rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Tam gdzie ty
ocena: 6, głosów: 11
 
powiększenie

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Tam gdzie ty

ZOE

(…)
Kiedy rodzę dziecko, myślę, że któregoś dnia nie będę o tym pamiętać. Zapomnę, jak doktor Gelman mówi o mięśniakach macicy, które chciała usunąć przed zapłodnieniem – na co nie wyraziłam zgody, bo mi się spieszyło zajść w ciążę – włókniakach, które bardzo urosły. Zapomnę, jak mówi, że łożysko oddzieliło się od ścianki macicy. Nie poczuję, jak sprawdza mi szyjkę i mówi cicho, że mam rozwarcie na sześć centymetrów. Nie zauważę, że Max podłącza mój iPod i salę wypełniają dźwięki Beethovena, a pielęgniarki suną w zwolnionym tempie, milczące i nieswoje.
Nie będę pamiętać, jak odchodzą mi wody, ani krwi, którą nasiąka prześcieradło. I smutnych oczu anestezjologa, który mówi, że bardzo mu przykro, i przewraca mnie na bok, żeby podać epidural.
Zapomnę o utracie czucia w nogach i myśli, że to początek. Oraz pragnieniu, aby przestać odczuwać cokolwiek.
Zapomnę, jak po serii skurczów otworzę oczy i napotkam wzrok Maxa o twarzy wykrzywionej płaczem, jak moja.
Zapomnę, jak proszę Maxa o wyłączenie Beethovena. I jak wyciągam rękę, przewracam iPoda i zrzucam go na podłogę, gdzie rozbija się na kawałki.
Zapomnę ciszę, jaka potem zapadła.
Ktoś inny powie mi, że dziecko wyśliznęło się ze mnie jak ryba, a doktor Gelman powiedziała, że to chłopiec.
Ale jak to, pomyślę, choć nie będę później o tym pamiętać. Bertha miała być dziewczynką. I przemknie mi przez myśl, czy to aby jedyna pomyłka lekarki, czy może było ich więcej.
Zapomnę, jak pielęgniarki owiną go kocykiem i włożą mu na główkę maleńką czapkę z włóczki.
Zapomnę, jak go trzymam, jego główkę wielkości śliwki. Rysy oplecione żyłkami. Śliczny nosek, wydęte usteczka, gładką skórę i brwi, które nie zdążyły się zarysować. Pierś, kruchą jak u ptaka i nieruchomą. To, że prawie mieścił się w dłoni i ważył tyle co piórko.
Zapomnę, że aż do tamtej chwili nie wierzyłam, że to prawda.

We śnie cofam się o miesiąc. Minęła północ, leżymy z Maxem w łóżku. Nie śpisz?, pytam.
Nie. Rozmyślam.
O czym?
Potrząsa głową. O niczym.
Martwisz się, mówię.
Nie, odpowiada. Myślałem o oliwie z oliwek.
Oliwie z oliwek?
No. Z czego się ją robi?
Czy to podchwytliwe pytanie?, pytam. Z oliwek.
A olej kukurydziany? Z czego się go robi?
Z kukurydzy?
No dobra, odpowiada Max. A oliwkę dziecięcą?
Przez chwilę oboje milczymy. Potem wybuchamy śmiechem. Śmiejemy się tak, że łzy napływają mi do oczu. W ciemności sięgam po rękę Maxa, ale nie trafiam.

Kiedy się budzę, rolety w sali są zaciągnięte, ale drzwi otwarte na oścież. W pierwszej chwili nie wiem, gdzie się znajduję. Z korytarza dobiega hałas i widzę rodzinę – dziadków, dzieci, nastolatków – dryfujących na falach swojego śmiechu. Niosą kolorowe balony.
Zaczynam płakać.
Max siada obok mnie na łóżku. Niezdarnie otacza mnie ramieniem. Odgrywanie siostry miłosierdzia nie jest jego najmocniejszą stroną. Kiedyś w Boże Narodzenie rozchorowaliśmy się na grypę. W przerwach między napadami torsji przynosiłam mu z łazienki zimne kompresy.
– Zo – mruczy. – Jak się czujesz?
– A jak ci się zdaje? – Pluję jadem. Gniew aż we mnie kipi. Wypełnia przestrzeń zarezerwowaną dotąd dla dziecka. – Chcę go zobaczyć…
Max nieruchomieje.
– Ja, uhm…
– Zawołaj pielęgniarkę. – Głos dobiega z kąta, w którym siedzi mama. Oczy ma czerwone i podpuchnięte. – Słyszałeś, co powiedziała.
Max kiwa głową, wstaje i wychodzi z sali. Mama bierze mnie w ramiona.
– To niesprawiedliwe – wykrztuszam.
– Wiem, Zo. – Gładzi mnie po włosach, a ja przywieram do niej jak wówczas, kiedy miałam cztery lata i wyśmiewano mnie za piegi, albo piętnaście, gdy po raz pierwszy złamano mi serce. Dociera do mnie, że nigdy nie przytulę tak swojego dziecka, i płaczę jeszcze bardziej.
Pielęgniarka wchodzi do sali, za nią Max.
– Zobacz. – Podaje mi zdjęcie naszego synka. Wygląda, jakby spał. Ręce ma zwinięte w piąstki po obu stronach twarzy, dołeczek w brodzie.
Pod zdjęciem widnieją odciski dłoni i stopy, tak małe, że aż nierzeczywiste.
– Pani Baxter – mówi cicho pielęgniarka. – Przykro mi z powodu pani straty.
– Dlaczego pani szepcze? – pytam. – Dlaczego wszyscy szepczecie? I gdzie, do cholery, jest moje dziecko?
Jak na zawołanie wchodzi druga pielęgniarka, z moim synkiem na rękach. Jest ubrany, tonie w zbyt obszernych śpioszkach. Wyciągam ręce.
Przez jeden dzień pracowałam na oddziale intensywnej terapii noworodków. Grałam na gitarze wcześniakom i śpiewałam im – noworodki poddane muzykoterapii wykazują lepsze dotlenienie i przyspieszoną akcję serca, a według niektórych badań znacznie szybciej przybierają na wadze. Pracowałam z jedną matką, śpiewając po hiszpańsku dla jej dziecka, gdy do sali zajrzała pani z opieki społecznej i poprosiła mnie o pomoc.
– Dziś rano zmarło dziecko Rodriguezów – powiedziała. – Rodzina czeka na ostatnią kąpiel.
– Ostatnią kąpiel?
– To czasami pomaga – wyjaśniła kobieta. – Ale to liczna rodzina i przydałaby się pomoc.
Kiedy weszłam do prywatnej sali, gdzie czekała rodzina, wszystko stało się jasne. Matka siedziała na bujanym krześle z martwym noworodkiem w ramionach. Twarz miała jak wykutą z kamienia. Ojciec dziecka stał nad nią. Nie zabrakło też wujów, ciotek i dziadków, milczącego kontrapunktu bratanków i siostrzenic, biegających z piskiem wokół łóżka.
– Cześć – powiedziałam. – Mam na imię Zoe. Czy mogę wam coś zagrać? – Wskazuję na gitarę, przewieszoną na pasku przez plecy.
Gdy matka nie odpowiedziała, uklękłam naprzeciw niej.
– Miała pani śliczną córeczkę.
Nikt się nie odezwał, więc wzięłam gitarę i zaczęłam śpiewać – tę samą hiszpańską kołysankę, którą nuciłam przed chwilą:

Duérmete, mi niña
Duérmete, mi sol
Duérmete, pedazo
De mi corazón.

Rozpędzone dzieci zatrzymały się na chwilę. Dorośli utkwili we mnie wzrok. Znalazłam się w centrum uwagi; całą swą energię skupili na mnie zamiast na biednym dziecku. Gdy zjawiła się pielęgniarka, aby po raz ostatni wykąpać noworodka, wymknęłam się z sali, poszłam do administracji i powiedziałam, że rezygnuję.
Dziesiątki razy grałam przy łóżkach umierających dzieci; zawsze uważałam za przywilej, że muzyką niejako odprowadzam je na drugą stronę. Ale teraz było inaczej. Nie mogłam zgrywać Orfeusza, jeśli Max i ja tak usilnie staraliśmy się o dziecko.
Mój synek jest chłodny w dotyku. Kładę go sobie między nogami na szpitalnym łóżku i rozpinam niebieską piżamę, w którą ubrała go jakaś litościwa pielęgniarka. Kładę dłoń na jego piersi, ale nie czuję bicia serca.
Duérmete, mi niño, szepczę.
– Chciałaby pani trochę z nim pobyć? – pyta pielęgniarka, która go przyniosła.
Patrzę na nią.
– Mogę?
– Ile pani zechce – odpowiada. – No… – Nie kończy zdania.
– Gdzie leży?
– Słucham?
– Kiedy go tu nie ma. Gdzie leży? – Patrzę na pielęgniarkę. – W kostnicy?
– Nie. U nas.
Kłamie. Wiem, że kłamie. Gdyby leżał z innymi dziećmi, nie byłby lodowaty jak jesienny poranek.
– Chcę zobaczyć.
– Obawiam się, że nie możemy…
– Słyszała pani? – W głosie mamy pobrzmiewa władczy ton. – Zróbcie to, o co prosi.
Pielęgniarki patrzą po sobie. Jedna wychodzi na zewnątrz i wraca z wózkiem inwalidzkim. Pomagają mi zejść z łóżka i usiąść. Cały czas trzymam dziecko.
Max wiezie mnie korytarzem. Zza jakichś drzwi dobiega jęk rodzącej kobiety. Max przyspiesza kroku.
– Pani Baxter chce zobaczyć, gdzie leży jej syn – mówi pielęgniarka do koleżanki zza biurka, jakby to się rozumiało samo przez się. Prowadzi mnie za dyżurkę, obok regałów wypełnionych przyborami i stertami kocyków i pieluch. Za regałami stoi mała lodówka z nierdzewnej stali, podobna do tej, jaką miałam w akademiku.
Pielęgniarka otwiera lodówkę. Początkowo nie rozumiem, lecz zaglądam do środka i na widok białych ścian oraz pojedynczej półki doznaję olśnienia.
Mocniej przyciskam dziecko, ale jest tak małe, że prawie go nie czuję. Całkiem jakbym trzymała worek piór, oddech, życzenie. Niewiele myśląc, wstaję z wózka – byle tylko nie widzieć lodówki – i nagle nie mogę złapać tchu, świat wiruje przed oczami, a serce rozpada mi się na kawałki. Osuwam się na ziemię z myślą, że go nie upuszczę. Dobra matka nie zrobiłaby tego na pewno.

– Chce pani powiedzieć – mówię do doktor Gelman, mojej lekarz prowadzącej – że jestem chodzącą bombą zegarową.
Po tym jak zemdlałam, zostałam ocucona i opowiedziałam lekarzom o objawach, podano mi heparynę. Prześwietlenie wykazało skrzep w płucach – zator. Dowiaduję się od doktor Gelman, że badanie krwi ujawniło problemy z krzepnięciem. Czyli sytuacja może się powtórzyć.
– Niekoniecznie. Skoro już wiemy, że ma pani AT III, możemy zastosować kumadynę. To da się wyleczyć, Zoe.
Siedzę jak zaczarowana; jeden nieostrożny ruch, a skrzep powędruje do mózgu i nabawię się tętniaka. Doktor Gelman zapewnia, że po zastrzykach z heparyny to wykluczone.
Rozczarowanie ciąży mi kamieniem na sercu.
– Czemu dopiero teraz na to wpadliście? – pyta Max. – Przecież robiliście wszystkie badania.
Doktor Gelman przenosi na niego wzrok.
– Niedobór antytrombiny III nie ma z ciążą żadnego związku. Człowiek przychodzi z tym na świat, a trombofilia na ogół ujawnia się w młodym wieku. Często nie sposób jej zdiagnozować, dopóki coś nie nasili problemu. Na przykład złamana noga. Lub, jak w przypadku Zoe, skurcze i poród.
– Czyli ciąża nie ma tu nic do rzeczy – podchwytuję skwapliwie. – Więc teoretycznie jeszcze mogę mieć dziecko?
Zwleka z odpowiedzią.
– Jedno nie wyklucza drugiego – odpowiada. – Ale może porozmawiamy o tym za kilka tygodni?
Obie odwracamy głowy do drzwi, które zamykają się za Maxem.

Gdy zostaję wypisana ze szpitala, salowa wiezie mnie na wózku do windy, a Max idzie obok z moją walizką. Zauważam coś, na co nie zwróciłam uwagi przez dwa dni, które tu spędziłam – pojedynczy jaskier w małym, szklanym wazoniku przyczepionym do drzwi. Moich drzwi, żadnych innych na korytarzu. Domyślam się, że to znak dla pielęgniarek, które przychodzą pobrać krew, i reszty personelu. Znak, że w przeciwieństwie do pozostałych sal na porodówce tu nikt się nie cieszy. Bo tu wydarzyło się coś strasznego.
Kiedy czekamy na windę, przywożą inną kobietę. Trzyma w objęciach noworodka, a na poręczy wózka kołysze się balon z napisem „Gratulacje”. Jej mąż staje obok z naręczem kwiatów.
– Tatuś przyszedł? – grucha kobieta. – Pomachasz do tatusia?
Słychać dzwonek i winda się otwiera. Jest pusta, wystarczy miejsca na dwa wózki. Kobieta wjeżdża przodem, moja salowa rusza za nią.
Ale Max zastępuje nam drogę.
– Pojedziemy następną – mówi.
Wracamy ciężarówką Maxa, która pachnie ziemią i skoszoną trawą, chociaż w tyle nie ma żadnych narzędzi ani kosiarek. Zastanawiam się, kto pojechał na robotę. Max włącza radio i łapie stację muzyczną. To nie bagatela, przeważnie kłócimy się, co wybrać. Lubi słuchać audycji motoryzacyjnych i wiadomości… byle nie muzyki. Z kolei ja nie ujadę kilometra, żeby sobie nie pośpiewać z głośnikiem.
– W weekend ma być ładna pogoda – mówi. – Zapowiadają upał.
Wyglądam przez okno. Stoimy na czerwonym świetle, a obok nas matka z dwójką dzieci, które na tylnym siedzeniu zajadają herbatniki.
– Myślałem, że może moglibyśmy pojechać na plażę.
Max surfuje; jest koniec lata, normalnie właśnie tak spędziłby sobotę. Ale nic nie jest normalne.
– Może – odpowiadam.
– Myślałem – ciągnie Max – że to byłoby dobre miejsce na… wiesz. – Przełyka ślinę. – Prochy.
Nazwaliśmy synka Daniel i poprosiliśmy o kremację. Prochy wrócą w urnie w kształcie ceramicznego bucika z niebieską wstążką. Nie rozmawialiśmy jeszcze, co z nimi zrobimy, ale Max ma rację. Przecież nie postawię ich w kuchni. I nie zakopię w ogródku, tam, gdzie pochowaliśmy kanarka. Przynajmniej na plaży jest ładnie. Zresztą, cóż innego mi pozostaje? W końcu dziecko nie zostało poczęte w romantycznym miejscu, na przykład w Wenecji, żebym mogła puścić urnę z nurtem Padu, ani pod rozgwieżdżonym niebem Tanzanii, by wysypać jej zawartość na wiatr Serengeti, tylko w klinice z probówki. Przecież nie rozsypię prochów na korytarzu.
– Może – powtarzam, bo w tej chwili nie stać mnie na nic więcej.
Gdy stajemy pod domem, widzę samochód mamy. Posiedzi ze mną przez cały dzień, kiedy Max będzie w pracy. Pomaga mi wysiąść.
– Masz na coś ochotę, Zo? – pyta. – Napiłabyś się herbaty? Albo kakao? Może obejrzymy „Czystą krew”…
– Chcę się położyć – odpowiadam, a gdy oboje rzucają się w moją stronę, powstrzymuję ich ruchem ręki. Powoli idę korytarzem, przytrzymując się ściany. Ale zamiast do sypialni kieruję się do mniejszego pokoju po prawej stronie.
Jeszcze miesiąc temu służył jako mój prowizoryczny gabinet – miejsce, gdzie Alexa raz w tygodniu robiła mi rozliczenia. Potem, w ciągu jednego weekendu, Max i ja przemalowaliśmy ściany na jaskrawożółty kolor, po czym wstawiliśmy łóżeczko i stolik do przewijania, upolowane w komisie za całe czterdzieści dolców. Max dźwigał, a ja układałam książki, moje ulubione z dzieciństwa: „Tam, gdzie żyją dzikie stwory”, „Piesek brudasek” i „Czapki na sprzedaż”.
Ale teraz, kiedy otwieram drzwi, wstrzymuję oddech. Zamiast łóżeczka i stolika do przewijania widzę tylko stary stół kreślarski, który służy mi za biurko. Szumi podłączony komputer, obok w równym rządku stoją segregatory. Moje instrumenty – djembe, banjo, gitary i dzwonki – tkwią ustawione pod ścianą.
Jedynym świadectwem, że to mógł być pokój dziecięcy, są wciąż jaskrawo żółte ściany. W kolorze, jaki czujesz w sobie, kiedy się uśmiechasz.
Kładę się na dywaniku po środku i zwijam w kłębek. Z korytarza napływa głos Maxa.
- Zoe? Zo? Gdzie jesteś? - Słyszę, jak sprawdza w sypialni, potem w łazience. Wreszcie otwiera drzwi i mnie widzi. - Zoe - mówi. – Co się stało?
Rozglądam się po tym pokoju niedziecięcym i myślę o panu Dockerze, o tym, co znaczy uświadomić sobie swoje otoczenie. Jakby obudzić się z pięknego snu z nożem przystawionym do gardła.
- Wszystko - szepczę.
Max siada obok mnie.
- Musimy porozmawiać.
Nie patrzę na niego. Nawet nie siadam. Wpatruję się przed siebie, mam oczy na wysokości kaloryfera. Max zapomniał wyjąć zatyczki z gniazdek. Wciąż mają plastikowe osłonki, żeby nikomu nie stała się krzywda.
Za późno.
– Nie teraz – mówię.

Tracisz zęby, włosy, szansę. Tracisz pracę. Tracisz na wadze.
Tracisz pieniądze. Tracisz rozum.
Tracisz nadzieję, tracisz wiarę. Tracisz poczucie orientacji.
Tracisz kontakt ze znajomymi.
Tracisz głowę. Tracisz zmysły. Tracisz rachubę.
Tracisz dziecko, tak przynajmniej mówią.
Tyle że ja wiem dokładnie, gdzie ono jest.

Budzę się następnego dnia i piersi mam jak z kamienia. Nawet oddech sprawia mi ból. Dziecka nie ma, ale ciało chyba o tym nie wie. Pielęgniarki w szpitalu uprzedzały, że tak będzie. (…)

przeczytaj fragment książki

Tam gdzie ty (miękka)

książka

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Oprawa: miękka

Ilość stron: 568

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawy

Nasza cena: 24,77

Cena detaliczna: 35,90

U nas taniej o 31%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka
Powrót Darmowa wysyłka dla zamówień od 99zł. SPRAWDŹ!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (8)

  • Inne wydania

Tam gdzie ty - opis produktu:

Po dziesięciu latach małżeństwa i długotrwałych bezskutecznych staraniach o dziecko, Zoe i Max Baxter postanawiają się rozstać. Zoe, ku własnemu zaskoczeniu, znajduje szczęście u boku kobiety, Max szuka pocieszenia w kościele. Lecz marzenie o dziecku trwa, i to, co wydawało się być na wyciągnięcie ręki, przeradza się w starcie światopoglądów i przekonań religijnych, w którym nie ma miejsca na sentymenty.
To powieść o trudnych, często bardzo bolesnych wyborach oraz o tym, że każdy ma prawo do szczęścia. Ale czy na pewno? Do książki dołączony jest prezent w postaci płyty - każda z piosenek odpowiada jednemu rozdziałowi powieści, ale jak sugeruje autorka, można dowolnie łączyć lekturę z muzyką.

`Coś niezwykle ważnego dla książki, a przede wszystkim dla mnie samej, wydarzyło się w mojej rodzinie. Kiedy pisałam "Tam gdzie ty", mój syn, Kyle, inteligentny i utalentowany nastolatek, przyniósł mi jedną ze swoich szkolnych prac do przeczytania. Był to esej na temat bycia homoseksualistą. Czy wiedziałam, że Kyle jest gejem? Pewne podejrzenia miałam już , gdy miał pięć lat. Ale to była jego osobista rzecz do odkrycia i ujawnienia. Nie byłam tym zaskoczona tylko bardzo się cieszyłam, że to akceptuje, że jest wystarczająco odważny, by być sobą i podzielić się tym z rodziną..."
Jodi Picoult

`Picoult stworzyła kolejny majstersztyk. Wnikliwie analizuje współczesna medycynę reprodukcyjną, pojęcie rodziny oraz najlepsze warunki dla wychowania dziecka.`
People

`Powieści Picoult nie zbierają kurzu na nocnym stoliku, czytelnik pochłania je w mgnieniu oka i chce jeszcze. Picoult odważnie podejmuje trudny temat, dając czytelnikowi wiarę w wyższą instancję - nie prawo, Boga czy współczesną medycynę, a zwykłą, ludzką dobroć.`
LA Times


Jodi Picoult (ur. 1966) - jest autorką 18 powieści, m.in.: "Bez mojej zgody", "Krucha jak lód", "W naszym domu", "Linia życia". Łączny nakład jej książek przekroczył już 15 milionów egzemplarzy. Powieści Jodi Picoult przetłumaczono dotychczas na 34 języki.

Tytuł oryginału: Sing You Home
Tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska

Tam gdzie ty - wybrana recenzja:

kajakrasnal 7/06/2012
recenzja dotyczy produktu: Książki

recenzja nagrodzona 8.00pkt

Książki, które wychodzą z pod pióra Jodi Picoult czyta się zawsze przyjemnie, pomimo ich trudnej tematyki i szybko, pomimo ich objętości. W intensywny sposób wpływają one na emocje czytelnika, jego poglądy i spojrzenie na świat. Pobudzają myślenie, refleksje i proces analizy utartych przekonań. To,... (czytaj dalej)

Tam gdzie ty - szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: literatura piękna, dla kobiet

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa:miękka
Okładka:miękka
Wymiary:125x195
Ilość stron:568
ISBN:978-83-7839-013-8
Wprowadzono: 11.01.2012
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Tam gdzie ty - recenzje klientów

7/06/2012
recenzja dotyczy produktu: Książka

recenzja nagrodzona 8.00pkt

Książki, które wychodzą z pod pióra Jodi Picoult czyta się zawsze przyjemnie, pomimo ich trudnej tematyki i szybko, pomimo ich objętości. W intensywny sposób wpływają one na emocje czytelnika, jego poglądy i spojrzenie na świat. Pobudzają myślenie, refleksje i proces analizy utartych przekonań. To, co wydaje się, że jest oczywiste i słuszne w powieściach autorki kreowane jest w innym świetle i staje się dużym znakiem zapytania.
?Tam gdzie ty? jest historią, która może wywołać skrajne odczucia. Jej głównymi tematami są homoseksualizm oraz zamrożone zarodki w klinice in vitro. Zoe Baxter jeszcze nie dawno była szczęśliwą mężatką u boku ukochanego mężczyzny. Niestety ich związek nie przetrwał próby czasu, gdy Zoe usilnie starała się być w ciąży. Posiadanie dziecka było i jest jej nieskończonym marzeniem. Po kolejnym poronieniu, jej mąż Max postanawia odejść od niej, gdyż znudziła mu się rola dawcy spermy. Każde z nich obrało inną ścieżkę, by zatuszować ból, który oboje noszą w sobie. Zoe, jako muzykoterapeuta oddaje się pracy, Max na nowo popada w alkoholizm. Ona odnajduje szczęście u boku drugiej kobiety, z którą bierze ślub. On staje się członkiem kościoła ewangelickiego, który w homoseksualizmie widzi samo zło. Drogi tych dwojga łączą się w sądzie, gdzie odbywa się walka o zamrożone zarodki, które nie sposób nazwać ani ludźmi ani własnością właściciela.
Gama wydarzeń, zwrotów akcji i ludzkich zachowań jest bardzo szeroka. Tło związane z muzykoterapią jest niezwykłe i hipnotyzujące. Ilość problemów i poglądów oraz różnorodność postaci nadają książce oryginalny wydźwięk. Natomiast wiedza prawna, medyczna i terapeutyczna wzbogaca tę opowieść i zwiększa jej wartość.
Należy powiedzieć, że dzieła Jodi Picoult są zawsze dobrze przygotowane merytorycznie, a jej naturalny język pisany pozwala z łatwością przyswoić to, co wydaje się obce i nieznane. Jako oddany czytelnik tej autorki przyznaję, że mam słabość do jej książek. Z wielką przyjemnością zapoznałam się i z tym egzemplarzem. Nie jest on najlepszej jakości i może spotkać się z niezrozumieniem, ale myślę, że zalety tej twórczości pokrywają pewne niedoskonałości. Jak dla mnie książka jest zbyt skrajna i stronnicza, ale ten fakt może wynikać z osobistych doświadczeń autorki, której syn jest homoseksualistą.
Generalnie zachwyciła mnie przestrzeń poruszanych problemów i umiejętność wyrażenia tak niskich, jak i wysokich odczuć. Poczuć bohaterów od środka to jest głębokie doświadczenie, za które pragnę podziękować.

8/08/2017
recenzja dotyczy produktu: Książka

Uwielbiam tę książkę. Autorka nie unika tematów tabu, wzbudza silne emocje i wie o czym pisze ( może to śmiesznie zabrzmi, ale niestety nie każdy pisarz posiada tę umiejętność). " Tam gdzie ty" to pierwsza książka Picoult,którą przeczytałam w wakacje, ale wiem,że na pewno nie ostatnia....

Max i Zoe są małżeństwem " po przejściach". Powodem są nieskuteczne próby spłodzenia potomka. Kilka poronień, nieudana procedura in vitro,która również kończy się niepowodzeniem ( kobieta rodzi martwe dziecko), sprawiają,że małżeństwo oddala się od siebie. Wyładowują na sobie emocje, frustracje, obwiniają się nawzajem, aż w końcu napięta sytuacja przerasta ich i prowadzi do ostateczności- rozstania.
Max szuka pocieszenia u Boga i staje się katolikiem z krwi i kości. Zoe znajduje ukojenie w ramionach kobiety, Vanessy. Uczucie jakie rodzi się między nimi prowadzi do homoseksualnego ślubu. Zoe wciąż pragnie zostać mamą i w głowie kobiety rodzi się pomysł. W klinice znajdują się zarodki do wykorzystania. Vanessa mogłaby donosić ciążę. Jedynym problemem jest fakt,że prawo do zarodków ma zarówno Zoe jak i jej mąż. Max jest przerażony nową miłością żony i ani myśli pozwolić homoseksualnej parze wychowywać dziecko,którego jest ojcem. Zwłaszcza iż jest to sprzeczne z nauką kościoła. Sam zamierza oddać zarodki bratu i jego żonie,którzy również nie mogą mieć dzieci. Rozpoczyna się batalia w sądzie...

Kościół vs. homoseksualizm. Wiara vs. miłość. Dwa rodzaje miłości. Niewyobrażalne pragnienie posiadania dziecka.. Kto wygra walkę i jak potoczą się losy bohaterów? A nie zdradzę- przekonajcie się sami. Powiem tylko,że zakończenie mocno zaskakuje... Polecam.

10/07/2013
recenzja dotyczy produktu: Książka

Całkiem niedawno dowiedziałam się o filmie Bez mojej zgody, ekranizacji powieści Jodi Picoult, amerykańskiej pisarki, autorki 21 tytułów (z czego na razie tylko 20 jest w Polsce). Opowiada ona o dziewczynce, która została poczęta w sposób sztuczny, by jej tkanki były całkowicie zgodne z tkankami starszej, chorej na raka siostry i by mogła zapewnić jej materiał do przeszczepu. Osobiście lubię historie tego typu, gdyż zmuszają Czytelnika do myślenia. Od tamtego czasu polujowałam na książki Pani Picoult, aż w końcu, nie dalej jak tydzień temu, znalazłam. Tam gdzie ty jest jedną z tych powieści, które poruszają tematy kontrowersyjne i niecodzienne. Pomagają spojrzeć na świat oczami innych, często pokrzywdzonych czy wyśmianych. W tym akurat przypadku mamy do czynienia z Zoe, ponad czterdziestoletnią kobietą, której mąż po dziewięciu latach małżeństwa zostawia, kiedy umiera ich długooczekiwane dziecko. Zoe jest załamana tą podwójną stratą, jednak mimo to po pewnym czasie wraca do pracy jako muzykoterapeutka i poznaje Vanessę. Głównej bohaterce wydaje się, że szkolna pedagog jest tylko jej przyjaciółką, ale w końcu zauważa, ze ich przyjaźń przerodziła się w miłość i wspólną walkę o dziecko przeciw swojemu byłemu mężowi, który z ateisty przemienił się nagle w wiernego chrześcijanina. Pani Picoult bardzo zręcznie ukazała przemianę orientacji Zoe. Nawet nie tyle przemianę, co dotarcie tej informacji do jej świadomości. Przedstawiła homoseksualizm nie jako wybór, bo kto dobrowolnie wybierałby trudne życie geja lub lesbijki w dzisiejszym, homofonicznym świecie, ale jako coś całkowicie naturalnego i nijak niezwiązanego z wolą bohaterki. Pokazała również to, że nie każdy homoseksualista bierze tęczową flagę i chodzi na parady równości ani nie manifestuje swojej inności na każdym kroku. Podeszła do tematu w sposób, na który nie każdego byłoby stać. Żeby jeszcze bardziej podkreślić niewinność związku Zoe i Vanessy, Autorka postawiła skrajnie prawicową grupę ewangelizacyjną, do której przyłączył się Max, jako ich przeciwników. Manifestowali nienawiść do związków osób tej samej płci w sposób, który w dzisiejszych czasach nie mieści się w zasadzie w żadne normy, powołując się na Biblię i zniekształcając obraz wiary do fanatyzmu. Zoe jest postacią niezwykle dopracowaną, której emocje i uczucia znajdą odzwierciedlenie w naszych. Przemiana z idealnej żony Maxa do idealnej żony Vanessy jest wyjaśniona w sposób całkowicie logiczny, chociaż zaskakujący. Również Max, który przechodzi zmianę podobną rozmiarem do Zoe, ale o wiele gwałtowniejszą, dokonuje wyborów, które koniec końców są zgodne z tym samym Maxem sprzed przemiany. Ponadto bohaterowie nie są już dziećmi. Są dorosłymi ludźmi, którzy znają wagę swoich wyborów i zdają sobie sprawę z ich konsekwencji, a mimo to starają się dokonywać ich zgodnie z samym sobą. Autorka powieści ukazuje w jasnym świetle siłę muzyki, która pomaga przejść przez najgorsze załamania, otworzyć się na innych, pokonać depresję i poprawić nastrój. Jest również dowodem na to, że człowiek ma nie tylko ciało, ale również i duszę. Ciekawym pomysłem kompozycyjnym, jaki wykorzystała w książce Pani Picoult jest pisanie historii z perspektywy kilku różnych bohaterów. Dzięki temu Czytelnik zna dokładny obraz sytuacji i emocji, jakie kotłują się w głowach postaci. Co mi się nie podobało w Tam gdzie ty? Długo szukałam odpowiedzi na to pytanie. W końcu znalazłam. W pewnym momencie powieści Zoe traci dziecko. Opis uczuć jest zrobiony w sposób genialny, idealnie oddaje emocje, jakie towarzyszą tej chwili, ale ponieważ sytuacja ma miejsce bliżej początku niż końca powieści, nie byłam zżyta z bohaterką i nie wzruszyła mnie ta chwila, choć może powinna. Ponadto nie przypadł mi do gustu obraz kościoła, jaki został przedstawiony. Pani Picoult ukazała zgromadzenie chrześcijańskie, które ze swoim fanatyzmem może być nazwany sektą, ale dla tych, którzy nie znają religii chrześcijańskiej może być to znak, że każdy wyznawca tej religii ma taki stosunek do odmienności seksualnej, a tak nie jest. Może nie każdy to akceptuje, ale na pewno nie biega za taką osobą z krzyżem i wodą święconą. Moja ocena: 9/10 Jako dramat, a taką funkcję Tam gdzie ty miało spełniać, powieść była w sumie mało dramatyczna. Owszem, były chwile, kiedy tętno rosło, ale już na następnej stronie napięcie ustępowało. Zaskoczyła mnie jedynie sama końcówka, ale nie powiem Wam dlaczego, bo zakończenia nie powinno się zdradzać :)

27/11/2012
recenzja dotyczy produktu: Książka

Nie pierwszy raz spotykam się z tą autorką, która za każdą przeczytaną książką potrafi mnie zaskoczyć jeszcze bardziej jak poprzednim razem. Tym razem poruszyła dosyć trudne tematy, ale podziwiam ją za to, że się tego nie bała! Kościół, homoseksualizm (i czy takie pary powinny mieć dzieci), stereotypy... Do tego wszystkiego dochodzi muzykoterapia. Czy podobała mi się stworzona przez autorkę całość? O tym zaraz. Pani Picoult urodziła się w 1966 roku. Studiowała nauki humanistyczne na Uniwersytecie Princeton i pedagogikę na Uniwersytecie Harvarda. W 2003 roku otrzymała nagrodę New England Book Award za całokształt twórczości. Na swoim koncie ma już około 20 książek. Wydaje mi się, że jest najchętniej czytaną autorką. ?Wiara to droga, którą docieramy do marzeń. Uwierz, że możesz czegoś dokonać, a na pewno się spełni.? Poznajemy Zoe i Maxa - są małżeństwem od prawie 10 lat. Od jakiegoś czasu starają się o dziecko, niestety los nie chce ich uszczęśliwić. Mają tylko siebie, od wszystkich się oddalili, głównie z powodu dziecka. Wydawałoby się, że ich małżeństwo jest szczęśliwe, jednak niedługo po tym, jak Zoe rodzi martwe dziecko, Max chce rozwodu. ?Uważajcie, czego sobie życzycie. Bo rozczarujecie się na pewno.? Zoe pracuje jako muzykoterapeutka - próbuje dotrzeć do człowieka za pomocą muzyki. Razem z Vanessą, czyli koleżanką z pracy są moimi ulubionymi bohaterkami, i dziękuję autorce za to, że je stworzyła! Max... Został przedstawiony w taki sposób, że aż nie chciało mu się współczuć. Jest spłukanym ogrodnikiem, który po małym wypadku odnalazł Jezusa i zaczął chodzić do kościoła, chociaż wcześniej był ateistą jak Zoe. Była żona Maxa znalazła przyjaciółkę - Vanessę Shaw. Wkrótce przekonuje się, że łączy ich coś więcej... A Vanessa myśli o Zoe w ten sam sposób co ona. ?Nie stajesz się dla kogoś wzorem, bo znasz odpowiedzi na wszystkie pytania. Stajesz się wzorem, bo zadajesz właściwe pytania.? Powiem Wam coś. Nie mam nic przeciwko osobom homoseksualnym. Nie mam nic przeciwko wierzącym.. O ile się tym ktoś nie afiszuje ani nie próbuje wklepać do głowy swoich poglądów. Homoseksualiści moim zdaniem to też ludzie! i zasługują na takie same traktowanie jak wszyscy. Jeśli chodzi o wierzących to trudno mi coś na ten temat powiedzieć, bo jestem ateistką, a nie chcę urazić innych. ?[...] kiedy jesteś zakochana, nie zauważasz w drugiej osobie tego, co ci się nie podoba.? Związek Vanessy i Zoe rozkwita, zamierzają wziąć ślub. Zoe dalej marzy o dziecku, a Vanessa chce je jej urodzić. Udają się do kliniki, gdzie mówią im, że żeby wykorzystać zarodki do ciąży Vanessy, potrzebna jest zgoda Maxa, który ma się zastanowić. Wiecie, Zoe i Vanessa chciały być tylko i wyłącznie szczęśliwą rodziną. A co za to dostały? Pozew do sądu. Max chce co innego zrobić z zarodkami - oddać je swojemu bratu i jego żonie... ?Jeśli zakochiwaniu się towarzyszy jakiś aspekt fizyczny - motyle w brzuchu, huśtawka emocji - z odkochiwaniem się jest podobnie. Płuca zamieniają się w sita i nie możesz nabrać wystarczająco powietrza. Wnętrzności zamarzają na kamień, a serce kurczy się jak groszek.? Nienarodzone dzieci, wytykane błędy z przeszłości, podchwytliwe pytania, wsparcie. Kto wygra sprawę w sądzie? Czy Zoe i Vanessa spełnią swoje marzenia? A może to Max będzie mógł zostać wujkiem? Żeby się tego dowiedzieć, koniecznie sięgnijcie po Tam gdzie Ty! ?Nieważne, co mówią Joe Hoffman i Wade Preston: rodzina to nie płeć, tylko miłość. Nie potrzeba matki i ojca, ani na siłę dwojga rodziców. Grunt to mieć kogoś, na kim można polegać.? Zacznijmy od tego, że według mnie to jest druga najlepsza książka tej autorki, zaraz po Karuzeli Uczuć, którą prawie całą przepłakałam. Bardzo polubiłam Zoe i Vanessę, ale jestem zła na autorkę za to, że bardziej nie rozwinęła opisy lesbijskich nocy. :P Wyszła z tego naprawdę dobra powieść, którą można się cieszyć przez dobre kilka dni. Moim zdaniem jest zaliczana do cegiełek, ale tych bardzo chętnie czytanych. A więc czy polecam? Tam gdzie Ty czyta się lekko, szybko, przyjemnie. Ta książka jest piękna, zaskakująca - i nie ogranicza się do jednego, ciężkiego tematu. Nie ukrywam, że gdy zobaczyłam, że jest rozdział z Maxem to chwytałam się za głowę i mówiłam w myślach: "O nie, znowu się zaczyna." Ogólnie.. te rozdziały mnie trochę bawiły, przepraszam. ;) Warto wspomnieć, że do książki dołączona jest płyta z muzyką, której ja niestety nie miałam szansy posłuchać. Polecam. ?Bezpieczeństwo to rzecz względna. Możesz dopłynąć tak blisko brzegu, że prawie czujesz grunt pod nogami, po czym nagle roztrzaskujesz się na skałach.?

agnieszkaannazak(at)gmail.com 24/02/2012
recenzja dotyczy produktu: Książka

Spodziewałam się, że „Tam gdzie ty” będzie przede wszystkim opowieścią o chęci posiadania dziecka i próbie pogodzenia się z jego utratą. Tymczasem to tylko jeden z nielicznych tematów. Po dziewięciu latach małżeństwa i trzecim nieudanym in vitro Max decyduje się zostawić żonę. Najpierw ponownie zaczyna leczyć wszystkie problemy alkoholem, potem szuka pocieszenia w Ewangelickim Kościele Wiecznej Chwały. Tymczasem Zoe po załamaniu powraca do pracy muzyterapeutki, pomagając między innymi ciężko poparzonym dzieciom. Ponownie się też zakoc[...]e, tym razem w kobiecie. I znów odzyskuje nadzieję na dziecko.

Znajdziemy tu też trochę szczegółów o samej procedurze in vitro. Trzy zamrożone zarodki nie mogą już zostać wykorzystane przez Zoe, ale może z nich skorzystać jej nowa partnerka – Vanessa. Na to jednak wymagana jest zgoda byłego małżonka. Max opuścił żonę, gdyż miał dość jej ciągłego skupiania się na dziecku i – choćby ze względu na alkoholizm – sam nie planuje w najbliższym czasie potomstwa. Mimo to ulega zarówno namowom pastora, jak i religijnego brata i bratowej.

Nic nowego w sporze Kościół vs homoseksualiści tu jednak nie znajdziemy, być może dlatego, że w zasadzie wszystkie argumenty są znane i nic odkrywczego do powiedzenia nie ma. Dlatego po jednej stronie barykady znajdziemy tłum protestujący pod kinem przeciw wyświetlaniu gejowskiego filmu, a na pierwszą linię wysuwający kobietę, która kiedyś miała „lesbijski problem”, ale dzięki terapii zrozumiała, że to wina przeżyć z dzieciństwa i molestowania; teraz twierdzi, że jest heteroseksualna, choć w praktyce nigdy z mężczyzną nie była. Po drugiej stronie mamy dwie sympatyczne dziewczyny, które dobrze się razem czują, kochają się, a ich praca polega na pomocy zagubionym nastolatkom i ciężko chorym. I choć też potrafią wyrażać się ostro o religii, ciężko im nie kibicować.

Bo mamy tu do czynienia z konkretnym przypadkiem, nie z jakimiś ogólnymi ideami dobrego lub złego, nie z jakimiś ogólnymi zarodkami i dziećmi, o których łatwo mówić, gdy nie należą do nikogo konkretnego. Zoe ma prawo do swoich dzieci oraz do bycia szczęśliwą w takim życiu, jakie uzna dla siebie za najlepsze. Ale też Max – choć spowodował wybuch sądowej wojny i naraził wszystkich, na których mu zależy na koszmar – początkowo miał słuszne intencje. To nie bohaterowie wdają się w światopoglądowy spór, a zostają do niego wciągnięci przez grupy, które wierzą, że mają monopol na prawdę i w rzeczywistości nie zależy im na szczęściu tej dwójki ludzi, bądź co bądź wystarczająco już poturbowanych przez życie.

Do książki dołączona jest płyta z muzyką – to ballady z gitarą czy fortepianem, a każdy rozdział ma przyporządkowaną jedną piosenkę. To pomysł o tyle dobry, że główna bohaterka pracuje jako muzykoterapeutka i refleksje na temat muzyki oraz jej wpływu na ludzi przewijają się przez całą książkę, stanowiąc bardzo ciekawy dodatek do głównej fabuły. Szkoda tylko, że w książce nazwy utworów są przetłumaczone, natomiast utwory na płycie podpisane są po angielsku. Co prawda nie są to bardzo skomplikowane zwroty, wolałabym jednak, gdyby tytuły były ujednolicone.

Książka Picoult wbrew pozorom wcale nie jest o homoseksualizmie, nie przede wszystkim. Mówi bardziej uniwersalnie o dążeniu do bycia szczęśliwym bez względu na wszystko. A także o podejmowaniu najtrudniejszych życiowych decyzji, których nie da się jednoznacznie ocenić w kategorii dobro-zło – zwłaszcza gdy pomiędzy marzenia i pragnienia wkradają się nie tyle samo prawo i religia, co lubiący się popisywać prawnicy i duchowni tak zapatrzeni w cel, że aż sięgający po nieczyste zagrania.

finezja7(at)op.pl 31/01/2012
recenzja dotyczy produktu: Książka

Jodi Picoult to autorka, której książki zawsze wzbudzają we mnie całą gamę emocji. Od tych pozytywnych do tych negatywnych. Dlaczego? Bo Jodi w swoich książkach zawsze porusza jakieś ważne tematy. Takie, obok których nie sposób przejść obojętnie.
W najnowszej powieści zatytułowanej "Tam gdzie ty" również nie brakuje takich tematów.

Zoe i Max to małżeństwo, które ma za sobą już wieloletni staż. Zaraz po ślubie zaczęli starać się o dziecko, jednak jak się okazało oboje mieli problemy z płodnością przez co próby były nieudane. Dla Zoe możliwość posiadania dziecka jest bardzo ważna, na tyle, że namawia Maxa na procedurę in vitro, znosi lata uciążliwych leków hormonalnych i ze skrupulatnością godną podziwu wylicza swoje dni płodne. Kolejne próby, poronienia i nawet urodzenie martwego dziecka nie zniechęcają ją w walce o spełnienie marzenia. Jednak pewnego dnia Max nie wytrzymuje presji, i zostawia kobietę samą, żądając rozwodu. Wyprowadza się do brata i początkowo na powrót pogrąża w alkoholizmie, by po pewnym czasie odnaleźć swe miejsce we wspólnocie kościoła chrześcijańskiego. Zoe zaś zmaga się z sytuacją przy wsparciu matki i nieoczekiwanie dla siebie samej Vanessy- przyjaciółki, która okazuje się być lesbijką. Ku swojemu zdziwieniu Zoe odkrywa, że przy Vanessie czuję się tak dobrze, jak przy nikim innym. Po pewnym czasie kobiety postanawiają zalegalizować swój związek i wykorzystać zarodki, które zostały w klinice od czasu prób Maxa i Zoe. Niestety nie będzie to takie proste, gdyż na takie działanie potrzebna jest zgoda Maxa, a ten namawiany przez miejscowego pastora nie oddać ich byłej żonie.

Picoult więc jak zawsze podejmuje trudne tematy. Tym razem pokazuje zjawisko homoseksualizmu. To, co zasługuje tutaj na uznanie, to pokazanie tego problemu z różnych punktów widzenia. Przedstawia nam bowiem problem miłości dwóch kobiet z ich własnego punktu widzenia. Możemy zaobserwować z jakimi problemami życia codziennego się one spotykają, jak są oceniane przez środowisko, przez znajomych, jak codziennie muszą się mierzyć z nowymi przeciwnościami losu. Ale z drugiej strony ukazuje, jak takie związki zazwyczaj postrzegają ludzie z zewnątrz, tak mało wiedzący o związkach homoseksualnych, a tak łatwo je oceniających. Drugim trudnym tematem, jaki pojawia się w powieści to kwestia wiary. A raczej powiedziałabym fanatyzmu religijnego. Na przykładzie Maxa Picoult przedstawia nam przemianę. Jest to przemiana z człowieka niewierzącego, z rezerwą podchodzącego do wszystkiego, co związane z Bogiem w religijnego sprzymierzeńca, wręcz fanatyka, szukającego na wszystko odpowiedzi w Biblii, używającego jej dosłownie i co okrutne i smutne także zasłaniającego się nią, by osiągnąć swoje zamierzone cele.

Czytając Picoult nie sposób nie zaangażować się w całą historię. Wspaniałe jest w jej powieściach to, że ona nie osądza żadnego ze swoich bohaterów. Osąd pozostawia nam- czytelnikom. I to my możemy zdecydować, czy pochwalamy Zoe i Vanessę, czy podoba nam się ich sposób osiągnięcia szczęścia, czy może stoimy murem przy Maxie i kościele. A kiedy już opowiemy się za którąś ze stron, będziemy im kibicować z całej siły, niecierpliwiąc się, jakie będzie zakończenie.

Oczywiście w powieściach Picoult istnieje pewna schematyczność. Trudny temat plus podział na oglądanie sytuacji z perspektywy różnych bohaterów, takowa narracja pochodząca od tych bohaterów i na koniec nie mogłoby zabraknąć rozprawy na sali sądowej. Jest to schemat, który autorka powiela w swoich powieściach (przynajmniej tych, które dotąd czytałam), ale jednak mistrzowskie rozegranie tematu wynagradza te małe niedogodności i nie wpływa znacząco na ocenę książki.

sabinkat1[at]wp.pl 28/01/2012
recenzja dotyczy produktu: Książka

Jakiś czas temu przeczytałam "Świadectwo prawdy" i przepadłam. Książka była niesamowita, wciągająca, ale przede wszystkim rewelacyjna. Autorka pisze tak, że trudno nie polubić jej stylu. O powieściach Picoult z pewnością nie można powiedzieć, że są na raz i że po odłożeniu zapominamy o nich... zdecydowanie nie.
"Tam gdzie ty" to opowieść o małżeństwie, które po kilku nieudanych próbach in vitro postanawiają się rozejść i zacząć wszystko od nowa. Nigdy jednak nie przestali marzyc o dziecku. Zoe znajduje szczęście u boku kobiety. Max odnajduje swój spokój i szczęście w Kościele Wiecznej Chwały.
Czy ich wybór ich uszczęśliwi? Czy dostaną to czego pragną?
Ostatnia książka Jodi Picoult "Tam gdzie ty" została "ochrzczona" mianem kontrowersyjnej. Nie do końca się z tym zgadzam. Z pewnością jest książką, która porusza problematykę XXI wieku. Autorka poruszyła wiele ciekawych tematów, które warte są uwagi. Mało tego zrobiła to z punktu widzenia osób zainteresowanych jak i najbliższych obserwatorów. Co pozwalało poznać spostrzeżenia i całkiem odmienne punkty widzenia. Tematy w niej poruszane są nie tylko w naszym kraju na porządku dziennym, ale w innych krajach jest podobnie. Polska zmaga się z fanatycznymi katolikami, co raz częściej zauważamy też pary homoseksualistów, czy też co raz to więcej osób zmaga się z bezpłodnością, którą próbują przezwyciężyć.
Picoult poruszyła temat in vitro, który robi się co raz to popularniejszy, lecz nadal jest bardzo drogi i nie daje gwarancji powodzenia. Nadal też naród, nie tylko w Polsce jest podzielony na tych, którzy są za tym, żeby jak najbardziej stosować in vitro i uszczęśliwiać małżeństwo dziećmi. Jednak również na takich, którzy uważają się za bardzo religijnych i są przeciwni tej metodzie.
Jodi Picoult przedstawiła w książce temat homoseksualizmu z punktu widzenia osób o odmiennej orientacji, ich rodzin, przyjaciół czy też osób uważających się za religijnych. Czy tak na prawdę jest to religijność? Pogląd? Czy zwykła ludzka nienawiść? Myślę, że osąd pozostawiam każdemu kto przeczyta powieść lub też sam zaobserwuje to co nas otacza. Myślę, że i u nas takich przykładów nie brakuje.
Autorka nie zapomina o trudnej młodzieży. Przeplatała główny wątek fragmentami z terapii z dziećmi czy też młodzieżą z problemami. Okazuje się, że muzyka może być dobra na wszystko. W powieści znajdujemy miły dodatek w postaci płyty z muzyką, która może nam towarzyszyć podczas czytania. Niestety sama muzyka była bardzo fajna, jednak głos wokalistki drażnił me uszy.
Wracając do powieści. Jodi Picoult absolutnie mnie nie zawiodła. Świetnie napisana powieść, emocjonalna, problematyczna. Problematyka świetnie opisana, przeplatana bardzo dobrymi dialogami.
Rewelacyjnie napisana część z rozprawą sądową. Z tą autorką na pewno nikt nie będzie się nudził. Bardzo podobał mi się pomysł, by pokazać czytelnikom różne punkty widzenia, przedstawione przez bohaterów książki. Wiem, że do tej powieści powrócę, przede mną wiele innych książek Jodi Picoult, których jeszcze nie czytałam.
"Tam gdzie ty" z pewnością jest warte przeczytania, dlatego z czystym sumieniem polecam.

zwiedzamwszechswiat.blogspot.com 24/01/2012
recenzja dotyczy produktu: Książka

Jodi Picoult jest znana z tego, że w swojej twórczości nie unika tematów trudnych, kontrowersyjnych, budzących ogromne emocje analizując je z niezwykłą przenikliwością, a jednocześnie nadzwyczajnym wyczuciem, empatią i wrażliwością. Tak było w przypadku podnoszenia kwestii molestowania seksualnego dzieci ("W imię miłości"), ratowania życia jednego dziecka kosztem drugiego ("Bez mojej zgody") czy wrogości i nietolerancji wobec ludzkiej odmienności ("W naszym domu"). Podobne podejście obserwujemy i wyczuwamy w przypadku najnowszej powieści autorki zatytułowanej "Tam gdzie ty".

Zoe i Max Baxterowie są małżeństwem z dziesięcioletnim stażem, które od lat bezskutecznie stara się o dziecko. Stresująca codzienność, na którą składają się niezliczone wizyty w klinice leczenia niepłodności, a także dwa poronienia oraz narodziny martwego synka zamiast przybliżyć, oddalają małżonków od siebie. Zwłaszcza Maxa sytuacja najwyraźniej przerasta; nie potrafi być wsparciem dla żony i podźwignąć się z nieszczęścia - wnosi o rozwód, wprowadza się do brata i pogrąża się w alkoholizmie. Ogłuszona bólem Zoe radzi sobie nieco lepiej, od załamania ratują ją zajęcia z muzykoterapii, które prowadzi.
Oboje podejmują wysiłek, by ułożyć sobie życie od nowa. Max znajduje pocieszenie w religii i staje się gorliwym członkiem kościelnej wspólnoty. Zoe, nieoczekiwanie dla siebie samej, odnajduje szczęście w ramionach Vanessy, szkolnej psycholog.
W pewnym momencie Zoe i Vanessa zaczynają myśleć o dziecku, jednak niespodziewanie okazuje się, że do wykorzystania zamrożonych zarodków Zoe potrzebna jest zgoda Maxa. Niestety, ultrareligijny były mąż łatwo daje się zmanipulować homofobicznej kościelnej społeczności i w[...]a zaciekłą, bezpardonową walkę o zarodki w sądzie - byle tylko nie trafiły w ręce grzesznego lesbijskiego małżeństwa...


"Tam gdzie ty" jest powieścią zachwycającą swoją wielowymiarowością i mnogością poruszanych kwestii. Autorka podjęła próbę zmierzenia się z wieloma bolesnymi, drażliwymi i bulwersującymi zagadnieniami zasadzającymi się głównie na społecznych uprzedzeniach i stereotypach. Dzięki zastosowaniu narracji pierwszoosobowej i oddaniu głosu głównym bohaterom: Zoe, Maxowi oraz Vanessie, możemy spojrzeć na sprawę związków homoseksualnych oraz adopcji dzieci przez pary jednej płci z różnych perspektyw na zasadzie konfrontacji diametralnie odmiennych światopoglądów. Jaskrawy kontrast pomiędzy paradygmatami ultrakonserwatywnych chrześcijan, zakamuflowanych homofobów wymac[...]ących Biblią jak orężem w nieustającej krucjacie przeciwko wszelkim przejawom odmienności a środowisku homoseksualistów walczących o swoje prawo do szczęścia być może jest miejscami zbyt krzykliwy (przez co odrobinę traci na wiarygodności), ale z pewnością nadzwyczaj wymowny - prawdziwy znak naszych czasów.
Jednak religijny fanatyzm i dyskryminacja płci to nie jedyne kwestie poruszane przez autorkę. Niemniej ważnym i wzbudzającym emocje wątkiem jest problem bezpłodności, bardzo szeroki i pojemny. Mieści w sobie pytania o sens starania się o dziecko za wszelką cenę przeradzające się w obsesję macierzyństwa niszczącą więź między małżonkami, kwestię traumy związanej z kolejnymi poronieniami i utratą dziecka. Wielką zaletą powieści jest to, że autorka przedstawiła te zagadnienia z dwóch różnych punktów widzenia: kobiety opłakującej stratę dziecka, której niezrealizowane macierzyństwo przesłania cały świat oraz mężczyzny zżeranego przez poczucie odtrącenia, bezużyteczności, uciekającego od sytuacji - i od zrozpaczonej żony.
Ogromnym plusem prozy Picoult jest zaprezentowanie przeciwnych stanowisk i argumentów bez podsuwania gotowych odpowiedzi i rozwiązań. Czytelnik musi sam dokonać wyboru, opowiedzieć się po jednej ze stron, zaangażować w podejmowaną tematykę, wczuć w klimat fabuły. Nie sposób pozostać obojętnym, powiedzieć "mnie to nie dotyczy", odciąć się emocjonalnie. Dlatego też powieść Jodi Picoult wywarła na mnie tak wielkie wrażenie; różne punkty widzenia oraz spora wiarygodność psychologiczna i emocjonalna bohaterów, autentyzm i aktualność poruszanych kwestii spełniły wszystkie moje oczekiwania, jakie mam wobec książki predystynującej do miana naprawdę dobrej, mocnej powieści. Oczywiście mogłabym przyczepić się do kilku rzeczy, na przykład nie do końca wykorzystanych wątkach Maxa i Liddy oraz Lucy czy też niezupełnie przekonującej nagłej i gruntownej przemianie duchowej Maxa, jednak jeśli o mnie chodzi, nie wpływają one w znaczący sposób na ocenę książki. Odeprzeć muszę również zarzut zbyt gwałtownie urwanego zakończenia - moim zdaniem jest ono raczej zaletą, ostatnim mocnym akordem powieści, który pozostawia czytelnika sam na sam z kotłującymi się w głowie myślami i emocjami buzującymi w duszy.

Gorąco polecam czytelnikom "Tam gdzie ty" - wyjątkową książkę poruszającą ważne społeczne problemy. Czasem warto skonfrontować własne poglądy z odmiennymi przekonaniami, spojrzeć na dane zagadnienie z innej perspektywy, poszerzyć horyzonty. To wspaniała lekcja empatii i tolerancji, wobec której nie można przejść obojętnie.

10.00

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Marzycielka

K. Michalak

książka (miękka)

26,25 zł taniej -34%

Kolory pawich piór

J. Moyes

książka (miękka)

25,45 zł taniej -36%

Zagubiona

K. Michalak

książka (miękka)

26,69 zł taniej -33%

Lato wśród wydm

A. Krawczyk

książka (miękka)

27,87 zł taniej -30%

Jodi Picoult - przeczytaj też

Głos serca

J. Picoult

książka (miękka)

24,78 zł taniej -31%

Iskra światła

J. Picoult

książka (miękka)

26,16 zł taniej -31%

Już czas

J. Picoult

książka (miękka)

27,30 zł taniej -24%

Krucha jak Lód

J. Picoult

książka (pocket)

13,92 zł taniej -11%

Małe wielkie rzeczy

J. Picoult

książka (miękka)

27,87 zł taniej -30%

Po drugiej stronie kartki

J. Picoult

książka (miękka)

26,16 zł taniej -31%

Pół życia

J. Picoult

książka (miękka)

23,40 zł taniej -31%

To, co zostało

J. Picoult

książka (miękka)

24,77 zł taniej -31%

Zobacz również

Serotonina

M. Houellebecq

książka (miękka)

29,24 zł taniej -35%

Mister

E. James

książka (miękka)

25,85 zł taniej -35%

Jeszcze się kiedyś spotkamy

M. Witkiewicz

książka (miękka)

25,89 zł taniej -35%

Kolejne 365 dni

B. Lipińska

książka (miękka)

23,89 zł taniej -40%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

25.87 zł

taniej -35%

Tam, gdzie serce twoje

Podobno los zawsze daje drugą szansę. Jednak Ci, którzy ją przegapią, muszą przygotować się na wiele komplikacji... Laura poświęciła wszystko dla swojego małżeństwa. Stała się mistrzynią kompromisu, w końcu z roku na rok miała mniej do powiedzenia. Aż pewnego dnia o czwartej nad ranem coś w niej pękło. Rzuciła wszystko i udała się w podróż na drugi...

książka

22.88 zł

taniej -38%

Tam gdzie jesteś

Jest jak w piosence: kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością. Oboje na życiowym zakręcie, potrzebują wsparcia i bliskości jak nigdy wcześniej. Czy będą umieli znaleźć je w sobie nawzajem? Ania Turska ma trudny okres w życiu. Zamierza na dobre uwolnić się od męża, domowego tyrana. Za nią już wyprowadzka z domu i złożenie pozwu rozwodowego, teraz...

książka

24.95 zł

taniej -24%

Tam, gdzie czekał anioł

Mama dwójki dorosłych dzieci, którą przerastają problemy, wyjeżdża do Ueckermünde, by uporządkować swoje życie. Pomimo wielu obaw i lęków, podejmuje pracę jako opiekunka starszego małżeństwa. Wkrótce na drodze bohaterki pojawiają się osoby, które zmieniają jej życie. Czy to przeznaczenie? Małe niemieckie miasteczko stopniowo staje się dla Beaty oazą...

książka

33.43 zł

taniej -16%

Tam gdzie ciepło

Przygranicze to kilka okręgów i miast wyrwanych z naszego świata i ciśniętych w krainę wiecznego mrozu. Fort jest jednocześni sercem Przygranicza i jego dnem. To od samych podstaw zmrożona kloaka, zamieszkana przez ludzi bynajmniej nie serdecznych, którzy cenę ludzkiego życia mierzą nierzadko wartością pudełka nabojów bądź skrzynki konserw. Pozornie nie da...

książka

22.63 zł

taniej -35%

Tam gdzie ty

Graham Douglas był oczarowany, gdy poznał Emmę Pierce na planie filmowym, ale była wtedy obiektem uczuć Reida Alexandra. Chociaż z całych sił starał się nie zakochać, przypadkowe spotkanie w Nowym Jorku dało mu drugą szansę - i tym razem ją wykorzystał. Emma Pierce rezygnuje z kariery w Hollywood, by prowadzić zwyczajne życie. Wydawało jej się, że...

ebook

24.27 zł

taniej -15%

Tam gdzie Ty - mobi, epub

Graham Douglas był oczarowany, gdy poznał Emmę Pierce na planie filmowym, ale była wtedy obiektem uczuć Reida Alexandra. Chociaż z całych sił starał się nie zakochać, przypadkowe spotkanie w Nowym Jorku dało mu drugą szansę - i tym razem ją wykorzystał. Emma Pierce rezygnuje z kariery w Hollywood, by prowadzić zwyczajne życie. Wydawało jej się, że...

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku

2.99

14.99

2.99

1.98

8.99

2.35

2.84

Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność › przejdź do koszyka
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: