rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Księżyc z peweksu O luksusie w PRL
ocena: 4, głosów: 3
 
powiększenie

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Księżyc z peweksu O luksusie w PRL

Na chandrę

Skądinąd kompleksy są potworne. Pod hotel Cracovia […] podjeżdżają nawet syrenkami, na kawę, przy tylnej szybie zostawiają np. pudełko od koszuli z PeKaO, z napisem złotym HOOKWAYS, w ostateczności – tygrysa albo „Paris Match” – pisze Stanisław Lem do Sławomira Mrożka w maju 1967 roku – a ten, kto przywozi ciotkę i utrzymankę wartburgiem, zajeżdża ślimakiem pod drzwi hotelu, wyskakuje, spodnie, biała koszula, krawat, otwiera wszystkie drzwi auta, biega dokoła, potem odwozi pudło z tej koszuli HOOKWAYS na parking, wszystko po to, żeby wypić małą kawę po 3,50 zł sztuka. Takie ogólne ocieranie się i pocieranie się[1].

Stanisław Lem gardził zbytkiem w wydaniu PRL-owskim. W hotelu Cracovia bywał tylko w cukierni, bo ciastka naprawdę były świetne – po tamtejsze kremówki posłańców wysyłał nawet premier Cyrankiewicz. Te krótkie wizyty wystarczyły jednak, by dostrzegł, po co były Polakom hotele. Pełniły mianowicie funkcję zagranicy.

Pierwsze, właśnie Cracovia projektu profesora Witolda Cęckiewicza i zaprojektowany przez Jana Cieślińskiego, Jana Węcławskiego i Henryka Grochulskiego poznański Merkury, powstały w połowie lat sześćdziesiątych. Wiosną 1970 roku we Wrocławiu otwiera się Panorama. Jednak prawdziwy boom zacznie się, gdy do władzy dojdzie Edward Gierek. Najpierw w 1971 roku Orbis stawia Silesię w Katowicach, potem w kolejnych miastach – Heliosa w Toruniu, Unię w Lublinie, Patrię w Częstochowie. Z czasem – i to jest prawdziwy cymes – we współpracy z zagranicznymi inwestorami. Współpraca polega na tym, że zagraniczne firmy budują, a Polacy płacą dewizami, które mają w przyszłości zwrócić, zarobiwszy w hotelach.

Kiedy Szwedzi budują w Warszawie hotel Forum, warszawiacy podglądają budowę zza płotu, a gazety publikują relacje z postępów prac. Lokale zaś liczą zyski, bo szwedzcy robotnicy są wybitnymi klientami. Ajentka dyskoteki Nimfa, w której didżejem bywa znany radiowy prezenter Krzysztof Szewczyk, pozwala, by zabawa trwała dłużej, ale każdy kwadrans wycenia na skrzynkę szampana.

Po kraju krążą plotki, że zarobki w Forum będą w dewizach. Wiesław Wilk, nowo mianowany dyrektor tego hotelu w budowie, w przeddzień Wszystkich Świętych 1972 roku, a więc rok i trzy miesiące przed otwarciem, wraca z jakiegoś szkolenia w RFN. Tłok potworny, tak że bilet z miejscem sypialnym w pierwszej klasie chowa do kieszeni – nie ma szans się tam dostać. Jest szczęśliwy, że znalazł siedzące. Siedzi więc i słucha rozmów pasażerów.

– Wiesz, że dyrektor hotelu Forum będzie zarabiał w dolarach? – zagaja ktoś.

– A zna pan tego dyrektora? – nie wytrzymuje Wilk.

– Nie, ale tak mówią.

– Ja jestem tym dyrektorem – oznajmia, ale nikt mu nie wierzy, bo trudno, żeby dewizowy dyrektor podróżował w ścisku.

Po latach Wiesław Wilk mówi:

– Prasa rozpływała się w zachwytach, co to za cudo będzie. Przy czym te zachwyty ograniczały się głównie do tego, że jak się odkręci kran, to poleci woda, co w przypadku innych budowli nie było takie oczywiste.

Andrzej Krzysztof Wróblewski tak pisał w „Polityce”:

Na głównym skrzyżowaniu Warszawy […] stanie kura znosząca złote jajka: wielki hotel. Budują go Szwedzi za kredyty z zagranicy, akwizycje poprowadzą Amerykanie, goście przyjadą więc też z zagranicy, a co pozostanie nam? Zgarniać pieniądze. […] Forum ma być pierwszą jaskółką, ale jak dobrze pójdzie i klimat sprzyjający śmiałym decyzjom trwać będzie dalej, postawimy luksusowy hotel na pl. Zwycięstwa, a oprócz tego w Krakowie, w Zakopanem, Krynicy, Gdyni, Świnoujściu, jeszcze dwa w Warszawie, w Szczecinie, Wrocławiu, Poznaniu, Przemyślu, Białymstoku i w Łodzi. Co tu dużo mówić: „Orbis” ma razie 5 tys. miejsc w hotelach, a w ciągu tej pięciolatki chce zbudować 9 tys.[2]

Kiedy już Forum stanie, naczelny „Polityki” Mieczysław F. Rakowski zanotuje w dzienniku: „Nagrywanie rozmowy dla telewizji BBC w naszym mieszkaniu. […] Przygotowują film o Polsce. Są zdumieni tempem zmian, ale narzekają na hotele. My też”[3]. Bo zbudowane w dwa lata Forum to naprawdę jaskółka. Są, owszem, Cracovia i Merkury, jest już Silesia, wrocławska Panorama, lubelska Unia, jest prawdziwie luksusowy, choć nieremontowany od przed wojny Bristol i otwarty ponownie w latach sześćdziesiątych elegancki Europejski, ale szwedzcy robotnicy, by mieć gdzie mieszkać w czasie budowy, stawiają hotel Solec, bo nie ma obiektu, który pomieściłby całą ekipę i miał pokoje z łazienkami. W terenie jest jeszcze gorzej. Dziennikarz śląskiego tygodnika „Panorama”, a było to pismo, oględnie mówiąc, sprzyjające władzy (zwłaszcza w latach siedemdziesiątych), w 1971 roku opisuje swoje przygody w podróżach. W Toruniu nie ma ciepłej wody i papieru toaletowego. W Gorlicach jest umywalka, ale korzystanie z niej wymaga sporej sprawności fizycznej. Zawieszona na wysokości szyi działa na pedały – prawy sprawia, że z umocowanego nad muszlą słoja leci ciepła woda, lewy – że zimna. Woda ścieka następnie do wiadra, który gość hotelowy obowiązany jest wynieść. W Zielonej Górze dziennikarz nocuje w orbisowskim hotelu pierwszej kategorii. „Piękny hotel, duży, bogato zdobiony, dywany na schodach, dywany w pokojach. Pokoje tylko jedno- i dwuosobowe. Luksus. W każdym pokoju jest łazienka, a w każdej łazience wanna za drogie pieniądze okafelkowana”[4] – pisze. Tyle że wąska i krótka jak brodzik – nie sposób w niej usiąść. W Płocku też pierwsza kategoria, ale pokój z łazienką oznacza pokój z prysznicem – ten zaś to po prostu kawałek wykafelkowanej posadzki przed umywalką. Prysznicowa słuchawka zwisa z baterii. Dziennikarz przywołuje dane statystyczne, z których wynika, że w Polsce z hotelami jest dużo gorzej niż w Bułgarii, Rumunii i NRD (w Polsce jedno miejsce hotelowe przypada na sześciuset sześćdziesięciu czterech mieszkańców, w pozostałych krajach odpowiednio: na stu trzydziestu, dwustu czterech i trzystu trzydziestu czterech), w Rumunii już od 1960 roku nie buduje się hoteli bez łazienek w każdym pokoju.

Nic więc dziwnego, że turystyczna wedle światowych standardów klasa hotelu Forum jawi się pięciogwiazdkowo.

– Jego luksusowość – tłumaczy Wiesław Wilk – wynikała z dwóch rzeczy. Tego, że jako pierwszy był budowany w drodze międzynarodowego przetargu, i tego, że był włączony do amerykańskiej sieci Intercontinental. Natomiast pokoje były nieduże, a w łazienkach nie było glazury, tylko zmywalne tapety, które dość szybko oblazły i wyglądały obskurnie.

Z Intercontinentalem to nie było zresztą oczywiste. Decyzja o włączeniu do sieci zapadła, gdy hotel był już podciągnięty do połowy. I od razu awantura, bo Interconti – jak w hotelarskim żargonie określa się tę sieć – wymagał room service’u. W założeniach projektowych nie było słowa o dostarczaniu posiłków do pokoi, bo uznano to za burżuazyjne fanaberie. No ale skoro sieć chce, to trzeba spełnić fanaberie, w branżowym slangu zwane wymogami standardowymi. Pod okiem człowieka z Ameryki wbudowano pomieszczenia w przejściach na korytarzach. To była nauczka dla Orbisu: w kolejnych hotelach planuje się room service zawczasu.

Wreszcie w kwietniu 1974 roku otwarcie.

– Hotel is ready to be connected – Wiesław Wilk raportuje prezesowi Intercontinentalu.

Ten przybył ze świtą. Dyrektor też ma poparcie: prezydent miasta, przewodniczący Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki, sporo prominentów. Strony polską i amerykańską łączy delegacja Polonusów z Chicago – zaproszono ich, sądząc, nie bez racji, że będą się dobrze prezentować. Zatem przemówienia, potem bankiet. Muzyka z głośników, na półmiskach ryby, w kokilkach boeuf Strogonow. Wiesław Wilk przechadza się zadowolony, bo wie, że w hotelu wszystko działa – gości przyjmuje od trzech miesięcy. Przenocowali już wszyscy ważni dziennikarze (pochwalili klimatyzację i pocztę pneumatyczną), kilkoro gości z zagranicy, na kieliszek koniaku wpadli premier Piotr Jaroszewicz, sekretarz warszawskiego Komitetu PZPR Józef Kępa, minister Tadeusz Wrzaszczyk. Wszystkim się podobało. Hotel naprawdę jest ready.

Kiedy już nieco się rozrusza, z reporterską wizytą zajrzy Barbara Łopieńska.

Przyjemne powietrze w hallu zapewniają sobie goście sami za pomocą Madame Rochas oraz Chanel nr 5. W hallu fotele à la czarna skóra i bardzo dużo ludzi. Kierownik recepcji rzuca fachowym okiem i mówi, że jak zwykle jedna piąta gości hotelowych, a reszta tak sobie siedzi. Na początku było gorzej, bo nie siedzieli w hallu, tylko zwiedzali cały hotel. Od tego zwiedzania powyrywały się w toaletach mydelniczki, kinkiety, haczyki, zgubił się papier toaletowy i popielniczki, poodcinały się słuchawki telefoniczne w windach i zginęło kilkanaście mosiężnych liter z napisów informacyjnych. Teraz zwiedzających jest coraz mniej – hotel funkcjonuje już półtora roku. […] Pani Mariola przychodzi do Forum dwa albo trzy razy w tygodniu, bo to jej sprawia radość. Czasami nawet z pracy się urwie i wpadnie na kawę albo coca-colę. Coca-coli z wódką nie zamówi nigdy, żeby nie było podejrzeń. Do Forum przywiązała się po powrocie z Anglii. Ile razy tu przyjdzie, wydaje się jej, że jeszcze nie wróciła z Londynu. – Idę do Forum, jak mam chandrę[5].

Swoją drogą niewiele brakowało, a nie byłoby w Forum coca-coli. Kiedy dyrektor Wilk zadzwonił do Browarów Warszawskich, które produkowały licencyjną coca-colę, by zamówić dostawę dla hotelu, usłyszał:

– Muszę pana zmartwić, nie będzie dla hoteli orbisowskich coca-coli. Decyzją Komitetu Warszawskiego PZPR coca-cola ma być tylko dla ludności.

Dyrektor kręci do Komitetu. Czy to prawda? Prawda.

– Jak ty sobie to wyobrażasz?! – Dyrektor ze wszystkimi jest na „ty”. – Przyjedzie gość zagraniczny, dewizowy i nie dostanie coca-coli? Wiesz, co zrobi? Powie kelnerce: „Nie ma u was coca-coli? A ja naprzeciwko w sklepie widziałem. To masz tutaj dolara, poślij chłopaka, żeby mi przyniósł”.

Wizja nielegalnego obrotu dewizami podziałała. Nazajutrz sekretarz oznajmił, że jest coca-cola dla hoteli.

I to ona, zapach perfum oraz kursujące dolary sprawiały, że do hoteli wpadało się posiedzieć. Pobyć trochę zagranicą.

Jeśli było się z innego miasta, można było w hotelu spędzić noc. Dużo taniej niż cudzoziemcy – pokój w Forum dla obywateli kosztował dwieście czterdzieści złotych (dwa dolary z hakiem po kursie czarnorynkowym), dla gości z krajów kapitalistycznych, zależnie od piętra, od osiemnastu do trzydziestu dwóch dolarów, dla tych z krajów socjalistycznych – osiemdziesiąt procent tej ceny. Wiesław Wilk kierował Forum przez dwadzieścia pięć lat. […]



[1] Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, Listy 1956–1978, Kraków 2011, s. 619.

[2] Andrzej Krzysztof Wróblewski, Szwedzi budują amerykański hotel dla Polaków, „Polityka” 1972, nr 23 (dodatek „Polityka–Import–Eksport”).

[3] Mieczysław F. Rakowski, Dzienniki polityczne, t. 5, 1972–1975, Warszawa 2002, s. 265.

[4] Marian Sarama, Wspomnienia bywalca hotelowego, „Panorama” 1971, nr 50.

[5] Barbara Łopieńska, Łapa w łapę i inne reportaże, Warszawa 2004, s. 19, 23.

Księżyc z peweksu O luksusie w PRL (twarda)

książka

Wydawnictwo: Czarne

Oprawa: twarda

Ilość stron: 328

Wysyłamy w: 24h - 48h

Nasza cena: 33,59

Cena detaliczna: 44,78

U nas taniej o 25%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka
Powrót GRATIS! Do każdego zamówienia zakładka mola książkowego!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (0)

Księżyc z peweksu O luksusie w PRL - opis produktu:

W kraju, w którym ludzie gnieździli się z maleńkich mieszkaniach, a z roku na rok półki sklepowe robiły się coraz bardziej puste, słowo `luksus` nabrało specyficznego znaczenia. Ale nawet ten luksus nie był dla wszystkich. Bo był to także kraj równych i równiejszych. Sprytnych i sprytniejszych.

Aleksandra Boćkowska tropiła niczym detektyw, podążała śladem tego, co w PRL-u uchodziło za luksusowe. Szukała kontaktów. `Luksus w PRL to jest bardzo smutna opowieść` - mówili jedni, a drudzy dorzucali: `Luksus w PRL? To brzmi jak ironia`.

Bo z luksusem w PRL jest trochę jak z przynależnością do partii: wszyscy kogoś znali, ale sami nie mieli nic wspólnego.

Dziesiątki rozmów - z marynarzami i ich rodzinami, dyrektorami i bywalcami hoteli, prywaciarzami, sekretarzami partii, słowem, ludźmi, którzy jeśli nie mieli, to przynajmniej mogli więcej - pozwoliły przybliżyć definicję ówczesnego luksusu. Nie tylko materialnego. Luksusem mogła być polędwica, szwedzkie gwoździe albo dżinsy - kupowane w peweksie za dolary zdobywane na czarnym rynku. Albo telefon - na doprowadzenie linii czekało się latami. Zegarki, wille, zachodnie samochody - oczywiście. Ale także wolność i poczucie bezpieczeństwa.

Z rozmów, lektur i podróży po całej Polsce powstał pasjonujący reportaż o tym, o czym kiedyś większość Polaków mogła tylko pomarzyć. I fascynująca historia bardzo ważnej części życia Polaków przed `89 rokiem.

`Podaruj sobie odrobinę luksusu` nawoływała w 1992 roku reklama mydełek pewnej zachodniej firmy. Dzisiaj taki slogan może śmieszyć, ale na początku transformacji radość sprawiał sam fakt, że ów `luksus` po raz pierwszy można było sobie podarować, a nie walczyć o niego. Dążenie do `odrobiny luksusu` było bowiem zarówno w Polsce, jak i w innych krajach tak zwanej demokracji ludowej zjawiskiem powszechnym oraz łatwo wytłumaczalnym z socjologicznego i psychologicznego punktu widzenia. Powszechne było też rozwijanie skomplikowanych strategii w celu osiągnięcia odpowiedniego standardu. Oczywiście wyznaczniki luksusu były odmienne w zależności od czasu, grupy społecznej lub zawodowej, a nawet rejonu kraju. Trzeba przyznać, że Aleksandra Boćkowska, z wdziękiem krążąc między Gdynią, Zakopanem a warszawską Saską Kępą, wykazała się niezwykłą umiejętnością znajdowania fascynujących tematów i rozmówców. W rezultacie otrzymaliśmy książkę barwną, a jednocześnie prawdziwą. Autorka, unikając sentymentalnego tonu i rozprawiając się ze stereotypami, pokazuje całą paletę `luksusowych` odcieni minionej w 1989 roku epoki.
prof. Jerzy Kochanowski

Księżyc z peweksu O luksusie w PRL - szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: literatura faktu i reportaż

Wydawnictwo: Czarne
Oprawa:twarda
Okładka:twarda
Wymiary:133x215
Ilość stron:328
ISBN:978-83-8049-569-2
Wprowadzono: 22.09.2017
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Księżyc z peweksu O luksusie w PRL - recenzje klientów


Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.
10.00

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Błękitne sny Leśna trylogia, Tom 3

K. Michalak

książka

25,77 zł taniej -30%

Czarna Madonna

R. Mróz

książka

25,87 zł taniej -35%

Wilcze Leże

A. Pilipiuk

książka

27,87 zł taniej -30%

Czereśnie zawsze muszą być dwie

M. Witkiewicz

książka

23,93 zł taniej -35%

Aleksandra Boćkowska - przeczytaj też

One za tym stoją

A. Boćkowska

książka

31,31 zł taniej -41%

Zobacz również

Betrojerinki Reportaże o pracy ...

A. Wiatr

książka

26,11 zł taniej -25%

W zasadzie tak

J. Fedorowicz

książka

26,10 zł taniej -25%

To nie jest kraj dla pracowników

R. Woś

książka

29,91 zł taniej -25%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

26.58 zł

taniej -19%

Księżyc zapomniał

Jak to jest być księżycem? I czy można o tym zapomnieć? Jak przywrócić ludziom szczęście? I czy aby to uczynić trzeba sięgnąć gwiazd?   Samotny chłopiec znajduje w trawie księżyc. Zabiera go do domu, opiekuje się nim, a księżyc stopniowo wraca do siebie. Stają się nierozłącznymi przyjaciółmi, dniem i nocą poznającymi razem świat. Ale gdy przychodzi czas by...

ebook

0.00 zł

taniej -0%

Księżyc z peweksu O luksusie w PRL

W kraju, w którym ludzie gnieździli się z maleńkich mieszkaniach, a z roku na rok półki sklepowe robiły się coraz bardziej puste, słowo `luksus` nabrało specyficznego znaczenia. Ale nawet ten luksus nie był dla wszystkich. Bo był to także kraj równych i równiejszych. Sprytnych i sprytniejszych. Aleksandra Boćkowska tropiła niczym detektyw, podążała...

film

30.65 zł

taniej -8%

Księżyc w Nowiu Saga Zmierzch. Edycja limitowana

Bella Swan (Kristen Stewart) i Edward Cullen (Robert Pattinson) tworzą bardzo szczęśliwą, choć niecodzienną parę. Ich romans trwa do dnia feralnych osiemnastych urodzin dziewczyny. Po tym wydarzeniu Cullenowie wyjeżdżają z miasta, zaś Edward porzuca ukochaną. Głęboko zraniona dziewczyna na długie miesiące popada w przygnębienie. Szczęśliwie przyjaciel Belli...

gry / zabawki

22.91 zł

taniej -9%

Księżyc 42 cm

Uroczy pluszak - księżyc z wesołą buźką. Wielkość: 42 cm. BEPPE to idealne połączenie marzeń o wspaniałej miękkiej pluszowej maskotce z rzeczywistością. To spełnienie pragnień posiadania swojego bliskiego przyjaciela, który swoim ciepłem rozgrzeje każde serce i wywoła radość i uśmiech na naszych twarzach. Pluszaki BEPPE to jedna wielka...

gry / zabawki

12.05 zł

taniej -6%

Księżyc 30 cm

Uroczy pluszak - księżyc z wesołą buźką. Wielkość: 30 cm. BEPPE to idealne połączenie marzeń o wspaniałej miękkiej pluszowej maskotce z rzeczywistością. To spełnienie pragnień posiadania swojego bliskiego przyjaciela, który swoim ciepłem rozgrzeje każde serce i wywoła radość i uśmiech na naszych twarzach. Pluszaki BEPPE to jedna wielka...

gry / zabawki

7.66 zł

taniej -57%

Księżyc 20 cm

Uroczy pluszak - księżyc z wesołą buźką. Wielkość: 20 cm. BEPPE to idealne połączenie marzeń o wspaniałej miękkiej pluszowej maskotce z rzeczywistością. To spełnienie pragnień posiadania swojego bliskiego przyjaciela, który swoim ciepłem rozgrzeje każde serce i wywoła radość i uśmiech na naszych twarzach. Pluszaki BEPPE to jedna wielka...

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku
10.00
Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność ›
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: