojęcia o co chodziło z tymi wszystkimi Camelotami, Arturami i innymi rycerzami Okrągłego Stołu, bez wahania możecie sięgnąć po Mgły Avalonu. Pomijając wszelkie historyczne kwestie, dzieło Marion Zimmer Bradley jest po prostu bardzo ciekawą przygodą, przy której spędzicie kilkadziesiąt godzin. Jeżeli szukacie książki, która zajmie Wam bardzo dużo czasu i jednocześnie ten czas będzie dobrze spożytkowany, powinniście sięgnąć po tę właśnie książkę.



Cieszę się, że autorka przedstawiła tę historię z perspektywy kobiet. W czasach, o których mowa, kobiety nie były doceniane, szanowane czy wyróżniane. Miały swoje role, nawiasem mówiąc bardzo ważne, i musiały wypełniać swoje zadania jak najlepiej. Nie było dyskusji, pretensji czy innych tego typu problemów. Kobiety o swoje prawa walczyły bardzo długo i dzięki tym pierwszym wojowniczkom mamy teraz naprawdę dobre i godne życie. Jednak mówiąc o legendach arturiańskich, mamy na myśli czasy średniowiecza, a więc ten okres, kiedy wszelkie najważniejsze funkcje pełnili mężczyźni. Marion Zimmer Bradley pokazuje, że kobiety były równie ważne, a czasami nawet ważniejsze, niż mężczyźni. Bardzo podoba mi się takie spojrzenie na temat, ponieważ rzeczywiście analizując historię, rzadko kiedy mówimy o płci żeńskiej.



Mgły Avalonu to powieść zyskująca mnóstwo zwolenników jak i przeciwników. Ta pierwsza grupa docenia przede wszystkim nietuzinkowość tego tekstu, dobrze wykreowanych bohaterów, wciągającą fabułę czy przystępny język. Natomiast przeciwnicy twierdzą, że w świetle dzisiejszej fantastyki, Mgły Avalonu są po prostu nijakie. Gdzie leży prawda? Zapewne, jak zwykle, po środku. Faktem jest, że ta książka pochodzi z 1983 roku. Na przełomie 35 lat ostatnich lat zmieniło się naprawdę wiele jeżeli mowa o fantastyce. Ocena Mgieł Avalonu zależy przede wszystkim od podejścia czytelnika i jego oczekiwań. Jeżeli oczekujecie dobrej przygodówki dla młodzieży, możecie być zawiedzeni... Jest to książka napisana nieco inaczej, pozbawiona charakterystycznego klimatu.



Nie mam wątpliwości, że Mgły Avalonu są kierowane raczej w stronę kobiet. Mężczyźni wolą konkretniejsze treści, być może bardziej krwawe wydarzenia czy silne postacie męskie. Tutaj raczej tego nie znajdziemy. Czytamy o kobietach, które knują, plotkują, kochają, zdradzają i tak dalej... Być może nie są to treści będące w stanie zainteresować mężczyzn, którzy od tego typu spraw trzymają się na dystans.



Mimo wszystkich "ale", Mgły Avalonu to ciekawie napisana książka należąca do klasyki gatunku i chociażby z tego względu warto ją poznać. Jest to świeże spojrzenie na legendy arturiańskie, którym zachwyca się mnóstwo czytelników. Polecam. :)

Inna niż wszystkie, wyciska łzy. pozwala na przemyślenia

8/09/2018

poczta22

Trefl Gra 5 sekund

Polecam gę dla calej rodziny.

Krem działa natychmiast, dobrze się wchłania.

8/09/2018

poczta22

Boss Ma Vie

Ładny, delikatny, subtelny zapach.

łagodny, bezzapachowy żel. Dobra cena

Opowiadania zróżnicowane. Są ciekawe, pouczające i edukacyjne, lecz są też takie, które irytują. Zwłaszcza dorosłego czytelnika. Takiego, co będzie chciał zrozumieć jak to się stało, że troje małych dzieci bawiło się na tyle daleko od domu, że gdy się przestraszyły burzy, to nie mogły odnaleźć drogi powrotnej. Lub dlaczego drzewa się nagle rozmnożyły. Czasami też drażniła mowa wiązana w wykonaniu Wandy Chotomskiej. Niektóre rymy były wymyślane na siłę (Alpów), inne zahaczały o grafomanię. Książka nierówna, raczej z tych, co to można je sobie darować. Ewentualnie należy odnaleźć dwa opowiadania: ?Martynka poznaje ptaki? i ?Martynka chroni przyrodę? wydane osobno, ponieważ są one godne polecenia.

8/09/2018

ilo99

Martwa jesteś piękna

Główna bohaterka, dziennikarka telewizyjna, to sztandarowy przykład tego, że odwaga może być efektem braku rozsądku. Jej zachowanie jest nieracjonalne. Działa impulsywnie i zakrawa na cud, że wcześniej nie przydarzyło jej się coś niebezpiecznego. Kryminał czyta się świetnie. Nie należy jednak zbytnio zagłębiać się w szczegóły, gdyż może się okazać, że intryga potyka się na drobiazgach. Jakich? A to już pozostawiam w gestii dociekliwego czytelnika. Na szczęście nie są to szczegóły, które odbierają przyjemność z lektury. Polecam jako rozrywkę. Bez dreszczyku emocji.

8/09/2018

ilo99

Odnaleźć swą drogę

Przez całą lekturę męczyło mnie przeświadczenie, że ja to już chyba czytałam. Co bynajmniej nie odebrało mi ochoty na pogrążenie się w lekturze. Jest to książka z gatunku lekkie, łatwe i przyjemne. Można czytać ją wielokrotnie, szybko się czyta, szybko zapomina. Bohaterka troszkę przypomina Wolhę Redną, lecz jest mniej wredna. Niektórzy czytelnicy twierdzili, że głupia, ja bym stanęła na naiwna i bezmyślna, za to urocza. Naprawdę miło czyta się o tym, jak na własne życzenie pakuje się w kłopoty. Zwłaszcza, że ma przyjaciół, którzy nie omieszkają jej tego wytknąć. Już zacieram ręce i biorę się za kolejny tom. Czego i wam życzę.

Bardzo szczegółowa książka. Mniej przychylny recenzent mógłby stwierdzić, że przegadana. Dowiemy się wszystkiego, łącznie z kolorem i wzorem na skarpetkach głównych postaci. Raczej dla pasjonatów, niż dla osób chcących dowiedzieć się czegoś o Martinie Lutherze Kingu, pastorze protestanckim, który głosił, jak wielką siłą jest nie używanie przemocy. Warto pamiętać o tym, że książka w równej mierze dotyczy jego, jak i jego zabójcy, pracy organów ścigania, w tym FBI oraz nastrojów społecznych, otoczenia Kinga. Na dobrą sprawę jest o wszystkim. I ten ogrom informacji przytłacza. A zaraz potem nudzi.

Ponieważ w książkach dla dzieci oprawa graficzna jest dopełnieniem treści, a czasami głównym powodem, dla którego sięgamy po lekturę, to zacznę od ilustracji. Nie powalają, rzekłabym, że wręcz zniechęcają do lektury. Mój przedszkolak rysuje lepiej, z większym przejęciem i sercem. Jak mam odpowiedzieć na pytanie dziecka: ?A czemu ten chłopiec ma spodnie oderwane od brzucha?? Za to treść ? rewelacja. Czyta się z dużą przyjemnością, polszczyzna nienaganna, a perypetie misia wciągające. Zwłaszcza dla małoletniego słuchacza.

8/09/2018

ilo99

Nokturno Część 1

Przeczytałam z niejakim zadziwieniem, lecz nie z zachwytem. Dlaczego? Akcja rozwija się w sposób nieoczywisty, rysunki raz przykuwają uwagę, a niekiedy odrzucają. Trochę nierzeczywistych postaci (typu chodzące i dopingujące do działania głównego bohatera, szkielety), których obecność nie jest w żaden sposób uargumentowana czy wyjaśniona. Podsumowując historia dość ciekawa, wyrysowana intrygującą, lecz nie zawsze piękną kreską. Da się przeczytać, ale szału nie ma.

Powinno się przepisywać te komiksy, jako lek na poprawę humoru. Dorosłym czytelnikom. Młody nie zrozumie. Ten kontekst sytuacyjny, te podteksty, choćby podczas budowania domu przez Muminka. ?- Po co budujesz dom, skoro chcesz mieszkać w namiocie? Czy to logiczne?
- To znaczy? Nie wiem? Obie możliwości zdają się słuszne!?
Albo poszukiwania wolności, gdy cała populacja Doliny Muminków, chciała podążać za dobrymi radami proroka.
?- I pomyśleć, że może żyliśmy całkiem niewłaściwie, a teraz możemy wszystko zmienić!
- To byłoby kłopotliwe, mój drogi?.
Polecam. W małych dawkach. Żeby starczyło na dłużej.

8/09/2018

ilo99

MIASTO ŚLEPCÓW

?Uważam, że my nie oślepliśmy, lecz jesteśmy ślepi, Jesteśmy ślepcami, którzy widzą, Ślepcami, którzy patrzą i nie widzą?.
Jak wyglądałoby życie, gdyby ludzie z dnia na dzień zaczęli tracić wzrok. Z niewiadomych przyczyn. W jednej chwili wszystko jest normalnie, a już za moment widzisz jedynie biel. Przerażające? Jak poradzi sobie z taką epidemią rząd? Czy znajdzie się na nią lekarstwo? Jakie ludzkie instynkty okażą się najsilniejsze? Książka zmuszająca do myślenia. Nawet pomimo style, przypominającego potoki słów wylewające się z ust Woody Allena. Gdy się skupimy z pewnością uda nam się wyłowić perełki. Ponieważ w tej książce nie tylko fabuła jest ciekawa, lecz również przemyślenia autora wkładane w usta przypadkowych postaci. Ot, choćby takie: ?Złe i dobre uczynki oraz słowa rozsiewają się jak ziarna, mniej lub bardziej równomiernie, padając na grunt przyszłych dni, również i tych, których my sami nie doczekamy, by potwierdzić nasze przypuszczenia, pogratulować sobie wnikliwości lub prosić kogoś o wybaczenie. Niektórzy mówią, że w tym kryje się istota nieśmiertelności?. Polecam.

polecam wszystkim

8/09/2018

jezyna122

Szeptane

Nieraz coś szeptałam do ucha swojej przyjaciółce lub dziecku, nie wypadało tego robić w towarzystwie. Tak samo na wykładzie, czy na przykład w kościele mówimy cichutko nie tylko by nas ktoś nie usłyszał, lecz także żebyśmy nie przeszkadzali innym. Czy jednak ktoś słyszał o szeptaniu w internecie? Na czym polega różnica, i co to właściwie jest? Pozytywne czy negatywne? Przekonał się o tym główny bohater powieści Filip, który razem z kolegami z klasy marzy o możliwości uczestnictwa na meczu finału Ligi Mistrzów. Jednak cena biletów jest tak powalająca, że na początku nie biorą tego w ogóle pod uwagę, że może stać się uczestnikami tego wydarzenia. Jeden z nich podsuwa pomysł, by spróbować zarobić na bilety. Zatrudniają się u pracodawcy, który zleca im rozdawanie ulotek. Chłopcy mają nadzieję, że w ten sposób uda im się zebrać potrzebna sumę ale kompletnie nie są przygotowani na wydarzenia, które zostaną tym faktem spowodowane. Jak się okaże rozdawanie ulotek ma również wpływ na to, co dzieje się na forach w internecie. Pomyślał by ktoś ? co ma piernik do wiatraka? Jak to jest, czy to co jest w sieci jest prawdziwe, czy informacje które są tam umieszczone są przez kogoś kontrolowane i cenzurowane, czy często są to są totalne bzdury wymyślona przez kogoś. Dobrze wiemy jak nieraz bolesne są fejki internetowe, oraz jak duża ilość ludzi wierzy zdjęciom, które zostały tam umieszczone a są fotomontażami. Zaczynamy zdawać sobie sprawę tak na co dzień, jak wielkie znaczenie ma ocena, którą ktoś umieści na na jakiś temat. Sami sprawdzamy na przykład opinie o lekarzach, do których się udajemy, czy szukamy konkretnych leków czy lektur i z ciekawością poznajemy czyjeś o nich zdanie. Internet będzie miał ogromny wpływ na życie i postrzeganie świata przez Filipa i jego przyjaciela Jacka. Jeden z nich boleśnie doświadczy na własnej skórze jak boleśnie może dotyczyć też życia osobistego. Czy faktycznie. we współczesnym świecie, internet jest największą siłą? Autor w szczegółowy sposób przedstawia czytelnikowi pewne zasady postępowania użytkowników sieci i trybiki jakie mogą poruszyć. Obłudę, fałsz, wielopostaciowość, która po pewnym czasie wydaje się normalnością. Na szczęście przeciwstawia temu autentyczne emocje, pierwszą miłość, prawdziwa przyjaźń, poszukiwania swojej własnej drogi życiowej. Z ciekawością przeczytałam tę opowieść i mimo, że jest skierowane do młodzieży, uważam, że każda osoba, która korzysta z internetu a wierzy bezgranicznie w to co tam umieszczone, powinna ją przeczytać. Odsłania ona kulisy działań pewnych osób, których nie widzimy, a których działalność jest ogromnie widoczna w postaci komentarzy jak i celowego wprowadzania w błąd.
Młodzi ludzie szybko teraz biorą życie w swoje ręce, starają się mieć wpływ na to co nas otacza. Z jednej strony powieść motywuje do działania a z drugiej zaleca pewną ostrożność. Warto z tych rad skorzystać. Interesująca, z wartką akcją, wciąga od pierwszych stron. Zdecydowanie warta poznania.

8/09/2018

Michał Lipka

Dziwna pogoda

NIE TYLKO NA ZŁĄ POGODĘ

Kiedy mój pierwszy kontakt z twórczością Joego Hila okazał się nietrafiony ? a było to za sprawą dwóch opowiadań napisanych wspólnie z ojcem, Stephenem Kingiem ? zrezygnowałem z sięgnięcia po którąkolwiek z książek młodego autora. Teraz żałuje tego faktu, bo kiedy wreszcie zdecydowałem się bliżej poznać jego twórczość i dałem się jej zachwycić, większość wczesnych dzieł Hilla przestała być dostępna. Szkoda, może kiedyś wrócą na księgarskie półki, a póki co cieszę się jego nowymi pracami. A jest czym się cieszyć, bo w swej twórczości autor łączy to, co najlepsze z prac swojego ojca z własną nutą. I dokładnie to oferuje nam najnowsza jego książka, zbiór czterech nowel, ?Dziwna pogoda?.

W pierwszej z nich pisarz zabiera nas do roku 1988, kiedy to główny bohater zauważa, że jego sąsiadka dziwnie się zachowuje. Wszystko wskazuje na to, że postradała zmysły, ale jednej rzeczy zdaje się być pewna z przerażającą klarownością: istnienia tajemniczego mężczyzny z aparatem, który robiąc zdjęcia, wymazuje część pamięci fotografowanych osób?
W kolejnym tekście poznajemy losy George?a Kellawaya, ochroniarza, którego życie się rozsypuje. Los chce jednak, że zostaje bohaterem, kiedy zabija terrorystkę. Taka jest przynajmniej oficjalna wersja tego, co się stało, ale jaka jest prawda? Tę zaczyna odgrzebywać pewna dociekliwa dziennikarka?
Z kolei we ?Wniebowziętym?, będącym jakby ucieleśnieniem lęków ojca pisarza związanych z lataniem, niejaki Aubrey decyduje się na skok ze spadochronem. Nie robi tego dla siebie, chce zaimponować dziewczynie, która wraz z innymi robi to dla uczczenia zmarłej przyjaciółki. Jeszcze zanim dojdzie do skoku, spadochroniarze zauważają dziwną chmurę, która kojarzy im się w UFO. Pech chce, że to Aubrey ląduje na jej powierzchni?
Zbiór wieńczy historia pogodowa. Na Boulder w stanie Kolorado spada deszcz. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zamiast wody z nieba lecą kryształy. Oczywiście zabójczo ostre dla mieszkańców, którzy w upalny dzień wyszli ze swoich domów?

W swojej twórczości, a przynajmniej tej znanej mi jej części, Joe Hill mimo starań nie potrafi odciąć się od osoby swojego ojca. Nie dość więc, że pisze w sposób łudząco podobny do niego, powielając przy tym schematy konstrukcji jego dzieł, to jednocześnie czerpie od rodzica wiele pomysłów. W końcu czym innym był "NOS4A2" jak nie próbą zmierzenia się z powieścią "To"? Albo weźmy "Strażaka" korespondującego z "Bastionem" Stephena Kinga. Nie inaczej jest w przypadku "Dziwnej pogody", choć rzecz w szczególności tyczy się otwierającego całość tekstu bliskiego ?Polaroidowemu psu?, ale czy to źle? Kiedy pisze się tak znakomicie, jak Hill i wyciska z tych pomysłów coś nowego, świeżego i autentycznie fascynującego, absolutnie nie.

Przez lata wielu autorów próbowało naśladować Kinga (który swoją drogą też naśladował innych pisarzy), ale nigdy nikomu nie udało się to w takim stopniu, jak Hillowi. Może to coś w genach, może to powietrze Maine, a może kwestia dorastania wśród książek / pod okiem ojca pisarza, ale syn Króla Horroru w niczym nie ustępuje swemu ojcu. Pisze więc w sposób lekki, ale treściwy i literacko satysfakcjonujący. Jego teksty czyta się szybko i przyjemnie, a zarazem zostają one czytelnikowi w umyśle na długo. Jednocześnie Hill serwuje nam wręcz mistrzowski popis niesamowitej wyobraźni, sporo emocji i jeszcze więcej napięcia.

Oczywiście Hill, tak samo jak jego ojciec, w każdym swoim utworze, czy to krótkim, czy długim, zapewnia nam znakomitą stronę obyczajową. Ta wsparta jest oczywiście dobrą psychologią postaci, życiowymi elementami, z którymi łatwo nam się identyfikować i dobrze zaplanowaną akcją. W tym wypadku co prawda mamy do czynienia z czterema nowelkami i, jak określa to sam autor, nie ma tu miejsca na nic, poza tym, co najważniejsze, to jednak nie serwuje nam tylko kwintesencji tematu. Doprawia ją wieloma interesującymi rzeczami i powoli zagłębia się w świat, bohaterów i to, co ich spotyka, sprawiając, że całość staje się po prostu pełna.

Miłośnikom Hilla "Dziwnej pogody" polecać nie muszę, ale fanów Kinga, nieznających jeszcze twórczości jego syna zachęcam bardzo gorąco. Nie zawiodą się. Tak samo zresztą, jak fani dobrych horrorów i fantastyki z potężnym obyczajowym zapleczem. To świetna, świetnie napisana i tak samo wydana (z przyjemnymi dla oka ilustracjami) książka, która doskonale nadaje się nie tylko na złą pogodę. Czyta się ją jednym tchem!

Pokaż więcej

 


Regulamin promocji "Zdobądź punkty za recenzje"

1. Organizatorem konkursu jest GANDALF Sp. z o.o. z siedzibą w Łodzi przy ul. Beskidzka 37, 91-612 Łódź, wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia w Łodzi, XX Wydział Krajowego Rejestru Sądowego, za numerem KRS 0000381992, posiadająca NIP 527-26-52-185, posiadająca kapitał zakładowy w wysokości 17 205 000.00 zł wg stanu na dzień 01.08.2011r.

2. Konkurs przeprowadzany będzie na stronach księgarni internetowej Gandalf.com.pl, prowadzonej pod adresem URL https://www.gandalf.com.pl

3. W konkursie może wziąć udział każdy, kto w dowolnym tygodniu trwania konkursu prześle drogą elektroniczną recenzję wybranego przez siebie produktu (książki, zabawki, gry, płyty, perfumy, kosmetyki, itd.) z oferty księgarni Gandalf (zamieści ją pod danym produktem w przygotowanym formularzu).

4. Recenzja powinna być przesłana do sklepu www.gandalf.com.pl za pomocą przycisku "wyślij recenzję" pod opisem produktu oraz zaznaczeniem opcji 'zgłoś recenzję do konkursu' (użytkownik musi być zalogowany, aby opcja była aktywna).

5. Recenzja powinna być oryginalna, nigdzie niepublikowana oraz powinna być wynikiem własnej intelektualnej pracy uczestnika.

6. Na potrzeby konkursu za moment nadesłania recenzji uznaje się moment, w którym zostanie ona zapisana na serwerze księgarni internetowej www.gandalf.com.pl. Przesyłając recenzję autor wyraża zgodę na nieodpłatne publiczne udostępnianie recenzji na stronach www.gandalf.com.pl w nieograniczonym czasie.

7. W konkursie nie mogą brać udziału pracownicy i przedstawiciele księgarni Gandalf.

8. Uczestnik konkursu powinien podać organizatorowi dane osobowe niezbędne do zawiadomienia o wygranej przewidzianej niniejszym regulaminem (adres e-mail).

9. Spośród nadesłanych recenzji komisja Księgarni Gandalf w każdy poniedziałek przez czas trwania konkursu będzie wybierać najciekawszą recenzję tygodnia. Autorowi tej recenzji zostanie przyznana nagroda. O wygranej autor zostanie powiadomiony pocztą elektroniczną w ciągu 7 dni roboczych.

10. Nagrodą główną jest przyznanie 15. pkt. w sklepie www.gandalf.com.pl oraz bon o wartości 50 zł na zakupy do gandalf.com.pl przy minimalnej wartości zamówienia 50 zł.

11. Organizator ma prawo przyznania drugiego miejsca i 10 pkt. w sklepie Gandalf, trzeciego miejsca i 8 pkt. w sklepie Gandalf. Organizator zaznacza, że przyznanie miejsc drugiego i trzeciego nie jest obligatoryjne a uzależnione od wartości merytorycznej recenzji.

12. Nagroda może mieć wyłącznie postać określoną niniejszym regulaminem, regulamin nie przewiduje możliwości wypłaty jej równowartości w gotówce lub zamiany na inną nagrodę rzeczową.

13. Każdy ze zwycięzców konkursu wyraża zgodę na opublikowanie jego imienia, nazwiska oraz adresu e-mail na stronach serwisu Gandalf.com.pl. W przypadku braku możliwości skontaktowania się ze zwycięzcą w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu nagroda przepada.

14. Księgarnia Gandalf dokłada wszelkich starań by zgromadzone przez nią dane osobowe uczestników konkursu podlegały ochronie przewidzianej w przepisach prawa dotyczących ochrony danych osobowych, w tym na zasadach Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) oraz obowiązującej ustawy o ochronie danych osobowych.

15. Administratorem danych osobowych uczestników konkursu, udostępnionych Księgarni Gandalf jest Gandalf Sp. z o.o. z siedzibą w Łodzi przy ul. Beskidzkiej 37, tel. +48 42 252 39 23, posługująca się adresem e-mail: info@gandalf.com.pl

 

17. Dane osobowe przetwarzane są na podstawie zgody wyrażonej dobrowolnie przez uczestnika konkursu, w celu przeprowadzania konkursu, tj. wyłaniania zwycięzców i przyznawania nagród, wydawania, odbioru i rozliczania nagród.

 

18. Dane osobowe uczestników konkursu są przechowywane przez okres trwania konkursu lub do momentu złożenia przez uczestnika konkursu sprzeciwu wobec przetwarzania jego danych osobowych.

 

19. Dane osobowe uczestników konkursu mogą być przekazywane podmiotom wspierającym Księgarnię w świadczeniu usług drogą elektroniczną, w tym przede wszystkim dostawcom usług informatycznych oraz podmiotom zapewniającym wsparcie oraz działanie narzędzi i systemów informatycznych Administratora, a także podmiotom współpracującym przy prowadzeniu akcji marketingowych.

 

20. Każdy uczestnik konkursu ma prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, żądania ograniczenia przetwarzania oraz ich przenoszenia. Ponadto, uczestnik konkursu ma również prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania jego danych osobowych. Ponadto, uczestnikom konkursu przysługuje prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego, tj. do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. 

 

21. Podanie danych osobowych przez uczestnika konkursu jest dobrowolne, ale niezbędne w celu wzięcia udziału w konkursie (e-mail), a w przypadku zwycięzców w celu otrzymania nagrody (imię i nazwisko).

 

22. Księgarnia stosuje odpowiednie środki techniczne i organizacyjne zapewniające ochronę przetwarzanych danych osobowych. Szczegółowe zasady przetwarzania danych osobowych uczestników konkursu wykorzystywanych przez Księgarnię zostały opisane w Polityce prywatności i wykorzystywania plików cookies, która dostępna jest tutaj.

 

 

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku

17.48

14.99

14.99

2.84

4.96

2.99

3.59

2.99

8.99

1.99

Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność › przejdź do koszyka
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź