wpisz minimum 3 znaki

 

NAGRADZAMY AUTORSKIE RECENZJE
CZYTAJ, GRAJ, OGLĄDAJ, SŁUCHAJ, BAW SIĘ, PISZ I WYGRYWAJ!

W KAŻDY PONIEDZIAŁEK wybieramy najlepsze recenzje spośród wszystkich zgłoszonych.


Nagrodą za najlepszą recenzję jest BON 50zł OD GANDALF.COM.PL

 

 

Dodatkowo za recenzje przynajemy punkty lojalnościowe, które będą dodane
do Twojego konta i pozwolą Ci opłacić zamówienie!

Autor pierwszej otrzyma 15. pkt. do konta klienta,autor drugiej 10. pkt. i trzeciej - 8. pkt.
 

Recenzje, które będą punktowane muszą mieć od 400 do 3000 znaków.
Aby zdobyć punkty musisz być zalogowany.

 

DUŻO CZYTAJ, DUŻO PISZ, WYGRYWAJ NAGRODY!

30/04/2017

Ledarg1916

15.00 pkt.

Pragnienie

No i stało się...
Ileż przyszło nam czekać na tę książkę?
Zbyt długo! Choć pewnie z powieściami Nesbo jest z jak mistrzostwami świata w piłce nożnej, trzeba odczekać swoje, ale za to jak nadejdą, cieszymy się, bo wiemy, że obcujemy z czymś wyjątkowym, z czymś rzadkim a nie z popularnym towarem serwowanym nam każdego dnia, niezłym, jednak powszechnym.
Co tu dużo mówić! Mnie Nesbo kupił całkowicie, Jego książki mają tę niepowtarzalną magię, coś, co sprawia, że po przeczytaniu jednej już odczuwa się, że tak powiem, pragnienie...
Nie inaczej było tym razem.
Harry wrócił! Samo to jest czymś, co sprawia, że najnowsze dzieło mistrza Nesbo trzeba stawiać na najwyższej półce i cieszyć się jej widokiem, oczywiście po tym, gdy już ją przeczytamy...
Czy Harry wrócił w wielkim stylu? Nie mógł być to powrót łatwy, bo przecież bardzo już nam się zestarzał i doświadczył życiowo, ba! ożenić się zdążył...
Czy to wszystko zepsuło mojego ulubionego bohatera? Ależ skąd!
Wiem, że niektórych raził rzekomy patos towarzyszący Harremu w tej książce. Ludzie! Toż to swym dotychczasowym życiem zasłużył sobie na miano ikony! Nie tylko w środowisku nas - czytelników, ale też postaci w świecie wykreowanym przez Nesbo, przecież oni tam żyją swoim życiem!
Mało tego, uważam, że wbrew niektórym opiniom, Nesbo dokonał pewnego rodzaju deheroizacji swego bohatera. Przecież Harry popełnia tu błędy, głupie, proste błędy! Nie będę pisał o co chodzi, kto czytał, wie.
Najważniejsze, że wciąż pozostaje człowiekiem, Harrym, który jest genialnym śledczym, ale niepozbawionym wad i nieodłącznych słabości...

"Pragnienie" to pozycja obowiązkowa i wspaniała, jest kwintesencją tego, do czego przyzwyczaił nas autor "Policji".
A! Jeszcze jedno, gdzieś przeczytałem, że książki o Harrym Hole można czytać w dowolnej kolejności, bo to odrębne wątki kryminalne. Wybaczcie, dla mnie herezja! Można, oczywiście, lecz nie znając ewolucji głównego bohatera, nie doceni się kunsztu Mistrza Nesbo i Jego bohatera.
Czytajcie i jak ja czekajcie na kolejne - oby - powieści z niepokornym policjantem z Oslo...

22/04/2017

Patrycja Kuchta

15.00 pkt.

Wymyśliłam cię

Niełatwo jest funkcjonować na pograniczu dwóch światów. Alex balansuje na krawędzi rzeczywistości i iluzji każdego dnia stawiając czoło swoim halucynacjom. Nigdy nie ma pewności czy to, co widzi jest realne, czy to kolejna ze schizofrenicznych wizji. W kontrolowaniu choroby pomaga jej ciągłe fotografowanie otoczenia. Każda podejrzana rzecz zostaje uwieczniona, by później potwierdzić jej istnienie. Alex nie była jednak przygotowana na to, że jej omamy okażą się czymś realnym. Kiedy w nowym liceum, dziewczyna spotyka Milesa, nie może uwierzyć, że to TEN chłopak. Nie ma mowy o pomyłce, bo nigdy nie pomyliła by TYCH oczu. Dziesięć lat wcześniej, tajemniczy właściciel najbardziej niebieskich tęczówek pomógł małej Alex uwolnić homary z akwarium w supermarkecie. A potem zniknął. Ale stop! Przecież tak naprawdę, to nigdy się nie wydarzyło. Przyłapana z ręką w akwarium dziewczynka, wymyśliła sobie resztę historii, a błękitnookiego chłopca nikt nie widział. Czy Miles jest tylko tworem jej choroby? Może Błękitnooki istniał naprawdę? Jak odróżnić, co jest prawdziwe, kiedy nie ufa się nikomu, a najmniej sobie samej? <br> <br> Trzeba przyznać, że jak na schizofreniczkę, Alex zaskakująco trzeźwo podchodzi do otaczającej ją rzeczywistości. Bardzo się stara, by to normalność dominowała w jej dość pokręconym życiu i potrafi wprost powiedzieć swoim halucynacjom, żeby się odwaliły. Zdarzają się jednak także gorsze dni, kiedy ani ona, ani czytelnik, nie wiedzą co jest prawdą, a co złudzeniem. Pod tym względem autorka postarała się o kilka zaskakujących zwrotów akcji, które potrafiły przyprawić o osłupienie. Na szczęście (w większości przypadków), dosyć łatwo domyślić się co ostatecznie jest zmyślonym przez Alex elementem, dlatego czytanie książki jest spacerem, w którym tylko czasem schodzimy z wydeptanej ścieżki, zamiast błądzić gdzieś obok niej nie wiedząc kompletnie, co się dzieje.<br> <br> W tej specyficznej i pokrętnej opowieści zdecydowanie podobała mi się narracja głównej bohaterki. Jej wisielczy humor i niecodzienny dystans do siebie i połączeniu z szalonym umysłem , dał naprawdę wybuchową mieszankę. Podobało mi się jak opisuje swoje otoczenie, jak buduje napięcie, choć czasem przeszkadzał mi jej dystans i delikatna oschłość, które nie pozwalały wyrwać się na powierzchnię większym pokładom emocji. Niektóre sceny, muszę to przyznać, okazały się nieco kłopotliwe pod względem zrozumienia całości i jakby zbędne, albo niedostatecznie jasno opisane. Na szczęście takich momentów jest stosunkowo niewiele.<br> <br> Nie ma co się łudzić, że ?Wymyśliłam cię? przypadnie do gustu każdemu. To opowieść mocno specyficzna, dziwna, chwilami niezrozumiała, ale też pełna świetnej treści, którą warto poznać. Czasem ciężko jest się wczuć klimat tej opowieści, nie każdy doceni też intrygi i zwroty akcji przygotowane przez autorkę, ale ja muszę przyznać, że jestem tą historią zauroczona. Pokochałam bohaterów, właśnie za to, że byli specyficzni i choć początkowo nie rozumiałam niektórych ich zachowań, z każdą stroną coraz bardziej się do nich przywiązywałam i cieszę się, że miałam okazję przeżyć zwariowaną przygodę razem z nimi.<br> <br> O CZYM? ?Wymyśliłam cię?, to szalenie oryginalny debiut, pełen niedomówień i luk na domysły, w którym specyficzny klimat skrzy się na każdej stronie. To opowieść o chorej na schizofrenię nastolatce, która pragnie żyć mimo swojej choroby. Chce skończyć liceum, pójść do college?u, zakochać się w kimś, komu nie będzie przeszkadzało, to że czasem widzi więcej niż inni ludzie. Nie chce być wytykana palcami, wyśmiewana i ponad wszystko, nigdy nie chce trafić do wariatkowa. Czy będzie potrafiła stawić czoło podstępnej chorobie i wreszcie sięgnie, po wymarzone szczęście. Przekonajcie się sami!

13/04/2017

Elna

15.00 pkt.

Jak pokochać centra handlowe

Depresja to temat mało seksowny i "brzydki" dla literatury pięknej. A depresja poporodowa to już w ogóle. Po co to komu, po co do słodkich historii o macierzyństwie ładować taki balast wielkiego kalibru? Przecież "każda to przechodzi", "jak minie Ci huśtawka hormonalna to będziesz sobą", a jak "zacznie przesypiać noce to odżyjesz". #takietoproste

Z depresją zmaga(ła) się autorka książki "Jak pokochać centra handlowe". Ale to nie jest książka o depresji. Nie jest to również historia parentingowa ani powieść o problemach wychowawczych. Ani o galeriach handlowych! Natalia Fiedorczuk przeniosła środek ciężkości macierzyństwa na uczucia i emocje matki. Matki, która oprócz zmęczenia musi zmagać się ze swoimi stanami lękowymi, zupełnie nowymi emocjami i... standardami sexymam. Dzieci i depresja są tu nie tyle powodem, ile tłem do prowadzonej krótkimi zdaniami narracji życia w szczególnym momencie egzystencji przedstawicielki polskiego Pokolenia X.

Fiedorczuk nie przedstawia swojej własnej, intymnej historii. Wplata osobiste wątki w osnowę materiałów zebranych na grupach parentingowych, podczas rozmów z kobietami o podobnych doświadczeniach czy w trakcie obserwacji życia w XXI wieku. Dzięki temu staje się niejako vox populi matek dla których rozmowa o depresji poporodowej czasem jest tak samo trudna jak sama depresja. Jak wstanie rano z łóżka po kolejnej od dwóch lat nieprzespanej nocy gdy świat za oknem zamiast cieszyć, straszy szponami.

Nie jest to historia ani przygnębiająca ani z happy endem. Gdzieś na granicy (jak stwierdza sama autorka) reportażu i prozy powstał screenshot, czy jak kto woli migawka z sekwencji zdarzeń. Taki zrzut ekranu z kilku lat życia. Niby czyta się to jak powieść, a jednocześnie pozwala na własną interpretację i stawia wiele nowych pytań, niezależnie jaki ma się staż w wychowywaniu dzieci.

O co chodzi z centrami handlowymi? Dają namiastkę wolności, decyzyjności, sprawczości co do swojej osoby, tak ograniczonych, gdy zostaje się matką. Dają przestrzeń do obserwacji, stają się rozrywką i szansą na anonimowe pokazanie się wśród ludzi. W tej książce stają się niemalże synonimem utraconej wolności za którym gonią matki w depresji.

Mimo wszystko nie polecę jej w ciemno wszystkim. Znam matki, które zupełnie świadomie akceptują swoją nową rolę życiową z jej plusami i minusami, matki które czują się powołane do macierzyństwa, matki które nie mają skłonności depresyjnych i wreszcie matki, którym mężowie czy reszta rodziny pozwoliły przez okres dojrzewania do świadomego macierzyństwa przejść z wielkim wsparciem. Myślę, że takie osoby będą miały mocno negatywny odbiór tej książki. Ojcowie, single, kobiety w ciąży ? czytajcie na własną odpowiedzialność.

5/04/2017

Projekt: książka

15.00 pkt.

Mitologia nordycka

Neil Gaiman od lat fascynował się mitologią nordycką. Przerobił wszystko. Począwszy od kart komiksów, na eddzie starszej czyli poetyckiej i młodszej prozaicznej kończąc. Jest to niewątpliwie studnia bez dna jeśli chodzi o inspiracje, a pisarze uwielbiają z niej czerpać. Z jego twórczości można wspomnieć na przykład o ?Gwiezdnym pyle? czy ?Amerykańskich bogach?, których dodatkowo będziemy mogli niedługo obejrzeć na małym ekranie. Neil Gaiman pieśni ubiera w prozę przedstawiając nam jedne z najciekawszych opowieści i wierzeń z ogromnych ale niestety przez wieki zapomnianych zasobów jakim jest mitologia nordycka.<br> Bogowie w mitologii Gaimana są okrutni. To piękni kłamcy i łgarze, którzy nie potrafią dotrzymać danego słowa, a jedynym rozwiązaniem konfliktu jest dla nich śmierć przeciwnika. Najlepiej jeszcze odpowiednio spektakularna i krwawa. Podstępny i chciwy Loki nie raz robił sobie okrutne żarty z innych bogów. Potężny Thor, który zawsze daje się podpuścić. Piękna Freya, która z kart historii Gaimana opisywana jest jako wyniosła i mądra. A przecież mitologia to nie tylko bogowie. To świat pełen niesamowitych istot, gigantów, magicznych artefaktów, przepięknych krain. Autor przedstawia nam szesnaście historii począwszy od powstania dynastii Asów i Wanów i ogromnego drzewa Yggdrasila. Opowiada nam jak wyglądały dzieci Lokiego i dlaczego bóg musiał zamienić się w piękną klacz. Jak żona Thora straciła włosy i kto je dla niej odzyskał. Historie gładko przepływają jedna, po drugiej aby zaprowadzić nas aż do wizji Ragnaroku. Końca świata i wszystkich bogów.<br> <br> "-Loki-rzucił. -Loki to zrobił.<br> - Czemu tak myślisz?<br> - Ponieważ- odparł Thor- kiedy coś idzie nie tak, najpierw zawsze myślę, że to wina Lokiego. Oszczędza mi to mnóstwo czasu."<br> <br> Zaczynając "Mitologię nordycką" miałam nadzieję na literaturę w stylu Neila Gaimana, trochę niepoważną i zagadkową. Cóż, autor wydając swoją mitologię spełnił pewnie swoje marzenie, a dodatkowo dał znać, że żyje i ma się dobrze. Po lekturze zdecydowanie pozostał pewien niedosyt. Oczywiście sama treść jest bardzo przyjemna, lekkie pióro autora sprawia, że z prawdziwą satysfakcją przekładamy kartkę za kartką. Niepowtarzalny, baśniowy styl pozostał, jednak mająca zaledwie niewiele więcej niż 200 stron powieść kończy się, zanim tak naprawdę wciągniemy się w fabułę. Neil Gaiman po raz kolejny udowadnia, że potrafi czarować, wyciągać z naprawdę trudnych treści, jakimi są jedne z najstarszych islandzkich pieśni, przejmujące i interesujące historie bogów i bogiń Asgardu. Jeśli ktoś jest ciekaw jak skonstruowane są eddy, zachęcam do poszukiwań. W internecie znajdziecie fragmenty przetłumaczone na język polski.<br> Jeśli ktoś, tak jak ja, znał mity nordyckie powierzchownie lub z wielkiego ekranu przy produkcjach takich jak "Thor" czy "Avengers" i ma ochotę na dokształcenie się w tym temacie, serdecznie polecam "Mitologię nordycką". To bardzo przyjemna lektura na jedno, ewentualnie dwa popołudnia.

31/03/2017

Monika MW

15.00 pkt.

Divide (Deluxe Edition)

Płytę będziesz kupować? W dobie mp3? I gdzie jej będziesz słuchać? Pytali. Nie rozumieli..
A ja cierpliwie czekałam. Minął 3 marca, odliczanie dni do 10.03 by zakupić Divide delux. ?Byle do piątku? nabrało nowego znaczenia.. ;) I oto jest, przyszła!! Wyczekana, wymarzona. Odebrana również w piątek z samiuśkiego rańca wywołała szeroki uśmiech i wspaniałe samopoczucie na cały dzień. Chcecie wiedzieć dlaczego??
Pierwsza na płycie Eraser od razu wpada w ucho i powoduje przyspieszone bicia serca. Moim zdaniem to właśnie ta piosneka powinna była promować płytę (zamiast Castle on the Hill). Kolejna Castle od the Hill ? promująca płytę. Nikomu na pewno nie trzeba zachwalać bo wpada w ucho.
Dive ? chwilowe zwolnienie tempa by ze zdwojoną siłą przejść do niekwestionowanego hitu jakim jest Shape of You. Zdecydowanie bardzo najlepszy wybór jak na pierwszy utwór promujący płytę!! Już nawet moja dziewięciolatka śpiewa piosenkę ?od deski do deski? :)
Chwilowe uspokojenie przy balladzie Perfect o znalezieniu pięknej, słodkiej dziewczyny. Śpiewana głosem Eda przywołuje w pamięci nastoletnią miłość.
Gilway Girl i znowu delikatne przyspieszenie przy wspaniale wkomponowanym klarnecie z opowieścią o miłości Gilway Girl and English Man.
Jako kolejne uspokojenie Happier zagrana niemal akustycznie na ukochanej gitarze artysty. Smutna piosenka o rozstaniu i przemyśleniach zaraz po nim. Naturalne po niej nanana nieznacznie przyspieszając zaczyna piosenkę New Man ? pozostając w klimacie smutków po rozstaniu autor stwierdza ?I don?t wnna know about Your nem man?? No cóż, chyba każdy z nas poczuł w życiu żal i smutek po rozstaniu?
Hearts don?t break around here nadal pozostaje w temacie rozmyślań o miłości, dziewczynie i emocjach z nią związanych.
Dziesiąta na płycie What do I know? jest dla mnie niekwestionowanym liderem płyty!! Szybsza ze wspaniale wkomponowaną gitara akustyczną. Piosenka z przesłaniem godnym Michaela Jacksona ? pianino, bas, gitara a przede wszystkim miłość może zmienić świat!!! :)
I znowu zwolnienie tempa i rozmyślania w piosence How Would You Feel (Paean) jeśli powiem, że Cię kocham??
Gdy zobaczyłam tytuł Supermarket Flowers nie wiedziałam, że będzie to tak osobista piosenka o tak ważnej osobie w naszym życiu. O Ukochanej Babci, która zawsze nas podnosiła i rozwijała skrzydła a teraz jest aniołem.. Bardzo smutna piosenka. Pięknie wkomponowane pianino łapie za serce. Łezka się oku kręci..
I przyspieszamy by zatańczyć na ulicach Barcelony.
Bibia be ye ye bardzo zaskakuje ? pierwsze dźwięki kojarzą się z Hawajami a słowa piosenki wskazują, że dzień wcześniej miała miejsce niezapomniana zabawa.. Tylko pozazdrościć!
Przy irlandzkich dziękach Nancy Mulligan jest kolejną piosenką o miłości i kobiecie, którą wykonawca kocha, a która to ukochana przejmuje jego nazwisko. Wspaniała opowieść o przeciwnościach losu i miłości, która wszystko pokona.
Na zakończenie płyty uspokojenie przy Save Myself i rozmyślaniach, że życie może zawieźć, że wszyscy mogą Cię zostawić ale pamiętaj - możesz ocalić sam siebie.
Jak na pewno zauważyliście po opisie piosenki na płycie ułożone są naprzemiennie ? po każdym szybszym kawałku następuję chwila uspokojenia i wyciszenia aby za chwilę rozkołysać nas na nowo. Mi osobiście taki układ się podoba. Od zakupu płyta na stałe włożona jest w odtwarzacz w samochodzie i na zmianę z córką wybieramy numery, które mają w danej chwili polecieć z naszych głośników :) To nic, że wszystkie utwory znamy już na pamięć ? płyta nie chce się znudzić!

24/03/2017

Alicja B

15.00 pkt.

Baśnie Barda Beedle`a

W niedawnym czasie odwiedziła mnie Sowa z księgarni Gandalf przynosząc podręczniki z samego Hogwartu! Chciałabym podzielić się swoją opinią na temat książki "Baśnie barda Beedlea" J.K.Rowling także zacznijmy od początku? Gdy otworzyłam paczkę z księgarni moim oczom ukazał się zestaw podręczników, pożądany (chyba) przez wszystkich adeptów magii. Wszystkie książki posiadają twardą oprawę. Moją uwagę przykuła najpierw pierwsza książka ze stosiku. Dlaczego? Jej okładkę trudno przyrównać do czegokolwiek, nie jest to jednolity kolor, a rodzaj faktury. Wyobrażam sobie bowiem, że jest to rodzaj grafitowego kamienia, na którym umieszczono minimalistyczne napisy tytułu, autora, wydawnictwa i ? dodatkową ozdobą jest grafika wijących się korzeni, którą ku mojemu zaskoczeniu można poczuć pod swoimi palcami. Już od pierwszych kartek wiadomym jest, że nie obcujemy ze zwyczajną lekturą. Po otwarciu książki zostajemy przeniesieni w bogato ilustrowany, magiczny świat. Swoją przygodę rozpoczynamy od zapoznania się ze swoistym rozkładem jazdy, jaki stanowi spis treści. Dowiadujemy się, iż przejdziemy przez świat wstępu, pięciu baśni i jednego rozdziału odwołującego się do fundacji ?Lumos?, i szczytnego celu, któremu przyświeca. Każda z baśni jest okraszona celnym, mądrym i błyskotliwym komentarzem znanego i szanowanego Profesora Albusa Dumbledore?a , który często z humorem i ogromnym doświadczeniem pedagogicznym przeprowadzacza Nas z właściwą sobie elegancją przez gąszcz opracowań naukowych na temat magii, i jej przeróżnych motywów wykorzystywanych w literaturze. Czyni tą podróż niezwykle ciekawą, zwłaszcza dla Przyjaciół Przygód Harry?ego Pottera, którzy odkryją nawiązanie do swojej ulubionej historii i znajdą ją zwłaszcza w baśni ?Opowieść o trzech braciach?. Odpowiada ona na pytania, skąd wzięły się: Czarna Różdżka, Peleryna Niewidka i Kamień mający moc ściągnięcia umarłego z grobu. Jest to ostatnia z baśni, przed nią mamy jeszcze takie jak: ?Czarodziej i skaczący garnek?, ?Fontanna Szczęśliwego Losu?, ?Włochate serce czarodzieja?, ?Czara Mara i jej gdaczący pieniek?. Każda z nich wnosi zupełnie nową naukę ze świata magii, odwołując się do wielu wartości. Podnoszą tak naprawdę wiele różnych i trudnych tematów w świecie Czarodziejów, jak też w świecie Mugoli, jak np. czystość krwi. Czytając kolejne baśnie przypomniałam sobie, iż wciąż tkwi mnie mała dziewczynka, która z wypiekami na twarzy i lekkim dreszczykiem emocji przenosiła się do świata ?Baśni braci Grimm?. Z chęcią odkrywałam nieznane mi dotąd opowieści. Myślę, że równą przyjemność sprawią każdej dorosłej już osobie, która niegdyś zaprzyjaźniła się ze światem Harry?ego Pottera, czasami za nim tęskni i wciąż czeka na list z Hogwartu. Teraz ma doskonałą okazję, by na chwilkę powrócić do tego magicznego świata. Sądzę, że ta książką może stanowić również ciekawą propozycję dla osób, które wcześniej nie miały kontaktu z twórczością J.K.Rowlig i pragną zrozumieć fenomen świata Harry?ego Pottera. Dodatkowym atutem zakupu książki jest to, że wspomożemy ?(?)dzieci i młodzież w trudnej sytuacji życiowej, by zmienić ich życie na lepsze? to znaczy, że do 2050 roku zostaną zlikwidowane placówki opiekuńcze, aby zapewnić każdemu dziecku prawo do dorastania w kochającej rodzinie. Cel taki założyła sobie fundacja ?Lumos?, o której więcej możemy się dowiedzieć w ostatnim rozdziale książki. Wpływy ze sprzedaży w całości zasilą konto fundacji, która przekaże je organizacjom charytatywnym. Gorąco polecam każdemu dorosłemu, aby nie zapomniał, że kiedyś był dzieckiem.

18/03/2017

Książki Moni

15.00 pkt.

Podbój

Szalone imprezy, seksowni hokeiści, zaskakujące zwroty akcji i niezapomniane wrażenia z lektury, zapewni Wam kolejna książka Elle Kennedy.<br> <br> <br> <br> "Podbój" to trzeci tom serii, jednak zapewniam, że nie trzeba znać poprzednich książek, by móc zabrać się za tą. Drugi tom jak dotąd, okazał się najsłabszy, choć nie był zły. Jak się okazało po przeczytaniu tej pozycji, śmiało mogę powiedzieć, że seria nie ma tendencji spadkowej, a wręcz przeciwnie, bo pnie się wzwyż i jestem z tego powodu przeszczęśliwa.<br> <br> Allie Hayes od dwunastego roku życia wie, co chce robić w życiu i ciężko pracuję, by osiągnąć swój cel. Ma mały problem, jej chłopak stawia ultimatum, którego ona nawet nie bierze pod uwagę i wieloletni związek rozpada się w mgnieniu oka. By nie ulec pokusie i nie wybaczyć nadętemu chłopakowi, postanawia zaszyć się w domu znajomych. Sęk w tym, że mieszka tam najseksowniejszy playboy kampusu, a niewinna noc przeradza się w szaleństwo orgazmów. Dean Di Laurentis jest pewnym siebie chłopakiem, który dosłownie musi opędzać się od dziewczyn, ale on pragnie tyko tej jedynej. Allie, bo zgotowała mu najlepszą jazdę w życiu. Czy pożądanie, które połączyło te dwójkę przetrwa próbę czasu i przerodzi się w coś więcej?<br> <br> <br> <br> Szybko polubiłam bohaterów. Allie ma pasję i pragnie spełniać marzenia, a przy tym jest wyluzowana. Wbrew pozorom tę dwójkę łączy naprawdę wiele, a ich poczucie humoru udziela się również czytelnikowi. Opis jest sztampowy, jak cała książka i muszę powiedzieć, że jest przewidywalna. Czy mi to przeszkadzało? NIE! Śmiałam się podczas czytania. Rumieniłam, wyobrażając sobie szaleństwa głównych bohaterów. Smuciłam się, kiedy przyszła pora na małą dawkę dramatu, a co najważniejsze, cieszyłam się lekturą. Dawno żadna książka nie sprawiła mi tak ogromniej przyjemności. Napisana z lekkością, namiętnością i ten cudowny humor całkowicie mnie zachwycił. Akcja jest szybka, Dean niepowtarzalny i tak zabawny, że nawet jego poprzednie i to liczne przygody seksualnie nie wydają się dziwne.<br> <br> Bohaterowie wkraczają w dorosłość i czas ciągłej zabawy powoli się kończy, a co za tym idzie ważne wybory stają im na drodze. Bohaterowie borykają się z wątpliwościami dotyczącymi dalszej pracy zawodowej, ten wątek ogromnie mi się podobał. Liczne sceny erotyczne są śmiałe i co najważniejsze swobodne. Podoba mi się, że Allie i Dean tak otwarcie mówią o swoich potrzebach, rozmawiają ze sobą i cieszą każdą wspólną chwilą. W ostatnim czasie nie sięgam po erotyki, ale książki Elle Kennedy mnie oczarowały i bez wątpienia będę kontynuowała przygodę z tą serią.<br> <br> <br> <br> "Podbój" to zabawna i pełna emocji książka, z którą spędziłam cudowne chwilę i mogę tylko żałować, że przeczytałam ją tak szybko, bo z chęcią potowarzyszyłabym Allie i Deanowi w dalszej ich drodze. Z tą dwójką nie można się nudzić. Polecam 5/6

9/03/2017

halmanowa

15.00 pkt.

Niedomówienia

Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to niezwykła lekkość oraz spójność. Język, jakiego używa autorka, buduje niezwykle przyjemną atmosferę i dodaje realizmu. Opisywane wydarzenia trzymają czytelnika cały czas w delikatnym napięciu. Opisy miejsc i postaci są ciekawe, momentami zabawne - a przy tym niezwykle naturalne. Nie ma tu miejsca na nudę! Wszystko to sprawia, że chce się czytać dalej i dalej, przewracając kolejne strony powieści. Janka, kobieta w średnim wieku, pracuje w drukarni. Swoją miłość do czcionek i druku odziedziczyła po dziadku i ojcu. Zaś Gutenberga traktuje jak swojego mentora, dlatego egzemplarz każdej książki wydanej w drukarni zanosi pod jego pomnik. Choć początkowo Janka nie wydaje się aż tak niepoukładana, przy bliższym jej poznaniu okazuje się, że problemy sercowe z partnerem to jedynie wierzchołek góry lodowej. Kuleją również jej relacje z rodzicami oraz świadomość własnej tożsamości. Bałagan życiowy głównej bohaterki jest odniesieniem do problemów wielu młodych ludzi, nie tylko nastolatków. Antek, przyjaciel i wspólnik Janki, to mężczyzna twardo stąpający po ziemi. Wiecie, taki co to ma łeb na karku i wie, czego chce. Jest jednak niezwykle troskliwy i wyrozumiały. Niezależnie od podejmowanych przez Jankę kroków, wspiera ją i zawsze wyciąga pomocną dłoń. Postać Antka to uosobienie prawdziwej przyjacielskiej relacji. Honorata, kuzynka Janki, to postać niezwykle barwna. Naiwna, nieporadna i chwilami bezmyślna, a przy tym niezwykle zabawna, doprowadza czytelnika do nagłych napadów śmiechu. Choć, z drugiej strony, okazuje się być szczerą i troskliwą osobą. Jej postawa skłania do pewnych przemyśleń, nad tym, co się w życiu naprawdę liczy i czym jest szczęście. Łukasz, były partner Janki, również ma duży wkład w całą tę historię. Zachowania, jakie przejawia w stosunku do płci przeciwnej, jest mocno związane z jego przeszłością. Jednak czy to może być jakimkolwiek usprawiedliwieniem? Niewątpliwie Łukasz jest postacią negatywną. Takim czarnym charakterem. Choć czy na pewno on jeden? Jankę poznajemy w momencie, gdy jej związek z Łukaszem wisi na włosku. Wkrótce para rozstaje się, a sfrustrowany były partner nie chce odpuścić i obiecuje, że jeszcze się odegra. Złożoną obietnicę wkrótce spełnia, porządnie mieszając w życiu kobiety. Tymczasem prawie całą uwagę Janki zajmują tajemnicze zdjęcia, które ktoś zostawia przy pomniku Gutenberga w miejsce książek. Bohaterka podejmuje małe prywatne śledztwo, którego finał będzie zaskakujący. I jednocześnie pouczający. W międzyczasie Janka pracuje nad reportażem o Biblii Gutenberga uratowanej przed Niemcami. Świadkiem tych wydarzeń był dziadek kobiety. Dokuczają jej problemy w relacjach z rodziną. Jakby tego było mało, w odwiedziny przyjeżdża kuzynka Honorata. Te zawirowania w życiu Janki stawiają przed nią wiele trudnych pytań, na które prędzej czy później będzie musiała sobie odpowiedzieć. Najnowsza powieść Anny Sakowicz jest doskonałym przykładem na to, że nie tylko kryminały i thrillery potrafią wciągnąć bez reszty. Z pachnących drukiem stron bije niezwykła autentyczność. Widać również ogromną pasję autorki, jej szacunek i zamiłowanie do literatury. Książka ma intrygujący i bardzo trafny tytuł. Zakończenie bowiem pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami i niedopowiedzeniami. Czułam przez to lekki niedosyt, chciałam, żeby ta historia toczyła się dalej i dalej. Jednak autorka daje szansę czytelnikowi. Na wybór własnych czcionek i dopisanie finału zgodnie z tym, co podpowiada serce. www.halmanowa.pl

27/02/2017

ogrodksiazek.blogspot.com

15.00 pkt.

Zakazane życzenie

W pierwszej kolejności oczarowała mnie przepiękna okładka. Niewielka lampa wśród piasku, z jej wnętrza wydobywają się delikatne smugi. Do tego głęboki błękit, a na jego tle mieniące się złotą barwą litery - niczym gwiazdy na nocnym niebie - po prostu cudo! Potem dowiedziałam się, jaką historię w sobie kryje i... musiałam mieć tę książkę ;)

Zahra, Tygrysi Ogon Zwinięty W Półksiężyc, Obłok Na Wietrze, Dziewczyna Rozdająca Gwiazdy jest potężnym szajtanem uwięzionym w lampie od czterech tysięcy lat. W ruinach miasta Neruby znajduje ją młody złodziej, Aladyn. Dżinn zyskuje tym samym nowego pana i musi spełnić jego trzy życzenia. Każde z nich ma jednak swoją cenę, którą prędzej czy później przyjdzie chłopakowi zapłacić. Początkowo pragnie je wykorzystać, by pomścić śmierć swoich rodziców. Tymczasem Zahra dostaje kuszącą propozycję - Nardukha, władca dżinnów, oferuje jej wolność w zamian za uwolnienie jego syna. Nie będzie to łatwe zadanie, gdyż Parthenia jest dobrze chroniona i od setek lat toczy wojnę z tymi niebezpiecznymi istotami. Dziewczyna postanawia wykorzystać nadarzającą się okazję i podsuwa Aladynowi rozwiązanie, które przybliży ją do celu. Sytuacja poważnie się komplikuje, gdy Zahra przywiązuje się do chłopaka i zaczyna darzyć go uczuciem. Czy okaże się tak egoistyczna, przebiegła i zdradliwa, za jaką wszyscy ją uważają? Jaką decyzję podejmie, gdy stanie przed wyborem: miłość czy wolność, o której marzy od tysiącleci? Czym jest Zakazane Życzenie i jaką cenę trzeba za nie zapłacić?

Jessica Khoury przenosi nas w baśniowy, wypełniony magią świat. Nie jest to jednak miejsce spokojne, niebezpieczeństwa czyhają na jego mieszkańców na każdym kroku. Ludzie składają dżinnom ofiary, by zapewnić sobie względny spokój lub toczą walki z tymi potężnymi istotami. A jest ich całkiem sporo: maaridy - wodne stworzenia, ifrity - dżinny ognia, ghule - stwory ziemi, silowie - dżinny powietrza oraz władający wszystkimi żywiołami szajtanowie. Wszystkie one winne są całkowite posłuszeństwo swemu okrutnemu i bezwzględnemu władcy. Nardukha dysponuje tak wielką mocą, że żadne z nich nie jest w stanie przeciwstawić się jego woli, a jakiekolwiek próby złamania prawa dżinnów wiążą się ze straszliwymi konsekwencjami.

Któż z nas nie darzy sentymentem baśni poznanych w dzieciństwie? Taka historia opowiedziana na nowo, zmieniona i wzbogacona o nowe elementy, przyciąga podwójnie. "Zakazane życzenie" jest właśnie jedną z nich i kusi wyjątkowo. To książka egzotyczna, zagadkowa i magiczna. O sile miłości i konsekwencjach podejmowanych przez nas decyzji. O tym, że zawsze, nawet w sytuacji pozornie bez wyjścia, mamy jakiś wybór, a o tym, kim jesteśmy, nie decyduje otoczenie ani inni ludzie, lecz my sami. Jak bowiem stwierdza Aladyn: "Nie można wybrać swojego losu, ale można wybrać, kim staniemy się za jego sprawą". Tę nową odsłonę jego historii gorąco Wam polecam. Ja nie mogłam się od niej oderwać :)

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN Imaginatio!

Pokaż więcej

27/04/2017

jezyna122

8.00 pkt.

Zula i porwanie Kropka

Zula czyli Zuzanna ma wielki problem. Jej rodzice wyjeżdżają do Afryki leczyć chore dzieci, a ona przez ten czas ma zamieszkać razem ze swoimi ciotkami, których tak naprawdę nie miała do tej pory okazji poznać. Już sama nieobecność rodziców nie nastraja dobrze, a tu jeszcze nowa szkoła, nowi koledzy. Żal tak zostawiać to co się kocha, i gdzie człowiek czuje się dobrze. Na szczęście nowe miejsce zamieszkania ma wiele uroku, a krewne okazują się być ogromnie interesujące, nie tylko przyciągają uwagę swoim ubiorem, lecz również umiejętnością odgadywania życzeń Zuli. Pamiętam jak zdawałam egzamin z literatury dla dzieci i trzeba było wymienić między innymi cechy dobrej literatury dla dzieci np. prosty język, odpowiedni dobór słownictwa, elementy baśniowe, puenta, budowanie napięcia, niebanalne ilustracje. I właśnie wszystko to znajdziemy w najnowszej książce pani Sochy. Pierwsze co rzuca się w oczy to sympatyczna okładka z wizerunkiem głównej bohaterki, na której głowie stoi się jak gdyby nigdy nic, kameleon. To Filip podarunek od WCL, babci Zuli. Posiada on niesamowitą zdolność stawania się całkowicie niewidzialnym. Mało tego, dziewczynka choć nie pojmuje dlaczego, doskonale rozumie jego, jak i przygarniętego kota Pazura, mowę. Na dodatek stara, zniszczona szkoła do której ma uczęszczać w dziwny sposób sama prze noc zmieniła swój wygląd dokładnie na taki , jaki sobie wyobrazili Zula z Kajtkiem. Czyżby faktycznie w grę wchodziły czary ?
Czy dziewczynka polubi nowe miejsce zamieszkania, a nowo poznani koledzy Kajtek i Maks sprawdzą się jako przyjaciele?
?Zula i porwanie Kropka? to niezwykle ciepła opowieść o więzach rodzinnych, dylematach i problemach młodego człowieka, jak i też historia o pewnych życiowych zależnościach. Mamy tu również sprawę detektywistyczną, a przede wszystkim magiczną moc pozytywnego patrzenia na świat.
Koniecznie trzeba wspomnień o ilustracjach Agnieszki Antoniewicz. Sprawiają one, że jeszcze szybciej zostajemy wciągnięci w fabułę, nakreślone portrety bohaterów świetnie odzwierciedlają ich charakter, a ciotki Hela i Mela wydaja się być osóbkami tak ciekawymi, że z wielką ochotą spotkałabym się z nimi w rzeczywistym świecie. Co prawda sam pomysł uczynienia z głównej bohaterki czarownicy może wydać się już troszkę oklepany, jednak na pewno rozwinięcie tematu jest nieszablonowe, a przede wszystkim pełne humoru.
Miło jest gdy będąc dorosłym z zaciekawieniem czytamy lekturę swojego dziecka i wcale nie mamy ochoty by ją przerywać, a koniec kwitujemy smutnym ?już ??
Ponieważ pogoda za oknem nie zachęca do spacerów, serdecznie zapraszam do miasteczka o wdzięcznej nazwie Poziomkowo. Tutaj nuda nam nie grozi a uśmiech na pewno szybko nie zejdzie z twarzy. Polecam !

26/04/2017

Tomasz

10.00 pkt.

Rebel Gra Dixit 7: Wizje

Bawiąc się w Dixit z pewnością potrzebować będziecie dodatkowych kart. Zakupicie je zresztą z przyjemnością, ponieważ ilustracje na kartach z rozszerzeń są na dużo wyższym poziomie niż w pierwszej grze lub Dixit Odysei, która poprawiła planszę oraz dostosowała metodę wyboru odpowiedzi do rozgrywki większej liczby graczy, ale karty miała słabsze niż jej pierwowzór.

Zakup dodatków najlepiej rozpocząć od Dixit Wizje. Po pierwsze, że jest to produkt limitowany, a po drugie, że fantazyjne wyobrażenia ukazane na obrazach są bardzo wieloznaczne. Dodruki pewnie będą, ale kolejne wersje mają już nie posiadać złotych ozdobników, które cudownie mienią się w blasku słońca i oczarowują swoim artyzmem. Takich wyjątkowych kart jest 21 w talii. Cały produkt składa się z 84 kart.

Jeśli posiadacie Dixit Odyseję, to macie tam dwa puste wgłębienia, w których zmieścicie 2-3 kolejne talie rozszerzeń. Bawiąc się z Dixit Wizje starych kart będziecie się pozbywać z ręki, ponieważ trudniej wymyślić do nich nowe hasła i szybciej się ogrywają, nie wspominając już o ich słabszym wykonaniu.

My gramy najczęściej z córką, zabawa w trójkę znacząco odbiega od spotkań przy większej liczbie uczestników, ale nie zawsze jest taka możliwość. Młody Giercownik potraf już podać hasło, które nie nawiązuje bezpośrednio do ilustracji, a z nową talią dziecku jest prościej, ponieważ wywołują one silniejsze uczucia i więcej skojarzeń.

Jakie są te wizje? Korzystając z nowych kart czujemy lęk i obawę przed nieznanym, magię i podziw dla świata, dumę i szacunek dla bytów. Odnoszą się one do mitologii oraz wierzeń. Bardzo wiele tutaj symboli, dziwnych oznaczeń ? bezpośrednie nawiązania do tarota i przepowiadania przyszłości, wróżenia z kart. Motywy indyjskie, arabskie, ale również klasyczne ? greckie i rzymskie, nie zabrakło także nordyckich. W trakcie gry nasze myśli błądziły wokół twórczości Stephena Kinga i Neila Gaimana. Trochę, jak ze snów ? kiedy czytamy baśnie, legendy i bajki, a potem one wszystkie tworzą jedną zakręconą impresję.

Księżniczki, wróżki, demony. Władcy i ich wojownicy oraz poddani, żeby nie napisać wyznawcy czy nawet niewolnicy! Postaci zaklęte, na które rzucono klątwę ? to one są bohaterami ilustracji i wyjątkowo silnie oddziałują na emocje graczy. Znakomicie dobrane kolory ? zazwyczaj w podobnych odcieniach, budujące nastrój grozy i tajemnicy.

Na filmiku pokazaliśmy wam w ekspresowym skrócie wszystkie karty. Naszym zdaniem kompletowanie talii należy rozpocząć właśnie od nich ? rewelacja!

Język polski jest jednym z najtrudniejszych na całym świecie. Wie to każdy Polak, nawet dorosły i wykształcony, gdyż dosłownie każdemu zdarzają się językowe pomyłki. Aby ułatwić dzieciom naukę, Marcin Brykczyński stworzył Jak się nie bać gramatyki?.

Sam pomysł jest świetny, ale książka nie może raczej występować w pojedynkę. Składa się bowiem jedynie z wierszyków i wplecionych w nie przykładów. Dzieci potrzebują często więcej, niż jednego przykładu i czasem lepszego wytłumaczenia, więc Jak się nie bać gramatyki traktuję jako uzupełnienie nauki. Świetnie sprawdzi się w momencie, kiedy dziecko ma z czymś szczególny problem i nie może za żadne skarby świata zapamiętać. Wtedy, trzeba mu podsunąć te śmieszne wierszyki, które bardzo szybko można zapamiętać. Dzięki temu na sprawdzianie wystarczy sobie przypomnieć rymowankę Marcina Brykczyńskiego, by odtworzyć regułę.

Jeszcze jednym minusem jest brak spisu treści. Co prawda na górze strony są nagłówki, jednak szukanie tego, co nas interesuje zajmuje nieco więcej czasu.

Wielkie brawa za logiczne ułożenie książki. Autor zaczyna od rzeczy absolutnie podstawowych (np. podział na samogłoski i spółgłoski, różnica między głoską a literą), a następnie po kolei omawia rzeczowniki, odmianę przez przypadki, czasowniki i tak dalej. Dzięki temu książka stanowi jedną z logiczną całość i każde zagadnienie w jakiś sposób łączy się z poprzednim.

Na pochwałę zasługuje również jakość wydania. Książka jest w twardej oprawie, kartki są grube i solidne, a ilustracje Oli Krzanowskiej urocze i ułatwiające zapamiętanie niektórych reguł. Książkę polecam zatem jako urozmaicenie i uzupełnienie nauki szkolnej - dzięki niej dzieciom na pewno łatwiej będzie zrozumieć i zapamiętać gramatyczne zasady.

19/04/2017

Kto czyta - nie pyta

8.00 pkt.

Czereśnie zawsze muszą być dwie

Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość ? nieustannie wpływają na siebie i kierują naszym życiem. Obserwuje to Magdalena Witkiewicz i udowadnia, że nic nie dzieje się przypadkiem i nawet największy smutek może prowadzić do czegoś pozytywnego. Autorka przy tym wzrusza i zmusza do docenienia każdej chwili, pokazując kruchość życia i ulotność szczęścia.

Nie lubię opowiadać zbyt wiele o fabule, żeby nie psuć Wam zabawy... Zdradzę jedynie, że wszystko kręci się wokół Zosi ? kobiety wchodzącej w dorosłe życie. Dziewczyna przeżywa pierwszą miłość i prawdziwą przyjaźń, która prowadzi ją z Gdańska aż do Rudy Pabianickiej i Łodzi. Jej przeprowadzka jest również związana z podróżą w czasie i niesamowitą historią miłosną, która skradnie Wasze serca, ale o tym musicie już przekonać się same.


Chociaż autorka jest Specjalistką od Szczęśliwych Zakończeń, to tym razem na prawdziwe szczęście musieliśmy długo poczekać. Mimo pełnej różu okładki i ciepłej treści, Czereśnie są przepełnione cierpieniem, ale równocześnie pełne magii. Mają w sobie mnóstwo tajemnic, emocji, radości i przede wszystkim różnych odcieni miłości - nie tylko tych pięknych i górnolotnych.


Magdalena Witkiewicz wierzy w dobro i próbuje tą wiarą zarażać swoje czytelniczki. Przemawia też do tych, którzy uważają, że samotni również mogą być szczęśliwi. Nie mogą! Większość rzeczy cieszy bowiem dopiero wtedy, kiedy możemy z kimś podzielić się naszą radością. Czereśnie są zupełnie inną książką, niż poprzednie: bardziej dojrzałą, refleksyjną i dopracowaną w każdym calu, również pod względem researchu i wspaniałego klimatu powieści. Wyraźnie czuć, że autorka włożyła tutaj mnóstwo pracy, emocji i serca, dzięki czemu od książki trudno się oderwać, a łzy biegną po policzkach bez naszej wiedzy. Zakończenie również jest magiczne i na szczęście nie przesłodzone. Oby więcej takich książek!

14/04/2017

Irena

10.00 pkt.

BRIDGET JONES. Szalejąc za facetem

I tak z ostatnim zdaniem tej książki moja przygoda z Bridget Jones dobiegła końca (chyba, że autorka szykuje coś nowego). Z jednej strony trochę mi przykro, ale z drugiej jestem zadowolona, że wreszcie skończyłam. W przeciwieństwie do poprzednich części, ta mnie męczyła, nie czytało się jej tak lekko, jak trzech pozostałych. Może ważna była tu też kolejność i fakt, że przeczytałam ją jako ostatnią z serii, ale był to celowy zabieg. Dzięki temu widać, że dość odbiega poziomem od reszty. Dużo było niepotrzebnego bełkotu, który mimo, że jest taki bardzo Bridget, jednak nie był ten sam. Pozbycie się wielu elementów ułatwiłoby nie tylko odbiór, ale przede wszystkim czerpanie przyjemności z lektury.
Sama Bridget nie zmieniła się prawie wcale, jednocześnie bardzo się zmieniając. Przekroczyła pięćdziesiątkę, jest wdową, ma dzieci. Strata Marka (Dalej nie wybaczyłam tego autorce... No, bo kto uśmierca kogoś takiego jak Mark Darcy? No kto?!) i samotne wychowywanie dzieci ukształtowały ją na nowo, jednak szybko wróciła do swoich starych nawyków. Jej infantylność, która była jeszcze w miarę urocza w dwóch pierwszych częściach, w tej mierzi. Nie są to już zabawne zachowania roztrzepanej dziewczyny, tylko zwyczajna głupota. W niektórych momentach jej dzieci zachowywały się bardziej odpowiedzialnie niż ona sama. (Szczególnie Billy, miejscami kreowany na mini- Marka). To naprawdę nie przystoi, żeby dzieci wychowywały matkę.
Oczywiście niezmiennie z genialnymi pomysłami przodują przyjaciele Bridget. Zachęcają ją do dzikiego randkowania i seksu, popychając do przejścia ze swoją stratą do porządku dziennego, niemal nie dając jej wyboru. Niemal, dlatego, że gdyby chociaż raz, na chwilę przestała ich słuchać i zaczęła samodzielnie myśleć wiele rzeczy prawdopodobnie potoczyłoby się inaczej.
Sam pomysł Bridget korzystającej z portali społecznościowych jest dużym plusem, jednak z wykonaniem coś poszło nie tak. Jej maniakalne sprawdzanie Twittera i przejmowanie się ilością obserwatorów, jakby nie miała zupełnie nic lepszego do roboty, wypada blado. Nie wspominając o jej wysokich lotów konwersacjach z Roxterem czy scenariuszu, który pisała. Zastanawiałam się jakim cudem udawało jej się sklecić cokolwiek, skoro często nie posiadała wiedzy na podstawowe tematy.
W dodatku ta przesadna obsesja Bridget na punkcie seksu. Jej jedynym problemem jest to, że będąc samotną nie ma się z kim bzykać. Naprawdę rozumiem potrzebę bliskości i zaspokojenia seksualnego, ale tutaj podchodzi to już pod jakiś obłęd. Jej związek z Roxterem był oparty niemal tylko na seksie! (I mało wyrafinowanych żartach...) Rozterki na temat rozstania z nim, były na poziomie słabo rozwiniętej nastolatki, a nie dorosłej kobiety. Może gdyby skupiła się na czymś bardziej (na pracy czy dzieciach na przykład) nie miałaby takich infantylnych i żałosnych wręcz problemów.
Na koniec zostawiłam sobie Pana Wallakera. Związek z nim, poprzez złe przedstawienie jest po prostu dziwny. Autorka za bardzo skupiła się na ukazywaniu randkowania Bridget z młodszym, że zupełnie zapomniała pokazać skąd na końcu wzięła się rzekoma miłość bohaterki i nauczyciela. Nie oszukujmy się, ale miłość nie rodzi się po kilku przypadkowych spotkaniach... Poza tym dla mnie Wallaker był Markiem 2.0, równie sztywnym inteligentnym gościem, skorym do ratowania Bridget z każdych opałów.
Podsumowując, nie powiem, że książka nie ubawiła mnie w pewnych momentach i że żałuję spędzonego na czytaniu czasu, ale nie miała w sobie tego czegoś, czym jednak cechowały się poprzednie części. Mało z niej też utkwiło mi w pamięci. Sceną, której daję duży plus była sowa, którą osobiście interpretuję jako Marka czuwającego nad rodziną i dającego Bridget możliwość nowego życia, kiedy odlatuje. Tylko czy nowe życie, nie skończy się dla Bridget tak samo jak zawsze?

P.S. Dalej tęsknię za Markiem... :/

11/04/2017

library1gim

8.00 pkt.

Dollbaby

"Dollbaby" to debiutancka powieść Laury Lane McNeal. Kiedy zobaczyłam okładkę książki, natychmiast przyszło mi do głowy skojarzenie z inną powieścią - "Przeminęło z wiatrem". Wprawdzie tam akcja rozgrywa się w czasie wojny secesyjnej, więc znacznie wcześniej, ale nie przeszkadzało mi to w ogóle dostrzec w wyobraźni plantacji bawełny, pięknej Scarlett, tematu niewolnictwa i dramatu wojennego, którego wraz z innymi bohaterami była częścią.
Akcja "Dollbaby" rozgrywa się w Nowym Orleanie w latach sześćdziesiątych XX wieku, zatem tematy segregacji rasowej i walki o równouprawnienie są żywe, jak to na Południu. Główną bohaterką jest nastoletnia Ibby, którą poznajemy w trudnych dla niej chwilach. Dziewczynka obwinia się o śmierć ojca, który ginie w wypadku. Dramatyzmu całej sytuacji dodaje fakt, że również jej matka uważa córkę za winną... Zawozi Ibby do teściowej, mieszkającej w Nowym Orleanie, która jest dość specyficzną osobą. Babcia dziewczynki, Fannie, jest bogata i zatrudnia czarnoskórych służących. Pobyt, który miał trwać krótko, a tymczasem wydłużył się na całe lata, stał się dla Ibby wyjątkowym doświadczeniem. Zaprzyjaźnia się z dwiema służącymi, Queenie i jej córką, Dollbaby, które opiekują się dziewczynką, opowiadając jej o babce i ojcu. Kolejne odkrywane przed Ibby tajemnice jej rodziny zmieniają ją i jej spojrzenie na świat i ludzi. Powoli dojrzewa, coraz więcej rozumie i kolekcjonuje życiowe doświadczenia.
Choć to debiutancka powieść, zupełnie się tego nie odczuwa podczas lektury. Opowiadana przez Laurę McNeal historia jest napisana z poczuciem humoru, barwnie i lekko. Nawet trudne tematy segregacji i rasizmu przedstawione są ciekawie, bez patosu czy obierania jednej ze stron.
Historia wciąga czytelnika i trzyma w napięciu. Porusza i wywołuje wiele emocji. Polecam ją nie tylko miłośnikom romansów, ale także tym, którzy lubią powieści obyczajowe z tłem historycznym.

9/04/2017

Czarki1

10.00 pkt.

Byłem kapo

Po książkę sięgnąłem, przeczytawszy wcześniej biografię Stanisława Grzesiuka autorstwa Bartosza Janiszewskiego. W tej biografii przewija się osoba przyjaciela Grzesiuka z czasów obozu - Stefana Krukowskiego. Książka Grzesiuka "Pięć lat kacetu" to przejmująca, ale zarazem wciągająca opowieść o latach spędzonych w obozie. Stefan Krukowski pisze zupełnie inaczej niż Grzesiuk. Nie znaczy, że gorzej. "Byłem kapo" opowiada o pobycie Stefana Krukowskiego w Mauthausen. Autor jest bardziej oszczędny w słowach, niż Grzesiuk, opisując to czego był świadkiem. Mniej w tym wszystkim emocji, zaś więcej spokojnej relacji człowieka, który przeszedł piekło. Być może właśnie w tym tkwi siła tych wspomnień. Krukowski bez ubarwiania na siłę, pisze o tym co pamięta, co przeżył, czego był świadkiem. Relacjonuje zdarzenia, które nawet jeśli jego dotyczyły bezpośrednio, z pewnym dystansem. Choćby opis w jaki sposób bliżej poznał się z Rapportfuhrerem Zdrojewskim. Owa "przyjaźń" jak to sam określa Krukowski, zaczęła się od kopnięcia podkutym butem, Krukowskiego w przyrodzenie, który był przesłuchiwany w związku z podejrzeniem zorganizowania próby ucieczki z obozu. Podobnie opisy zabijania przywożonych do obozu Żydów, poprzez zmuszanie ich do skakania w przepaść. Wszystko to, z jednej strony jest przerażającym opisem bestialstwa, zaś z drugiej strony chłodną relacją człowieka, który to widział i chce przekazać innym prawdę o tych okropnych rzeczach. Dlatego gorąco polecam lekturę "Byłem kapo" Stefana Krukowskiego. Zwłaszcza osobom, które czytały wcześniej Stanisława Grzesiuka "Pięć lat kacetu". Dwóch więźniów tego samego obozu. Dwóch przyjaciół. I dwie różne, ale zarazem obie przejmujące relacje.

8/04/2017

Ewa

10.00 pkt.

Mów mi Katastrofa!

Trzecia książka Magdaleny Wali i kolejna udana. Cieszę się, że autorka wróciła do bohaterów poznanych w "Przypadkach pewnej desperatki". Tym razem główną bohaterką jest Aldona, przyjaciółka ze studiów Julii. Z tego co się zorientowałam akcja książki trwa równolegle do tej w "Desperatce", więc możemy część wydarzeń "zobaczyć" od innej strony. Książka trafiła w moje ręce w odpowiednim czasie, gdy za oknem pogoda pokazuje swoje jesienno-wiosenne oblicze. Potrzebna mi była pokaźna dawka humoru, a w połączeniu z romansem i zagadką kryminalną... jak tu nie kochać te książki? Część romansową stanowi Aldona i starający się o nią Kamil, mężczyzna poznany na wyjeździe na Litwę. Poznany w dość... nieoczekiwanych okolicznościach, o których nasza bohaterka wolałaby zapomnieć. Nieoczekiwanie dziewczyna spotyka go ponownie w kraju, w Sandomierzu, gdy pracuje jako pilotka wycieczek. Kamil wierzy, że są sobie przeznaczeni i spotkają się znowu. Tak też się staje. Bardzo lubię męskich bohaterów Magdaleny Wali. Tak jak Paweł w "Przypadkach...", Kamil jest pewny siebie samcem alfa, który, gdy spotka swoją wymarzoną kobietę, zabiega o nią, zaskakuje ją, zawraca w głowie, opiekuje się nią... Dziewczyna po prostu nie ma szans, by powiedzieć "nie". Aldona stara się (choć słabo jej to wychodzi) trzymać Kamila na dystans, bo na początku pewność siebie chłopaka bierze za arogancję. Poza tym zawsze, gdy jest on blisko dziewczynie przydarzają się kompromitujące wypadki (stąd też tytuł książki). Dziewczyna myśli, że wychodzi w jego oczach na idiotkę. Część humorystyczną stanowi rodzina Aldony z babcią i jej nieodłączną laską na czele, a także mieszkańcy jej rodzinnej Pszczyny. Mamy tu cały przekrój barwnych postaci, niektórych nakreślonych jakby w krzywym zwierciadle. Akcent kryminalny stanowi zdarzenie, które przydarzyło się młodszej siostrze bohaterki, Paulinie. Dziewczyna po studniówce budzi się sama w hotelu, niczego nie pamięta: jak się tam dostała, z kim. Sądzi, że została wykorzystana i jest w ciąży. Rodzina na własną rękę, w asyście kuzyna policjanta, stara się rozwikłać zagadkę i znaleźć "tatusia". Przyznam, że wątek ten, ciągnący się przez całą książkę, był wielce ciekawy, a samo rozwiązanie zagadki zaskakujące. Świetnie się bawiłam czytając tę książkę. Dawkowałam ją sobie przez kilka dni, bo nie chciałam, by się skończyła. Cieszyłam się, że znowu pojawili się starzy bohaterowie, a także, że Magdalena Wala nawiązała do "Marianny", swojej historycznej powieści. Taki mały szczególik, a cieszy. Czekam teraz na drugi tom jej historyka i odliczam miesiące do ponownego spotkania z jej współczesnymi bohaterami.

7/04/2017

Anna

10.00 pkt.

Królestwo za mgłą

Książka autorstwa Michała Wójcika "Królestwo za mgłą" w rozmowie z Zofią Posmysz zawiera 15 interesujących rozdziałów.
To fantastycznie opowiedziana historia ujęta w przeprowadzonym wywiadzie do którego autor przygotował się bardzo imponująco.

Żadne z zadanych pytań przez Pana Michała Wójcika nie sprawiło trudności Pani Zofii pomimo, że sam temat pobytu w obozie koncentracyjnym w Auschwitz jest trudny.

Przedstawione są w książce losy Pani Zofii Posmysz od lat dzieciństwa, młodość, trudne przeżycia w obozie koncentracyjnym Auschwitz aż po współczesność.

Pani Zofia miło wspomina dom rodzinny, pomimo, że ciężko było. Od mamy nauczyła się miłości, wiary. Brak miłości ze strony taty zrekompensowała jej miłość rodzeństwa. Autorytet stanowił dla niej ojciec chrzestny, który pomagał finansowo wszystkim w potrzebie. Gdy zapoznaje się z losami Pani Zofii to nie chce się oderwać od tej historii, która jest analizowana dodatkowo każdym wypowiedzianym słowem bohaterki tworzącą część historii.

Cenię Pana Michała Wójcika za to zechciał przedstawić Czytelnikom problem lat, które na ogół ludzie biorący udział w tym okresie historii chcą zapomnieć o tych wydarzeniach.

Pani Zofia uświadomiła mi jako odbiorcy, że każdy dzień był dla niej nadzieją, przeżyciem. Powtarzała często, że nadali jej numer - 7566 i musiała przetrwać. Cierpiała w momencie kiedy pojawiała się śmierć kolejnej więźniarki. Czytając odniosłam wrażenie, że bała się co będzie dalej i jak potoczą się jej losy, które wywoływały z każdym dniem niepewność przetrwania, a momentami beztroski?

Pani Zofia jest pogodną osobą, ma swoje wymagania i do końca zachowuje powagę delikatności słów. Bywają chwile kiedy ma zachwiania słowne podczas autorskiego wywiadu powiedzieć czy nie.
To jest sympatyczne i stanowi to humorystyczny element wywiadu.

Książka zawiera 412 stron, twarda oprawa, zamieszczone są zdjęcia Pani Zofii od okresu dzieciństwa aż po współczesność, tekst napisany czcionką czytelną.

"Królestwo za mgłą" to królestwo, które warto poznać i zagłębić się
w losy dzielnych Polaków i Polek, które kiedyś ujrzą swoje zapracowane królestwo.

Książka wydana przez Wydawnictwo Znak.

Zapraszam do przeczytania tej książki.

Pokaż więcej

23/06/2017

Smooky - subiektywnie

Wszystkie twoje marzenia

Pióro Agaty Czykierdy-Grabowskiej poznałam przy okazji lektury Jak powietrze. Książki, która co prawda nie była debiutem literackim Autorki, ale odbiła się pozytywnym (w większości) echem w blogosferze książkowej, choć dociekliwi doszukali się w niej drobnych zgrzytów. Potem były opowiadania, jakie Autorka systematycznie publikuje na swoim blogu, z pełną premedytacją rozkochując czytelników w świetnie wykreowanych przez siebie bohaterach (nie tylko męskich) i wcale niemniej ciekawych fabułach. Znając więc już trochę styl Pisarki i emocje, jakie przekazuje w swoich kolejnych książkach wiedziałam, że po kolejną powieść sygnowaną jej nazwiskiem sięgnę bez zadawania pytań. Biorę i już, bo wiem, że będzie dobra. I tak też się stało z Wszystkie twoje marzenia.

Widać wyraźnie, że Autorka wzięła sobie do serca uwagi recenzentów, a jej warsztat z tekstu na tekst jest coraz lepszy, bardziej doszlifowany. Ale to praktyka, którą można w sobie wypracować. Tworzenia historii prosto z serca takich, które zapadną w pamięć i emocjami poruszą najczulsze struny ludzkiej duszy, nie da się nauczyć. To się ma. I tym razem dostajemy kolejny dowód na to, że Agata Czykierda-Grabowska posiada tę umiejętność. Ja przeczytałam książkę jednym tchem, dosłownie w ciągu kilku godzin i choć podczas lektury targały mną najróżniejsze, niekiedy nawet skrajne emocje, jak chociażby te dotyczące głównej bohaterki, gdy raz chciałam ja trzasnąć na opamiętanie, niczym młodszą siostrę, a za chwilę przytulić, żałowałam tylko jednego: że ta książka tak szybko się skończyła.

A z czym dane nam jest się zmierzyć tym razem? Z historią, która zaczęła się w dość niespotykany sposób: wyrafinowaną i zaplanowaną z zimną krwią próbą? unicestwienia samochodu!
Wrzucić do Wisły złośliwe stare auto, które odmówiło współpracy przed samym wjazdem na kampus? Co to za problem!? Dla Mai, niepozornej dziewczyny z oczami pełnymi pasji i głową wypełnioną mnóstwem głupich pomysłów ? w życiu chodzi o to, by spełniać marzenia, nieważne, jak bardzo szalone. Niespodziewanie pewnej nocy na jej drodze staje Kamil, nieprzeciętny chłopak szastający zabójczymi uśmiechami, który pomoże jej te marzenia spełnić.
Tak zaczyna się historia Mai i Kamila.
A jaka była ta historia według mnie?
Pełna recenzja na blogu - zapraszam ;)

rzuca nowe światło na niemieckie działania podczas powstania warszawskiego. polecam

23/06/2017

wezuwiusz

Limes

Książkę wypożyczyłem w bibliotece. Przeczytałem w 3 wieczory. Jest niezła chociaż dialogi wg mnie nieco się przeciągają i wątków pobocznych jest zbyt dużo. Autor używa także trudnych słów, za co mały minusik. Dużo postaci już na samym początku przez co nie mogłem się skupić na głównym wątku. Ode mnie trójeczka.

23/06/2017

Michał Lipka

Batman Tom 9 Bloom

MROCZNY RYCERZ POWRACA?

W świecie komiksowym nic nigdy nie ginie bezpowrotnie. To prawda znana czytelnikom od dawna. Czy zatem Batman, a właściwie Bruce Wayne, mógł porzucić swoją rolę obrońcy Gotham na dobre, nawet jeśli stracił pamięć i wydaje się nie być sobą? Nadszedł czas by się o tym przekonać.

Mr. Bloom, nowy przeciwnik Batmana, wdziera się do Powers Building i zaczyna po kolei zabijać ludzi. Gordon staje z nim do walki, ale choć sytuacja wydaje się obracać na korzyść nowego Człowieka Nietoperza, wróg ucieka. Kiedy więc udaje się go namierzyć, nikt nie jest pewien czy rzeczywiście trafili na jego trop, czy też może Bloom przygotował na nich zasadzkę. Gordon decyduje się samotnie stawić mu czoła, nawet za cenę własnego życia.
Tymczasem Bruce Wayne wiedzie spokojny żywot u boku ukochanej kobiety, którą prosi o rękę. Mimo, że w jej przeszłości nie brak mrocznych kart, chce spędzić z nią życie. Wciąż jednak ma problemy z pamięcią, chociaż odzywa się w nim jakiś zew. Spotkanie z Duke?iem, który na własną rękę podjął się odkrycia prawdziwej tożsamości Blooma, staje się impulsem do przypomnienia sobie dawnej roli obrońcy Gotham. Ale czy to wystarczy by stary Batman powrócił? A może jego powrót jest konieczny, by w mieście znów zapanował pokój?

Scott Snyder i Greg Capullo zaczynając nową serię Batmana w ramach New 52 (czy jak chce tego polskie nazewnictwo, Nowego DC Comics) stworzyli dzieło, które z miejsca stało się hitem, ale i pozycją niemalże kultową. ?Trybunał sów?, jakim zaczęli ten run, powszechnie uznawany jest za jedną z najlepszych opowieści o Batmanie, a pozostałe zeszyty ich autorstwa także trzymają poziom. Nie inaczej jest też w przypadku ?Blooma?, przedostatniego tomu serii, w którym znalazł się także jubileuszowy, bo 50 jej numer. Z tej okazji twórcy nie tylko domykają wiele wątków, ale przygotowali dla czytelników porcję zaskoczeń. Co więcej album ten, pod względem scenariusza, jest lepszy od poprzedniego, a pędząca na złamanie karku akcja nie pozwala na chwilę nudy, chociaż na spokojniejsze momenty także znalazło się miejsce.

Właściwie ten komiks jest jak gra, w którą grają funkcjonariusze gothamskiej policji. Nosi ona nazwę GCPD i przypomina pokera, z tym, że gra się w nią szybko, bez zastanowienia, a na stole czeka zakryta karta mogąca odmienić losy całej zabawy. Na tej zasadzie Snyder i James Tynion IV zbudowali całą fabułę, starając się dostarczyć czytelnikom jak najwięcej dobrej zabawy. Skutecznie zresztą. Całość na dodatek podlali charakterystycznymi dla ?Batmana? z New 52 elementami, takimi jak legendy miejskie i grzebanie w historii Gotham, co tylko wyszło opowieści na dobre.

Pod względem graficznym Capullo jak zwykle nie zawodzi. Jego znakomita, szczegółowa i mroczna kreska świetnie współgra ze scenariuszem, podobnie zresztą jak kolor. Pozostali artyści też wypadają przyjemnie dla oka, choć nie tak dobrze jak on, a całość została uzupełniona o bogatą (liczącą blisko 40 stron) galerię okładek alternatywnych do 50 zeszytu przedstawiających walkę Batmana z Supermanem. Lista artystów odpowiedzialnych za owe okładki robi spore wrażenie, że wspomnę tylko o Timie Sale?u, Alexie Rossie, Jimie Lee, Paulu Pope?ie czy Gabrielu Dell?Otto.

W skrócie, miłośnicy Batmana z New 52 będą bardzo zadowoleni. Dostaną bowiem dokładnie to, czego oczekiwali. Ja ze swej strony ?Blooma? polecam i czekam na finałowy tom serii.

Jestem początkujący w systemie czakr i chcąc pogłębić swoją wiedzę kupiłem tę książkę. Nie zawiodłem się. Znajdują się tu bardzo dobrze uszeregowane informacje o każdej czakrze. W wyczerpujący i dopracowany sposób porusza tematykę głównych punktów energetycznych w ludzkim ciele i pomaga je zrównoważyć. Najbardziej spodobały mi się ćwiczenia mające wpływ na energię czakralną. Moimi ulubionymi są Drwal i Wizualizacja wewnętrznego płomienia, chociaż muszę przyznać, że wszystkie są niezwykle pomocne.

KOMIKSOWE BALLADY Z DZIKIEGO ZACHODU

Kolejny z tomów ?Lucky Luke?a? na naszym rynku to przede wszystkim nie pełnoprawny album opowiadający jedną tylko historię, a zbiór trzech krótkich komiksów z Dzikiego Zachodu. Jedno pozostaje jednak niezmienne. Czy to w długiej, czy też krótkiej formie, najszybszy kowboj świata dostarcza tak samo dobrej zabawy zarówno młodszym, jak i starszym czytelnikom.

W tytułowej ?Balladzie?? Daltonowie powracają po raz kolejny w mury więzienia, poprzysięgając zemścić się na Lucky Luke?u. Wtedy jednak dowiadują się, że ich stryj Henry odszedł z tego świata (śmiercią naturalną ? przez powieszenie), a im czterem pozostawił spadek. Żeby go otrzymać muszą jednak wypełnić jeden warunek: zabić wszystkich, którzy doprowadzili do skazania denata, czyli przysięgłych i sędziego. Co więcej, Henry wyznaczył także osobę mającą dopilnować by należycie wywiązali się z zadania, a jest nią nie kto inny, tylko Lucky Luke ? najbardziej uczciwy i godny zaufania człowiek na Dzikim Zachodzie. O dziwo kowboj dołącza do ich ekipy, ale jak na niego przystało, ma w głowie własny plan, który zaczyna realizować pod nosem Daltonów?

?Ballada o Daltonach? to główna opowieść tego tomu. I to nie tylko dlatego, że zajmuje 27 z 46 stron, ale również ze względu na to, że jest najlepszym z trzech zebranych tutaj komiksów. Pozostałe dwa to właściwie bonusy, które jednak trzymają poziom i dostarczają dodatkowej porcji dobrej zabawy. W ?Ukochanej Jolly Jumpera? wierny koń Lucky Luke?a zaczyna się dziwnie zachowywać i nikt nie wie, co mu jest. Nawet on sam. Nie chce jeść, nic go nie bawi. Czyżby był chory? Wszystko wskazuje na to, że tak ? i to na głowę! Tymczasem w ?Rozróbie w Pancacke Valley? Lucky Luke przed rokiem został okradziony ze swojego konia, a w miejscu przestępstwa znalazł tylko guzik. Trop doprowadza do go Pancacke Valley, jednak spawa okazuje się o wiele trudniejsza do wyjaśnienia niż sądził.

Za tom ten odpowiada dwóch autorów, którzy z ?Lukcy Luke?iem? od dawna byli związani. Pierwszy z nich to oczywiście Morris, twórca serii, jej stały rysownik i czasem także scenarzysta. Zilustrował cały ten album, napisał także ostatnią z historii, za fabułę tytułowej odpowiada natomiast nie kto inny, jak niezawodny Goscinny. Wyjątkiem jest tu udział Grega, autora dobrze znanego w Polsce komiksu ?Comanche?, który napisał swoją pierwszą i jedyną historię o kultowym kowboju. Na szczęście scenarzysta ten nie tylko nie zawodzi, ale udowadnia, że doskonale czuje klimat całości.

?Ballada o Daltonach? bawi więc, śmieszy i dostarcza miłośnikom serii to, czego oczekują. Wszystkie historie są świetnie poprowadzone, znakomicie, choć prosto narysowane i wciągają w swój świat. Przy okazji nie tylko w dobrym stylu kontynuują serię, ale także i znakomicie nadają się a rozpoczęcie przygody z Lucky Luke?iem. Polecam.

Jelita nie bez powodu są nazywane drugim mózgiem. Zapuszczone jelito grube bardzo mocno wpływa na samopoczucie, o czym przekonałem się na swoim przykładzie. Byłem ciągle przybity, nic mi się nie chciało, ale nie podejrzewałem, że za moją apatią mogą stać jelita. Ta książka nie tylko otworzyła mi oczy, ale i pozwoliła wyjść na prostą (bez diet czy dramatycznych zmian odżywiania). Mogę polecić jako coś bardzo godnego uwagi każdej osoby dbającej o zdrowie.

Autor w niezwykle ciekawy sposób opisuje drogi rozwoju duchowego. Często powracającym tematem jest zastosowanie medytacji i rozwój sztuki znikania. Wyjaśnia np. jak pokonywać różne przeszkody. Podpowiada jak powinnyśmy postępować, aby nie poddawać się i nie rezygnować z medytacji w momentach kiedy utkniemy na jakiejś przeszkodzie. Wcześniej nie potrafiłem poradzić sobie nawet z małym problemem. Uciekałem przed nim i robiłem wiele różnych rzeczy. Nie skupiałem się na nim, bo myślałem, że sam zniknie. Autor uświadomił mi jednak, że to droga donikąd i muszę się z nim zmierzyć, i go pokonać. Tak też się teraz dzieje, bo za każdym razem jak tylko napotykam na jakąkolwiek przeszkodę wykorzystuję sztukę znikania, dzięki której dochodzę do rozwiązania danego problemu. Już nie chowam głowy w piasek tyko dzielnie się z nim mierzę. I powiem nieskromnie, że zawsze wygrywam.

Tę książkę dała mi w prezencie koleżanka. Nawet nie sądziłam, że sprawi mi tyle radości. Świetnie bawiłam się czytając ją i wykonując zalecane praktyki. Szybko przekonałam się o ich skuteczności, gdy wokół mnie zaczęli kręcić się faceci. To niesamowite uczucie być pewną siebie osobą. Nawet nie sądziłam, że tak na mnie wpłyną porady autorki. Polecam wszystkim kobietom. Warto zrobić coś dla siebie.

To prawdziwy wstyd przyznać, że przeczytałem tę książkę po przeczytaniu setek innych książek S-F i poczuwając się do bycia jeśli nie znawcą, to chociaż kimś zaznajomionym z gatunkiem w zadowalającym stopniu. Wszak ta książka stanowi element kanonu S-F. Mimo wszystko - nie żałuję, bo podejrzewam, że gdybym po nią sięgnął wcześniej, pewnie byłbym mniej wyrozumiały i bardziej rozbawiony wszelkimi sytuacjami (i ich rozwiązaniami), które z perspetywy lat 2010-# wydają się po prostu śmieszne i naiwne.
Nie nazwałbym bym jednak tej książki ani śmieszną, ani naiwną - pomimo wspomnianych wielu miejsc, gdzie może się taka wydawać. Po pierwsze - została napisana na początku XX w, opisuje wyprawę i przygody ludzi na księżycu, dobre 50 lat przed pierwszymi próbami wysłania kogokolwiek na orbitę ziemską. Ciężko więc o jakikolwiek poziom "autentyczności" dla czytelnika XXI wieku. Po drugie - to nie jest książka S-F w gruncie rzeczy. To niezwykle ciekawa książka o ludziach, ich zachowaniu wobez zagrożenia i wyborach, których muszą dokonywać. Warto poznać.

23/06/2017

Kasia z Ebookowe recenzje

Sisi Cesarzowa mimo woli

Sisi, czyli Elżbieta Amalia Eugenia von Wittelsbach (1837-1898) ? księżniczka Bawarii, cesarzowa Austrii i królowa Węgier. Niedawno powstała przepiękna powieść inspirowana życiem tej legendarnej kobiety. ?Sisi. Cesarzowa mimo woli? to kolejna próba przedstawienia nam faktów z jej życia, przybliżenia przeżyć związanych z trudnym życiem na wiedeńskim dworze. Chyba nie ma osoby, która by nie słyszała o cesarzowej Elżbiecie słynącej z wyjątkowej urody i uroku. Dotychczas powstało wiele produkcji filmowych przedstawiających jej życie. Najsławniejsza z nich powstała w latach 50. XX wieku z Romy Schneider w roli głównej. Czytając książkę cały czas miałam przed oczami sceny z tego filmu.

Akcja powieści, podobnie jak filmu, zaczyna się w sierpniu 1853 roku. Wtedy właśnie do pałacu przychodzi wiadomość z Wiednia ? Helena ma zostać żoną Franciszka Józefa cesarza Austrii. Dziewczyna nie jest tym zachwycona, ale nie ma wyjścia. Wraz z matką i siostrą jadą do letniej rezydencji Habsburgów poznać cesarza. Podczas pobytu okazało się, że Franciszek zakochał się w Sisi i to ją chce poślubić. I tak miłość zatriumfowała, a młodzi stanęli na ślubnym kobiercu. Już sam dzień ślubu był dla młodziutkiej dziewczyny dniem ciężkiej próby. Sztywna dworska etykieta już zawsze będzie częścią jej życia i jednym z wielu powodów do smutku.

Młoda cesarzowa była przyzwyczajona do swobody i nauczona samodzielności, co nie pasowało do zasad panujących u Habsburgów. Jedynym zadaniem żony cesarza jest przestrzeganie tych zasad i rodzenie dzieci. Franciszka widywała rzadko, gdyż zawsze jest bardzo zajęty rządzeniem państwem. Do tego powodem do zmartwień był konflikt z teściową. Po narodzinach dzieci pozycja cesarzowej na dworze się nie zmienia. Nadal musiała być podporządkowana mężowi i apodyktycznej teściowej. Ciągle obserwowana, szpiegowana i oceniana toczyła samotną walkę o odzyskanie kontroli nad swoim życiem. Z czasem popadła w rezygnację i melancholię. Samotność jej nie służyła. Popadła w skrajny narcyzm i przesadnie dbała o swój wygląd. Sisi kochała Węgry, gdyż tak jak oni była tłamszona. Została orędowniczką polityki mającej na celu przyznanie Węgrom autonomii. To dzięki jej i hrabiemu Andrassy doszło do ceremonii koronacji pary cesarskiej na króla i królową Węgier. Jest to scena kończąca tę powieść. Dalsze losu Sisi poznamy w następnej książce.

Książkę czyta się doskonale. Autorka użyła wprawdzie fikcji literackiej na potrzeby powieści, ale i tak wiele wydarzeń historycznych jest zgodnych z prawdą. Okrojona jest liczba bohaterów historycznych. Brakuje np. ojca i braci cesarza. W książce są również nieścisłości związane z opisem wyglądu niektórych postaci.

Allison Pataki skupiła się na związku Sisi i Franciszka. Zadbała o portrety psychologiczne postaci. Najszczegółowiej przedstawiła troje głównych bohaterów: parę cesarską i arcyksiężną Zofię. Wydarzenia historyczne i polityka są tylko tłem tej historii. Mimo to doskonale pokazała zawiedzione marzenia i nadzieje oraz cierpienie matki, której odebrano dzieci.

Największym zaskoczeniem dla mnie był wątek romansu Sisi i węgierskiego hrabiego Andrassy. Autorka opowiedziała historię tej znajomości po swojemu dopowiadając to czego nie zanotowano na kartach historii. Źródła historyczne potwierdzają, że Sisi i hrabiego łączyła przyjaźń, ale faktyczny romans był mało prawdopodobny. Tak czy inaczej ta romantyczna historia dodaje powieści uroku.

Książkę polecam nie tylko fanom Sisi. Czyta się wspaniale, niejednokrotnie z wypiekami na twarzy. Autorka zmierzyła się z trudnym i ambitnym tematem ? efekt jest naprawdę dobry. Nawet zastosowana fikcja literacka nie przeszkadza w czytaniu. Każdemu rozdziałowi towarzyszą emocje, a ciekawa fabuła porywa nas do innego świata ? świata cesarzowej Sisi.

23/06/2017

Katarzyna Dudek

Pierwszy dotyk

Pierwszy dotyk, który jest pierwszą częścią kolejnej trylogii Laurelin Paige to połączenie nienasyconego, mrocznego, brutalnego erotyku z tajemniczością i dreszczykiem thrillera.<br> <br> Emily Wayborn niespodziewanie otrzymuje wiadomość od przyjaciółki z przed lat, Amber. Dziewczyna w swojej wiadomości używa hasła, które używały w kryzysowych sytuacjach. Emily postanawia ruszyć jej na pomoc i ją odnaleźć.<br> <br> Reeve Sallis miliarder ze złą sławą. Niebezpieczny, władczy, mroczny i kuszący mężczyzna z manią dominowania i kontrolowania wszystkich i wszystkiego.<br> <br> Emily to skomplikowana kobieta z przeszłością. Jest piękna, wręcz perfekcyjna. Reeve to fascynujący i niebezpieczny mężczyzna z sado-masochistycznymi upodobaniami, a ich spotkanie to jak spotkanie żywiołów wywołujące wielkie trzęsienie ziemi. Choć intuicja Emily podpowiada jej, że Reeve to niebezpieczny facet i zadawanie się z nim może się dla niej źle skończyć, to mimo to dziewczyna nie może się oprzeć kontaktom z nim i leci do niego niczym ćma do ognia.<br> <br> Pierwszy dotyk to książka przesycona gorącym seksem. Nie znajdziecie w niej romantyzmu i czułości. Bohaterowie od początku wiedzą czego chcą od siebie i nie jest to na pewno trzymanie się za rączki. Perwersyjne, ociekające brutalnością sceny seksu sprawiają, że jest to książka przeznaczona do dorosłego czytelnika. Bohaterowie są nakreśleni ciekawie, fabuła trzyma w napięciu do samego końca, a autorka stopniowo ujawnia pewne tajemnice, żeby podtrzymać napięcie.<br> <br> Jedynym małym minusem tej książki jest Emily. Nie zapałałam do tej dziewczyny sympatią, czasami mnie denerwowała, a wręcz irytowała swoim postępowaniem. Jednak mimo mojej lekkiej niechęci do bohaterki, na pewno sięgnę po następną część Ostatni pocałunek, ponieważ autorka zakończyła pierwszy tom w taki sposób, że zostawiła mnie z mega kacem książkowym i jestem ogromnie ciekawa co będzie dalej ????<br> <br> Drugi tom Ostatni pocałunek już w lipcu!

Od lat mieszkam w Niemczech i mogę z całą pewnością stwierdzić, że metoda LOGI jest tam prawdziwym hitem. Co ważne, nie jest to chwilowa moda, która charakteryzuje wiele polecanych przez parę miesięcy diet, ale kompletny program żywieniowy. Wszystkie zawarte w nim porady zostały opracowane w oparciu o odkrycia naukowe. Tę książkę kupiłem dla swoich bliskich z Polski, a przy okazji postanowiłem zachęcić każdego, kto czyta te słowa, żeby sięgnął po ten poradnik. Dzięki niemu naprawdę można być szczupłym i zdrowym. Najlepsze jest jednak to, że nie wymaga to żadnych wyrzeczeń.

23/06/2017

czytająca

W koronie nie ma miejsca jak dąb

osobiście polecam (nie tylko dla dzieci)..

23/06/2017

czytająca

Połącz kropki

nic ciekawego

Miłość od pierwszego usłyszenia. Uważam, że ich piosenki, w pierwszym odczuciu tylko rockowe, szybko wpadające w ucho, melodyjne, o niezłym brzmieniu gitar, są niezwykle sexowne, i raczej nie jestem odosobniona w tym odczuciu. To niesamowity głos młodego Connora Masona dociera do najgłębszych zakamarków... Teksty nie tak całkiem dosłowne. Nie będę się rozdrabniać nad każdą piosenką z osobna, każda z nich to dla mnie perełka, każda o innym wydźwięku, każda trafia w inny, czuły punkt. Upajam się nimi od kilku dni i przestać nie mogę. Polecam każdej rockowej duszyczce.

Problemy z cholesterolem ma wiele osób łącznie ze mną. Przez jakiś czas brałem leki i czytałem fachową literaturę. Wcale nieprzypadkowo zainteresowałem się tą książką i mogę potwierdzić pozytywne działanie OPC. Moje wyniki badań są już lepsze, a co najważniejsze, ten preparat nie ma skutków ubocznych. Polecam.

23/06/2017

Isztar

Przebiegła i ruda

cała recenzja: http://isztarbooks.blogspot.com/2017/06/travis-mcgee-przebiega-i-ruda-john-d.html

?Przebiegła i ruda? to powieść, która może zmylić wielu czytelników. Rozpoczyna się dość powoli i monotonnie. Leniwie płynąca akcja, oddaje klimat wakacyjnego odpoczynku. Autor choć mało znany w naszym kraju, to za oceanem ma szerokie grono fanów. Wydaje mi się jednak, że po wydaniu tej książki autor stanie się bardzo popularny i u nas, przez co będziemy mogli niedługo poznać więcej jego dzieł.

?Przebiegła i ruda? to kryminał, choć niektórym może wydawać się, że jest całkowicie inaczej. Autor wykreował świetnego bohatera głównego, który doskonale radzi w sobie w każdej sytuacji. W sposób naturalny przychodzi mu [bohaterowi] udział w wydarzeniach. To wlaśnie główny bohater jest największym z atutów tej powieści. Charyzmatyczny, pełen niespodzianek i wigoru sprawia, że powieść czyta się szybko, a jego losy śledzi z zapartym tchem.

23/06/2017

Isztar

Bez śladu

http://isztarbooks.blogspot.com/2017/06/bez-sladu-tana-french.html


To już 3 tom cyklu ?Zdążyć przed zmrokiem? autorstwa Tany French. Już po lekturze pierwszych części cyklu wiedziałam, że do tej autorki chętnie będę wracać ponieważ podoba mi się jej styl i sposób prowadzenia narracji.

Autorka tworzy kolejne fabuły w sposób wyraźnie przemyślany. Thriller połaczony z wątkiem obyczajowym, a do tego jeszcze wątek romantyczny przewijający się gdzieś w tle, to raczej niecodzienne połączenie, choć wydaje mi się, że po tej lekturze bardziej skupiam się właśnie na wątkach pobocznych lub dziejących się gdzieś w tle.

I znów mamy tutaj bohatera charyzmatycznego ? coś ostatnio ciągle trafiam na takich. Bohatera, który z jednej strony jest porywczy, a z drugiej okazuje się romantykiem, pełnym ukrytych uczuć. Autorka prowadzi fabułę tak, że wiele wątków przeplata się ze sobą, by w końcu ukazać obraz spójny i pełen szczegółowości.
Z
?Bez śladu? to z pewnością powieść, w której nie brakuje wielowarstwowości. Dzięki temu utwór nie należy do przewidywalnych, choć zakończenie nie jest znów tak zaskakujące jak mogłoby by być.

Jedynym minusem, który tutaj znalazłam to język. Chociaż wydaje mi się, że jest to głównie wina tłumaczenia, niemniej w poprzednich częściach cyklu nie zauważyłam podobnej niedogodności. Czasem wyrażenia powinny brzmieć inaczej, podczas lektury często nasuwały mi się same inne, bardziej pasujące zwroty. Niemniej jest jak jest i trochę mi to przeszkadzało podczas lektury.

?Bez śladu? to kolejny bardzo dobry przystanek, który poruszy niejednego fana thrillera. Tana French nadal prezentuje doskonałą formę, której pozazdrościć może jej niejeden autor. Po raz kolejny powieść zapadła mi w pamięć, dzięki czemu jeszcze kilka dni po jej skończeniu przeżywałam losy bohaterów. Czytelnik, który sięgnie po tę powieść powinien być przygotowany na kawał naprawdę dobrego thrillera.

23/06/2017

Paweł

Lato

Pełna recenzja: http://przymuzyceoksiazkach.pl/2017/06/22/oda-do-ojcostwa-czyli-cztery-pory-roku-knausgarda-recenzja/

Dawno nie było prozy tak sławiącej ojcostwo i rodzicielstwo w ogóle. Można się spierać o styl czy talent Knausgarda, ale nie można mu odmówić szczerości. A to najważniejsze u każdego rodzica.

Genialnie ukazana miłość i nienawiść. Dwa skrajne uczucia mogące występować razem. Mieszają w głowie, działają na zmysły i nie pozwalają normalnie egzystować. Powrót do normalności nie jest już możliwy.

23/06/2017

Robert Woźniak

Grimm City. Bestie

Grimm City, to miasto wzniesione na ciele olbrzyma, który pewnego dnia runął z nieba... Na jego przypominającej ropę krwi, całe miasto czerpie zyski stosując ją nie tylko do napędzania wszystkich możliwych pojazdów, ale i do oświetlania miasta i o wiele więcej. Nad miastem, wisi wieczny smog, a mieszkańcy próbują tylko przetrwać, nurzając się codziennie w beznadziei. Tutaj nie ma sprawiedliwości, chociaż trzeba przyznać, że niektórzy stróże prawa robią co mogą, aby zmienić tą sytuację.

W takiej ponurej scenerii toczą się równolegle dwie opowieści.
Jedna to sprawa Drwala, osławionego seryjnego mordercy, który porywa niewiasty, a następnie rąbie na małe kawałki. Miasto ogarnia strach.
Druga, to skomplikowana sprawa morderstwa pewnego prominentnego mieszkańca, który jest także szychą w jednej z rodzin mafijnych. Wszystkie te sprawy łączy pewien inspektor, wściubiająca nos w nieswoje sprawy dziennikarka, pewien były bokser, zwany Bestią, oraz jego córka.
Poznajemy także kolejną ofiarę Drwala, Cherry, która, zupełnie jak Szeherezada snuje swoje opowieści, którymi-być może ocali życie, nie tylko sobie. Po więcej zapraszam do książki.

Druga część jest nawet lepsza od tomu wcześniejszego. Ten wyrywek z historii Grimm City, można czytać, bez konieczności znajomości wcześniejszych opowieści. Tamta sprawa-jak pamiętamy utalentowanego muzyka jest tylko wspomniana.

Sama powieść skojarzyła mi się czarno-białymi filmami, w których szlachetny bohater walczył z resztą świata, jednak nie jest całkiem dobre porównanie. Mamy tu mnóstwo nawiązań do znanych baśni i legend, jak choćby słynny olbrzym, czy Zła Królowa, która w tym przypadku jest tylko trochę inna niż w znanej baśni. Albo Święta Księga, zawierająca opowieści takie jak ta o pewnej księżniczce, która po ukłuciu wrzecionem ...
Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić, zachęcić do lektury.

23/06/2017

Robert Woźniak

Głosy

Ursulę Poznanski i jej kryminały poznałem całkiem niedawno, czytając jej "Polowanie.
Zainteresowała mnie ta książka na tyle, że postanowiłem sięgnąć po kolejną powieść w jej dorobku, także z wątkiem kryminalnym.

Tym razem dwójka naszych przyjaciół, musi się zmierzyć z zagadką, jak odciski palców pacjentki z szpitala psychiatrycznego, znalazły się na miejscu zbrodni, skoro do kobiety nie można dotrzeć? Ofiarą jest lekarz, a nasi śledczy będą musieli sporo się natrudzić aby odnaleźć mordercę. I czy tajemnicza kobieta, jest rzeczywiście sprawczynią? Przekonajcie się sami.

Tym razem autorka przedstawia nam nie tylko środowisko szpitala, w którym w większości dzieje się akcja, ale również ukazuje nam trudne relacje na komisariacie, a także pokazuje nam urywki z prywatnego życia śledczych.

Poza tym, swoich bohaterów uczyniła tak sympatycznymi, że powieść czyta się równie dobrze co tom wcześniejszy i miejmy nadzieję na dalsze, tak udane spotkania.
A sama zagadka rzeczywiście zaskakująca i niestety poległem, podczas próby rozwiązania.
Polecam, zachęcam do lektury.

23/06/2017

Michał Lipka

Lucky Luke Dalton City

LUCKY CITY

Czerwiec to zdecydowanie miesiąc Daltonów. Na naszym rynku ukazały się w końcu dwa znakomite albumy poświęcone tym największym wrogom Lucky Luke?a. I jak na tę serię przystało, na czytelników czeka dużo dobrej zabawy, humoru i niezapomnianego klimatu, który pokochały miliony odbiorców na całym świecie.

Poznajcie Fenton Town, miasteczko, w którym nie znajdziecie nikogo porządnego. W tej najbardziej zdeprawowanej mieścinie w Teksasie nie ma zgody na spokój, każdy oszukuje każdego, wygrywa silniejszy, a średnia życia jest bardzo niska, chociaż nie wpuszcza się tu nikogo, kto nie ukończył 16-ego roku życia. Co się zaś tyczy stróżów prawa to w najlepszym wypadku szeryfowie uciekali z Fenton w pospiechu, pod osłoną nocy, w najgorszym? Lucky Luke tym się jednak nie przejmuje. Wystarczy mu kilka chwil by zaprowadzić tu porządek i od tej chwili miasto niszczeje, a jego dawny właściciel Fenton trafia do więzienia. Happy end? Nic bardziej mylnego. W tym samym więzieniu przebywają Daltonowie, a jeden z nich w wyniku pomyłki zostaje warunkowo zwolniony i wydobywa braci zza krat. Zachęcani opowieścią Fentona przestępcy przejmują jego miasto i nazywają je Dalton City. Wraz za nimi przybywa tam więzienny pies Bzik, a wkrótce zjawia się także Lucky Luke. Wzięty jednak w niewolę przez przestępców, staje się ich ?testerem? atrakcji, jakie zamierzają serwować. Żeby odstawić ich z powrotem do więzienia, będzie musiał zmierzyć się z nie lada problemem, bowiem do miasta ściąga coraz więcej desperados?

Fabuła tego tomu jest równie absurdalna, co występujący w nim bohaterowie, i chociaż czasami ów absurd przekracza wszelkie granice, zabawa i tak jest znakomita. Lucky Luke bawi się bowiem swoją ?niewolą? u Daltonów, a my czerpiemy z tego równie wielką przyjemność co on. I zaśmiewamy się równie mocno z niekorzystnego dla Daltonów przebiegu akcji, jak jego wierny koń. ?Dalton City? zresztą to bardzo klasyczny tom serii ? trudno wprawdzie nazywać go tak, skoro większość albumów ?LL? można do klasyki zaliczyć, ale brak jest w tym wypadku lepszego określenia ? zawierający wszystko to, czego można od niej oczekiwać, a także całą plejadę bohaterów najbardziej kojarzonych z przygodami kowboja poruszającego się szybciej niż jego cień.

Siła tego albumu i tak jednak opiera się na jego humorze. Żarty, mimo upływu lat, ciągle śmieszą, a satyra jest trafiona. Goscinny nie zawodzi, podobnie zresztą jak Morris, którego rysunki są klasyczne, typowe dla europejskich komiksów humorystycznych, ale też i posiadające swój własny charakter.

Jeśli więc lubicie ?Lukcy Luke?a?, a nie czytaliście jeszcze ?Dalton City? ? albo też nie znacie go, ale macie ochotę na dobry, zabawny komiks dla młodszych i starszych ? sięgnijcie po ten album. Naprawdę warto. To w końcu klasyka i klasa sama w sobie.

Zasady gry dokładnie takie same jak w przypadku normalnej wersji, a więc można grac nie tylko w podróży ale również "stacjonarnie" gdy nie mamy miejsca na zabranie dużego pudła, albo na rozłożenie dużej wyspy. Dodatkowo są karty, które pozwalają grać w dwie osoby, ale tak naprawdę w normalnej wersji można je zastąpić jakimikolwiek żetonami - trzeba tylko znać zasady. Pole gry podzielone jest na kilka części, więc wyspę można układać w różnych ustawieniach. Bardzo dużym plusem są kostki zamknięte w małym pudełeczku - mogą przydać się również w innych grach, gdzie nie ma miejsca na rzut zwykłymi kośćmi. Wszystko w miarę spasowane, więc pionki raczej nie wypadają, poza złodziejem który stoi luzem... Polecam fanom Catana!

Bardzo fajny kosmetyk 2 w 1 do mycia ciała jak i włosów. Ma ciekawy zapach i jest bardzo wydajny. Zauważyłam, że moje włosy mniej się przetłuszczają. Pomimo tego, że mam farbowane włosy po zastosowaniu tego mydła nie jest konieczne użycie odżywki!

Głowa fajna choć córka spodziewała się włosów na całości a lalka ma spore prześwity które widać w trakcie czesania. Włosy są ok, akcesoria fajne. Na pewno zajmie czas małej dziewczynce lubiącej bawić się w fryzjerke

22/06/2017

Artur

Szeptucha - mobi, epub

Nieco zabawne spojrzenie na inną Polskę. Polska z królem i wierzeniami słowiańskimi. Współczesna nowoczesność miesza się tu z zabobonami i bogami Swarożycem, Welesem (panem podziemi), rusałkami itp. Nasza bohaterka będąc młodą lekarką jest zmuszona poznać tajniki zawodu szeptuchy. Nie obędzie się bez niespodzianek. Polecam.

Bajka dla dzieci z morałem. Trzeba pomagać sobie a wtedy trudności są łatwiejsze do pokonania.

Akcja trzyma cały czas w napięciu. Ostateczna rozgrywka z seryjnym mordercą.

22/06/2017

Tygrysica - https://www.instagram.com/tygrysicaa/

Po prostu bądź

Ostatnio coraz częściej przekonuje się do rodzimych autorów i zaczynam czytać ich książki z nieskrywaną przyjemnością. Jednak dopóki nie poznałam twórczości Magdaleny Witkiewicz nie podejrzewałam nawet, że będę czekać na moment, w którym sięgnę po więcej niż jedną książkę polskiego autora. Wydawać by się mogło to niemożliwe, a tu proszę. <br> ?Po prostu bądź? to po prostu piękna książka. Żałuję, że nie sięgnęłam po nią wcześniej, ponieważ chyba nie miałam jeszcze okazji czytać tak pięknej książki o miłości wywodzącej się z przyjaźni. O najpiękniejszym rodzaju miłości jaki może być. Nie sposób przy tej książce się nie wzruszyć. To historia, która wciąga od pierwszych stron. Trudno się nie zgodzić z wydawcą, bo to naprawdę najpiękniejsza książka o miłości.<br> <br> Aleksandra<br> <br> https://www.instagram.com/tygrysicaa/

22/06/2017

Tygrysica - https://www.instagram.com/tygrysicaa/

Never Never

Mieliście już okazję poznać twórczość Colleen Hoover albo Tarryn Fisher? Sama przeczytałam prawie wszystkie książki tych autorek i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że je uwielbiam. Dlatego kiedy tylko byłam w stanie sobie pozwolić na zakup ich wspólnej książki zrobiłam to bez zawahania.
?Never Never? to historia dwójki nastolatków, którzy w niewyjaśnionych okolicznościach stracili pamięć i próbują zrozumieć co jest tego przyczyną. Przyznam szczerze, że oczekiwania co do tej książki miałam duże. W końcu teoretycznie z pod pióra Fisher i Hoover nie mogło wyjść nic przeciętnego. Niestety w praktyce bywa różnie. Historia zawarta w książce, choć przyjemna i z dużym potencjałem, okazała się być po prostu naiwna. Może to wina mojego wieku, albo podejścia do życia, ale zakończenie wydało mi się zupełnie nierealne. Trochę szkoda, bo zapowiadało się ono odrobinę mroczno i naprawdę ciekawie, a co najważniejsze bardziej realnie! Jednak w ogólnym rozrachunku powiedziałabym, że ?Never Never? było przyjemną i lekką lekturą ze sporą dawką tajemnic oraz wartką akcją. Idealnie nadającą się na upalne wieczory.

Aleksandra
Szukaj mnie na:
http://tygrysica.tumblr.com/post/161650950870/never-never-colleen-hoover-tarryn-fisher
https://www.instagram.com/tygrysicaa/

22/06/2017

BookParadise

Nic do stracenia Wreszcie wolni

"Przerażało mnie to, że znów się zakochałam. Większość ludzi mówi, że miłość to coś najcudowniejszego na świecie, a ja zgodziłabym się z nimi tylko do pewnego stopnia, bo nie wtedy, gdy wszystkie myśli skupiają się na jej utracie lub gdy dzieje się coś potwornego, co sprawia, że serce pęka na tysiące kawałków. Tak, stan zakochania bardziej mnie przerażał niż satysfakcjonował."


Ojciec Anny został prezydentem, a jej życie zmieniło się drastycznie. Zaczęli pojawiać się dookoła niej reporterzy, a jej tożsamość została odkryta. Teraz musi zmierzyć się z nowym życiem, a jest to dla niej bardzo trudne doświadczenie, ze względu na przeszłość, która przyniosła jej wiele bólu. Jednak teraz nie jest samotna, zawsze przy niej jest Ashton, agent SWAT oraz jej najlepszy przyjaciel. Oboje przyciąga do siebie niewidzialny magnes, ale Anna próbuje bronić się przed uczuciami, które nią zawładnęły. A na domiar złego w ich życie wkracza Carter. Anna i Ashton będą musieli zawalczyć o życie i miłość. Jedna zła decyzja może zmienić wszystko.

Ashton, jak ja uwielbiam tego bohatera! Dlaczego nie ma tak diabelsko seksownych i jednocześnie kochanych facetów w naszym świecie? Ten jego cudowny i idealny charakter! Po prostu bajka. No może i jest zbyt idealny, ale cóż, w końcu możemy zaznać ideału chociaż w wersji papierowej. To jego oddanie wobec Anny! Można jej tylko zazdrościć.

A Anna, cóż... jest mi obojętna, jednak momentami irytowała mnie swoją nieświadomością. Oczywiste było, że Ashton ją uwielbia, a ta kobieta udawała, że niczego nie wie, a przecież na pierwszy rzut oka było widoczne uczucie między nimi. To było nieco zbyt przesadzone, bo zrobiło z niej trochę głupawą lalkę, ale zakończenie wynagrodziło mi wszystko.

"Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć."

Kirsty Moseley jest autorką, która zawsze zaskakuje mnie swoimi powieściami. I chociaż wiem, że na końcu zawsze jest happy end, a jej powieści są cukierkowe, to nie brakuje momentów zaskoczenia. Tym razem również tak było, a lektura niesamowicie mocno wciągnęła mnie i pochłonęłam ją w zaledwie kilka godzin.

Autorka zabrała mnie ponownie do świata przepełnionego bólem, problemami, ale także szczerą miłością. Od samego początku, aż do końca powoli budowała relację, która połączyła głównych bohaterów. Ogromnie spodobał mi się sposób poprowadzenia wątku Anna-Carter-Ashton. Ich spotkanie było emocjonujące i przyprawiło mnie o dreszcze. To był moment, kiedy obudziły się we mnie ukryte emocje i wybuchły z pełną mocą. Autorka doskonale wiedziała, kiedy należy uderzyć w czytelnika i co zrobić, żeby historia przedstawiona w jej powieści na długo zapadła w pamięć. To niesamowite, jak wiele emocji może przynieść jedna chwila, jeden błąd.

Spodobał mi się bardzo sposób, w jaki Moseley dodawała kolejne wątki, budowała całą fabułę i rozkręcała całą akcję. Kiedy myślałam sobie, że główna para nareszcie będzie razem, to moje myśli szybko zmierzały ku innej drodze.
I chociaż wiem, że cała historia jest zbyt idealna, cukierkowa, a nawet i przewidywalna, to bardzo spodobała się mi, bo czasami warto sięgnąć po książkę, która pokaże świat pełen idealnych zakończeń, świat, w którym ból i cierpienie zawsze przegrywają, świat, w którym po burzy zawsze wychodzi słońce. Dlatego też uważam, że warto zapoznać się z twórczością Kirsty Moseley, która ocieka słodkością, ale zapewnia także pewien dreszczyk emocji.

"Nic do stracenia. Wreszcie wolni." to książka, którą czytałam z uśmiechem na ustach. Wielokrotnie śmiałam się z przekomarzania bohaterów, ale był także moment, kiedy uroniłam łzę, ale przede wszystkim uwielbiam ją za fabułę. Historia w niej zawarta po prostu pochłania i zatrzymuje na kilka dobrych godzin. Nie odrywa się od niej, aż się całej nie przeczyta.
Gorąco zachęcam do sięgnięcia po książkę.

22/06/2017

Julia Świątek

Siracusa - mobi, epub

Książka porusza bardzo istotny temat, jakim jest tak powszechne w dzisiejszym świecie kłamstwo. I to kłamstwo najgorsze, bo dotyczące bliskich. Ephron świetnie ujęła to jaką ma niszczycielską moc i do jakich tragedii może doprowadzić. Ponadto warsztatowo poradziła sobie - bo powieść i wciąga, i jest interesująca.

22/06/2017

Katarzyna Dudek

Szansa MMA fighter

Fanką Vi Keeland jestem już od jej pierwszej powieści jaka się ukazała w Polsce. A seria MMA Fighter sprawiła, że stałam się jej jeszcze większą fanką. Szansa jest już drugim tomem tej serii.<br> <br> Olivia ? to bardzo mądra, młoda kobieta, przed którą świat stoi otworem. Dziewczyna długo pracowała, aby osiągnąć sukces w zawodzie dziennikarza, a teraz jest o krok od otrzymania pracy swoich marzeń.<br> <br> Vince ? jest uosobieniem marzeń każdej kobiet, które praktycznie same padają mu do stóp, co jest mu na rękę, bo Vince uważa, że seks to lekarstwo na wszystko. Chłopak bardzo ciężko pracował na swój sukces, mimo tego, że życie go nie oszczędzało. Na jego szczęście Nico (bohater Walki) pomógł mu wyjść z bagna w jakim był.<br> <br> Olivia i Vince poznali się siedem lat temu. Dziewczyna udzielała mu korepetycji. Niestety Vince z obawy przez jej zranieniem odciął się od niej zupełnie. Jednak po latach ich drogi się ponownie przecinają, a ich uczucie zaczyna się odradzać.<br> <br> Nagle pojawia się pewna komplikacja. Olivia musi napisać artykuł, który ma stać się przepustką do jej wymarzonej pracy, ale bohaterem tego artykułu ma być Vince ? czy Olivia postawi ich miłość na jednej szali z karierą, czy ich na nowo rodzące się uczucie to przetrwa? Musicie przeczytać sami ????<br> <br> Vi Keeland z każdą książką coraz bardziej podsyca emocje i każda książka jest coraz lepsza. Jej powieści to perfekcyjne połączenie męskiego, brutalnego świata i delikatnym, kobiecym. Czytając Szansę odnosi się wrażenie, jak by było się jednym jej bohaterów. Szansa dostarcza wielu emocji, ale nie tylko bazujących na erotyce i namiętności, jest w niej zawarta także nutka niebezpieczeństwa i tajemnicy, która tylko jeszcze bardziej podsyca ciekawość tego co będzie dalej.<br> <br> Vi Keeland nie zawiodła mnie, a Szansa okazała się jeszcze lepsza od swojej poprzedniczki, a to sprawia, że z jeszcze większą chęcią sięgnę po następny tom serii MMA Fighter pt. Przebaczenie, którego bohaterami są Jax, który również pojawia się w Szansie oraz Lily.

jak ryba może szybko pisać na klawiaturze?

W sezonie 1888/1889 drużyna Preston North End zdobyła mistrzostwo Anglii nie przegrywając żadnego z 22 meczów. Po 115 latach ta sama sztuka ? przy zdecydowanie większej liczbie spotkań (38) ? udała się drużynie Arsenalu Londyn. Dzięki temu zawodnicy Ars?ne?a Wengera uzyskali miano ?The Invincibles?, czyli ?Niezwyciężeni?. O tym pamiętnym dla każdego fana Kanonierów sezonie powstała książka napisana przez Amy Lawrence, a wydana w Polsce przez Wydawnictwo SQN.

?Highbury było zalane słońcem. Kibice oglądali najlepszą ekipę, jaka kiedykolwiek widzieli, a na naszych oczach rozgrywała się historia, [?].?

Amy Lawrence przedstawia historyczny sezon Arsenalu z perspektywy Wengera i jego piłkarzy. Zawodnicy Arsenalu przenoszą czytelnika do ośrodka treningowego, piłkarskiej szatni oraz na boisko. Ujawniają kulisy swojego niezapomnianego sukcesu. To relacje pełne pasji i emocji, pomimo iż zostały wypowiedziane dekadę od tamtych wydarzeń (książka w oryginale powstała w 2014 roku). Brytyjska dziennikarka oddając głos bezpośrednim uczestnikom sezonu 2003/2004 stworzyła bardzo dobry reportaż.

Autorka nie przynudza szczegółowymi statystykami i opisami poszczególnych meczów, a jedynie wraca do przełomowych momentów tego pamiętnego sezonu. W lekturze znalazło się także miejsce na wypowiedzi jednego z rywali Kanonierów ? Roya Keane?a, który zdradza, jakie uczucia żywił do londyńczyków. Nie zabrakło także kilku słów od wielkiego fana Arsenalu, dziennikarza Nicka Hornby?ego. Ponadto w książce znajdziecie również fragmenty artykułów autorki z brytyjskiego tygodnika ?The Observer?. Wszystko tworzy spójną całość, książkę czyta się szybko i przyjemnie.

?To drużyna, konstelacja osób, z których każda wniosła do grupy własną obsesję na punkcie wygrywania.?

Tematem przewodnim lektury jest oczywiście kampania 2003/2004, ale autorka książki nie ograniczyła swoją opowieść wyłącznie do jednego sezonu. Amy Lawrence ukazuje Arsenal z większej perspektywy, przypominając także wydarzenia, które okazały się kluczowe w osiągnięciu późniejszego sukcesu. Dlatego też dowiecie się, jako kto Wenger wysyłał faksy do klubu, kiedy był jeszcze menedżerem w Japonii, a także jak przybycie Francuza na ławkę trenerską londyńczyków wspomina Ian Wright. Przeczytacie, jaką transformację przeszedł Arsenal wraz z rozpoczęciem rządów przez Wengera. Fredrik Ljunberg zdradza, dlaczego związał się z Kanonierami, a także ujawnia, co myślał o zmianie swojej pozycji na boisku i staniem się skrzydłowym wedle zamysłu trenera.

?Sezon bez porażki nie wziął się znikąd.?

Patrick Vieira wspomina, w jaki sposób między piłkarzami Arsenalu powstała niesamowita więź i atmosfera, zdradza jak zareagowała drużyna, kiedy Tony Adams ogłosił, iż jest alkoholikiem, a także ujawnia, jaką zasługę przypisuje Lehmannowi. Dowiecie się również, kogo transfer według Wrighta był najważniejszym w historii klubu oraz do którego piłkarza Lehmann zawsze starał się zaadresować podanie, gdyż wiedział, że to on najlepiej rozdziela piłki.

?Uzależnienie od wygrywania charakteryzowało tę drużynę od boiska treningowego po mecz.?

Na końcu książki znajduje się wywiad z trenerem Kanonierów, w którym Wenger wraca pamięcią do historycznego sezonu w wykonaniu jego drużyny. Francuz wyjaśnia, dlaczego sprowadził Jensa Lehmanna, mówi, co wyjątkowego było w każdym z jego zawodników, a także zdradza, jaki błąd popełnił w tamtym okresie, który zaważył na niepowodzeniach w pozostałych rozgrywkach.

?Wenger pracował z tym zespołem, wiedział, że drużyna może dokonać rzeczy większych, niż sama sądzi.?

?Niezwyciężeni? to książka, którą każdy fan futbolu przeczyta z wielkim zaciekawieniem. Natomiast dla każdego kibica Arsenalu lektura autorstwa Amy Lawrence będzie fantastyczną podróżą w czasie. Podróżą, dzięki której nie tylko przypomni sobie ten historyczny sezon, ale również pozna kulisy niebywałego sukcesu swoich ulubieńców.

?Ktokolwiek to powtórzy, będzie tylko drugi.?

http://floatemnabramke.blog.onet.pl/

22/06/2017

ogrodksiazek.blogspot.com

Szeptucha Kwiat paproci, Tom 1

Jak wyglądałoby teraz życie w naszym kraju, gdyby historia przybrała inny obrót i Mieszko jednak nie przyjął chrztu? Oddawalibyśmy cześć Świętowitowi, Welesowi, Swarożycowi, bogini Mokosz... Mimo rozwoju i postępu technologicznego wciąż pozostałaby żywa wiara w wąpierze, strzygi, rusałki, utopce, płanetników, ubożęta i inne nadprzyrodzone istoty, a zawody takie jak szeptucha czy żerca nadal by istniały. Katarzyna Berenika Miszczuk oferuje podróż do alternatywnej wersji Polski XXI wieku - ja dałam się skusić, a Wy?

Gosia właśnie skończyła studia medyczne. Zanim ostatecznie wkroczy w dorosłe życie i podejmie pierwszą pracę, musi jeszcze odbyć roczny staż u szeptuchy. Dziewczynie jest to bardzo nie w smak, w końcu nie po to pilnie się uczyła przez ostatnie lata, by trafić do jakiejś zapadłej wsi, gdzie będzie zbierać ziółka i udawać, że wierzy w bogów i śmieszne zabobony. Gdy matka umawia ją na praktyki w Bielinach, swojej rodzinnej miejscowości, nie ma jednak wyboru. Jakoś to przetrwa, a potem wreszcie zostanie prawdziwym lekarzem. Gdy wszystko wydaje się iść nie tak, spotyka wyjątkowo przystojnego mężczyznę, który podwozi ją do domu szeptuchy. Mieszko przygotowuje się do zawodu kapłana u miejscowego żercy. Może pobyt na wsi, wbrew pozorom, wcale nie okaże się taki zły? Gosię czeka jednak sporo niespodzianek i niezwykle trudny wybór. To, komu zaufa, zadecyduje o jej życiu... lub śmierci.

Długo zwlekałam z lekturą "Szeptuchy", przekonana, że to nie jest książka dla mnie. Tymczasem powieść niesamowicie mnie wciągnęła. Słowiańscy bogowie i wierzenia ludowe, które tak długo trzymały mnie z dala, okazały się jej największą zaletą. Tworzyły unikalną, mityczną atmosferę pełną magii, tajemnic i niebezpieczeństw. Główna bohaterka - panicznie bojąca się kleszczy hipochondryczka marząca o znalezieniu sobie faceta - była źródłem wielu zabawnych sytuacji. Wielkie wrażenie wywarła na mnie również jej mentorka, Jaga, z miejsca zaskarbiając sobie moją sympatię. Ta niesamowita lektura zupełnie mnie pochłonęła - aż żałuję, że nie sięgnęłam po nią wcześniej. Teraz, kiedy już przeszłam na dobrą stronę mocy, czas nadrobić zaległości i przeczytać kolejne tomy tego cyklu (mam wielką nadzieję, że równie dobre)!

22/06/2017

Paula

Klątwa Przeznaczenia

O tej książce ostatnio sporo słucham, głównie dzięki autorkom, które tak skutecznie rozkręciły promocję. I bardzo dobrze, bo ta książka zasługuje na to, by była znana. Ja sama po przeczytaniu opisu fabuły, poczułam się zaintrygowana i możecie sobie wyobrazić, jaką radość poczułam, gdy autorki zwróciły się do mnie z pytaniem czy chcę zrecenzować. Jednak przez szkołę i mniejszą ilość czasu na czytanie oraz książki, które miały pilniejszy termin, dopiero teraz mogłam to przeczytać. Jakie jest moje zdanie po lekturze?

Arienne, młoda, bo zaledwie szesnastoletnia czarodziejka musi się ukrywać. Dotąd jej schronieniem był Salmansar, ale teraz opiekunka wysyła ją do mrocznego Ravillonu. Dziewczyna musi udać się tam także z drugiego powodu ? w Czarnej Twierdzy ma odnaleźć Przeznaczenie. Arienne włada dość potężną magią i mogąc polegać tylko na niej i własnym doświadczeniu, trafia do Ravillonu, w którym znajduje się bractwo rządzone przez mężczyzn. Żelazne zasady panujące w Związku, który jest rządzony twardą męską ręką sprawiają, że czarodziejka jest zmuszona znosić niejedno upokorzenie. Podczas uczty, które zmienia jej życie w Czarnej Twierdzy, w dość niefortunnych okolicznościach, trafia pod Znak Lwa, jednego z najsilniejszych, najgroźniejszych
(i najprzystojniejszych) Mistrzów. Jakby tego było mało, Arienne odkrywa, że ich Los był im Przeznaczony. Jakie tajemnice ukrywają? Kim tak naprawdę są? I jakie jest to ich Przeznaczenie?

Arienne trafia do miejsca, w którym intrygi, spiski, brutalność są na porządku dziennym. Po tym, co ją spotyka na Uczcie wątpi w słuszność swojego pobytu w Ravillonie. Drobna dziewczyna w miejscu, gdzie kobiety są uważane za nic. W dodatku doić szybko przysparza kłopotów swojemu Panu. Jak w końcu potoczą się jej Losy w Związku?

Jak pewnie dobrze wiecie, ostatnio stopniowo wraca mi wiara w polskich autorów. Może po prostu mam szczęście i w moje łapki trafiają same dobre. ALE TO, TO JUŻ MIAZGA. Przyznaję bez bicia, nie spodziewałam się, że nasze rodzime autorki, napiszą tak dobrą książkę, która w dodatku jest w dziedzinie fantastyki! Dziewczyny ? mam nadzieję, że mi wybaczycie :D

Monika i Sylwia stworzyły naprawdę ciekawy świat, pełny nowych królestw, spisków, niebezpieczeństw. Akcja, dialogi, postacie ? wszystko dopracowane i dopięte na ostatni guzik,z dbałością o najmniejsze szczegóły. Fabuła jest wzorowana na średniowieczu, co można to dojrzeć bez problemu, gdyż nawet wypowiedzi bohaterów na to wskazują.

Mówiąc o wypowiedziach, muszę wspomnieć o narracji, która jest poprowadzona w nietypowy sposób. Mianowicie przeplatane jest ta pierwszoosobowa, z trzecioosobową. Początkowo mnie to denerwowało i nie potrafiłam się przyzwyczaić, ale potem... nawet nie pamiętam kiedy przywykłam, a teraz już nie wyobrażam sobie innego użycia narracji, niż tej :D Autorki wprowadziły taki powiew świeżości, bo nie wiem jak wy, ale ja się jeszcze nigdy z taką narracją nie spotkałam.

Może kilka słów o samych postaciach. Każdego z Mistrzów mamy okazję poznać i wyrobić sobie o nich opinię. O tych, którzy są przyjaciółmi Severa, dowiadujemy się więcej, ale pozostali również są dobrze przedstawieni. Autorki stworzyły bardzo ciekawe postacie, z czego jedna z nich, jeden z Mistrzów jest rozchwytywany choćby Rhysand z Dworów Sary J. Maas :D Tak, tak, mówię o Lwie :D Mistrz Walk jest intrygującym bohaterem, który wydaje się być okrutnym, bezwzględnym (w końcu funkcja Kata Związku do czegoś zobowiązuje ;P) Związkowcem, ale po bliższym poznaniu go, nie taki diabeł straszny. A może to jego Milady go tak zmieniła?

Tyle informacji chciałabym zawrzeć w tej recenzji, że aż nie wiem co pisać, haha. Ale już zbliżam się ku końcowi ;*
?Klątwa przeznaczenia? jest dość pokaźnym tomiszczem, liczącym leciutko ponad 800 stron. Jak ją zobaczyłam tak delikatnie się zlękłam. I wiecie co? Chce mi się z siebie śmiać. Tak bardzo bym chciała, żeby ta książka była jeszcze grubsza :D Przez nią się po prostu płynie, ja nie zauważałam upływu kartek, które niebezpiecznie szybko się zmniejszały. Dlatego małe ostrzeżenie ? nie zaczynajcie czytania, kiedy wiecie, że za chwilę będziecie musieli odłożyć. Serio. Dałabym radę skończyć to w maksymalnie 4 dni, a czytałam 6. Powód? Gdy zostało mi ostatnich 200 stron nie chciałam rozstawać się z Lwem i jego Milady. Doszło do tego, że w ciągu dwóch dni, przeczytałam tylko kilka stron ;P

Chciałam przedstawić Wam jakiś minus, ale myślę i myślę i nic nie umiem znaleźć. Rożnica wieku między bohaterami? W średniowieczu to nic nadzwyczajnego, a wiek to tylko liczba. Także no przepraszam bardzo, ale nic tutaj nie napiszę... chociaż... o mam! Jak mogłyście tak to skończyć?! Ehh zupełnie inaczej sobie wyobrażałam zakończenie... Tego bym nigdy nie przewidziała... Nie zgadzam się. Pod żadnym pozorem nie zaglądajcie na ostatnia stronę! A tak trochę poważniej... podczas lektury kilkukrotnie pożałowałam, że Klątwa nie została zaopatrzoną w mapę i doceniłam znaczenie tego rysunku. Ułatwiłoby mi to lekturę, gdybym mogła czasami zerknąć na położenie państw. Ot, taki drobny szczegół ;P

Kończ waść, nudy oszczędź.
Już, już kończę. Po prostu Klątwa tak mi się spodobała, że mogłabym o niej gadać godzinami :D I nie, że wychwalam pod niebiosa, bo dostałam do recenzji ? tfu, nie lubię takiego czegoś. Wychwalam pod niebiosa, bo ta książka jest naprawdę warta przeczytania *-* Idealnie wpasowała się w mój gust ? uwielbiam fantasy, z udziałem królów, rycerzy, walk. A jeśli takie fantasy jest połączone z romansem no to już nie ma bata, żeby mi się nie spodobało :D (No chyba, że pod względem kreacji fabuły wypadło nie najlepiej, ale to Klątwy nie dotyczy ;))

Po tej mega długiej lekturze nadal się wahasz, czy kupić/ przeczytać? Ehhh to ja się poddaję ;P A tak już na serio, kończąc tą bardzo długą (jak na mnie) recenzję ? serdecznie, z całego serducha i z czystym sumieniem, mogę Wam polecić ?Klątwę przeznaczenia?. Nie zawiedziesz się, gwarantuję! :D (Jedna drobniusieńka uwaga ? jeśli masz mniej, niż załóżmy te 16 lat, to hmm.. może poczekaj, bo występuje tutaj dość sporo brutalniejszych scen).
zabookowanyswiatpauli.blogspot.com

Spinet cicho się kręci i płynnie. Oczywiście długo. Nie ma co robić z rękoma to teraz już wiesz ze spiner do ręki i.....

Muszę przyznać, że jest to książka dosyć ciekawa: z jednej strony burzy koncepcję odchudzania, która towarzyszyła mi (i zapewne nie tylko mi) przez większość życia, co powoduje, że wydaje się być nierealna. Z drugiej strony jednak zawiera całe mnóstwo fragmentów historii ludzi, którzy postanowili wypróbować program i schudli, poprawiając w ten sposób nie tylko swój wygląd i zdrowie, ale także jakość życia.
Ludwig w przystępny sposób podaje całe mnóstwo naukowych faktów, dotyczących diet, odchudzania i podejścia do utraty wagi, zamieszcza wykresy i tabele, które sprawiają, że wszystko wydaje się być banalnie proste. Podaje nam na tacy całe mnóstwo narzędzi, które usprawnią naszą walkę z wagą i usystematyzują informacje, z których niekoniecznie do tej pory zdawaliśmy sobie sprawę.
Jednak tym, na co absolutnie każdy powinien zwrócić uwagę (nawet jeżeli nie planuje / nie musi się odchudzać) są przepisy kulinarne. Oprócz niebanalnych pomysłów na posiłki mamy tutaj również porady, jak ugotować kaszę, czy jak przygotować warzywa. Dla leniwych zamieszczono także tabele z indeksem glikemicznym niektórych produktów. Wszystko w jednym miejscu.

22/06/2017

Półka na książki

Początek wszystkiego

Raz na jakiś czas na rynku wydawniczym pojawia się ona. Książka, która jest wszędzie; historia mająca być epicką; powieść, która kusi bardziej niż kostka czekolady na diecie. Jej kampania reklamowa zasługuje na medal, jej okładka cieszy czytelnicze oczy, a opis zwiastuje cudowną, pełną emocji i nieprzewidywalności przygodę.<br> Brzmi co najmniej epicko?<br> No i cóż, jest epicko. Albo raczej "epickie".<br> Epickie kłamstwo.<br> <br>Kiedyś.<br> On jest złotym dzieckiem. Gra w tenisa, bywa zabawny nawet wtedy, gdy tego nie chce, a dookoła niego ustawia się wianuszek dziewcząt. Każdy go zna i każdy lubi, i każdy chce być dokładnie taki jak on. Ezra jest kimś i ma dosłownie wszystko.<br> Dziś.<br> Wychudły chłopaczyna z przydługimi włosami, jako atrybut - bynajmniej nie sławy i władzy - dzierżący w dłoni laskę. Opuszczony przez tak zwanych przyjaciół, skazany na społeczną banicję, z przyszłością, która straciła dla niego sens i kalectwem, z którym nie potrafi sobie poradzić. Do czasu.<br> Bo pojawia się Ona. Nowa w szkole. Intryguje i zadziwia, a do tego... zmienia wszystko.<br> <br> <br> <br> <br> "Początek wszystkiego" kusił mnie dosłownie od samego początku ( :D ). Motto na okładce miało być gwarantem rewelacyjnej lektury, pełnej sensu i przemyśleń. I faktycznie poniekąd było. <br> Od razu zaznaczę, że Schneider pisze niesamowicie przyjemnie i bardzo lekko - chociaż niektóre z przemyśleń (a może jej twierdzeń?) brzmią troszeczkę zbyt górnolotnie, zbyt patetycznie. Było parę momentów, w których to przez głowę przemknęła mi myśl, że nieco za bardzo chce być Johnem Greenem w spódnicy i że jest to co najmniej śmieszne, a już na pewno zupełnie niepotrzebne. <br> Chociaż Schneider tworzy w miarę ciekawe sceny i całkiem sympatycznych bohaterów, to w gruncie rzeczy nie ma pomysłu na fabułę - co niestety bardzo, bardzo rzucało się w oczy. Chciała napisać powieść z wypadkiem w tle - i w porządku, szkoda jednak, że nie potrafiła "obudować" tego jednego, znaczącego punktu innymi wydarzeniami. "Ezra miał wypadek, Ezra poznaje dziewczynę, a dziewczyna..." - w zasadzie tak można podsumować wszystko, co dzieje się w tej książce. I gdyby na tym zakończyć, to naprawdę przełknęłabym tę odrobinkę gorzką pigułkę. Byłabym nawet w stanie powiedzieć, że "Początek wszystkiego" mnie usatysfakcjonował. Wszak nie każda powieść musi zmieniać światopogląd i nie każda musi być naszą ulubioną, męczoną i zaczytywaną do ostatniej strony po kilka razy na rok, prawda? ;) Ale... Na tym - NIESTETY - się nie kończy.<br> Jestem zła. Tak, dobrze czytacie. Jestem zła, wkurzona i nawet trochę smutna. Bo - na wszystkich greckich bogów! - jak można zepsuć (w gruncie rzeczy) fajną książkę tak lichym zakończeniem? Tak schematycznym, tak nudnym, tak do bólu przewidywalnym? Jak można pójść po linii najmniejszego oporu i dać czytelnikom coś tak oklepanego? Nie wspomnę już o zachowaniu Cassidy, o którym można powiedzieć naprawdę wiele, ale nie to, że było ono logiczne. A do tego sytuacja (mająca chyba być punktem kulminacyjnym?) z psem Ezry, która - z ręką na sercu - była tak bezcelowa, tak pozbawiona jakiegokolwiek sensu, dorzucona niemal na siłę, że mimo licznych prób nie potrafię zrozumieć pobudek, jakimi kierowała się Robyn Schneider w momencie jej pisania.<br> I tak, wciąż jestem zła. Nieziemsko zła.<br> <br> <br> <br> <br> <br> Gdyby "Początek wszystkiego" zakończył się pięćdziesiąt stron wcześniej, poleciłabym ją każdemu fanowi opowieści w stylu Greena, Brooksa, a może nawet i - ach, zaszalejmy! - Quicka. Gdyby skończył się pięćdziesiąt stron wcześniej, bez wahania nazwałabym go jedną z lepszych (z tych w miarę lekkich, ale absolutnie nie głupich) wakacyjnych książek tego roku.<br> <br> Jednak "świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń", a Schneider zakończyła swoją opowieść w taki sposób i jedyne, co mogę powiedzieć to... Przeczytajcie, jeśli chcecie.<br> Nie nastawiajcie się jednak na fajerwerki i na to, że pod jej wpływem, na wzór Archimedesa, wrzaśniecie w kąpieli "Eureka!".

Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli to książka, która powstała dzięki? rocznej córce autora. Wiecie jak to bywa z dziećmi ? pytają o wszystko, co widzą, a nawet o to, czego nie widzą. Są bardzo ciekawe świata, a czasami zadają tak prozaiczne pytania, że nie wiemy, co im odpowiedzieć, choć wydawałoby się, że odpowiedź jest banalna. Co więcej, na rynku jest wiele książek o dzikich gatunkach roślin i zwierząt, jest też sporo pozycji o zwierzętach domowych? a co z tymi, z którymi mamy do czynienia na co dzień? Otóż o nich właśnie postanowił napisać Nathanael Johnson.
Nie da się ukryć, że Johnson miał naprawdę świetny pomysł na książkę, natomiast wykonanie moim zdaniem trochę leży i kwiczy. Podchodziłam do tej pozycji z ogromnym zapałem, który stopniowo gdzieś zaczął uciekać. Kroczek po kroczku, mój entuzjazm opadał. Spodziewałam się chyba bardziej konkretnej i ciekawszej pozycji niż to, co otrzymałam. Język autora jest bardzo prosty i przystępny, co jest w pełni zrozumiałe, bowiem jest to publikacja przeznaczona dla amatorów i obserwatorów, a nie zapalonych biologów, więc to jest jak najbardziej na plus. Jednakże w moim odczuciu autor nie potrafił przedstawić pewnych faktów w ciekawy sposób. Nie zainteresował mnie, jego opowieści mnie po prostu nie chwyciły.
Nie chodzi mi o to, że zachowania mrówek czy gołębi są mało interesujące, bowiem doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że każdy organizm ma swoje własne przyzwyczajenia i sposoby postępowania, z których my często nie zdajemy sobie sprawy, jednak zabrakło mi tutaj jakiejś iskry, która pobudziłaby mnie do chęci zgłębiania ich sekretów. Być może jednolity tekst nie był tutaj zbyt dobrym pomysłem? Być może przydałoby się większe urozmaicenie w tej książce? Ciekawe i niepowtarzalne rzeczy powinny być przedstawiane w taki sam sposób, a tutaj są zaprezentowane są tak, że chwilami powiewa nudą. Niby się czyta, ale nie wynika z tego nic specjalnego. Czegoś brakuje. Wydaje mi się, że autor mógł pomyśleć nad nieco inną formą zaprezentowania tematu, choć podziwiam go za chęci i za to, że postanowił coś takiego stworzyć.
Zdecydowanie podziwiam autora za to, że postanowił zgłębić temat dzikich roślin i zwierząt, które widujemy na co dzień. Ludzie poświęcają im naprawdę mało uwagi, a przecież są one nam bliższe niż tygrysy czy słonie. Jest to wiedza z pewnością interesująca, chwilami wręcz ciężko uwierzyć, że tak proste organizmy posuwają się do tak złożonych zachowań. Myślę, że najlepszym przykładem są tutaj mrówki i to chyba one też najbardziej zaintrygowały Johnsona, bo nawet zajął się ich hodowlą. Piękne jest to, że jako ojciec postanowił aż tak bardzo pomóc swojej córce w zrozumieniu otaczającego ją świata.
Nie jestem pewna, komu mogłabym polecić tę książkę? Może właśnie osobom takim jak autor? Być może będzie to dla Was dobry podręcznik, aby przekazywać swojemu dziecku taką wiedzę ogólną, a gdy zapyta Was o zwierzątko czy roślinkę napotkaną na spacerze, to zawsze będziecie mogli mu coś o nim opowiedzieć, choć w sumie pojawia się tutaj tylko kilka powszechnych gatunków, a ogółem jest ich o wiele więcej. Jestem w stanie szczerze napisać, że podziwiam autora za pomysł i chęci, ale samo wykonanie po prostu mi nie odpowiadało, nie przypadło mi do gustu. Ale wiecie, o gustach się nie dyskutuje, dlatego ani nie odradzam, ani też nie namawiam do sięgnięcia po tę książkę. Jeżeli czujecie, że to coś dla Was, to spróbujcie!

www.bookeaterreality.blogspot.com

22/06/2017

Sheti

Przebiegła i ruda

John D. MacDonald to bardzo uznany i często chwalony autor, nawet przez swoich kolegów po fachu, takich jak Stephen King czy Lee Child. Dlatego chętnie sięgnęłam po jego najnowszą książę, jaka pojawiła się na polskim rynku wydawniczym dzięki wydawnictwu Albatros. Jest to pomieszanie kryminału z sensacją, gdzie największymi zaletami są zdecydowanie akcja oraz sam główny bohater. Byłam bardzo ciekawa, czy twórczość tego autora wypada faktycznie tak wspaniale, jak na to wskazują wszelkie polecenia. Nie raz już się na tym zawiodłam, dlatego podchodziłam do lektury z pewną rezerwą ? wiecie, zawsze lepiej się miło rozczarować niż poczuć ten żal goryczy?
Przebiegła i ruda to czwarty tom przygód prywatnego detektywa, Travisa McGee. Travis to naprawdę genialnie wykreowana postać! Potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji, choć nie jest ideałem. Jeżeli obrywa w łeb, to obrywa i pada na ziemię. Traci przytomność. Ale można by chyba napisać, że zawsze ląduje na czterech łapach i wychodzi cało z każdej opresji, niczym kot. Tym razem przyjmuje zlecenie od Lysy Dean, przepięknej gwiazdy filmowej, która popadła w spore tarapaty przez to, że na chwilę się zapomniała. Teraz stała się ofiarą szantażu, jednak wierzy w to, że McGee odnajdzie tego, kto stoi za tajemniczymi wiadomościami i groźbami, a wtedy sprawiedliwości stanie się zadość. Jednakże jak przystało na gwiazdę showbiznesu, Lysa Dean ma swoich ludzi. Do Travisa dołącza jej urocza asystentka, która będzie go pilnować na każdym kroku ? oczywiście wszystko dla dobra klientki.
Ta książka niesie ze sobą taki typowo amerykański klimat. Przemierzamy Amerykę wraz Travisem i Daną, aby odnaleźć tych, którzy szantażują Lysę. Jednak zarówno my, jak i sam główny bohater, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, gdzie ta podróż nas zaprowadzi. Dochodzi do morderstwa, do niebezpiecznych akcji i podejmowania trudnych, nie raz ryzykownych decyzji. Ale wydaje się, jakoby dla Travisa była to czysta codzienność. Ten człowiek jest tak elastyczny, że potrafi się dostosować do każdej sytuacji. Wie, jak podejść drugiego człowieka, aby wyciągnąć od niego informacje. Potrafi żyć chwilą, nie zastanawia się nad jutrem, tylko chwyta każdy dzień i każdą okazję. To taki lekkoduch, ale bardzo zaangażowany w swoją pracę.
Dobra akcja, świetna dynamika i ten amerykański klimat sprawiają, że książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Nie jest to może zbyt skomplikowana i rozległa pozycja, raczej tak do połknięcia na jeden czy dwa wieczory, typowo w celach rozrywkowych. Osobiście wymagam od kryminałów czy powieści sensacyjnych lepszego rozbudowania i większej złożoności, ale w tym przypadku chyba by mi to tutaj nie pasowało. Kłóciłoby się to z samą postawą głównego bohatera, takie mam odczucie. Jest to dynamiczna książka, którą czyta się bardzo lekko. Skupia się raczej na jednym wątku, a motywy poboczne nie są zbyt rozbudowane. Autor stawia przede wszystkim na śledztwo w wykonaniu głównego bohatera, które chwilami niestety jest dosyć zawiłe, ale nie w ten pozytywny sposób. Momentami nie wiedziałam, w jakim kierunku zmierzamy.
Nie brakuje tutaj humoru sytuacyjnego, a John D. MacDonald z pewnością ma lekkie pióro, dlatego jego twórczość czyta się tak dobrze, mimo że pewne elementy są lekko niedopracowane. Kiedyś usłyszałam określenie ?leniwa atmosfera? i chyba idealnie pasuje ono do tej pozycji. Podobał mi się klimat, polubiłam głównego bohatera, fabuła jest na swój sposób wciągająca, choć sam pomysł jest raczej oklepany i dobrze znany w literaturze czy filmie. Przebiegła i ruda to książka typowo rozrywkowa, więc jeżeli poszukujecie czegoś bardziej konkretnego, czegoś mocniejszego, to powinniście poszukać gdzie indziej. Jednak jeżeli macie ochotę na lekki kryminał z nutką sensacji to powinniście być zadowoleni z sięgnięcia po tę powieść!

www.bookeaterreality.blogspot.com

22/06/2017

Red Girl Books Recenzje

Kroniki Jaaru Księga luster

Pamiętam jak jeszcze jakiś czas temu dostałam na e - maila ankietę dotyczącą książki Kroniki Jaaru. Należało zagłosować na jedną z okładek do tej powieści. Zgadnijcie, na którą zagłosowałam? No oczywiście, że na tą! Od razu wpadła mi w oko, bo była klimatyczna i po prostu cudowna. Później dowiedziałam się, że zaprojektowała ją sama Tojko, która podbiła serca książko-maniaków swoimi pięknymi zakładkami do książek. Moje podbiła oprawą do Kronik Jaaru.

Kate Hallander jest tylko z pozoru zwyczajną nastolatką. Chodzi do szkoły i przyjaźni się z Mel, którą nie zawsze potrafi zrozumieć. Wraz z dziwaczną ciotką mieszka w Londynie.
Kate codziennie w drodze do szkoły mija tajemniczy sklep, którego zwiedzenie odradza jej ciotka. Jednak ten zakaz jeszcze bardziej zaostrza ciekawość nastolatki, która postanawia do niego wstąpić. Od właścicielki sklepu dostaje w prezencie magiczną Księgę Luster.
Kiedy w szkole pojawia się nowy chłopak, który jest przystojny i nieco opryskliwy, dziewczyna nie ma oporów, aby skorzystać z magicznego prezentu. Rzuca na chłopaka czar miłosny, który obraca się przeciwko niej, bo chłopak nie zakochuje się w niej lecz w zupełnie innej osobie.
Wypowiedziane zaklęcie otworzyło dziewczynie drzwi do niesamowitego świata, o którym istnieniu by nigdy nie pomyślała. Kate przenosi się do magicznej krainy Jaaru, który zamieszkują magiczne stworzenia, w tym fery.

Fion jest ferem. Podczas jednej z wielu kłotni ze swoim ojcem, postanawia opuścić dom i już nigdy do niego nie powrócić. Przypadkiem spotyka nimfę Erato, która proponuje mu pomoc w odszukaniu jego czarownicy. Dla Fiona, który chce osiągnąć wyższy poziom magii, odnalezienie własnej Czarownicy jest niezwykle ważne.


To starożytna tradycja każe czarownicom i ferom łączyć się ze sobą. Wierzymy, że gdy świat się rozdzielił, krew ferów i ludzi została ze sobą zmieszana, żeby między światami istniało połączenie. Dzięki temu magia w świecie ludzi nigdy nie zaniknie.


Chłopak zgadza się na tę propozycję, nie wiedząc, że nimfa chce go wykorzystać w złym celu.

Kiedy Kate trafia do Jaaru, ścieżki jej i Fiona splatają się ze sobą, a oni wspólnymi siłami muszą zmierzyć się z Erato.

Czy uda im się przezwyciężyć zło?




Uwielbiam wszelaką fantastykę i bardzo się ucieszyłam, kiedy dostałam propozycję zrecenzowania tej książki. Ba! Samo porównanie do najsłynniejszego czarodzieja wszech czasów mnie zaintrygowało. Jednak uważam, że to bardzo mija się z prawdą. Jak dla mnie ta książka posiada parę porównań do różnych innych książek, ale do Harrego Pottera jej daleko. No, ale może tylko ja tak uważam. Jest jedna rzecz, która łączy obie postacie, ale moim zdaniem to za mało, by wysunąć takie porównanie.

Powieść Adama Fabera to nie tylko piękna i urzekająca oprawa. Naprawdę! To też niesamowicie baśniowy świat, w który zostały wplątane moce żywiołów i astrologia odgrywające kluczowe role.
Rzadko zdarza mi się, aby książka wciągnęła mnie już od samego początku. Tym bardziej książka polskiego autora. Uwielbiam polską fantastykę, bo potrafi dorównać tym zagranicznym, ale musi minąć trochę czasu, aby mnie omamiła. Co najlepsze to podczas czytania tej powieści nie odczuwałam tego, że jest polskiego autora. Może to przez zagraniczne imiona, bo gdyby podstawili mi jakąś Annę i Tomka to już, by mi tak nie podeszła. Nie zrozumcie mnie źle - nie mam nic do polskich autorów, ale po kilku zawodach załącza mi się taki mechanizm obronny.

Cała historia jest nieco zwariowana i pokręcona, jak zresztą nasza główna bohaterka. Kate jest ciut roztrzepana i dopiero stara się odnaleźć w tym dziwnym świecie, do którego została wrzucona. Na dodatek dowie się czegoś, co skrywała przed nią jej własna rodzina.
Głównej bohaterce nie można odmówić odwagi, bo pomimo strachu stawia czoła niebezpieczeństwo.
Fiona nie za bardzo polubiłam, bo to taka postać, która trochę lubi się szarogęsić i jest nieco lekkomyślna. Jednak jak wiadomo, nastoletni wiek rządzi się swoimi prawami.

W Kroniki Jaaru. Księga luster oprócz ferów i nimf, spotkamy również jednorożce, oraz pół człowieka - pół wilka.
Cała historia, ta magiczna otoczka, która oplotła się wokół fabuły zostały bardzo dobrze przedstawione, ale brakowało mi czegoś. Może za dużo oczekiwałam od tej książki z racji tego, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków i jako tako oczekuje od niego więcej niż od innych. Przede wszystkim brakowało mi dynamicznej akcji, która w tej książce była często monotonna. Konfrontacja z Erato na tle zbyt długich przygotowań wypadła jak na mój gust za szybko. Brakowało mi też niespodziewanych zwrotów akcji, czy jakiegoś elementu zaskoczenia. Uważam też, że charaktery głównych postaci mogłyby być bardziej wyraziste.

Jednakże polecam Wam Kroniki Jaaru. Księga luster jeśli nie dla siebie to dla młodszego czytelnika, bo ta książka jest piękna i zadowoli nastolatka. Gdyby dzieci mojej szwagierki były odpowiedzialne to z chęcią pożyczyłabym im tę książkę. Jest to historia o walce dobra ze złem oraz o przyjaźni, która jeszcze się rodzi. Adam Faber stworzył piękny świat, który posiada barwne opisy i nie nużące dialogi. Nadrabiają one brak dynamiki.

Czy sięgnę po kontynuację? Oczywiście! Po tak intrygującej końcówce nie mogłabym sobie odmówić. Poza tym chciałabym się dowiedzieć jak rozwiną się losy Kate i Fiona. Czy w kolejnym tomie odnajdę to czego brakowało mi tutaj?
Bardzo na to liczę!

Chciałabym jeszcze podziękować wydawnictwu, za tę niesamowitą przesyłkę, która towarzyszyła powieści Adama Fabera. Pełno brokatu wysypało się z koperty, który do dziś jeszcze mi się lubi pokazywać. Została dołączona również zakładka od tojko, która została moją ulubioną. Dziękuję!

22/06/2017

Magdalena Borkowska

Pozdrawiam i przepraszam

Przepiękna, niezwykle urzekająca i urokliwa, zabawna i wzruszająca opowieść o inności, miłości, poczuciu obowiązku, który rani, przebaczeniu i konieczności wyboru. O siedmioletniej, oczytanej, inteligentnej Elsie skonsternowani dorośli mówią, że jest "nadzwyczaj dojrzała jak na swój wiek"; o jej frywolnej, nieszablonowej siedemdziesięciosiedmioletniej babci powiadają z nieukrywanym oburzeniem, że jest "pełna energii jak na swój wiek". Dla Elsy babcia jest całym światem i jedyną w swoim rodzaju opowiadaczką bajek. Dla babci Elsa jest największą miłością. Gdy babcia umiera, Elsa odkrywa, że ta miała swą przeszłość. By ją poznać, Elsa podąża zgodnie ze wskazówkami zostawionymi przez babcię: poszukuje listów, by dostarczyć je adresatom. W każdym babcia przeprasza i pozdrawia... W tej książce nie sposób się nie zakochać. Jestem pod ogromnym wrażeniem mistrzowskiej umiejętności łączenia humoru, wzruszenia, ciepła, sarkazmu i fantastycznej narracji. Nie wyobrażam sobie, by "Przepraszam i pozdrawiam" mogła się komuś nie spodobać.

22/06/2017

Z herbatą wśród książek

Jak płatki śniegu

Eden Martelli ma tylko jeden cel - zapewnić bezpieczeństwo swojemu synkowi i sobie, uciec od koszmaru, który przeżyli. Jednak w drodze do bezpiecznego schronienia samochód odmawia jej posłuszeństwa i psuje się w okolicach nadmorskiego miasteczka - Summer Harbor, w dodatku zostaje okradziona. Nie mając dachu nad głową ani pieniędzy na naprawę auta, kobieta przyjmuje posadę opiekunki u braci Callahanów, których ciotka uległa wypadkowi i potrzebuje pomocy w domu. Początkowo Eden chce jak najszybciej wyruszyć w dalszą drogę, ale z biegiem czasu zaczyna coraz bardziej przywiązywać się do miasteczka i jego mieszkańców, zwłaszcza do przystojnego Beau Callahana - byłego policjanta, właściciela plantacji choinek. Cały czas grozi jej jednak śmiertelne niebezpieczeństwo, a zaufanie komukolwiek może stać się wyrokiem śmierci dla niej i jej synka. Eden musi więc uciekać nie tylko przed zagrożeniem, ale i przed pragnieniami własnego serca.

?Jak płatki śniegu?? to druga powieść Denise Hunter, którą miałam okazję przeczytać i już z niecierpliwością czekam, aż będę mogła zapoznać się z kolejnymi. W jej opowieściach jest coś takiego, co sprawia, że kartki same się przewracają i chociaż planujesz przeczytać tylko kilka rozdziałów, nagle odkrywasz, że jesteś w połowie książki i wcale nie masz ochoty przestać. Lekkość stylu, gama ciekawych postaci i bijące z kartek ciepło otulają czytelnika jak miękki koc, pozwalając zapomnieć o otaczającej rzeczywistości i całkiem zatracić się w stworzonym przez autorkę świecie.

Bardzo polubiłam postać Eden, jej siłę, determinację i odwagę oraz przeogromną matczyną miłość i troskę, którymi darzy Micah, swojego synka. Chociaż przeszła przez piekło, chociaż stale musiała mieć się na baczności, tragiczne wydarzenia nie uczyniły Eden zgorzkniałą ani nie zachwiały jej wiarą, ale w tym wszystkim pozostała dobrym człowiekiem, z wdzięcznym i otwartym sercem. Ucieszyło mnie też ponowne spotkanie z Zakiem, Rileyem i Beau - braćmi Callahan, których poznałam już w drugim tomie serii Summer Harbor: ?Uciekająca narzeczona?, a także ze zrzędliwą, ale oddaną swojej rodzinie ciotką Trudy i jej wiernym adoratorem, szeryfem Coltonem. Czekam na polskie wydanie kolejnej powieści pani Hunter z tymi bohaterami, tym razem skupionej na Rileyu.

Chociaż ?Jak płatki śniegu?? należy do nurtu literatury kobiecej, to chwilami czułam się, jakbym czytała powieść sensacyjną. Owszem, romans jest jednym z głównych wątków tej książki, ale przeczytamy w niej również o krwawych zbrodniach, dramatycznych przeżyciach kobiety, tłamszonej w patologicznym związku, o traumach z dzieciństwa, które wpływają na dorosłe życie, a także o korupcji w wymiarze sprawiedliwości. Denise Hunter serwuje nam sporą dawkę emocji i nie pozwala ani na chwilę nudzić się podczas lektury.

Akcja powieści dzieje się tuż przed świętami Bożego Narodzenia, jest to więc idealna książka na przedświąteczny czas, kiedy za oknem sypie śnieg, a przy wygodnym fotelu czekają na nas ciepły koc i gorąca herbata. Myślę jednak, że każdy z nas lubi od czasu do czasu poczuć zimową, świąteczną atmosferę, również w cieplejsze pory roku - polecam wtedy sięgnąć po ?Jak płatki śniegu??, bo zawsze jest pora na dobrą książkę! ;)

22/06/2017

Michał Lipka

Wilcze Leże

PILIPIUK W DOBREJ, KRÓTKIEJ FORMIE

Pilipiuk się skończył. Mam takie wrażenie od kilku lat, ale nawet jeśli to prawda, wciąż trzyma się znakomicie. Dowodem na to nie są ani kolejne tomy jego opus magnum, czyli Jakuba Wędrowycza (które zresztą też wyewoluowały w poważniejsze, bardziej wulgarne prace), ani powieści (których autor nie kontroluje w pełni, zbaczając w dziwne rejony), ale opowiadania pisane na poważnie. Teksty z pogranicza horroru, utworów wojennych, fantastyki i przygody, krótkie, ale treściwe i naprawdę urzekające klimatem. Najnowszy zbiór takich właśnie historii, zatytułowany ?Wilcze leże?, doskonale pokazuje, że Pilipiuk trzyma poziom i wciąż ma jeszcze coś do powiedzenia.

Tytułowe ?Wilcze leże? to historia dziewczyny, która mierzy się z trudami życia w wojennej codzienności. Nie na froncie, nie pośród walk, ale wśród biedy, strachu i obaw zagłuszanych przez ludzi na różne sposoby. A pośród tego wszystkiego jest on. Stary Mikołaj, który zbiera wszelkie mięsne ochłapy i zanosi na skraj lasu, karmić wilki, których praktycznie już nie ma. Tylko po co to robi?

Opowiadanie to nie wyczerpuje bynajmniej tematu wojny i wilków dla tego zbioru, nie mniej śmiało można powiedzieć, że nie określa jednocześnie całej jego tematyki. Pilipiuk bowiem tak, jak przeskakuje pomiędzy różnymi epokami, tak również przenosi się z jednego tematu na drugi, łącząc je ze sobą, przeplatając i często żartując z konwencji, której zarazem składa hołd. Znajdziemy tu zatem tekst traktujący o dramatycznych wydarzeniach, jakie za PRL-u rozegrały się w jednym z domów czy historię znalezienia podczas wykopalisk mało znaczącej mumii.

I tak właściwie zawodzi tylko jedno opowiadanie, które opowiadaniem ciężko tak naprawdę nazwać. To bowiem literacki żarcik, niewielki rozmiarami ? zmieściłby się w SMS-ie, ale niestety nieudany. Ani śmieszny, ani ciekawy, ani nawet porządnie napisany. Pamiętajcie jednak, że to tylko jedna z czterystu stron, taka przysłowiowa łyżka dziegciu w beczce miodu. Bo choć Pilipiuk nazywany jest Wielkim Grafomanem, poważnymi tekstami, jakie tu prezentuje, pokazuje, że potrafi pisać ? i wymyślać intrygujące, porywające fabuły. Oczywiście owa powaga nie jest przesadna, opowiadania nie stronią od humoru, satyry i lekkości, ale elementy te są stonowane, odpowiednio użyte i prezentujące naprawdę dobry poziom. I cóż z tego, że nie znajdziemy tutaj niczego odkrywczego, Pilipiuk bawi się motywami z literatury i kina przygodowego, czerpiąc pełnymi garściami z ich skarbnicy (a także własnych pasji i wiedzy), składając im jednocześnie hołd.

W skrócie, po ?Wilcze leże? naprawdę warto jest sięgnąć. To solidna lektura dla miłośników fantastyki, grozy i przygody w najróżniejszych jej odmianach, dobrze napisana i na dodatek zilustrowana w znakomity, realistyczny i przyjemny dla oka sposób. Lubicie Pilipiuka? A może macie ochotę na udany zbiór opowiadań w sam raz na wakacje? Sięgnięcie po ten tytuł będzie strzałem w dziesiątkę. Polecam.

RODZINA ZE STALI

Może i historia DC Comics nie zaczęła się od Supermana, ale to jego przygody opublikowane w 1938 roku na łamach ?Action Comics? dały początek opowieściom o superbohaterach. Nic więc dziwnego, że to właśnie on otwiera także ?Drogę do Odrodzenia?, eventu, który po raz kolejny odmieni oblicze DC, przywracając właściwy bieg wydarzeniom. I przy okazji robi to w naprawdę znakomitym stylu.

Kiedy Superman i Lois zostali uwięzieni na Telosie, nie wiedzieli, że ich Ziemia, a właściwie cały wszechświat, który znali, uległ zmianie. Kiedy więc powrócili do swojego świata, ten był już zupełnie innym miejscem, nieufnym wobec Supermana, żyjący tu bohaterowie nie byli już tymi samymi, których doskonale znali. Clark i Lois zaczęli więc życie w ukryciu, pod przybranym nazwiskiem wychowując swojego syna Jonathana. Jak przystało na herosa, Clark przez lata działał w sekrecie ratując ludzi, Lois tymczasem pod pseudonimem Autor X wydawała kolejne książki obnażające przestępców. Niestety pewnego dnia wrogowie dowiadują się kim jest autor X, kobieta, jak i jej syn stają się celem, a jakby tego było mało po trwającej dekadę misji na Jowiszu na Ziemię wraca prom Excalibur. Ponieważ od długiego czasu nie było z nim kontaktu, wydarzenie to budzi wiele emocji. Superman obawia się jednak, co może z tego wyniknąć, pamięta bowiem, że w jego rzeczywistości komandor Henshaw, który pilotuje wahadłowiec, zyskał moce, stając się jednym z jego największych wrogów, Cyborgiem Supermanem. Czy i tym razem będzie stanowił zagrożenie? A to dopiero początek kłopotów?

Scenarzysta Dan Jurgens to prawdziwa legenda komiksów o Supermanie. Pisał je przez wiele długich lat, spod jego ręki wyszła m.in. rewolucyjna wówczas fabuła ?Śmierć Supermana? i jej znakomity ciąg dalszy, a on sam wymyślił choćby postacie Doomsdaya i Cyborga Supermana. ?Lois i Clark? to nie tylko dowód na to, że autor ma się całkiem dobrze, ale też znakomity przykład sentymentalnego komiksu, który z jednej strony mocno osadzony jest w wydarzeniach z przeszłości (?Rządy Supermenów?) i teraźniejszości (?Flashpoint?, ?Convergence?), wprowadzając jednocześnie czytelników w nową/starą erę, a z drugiej stanowi udaną, samodzielną opowieść. Treść wyjaśnia bowiem wszystkie niezbędne zawiłości fabularne, a całość ma intrygujący klimat i fabułę w sam raz nadające się dla fanów postaci, jak i nowych czytelników, którzy chcieliby w tym miejscu zacząć swoją przygodę z Człowiekiem ze Stali i jego rodziną.

Co ciekawe, scenariusz Jurgensa jest o wiele dojrzalszy, niż jego prace z lat 90. XX wieku i pozbawiony wpadek, jakich wówczas nie brakowało w jego twórczości. Do tego na stronach albumu panuje nostalgiczny, ale też i w pewien sposób ponury nastrój. Całość natomiast została znakomicie zilustrowana przez Lee Weeksa. Kreska jest realistyczna, szczegółowa, ale też i typowo amerykańska, co pasuje do tej opowieści. Jeśli więc szukacie dobrego komiksu superhero, znajdującego się na skrzyżowaniu starego z nowym, ?Lois i Clark? to bardzo dobry, warty poznania album i przy okazji udany wstęp do ?Odrodzenia?. Polecam.

Pokaż więcej

 


Regulamin promocji "Zdobądź punkty za recenzje"

1. Organizatorem konkursu jest GANDALF Sp. z o.o. z siedzibą w Łodzi przy ul. Beskidzka 37, 91-612 Łódź, wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia w Łodzi, XX Wydział Krajowego Rejestru Sądowego, za numerem KRS 0000381992, posiadająca NIP 527-26-52-185, posiadająca kapitał zakładowy w wysokości 17 205 000.00 zł wg stanu na dzień 01.08.2011r.

2. Konkurs przeprowadzany będzie na stronach księgarni internetowej Gandalf.com.pl, prowadzonej pod adresem URL http://www.gandalf.com.pl

3. W konkursie może wziąć udział każdy, kto w dowolnym tygodniu trwania konkursu prześle drogą elektroniczną recenzję wybranego przez siebie produktu (książki, zabawki, gry, płyty, perfumy, kosmetyki, itd.) z oferty księgarni Gandalf (zamieści ją pod danym porduktem w przygotowanym formularzu).

4. Recenzja powinna być przesłana do sklepu www.gandalf.com.pl za pomocą przycisku "wyślij recenzję" pod opisem produktu oraz zaznaczeniem opcji 'zgłoś recenzję do konkursu' (użytkownik musi być zalogowany, aby opcja była aktywna)

5. Recenzja powinna być oryginalna, nigdzie niepublikowana oraz powinna być wynikiem własnej intelektualnej pracy uczestnika.

6. Na potrzeby konkursu za moment nadesłania recenzji uznaje się moment, w którym zostanie ona zapisana na serwerze księgarni internetowej www.gandalf.com.pl. Przesyłając recenzję autor wyraża zgodę na nieodpłatne publiczne udostępnianie recenzji na stronach www.gandalf.com.pl w nieograniczonym czasie.

7. W konkursie nie mogą brać udziału pracownicy i przedstawiciele księgarni Gandalf.

8. Uczestnik konkursu powinien podać organizatorowi dane osobowe niezbędne do zawiadomienia o wygranej przewidzianej niniejszym regulaminem (adres e-mail).

9. Spośród nadesłanych recenzji komisja Księgarni Gandalf w każdy poniedziałek przez czas trwania konkursu będzie wybierać najciekawszą recenzję tygodnia. Autorowi tej recenzji zostanie przyznana nagroda. O wygranej autor zostanie powiadomiony pocztą elektroniczną w ciągu 7 dni roboczych.

10. Nagrodą główną jest przyznanie 15. pkt. w sklepie www.gandalf.com.pl oraz bon o wartości 50zł na zakupy do gandalf.com.pl przy minimalnej wartości zamówienia 50zł.

11. Organizator ma prawo przyznania drugiego miejsca i 10 pkt. w sklepie Gandalf, trzeciego miejsca i 8 pkt. w sklepie Gandalf. Organizator zaznacza, że przyznanie miejsc drugiego i trzeciego nie jest obligatoryjne a uzależnione od wartości merytorycznej recenzji.

12. Nagroda może mieć wyłącznie postać określoną niniejszym regulaminem, regulamin nie przewiduje możliwości wypłaty jej równowartości w gotówce lub zamiany na inną nagrodę rzeczową.

13. Każdy ze zwycięzców konkursu wyraża zgodę na opublikowanie jego imienia, nazwiska oraz adresu e-mail na stronach serwisu Gandalf.com.pl. W przypadku braku możliwości skontaktowania się ze zwycięzcą w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu nagroda przepada.

14. Uczestnicy konkursu lub ich przedstawiciele ustawowi wyrażają zgodę na przetwarzanie danych osobowych w rozumieniu ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. Nr 133, poz. 833) w celach prowadzenia konkursu, wyłaniania zwycięzców i przyznawania nagród, wydawania, odbioru i rozliczania nagród.

W koszyku:
0 produktów
/ 0,00 zł

przejdź do koszyka

rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź