wpisz minimum 3 znaki

 

NAGRADZAMY AUTORSKIE RECENZJE
CZYTAJ, GRAJ, OGLĄDAJ, SŁUCHAJ, BAW SIĘ, PISZ I WYGRYWAJ!

W KAŻDY PONIEDZIAŁEK wybieramy najlepsze recenzje spośród wszystkich zgłoszonych.


Nagrodą za najlepszą recenzję jest BON 50zł OD GANDALF.COM.PL

 

 

Dodatkowo za recenzje przynajemy punkty lojalnościowe, które będą dodane
do Twojego konta i pozwolą Ci opłacić zamówienie!

Autor pierwszej otrzyma 15. pkt. do konta klienta,autor drugiej 10. pkt. i trzeciej - 8. pkt.
 

Recenzje, które będą punktowane muszą mieć od 400 do 3000 znaków.
Aby zdobyć punkty musisz być zalogowany.

 

DUŻO CZYTAJ, DUŻO PISZ, WYGRYWAJ NAGRODY!

30/04/2017

Ledarg1916

15.00 pkt.

Pragnienie

No i stało się...
Ileż przyszło nam czekać na tę książkę?
Zbyt długo! Choć pewnie z powieściami Nesbo jest z jak mistrzostwami świata w piłce nożnej, trzeba odczekać swoje, ale za to jak nadejdą, cieszymy się, bo wiemy, że obcujemy z czymś wyjątkowym, z czymś rzadkim a nie z popularnym towarem serwowanym nam każdego dnia, niezłym, jednak powszechnym.
Co tu dużo mówić! Mnie Nesbo kupił całkowicie, Jego książki mają tę niepowtarzalną magię, coś, co sprawia, że po przeczytaniu jednej już odczuwa się, że tak powiem, pragnienie...
Nie inaczej było tym razem.
Harry wrócił! Samo to jest czymś, co sprawia, że najnowsze dzieło mistrza Nesbo trzeba stawiać na najwyższej półce i cieszyć się jej widokiem, oczywiście po tym, gdy już ją przeczytamy...
Czy Harry wrócił w wielkim stylu? Nie mógł być to powrót łatwy, bo przecież bardzo już nam się zestarzał i doświadczył życiowo, ba! ożenić się zdążył...
Czy to wszystko zepsuło mojego ulubionego bohatera? Ależ skąd!
Wiem, że niektórych raził rzekomy patos towarzyszący Harremu w tej książce. Ludzie! Toż to swym dotychczasowym życiem zasłużył sobie na miano ikony! Nie tylko w środowisku nas - czytelników, ale też postaci w świecie wykreowanym przez Nesbo, przecież oni tam żyją swoim życiem!
Mało tego, uważam, że wbrew niektórym opiniom, Nesbo dokonał pewnego rodzaju deheroizacji swego bohatera. Przecież Harry popełnia tu błędy, głupie, proste błędy! Nie będę pisał o co chodzi, kto czytał, wie.
Najważniejsze, że wciąż pozostaje człowiekiem, Harrym, który jest genialnym śledczym, ale niepozbawionym wad i nieodłącznych słabości...

"Pragnienie" to pozycja obowiązkowa i wspaniała, jest kwintesencją tego, do czego przyzwyczaił nas autor "Policji".
A! Jeszcze jedno, gdzieś przeczytałem, że książki o Harrym Hole można czytać w dowolnej kolejności, bo to odrębne wątki kryminalne. Wybaczcie, dla mnie herezja! Można, oczywiście, lecz nie znając ewolucji głównego bohatera, nie doceni się kunsztu Mistrza Nesbo i Jego bohatera.
Czytajcie i jak ja czekajcie na kolejne - oby - powieści z niepokornym policjantem z Oslo...

22/04/2017

Patrycja Kuchta

15.00 pkt.

Wymyśliłam cię

Niełatwo jest funkcjonować na pograniczu dwóch światów. Alex balansuje na krawędzi rzeczywistości i iluzji każdego dnia stawiając czoło swoim halucynacjom. Nigdy nie ma pewności czy to, co widzi jest realne, czy to kolejna ze schizofrenicznych wizji. W kontrolowaniu choroby pomaga jej ciągłe fotografowanie otoczenia. Każda podejrzana rzecz zostaje uwieczniona, by później potwierdzić jej istnienie. Alex nie była jednak przygotowana na to, że jej omamy okażą się czymś realnym. Kiedy w nowym liceum, dziewczyna spotyka Milesa, nie może uwierzyć, że to TEN chłopak. Nie ma mowy o pomyłce, bo nigdy nie pomyliła by TYCH oczu. Dziesięć lat wcześniej, tajemniczy właściciel najbardziej niebieskich tęczówek pomógł małej Alex uwolnić homary z akwarium w supermarkecie. A potem zniknął. Ale stop! Przecież tak naprawdę, to nigdy się nie wydarzyło. Przyłapana z ręką w akwarium dziewczynka, wymyśliła sobie resztę historii, a błękitnookiego chłopca nikt nie widział. Czy Miles jest tylko tworem jej choroby? Może Błękitnooki istniał naprawdę? Jak odróżnić, co jest prawdziwe, kiedy nie ufa się nikomu, a najmniej sobie samej? <br> <br> Trzeba przyznać, że jak na schizofreniczkę, Alex zaskakująco trzeźwo podchodzi do otaczającej ją rzeczywistości. Bardzo się stara, by to normalność dominowała w jej dość pokręconym życiu i potrafi wprost powiedzieć swoim halucynacjom, żeby się odwaliły. Zdarzają się jednak także gorsze dni, kiedy ani ona, ani czytelnik, nie wiedzą co jest prawdą, a co złudzeniem. Pod tym względem autorka postarała się o kilka zaskakujących zwrotów akcji, które potrafiły przyprawić o osłupienie. Na szczęście (w większości przypadków), dosyć łatwo domyślić się co ostatecznie jest zmyślonym przez Alex elementem, dlatego czytanie książki jest spacerem, w którym tylko czasem schodzimy z wydeptanej ścieżki, zamiast błądzić gdzieś obok niej nie wiedząc kompletnie, co się dzieje.<br> <br> W tej specyficznej i pokrętnej opowieści zdecydowanie podobała mi się narracja głównej bohaterki. Jej wisielczy humor i niecodzienny dystans do siebie i połączeniu z szalonym umysłem , dał naprawdę wybuchową mieszankę. Podobało mi się jak opisuje swoje otoczenie, jak buduje napięcie, choć czasem przeszkadzał mi jej dystans i delikatna oschłość, które nie pozwalały wyrwać się na powierzchnię większym pokładom emocji. Niektóre sceny, muszę to przyznać, okazały się nieco kłopotliwe pod względem zrozumienia całości i jakby zbędne, albo niedostatecznie jasno opisane. Na szczęście takich momentów jest stosunkowo niewiele.<br> <br> Nie ma co się łudzić, że ?Wymyśliłam cię? przypadnie do gustu każdemu. To opowieść mocno specyficzna, dziwna, chwilami niezrozumiała, ale też pełna świetnej treści, którą warto poznać. Czasem ciężko jest się wczuć klimat tej opowieści, nie każdy doceni też intrygi i zwroty akcji przygotowane przez autorkę, ale ja muszę przyznać, że jestem tą historią zauroczona. Pokochałam bohaterów, właśnie za to, że byli specyficzni i choć początkowo nie rozumiałam niektórych ich zachowań, z każdą stroną coraz bardziej się do nich przywiązywałam i cieszę się, że miałam okazję przeżyć zwariowaną przygodę razem z nimi.<br> <br> O CZYM? ?Wymyśliłam cię?, to szalenie oryginalny debiut, pełen niedomówień i luk na domysły, w którym specyficzny klimat skrzy się na każdej stronie. To opowieść o chorej na schizofrenię nastolatce, która pragnie żyć mimo swojej choroby. Chce skończyć liceum, pójść do college?u, zakochać się w kimś, komu nie będzie przeszkadzało, to że czasem widzi więcej niż inni ludzie. Nie chce być wytykana palcami, wyśmiewana i ponad wszystko, nigdy nie chce trafić do wariatkowa. Czy będzie potrafiła stawić czoło podstępnej chorobie i wreszcie sięgnie, po wymarzone szczęście. Przekonajcie się sami!

13/04/2017

Elna

15.00 pkt.

Jak pokochać centra handlowe

Depresja to temat mało seksowny i "brzydki" dla literatury pięknej. A depresja poporodowa to już w ogóle. Po co to komu, po co do słodkich historii o macierzyństwie ładować taki balast wielkiego kalibru? Przecież "każda to przechodzi", "jak minie Ci huśtawka hormonalna to będziesz sobą", a jak "zacznie przesypiać noce to odżyjesz". #takietoproste

Z depresją zmaga(ła) się autorka książki "Jak pokochać centra handlowe". Ale to nie jest książka o depresji. Nie jest to również historia parentingowa ani powieść o problemach wychowawczych. Ani o galeriach handlowych! Natalia Fiedorczuk przeniosła środek ciężkości macierzyństwa na uczucia i emocje matki. Matki, która oprócz zmęczenia musi zmagać się ze swoimi stanami lękowymi, zupełnie nowymi emocjami i... standardami sexymam. Dzieci i depresja są tu nie tyle powodem, ile tłem do prowadzonej krótkimi zdaniami narracji życia w szczególnym momencie egzystencji przedstawicielki polskiego Pokolenia X.

Fiedorczuk nie przedstawia swojej własnej, intymnej historii. Wplata osobiste wątki w osnowę materiałów zebranych na grupach parentingowych, podczas rozmów z kobietami o podobnych doświadczeniach czy w trakcie obserwacji życia w XXI wieku. Dzięki temu staje się niejako vox populi matek dla których rozmowa o depresji poporodowej czasem jest tak samo trudna jak sama depresja. Jak wstanie rano z łóżka po kolejnej od dwóch lat nieprzespanej nocy gdy świat za oknem zamiast cieszyć, straszy szponami.

Nie jest to historia ani przygnębiająca ani z happy endem. Gdzieś na granicy (jak stwierdza sama autorka) reportażu i prozy powstał screenshot, czy jak kto woli migawka z sekwencji zdarzeń. Taki zrzut ekranu z kilku lat życia. Niby czyta się to jak powieść, a jednocześnie pozwala na własną interpretację i stawia wiele nowych pytań, niezależnie jaki ma się staż w wychowywaniu dzieci.

O co chodzi z centrami handlowymi? Dają namiastkę wolności, decyzyjności, sprawczości co do swojej osoby, tak ograniczonych, gdy zostaje się matką. Dają przestrzeń do obserwacji, stają się rozrywką i szansą na anonimowe pokazanie się wśród ludzi. W tej książce stają się niemalże synonimem utraconej wolności za którym gonią matki w depresji.

Mimo wszystko nie polecę jej w ciemno wszystkim. Znam matki, które zupełnie świadomie akceptują swoją nową rolę życiową z jej plusami i minusami, matki które czują się powołane do macierzyństwa, matki które nie mają skłonności depresyjnych i wreszcie matki, którym mężowie czy reszta rodziny pozwoliły przez okres dojrzewania do świadomego macierzyństwa przejść z wielkim wsparciem. Myślę, że takie osoby będą miały mocno negatywny odbiór tej książki. Ojcowie, single, kobiety w ciąży ? czytajcie na własną odpowiedzialność.

5/04/2017

Projekt: książka

15.00 pkt.

Mitologia nordycka

Neil Gaiman od lat fascynował się mitologią nordycką. Przerobił wszystko. Począwszy od kart komiksów, na eddzie starszej czyli poetyckiej i młodszej prozaicznej kończąc. Jest to niewątpliwie studnia bez dna jeśli chodzi o inspiracje, a pisarze uwielbiają z niej czerpać. Z jego twórczości można wspomnieć na przykład o ?Gwiezdnym pyle? czy ?Amerykańskich bogach?, których dodatkowo będziemy mogli niedługo obejrzeć na małym ekranie. Neil Gaiman pieśni ubiera w prozę przedstawiając nam jedne z najciekawszych opowieści i wierzeń z ogromnych ale niestety przez wieki zapomnianych zasobów jakim jest mitologia nordycka.<br> Bogowie w mitologii Gaimana są okrutni. To piękni kłamcy i łgarze, którzy nie potrafią dotrzymać danego słowa, a jedynym rozwiązaniem konfliktu jest dla nich śmierć przeciwnika. Najlepiej jeszcze odpowiednio spektakularna i krwawa. Podstępny i chciwy Loki nie raz robił sobie okrutne żarty z innych bogów. Potężny Thor, który zawsze daje się podpuścić. Piękna Freya, która z kart historii Gaimana opisywana jest jako wyniosła i mądra. A przecież mitologia to nie tylko bogowie. To świat pełen niesamowitych istot, gigantów, magicznych artefaktów, przepięknych krain. Autor przedstawia nam szesnaście historii począwszy od powstania dynastii Asów i Wanów i ogromnego drzewa Yggdrasila. Opowiada nam jak wyglądały dzieci Lokiego i dlaczego bóg musiał zamienić się w piękną klacz. Jak żona Thora straciła włosy i kto je dla niej odzyskał. Historie gładko przepływają jedna, po drugiej aby zaprowadzić nas aż do wizji Ragnaroku. Końca świata i wszystkich bogów.<br> <br> "-Loki-rzucił. -Loki to zrobił.<br> - Czemu tak myślisz?<br> - Ponieważ- odparł Thor- kiedy coś idzie nie tak, najpierw zawsze myślę, że to wina Lokiego. Oszczędza mi to mnóstwo czasu."<br> <br> Zaczynając "Mitologię nordycką" miałam nadzieję na literaturę w stylu Neila Gaimana, trochę niepoważną i zagadkową. Cóż, autor wydając swoją mitologię spełnił pewnie swoje marzenie, a dodatkowo dał znać, że żyje i ma się dobrze. Po lekturze zdecydowanie pozostał pewien niedosyt. Oczywiście sama treść jest bardzo przyjemna, lekkie pióro autora sprawia, że z prawdziwą satysfakcją przekładamy kartkę za kartką. Niepowtarzalny, baśniowy styl pozostał, jednak mająca zaledwie niewiele więcej niż 200 stron powieść kończy się, zanim tak naprawdę wciągniemy się w fabułę. Neil Gaiman po raz kolejny udowadnia, że potrafi czarować, wyciągać z naprawdę trudnych treści, jakimi są jedne z najstarszych islandzkich pieśni, przejmujące i interesujące historie bogów i bogiń Asgardu. Jeśli ktoś jest ciekaw jak skonstruowane są eddy, zachęcam do poszukiwań. W internecie znajdziecie fragmenty przetłumaczone na język polski.<br> Jeśli ktoś, tak jak ja, znał mity nordyckie powierzchownie lub z wielkiego ekranu przy produkcjach takich jak "Thor" czy "Avengers" i ma ochotę na dokształcenie się w tym temacie, serdecznie polecam "Mitologię nordycką". To bardzo przyjemna lektura na jedno, ewentualnie dwa popołudnia.

31/03/2017

Monika MW

15.00 pkt.

Divide (Deluxe Edition)

Płytę będziesz kupować? W dobie mp3? I gdzie jej będziesz słuchać? Pytali. Nie rozumieli..
A ja cierpliwie czekałam. Minął 3 marca, odliczanie dni do 10.03 by zakupić Divide delux. ?Byle do piątku? nabrało nowego znaczenia.. ;) I oto jest, przyszła!! Wyczekana, wymarzona. Odebrana również w piątek z samiuśkiego rańca wywołała szeroki uśmiech i wspaniałe samopoczucie na cały dzień. Chcecie wiedzieć dlaczego??
Pierwsza na płycie Eraser od razu wpada w ucho i powoduje przyspieszone bicia serca. Moim zdaniem to właśnie ta piosneka powinna była promować płytę (zamiast Castle on the Hill). Kolejna Castle od the Hill ? promująca płytę. Nikomu na pewno nie trzeba zachwalać bo wpada w ucho.
Dive ? chwilowe zwolnienie tempa by ze zdwojoną siłą przejść do niekwestionowanego hitu jakim jest Shape of You. Zdecydowanie bardzo najlepszy wybór jak na pierwszy utwór promujący płytę!! Już nawet moja dziewięciolatka śpiewa piosenkę ?od deski do deski? :)
Chwilowe uspokojenie przy balladzie Perfect o znalezieniu pięknej, słodkiej dziewczyny. Śpiewana głosem Eda przywołuje w pamięci nastoletnią miłość.
Gilway Girl i znowu delikatne przyspieszenie przy wspaniale wkomponowanym klarnecie z opowieścią o miłości Gilway Girl and English Man.
Jako kolejne uspokojenie Happier zagrana niemal akustycznie na ukochanej gitarze artysty. Smutna piosenka o rozstaniu i przemyśleniach zaraz po nim. Naturalne po niej nanana nieznacznie przyspieszając zaczyna piosenkę New Man ? pozostając w klimacie smutków po rozstaniu autor stwierdza ?I don?t wnna know about Your nem man?? No cóż, chyba każdy z nas poczuł w życiu żal i smutek po rozstaniu?
Hearts don?t break around here nadal pozostaje w temacie rozmyślań o miłości, dziewczynie i emocjach z nią związanych.
Dziesiąta na płycie What do I know? jest dla mnie niekwestionowanym liderem płyty!! Szybsza ze wspaniale wkomponowaną gitara akustyczną. Piosenka z przesłaniem godnym Michaela Jacksona ? pianino, bas, gitara a przede wszystkim miłość może zmienić świat!!! :)
I znowu zwolnienie tempa i rozmyślania w piosence How Would You Feel (Paean) jeśli powiem, że Cię kocham??
Gdy zobaczyłam tytuł Supermarket Flowers nie wiedziałam, że będzie to tak osobista piosenka o tak ważnej osobie w naszym życiu. O Ukochanej Babci, która zawsze nas podnosiła i rozwijała skrzydła a teraz jest aniołem.. Bardzo smutna piosenka. Pięknie wkomponowane pianino łapie za serce. Łezka się oku kręci..
I przyspieszamy by zatańczyć na ulicach Barcelony.
Bibia be ye ye bardzo zaskakuje ? pierwsze dźwięki kojarzą się z Hawajami a słowa piosenki wskazują, że dzień wcześniej miała miejsce niezapomniana zabawa.. Tylko pozazdrościć!
Przy irlandzkich dziękach Nancy Mulligan jest kolejną piosenką o miłości i kobiecie, którą wykonawca kocha, a która to ukochana przejmuje jego nazwisko. Wspaniała opowieść o przeciwnościach losu i miłości, która wszystko pokona.
Na zakończenie płyty uspokojenie przy Save Myself i rozmyślaniach, że życie może zawieźć, że wszyscy mogą Cię zostawić ale pamiętaj - możesz ocalić sam siebie.
Jak na pewno zauważyliście po opisie piosenki na płycie ułożone są naprzemiennie ? po każdym szybszym kawałku następuję chwila uspokojenia i wyciszenia aby za chwilę rozkołysać nas na nowo. Mi osobiście taki układ się podoba. Od zakupu płyta na stałe włożona jest w odtwarzacz w samochodzie i na zmianę z córką wybieramy numery, które mają w danej chwili polecieć z naszych głośników :) To nic, że wszystkie utwory znamy już na pamięć ? płyta nie chce się znudzić!

24/03/2017

Alicja B

15.00 pkt.

Baśnie Barda Beedle`a

W niedawnym czasie odwiedziła mnie Sowa z księgarni Gandalf przynosząc podręczniki z samego Hogwartu! Chciałabym podzielić się swoją opinią na temat książki "Baśnie barda Beedlea" J.K.Rowling także zacznijmy od początku? Gdy otworzyłam paczkę z księgarni moim oczom ukazał się zestaw podręczników, pożądany (chyba) przez wszystkich adeptów magii. Wszystkie książki posiadają twardą oprawę. Moją uwagę przykuła najpierw pierwsza książka ze stosiku. Dlaczego? Jej okładkę trudno przyrównać do czegokolwiek, nie jest to jednolity kolor, a rodzaj faktury. Wyobrażam sobie bowiem, że jest to rodzaj grafitowego kamienia, na którym umieszczono minimalistyczne napisy tytułu, autora, wydawnictwa i ? dodatkową ozdobą jest grafika wijących się korzeni, którą ku mojemu zaskoczeniu można poczuć pod swoimi palcami. Już od pierwszych kartek wiadomym jest, że nie obcujemy ze zwyczajną lekturą. Po otwarciu książki zostajemy przeniesieni w bogato ilustrowany, magiczny świat. Swoją przygodę rozpoczynamy od zapoznania się ze swoistym rozkładem jazdy, jaki stanowi spis treści. Dowiadujemy się, iż przejdziemy przez świat wstępu, pięciu baśni i jednego rozdziału odwołującego się do fundacji ?Lumos?, i szczytnego celu, któremu przyświeca. Każda z baśni jest okraszona celnym, mądrym i błyskotliwym komentarzem znanego i szanowanego Profesora Albusa Dumbledore?a , który często z humorem i ogromnym doświadczeniem pedagogicznym przeprowadzacza Nas z właściwą sobie elegancją przez gąszcz opracowań naukowych na temat magii, i jej przeróżnych motywów wykorzystywanych w literaturze. Czyni tą podróż niezwykle ciekawą, zwłaszcza dla Przyjaciół Przygód Harry?ego Pottera, którzy odkryją nawiązanie do swojej ulubionej historii i znajdą ją zwłaszcza w baśni ?Opowieść o trzech braciach?. Odpowiada ona na pytania, skąd wzięły się: Czarna Różdżka, Peleryna Niewidka i Kamień mający moc ściągnięcia umarłego z grobu. Jest to ostatnia z baśni, przed nią mamy jeszcze takie jak: ?Czarodziej i skaczący garnek?, ?Fontanna Szczęśliwego Losu?, ?Włochate serce czarodzieja?, ?Czara Mara i jej gdaczący pieniek?. Każda z nich wnosi zupełnie nową naukę ze świata magii, odwołując się do wielu wartości. Podnoszą tak naprawdę wiele różnych i trudnych tematów w świecie Czarodziejów, jak też w świecie Mugoli, jak np. czystość krwi. Czytając kolejne baśnie przypomniałam sobie, iż wciąż tkwi mnie mała dziewczynka, która z wypiekami na twarzy i lekkim dreszczykiem emocji przenosiła się do świata ?Baśni braci Grimm?. Z chęcią odkrywałam nieznane mi dotąd opowieści. Myślę, że równą przyjemność sprawią każdej dorosłej już osobie, która niegdyś zaprzyjaźniła się ze światem Harry?ego Pottera, czasami za nim tęskni i wciąż czeka na list z Hogwartu. Teraz ma doskonałą okazję, by na chwilkę powrócić do tego magicznego świata. Sądzę, że ta książką może stanowić również ciekawą propozycję dla osób, które wcześniej nie miały kontaktu z twórczością J.K.Rowlig i pragną zrozumieć fenomen świata Harry?ego Pottera. Dodatkowym atutem zakupu książki jest to, że wspomożemy ?(?)dzieci i młodzież w trudnej sytuacji życiowej, by zmienić ich życie na lepsze? to znaczy, że do 2050 roku zostaną zlikwidowane placówki opiekuńcze, aby zapewnić każdemu dziecku prawo do dorastania w kochającej rodzinie. Cel taki założyła sobie fundacja ?Lumos?, o której więcej możemy się dowiedzieć w ostatnim rozdziale książki. Wpływy ze sprzedaży w całości zasilą konto fundacji, która przekaże je organizacjom charytatywnym. Gorąco polecam każdemu dorosłemu, aby nie zapomniał, że kiedyś był dzieckiem.

18/03/2017

Książki Moni

15.00 pkt.

Podbój

Szalone imprezy, seksowni hokeiści, zaskakujące zwroty akcji i niezapomniane wrażenia z lektury, zapewni Wam kolejna książka Elle Kennedy.<br> <br> <br> <br> "Podbój" to trzeci tom serii, jednak zapewniam, że nie trzeba znać poprzednich książek, by móc zabrać się za tą. Drugi tom jak dotąd, okazał się najsłabszy, choć nie był zły. Jak się okazało po przeczytaniu tej pozycji, śmiało mogę powiedzieć, że seria nie ma tendencji spadkowej, a wręcz przeciwnie, bo pnie się wzwyż i jestem z tego powodu przeszczęśliwa.<br> <br> Allie Hayes od dwunastego roku życia wie, co chce robić w życiu i ciężko pracuję, by osiągnąć swój cel. Ma mały problem, jej chłopak stawia ultimatum, którego ona nawet nie bierze pod uwagę i wieloletni związek rozpada się w mgnieniu oka. By nie ulec pokusie i nie wybaczyć nadętemu chłopakowi, postanawia zaszyć się w domu znajomych. Sęk w tym, że mieszka tam najseksowniejszy playboy kampusu, a niewinna noc przeradza się w szaleństwo orgazmów. Dean Di Laurentis jest pewnym siebie chłopakiem, który dosłownie musi opędzać się od dziewczyn, ale on pragnie tyko tej jedynej. Allie, bo zgotowała mu najlepszą jazdę w życiu. Czy pożądanie, które połączyło te dwójkę przetrwa próbę czasu i przerodzi się w coś więcej?<br> <br> <br> <br> Szybko polubiłam bohaterów. Allie ma pasję i pragnie spełniać marzenia, a przy tym jest wyluzowana. Wbrew pozorom tę dwójkę łączy naprawdę wiele, a ich poczucie humoru udziela się również czytelnikowi. Opis jest sztampowy, jak cała książka i muszę powiedzieć, że jest przewidywalna. Czy mi to przeszkadzało? NIE! Śmiałam się podczas czytania. Rumieniłam, wyobrażając sobie szaleństwa głównych bohaterów. Smuciłam się, kiedy przyszła pora na małą dawkę dramatu, a co najważniejsze, cieszyłam się lekturą. Dawno żadna książka nie sprawiła mi tak ogromniej przyjemności. Napisana z lekkością, namiętnością i ten cudowny humor całkowicie mnie zachwycił. Akcja jest szybka, Dean niepowtarzalny i tak zabawny, że nawet jego poprzednie i to liczne przygody seksualnie nie wydają się dziwne.<br> <br> Bohaterowie wkraczają w dorosłość i czas ciągłej zabawy powoli się kończy, a co za tym idzie ważne wybory stają im na drodze. Bohaterowie borykają się z wątpliwościami dotyczącymi dalszej pracy zawodowej, ten wątek ogromnie mi się podobał. Liczne sceny erotyczne są śmiałe i co najważniejsze swobodne. Podoba mi się, że Allie i Dean tak otwarcie mówią o swoich potrzebach, rozmawiają ze sobą i cieszą każdą wspólną chwilą. W ostatnim czasie nie sięgam po erotyki, ale książki Elle Kennedy mnie oczarowały i bez wątpienia będę kontynuowała przygodę z tą serią.<br> <br> <br> <br> "Podbój" to zabawna i pełna emocji książka, z którą spędziłam cudowne chwilę i mogę tylko żałować, że przeczytałam ją tak szybko, bo z chęcią potowarzyszyłabym Allie i Deanowi w dalszej ich drodze. Z tą dwójką nie można się nudzić. Polecam 5/6

9/03/2017

halmanowa

15.00 pkt.

Niedomówienia

Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to niezwykła lekkość oraz spójność. Język, jakiego używa autorka, buduje niezwykle przyjemną atmosferę i dodaje realizmu. Opisywane wydarzenia trzymają czytelnika cały czas w delikatnym napięciu. Opisy miejsc i postaci są ciekawe, momentami zabawne - a przy tym niezwykle naturalne. Nie ma tu miejsca na nudę! Wszystko to sprawia, że chce się czytać dalej i dalej, przewracając kolejne strony powieści. Janka, kobieta w średnim wieku, pracuje w drukarni. Swoją miłość do czcionek i druku odziedziczyła po dziadku i ojcu. Zaś Gutenberga traktuje jak swojego mentora, dlatego egzemplarz każdej książki wydanej w drukarni zanosi pod jego pomnik. Choć początkowo Janka nie wydaje się aż tak niepoukładana, przy bliższym jej poznaniu okazuje się, że problemy sercowe z partnerem to jedynie wierzchołek góry lodowej. Kuleją również jej relacje z rodzicami oraz świadomość własnej tożsamości. Bałagan życiowy głównej bohaterki jest odniesieniem do problemów wielu młodych ludzi, nie tylko nastolatków. Antek, przyjaciel i wspólnik Janki, to mężczyzna twardo stąpający po ziemi. Wiecie, taki co to ma łeb na karku i wie, czego chce. Jest jednak niezwykle troskliwy i wyrozumiały. Niezależnie od podejmowanych przez Jankę kroków, wspiera ją i zawsze wyciąga pomocną dłoń. Postać Antka to uosobienie prawdziwej przyjacielskiej relacji. Honorata, kuzynka Janki, to postać niezwykle barwna. Naiwna, nieporadna i chwilami bezmyślna, a przy tym niezwykle zabawna, doprowadza czytelnika do nagłych napadów śmiechu. Choć, z drugiej strony, okazuje się być szczerą i troskliwą osobą. Jej postawa skłania do pewnych przemyśleń, nad tym, co się w życiu naprawdę liczy i czym jest szczęście. Łukasz, były partner Janki, również ma duży wkład w całą tę historię. Zachowania, jakie przejawia w stosunku do płci przeciwnej, jest mocno związane z jego przeszłością. Jednak czy to może być jakimkolwiek usprawiedliwieniem? Niewątpliwie Łukasz jest postacią negatywną. Takim czarnym charakterem. Choć czy na pewno on jeden? Jankę poznajemy w momencie, gdy jej związek z Łukaszem wisi na włosku. Wkrótce para rozstaje się, a sfrustrowany były partner nie chce odpuścić i obiecuje, że jeszcze się odegra. Złożoną obietnicę wkrótce spełnia, porządnie mieszając w życiu kobiety. Tymczasem prawie całą uwagę Janki zajmują tajemnicze zdjęcia, które ktoś zostawia przy pomniku Gutenberga w miejsce książek. Bohaterka podejmuje małe prywatne śledztwo, którego finał będzie zaskakujący. I jednocześnie pouczający. W międzyczasie Janka pracuje nad reportażem o Biblii Gutenberga uratowanej przed Niemcami. Świadkiem tych wydarzeń był dziadek kobiety. Dokuczają jej problemy w relacjach z rodziną. Jakby tego było mało, w odwiedziny przyjeżdża kuzynka Honorata. Te zawirowania w życiu Janki stawiają przed nią wiele trudnych pytań, na które prędzej czy później będzie musiała sobie odpowiedzieć. Najnowsza powieść Anny Sakowicz jest doskonałym przykładem na to, że nie tylko kryminały i thrillery potrafią wciągnąć bez reszty. Z pachnących drukiem stron bije niezwykła autentyczność. Widać również ogromną pasję autorki, jej szacunek i zamiłowanie do literatury. Książka ma intrygujący i bardzo trafny tytuł. Zakończenie bowiem pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami i niedopowiedzeniami. Czułam przez to lekki niedosyt, chciałam, żeby ta historia toczyła się dalej i dalej. Jednak autorka daje szansę czytelnikowi. Na wybór własnych czcionek i dopisanie finału zgodnie z tym, co podpowiada serce. www.halmanowa.pl

27/02/2017

ogrodksiazek.blogspot.com

15.00 pkt.

Zakazane życzenie

W pierwszej kolejności oczarowała mnie przepiękna okładka. Niewielka lampa wśród piasku, z jej wnętrza wydobywają się delikatne smugi. Do tego głęboki błękit, a na jego tle mieniące się złotą barwą litery - niczym gwiazdy na nocnym niebie - po prostu cudo! Potem dowiedziałam się, jaką historię w sobie kryje i... musiałam mieć tę książkę ;)

Zahra, Tygrysi Ogon Zwinięty W Półksiężyc, Obłok Na Wietrze, Dziewczyna Rozdająca Gwiazdy jest potężnym szajtanem uwięzionym w lampie od czterech tysięcy lat. W ruinach miasta Neruby znajduje ją młody złodziej, Aladyn. Dżinn zyskuje tym samym nowego pana i musi spełnić jego trzy życzenia. Każde z nich ma jednak swoją cenę, którą prędzej czy później przyjdzie chłopakowi zapłacić. Początkowo pragnie je wykorzystać, by pomścić śmierć swoich rodziców. Tymczasem Zahra dostaje kuszącą propozycję - Nardukha, władca dżinnów, oferuje jej wolność w zamian za uwolnienie jego syna. Nie będzie to łatwe zadanie, gdyż Parthenia jest dobrze chroniona i od setek lat toczy wojnę z tymi niebezpiecznymi istotami. Dziewczyna postanawia wykorzystać nadarzającą się okazję i podsuwa Aladynowi rozwiązanie, które przybliży ją do celu. Sytuacja poważnie się komplikuje, gdy Zahra przywiązuje się do chłopaka i zaczyna darzyć go uczuciem. Czy okaże się tak egoistyczna, przebiegła i zdradliwa, za jaką wszyscy ją uważają? Jaką decyzję podejmie, gdy stanie przed wyborem: miłość czy wolność, o której marzy od tysiącleci? Czym jest Zakazane Życzenie i jaką cenę trzeba za nie zapłacić?

Jessica Khoury przenosi nas w baśniowy, wypełniony magią świat. Nie jest to jednak miejsce spokojne, niebezpieczeństwa czyhają na jego mieszkańców na każdym kroku. Ludzie składają dżinnom ofiary, by zapewnić sobie względny spokój lub toczą walki z tymi potężnymi istotami. A jest ich całkiem sporo: maaridy - wodne stworzenia, ifrity - dżinny ognia, ghule - stwory ziemi, silowie - dżinny powietrza oraz władający wszystkimi żywiołami szajtanowie. Wszystkie one winne są całkowite posłuszeństwo swemu okrutnemu i bezwzględnemu władcy. Nardukha dysponuje tak wielką mocą, że żadne z nich nie jest w stanie przeciwstawić się jego woli, a jakiekolwiek próby złamania prawa dżinnów wiążą się ze straszliwymi konsekwencjami.

Któż z nas nie darzy sentymentem baśni poznanych w dzieciństwie? Taka historia opowiedziana na nowo, zmieniona i wzbogacona o nowe elementy, przyciąga podwójnie. "Zakazane życzenie" jest właśnie jedną z nich i kusi wyjątkowo. To książka egzotyczna, zagadkowa i magiczna. O sile miłości i konsekwencjach podejmowanych przez nas decyzji. O tym, że zawsze, nawet w sytuacji pozornie bez wyjścia, mamy jakiś wybór, a o tym, kim jesteśmy, nie decyduje otoczenie ani inni ludzie, lecz my sami. Jak bowiem stwierdza Aladyn: "Nie można wybrać swojego losu, ale można wybrać, kim staniemy się za jego sprawą". Tę nową odsłonę jego historii gorąco Wam polecam. Ja nie mogłam się od niej oderwać :)

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN Imaginatio!

Pokaż więcej

27/04/2017

jezyna122

8.00 pkt.

Zula i porwanie Kropka

Zula czyli Zuzanna ma wielki problem. Jej rodzice wyjeżdżają do Afryki leczyć chore dzieci, a ona przez ten czas ma zamieszkać razem ze swoimi ciotkami, których tak naprawdę nie miała do tej pory okazji poznać. Już sama nieobecność rodziców nie nastraja dobrze, a tu jeszcze nowa szkoła, nowi koledzy. Żal tak zostawiać to co się kocha, i gdzie człowiek czuje się dobrze. Na szczęście nowe miejsce zamieszkania ma wiele uroku, a krewne okazują się być ogromnie interesujące, nie tylko przyciągają uwagę swoim ubiorem, lecz również umiejętnością odgadywania życzeń Zuli. Pamiętam jak zdawałam egzamin z literatury dla dzieci i trzeba było wymienić między innymi cechy dobrej literatury dla dzieci np. prosty język, odpowiedni dobór słownictwa, elementy baśniowe, puenta, budowanie napięcia, niebanalne ilustracje. I właśnie wszystko to znajdziemy w najnowszej książce pani Sochy. Pierwsze co rzuca się w oczy to sympatyczna okładka z wizerunkiem głównej bohaterki, na której głowie stoi się jak gdyby nigdy nic, kameleon. To Filip podarunek od WCL, babci Zuli. Posiada on niesamowitą zdolność stawania się całkowicie niewidzialnym. Mało tego, dziewczynka choć nie pojmuje dlaczego, doskonale rozumie jego, jak i przygarniętego kota Pazura, mowę. Na dodatek stara, zniszczona szkoła do której ma uczęszczać w dziwny sposób sama prze noc zmieniła swój wygląd dokładnie na taki , jaki sobie wyobrazili Zula z Kajtkiem. Czyżby faktycznie w grę wchodziły czary ?
Czy dziewczynka polubi nowe miejsce zamieszkania, a nowo poznani koledzy Kajtek i Maks sprawdzą się jako przyjaciele?
?Zula i porwanie Kropka? to niezwykle ciepła opowieść o więzach rodzinnych, dylematach i problemach młodego człowieka, jak i też historia o pewnych życiowych zależnościach. Mamy tu również sprawę detektywistyczną, a przede wszystkim magiczną moc pozytywnego patrzenia na świat.
Koniecznie trzeba wspomnień o ilustracjach Agnieszki Antoniewicz. Sprawiają one, że jeszcze szybciej zostajemy wciągnięci w fabułę, nakreślone portrety bohaterów świetnie odzwierciedlają ich charakter, a ciotki Hela i Mela wydaja się być osóbkami tak ciekawymi, że z wielką ochotą spotkałabym się z nimi w rzeczywistym świecie. Co prawda sam pomysł uczynienia z głównej bohaterki czarownicy może wydać się już troszkę oklepany, jednak na pewno rozwinięcie tematu jest nieszablonowe, a przede wszystkim pełne humoru.
Miło jest gdy będąc dorosłym z zaciekawieniem czytamy lekturę swojego dziecka i wcale nie mamy ochoty by ją przerywać, a koniec kwitujemy smutnym ?już ??
Ponieważ pogoda za oknem nie zachęca do spacerów, serdecznie zapraszam do miasteczka o wdzięcznej nazwie Poziomkowo. Tutaj nuda nam nie grozi a uśmiech na pewno szybko nie zejdzie z twarzy. Polecam !

26/04/2017

Tomasz

10.00 pkt.

Rebel Gra Dixit 7: Wizje

Bawiąc się w Dixit z pewnością potrzebować będziecie dodatkowych kart. Zakupicie je zresztą z przyjemnością, ponieważ ilustracje na kartach z rozszerzeń są na dużo wyższym poziomie niż w pierwszej grze lub Dixit Odysei, która poprawiła planszę oraz dostosowała metodę wyboru odpowiedzi do rozgrywki większej liczby graczy, ale karty miała słabsze niż jej pierwowzór.

Zakup dodatków najlepiej rozpocząć od Dixit Wizje. Po pierwsze, że jest to produkt limitowany, a po drugie, że fantazyjne wyobrażenia ukazane na obrazach są bardzo wieloznaczne. Dodruki pewnie będą, ale kolejne wersje mają już nie posiadać złotych ozdobników, które cudownie mienią się w blasku słońca i oczarowują swoim artyzmem. Takich wyjątkowych kart jest 21 w talii. Cały produkt składa się z 84 kart.

Jeśli posiadacie Dixit Odyseję, to macie tam dwa puste wgłębienia, w których zmieścicie 2-3 kolejne talie rozszerzeń. Bawiąc się z Dixit Wizje starych kart będziecie się pozbywać z ręki, ponieważ trudniej wymyślić do nich nowe hasła i szybciej się ogrywają, nie wspominając już o ich słabszym wykonaniu.

My gramy najczęściej z córką, zabawa w trójkę znacząco odbiega od spotkań przy większej liczbie uczestników, ale nie zawsze jest taka możliwość. Młody Giercownik potraf już podać hasło, które nie nawiązuje bezpośrednio do ilustracji, a z nową talią dziecku jest prościej, ponieważ wywołują one silniejsze uczucia i więcej skojarzeń.

Jakie są te wizje? Korzystając z nowych kart czujemy lęk i obawę przed nieznanym, magię i podziw dla świata, dumę i szacunek dla bytów. Odnoszą się one do mitologii oraz wierzeń. Bardzo wiele tutaj symboli, dziwnych oznaczeń ? bezpośrednie nawiązania do tarota i przepowiadania przyszłości, wróżenia z kart. Motywy indyjskie, arabskie, ale również klasyczne ? greckie i rzymskie, nie zabrakło także nordyckich. W trakcie gry nasze myśli błądziły wokół twórczości Stephena Kinga i Neila Gaimana. Trochę, jak ze snów ? kiedy czytamy baśnie, legendy i bajki, a potem one wszystkie tworzą jedną zakręconą impresję.

Księżniczki, wróżki, demony. Władcy i ich wojownicy oraz poddani, żeby nie napisać wyznawcy czy nawet niewolnicy! Postaci zaklęte, na które rzucono klątwę ? to one są bohaterami ilustracji i wyjątkowo silnie oddziałują na emocje graczy. Znakomicie dobrane kolory ? zazwyczaj w podobnych odcieniach, budujące nastrój grozy i tajemnicy.

Na filmiku pokazaliśmy wam w ekspresowym skrócie wszystkie karty. Naszym zdaniem kompletowanie talii należy rozpocząć właśnie od nich ? rewelacja!

Język polski jest jednym z najtrudniejszych na całym świecie. Wie to każdy Polak, nawet dorosły i wykształcony, gdyż dosłownie każdemu zdarzają się językowe pomyłki. Aby ułatwić dzieciom naukę, Marcin Brykczyński stworzył Jak się nie bać gramatyki?.

Sam pomysł jest świetny, ale książka nie może raczej występować w pojedynkę. Składa się bowiem jedynie z wierszyków i wplecionych w nie przykładów. Dzieci potrzebują często więcej, niż jednego przykładu i czasem lepszego wytłumaczenia, więc Jak się nie bać gramatyki traktuję jako uzupełnienie nauki. Świetnie sprawdzi się w momencie, kiedy dziecko ma z czymś szczególny problem i nie może za żadne skarby świata zapamiętać. Wtedy, trzeba mu podsunąć te śmieszne wierszyki, które bardzo szybko można zapamiętać. Dzięki temu na sprawdzianie wystarczy sobie przypomnieć rymowankę Marcina Brykczyńskiego, by odtworzyć regułę.

Jeszcze jednym minusem jest brak spisu treści. Co prawda na górze strony są nagłówki, jednak szukanie tego, co nas interesuje zajmuje nieco więcej czasu.

Wielkie brawa za logiczne ułożenie książki. Autor zaczyna od rzeczy absolutnie podstawowych (np. podział na samogłoski i spółgłoski, różnica między głoską a literą), a następnie po kolei omawia rzeczowniki, odmianę przez przypadki, czasowniki i tak dalej. Dzięki temu książka stanowi jedną z logiczną całość i każde zagadnienie w jakiś sposób łączy się z poprzednim.

Na pochwałę zasługuje również jakość wydania. Książka jest w twardej oprawie, kartki są grube i solidne, a ilustracje Oli Krzanowskiej urocze i ułatwiające zapamiętanie niektórych reguł. Książkę polecam zatem jako urozmaicenie i uzupełnienie nauki szkolnej - dzięki niej dzieciom na pewno łatwiej będzie zrozumieć i zapamiętać gramatyczne zasady.

19/04/2017

Kto czyta - nie pyta

8.00 pkt.

Czereśnie zawsze muszą być dwie

Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość ? nieustannie wpływają na siebie i kierują naszym życiem. Obserwuje to Magdalena Witkiewicz i udowadnia, że nic nie dzieje się przypadkiem i nawet największy smutek może prowadzić do czegoś pozytywnego. Autorka przy tym wzrusza i zmusza do docenienia każdej chwili, pokazując kruchość życia i ulotność szczęścia.

Nie lubię opowiadać zbyt wiele o fabule, żeby nie psuć Wam zabawy... Zdradzę jedynie, że wszystko kręci się wokół Zosi ? kobiety wchodzącej w dorosłe życie. Dziewczyna przeżywa pierwszą miłość i prawdziwą przyjaźń, która prowadzi ją z Gdańska aż do Rudy Pabianickiej i Łodzi. Jej przeprowadzka jest również związana z podróżą w czasie i niesamowitą historią miłosną, która skradnie Wasze serca, ale o tym musicie już przekonać się same.


Chociaż autorka jest Specjalistką od Szczęśliwych Zakończeń, to tym razem na prawdziwe szczęście musieliśmy długo poczekać. Mimo pełnej różu okładki i ciepłej treści, Czereśnie są przepełnione cierpieniem, ale równocześnie pełne magii. Mają w sobie mnóstwo tajemnic, emocji, radości i przede wszystkim różnych odcieni miłości - nie tylko tych pięknych i górnolotnych.


Magdalena Witkiewicz wierzy w dobro i próbuje tą wiarą zarażać swoje czytelniczki. Przemawia też do tych, którzy uważają, że samotni również mogą być szczęśliwi. Nie mogą! Większość rzeczy cieszy bowiem dopiero wtedy, kiedy możemy z kimś podzielić się naszą radością. Czereśnie są zupełnie inną książką, niż poprzednie: bardziej dojrzałą, refleksyjną i dopracowaną w każdym calu, również pod względem researchu i wspaniałego klimatu powieści. Wyraźnie czuć, że autorka włożyła tutaj mnóstwo pracy, emocji i serca, dzięki czemu od książki trudno się oderwać, a łzy biegną po policzkach bez naszej wiedzy. Zakończenie również jest magiczne i na szczęście nie przesłodzone. Oby więcej takich książek!

14/04/2017

Irena

10.00 pkt.

BRIDGET JONES. Szalejąc za facetem

I tak z ostatnim zdaniem tej książki moja przygoda z Bridget Jones dobiegła końca (chyba, że autorka szykuje coś nowego). Z jednej strony trochę mi przykro, ale z drugiej jestem zadowolona, że wreszcie skończyłam. W przeciwieństwie do poprzednich części, ta mnie męczyła, nie czytało się jej tak lekko, jak trzech pozostałych. Może ważna była tu też kolejność i fakt, że przeczytałam ją jako ostatnią z serii, ale był to celowy zabieg. Dzięki temu widać, że dość odbiega poziomem od reszty. Dużo było niepotrzebnego bełkotu, który mimo, że jest taki bardzo Bridget, jednak nie był ten sam. Pozbycie się wielu elementów ułatwiłoby nie tylko odbiór, ale przede wszystkim czerpanie przyjemności z lektury.
Sama Bridget nie zmieniła się prawie wcale, jednocześnie bardzo się zmieniając. Przekroczyła pięćdziesiątkę, jest wdową, ma dzieci. Strata Marka (Dalej nie wybaczyłam tego autorce... No, bo kto uśmierca kogoś takiego jak Mark Darcy? No kto?!) i samotne wychowywanie dzieci ukształtowały ją na nowo, jednak szybko wróciła do swoich starych nawyków. Jej infantylność, która była jeszcze w miarę urocza w dwóch pierwszych częściach, w tej mierzi. Nie są to już zabawne zachowania roztrzepanej dziewczyny, tylko zwyczajna głupota. W niektórych momentach jej dzieci zachowywały się bardziej odpowiedzialnie niż ona sama. (Szczególnie Billy, miejscami kreowany na mini- Marka). To naprawdę nie przystoi, żeby dzieci wychowywały matkę.
Oczywiście niezmiennie z genialnymi pomysłami przodują przyjaciele Bridget. Zachęcają ją do dzikiego randkowania i seksu, popychając do przejścia ze swoją stratą do porządku dziennego, niemal nie dając jej wyboru. Niemal, dlatego, że gdyby chociaż raz, na chwilę przestała ich słuchać i zaczęła samodzielnie myśleć wiele rzeczy prawdopodobnie potoczyłoby się inaczej.
Sam pomysł Bridget korzystającej z portali społecznościowych jest dużym plusem, jednak z wykonaniem coś poszło nie tak. Jej maniakalne sprawdzanie Twittera i przejmowanie się ilością obserwatorów, jakby nie miała zupełnie nic lepszego do roboty, wypada blado. Nie wspominając o jej wysokich lotów konwersacjach z Roxterem czy scenariuszu, który pisała. Zastanawiałam się jakim cudem udawało jej się sklecić cokolwiek, skoro często nie posiadała wiedzy na podstawowe tematy.
W dodatku ta przesadna obsesja Bridget na punkcie seksu. Jej jedynym problemem jest to, że będąc samotną nie ma się z kim bzykać. Naprawdę rozumiem potrzebę bliskości i zaspokojenia seksualnego, ale tutaj podchodzi to już pod jakiś obłęd. Jej związek z Roxterem był oparty niemal tylko na seksie! (I mało wyrafinowanych żartach...) Rozterki na temat rozstania z nim, były na poziomie słabo rozwiniętej nastolatki, a nie dorosłej kobiety. Może gdyby skupiła się na czymś bardziej (na pracy czy dzieciach na przykład) nie miałaby takich infantylnych i żałosnych wręcz problemów.
Na koniec zostawiłam sobie Pana Wallakera. Związek z nim, poprzez złe przedstawienie jest po prostu dziwny. Autorka za bardzo skupiła się na ukazywaniu randkowania Bridget z młodszym, że zupełnie zapomniała pokazać skąd na końcu wzięła się rzekoma miłość bohaterki i nauczyciela. Nie oszukujmy się, ale miłość nie rodzi się po kilku przypadkowych spotkaniach... Poza tym dla mnie Wallaker był Markiem 2.0, równie sztywnym inteligentnym gościem, skorym do ratowania Bridget z każdych opałów.
Podsumowując, nie powiem, że książka nie ubawiła mnie w pewnych momentach i że żałuję spędzonego na czytaniu czasu, ale nie miała w sobie tego czegoś, czym jednak cechowały się poprzednie części. Mało z niej też utkwiło mi w pamięci. Sceną, której daję duży plus była sowa, którą osobiście interpretuję jako Marka czuwającego nad rodziną i dającego Bridget możliwość nowego życia, kiedy odlatuje. Tylko czy nowe życie, nie skończy się dla Bridget tak samo jak zawsze?

P.S. Dalej tęsknię za Markiem... :/

11/04/2017

library1gim

8.00 pkt.

Dollbaby

"Dollbaby" to debiutancka powieść Laury Lane McNeal. Kiedy zobaczyłam okładkę książki, natychmiast przyszło mi do głowy skojarzenie z inną powieścią - "Przeminęło z wiatrem". Wprawdzie tam akcja rozgrywa się w czasie wojny secesyjnej, więc znacznie wcześniej, ale nie przeszkadzało mi to w ogóle dostrzec w wyobraźni plantacji bawełny, pięknej Scarlett, tematu niewolnictwa i dramatu wojennego, którego wraz z innymi bohaterami była częścią.
Akcja "Dollbaby" rozgrywa się w Nowym Orleanie w latach sześćdziesiątych XX wieku, zatem tematy segregacji rasowej i walki o równouprawnienie są żywe, jak to na Południu. Główną bohaterką jest nastoletnia Ibby, którą poznajemy w trudnych dla niej chwilach. Dziewczynka obwinia się o śmierć ojca, który ginie w wypadku. Dramatyzmu całej sytuacji dodaje fakt, że również jej matka uważa córkę za winną... Zawozi Ibby do teściowej, mieszkającej w Nowym Orleanie, która jest dość specyficzną osobą. Babcia dziewczynki, Fannie, jest bogata i zatrudnia czarnoskórych służących. Pobyt, który miał trwać krótko, a tymczasem wydłużył się na całe lata, stał się dla Ibby wyjątkowym doświadczeniem. Zaprzyjaźnia się z dwiema służącymi, Queenie i jej córką, Dollbaby, które opiekują się dziewczynką, opowiadając jej o babce i ojcu. Kolejne odkrywane przed Ibby tajemnice jej rodziny zmieniają ją i jej spojrzenie na świat i ludzi. Powoli dojrzewa, coraz więcej rozumie i kolekcjonuje życiowe doświadczenia.
Choć to debiutancka powieść, zupełnie się tego nie odczuwa podczas lektury. Opowiadana przez Laurę McNeal historia jest napisana z poczuciem humoru, barwnie i lekko. Nawet trudne tematy segregacji i rasizmu przedstawione są ciekawie, bez patosu czy obierania jednej ze stron.
Historia wciąga czytelnika i trzyma w napięciu. Porusza i wywołuje wiele emocji. Polecam ją nie tylko miłośnikom romansów, ale także tym, którzy lubią powieści obyczajowe z tłem historycznym.

9/04/2017

Czarki1

10.00 pkt.

Byłem kapo

Po książkę sięgnąłem, przeczytawszy wcześniej biografię Stanisława Grzesiuka autorstwa Bartosza Janiszewskiego. W tej biografii przewija się osoba przyjaciela Grzesiuka z czasów obozu - Stefana Krukowskiego. Książka Grzesiuka "Pięć lat kacetu" to przejmująca, ale zarazem wciągająca opowieść o latach spędzonych w obozie. Stefan Krukowski pisze zupełnie inaczej niż Grzesiuk. Nie znaczy, że gorzej. "Byłem kapo" opowiada o pobycie Stefana Krukowskiego w Mauthausen. Autor jest bardziej oszczędny w słowach, niż Grzesiuk, opisując to czego był świadkiem. Mniej w tym wszystkim emocji, zaś więcej spokojnej relacji człowieka, który przeszedł piekło. Być może właśnie w tym tkwi siła tych wspomnień. Krukowski bez ubarwiania na siłę, pisze o tym co pamięta, co przeżył, czego był świadkiem. Relacjonuje zdarzenia, które nawet jeśli jego dotyczyły bezpośrednio, z pewnym dystansem. Choćby opis w jaki sposób bliżej poznał się z Rapportfuhrerem Zdrojewskim. Owa "przyjaźń" jak to sam określa Krukowski, zaczęła się od kopnięcia podkutym butem, Krukowskiego w przyrodzenie, który był przesłuchiwany w związku z podejrzeniem zorganizowania próby ucieczki z obozu. Podobnie opisy zabijania przywożonych do obozu Żydów, poprzez zmuszanie ich do skakania w przepaść. Wszystko to, z jednej strony jest przerażającym opisem bestialstwa, zaś z drugiej strony chłodną relacją człowieka, który to widział i chce przekazać innym prawdę o tych okropnych rzeczach. Dlatego gorąco polecam lekturę "Byłem kapo" Stefana Krukowskiego. Zwłaszcza osobom, które czytały wcześniej Stanisława Grzesiuka "Pięć lat kacetu". Dwóch więźniów tego samego obozu. Dwóch przyjaciół. I dwie różne, ale zarazem obie przejmujące relacje.

8/04/2017

Ewa

10.00 pkt.

Mów mi Katastrofa!

Trzecia książka Magdaleny Wali i kolejna udana. Cieszę się, że autorka wróciła do bohaterów poznanych w "Przypadkach pewnej desperatki". Tym razem główną bohaterką jest Aldona, przyjaciółka ze studiów Julii. Z tego co się zorientowałam akcja książki trwa równolegle do tej w "Desperatce", więc możemy część wydarzeń "zobaczyć" od innej strony. Książka trafiła w moje ręce w odpowiednim czasie, gdy za oknem pogoda pokazuje swoje jesienno-wiosenne oblicze. Potrzebna mi była pokaźna dawka humoru, a w połączeniu z romansem i zagadką kryminalną... jak tu nie kochać te książki? Część romansową stanowi Aldona i starający się o nią Kamil, mężczyzna poznany na wyjeździe na Litwę. Poznany w dość... nieoczekiwanych okolicznościach, o których nasza bohaterka wolałaby zapomnieć. Nieoczekiwanie dziewczyna spotyka go ponownie w kraju, w Sandomierzu, gdy pracuje jako pilotka wycieczek. Kamil wierzy, że są sobie przeznaczeni i spotkają się znowu. Tak też się staje. Bardzo lubię męskich bohaterów Magdaleny Wali. Tak jak Paweł w "Przypadkach...", Kamil jest pewny siebie samcem alfa, który, gdy spotka swoją wymarzoną kobietę, zabiega o nią, zaskakuje ją, zawraca w głowie, opiekuje się nią... Dziewczyna po prostu nie ma szans, by powiedzieć "nie". Aldona stara się (choć słabo jej to wychodzi) trzymać Kamila na dystans, bo na początku pewność siebie chłopaka bierze za arogancję. Poza tym zawsze, gdy jest on blisko dziewczynie przydarzają się kompromitujące wypadki (stąd też tytuł książki). Dziewczyna myśli, że wychodzi w jego oczach na idiotkę. Część humorystyczną stanowi rodzina Aldony z babcią i jej nieodłączną laską na czele, a także mieszkańcy jej rodzinnej Pszczyny. Mamy tu cały przekrój barwnych postaci, niektórych nakreślonych jakby w krzywym zwierciadle. Akcent kryminalny stanowi zdarzenie, które przydarzyło się młodszej siostrze bohaterki, Paulinie. Dziewczyna po studniówce budzi się sama w hotelu, niczego nie pamięta: jak się tam dostała, z kim. Sądzi, że została wykorzystana i jest w ciąży. Rodzina na własną rękę, w asyście kuzyna policjanta, stara się rozwikłać zagadkę i znaleźć "tatusia". Przyznam, że wątek ten, ciągnący się przez całą książkę, był wielce ciekawy, a samo rozwiązanie zagadki zaskakujące. Świetnie się bawiłam czytając tę książkę. Dawkowałam ją sobie przez kilka dni, bo nie chciałam, by się skończyła. Cieszyłam się, że znowu pojawili się starzy bohaterowie, a także, że Magdalena Wala nawiązała do "Marianny", swojej historycznej powieści. Taki mały szczególik, a cieszy. Czekam teraz na drugi tom jej historyka i odliczam miesiące do ponownego spotkania z jej współczesnymi bohaterami.

7/04/2017

Anna

10.00 pkt.

Królestwo za mgłą

Książka autorstwa Michała Wójcika "Królestwo za mgłą" w rozmowie z Zofią Posmysz zawiera 15 interesujących rozdziałów.
To fantastycznie opowiedziana historia ujęta w przeprowadzonym wywiadzie do którego autor przygotował się bardzo imponująco.

Żadne z zadanych pytań przez Pana Michała Wójcika nie sprawiło trudności Pani Zofii pomimo, że sam temat pobytu w obozie koncentracyjnym w Auschwitz jest trudny.

Przedstawione są w książce losy Pani Zofii Posmysz od lat dzieciństwa, młodość, trudne przeżycia w obozie koncentracyjnym Auschwitz aż po współczesność.

Pani Zofia miło wspomina dom rodzinny, pomimo, że ciężko było. Od mamy nauczyła się miłości, wiary. Brak miłości ze strony taty zrekompensowała jej miłość rodzeństwa. Autorytet stanowił dla niej ojciec chrzestny, który pomagał finansowo wszystkim w potrzebie. Gdy zapoznaje się z losami Pani Zofii to nie chce się oderwać od tej historii, która jest analizowana dodatkowo każdym wypowiedzianym słowem bohaterki tworzącą część historii.

Cenię Pana Michała Wójcika za to zechciał przedstawić Czytelnikom problem lat, które na ogół ludzie biorący udział w tym okresie historii chcą zapomnieć o tych wydarzeniach.

Pani Zofia uświadomiła mi jako odbiorcy, że każdy dzień był dla niej nadzieją, przeżyciem. Powtarzała często, że nadali jej numer - 7566 i musiała przetrwać. Cierpiała w momencie kiedy pojawiała się śmierć kolejnej więźniarki. Czytając odniosłam wrażenie, że bała się co będzie dalej i jak potoczą się jej losy, które wywoływały z każdym dniem niepewność przetrwania, a momentami beztroski?

Pani Zofia jest pogodną osobą, ma swoje wymagania i do końca zachowuje powagę delikatności słów. Bywają chwile kiedy ma zachwiania słowne podczas autorskiego wywiadu powiedzieć czy nie.
To jest sympatyczne i stanowi to humorystyczny element wywiadu.

Książka zawiera 412 stron, twarda oprawa, zamieszczone są zdjęcia Pani Zofii od okresu dzieciństwa aż po współczesność, tekst napisany czcionką czytelną.

"Królestwo za mgłą" to królestwo, które warto poznać i zagłębić się
w losy dzielnych Polaków i Polek, które kiedyś ujrzą swoje zapracowane królestwo.

Książka wydana przez Wydawnictwo Znak.

Zapraszam do przeczytania tej książki.

Pokaż więcej

10/05/2017

Lucjan

Przedksiężycowi Tom I

Co myślicie o świecie, gdzie to urzędnicy dobierają nam talenty, kształtują nasze geny jak kompozytorzy muzykę? Czy świat bez przypadku, z góry zaprogramowani ludzie i życie bez zaskoczenia byłoby coś warte?

10/05/2017

Śnieżynka

Konkurs na żonę

Przystojny trzydziestolatek musi się ożenić. Inaczej straci całkiem (nie)przyzwoity kawałek fortuny po swoim zmarłym wuju, więc gra jest warta świeczki.
Jego kumpel podsuwa mu do głowy niecodzienny pomysł na konkurs. Tu nie chodzi o miłość, więc wystarczy, by kandydatka miała pasujące mężczyźnie cechy. Tak trafiają na uczelnię, gdzie swoją wiedzę poszerza młoda i ambitna, lecz uboga Łucja i jej dwie cwane koleżanki?

Zakochałam się w okładce tej książki miłością od pierwszego wejrzenia. Delikatna, stonowana. I ten pierścionek w słoiku! Pomysł niebanalny i oddający klimat całej powieści. Gdy pokazałam to zaprzyjaźnionemu grafikowi, widziałam błysk w jego oczach. A potem stwierdził, że już sama okładka go zaciekawiła, bo mówi mu wiele o książce: szukam żony, która będzie kurą domową, będzie posłuszna i spokojna. I na pewno nie będzie wtrącać się do moich spraw!

Historia może i nie jest niepowtarzalna, bo facet szukający żony, by zgarnąć niezły spadek to temat, który już obił mi się o uszy. Ale nie kojarzę takiej książki spod pióra polskiej pisarki.

Ciepła, pozytywna, momentami żartobliwa opowieść z bardzo mocną otoczką domowego ogniska. Bezpiecznej przystani potrzebuje każdy z nas. Taką przystanią dla Łucji jest dom jej babci. Starsza pani wychowała ją, jak potrafiła najlepiej. Dziewczyna szanuje ręce, które się nią opiekowały, wykarmiły i wiele nauczyły. Choć niektórzy będą śmiali się z przesądów, którymi kieruje się Łucja, to jednak nabierają one tu własnego znaczenia: pokazują, jak silnie wnuczka jest związana z babcią, jak ważne są rodzinne tradycje, a wartości wyniesione z domu stają się życiowymi drogowskazami. To jest piękne. Niejeden nastolatek w dzisiejszych czasach mógłby brać z niej przykład.

Hugo to drań. A mimo to bardzo go polubiłam. Zastanawiam się czy on sam jest pociągający czy to jego bogactwo dodaje mu seksapilu i wdzięku? Czy byłby równie zachwycający, będąc przeciętnym Kowalskim? Lub totalnie bez kasy? Na pewno należy do tego typu, jaki lubię w romansach. Silny, męski. Z rysą na sercu, tajemnicami w życiorysie i kulturą osobistą zawsze pod ręką. No, prawie zawsze?

Łucja to mistrzyni gaf. Jeśli jest coś, czego w danym momencie powiedzieć nie wypada, ona to zrobi. I dopiero potem zastanowi się, czy powinna. Doprowadza to do zabawnych sytuacji, choć bywa, że żal mi dziewczyny, a bywa, że ją podziwiam. Dodatkowym smaczkiem w książce są jej zwariowane przyjaciółki. Szkolenie BHP- padłam! Justin Bieber? Serio?

Jest tylko jedno, co mnie trochę irytowało. Angielskie spolszczenia. Rozumiem, że bohater po dłuższym pobycie w Ameryce może wtrącać angielskie wyrazy do polskiej mowy. Ale czy naprawdę nie można ich było zostawić z oryginalną pisownią? I myślę tu choćby o takich słowach jak dżezu. W pierwszej chwili patrzyłam na nie, nie mogąc go ogarnąć i zrozumieć co to za wyraz.

Tu nic nie jest wkurzająco polukrowane. Bohaterowie zachowują się bardzo życiowo, a niejedna osoba zareagowałaby właśnie tak, jak Łucja czy jej babcia. Widać, że Beata Majewska przemyślała dokładnie charaktery i postępowanie swoich bohaterów. Skutkuje to wspaniałą mieszanką emocji i ułatwia współdzielenie ich uczuć. Moim zdaniem widać również postęp w stylu autorki, bo w Eperu jakieś potknięcia się zdarzały. Tu ich nie ma, czyta się bardzo lekko, szybko i z przyjemnością!

Autorce udało się postawić na głowie zakończenie. Byłam mocno zaskoczona i tym bardziej mam ochotę na dalszy ciąg. Hm. Jak zwykle też u Beaty: kończysz czytać jej powieść i wściekasz się na tylną okładkę, że zamiast niej nie ma więcej tekstu. A tu lipa. Trzeba czekać. Tak było z serią Wędrowcy i tak jest z Konkursem na żonę.

Strasznie chciałabym mieć egzemplarz tej powieści w twardej okładce. Byłaby to taka wisienka na torcie.

A jeśli lubicie historie miłosne lub macie ochotę na opowieść pełną rodzinnego ciepła, szacunku do starszych, nieprzewidywalnych komplikacji i do tego trochę romansu (tak, tak, pikantne sceny), sięgnijcie po Konkurs na żonę. Ja gorąco polecam i czekam niecierpliwie na kolejny tom!

10/05/2017

Astral

Mroczna toń

Dobry utwór poznasz już po kilku taktach, tak samo jak dobrą książkę po kilku akapitach (to taka moja prywatna teoria). A.J. Banner od razu rzuca na głęboką wodę a raczej w mroczną toń?

Książka od samego początku zaciekawia i wprowadza klimat pełen niedopowiedzeń, tajemnic i przysłowiowej ?gęsiej skórki? już samym miejscem akcji, gdzieś daleko, daleko na wyspie. Jako thriller psychologiczny fabuła sprawdza się doskonale do tego stopnia, że ciężko odłożyć powieść choćby na chwilę.

Pisarce udało się stworzyć oryginalną (w tym gatunku) powieść. I o dziwo jak rzadko dosłowne ?opisy okoliczności przyrody? bardzo mi się podobały i sprawiły, że zatęskniłam za taką wyspą, aczkolwiek z doskonale funkcjonującą pamięcią jeśli już.

Chętnie przeczytałabym coś jeszcze jej autorstwa.

Potwierdzam. Bardzo mi się podoba i koncepcja książki, i ładne wydanie.

Jeśli laik weźmie do ręki tę książkę i będzie według niej wypowiadał japońskie słowa, to narazi się na wyśmianie przez japonistów, a przez Japończyków na niezrozumienie. Ciekawostki wypisane w książeczce są nieprawdziwe, niektóre aż rażą w oczy. Podpisy fonetyczne pod znakami również są błędne. W języku japońskim nie ma czegoś takiego jak "szi". Próbując wymówić słowa zgodnie z tym jest napisane w książeczce - można połamać sobie język. Dobre rozmówki japońskie są od wydawnictwa "Wiedza Powszechna".

Za górami, za lasami
Żył Merkuriusz z dzieciakami
Bieda, nędza i kradzieże
Nikt już nie trwał w żadnej wierze
Mordy, bójki i pobicia
Kto by chciał takiego życia?
Nasz Merkuriusz, dzieciak młody
Nie chciał bogactw, ni urody
Pragnął życia zwyczajnego...
poczciwego i godnego...
By już nie kraść i się nie bać
Był gotowy duszę sprzedać
Zamiast diabłu - siepaczowi
Co nad śmiercią się ciągle głowi.
Czy to wasala, czy to szlachcianki
śmierć wciąż wypełnia wieczory i ranki
Wszechobecna, nieskończona
Na końcu zostanie wyłącznie ona
"Bo życie jest puste, nic nie jest warte"-
Zawsze powtarza, idąc w zaparte
Miłość odrzucił, nie ma nikogo
Merkuriusz zapragnął iść jego drogą.
Lecz Durzo Blint - zabójca idealny
Na ucznia go nie chciał - pomysł to absurdalny!
Młodzik nasz zaparł się niesłychanie
Więc dostał zadanie :
"Ciemiężcę zabij swego
Siedem dni masz, kolego
Jeżeli dobrze tego czasu nie spożytkujesz
Smaku gorzkiego tej ziemi zasmakujesz"
Niedługo potem młody rezygnuje z aureoli
Jako Kylar Stern na siepacza się szkoli
Potyczki ze swym mistrzem dzielnie wytrzymuje
Do nowych warunków się szybko adaptuje
Jeden lecz problem poważny nastanie
Swego "Talentu" użyć nie będzie wciąż w stanie
Żaden siepacz bez magii nie ma prawa bytu
Choćby na największe zadania nie brakło mu apetytu
Czy będzie on w stanie rozwiązać swój kłopot?
Czy bez miłości żyć będzie jak robot?

Na te pytania wam nie odpowiem
Przecież musiałabym być bezmózgowiem
W końcu nikt z nas nie lubi spoilerów
Podobnie jak dresiarskich bajerów,
nachalnych ankieterów,
ogromnych banerów,
fałszywych bohaterów,
czy przekrzyczanych niby bestsellerów.

Pod względem fabuły to chyba tyle.
Gdy patrzę na tę książkę - czuję motyle
Pięknie wydana, komfort zwiększony
Dzięki szyciu grzbiet nie będzie wybebeszony
Choć duża jest czcionka, to stron jest wiele
Historii zawiłej nie pojmowałam - jak cielę
Wiele perspektyw, moc bohaterów
Od nieudaczników po wyjątkowych fighterów

Historia niezwykła, zaskoczeń bez liku
Lecz strzeż się jej jak ognia - fanatyczny katoliku
Krew leje się strumieniami, miłosierdzia nie poznasz
Gdyś jest truposzem siepacza - łaski nie doznasz

Wiele w tej książce mnie zadziwiło
Często chciałam, by było miło
By Kylar zlitował się nad życiem niewinnego
Lecz w tym momencie zabijał bezbronnego
Szok i niedowierzanie - często to czułam
Pogardą dla życia się nieźle zatrułam

Na początku poznajemy biednych dzieci życie
Bite, poniżane, w slumsach mieszkające skrycie
Parające się prostytucją dziesięciolatki
Bez ojca, matki czy babki
Ich wyborem: śmierć lub poniżenie
Więc działają niestrudzenie
Część z nich ginie w drodze do dorosłości
Lecz brak w ich śmierci jakiejkolwiek doniosłości
Ciała zagrzebane leżą gdzieś w błocie
Arystokracja natomiast kąpie się w złocie
Takim dzieckiem marginesu jest nasz bohater
Który chce iść stamtąd w kibinimater
W nieudolny sposób zabija po raz pierwszy
Z czasem jednak będzie coraz "ambitniejszy"

Przyznam szczerze, że początek był ciężki niezmiernie
Styl autora i historia wypadły miernie
Na szczęście czytałam dalej niestrudzenie
I już nie czułam by to gatunku było zbezczeszczenie
Do końca jednak przeszkadzała mi zawiłość
Zbyt wielu bohaterów, polityki ociężałość
Mnogość motywów, zbędne postaci
Jednak myślę, że historia was przekabaci.

To jedyne wady, które przeszkadzają w odbiorze
Mam jednak nadzieję, że nie staną wam na drodze w wyborze
Bo warta ta książka jest przeczytania
A także zachęcania do niej i polecania :)

Dzięki niej poznajemy świat brutalny
Pełen ogromnych intryg - niesamowicie niebanalny
Często zazdrościłam bohaterom zmyślności,
zaradności, doskonałości czy wyrazistości

Najbardziej polubiłam diuka pewnego
Bohatera wcale niepierwszoplanowego
Rycerski, silny, lojalny -
byłby z niego król idealny
Zawsze uczciwy, o sile nieskończenie wielkiej
Oprze się pokusie wszelkiej
Taki przyjaciel czy mąż to skarb największy
Życie każdego niewyobrażalnie upiększy

Za to Blint Durzo - siepacz nieomylny
Słabym ludziom niezwykle nieprzychylny
Sprytny nadzwyczaj, biegły w truciznach
Jeśli trzeba - babrać się będzie w największych zgniliznach
Nieugięty, niepobłażliwy, acz mówca wspaniały
Władający bronią w sposób wręcz zuchwały
Lecz i ta z pozoru pusta skorupa
We wnętrzu wcale nie skrywa emocjonalnego trupa
"Bo życie jest puste" - tak zawsze zwykł mawiać
Wartość ludzkiej egzystencji nieustannie zniesławiać
Jednak i on pokazał, co warte jest życie
I że naprawdę kochał wciąż skrycie

Historia to wcale nie słodka, choć i uczucia w niej nie brak
Jedno zaskoczenie goniło następne, czułam się jak żebrak,
który błaga o intrygę jedną jeszcze
Bo inaczej zostanie ze mnie czytelnicze zgliszcze
W tej jednak kwestii autor nie zawodził
Lecz wspaniałą historię konsekwentnie płodził
Zarzut jedyny można postawić
Że trochę pokomplikował, zamiast jedynie zaciekawić

Morał?:

Książka to mądra jest niesłychanie
Mówiąc kolokwialnie - nieźle ryje banie

10/05/2017

Agata

Jesienna miłość

Landon Carter jest beztroskim 17-latkiem z małego amerykańskiego miasteczka. W ostatniej klasie liceum trafia na zajęcia teatralne. Grupa ma wystawić sztukę świąteczną napisaną przez miejscowego pastora. Główną rolę damską otrzymuje córka wielebnego Jamie. Jest to cicha, skromna dziewczyna, stroniąca od towarzystwa, niemodnie ubrana i wyszydzana przez rówieśników.
Gdy Landon przygotowując się do występu w sztuce, zaczyna spędzać coraz więcej czasu z Jamie, w jego sercu budzi się uczucie do tej słodkiej, niewinnej istoty.
Jednak na drodze do szczęścia staje im choroba dziewczyny. Zakochany nastolatek czuje że wali mu się świat.
Czy siła nastoletniego uczucia pokona strach przed śmiercią?
"Jesienna miłość" to opowieść o tym, jak uczucia potrafią zmieniać ludzkie priorytety. Niezależnie od wieku...

Inspiracją do napisania tej powieści była dla Nicholasa Sparksa, historia jego siostry Danielle, dlatego może jest to jedna z piękniejszych jego książek.

10/05/2017

Ida (MaleWielkieKsiazki.blogspot.com)

Egzotyczna przygoda Klub Małych Czytelników

Rodzeństwo Ola i Tomek przylatują z Polski, w odwiedziny do swojego wujka Stefana, mieszkającego na Florydzie. Wujek pracuje w instytucie i opiekuje się zwierzętami morskimi. Jednym z ulubieńców jest delfin Elwar, wytresowany, inteligentny były mieszkaniec delfinarium, który właśnie odzyskuje wolność i może znowu żyć w swoim naturalnym środowisku.
Dzieci wraz ze swoimi znajomymi spędzają na Florydzie wspaniałe wakacje. Bezkresny ocean, piękne, słoneczne plaże, ale i niebezpieczne mokradła. Wspaniała roślinność i egzotyczne zwierzęta.
Wprawdzie nie obywa się bez niebezpiecznych sytuacji, ale na szczęście w pobliżu zawsze jest delfin Elwar, który niejednokrotnie ratuje małych odkrywców z opresji.

W książeczce, oprócz przygód znajdziemy mnóstwo wartościowych informacji o delfinach. Począwszy od systematyki gatunku, nazw, budowy delfinów, ich charakterystycznych cech i niesamowitych możliwości poznawczych, aż do opisów o tym, jak żyją delfiny na wolności, w jaki sposób śpią czy karmią swoje młode. Wszystko podane w przystępny sposób, by każde dziecko zrozumiało i zapamiętało istotne wiadomości.

Do ciekawych przygód, źródła informacji o delfinach, trzeba dodać przepiękne ilustracje, które przenoszą nas na Florydę i pozwalają wczuć w klimat przygody i beztroskich wakacji.

10/05/2017

Ewelina Żyła redgirlbooks

Wiatrodziej Czaroziemie, tom 2

Mijają dwa tygodnie od ostatnich wydarzeń. Merik stracił wszystko. Najlepszego przyjaciela, statek i załogę, a on sam doznał na ciele rozległych oparzeń. Książę sądzi, że za wszystkim stoi jego siostra, księżniczka Nubrevny - Viva Nihar. Merik za wszelką cenę pragnie odnaleźć dowody, które potwierdzą jego przypuszczenia. Dowody, które zdobędzie chce przedstawić Wysokiej Radzie, aby udowodnić, że Viva nie zasługuje na tron. W poszukiwaniach pomaga mu tryskający energią majtek Cam.


Viva Nihar, księżniczka Nubrevny nie może pozwolić sobie na strach. Jej motto życiowe to ?Niczego nie żałuj?. Jest nie tylko księżniczką, która niedługo odzieczyczy tron, lecz również potężną pływodzejką. Księżniczka stara się stać taką córką i królową, jaką chciałby widzieć jej ojciec. Jednak nie jest to łatwe, kiedy Wysoka Rada stawia się jej i planuje wszystko za jej plecami. Jak udowodnić im, że kobieta również potrafi być dobrą władczynią? To nie jedyny problem księżniczki. W Nubrevnie brakuje jedzenia, a coraz więcej ludzi przybywa do miasta. Na domiar złego po mieście szaleje Furia zabijając ludzi i wywołując panikę.


Safiya i Iseult ponownie zostają rozdzielone.


Safi wraz z imperatorową Czaroziemi udaje się do stolicy Marstoku.

Prawdodziejka za pomocą swojej mocy ma pomóc Vanessie pozbyć się z jej dworu korupcji. Jednak ich statek zostaje wysadzony w powietrze, a one jako jedyne wychodzą z tego żywe. Na rozkaz cesarzowej udają się do Saldoniki. Nie jest im, to jednak dane, bo zostają pojmane przez piekielnych Bardów. Mają je dostarczyć żywe cesarzowi Henrickowi.


Aeuduan dostaje rozkaz, aby odnaleźć więziodziejkę i odstawić do osoby, która mu zleciła zadanie. Jednak Krwiodziej zmienia zdanie i postanawia odnaleźć swoje monety. Po drodze wpada w pułapkę i zostaje ranny, a to Iseult go odnajduje. Muszę tu się wtrącić: oni powinni być razem i zrobić wielkie love story!

No cóż, ale muszę wracać do tematu. Więziodziejka chce zawrzeć z nim sojusz. Zwróci mu jego pieniądze, jeśli ten pomoże odnaleźć jej więziosiostrę. Aeudan się zgadza pomóc dziewczynie, jednak oboje nie potrafią sobie zaufać.



Jeżeli ?Prawdodziejka? była tą powieścią, która weszła do kanonu, to jak określić ?Wiatrodzieja?, który jest lepszy od pierwszej części?
Autorka pobiła samą siebie! Szanuję pisarzy, którzy z każdą kolejną powieścią ustanawiają sobie jeszcze wyższą poprzeczkę.
?Wiatrodziej? to jeszcze więcej akcji, która z każdą stroną nabiera większej dynamiki. Niespodziewane zwroty akcji, które wprawiają w osłupienie i niedowierzanie. Niebezpieczeństwo, ucieczka, walka o życie i tajemnice. To składa się na tę powieść, która jest wulkanem emocji.
Autorka w tej części bardziej skupiła się na opisach poszczególnych miast. Idealnie roztoczyła ich wyobrażenie przed czytelnikami. Miałam wrażenie, że i ja przechadzam się przez zdradzieckie uliczki miast i przez rozległe krainy i pustkowia.
Poznajemy lepiej historię rodziny Merika. Powody, dla którego brat i siostra odsunęli się od siebie. Susan bliżej przybliżyła nam postacie Vivi, siostry księcia i Krwiodzieja. Ukazała ich jako silne osobowości, ale ujawniła również mały rąbek ich drugiej natury. Pokazała, że nawet oni pod warstwą opanowania posiadają ludzkie emocje. Nie zrobiła tego od razu, ale odkrywała kawałek po kawałku. Jednak nie pokazała wszystkich kart sprawiając, że czytelnik jest niepocieszony. Zdecydowanie chciałabym jeszcze bliżej poznać postać Vivi i Krwiodzieja. Uwielbiam postacie Safi i Iseult, bo obydwie są nie tyle odważne i harde, co po prostu wspaniałymi przyjaciółkami. Ich więź jest po prostu niezwykła, a mi niesamowicie brakowało ich wspólnych scen. Merik z kolei sprawił, że czytanie o nim przynosiło mi ból. Już w poprzedniej części pokochałam tę postać i to w jakiej znalazł się rozterce sprawiało, że i ja się czułam jakby mnie przygwożdżono.
?Wiatrodziej? zdecydowanie powalił na kolana ?Prawdodziejkę?. Jeśli wcześniej pierwsza część nie przypadła Wam do gustu, to ta na pewno przypadnie Wam do serca. To już nie tylko opowieść o ciągłej ucieczce i niebezpieczeństwie. To opowieść o poczuciu winy, o stracie i żałobie. O zagubieniu siebie, ale i odnalezieniu. Nie znajdziecie tu wątku miłosnego, ale to nie szkodzi! Za to będziecie mieli okazję poznać lepiej charakter postaci, które tu występują.
Wkroczycie w fascynujący i magiczny świat Czaroziemi. Książka wciągnie Was bez reszty, a nim się obejrzycie będzie chcieli jeszcze więcej. Ja z niecierpliwością wyczekuje kolejnej części o Krwiodzieju. Ta postać najbardziej mnie fascynuje. ?Wiatrodziej? wyparł pierwszą część i to on moim zdaniem wejdzie do kanonu.

Gra z Bolkiem i Lolkiem dobra jakość i fajne gry. Dziecko jest zadowolone

10/05/2017

ania

Bolek Kowboj 30 cm

Maskotka bardzo sie spodobała córeczce jest zachwycona!

Szalona gra dla całej rodziny. Bardzo ładnie i porządnie wykonana. Zajmująca, ciekawa.

Świetna seria dla przedszkolaków. Domisie uczą i bawią, przy tym mają świetne kreacje, a gdy pokusicie się na kupno płyt, posłuchacie też pięknych, wesołych i pouczających piosenek. Doskonały wybór na przekór strasznym, okrutnym bajkom proponowanym przez kanały podobno adresowane do dzieci.

Świetna seria dla przedszkolaków. Domisie uczą i bawią, przy tym mają świetne kreacje, a gdy pokusicie się na kupno płyt, posłuchacie też pięknych, wesołych i pouczających piosenek. Doskonały wybór na przekór strasznym, okrutnym bajkom proponowanym przez kanały podobno adresowane do dzieci.

10/05/2017

JP

Domisie Odkrywcami

Świetna seria dla przedszkolaków. Domisie uczą i bawią, przy tym mają świetne kreacje, a gdy pokusicie się na kupno płyt, posłuchacie też pięknych, wesołych i pouczających piosenek. Doskonały wybór na przekór strasznym, okrutnym bajkom proponowanym przez kanały podobno adresowane do dzieci.

10/05/2017

JP

Domisie Dbają o zęby

Świetna seria dla przedszkolaków. Domisie uczą i bawią, przy tym mają świetne kreacje, a gdy pokusicie się na kupno płyt, posłuchacie też pięknych, wesołych i pouczających piosenek. Doskonały wybór na przekór strasznym, okrutnym bajkom proponowanym przez kanały podobno adresowane do dzieci.

Rewelacyjny żel dla cienkich włosów. Nie obciąża fryzury, trwale i na długo utrwala szczególnie krótkie, nastroszone fryzurki.

"Wierszyki dla Moniki, Weroniki, dla Kajtusia i Wojtusia, dla Marysi i dla Gosi. Dla każdego, kto swe imię piękne nosi" taki długi (według mnie zbyt długi) tytuł nosi prezentowana dziś książka. Tytuł jednak nie jest najważniejszy, dzieci i tak go sobie skrócą. Zdecydowanie ważniejsza jest zawartość książki.
Książka "Wierszyki dla Moniki, Weroniki ..." zawiera dwanaście, niezbyt długich, za to nie raz pouczających wierszy. Bohaterami utworów zebranych w tej książce są małe dzieci. Czytelnicy wraz z nimi spędzają wakacje z dziadkami, obchodzą urodziny, bawią się lalkami, siedzą na fotelu fryzjerskim, a nawet uczestniczą w koncercie i witają na świecie nowe rodzeństwo. Przy okazji dowiadują się o tym, że warzywa i owoce są zdrowe, że należy jeść śniadania i dziękować nie tylko za prezenty. Dzieci poznają także kolory i nazwy instrumentów muzycznych oraz dowiadują się, że w przedszkolu jest równie fajnie, jak z tatą, czy dziadkami.
Nie jestem wielbicielką wierszy i nie znam się na nich, dlatego napiszę teraz swoimi słowami, a nie fachowymi zwrotami. Mam jednak nadzieję, że zostanę dobrze zrozumiana :) Wiersze Pani Borskiej są dość melodyjne, niekiedy jednak gubią rytm. Na początku trochę mi to przeszkadzało, ale z czasem przestałam zwracać na to uwagę, bo mimo wszystko ich czytanie sprawia przyjemność, a dziecko słucha ich z zainteresowaniem.
Książka "Wierszyki dla Moniki, Weroniki, dla Kajtusia i Wojtusia, dla Marysi i dla Gosi. Dla każdego, kto swe imię piękne nosi" ma sztywną okładkę i bardzo ładne ilustracje. Znalazło się w niej miejsce również na twórczość dziecka. Mały właściciel książki może w niej umieścić swoje własne ilustracje przedstawiające rodziców. Warto zwrócić uwagę na tę pozycję.

Zapraszam na mojego bloga, w poście wstawiłam sporo zdjęć książki
http://yllla-cowgowiepiszczy.blogspot.com/2017/05/wierszyki-dla-moniki-weroniki-dla.html

CWANIACZEK RZĄDZI

Dobra literatura dziecięca zaciera granice nie tylko między gatunkami, ale także i grupą docelową odbiorcy. Wiek nie powinien przecież stanowić przeszkody w odbiorze, niestety twórcy zbyt często o tym zapominają. Jakby tego było mało, dziecięcych czytelników traktują o wiele bardziej infantylnie, niż na to zasługują, nie dbając o logikę czy wyjaśniając wszystko to, co nawet dla najmłodszych jest rzeczą oczywistą. Na szczęście ?Dziennik Cwaniaczka? jest inny. Bezkompromisowy, pozbawiony naiwności i bawiący nawet dorosłych.

Greg nie może doczekać się początku nowego roku szkolnego. Po wakacjach, obozie pływackim i związanych z tym męczarniach, nawet lekcje wydają się przyjemnością. Niestety na chłopku wciąż ciąży serowy dotyk, a jakby tego było mało, nauczycielka francuskiego wpada na pomysł by jej uczniowie zaczęli korespondencję z zagranicznymi przyjaciółmi. Greg nie obiecuje sobie zbyt wiele po tym zadaniu (choć stara się powtórzyć to, czego dokonał jego brat), ale kto wie, może będzie zaskoczony? Do tego mama chce by Greg i Rodrick poprawiali w końcu stosunki między sobą. Chłopak poradziłby sobie z bratem, ale ten ma haka na niego. Wprawdzie Greg też posiada pewne informacje na temat rywala, jednak nie wydają się one być użyteczne. Czy w końcu obu uda się nawiązać nić porozumienia? Czy problemy zwyciężą Grega czy to jemu uda się być górą?

W pierwszym tomie główny bohater i narrator tej historii dostał od swojej matki pamiętnik. Wstyd jednak było, żeby chłopak posiadał coś takiego, dlatego przechrzcił go na ?dziennik?. Od tego czasu niewiele się zmieniło ? Greg wprawdzie zapisał już poprzedni notes, jednak od mamy dostał już kolejny, więc spisuje wszystko, co dzieje się w jego życiu. A że dzieje się dużo, z humorem i często wręcz w szaleńczym rytmie, czytelnicy (a w tym wypadku słuchacze) otrzymują mnóstwo dobrej zabawy. Aż szkoda, że trwającej tak krótko, ale w końcu seria liczy sobie 11 tomów, więc długość staje się w tym przypadku kwestią względną.

Siłą całości jest przede wszystkim niezawodny humor, którego źródłem jest nie tylko Greg, ale także jego najlepszy przyjaciel: dziecko dobre, aczkolwiek skazane na złe towarzystwo, co w połączeniu z jego naiwnością daje łatwe do przewidzenia skutki. Znakomicie wypada także Rodrick, chociaż w tym tomie show kradnie najmłodszy członek rodziny. To on bowiem, za sprawą rysunku z kłócącymi się ludźmi, stanie się obiektem przesadzonych uczuć rodziców, starających się nie wypaść jak najlepiej w swojej roli.

Co się tyczy wersji audio, to jak zwykle została przygotowana starannie i w bardzo dobrym stylu. Przy okazji poprzedniej części miałem pewne zastrzeżenia, co do wyboru lektora, jednak te zniknęły już zupełnie. Wit Apostolakis-Gluziński pasuje do roli Greg, choć trzeba się do jego głosu przyzwyczaić

Dlatego też polecam ?Dziennik Cwaniaczka? Waszej uwadze. Mimo, że dawno nie jestem już dzieckiem, bawię się znakomicie poznając tę serię i z każdą kolejną częścią mam ochotę na więcej. To w końcu dobra, niegłupia rozrywka, która skutecznie poprawia humor.

10/05/2017

Michał Lipka

Miesiąc miodowy na safari

ŁAŃCUCH POKARMOWY MIESIĄCA MIODOWEGO

Podobne udziwnione (zarówno w warstwie fabularnej, jak i graficznej) komiksy są już pewną normą dla tworów niszowych. Proporcje, perspektywa, kolor ? to wszystko nie ma znaczenia. Liczy się pewien eksperyment, realizm magiczny dający wrażenie obcowania z czymś niezwykłym, niezwykły klimat oraz pewne przesłanie, zależne oczywiście od utworu. Bo przecież porzucenie prawdziwości nie oznacza przecież porzucenia także i prawdy. I chociaż stało się to już pewnym standardem, Miesiąc miodowy na safari to kolejny warty polecenia reprezentant tego nurtu.

Najpierw jest zauroczenie, potem zakochanie, miłość, a wreszcie ślub. Co potem? Odkrywanie wzajemnych minusów i wad charakterów? Dzieci? Znudzenie? Śmierć? Nie zapuszczajmy się aż tak daleko ? pomiędzy tym wszystkim jest jeszcze miesiąc miodowy. Wyprawa w jakieś niezwykłe miejsce. Para nowożeńców z tego komiksu wyrusza wraz z przewodnikiem do tajemniczego lasu tropikalnego. Miejsce jest tak samo piękne, jak i niebezpieczne, a zamieszkują je gatunki, których chyba nikt poza wspomnianym przewodnikiem nie widział na oczy. W tym miejscu woda nie różni się od powietrza, wszystkie zwierzęta i rośliny w tej dżungli są trujące, a pasożyty z chęcią zagnieżdżają się w ciałach ludzi. Jak w tym osobliwym ekosystemie ? a właściwie łańcuchu pokarmowym ? odnajdzie się młoda para i jak bardzo miesiąc miodowy zmieni ich życie?

Śmiało można rzec, że Miesiąc miodowy na safari to psychodeliczny popis wyobraźni będący przede wszystkim ucieleśnieniem dziecięcych marzeń i niezwykłości. Ale niezwykłości bardzo zwykłej zarazem, bo bohaterowie komiksu kanadyjskiego scenarzysty i rysownika Jesse?ego Jacobsa (Fante Bukowski, By This Shall You Know Him czy serial Pora na przygodę) nie dziwą się niczemu. Świat wokół nich nie jest normalny, a jednak ? zupełnie jak dzieci ? przyjmują go, jako coś oczywistego. Tak po prostu jest, nawet jeśli nie wiedzą nic o jego mieszkańcach i funkcjonowaniu. Lubię podobne zabiegi, zderzenie ich z naszym racjonalizmem daje ciekawy efekt, w powieściach jednak pojawiają się niezwykle rzadko (na podobną co tu skalę tego typu podejście do tematu spotkałem chyba tylko w Barze dla potępionych oraz Kołysance, jeśli szukać literackich odpowiedników), co tylko zachęca do sięgnięcia po komiksy.

Oczywiście poza tym onirycznym, psychodelicznym popisem wyobraźni, Miesiąc miodowy oferuje także ciekawe spojrzenie na kontakt ludzi z dziką naturą oraz same relacje międzyludzkie. Bo łańcuch pokarmowy w tej opowieści wydaje się nie odnosić tylko i wyłącznie do kolejnych szczebli naturalnej drabiny żywieniowej. I chociaż tak właściwie nie dzieje się tutaj prawie nic, bohaterowie wędrują, rozmawiają, jedzą kolejne wymyślne dania, polują etc., etc., jest w dziele Jacobsa coś poruszającego. Coś pond kilka emocjonalnych scen, które pojawiają się w albumie.

Patrząc na tę powieść graficzną od strony rysunkowej, całość jest równie prosta i odrealniona, co treść, a jednak i na tym polu mamy do czynienia z czymś fascynującym. Wspominałem na wstępie, że w ostatnim czasie w tym gatunku stało się to pewnym standardem, bardziej modą, niż sztuką, ale nadal sprawdza się znakomicie. Jacobs wykorzystał tę formę z głową i sensem, a jej niezwykłość i bajkowość wręcz, choć brudna, doskonale podkreśla całość.
Czy trzeba dodawać coś jeszcze? Jeśli lubicie komiksy tego typu, będzie zachwyceni, jeśli nie znacie ich, wahacie się, dajcie im szansę ? naprawdę warto. To znakomita odtrutka na mainstream i naprawdę świetna rzecz dla miłośników nietypowych, kolokwialnie mówiąc wykręconych opowieści.

Książka wydawnictwa Impuls ?Dyskursy kultury popularnej w społeczeństwie współczesnym?zawartością przypomina zeszyty naukowe wydawane przez uczelnie i ośrodki naukowe. Zawartością, bo niewątpliwie wyróżnia się od typowych zeszytów ładną, twardą oprawą i doborem papieru, czyniącym tę publikację lekką, pomimo 342 stron. Nie można natomiast mówić o ?lekkości? tekstów ? są to bowiem opracowania naukowe. Dyskursy zawierają 21 artykułów, których autorami są osoby związane z polskimi uczelniami, w większości z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jedna czwarta autorów reprezentuje Dolnośląską Szkołę Wyższą we Wrocławiu. Pozostali autorzy pochodzą z uczelni w Łodzi, Krakowie i Bielsku-Białej. Jeden z artykułów powstał na podstawie rozprawy doktorskiej, kilka omawia wyniki badań naukowych. Redakcji naukowej dokonały Agnieszka Cybal-Michalska i Paulina Wierzba z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Zgodnie z tym co napisały Panie Redaktorki we wprowadzeniu? ?Autorzy zwartych w książce artykułów podejmują próby diagnozy otaczającej nas rzeczywistości w kontekście zwiększającego się wpływu kultury popularnej na społeczeństwo, analizują szanse i zagrożenia wiążące się z tym zjawiskiem oraz kierunek w którym możliwe są jakościowe zmiany współczesnego świata?. Książka jest zbiorem różnych tekstów ? nie należy zatem od tej publikacji oczekiwać kompleksowego opracowania zagadnienia kultury popularnej we współczesnym świecie.
To ?dyskursy?, a zatem także nie należy spodziewać się gotowych odpowiedzi, a raczej zaproszeń do dyskusji. Autor artykułu ?Przyszłość radia w cyfrowej przestrzeni? kończy go np. pytaniem ?Może więc opinie o rychłej ?śmierci? radia kolejny raz okażą się fałszywe?? i cytatem M. McLuhana ?Jeśli chcesz zostać dobrym prorokiem, nie przepowiadaj nigdy niczego, co się jeszcze nie wydarzyło?. Autorki artykułu ?Konstruowanie tożsamości dziennikarza muzycznego?, zawierającego wyniki własnych badań stwierdzają ?Podsumowując niniejsze rozważania, wypada podkreślić niedosyt poznawczy [?]?.

Artykuły podzielone zostały na dwie części ? ?Cześć I. Spektakle kultury popularnej? i ?Część II. Twórczość i aktywność artystyczna w obszarze kultury popularnej?. Uzasadnienie dla tego podziału Panie Redaktorki zawarły w stwierdzeniu ?Społeczeństwo zorientowane na kulturę popularną inspiruje do rozpoznania spektakli (wymiarów), które towarzyszą intensyfikacji przemian w rzeczywistości (pop)kulturowej, oraz przyjrzenia się wybranym aspektom twórczości i aktywności artystycznej w obszarze kultury popularnej?. O konsumpcji, która jest spektaklem nabywania towarów pisze Magdalena Grenda i kończy maksymą Szekspira ?Świat jest teatrem, aktorami ludzie?. Wielu autorów porusza, w kontekście kultury popularnej i jej różnorakich aspektów, sprawę społeczeństwa konsumpcyjnego ? częściowo zagubionego, podatnego na manipulacje sprzedających, ale i świadomie poruszającego się po rynku jak pisze Magdalena Smolarek w artykule o ?reinkarnacji? odzieży.

?Dyskursy kultury popularnej w społeczeństwie współczesnym? to niewątpliwie lektura dla tej grupy czytelników, chcących świadomie uczestniczyć w (pop)kulturze.

Z prawdziwą przyjemnością użyłam tego balsamu do ciała: nie tylko świetnie nawilża i koi moją wymagającą skórę,ale dodatkowo ma przyjemny,delikatny zapach i jest niesamowicie wydajny.
Świetna cena,jak za tę jakość i pojemność. Szczerze polecam !

Fantastyczny pomysł! Podobno nie należy oceniać książki po okładce, ale w tym wypadku okładka i grafika ogólnie gra dużą rolę. Zobaczyłam w księgani, otworzyłam i musiałam kupić. W środku książka podzielona jest na siedem rozdziałów ułożonych według grzechów głównych. Przystępny zbiór ciekawostek, anegdot i fajnych teorii na temat śmierci znanych ludzi.

9/05/2017

Anna M.

Rebel Gra Dobble

Gra jest rewelacyjna, wprawdzie przegrywam z córką ale jest przy tym tyle zabawy... Spostrzegawczość z pewnością mi się poprawi. Polecam tą prostą a jakże niesamowitą grę dla małych i dużych !!

9/05/2017

Domi czyta

Twierdza Kimerydu

https://www.facebook.com/domiczyta/

?Ludzie są bardziej przerażający od zwierząt. Dlatego rządzą światem.? - fragment książki.

Tajemniczy tytuł, przyciągająca wzrok okładka, fakt, że książka jest polskim debiutem ? oto elementy, które zwróciły moją uwagę i przełożyły się na to, że na mojej recenzenckiej półce pojawiła się debiutancka powieść fantasy autorstwa Magdaleny Pioruńskiej pt. ?Twierdza Kimerydu?. Przystąpiłam do lektury z nastawieniem na pełną przygód rozrywkę, która pozwoli mi oderwać się od rzeczywistości i zagłębić w wykreowanym świecie pełnym nieszablonowych postaci. Czy tak właśnie było? O tym za chwilę.

Akcja książki rozpoczyna się w bliżej nieokreślonej przyszłości na afrykańskiej pustyni, którą podąża Anna Guiteerez ? europejska naukowiec, antropolożka, zwolenniczka teorii asymilacji i wzajemnego szacunku pomiędzy ludźmi a stworzonymi w wyniku modyfikacji genetycznych hybrydami człowieka i prehistorycznych gadów. Bo świat dzięki nieposkromionym potrzebom poznawczym człowieka, przekładającym się na zaawansowane eksperymenty na ludziach, uległ nieodwracalnej przemianie, wprowadzając do biologicznego obiegu nowy genotyp ? mix rasy ludzkiej oraz dinozaurów (raptorów, elasmozaurów czy pterodaktyli). Dzięki pomocy Tyrsa Molliny ? jednego ze strażników wąwozu prowadzącego do Twierdzy Kimerydu, niepokornego człowieka, w którego żyłach płynie krew jurajskiego raptora, Anna trafia do tytułowej Twierdzy, napędzając konflikt pomiędzy rządzącym nią burmistrzem Teobaldem a europejskim cesarstwem, dowodzonym przez żądnego krwi i niczym nieograniczonej władzy cesarza Brytanika.

Wraz z Anną poznajemy plejadę barwnych postaci, połączonych więzami krwi bądź relacjami przyjacielskimi z Tyrsem. Co ciekawe, Anna otrzymuje posadę w lokalnej szkole średniej, do której uczęszczają niemalże nierozłączni, podrasowani genetycznie dziewiętnastolatkowie: znany nam już Tyrs oraz jego przyjaciele Tycjan i Tuliusz, mający obok zadań bojowych, obowiązek zdobycia wykształcenia. Śledzimy proces oswajania pełnego pierwotnej energii Tyrsa przez dużo starszą od niego Annę, zafascynowaną tym, że obiekt jej dotychczasowych rozważań akademickich jest człowiekiem z krwi i kości, opowiadającym się całym sobą za obroną wartości dla niego najwyższych: bezpieczeństwa rodziny oraz wolności, mimo tego że drzemią w nim mordercze, zwierzęce instynkty. Towarzyszymy Tuliuszowi w procesie odnajdywania własnego ?ja?, okaleczonego w wyniku przedwczesnego odejścia matki, stłamszonego przez oczekiwania innych oraz wewnętrzne wyparcie ze świadomości naturalnych predyspozycji. Przyglądamy się dystyngowanemu Tycjanowi, który zabiega o uwagę swojego ojca ? lidera Twierdzy, Teobalda, a jednocześnie ? w obliczu nieuchronnej wojny kimerydzko-europejskiej ma do wykonania niebezpieczną misję na terenie wroga. Autorka oddaje głos każdemu z wyżej wymienionych bohaterów, co daje doskonały efekt poszerzenia perspektywy wydarzeń oraz sprawia, że czytelnik może lepiej zrozumieć motywy działań poszczególnych postaci. Jedynym odstępstwem od tej reguły jest epilog, w którym pierwszoosobowym narratorem zostaje jedyny raz Terra, dając nam krwisty przedsmak tego, co czeka nas w przygotowywanej już przez Magdalenę Pioruńską kontynuacji ?Twierdzy Kimerydu?.

Pioruńska wykreowała świat intensywny, wielowymiarowy i bardzo absorbujący, dzięki czemu w ogólnym rozrachunku trudno było mi oderwać się od lektury. Posługuje się przy tym językiem pobudzającym wyobraźnię, miejscami bardzo dosadnym, a nawet szokującym. Nie boi się poruszać kwestii stanowiących temat tabu, co u niektórych odbiorców (patrz: ja ? dusza w przeważającej mierze romantyczna ;))może wywołać natychmiastową chęć rzucenia książką o ścianę, a przynajmniej odłożenia jej i przetrawienia z dystansu mocnych scen, zwłaszcza tych męsko-męskich (tak ? to nie jest błąd w pisowni) i nie chodzi tu o napompowaną testosteronem walkę o dominację. Autorka wkomponowała bowiem w dynamiczną, pełną zwrotów akcji fabułę tematy trudne, począwszy od relacji homoseksualnych, przez okrutne eksperymenty genetyczne na dzieciach, aż po moralnie naganne czyny pedofilskie. W mojej opinii stanowi to dla czytelnika mieszankę na tyle wybuchową i wymagającą dojrzałości emocjonalnej, że lekturę ?Twierdzy? należałoby odradzać nastolatkom, opatrując książkę znakiem ?dozwolone od lat 18?.

Chciałabym jednak odciąć się dla dobra całokształtu powieści od tych kontrowersyjnych kwestii i napisać Wam obiektywnie, dlaczego uważam tę powieść za dobrą i zasługującą na uwagę ? jest ona według mnie manifestem walki o wolność, tolerancję oraz swobodę wyboru swojej życiowej ścieżki, nawet jeśli okupione to jest stratami. Skłania również do refleksji nad tym, co ma większą moc (pytanie roztrząsane już przez niejednego filozofa czy socjologa): natura i uwarunkowania genetyczne, czy też socjalizacja i podporządkowanie społecznym normom w imię wyższych idei. Spodziewałam się lektury łatwej, lekkiej i przyjemnej, a dostałam mocne fantasy dla dorosłych, które z jednej strony porusza i fascynuje, a z drugiej niepokoi i oburza. Z zainteresowaniem będę śledzić dalsze literackie poczynania Magdaleny Pioruńskiej i z tego miejsca dziękuję jej za egzemplarz recenzencki powieści, nad którą trudno przejść do porządku dziennego, ponieważ budzi tak skrajne emocje. Ale mówią, że książka powinna wywoływać obrażenia i zostawiać po sobie ślad. W tym przypadku zdecydowanie tak jest.

9/05/2017

Książki Moni

Piękna i Bestia. Kocham ten film

Historię Pięknej i Bestii zna prawie każdy, ale jeśli ktoś zapomniał lub nie kojarzy bohaterów, spieszę z wyjaśnieniami, o czym jest ta książka.

Bella, by ocalić ojca i uwolnić go z niewoli, postanawia zająć jego miejsce i spędzić wieczność u boku Bestii. Czas płynie, a dziewczyna zaczyna darzyć sympatią wielkie domostwo oraz przerażającego gospodarza. Kiedy opadną wszystkie płatki róży, mężczyzna na zawsze pozostanie Bestią, lecz jeśli obdarzy kogoś miłością i sam zostanie takimi uczuciami otoczony, mroczna klątwa przestanie działać. Czy Bella zdoła zmiękczyć serce Bestii? Tego dowiecie się z tej magicznej książki.

Jest to już kolejna książka z tej serii, w której zaczytuję się wspólnie z córką. Pięknie wydana, a twarda okładka jest wysoko przeze mnie ceniona. Zapewnia to trwałość, a młodsze dzieci nie zawsze delikatnie obchodzą się z książkami. Ilustrację są uroczę i w całości pokrywają strony. Tekstu jest mało, co uważam za wielki minus. Owszem, czyta się szybko i łatwo, bo język jest prost ale nie zajmuję to dużo czasu. Ilustrację trochę ten fakt rekompensują, bo moja trzyletnia córeczka analizowała każdą stronę i żądała wyjaśnień. Dłużej opowiadałam zilustrowane poczynania bohaterów niż czytałam.



?Piękna i Bestia. Kocham ten film? to idealna lektura dla najmłodszych fanów Disneya, ale miałam niedawno okazję przeczytać jedną z książek, również wydanych przez to wydawnictwo, która bardzo przypomina tę serię, zarówno okładka jak i ilustrację były zachwycające. ?Złota kolekcja? podobała mi się bardziej, lecz seria ?Kocham ten film? nawiązuję do znanych animacji i czytanie tych bajek daję wiele radości małemu czytelnikowi.


Jestem wielką zwolenniczką czytania małym dzieciom. Rozwija to wyobraźnie, wycisza i wzmaga koncentrację. ?Piękna i Bestia? w łatwy i niewymagający sposób oczaruję Wasze pociechy i będzie to czas bardzo dobrze spędzony. Polecam 4+/6

Zacznę od wad. Jest jedna, ale bardzo istotna. Tytuł oryginału to "The Book of Muscle", książka została wydana w roku 2003. Tymczasem wydawca polski, mimo że wydał książkę na polskim rynku dopiero w roku 2016 umieścił w tytule słowa "NOWOCZESNY trening". Jest to prymitywna sztuczka marketingowa lub mówiąc wprost - oszukiwanie klienta. Ta książka wcale nie opisuje "nowoczesnych" metod treningowych ani "nowoczesnej" wiedzy. Ta książka prezentuje wiedzę sprzed 13 lat, a w świecie sportu to cała epoka. Jest to bardzo istotne tym bardziej, że autorzy podeszli do tematu naukowo, rzetelnie. Każda kwestia poprzedzona jest wyjaśnieniem naukowym, poruszana jest fizjologia, biochemia. Opisano bardzo szczegółowo budowę mięśni, anabolizm i katabolizm, dietę i tak dalej.
W związku z czym należy mieć na uwadze, że część informacji zawartych w tej książce może być zdezaktualizowanych bo nauka idzie do przodu. Trzeba sobie niektóre rzeczy doczytać, doprecyzować.
Innych wad się nie doszukałem. To wielka, gruba księga wyjaśniająca wszystko od teorii po praktykę. Napisana przez normalnych trenerów, nie dziwaków próbujących sprzedać cienkie książeczki ze swoimi farmazonami. To pozycja poważna, podchodząca do kulturystyki finezyjnie, przedstawiająca temat dogłębnie.
Jest bardzo fajny dział o odżywianiu. Sensownie opisane, przedstawiona w dużej tabeli zawartość makroelementów w produktch spożywczych , przykłady diety itd. Bez oszołomstwa i dziwnych teorii. Macie wszystko opisane tak, jak to robi tysiące kulturystów z całego świata. To samo jeśli chodzi o ćwiczenia. Bardzo dobrym pomysłem są duże rusynki z prezentacją danej partii mięśni, na początku każdego działu. Kiedy inne książki dziwnych hochsztaplerów mówią wam "po prostu róbcie pompki" tutaj macie pokazane poszczególne mięśnie, za co odpowiadają, jak pracują i jakie ćwiczenia zmuszają je do pracy. Autorzy nie ograniczają się, opisują wszystkie skuteczne metody. Nie mają problemu by sięgnąć do kalisteniki i polecić podciąganie na drążku jako świetne ćwiczenie na mięśnie pleców czy pompki na poręczach, dla trenowania tricepsów. Podobnie z ćwiczeniami na mięśnie brzucha czy dolnej partii tułowia - są ćwiczenia z masą ciała, z ciężarami, na przyrządach, jest wszystko. Nawet jeśli nie chcecie ćwiczyć na siłowni, ale w domu hantlami, to macie ćwiczenia. Żadnego ograniczania się wyłącznie do jednej metody treningowej. Nie pominięto nawet mięśnia poprzecznego brzucha, który odpowiada za płaski brzuch, a o którym nie wspominają w swoich poradnikach "fitneski" wmawiające biednym kobietom, że muszą mieć męski "kaloryfer" na brzuchu, by był płaski (mięsień prosty). Rzadko kto o tym wspomina, bo trening mięśnia poprzecznego nie jest "sexy". Tutaj jest to normalnie w programie.
W książce podane są już dokładne plany treningowe. Są bardzo szczegółowe, rozpisane na wiele miesięcy, finezyjne. Ich nie komentuję, bo każdy człowiek powinien dostosować program do siebie. Mimo wszystko te "gotowce" są świetną bazą do rozpisania własnych programów. I wyraźnie odróżniają się od amatorskich planów treningowych z książek autorów popularnych, jak Paul "Trener" Wade, zobaczycie kolosalną różnicę.
Książkę oceniam bardzo wysoko, choć moim zdaniem powinna zostać zaktualizowana, pora na nowe wydanie. Rynek tego potrzebuje, bo zalewają nas książki samozwańczych "guru fitnessu" wciskające ludziom szkodliwe bzdury. Trzymajcie się od takich rzeczy z daleka. Owszem, jeśli ktoś jest biegły w temacie i ma w sobie "filtr na brednie" to może i po takie lektury sięgnąć, sam mam całą kolekcję. Ale jeśli naprawdę chcecie zająć się kulturystyką, lub po prostu popracować nad muskulaturą a nie macie wiedzy to wierzcie mi, warto dołożyć i kupić "Nowoczesny Trening Siłowy". To jedyna książka, której potrzebujecie.

Książka jest zaskakująca i niebanalna. Do ostatniej strony trzyma w napięciu i wyzwala potężny ładunek emocji. Mróz prowadzi narrację w bardzo dynamiczny sposób, czytelnik czuje się częścią wydarzeń i kroczy wraz z bohaterami.

Cienie są świetne! Dla mojej jasnej karnacji idealne. Nie przepadam za matowymi, a tu występuję przewaga błyszczących, moich ulubionych. Są trwałe, a cena jest bardzo przystępna. Polecam !

Przestań słuchać innych!
Chciałbym być bogaty. Chciałbym mieć pracę, w której będę się realizował. Chciałbym mieć dom z basenem, willę z ogrodem, a nawet prywatną wyspę. Chciałbym mieć szerokie grono przyjaciół. Chciałbym, być niezwykłym człowiekiem. Zaraz, zaraz, czy na pewno chcesz nim być? Zastanów się, bowiem bycie niezwykłym człowiekiem, spełnianie swoich marzeń kosztuje i na pewno nie zapewni ci tego leżenie na kanapie i narzekanie. Będziesz musiał wykazać się sporą dozą autorefleksji, skończyć z marnowaniem czasu i użalaniem się nad sobą, a w zamian za to ? działać! Tylko działanie, właściwie ukierunkowane na dodatek, jest w stanie przybliżyć cię do realizacji celów, tylko ono jest drogą do życia, jakie naprawdę chcesz prowadzić. Oznacza to jednak konieczność opuszczenia swojej strefy komfortu, a także konieczność podejmowania niepopularnych niekiedy decyzji, rezygnacji z szybkich przyjemności czy niektórych znajomości. Jesteś na to gotowy?
Jeśli odpowiedziałeś na to pytanie twierdząco, w staniu się takim człowiekiem pomóc może ci Michał Wawrzyniak. Ten znany na rynku szkoleniowym oraz w polskiej blogosferze coach, założyciel organizacji MentalWay wybudzający z uśpienia i zachęcający do działania, daje ci szanse, by wieść życie, jakiego pragniesz. Jego książka ?Nie interesuje mnie bycie zwykłym człowiekiem?, opublikowana nakładem wydawnictwa Helion nie sprawi co prawda, że na twoim koncie znajdzie się nagle milion dolarów (czemu tak mało, zapytasz), ale pomoże ci znaleźć sposób, na ich zarobienie. Kontrowersyjny styl autora, kojarzący się niekiedy z coachingiem prowokatywnym, mimo iż może oburzać, to bez wątpienia podrywa nas z kanapy i wzbudza w nas wewnętrzną niezgodę na to, by wciąż żyć w taki sposób, w jaki żyjemy obecnie. Ten wyjątkowy poradnik służy autorefleksji, a także umożliwia rzetelną ocenę sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Daje też nadzieje na to, że ? niezależnie z jakiej pozycji startujemy ? jesteśmy w stanie wiele osiągnąć, bowiem w dłuższej perspektywie liczy się tylko to, co robimy, jakimi umiejętnościami dysponujemy i jak bardzo jesteśmy wytrwali.
Podążając za konstrukcją książki, swoją drogę do celu podzielimy na etapy, skupiając się na naszej codziennej egzystencji i oczekiwaniach (filar pierwszy), na szczęściu i podejściu różnych ludzi do życia (filar 2) oraz na różnych aspektach pracy i kariery (filar 3). Ostatni, czwarty filar (czwarta część książki), pozwoli nam odpowiedzieć na pytanie: jak sprawić, żeby ludzie o nas mówili? A wszystko to dlatego, że ? jak dochodzimy do wniosku po lekturze ? nie opłaca się bycie szarym, nijakim i cichym. Dlatego też, zamiast szukać wymówek w swoim pochodzenia, braku zasobów finansowych czy czasu, po prostu ? weź się do pracy! Również tej najcięższej ? pracy nad sobą. Pomaga w tym nie tylko lektura książki, ale również dalsze zgłębianie tematu, chociażby dzięki linkom, które przywołuje autor, czy też dzięki szkoleniom w MentalWay o których opowiada, przybliżając jednocześnie swoją własną drogę.
Wydaje się zbyt piękne, żeby było prawdziwe? Z dużą dozą sceptycyzmu podchodzisz do tej pozycji? Zanim wydasz na nią wyrok zastanów się, dlaczego jesteś w miejscu, gdzie się właśnie znajdujesz, wciąż narzekając na wszystko i wszystko negując. Może tylko dlatego tkwisz w bylejakości, w długach, w mało satysfakcjonującym związku czy pracy, że nigdy nie sięgnąłeś po taki poradnik, jak ten Wawrzyniaka? Może zatem, zamiast mechanicznie skreślać ?Nie interesuje mnie bycie zwykłym człowiekiem? z listy lektur, sięgniesz po nią i wspólnie z autorem spróbujesz zmienić swoje postrzeganie świata, myślenie, a następnie opuścisz strefę komfortu i ruszysz do działania. Przecież dasz radę, wszak nie interesuje cię bycie zwykłym człowiekiem.

9/05/2017

Nell

2005 YU55

No cóż Coma, dobre teksty i zuepłnie inna muzyka jak dotąd. Na początku trudno się przyzwyczaić a potem to już tylko muzyka moich trzewi.....i rytm...

9/05/2017

Tink

Sanato - mobi, epub

Gdybym miała podsumować tę książkę jednym zdaniem, to brzmiałoby ono: strasznie się po tym sanatorium nalatałam. Początek wciągnął mnie powoli w fabułę, bo i miejsce, i gruźliczna tematyka ciekawa. Co poszło nie tak..? Niestety, później wyłącznie z pokoju do pokoju: tu iść, tam pobiec, tam skoczyć susem. Brakowało tylko przeładowywania broni. Ogólnie pomimo ciekawego początku, ta książka zrobiła najgorszą rzecz pod słońcem: strasznie mnie znużyła. Szkoda, bo po trylogii Kronik Nierówności byłam wielką fanką Marcina Szczygielskiego.

9/05/2017

Patrycja Kuchta

Lirogon

Lirogon, to niezwykły australijski ptak, który jest w stanie powtórzyć niemal każdy usłyszany dźwięk tak dokładnie, że nikt nie odróżni go od oryginału. Fascynujące zdolności lirogona zainspirowały Cecelię Ahern do stworzenia Laury, zielonookiej piękności mieszkającej samotnie w małym leśnym domku wśród dziewiczych irlandzkich wzgórz. Laura, podobnie jak lirogon, naśladuje usłyszane dźwięki. Nie jest to nic wyuczonego, to część niej samej, sposób na wyrażenie emocji i uczuć, coś tak naturalnego i niedostrzegalnego jak oddychanie. Dla innych ludzi, Laura jest jednak czymś nadnaturalnym, fascynującym, ale też niepokojącym. Istnienie młodej pustelniczki, odkrywa zupełnie przez przypadek trzyosobowa ekipa filmowa, która przybyła na pogrzeb jednego z bohaterów ich ostatniego filmu dokumentalnego. Zafascynowani Laurą decydują się za wszelką cenę stworzyć film o jej życiu. Widzą w niej coś niesamowitego, co trzeba pokazać światu. Tylko czy wielki świat jest gotowy na ludzkiego lirogona? I co ważniejsze, czy Laura-lirogon jest gotowa na wielki świat.

Autorce udało się stworzyć niesamowitą bohaterkę. Tajemniczą, dziką, fascynującą, naturalną i skromną, ale jednocześnie odważną, potrafiącą zadziwić czytelnika pewnością siebie i determinacją. Mix kontrastujących ze sobą cech wypadł zadziwiająco naturalnie i do końca nie pozwalał zamknąć Laury w sztywnych ramach, ani przewidzieć jej kolejnego kroku. Wyjście z ukrycia i wkroczenie do współczesnych realiów nie będzie łatwe, ale Laura nie jest prymitywną dzikuską. To piękna i inteligentna kobieta, która choć ukrywała się przez całe życie, ma w sobie siłę i determinację, by zmienić się w raz ze zmianą zachodzącą w jej życiu. W skutek splotu wypadków i ludzkiej zachłanności Laura trafia do programu telewizyjnego, w którym ma zaprezentować światu swój talent. Podczas gdy świat wpada w szał zachwytu nad lirogonem, Laura brutalnie przekona się jak wielką cenę przyjdzie jej zapłacić za pięć minut niechcianej sławy.

Udział Laury w konkursie talentów, to bardzo ważny, niemal kluczowy element tej powieści, ale jednocześnie coś, czego obawiałam się najbardziej i do czego podchodziłam bardzo sceptycznie. Nie przepadam za motywem show w książkach, tym bardziej, że w tak wielu historiach został wykorzystany. Bardziej jednak chodziło mi o kontrast między telewizyjnym show, a dotychczasowym życiem Laury. Nie chciałam, żeby historia tajemniczej pustelniczki potoczyła się w tym kierunku, ale muszę przyznać, że dla fabuły był to strzał w dziesiątkę i wypadł zaskakująco świeżo wiarygodnie i wydobył to, co należało szczególnie podkreślić. Autorka bez upiększania pokazuje mroczną stronę mediów ich siłę i brutalność. Książka przepełniona jest kontrastami i skrajnościami. Talent Laury daje nam niepowtarzalną okazję, by wsłuchać się w swój własny głos, który przeważnie pozostaje niesłyszany, by zajrzeć do własnego wnętrza, do krainy wspomnień, choćby na krótką chwilę.

Uwielbiam Cecelię za jej świeże pomysły, za to, że potrafi uczynić swoją inspirację bijącym sercem całego utworu. Za powolny, leniwy rytm, który mimo pozornej melancholii trzyma w napięciu i nie pozwala oderwać się od opisywanej historii. Za trafne spostrzeżenia i puenty trafiające w samo sedno. I w reszcie za magię jaką tworzy wokół każdej swojej książki, za to, że zawsze potrafi oczarować mnie swoją opowieścią, zatrzymać na chwilę i skłonić do refleksji nad rzeczami jakim na co dzień nie poświęcamy wcale uwagi. ?Lirogon? jest właśnie kwintesencją wszystkiego, za co uwielbiam autorkę.

O CZYM? ?Lirogon?, to piękna i fascynująca opowieść o samotnej kobiecie, posiadającej niezwykły talent, który całkowicie zmieni jej życie. To historia spleciona z wielu wątków i całej masy tajemnic i ogromnej ilości mądrych, przemyślanych słów. Autorka nie pozostawia niczego przypadkowi, snuje swoją opowieść nieśpiesznie, stopniowo ujawniając tajemnice z przeszłości i wstrząsając czytelnikiem raz za razem i nikogo nie pozostawiając obojętnym na los młodej pustelniczki. Wisienką na torcie jest pięknie ukazane rodzące się uczucie między Laurą i mężczyzną, który odnalazł ją w jej pustelni, łagodne, delikatne, niesamowicie elektryzujące i naturalnie zakazane. Mogę zachwycać się bez końca, bo ?Lirogon? trafia do ścisłej czołówki moich ulubieńców, jeśli chodzi o twórczość Pani Ahern.

9/05/2017

Miluso

Rozciąganie odprężone

To jedna z tych problematycznych książek autorów, którzy wyrobili sobie nazwisko i publikują kolejne, nic nie wnoszące do tematu pozycje. Jak Bear Grylls i jego książki o świecie surwiwalu, każda kolejna jest wtórna.
Tutaj podobnie. Technika opisana przez Tsatsoulinea jest naprawdę interesująca, ale do opisania jej wystarczyłyby cztery strony, nie cała książka. Bo reszta jej zawartości, to w dużej mierze powszechnie znane ćwiczenia rozciągające. Nic nowego.
Mam wrażenie, że autor był tego świadom i celowo miejscami się rozpisywał.
Książka dobra, ale do przekartkowania w kilka godzin.

Na książkę trafiłam przypadkiem, szukając innego tytułu.
I dobrze się stało.
Na zaledwie kilkudziesięciu stronach, nastoletnia autorka, anorektyczka, opisuje swój pobyt w szpitalu. Opisuje również osoby, które przebywały z nią na oddziale.
Jest to luźny zapis myśli, w formie krótkich notatek z pamiętnika. Czasami pisanych bez ładu i składu, od tak "na gorąco".
Nastolatka nie dodaje komentarza do wydarzeń, co pozwala czytelnikowi na dowolność interpretacji...
A może pisanie po latach komentarza do swoich wspomnień byłoby zwyczajnie zbyt bolesne...

Jeśli podpytacie kulturystów i doświadczonych atletów o książki o sporcie będą was przestrzegać przed lekturami będącymi "stekiem bzdur",
pozycjami zrobionymi dla pieniędzy dla nierozeznanych w temacie początkujących. "Mięśnie brzucha, diamentowy szlif" to właśnie taka książka.
Książka mówi o kalistenicznym treningu muskulatury, a więc bez użycia przyrządów i ciężarów. Jak większość tego typu lektur skupia się głównie
na udowadnianiu tezy, że kalistenika ma sens. Tytułowy temat schodzi na poboczny plan. I tak jest w istocie, większość rzeczy opisanych w tej
książce ma charakter ogólny, choć sam zestaw ćwiczeń w dużej mierze skupia się na mięśniach brzucha.
Kalistenika to symbol ograniczania możliwości treningowych, ale akurat jeśli chodzi o mięśnie brzucha trening kalisteniczny nadaje się do tego
najlepiej. Ćwiczenia w tej książce daleko wykraczają poza standardowe spinanie i spinanie odwrotne, niektore są naprawdę ciekawe. Jest też dużo ćwiczeń dziwacznych, ale szybko zauważycie że są absurdalne i dacie sobie z nimi spokój.
Cała reszta to typowe abstrakcje kalinestyki, które przyniosą więcej szkody niż pożytku. Autor bowiem opisuje wszystko przez pryzmat własnej osoby, własnych, wyjątkowych predyspozycji fizycznych. Na przykład głodówki i unikanie picia przez określony czas to marne porady dla przeciętnego mężczyzny, który naraziłby się na efekt "jojo". Takie rzeczy stosują zaawansowani kulturyści, posiadający wiedzę i doświadczenie, i stosują je po to by zbudować tymczasową formę na krótki okres startów. Podsuwanie takich pomysłów początkującym trenującym, w dodatku bez sensownego wyjaśnienia od strony fizjologicznej jest skrajnie nieodpowiedzialne.
Książka jest raczej niskich lotów. Na każdej stronie irytuje co najmniej jedno wielkie zdjęcie zakochanego w sobie autora, który fotografuje swoje
mięśnie wszędzie i w różnych pozach. Przydatnej wiedzy jest niewiele. A jeśli ona już jest to właśnie kontrowersyjna i ogólnikowa.
Książki nie polecam ludziom bez odpowiedniej wiedzy, początkującym, bo nie będą potrafili rozpoznać w poradach autora oczywistych bzdur. Myśląc, że trafili na "receptę na kaloryfer" będą się stosować do nich bardzo ściśle i zrobią sobie krzywdę. Im poleciłbym raczej książki Kurta Brungardta.
Znawcy tematu mogą rzucić okiem na kilka bardzo interesujących ćwiczeń na mięśnie brzucha, by poszerzyć swoją wiedzę. Ale to może jedna dziesiąta
zawartości tej książki.

Przeczytałam tą ksiązke po informacjach z forum o odchudzaniu. Zaczęłam stosować zaproponowaną w tej książce metodę jakis rok temu. Po tym czasi emogę śmiało powiedzieć, ze ta metoda działa bez swóch zdań. Naprawdę sylwetkę poprawiłam znakomicie, czuję sie teraz o niebo lepiej. Ta ksiązka w zrozumiały sposób opisuje procesy w naszym ciele i to w taki sposób, ze nawet laik zrozumie. Wszystko jest logicznie wytłumaczone,jest sporo przykładów sa też wykresy dane wzory schematy. Autor nie wciska nam diet cud czy magicznych suplementów tylko pisze jak w naturalny sposób popraić swoja sylwetke i zdrowie. Cena tej ksiązki jest po prostu bezkonkurencyjna. Ze swojego doświadczenia polem każdemu jej przeczytanie!

9/05/2017

Katarzyna Dudek

Grimm City. Bestie

Grimm City to miasto tajemnicze, ociekające złem, pełne niebezpieczeństw. Kiedy je sobie wyobrażam, przed oczami widzę obraz Gotham City wyjęty z filmu Batman z 1989 r. ? tak widzę to miasto. Biorąc tę książkę do ręki już od pierwszych stron zatapiasz się w jego mroczny klimat i spodziewasz się, że lada chwila zza rogu wyskoczy na Ciebie jakiś mroczny typek i przystawi ci nóż do gardła.

Pewnego dnia Grimm City wstrząsa śmierć głowy jednej z rodzin mafijnych rządzących miastem i nagle nad miastem zaczyna krążyć widmo wojny gangów. Miasto w tempie ekspresowym łapie winnego i organizuje proces sądowy. Proces ten wydaje się być chyba najważniejszym wydarzeniem w dziejach miasta i niechybnie odwraca uwagę od pojmania Drwala ? psychopaty, seryjnego mordercy kobiet.

Sprawa pojmania Drwala przypada inspektorowi Evansowi, ale również ktoś inny stawia sobie za punkt honoru pojmanie mordercy ? a mianowicie były bokser, Emeth Braddock zwany Bestią, którego nota bene bardzo polubiłam ? ciekawa jestem, czy znajdzie się ktoś, kto tej postaci nie polubił. Braddock bardzo przypomina mi Hulka, jest dobry i miły dopóki, ktoś nieźle do nie wkurzy, a wtedy wychodzi z niego Bestia, gotowa zgnieść Cię jednym paluszkiem jak małego robaczka. Ale nie tylko Braddock jest tutaj świetnie wykreowaną postacią ? warto zwrócić uwagę na córkę Braddocka ? Bekkę oraz agenta MacShane?a.

Akcja toczy się sprawnie i bardzo ciekawie, co sprawia, że każdą stronę przewracałam z wielkim zaciekawieniem. Grimm City. Bestie to czarny kryminał, ale znajdziemy tutaj również odrobinę baśni, które traktowane są niczym religia, dzięki którym ta opowieść staje się bardziej niesamowita.
Grimm City. Bestie czyta się szybko i przyjemnie, mimo, że tematyka książki do najprzyjemniejszych nie należy ? klimat jest ciężki i aż momentami czujesz, jak brud i smród tego miasta wdziera się w nozdrza. Jakub Ćwiek świetnie ukazuje miasto i jego mieszkańców z krwi i kości, aż ma się wrażenie, że jeśli tylko wyjedziemy gdzieś dalej, w jakieś mroczniejsze zakamarki naszego świata to trafimy właśnie do Grimm City.

Oczywiście im bliżej byłam końca, tym więcej snułam domysłów i tym bardziej byłam pewna tego, kto jest Drwalem, a tutaj zonk ? Ćwiek mnie wykiwał ???? Jak mogłeś tak zrobić mnie w konia? ???? Miałam bardzo złudne przeświadczenie, że książka jest przewidywalna, a zakończenie bardzo mnie zaskoczyło.

Pilaten Black Head Czarna maska do twarzy jest średnio skuteczna. Nie ma takich efektów jak na filmikach z youtube ale też nie jest tak źle jak niektórzy piszą. Jeżeli się ma co "wyciągać" i się odpowiednio przygotuje przed nałożeniem maski (zrobienie porządnego parowania aby otworzyć pory, ewentualnie nałożyć ją OD RAZU po gorącej kąpieli) to jakieś efekty będą. Nie ma się co łudzić, że ta maska wszystko wyciągnie ;) Zamówiłam tylko próbkę na wypróbowanie i zastanawiam się nad kupnem większej, ponieważ trochę wyciąga (przynajmniej mi). A co do jej zrywania z twarzy to wcale tak nie boli jak piszą (może lekko ciągnie) Mam skórę suchą i mi jej nie podrażnia ani nie wysusza, oczywiście po ściągnięciu smaruje kremem. Więc to chyba zależy od typu cery, osobiście polecam spróbować za tą cenę warto ;)

Bardzo dobra paleta cieni do powiek firmy Makeup Revolution Eyes Like Angels, 16 g. Posiada 32 cienie. Dzięki różnorodności odcieni i ich stopniu pigmentacji można wykonać różne stylizacje makijażowe oka. Dla mnie małym minusem jest to, że brakuje w niej odcieni całkowicie matowych ale poza tym jest świetna. Cienie posiadają aksamitną konsystencję, dzięki której łatwo rozprowadzają się na powiece. Paleta jest dość tania, cienie nie sypią się (przynajmniej na bazie), bardzo szeroki wybór kolorów co dla mnie jest bardzo ważne, jakościowo całkiem niezła, więc ja osobiście serdecznie polecam :D

9/05/2017

Lykaia

Angel Cat Sugar Cookie

Niesamowicie słodki zapach, pozbawiony ciężkich nut, które przeszkadzają mi w standardowych perfumach "dla dorosłych". Wiele osób pyta mnie co to za słodki zapach. Nikt nie wpadły na to że to zapach dla dziewczynek. Są bardzo trwałe jak na wodę perfumowaną. Jeśli ktoś uwielbia karmel, słodkie pianki i ciasteczka będzie zachwycony. Zawsze kupuję ten zapach, długo szukałam ideału, szkoda tylko że nigdzie nie znalazłam go w wersji 50ml. Sugar Cookie zdecydowanie zapada ludziom w pamięć. Jest idealny na każdą porę roku bo nie jest ciężki. Polecam miłośniczkom słodkości.

9/05/2017

Kamila Szymańska

Rodzina O. Sezon I, 1968/69

Popełnianie drobnych błędów czy podejmowanie pochopnych decyzji jest całkowicie naturalną rzeczą ludzką. Wiele błędów popełniamy w afekcie, pod wpływem poczucia sytuacji bez wyjścia. Jednak prawdziwą sztuką jest przyznanie się do własnych słabości i poszukiwanie rozwiązania problemów, a przede wszystkim wyciąganie z nich odpowiednich wniosków na przyszłość. Im częściej kłamiemy, a także im bardziej nie potrafimy przyznać się do popełnionych błędów przed samym sobą, tym bardziej prawdopodobnym jest to, że w końcu się w tym pogubimy. Będzie to jak labirynt, w którym droga ucieczki nagle za nami zniknęła, a każda inna wydaje się być błędna. W takiej plątaninie dróg funkcjonują też członkowie Rodziny Opolskich z książki ?Rodzina O.? Ewy Madeyskiej.

Wszyscy, którzy tworzą Rodzinę O., ale także wiele osób z ich otoczenia mają swoje tajemnice dotyczące przeszłości ,i powracają do nich te uporczywe wspomnienia. Kiedy raz okłamią swoje otoczenie i siebie, już nie potrafią się z tego wycofać. Czasem ma się wrażenie, że żyją jak wiele współczesnych nam rodzin ? ze sobą, ale obok siebie. Nic o sobie nie wiedzą, być może zbyt ślepo ufając sobie wzajemnie. Próbują uciekać w pracę, za klasztorne mury, w świat początków kariery zawodowej, ale przeszłość znów przyciąga ich do punktu wyjścia. Chociaż opisana historia dzieje się w latach 1968 ? 1969, wydaje się, że dzieje się ona obok nas.

Książka ?Rodzina O.? Ewy Madeyskiej ma charakter obyczajowy, historyczny, z lekkim tłem kryminalnym. Trudno jest powiedzieć, że to książka do przeczytania ?jednym tchem?. Bohaterowie prowadzą bowiem czytelnika przez labirynt życia, który wyrósł wokół nich jak mur. Niemniej jednak książka skłania do przemyśleń nad tym, jak radzić sobie z konsekwencjami własnych decyzji, a także ? jak uczyć się na własnych błędach. Z pewnością jest to pozycja godna zainteresowania.

To już kolejna książka o kalistenice (ćwiczenia wyłącznie z własną masą ciała, bez ciężarów i przyrządów) w mojej kolekcji i ostatnia. Kupuję je by rozszerzyć swoją wiedzą o treningu, ale do tej pory nie dowiedziałem się wiele więcej. Kalistenika bowiem ma ograniczoną formę, jest dogmatyczna, nie chodzi o efekty ale o to by trenować w określonym "stylu". Książka "C-Mass" to najgorsza pozycja z tej dziedziny z jaką miałem do czynienia. Z kilku powodów.
Po pierwsze, autor jest nieszczery w stosunku do czytelników. Wie, że taki trening daje mizerne rezultaty, więc by udowodnić
swoje wywody wyszukał jakiś atletów sprzed stu lat (!), którzy rzekomo trenowali w taki sposób. Klasyczne wyjątki potwierdzające regułę bo przeciętny człowiek z trzyletnim stażem na siłowni, trenujący w sposób "normalny" ma znacznie lepsze efekty niż ten samozwańczy "guru" i ludzie trenujący według jego porad od dekady.
Po drugie, poziom bredni zawartych w tej książce jest niewiarygodny. Człowiek aż łapie się za głowę czytając niektóre "porady". Facet coś czytał, ale chyba nie do końca, albo gdzieś coś słyszał ale niedokładnie. Tak jakby momentami w ogóle nie rozumiał tematu. I tak oto każe jeść "śmieciowe jedzenie" i ogólnie byle co, cytuję "musisz się napchać".
Przypomina mi pewnego Francuza, który w swojej książce o kalistenice kazał jeść ciastka dla węglowodanów...
Po trzecie - oszołomstwo. Jak napisałem wcześniej, kalistenika to dogmat. Autor trzyma się tego dogmatu kurczowo, nigdy nie przyzna, że dane ćwiczenie jest dobre, jeśli wykracza ono poza kalistenikę, np. jeśli sa to ciężary czy sprzęt na siłowni. I przez to popada w absurdy, na przykład żeby tylko unikać skutecznych, sensownych ćwiczeń z ciężarami każe robić ... pompki stojąc na rękach, ba, dodatkowo na palcach. Przecież to jest chore. Wszystko żeby tylko uniknąć hantli czy sztangi, nie ważne jak głupie czy niewykonalne by to było. Byleby na opak, byleby na odwrót nisz wszyscy inni.
I tutaj wychodzi bardzo ważna cecha tej książki. Kompleks autora ujawnia się w wulgarnym, pełnym agresji języku. Ta książka po prostu odrzuca. Kilka cytatów:
"Każda g...a stronka fitnessowa ma tuzin artykułów na temat mięśni prostych brzucha, a każdy szmatławiec kulturystyczny na stoisku z prasą ma "specjalny" artykuł na ten temat. Aby odseparować się od tych śmieci, mam zamiar przedstawić swoje porady możliwie krótko i do rzeczy. Za wszelką cenę unikaj nowoczesnych poglądów na temat mięśni brzucha. Jeśli czasopismo coś zaleca, zrobisz zapewne najlepiej,
jeśli szybko postąpisz dokładnie odwrotnie. Jeżeli jakiś pozbawiony jaj trener osobisty każe ci wykonywać ćwiczenia na brzuch na piłce, kładź się zamiast tego na betonie. Jeśli każe ci zrezygnować z liczenia powtórzeń, a skupić się na wyczuwaniu, jak napinają się mięśnie proste, od razu zrezygnuj z wyczuwania się w nie, a licz powtórzenia. Jeśli mówi ci, by robić ćwiczenia izolujące z małym zakresem ruchu, natychmiast zabieraj się do najpełniejszych ćwiczeń, jakie zdołasz znaleźć. Nie dołączaj do imbecyli, którzy..."
I tak w kółko. Czy to jest racjonalne podejście do treningu czy fanatyzm?
Inne cytaty:
"Nigdy nie widziałem wytrenowanego w siłowni kulturysty, który wiedziałby, jak naprawdę działają pier..one tricepsy (..) Te f..uty zwykle sobie zaprzeczają, bo powtarzają co usłyszeli od jakiegoś klauna na siłowni. Wygoogluj "triceps anatomy" a okaże się że większość tych schematów jest błędna. Zapomnij o tym wszystkim. Zaraz powiem ci, jak działają tricepsy..."
I potem przedstawia swoje kalumnie, bo wszyscy się mylą, tylko Pan Guru ma rację.
Ta książka naprawdę jest napisana w ten sposób. Jeden wielki zbiór kompleksów autora i bzdur. Ta książka w ogóle nie jest o MASIE, ta
książka, jak większość tego typu, na siłę próbuje wciskać ludziom, jaka to kalistenika jest wspaniała. Kulturystyka jest jednak treningiem FINEZYJNYM, szczegółowym, a kalistenika czymś uproszczonym i prymitywnym. Dlatego ta książka nie rozwija tematu a autor manipuluje faktami. Dlaczego autor powtarza, by nie robić ćwiczeń izolowanych i uważa, że są złe? Dlatego, że naprawdę są nieskuteczne? Nie, dlatego, że to ćwiczenia wysublimowane i po prostu nie ma ich w kalistenice. Więc będzie wam wciskał, że tak ćwiczyć nie powinniście.
To jest zupełnie nieuczciwe i szkodliwe podejście. Absolutnie nie polecam tej pozycji, ani podobnych. Nie ograniczajcie się do bredni jakiś hochsztaplerów. Kulturystyka to wbrew pozorom skomplikowana rzecz, powinniście czerpać ze wszystkiego co wam pomoże - z ciężarów, z urządzeń na siłowni, z ćwiczeń kalistenicznych i żaden wariat z kompleksami nie będzie wam mówił, że jego metoda jest jedynie prawidłowa a reszta to, cytuję "imbecyle". Książkę oceniam na 1/10.

Carcassonne to klasyk wśród gier planszowych, choć o żadnej planszy w tym wypadku nie może być mowy! Akurat uważam to za plus, bo dzięki temu grę można zabrać ze sobą zawsze i wszędzie. A warto ją zabierać ze sobą na różnego rodzaju wyjazdy i spotkania, gdyż jest to gra, która nigdy się nie nudzi. A jeżeli już jednak jakimś cudem komuś się znudzi, to wystarczy pomyśleć o zakupie dodatku i na nowo cieszyć się z emocjonujących rozgrywek.
Niesamowitym plusem gry są bardzo proste zasady, które można łatwo i szybko wytłumaczyć. Jednak sama gra mimo prostych zasad wymaga zastanowienia się, wymusza podejmowanie strategicznych decyzji, trzeba się po prostu dobrze nagłówkować, aby wygrać.
Moim zdaniem gra świetnie się sprawdzi zarówno w rodzinnym gronie, jak i wśród bardziej zaawansowanych graczy (u nas zawsze ląduje na stole gdy nie mamy czasu na kilkugodzinne rozgrywki lub jako deser po czasochłonnym tytule). Bardzo ją wszystkim polecam!

9/05/2017

Anna

Nie ma jej

Książki Joy Fielding czytam już od ponad 15 lat i zawsze sięgam po nie z ciekawością i czytam z przyjemnością. Autorka potrafi świetnie pisać, każda jej książka jest inna, ale wszystkie trzymają wysoki poziom.

"Nie ma jej" od pierwszych stron skojarzyła mi się ze stale aktualną sprawą zniknięcia w portugalskim kurorcie małej Amerykanki, Madlaine. Temat niedawno znowu został nagłośniony, zbliża się kolejna rocznica jej zniknięcia, a nadal nie została odnaleziona.

Hunter i Caroline są szczęśliwym małżeństwem z dwoma córeczkami, Michelle i Samanthą. Aby uczcić 10 rocznicę ślubu, Hunter zabiera żonę do eleganckiego hotelu w Meksyku, Hotel jest bogato wyposażony, ma wiele atrakcji dla dzieci i oferuje opiekunki dla dzieci. Małżeństwo chce z tego skorzystać i choć troch pobyć razem. Jakież jest zdziwienie Caroline, kiedy po przyjeździe zatają w hotelu przyjaciół i jej brata z żoną. Hunter chciał, aby ich rocznica była wyjątkowa i aby mogli świętować ją w gronie przyjaciół. Ostatniego wieczora zaplanowano uroczystą kolację, a dziewczynkami miała zająć się opiekunka. Niestety, nie pojawiła się, a recepcja poinformowała o anulowaniu zamówienia. Hunter namówił żonę, aby zostawić śpiące dzieci same i co pół godziny przychodzić sprawdzać, czy nic się nie dzieje. Po powrocie pokoju, po kolacji okazuje się jednak, że w pokoju nie ma malutkiej Samanthy, a jej łóżeczko jest puste. Rodzice stawiają na nogi cały hotel, ale po dziewczynce nie ma śladu. Rozpoczyna się poszukiwanie przez policję, detektywa i rodziców - nic. Caroline jest zrozpaczona, a dodatkowo prasa robi z niej kozła ofiarnego.
Małżeństwo nie wytrzymuje tej próby i dochodzi do rozwodu. Michelle zostaje z matką, a Hunter zakłada nową rodzinę. Po latach, podczas kolejnej rocznicy, niespodziewanie dzwoni telefon. Dziewczyna, która przedstawia się jako Lili, twierdzi, że może być Samanthą. Nadzieja rośnie w sercu Caroline, choć inni ją torpedują. Czy Lili okaże się Samanthą, czy to kolejna oszustka?
Przekonajcie się sami!

"Nie ma jej" to bardzo dobry thriller, choć muszę przyznać, że finał jest podany zbyt "wprost". Za mało tutaj jak dla mnie niedopowiedzenia i tajemnicy. Temat zaginięcia dzieci jest ostatnio dość popularny w literaturze, sama czytam już chyba trzecią, czy czwartą powieść z porwaniem dziecka jako głównym wątkiem. Może dlatego postawiłam tak wysoko poprzeczkę bardzo lubianej przeze mnie Joy Fielding. Powieść jest naprawdę bardzo dobra, ale jak dla mnie zbyt oczywista.
Przeczytała z przyjemnością, jednak zabrakło mi efektu zaskoczenia, tak charakterystycznego dla Joy Fielding. Mimo tego - polecam jej książki, naprawdę pisze znakomicie :)


http://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com/2017/05/nie-ma-jej-joy-fielding.html

9/05/2017

Małgorzata

Ludzie doskonali - mobi, epub

Bardzo interesująca książka. Trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Zaskakujące zwroty akcji.

9/05/2017

Beata Igielska

Menu świata

?Menu świata? to zbiór reportaży z różnych zakątków. Autor opisuje w nich nie tylko podróże, ale i posiłki, których zjedzenie nieraz okazywało się równie wielkim wyzwaniem jak niebezpieczna wędrówka.

Jacek Palkiewicz słynie z zamiłowania do ekstremalnych przygód, czemu niejednokrotnie dał wyraz w swoich publikacjach. W najnowszej książce zebrał teksty relacjonujące wyprawy do niebezpiecznych miejsc na różnych kontynentach. To szlaki tylko dla odważnych; tak zwani niedzieli turyści i wycieczkowicze nie zapuszczają się tu nigdy.
Mamy okazję śledzić między innymi przeprawę uczestników szkoły przetrwania przez brazylijską dżunglę, wędrówkę po skutej mrozem Syberii, biwakowanie w Indonezji i wizytę u jednego z plemion, które wciąż żyją z dala od cywilizacji, włóczęgę po chińskich, wietnamskich i mongolskich bezdrożach? Docieramy też na Kamczatkę, do Indonezji i Birmy?

Wszystkie te miejsca autor opisuje barwnie i żywiołowo, skupiając się na ich kolorycie, pięknej, ale dzikiej i niebezpiecznej przyrodzie oraz na mieszkańcach. Bo w każdej podróży wędrowcy trafiają ostatecznie w gościnne progi, niejednokrotnie skromne, a nawet biedne, ale życzliwe.
I tu zaczyna się zupełnie inna, tym razem kulinarna, przygoda. Nieraz zdarza się, że uczestnicy wypraw nie wiedzą, co wrzucają na ząb, a autor ? jako jedyny wtajemniczony w jadłospis ? nie zdradza im tego, by nie popsuć wrażenia. Tak dzieje się między innymi w Chinach, gdy strudzeni podróżni zajadają się mięsem psów.

Ta niewiedza okazuje się zbawienna, znacznie gorzej jest jednak, gdy ma się świadomość, co gospodarze serwują do jedzenia, w dodatku z uśmiechem, zachętą i oczekiwaniem na pochwałę. A odmówić nie można albo nie wypada, by nie urazić częstujących.
Jak jednak przełknąć balut, czyli azjatycki przysmak, który jest ugotowanym jajkiem, ale z już uformowanym pisklęciem? Albo prażone owady, surowe larwy lub ciasto, w którym coś się rusza i brzęczy? A ociekające krwią, surowe mięso lub pieczoną w całości, z wnętrznościami i sierścią świnię lub małpę? Fuj! A jednak dla niektórych to prawdziwy przysmak.

Czasem niemiła niespodzianka może wyglądać całkiem apetycznie, ale tylko z daleka, jak durian, czyli zielono-żółtawy owoc, który niemożliwe cuchnie i - zdaniem autora ? smakuje jak budyń konsumowany w wychodku.

Takich ekstremalnych przykładów jest tu wiele. Jedne budzą obrzydzenie, inne zaciekawiają, a nawet fascynują, jeszcze inne bawią, zwłaszcza gdy autor okrasza wspomnienia anegdotami i opisami reakcji uczestników wypraw. Niejednokrotnie okazuje się bowiem, że twardzi faceci, którzy przez kilka dni przedzierali się przez dżunglę, nocowali pod gołym niebem, walczyli z niewyobrażalnym upałem i pokonywali własne słabości, okupując to ranami, obtarciami i ukąszeniami, tracą zimną krew na widok tego, co im podano na talerzu.

Książka Jacka Pałkiewicza przenosi nas w egzotyczny świat, który jest inny, ale właśnie przez to interesujący, intrygujący i budzący emocje. Autor sporo miejsca poświęca obyczajom, religii i tradycjom poznanych ludzi, zwracając szczególną uwagę na element gościnności, który w wielu kulturach jest uświęcony i obwarowany licznymi nakazami.

Całość ubarwiają piękne, niezwykle barwne zdjęcia, bez których ta książka straciłaby swój koloryt. Warto wybrać się w tę pełną niespodzianek podróż ? nawet tylko na papierze jest ona ekscytująca.
BEATA IGIELSKA

9/05/2017

Beata Igielska

Ostatni pielgrzym

?Ostatni pielgrzym? Garda Sveena to kryminał trzymający w napięciu od pierwszych do ostatnich stron. To także gratka dla miłośników historii, gdyż kluczem do rozwiązania zagadki okazują się wydarzenia z okresu drugiej wojny światowej.

Akcja rozgrywa się współcześnie w Norwegii. Policjanci z Oslo prowadzą śledztwo w sprawie śmierci byłego polityka i biznesmena, który podczas wojny działał w ruchu oporu. Szybko sprawa ta zostaje powiązana z makabrycznym odkryciem, do którego doszło nieco wcześniej ? w lesie znaleziono stary grób z trzema szkieletami, a ślady na kościach jednoznacznie wskazują na zabójstwo. Kim jednak były osoby pochowane w mogile? I jaki mogły mieć związek z zamordowanym mężczyzną?

Nad tym głowi się przede wszystkim śledczy Tommy Bergmann, któremu niezawodny instynkt podpowiada, że odpowiedzi na nurtujące pytania trzeba szukać w odległej przeszłości. Odnalezienie ich po siedemdziesięciu latach nie jest jednak łatwe, a czasem wydaje się wręcz niemożliwe.
W przeciwieństwie do Bergmanna, czytelnik ma jednak okazję śledzić wydarzenia z lat 40. minionego wieku, gdyż akcja płynie w powieści dwutorowo. Nie oznacza to jednak, że odbiorca szybko poskłada wszystkie elementy w jednoznaczną całość. Wojenna układanka okazuje się bowiem grą pełną tajemnic, zdrad i niebezpiecznych niespodzianek.

Oprócz kryminalnej zagadki mamy tu osobiste perypetie Tommyego, który nie jest człowiekiem bez skazy. Boryka się on z własną przeszłością i demonami, które nie pozwalają mu stworzyć szczęśliwego związku.
Te elementy z prywatnego życia bohatera okazują się równie ciekawe jak zasadnicza treść.

Całość napisana jest lekko i z polotem, a lekkość ta w żaden sposób nie gryzie się z poważną i wstrząsającą treścią.
Autor myli tropy, nieraz wyprowadzając w pole i śledczych, i czytelnika. Buduje to napięcie i sprawia, że od lektury trudno się oderwać. Niemal 550 stron połyka się jednym tchem, nabierając apetytu na poznanie kolejnych części cyklu z Tommym Bergmannem i jego kolegami po fachu.
BEATA IGIELSKA

Książeczką obdarowałam brata. Niestety dla młodszych dzieci jest ona za trudna. Obrazki są raczej ciężkie do odgadnięcia na pierwszy rzut oka, jednak gdy jakaś część zostanie zakolorowana nie stanowi to już tak dużego problemu. Jako, że akurat brat kolorowanek nie lubi, to dość szybko się znudził, a książką zainteresowali się starsi członkowie rodziny, którzy z chęcią pomagają bratu w jej uzupełnianiu.

9/05/2017

lottaczyta

Wykop

Recenzja ?Wykopu? Andrieja Płatonowa będzie trochę inna niż reszta. Skupie się bardziej na autorze, rysie historycznym, sposobie pisania. Dlatego? Ponieważ powieść ma już swoje lata. Bardzo dużą pomocą do stworzenia tego co przeczytacie była przedmowa Aleksandra Janowskiego.



Na początku warto wspomnieć, że książka powstała w latach 30-tych XX wieku, w Rosji. To były czasy gdy władza nękała i prześladowała obywateli. Niszczyła też wszystko co było inne. Inne niż władza chce. To również czasy kołchozów i tworzenia się socjalizmu. Celem pisarzy miało być ukazanie wspaniałości systemu. Po co? Aby ?ciemny lud? uwierzył we wszystko co władza powie.



Andriej Płatonow w 1924 roku postanowił, że będzie tylko pisał. Poświęci się pisarstwu. Debiut jednak został silnie skrytykowany. Autor nie pisał tak jak od niego wymagano. Pokazywał prawdziwe oblicze ZSRR. Za swoje teksty był wielokrotnie prześladowany. Sam Stalin nazwał go ?zdrajcą? oraz ?draniem?. Najpopularniejszym określeniem na jego prace było ?oczernianie sowieckiej rzeczywistości?. Kariera nie układała się jak sobie wyobraził. Z tego powodu również w 1946 roku zakończył swą przygodę pisarstwem. W 1951 roku zmarł w biedzie.



?Wykop? ukazał się oficjalnie dopiero w 1987roku! Premierę miał na łamach miesięcznika ?Nowyj Mir? dla którego autor kiedyś pisał.



Tyle jeśli chodzi o historie. Czas na sam tekst. Książka ma niewiele ponad 100 stron. To takie dłuższe opowiadanie. Język, którym posługuje się autor jest bardzo niepoprawny. Bardzo kaleczony. Tłumacz na szczęście to odwzorował. To powieść z pozoru źle napisana. A jednak... tutaj pasuje to idealnie. Celowym zabiegiem stworzył obraz doskonalszy. Andriej Płatonow wiedział jak się wypowiadać dlatego potrafił to wykorzystać.



?Wykop? to opowiadanie, które powinien poznać każdy. Pozwala zrozumieć lepiej realia lat 30tych XX wieku. Pomimo wspomnianego wcześniej języka, czyta się dobrze i szybko. Historia tworzy człowieka, powinniśmy ją znać.



Andriej Płatonow stworzył coś co wyprzedzało jego czasy. Coś za co mógł trafić do kołchozu. Ryzykował abyśmy my mogli poznać prawdę. Należy mu się za to szacunek i pamięć.



Warto przeczytać!

Moja ocena: *****

Skala ocen: * nie polecam ** nie moja bajka *** daje radę **** dobra ***** bardzo dobra ****** lotta poleca

www.lottaczyta.blox.pl

Pokaż więcej

 


Regulamin promocji "Zdobądź punkty za recenzje"

1. Organizatorem konkursu jest GANDALF Sp. z o.o. z siedzibą w Łodzi przy ul. Beskidzka 37, 91-612 Łódź, wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia w Łodzi, XX Wydział Krajowego Rejestru Sądowego, za numerem KRS 0000381992, posiadająca NIP 527-26-52-185, posiadająca kapitał zakładowy w wysokości 17 205 000.00 zł wg stanu na dzień 01.08.2011r.

2. Konkurs przeprowadzany będzie na stronach księgarni internetowej Gandalf.com.pl, prowadzonej pod adresem URL http://www.gandalf.com.pl

3. W konkursie może wziąć udział każdy, kto w dowolnym tygodniu trwania konkursu prześle drogą elektroniczną recenzję wybranego przez siebie produktu (książki, zabawki, gry, płyty, perfumy, kosmetyki, itd.) z oferty księgarni Gandalf (zamieści ją pod danym porduktem w przygotowanym formularzu).

4. Recenzja powinna być przesłana do sklepu www.gandalf.com.pl za pomocą przycisku "wyślij recenzję" pod opisem produktu oraz zaznaczeniem opcji 'zgłoś recenzję do konkursu' (użytkownik musi być zalogowany, aby opcja była aktywna)

5. Recenzja powinna być oryginalna, nigdzie niepublikowana oraz powinna być wynikiem własnej intelektualnej pracy uczestnika.

6. Na potrzeby konkursu za moment nadesłania recenzji uznaje się moment, w którym zostanie ona zapisana na serwerze księgarni internetowej www.gandalf.com.pl. Przesyłając recenzję autor wyraża zgodę na nieodpłatne publiczne udostępnianie recenzji na stronach www.gandalf.com.pl w nieograniczonym czasie.

7. W konkursie nie mogą brać udziału pracownicy i przedstawiciele księgarni Gandalf.

8. Uczestnik konkursu powinien podać organizatorowi dane osobowe niezbędne do zawiadomienia o wygranej przewidzianej niniejszym regulaminem (adres e-mail).

9. Spośród nadesłanych recenzji komisja Księgarni Gandalf w każdy poniedziałek przez czas trwania konkursu będzie wybierać najciekawszą recenzję tygodnia. Autorowi tej recenzji zostanie przyznana nagroda. O wygranej autor zostanie powiadomiony pocztą elektroniczną w ciągu 7 dni roboczych.

10. Nagrodą główną jest przyznanie 15. pkt. w sklepie www.gandalf.com.pl oraz bon o wartości 50zł na zakupy do gandalf.com.pl przy minimalnej wartości zamówienia 50zł.

11. Organizator ma prawo przyznania drugiego miejsca i 10 pkt. w sklepie Gandalf, trzeciego miejsca i 8 pkt. w sklepie Gandalf. Organizator zaznacza, że przyznanie miejsc drugiego i trzeciego nie jest obligatoryjne a uzależnione od wartości merytorycznej recenzji.

12. Nagroda może mieć wyłącznie postać określoną niniejszym regulaminem, regulamin nie przewiduje możliwości wypłaty jej równowartości w gotówce lub zamiany na inną nagrodę rzeczową.

13. Każdy ze zwycięzców konkursu wyraża zgodę na opublikowanie jego imienia, nazwiska oraz adresu e-mail na stronach serwisu Gandalf.com.pl. W przypadku braku możliwości skontaktowania się ze zwycięzcą w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu nagroda przepada.

14. Uczestnicy konkursu lub ich przedstawiciele ustawowi wyrażają zgodę na przetwarzanie danych osobowych w rozumieniu ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. Nr 133, poz. 833) w celach prowadzenia konkursu, wyłaniania zwycięzców i przyznawania nagród, wydawania, odbioru i rozliczania nagród.

W koszyku:
0 produktów
/ 0,00 zł

przejdź do koszyka

rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź