Tajemnica wyspy Flatey - Viktor Arnar Ingólfsson - Książka | Gandalf.com.pl
Ulubione
Kategorie

Tajemnica wyspy Flatey (miękka)

książka

  • Wydawnictwo Editio
  • Oprawa miękka
  • Ilość stron 256
  • GRATIS! Do każdego zamówienia zakładka mola książkowego!
  • Wysyłamy w 24h - 48h + czas dostawy

Tajemnica wyspy Flatey - opis produktu:

Islandzka wiosna. Zapach morza, krzyk ptaków, foki, ryby, przenikliwy wiatr. Wśród burzliwych wód zatoki Breiafjorur, wśród skał i tysięcy małych wysepek znajduje się Flatey. Na wyspie Flatey wieki temu wybudowano maleńką osadę. Odniesiesz wrażenie, że czas tu zwolnił biegu. Z dala od zgiełku wielkiej cywilizacji mieszkańcy żyją tu w spokoju, w ciszy, bez pośpiechu i w zgodzie z rytmem natury. Małomiasteczkowej sielanki osady nic nie zakłóca. Aż do chwili znalezienia zwłok na morskim wybrzeżu.

Już wkrótce Kjartan, którego zadaniem jest wyjaśnienie tej śmierci, uświadamia sobie, że nie ma do czynienia z ofiarą wypadku. Szybko okazuje się, że mieszkańcy wyspy mają swoje głęboko skrywane tajemnice, które w zadziwiający sposób łączą się z mroczną przeszłością. Kluczem do rozwiązania zagadki jest średniowieczny manuskrypt: księga Flateyjarbók, zbiór sag i eposów o starożytnych władcach Wikingów. Aby znaleźć przyczajonego zabójcę, Kjarten musi zejść do ciemnego, niebezpiecznego świata starożytnych legend, symboli i tajnych stowarzyszeń.

Świetny kryminał łączący w sobie elementy klasyki literatury zbrodni i thrillera. Drobiazgowo odmalowane tło historyczne i kulturowe powoduje, że opowieść staje się niezwykle realistyczna i już po pierwszych kilkunastu stronach nie można się od niej oderwać. Wiernie oddana atmosfera maleńkiej wyspiarskiej osady, gdzie teraźniejszość przenika się ze światem legend i krwawych mitów, intrygująca, tajemnicza księga sprzed wieków, umiejętnie dozowany humor i hipnotyzujące, wciągające czytelnika napięcie - tym jest "Tajemnica wyspy Flatey"!

Książka Tajemnica wyspy Flatey pochodzi z wydawnictwa Editio. Autorem książki jest Viktor Arnar Ingólfsson. Należy do gatunków: sensacja, kryminał, inne, thriller. Książka Tajemnica wyspy Flatey liczy 256 stron. Jej wymiary to 140x210. Oprawa jest miękka.
S
Szczegóły
  • Dział: Książki
  • Kategoria: sensacja,  kryminał,  inne,  thriller
  • Wydawnictwo: Editio
  • Oprawa: miękka
  • Okładka: miękka
  • Wymiary: 140x210
  • Ilość stron: 256
  • ISBN: 978-83-283-2631-6
  • Wprowadzono: 12.07.2017

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

  • -40%
Halny Cykl: Komisarz Forst, Tom 6 miękka
25,75 zł 42.90
Dodaj do koszyka
  • -40%
Prosta sprawa miękka
23,94 zł 39.90
Dodaj do koszyka
  • -36%
Bestia miękka
27,46 zł 42.90
Dodaj do koszyka
  • -50%
Likwidacja miękka
17,48 zł 34.95
Dodaj do koszyka
  • -36%
Histeria miękka
25,54 zł 39.90
Dodaj do koszyka
  • -40%
Cymanowski chłód miękka
23,94 zł 39.90
Dodaj do koszyka

Polecane

  • -36%
Precedens Cykl: Joanna Chyłka, Tom 12 miękka
25,54 zł 39.90
Dodaj do koszyka
  • -38%
Kryjówka miękka
24,74 zł 39.90
Dodaj do koszyka
  • -37%
To nie jest mój mąż miękka
25,20 zł 39.99
Dodaj do koszyka
Dodruk - 3.11.2020
  • -42%
Tamta kobieta miękka
23,19 zł 39.99
Dodaj do koszyka
  • -38%
Zimny chirurg miękka
26,60 zł 42.90
Dodaj do koszyka
  • -38%
Umorzenie Cykl: Joanna Chyłka, Tom 9 miękka
24,66 zł 39.77
Dodaj do koszyka

Recenzje
image Nie wiesz, czy kupić? Sprawdź recenzje
Książka
Tajemnica wyspy Flatey

4.5/5 ( 18 ocen )
    5
    15
    4
    0
    3
    1
    2
    1
    1
    1

Zaloguj się i napisz recenzję na min. 700 znaków. Akceptując regulamin bierzesz udział w cotygodniowym plebiscycie. Do wygrania kupon 50 PLN i 15 punktów klienta.

imię, nazwisko lub nick:
Twoja ocena:
Twoja recenzja:
Wprowadź tekst z obrazka:

W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.

brak oceny

OdsłońKulturę

  • 7-09-2017
  • 21:23

Cała recenzja: www.odslonkulture.pl


Czy polecam Wam tę książkę? Tak, jeśli jesteście lubicie zderzenie historii/legend i kryminalnych opowiadań. Jeżeli nie, z pewnością możecie ominąć tytuł i nie ubędzie Wam literackich doświadczeń. Ja mam niezwykle mieszane uczucia. Nie lubię w literaturze motywów mitologicznych, i już. Tajemnica wyspy Flatey, była testem, czy moje stanowisko pozostaje niezmienne. Dodatkowo, przez całą historię autor buduje napięcie, ale momentami brakuje epitetów i wyjaśnień, pozostawia wiele aspektów domysłom, by na sam koniec obszernie przedstawić nam bohaterów czy życie w niewielkiej społeczności. Był to odważny zabieg, jednak moim zdaniem nietrafiony z uwagi na to, że ostatnie strony kryminału powinny skupić się na rozwiązaniu fabuły, nie pobocznych wątkach. Na zakończenie tylko dodam, że książka nie jest zła. Z pewnością kolejne opowiadanie spod pióra Viktora Arnara Ingólfssona będzie na wiele wyższym poziomie, bowiem z tyloma pomysłami na pewno powstanie coś interesującego. Najlepiej będzie, jeśli sięgnięcie po Tajemnicę wyspy Flatey i przekonajcie się sami czy to książka dla Was. Miłej lektury!

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Czytaczyk

  • 6-11-2017
  • 23:15

Lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku. Flatey - mała osada rybacka znajdująca się na jednej z islandzkich wysp, umiejscowiona wśród skał i innych małych wysepek. Odizolowana od świata zewnętrznego, jest oazą spokoju. Zamieszkała przez nielicznych spokojnych mieszkańców, żyjących w zgodzie z naturą.
Wkrótce dochodzi do zdarzenia, które zaburza rytm małomiasteczkowej sielanki. Na pobliskiej niezamieszkałej przez nikogo wysepce, zostają znalezione zwłoki mężczyzny. Identyfikacja zwłok stanowi nie lada wyzwanie, gdyż w okolicy nie zostało odnotowane żadne zaginięcie. Do rozwikłania sprawy zostaje wybrany Kjartan, który mimo wątpliwych umiejętności śledczych, wkrótce orientuje się, że ma do czynienia z ofiarą morderstwa. To wydarzenie powoduje, że na jawy wypływają głęboko skrywane sekrety mieszkańców wysypy, które splatają się z mroczną przeszłością. Kjartan przy pomocy miejscowej lekarki i innych mieszkańców wyspy powoli zbliża się do rozwiązania. Każdy z mieszkańców rzuca cień światła na rozwikłanie zagadki. Wszystko prowadzi do tajemniczego średniowiecznego manuskryptu ? księgi Flateyjarbók.
Dzieło Viktor?a Arnar?a Ingólfsson?a nie jest standardowym kryminałem. W powieści brakuje typowego wątku kryminalnego z policyjnymi śledczymi, błyskawiczną akcją oraz brutalnymi i tym samym, wywołujących ciarki na plecach sytuacji. Autor rozbudował wątek obyczajowy, ukazując w pełni codzienność i mentalność wyspiarskiej ludności, zarówno przed tragedią jak i po niej. Fabuła skupia się na przeszłości mieszkańców oraz ich sekretach i tajemnicach, które wywierają mocno oddziaływają na teraźniejszość. Ślamazarne tempo i brak zawrotnych zwrotów akcji sprawiają, że całość czyta się spokojnie, bez żadnego pośpiechu wywołanego szaleńczą ciekawością. Książkę owiewał niesamowity klimat skandynawskiej małomiasteczkowości i wikińskich mitów i legend. Bohaterowie zostali wykreowani w bardzo realistyczny sposób, jednak jakoś specjalnie się z nimi nie zżyłam. Historia naprawdę świetnie zarysowana i doceniam to, mimo uwielbienia dla lecącej na łeb na szyję akcji.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Odsłoń kulturę

  • 7-09-2017
  • 21:23

Cała recenzja: www.odslonkulture.pl


Czy polecam Wam tę książkę? Tak, jeśli jesteście lubicie zderzenie historii/legend i kryminalnych opowiadań. Jeżeli nie, z pewnością możecie ominąć tytuł i nie ubędzie Wam literackich doświadczeń. Ja mam niezwykle mieszane uczucia. Nie lubię w literaturze motywów mitologicznych, i już. Tajemnica wyspy Flatey, była testem, czy moje stanowisko pozostaje niezmienne. Dodatkowo, przez całą historię autor buduje napięcie, ale momentami brakuje epitetów i wyjaśnień, pozostawia wiele aspektów domysłom, by na sam koniec obszernie przedstawić nam bohaterów czy życie w niewielkiej społeczności. Był to odważny zabieg, jednak moim zdaniem nietrafiony z uwagi na to, że ostatnie strony kryminału powinny skupić się na rozwiązaniu fabuły, nie pobocznych wątkach. Na zakończenie tylko dodam, że książka nie jest zła. Z pewnością kolejne opowiadanie spod pióra Viktora Arnara Ingólfssona będzie na wiele wyższym poziomie, bowiem z tyloma pomysłami na pewno powstanie coś interesującego. Najlepiej będzie, jeśli sięgnięcie po Tajemnicę wyspy Flatey i przekonajcie się sami czy to książka dla Was. Miłej lektury!

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Aleksandra Korniak

  • 15-08-2017
  • 16:09

Od czasu do czasu lubię wybierać książki, które nie do końca wpisują się w to, co zazwyczaj czytam. Nie lubię zamykać się w obrębie jednego gatunku, czasem warto poeksperymentować, bo a nuż trafi się na coś, co się pokocham. Dlatego, kiedy wydawnictwo Edito zwróciło się do mnie z prośbą o zrecenzowanie kryminału uznanego islandzkiego pisarza, nie wahałam się długo. ?Tajemnica wyspy Flatey? okazał się jednak nie taką prostą lekturą.

Flatey to niewielka wysepka islandzka. Liczy ona jedynie dwa i pół kilometra długości i pół kilometra szerokości. Otoczona jest przez jeszcze mniejsze klifowe wysepki. Na jednej z nich latem 1960 roku odnalezione zostają zwłoki tajemniczego mężczyzny. Wydarzenie to wstrząsa lokalną społecznością, a na małą wyspę przybywa młody przedstawiciel władz, Kjartan. Wraz z miejscową lekarką Johanną usiłują oni rozwiązać tajemnicę śmierci przybysza. Wkrótce okazuje się, że sprawa ma związek z tajemniczą księgą Flateyjarbok, zawierającą opowieści o wikingach i powiązaną z nią zagadką.

?Tajemnica wyspy Flatey? od początku kojarzyła mi się z klasycznymi kryminałami. Takimi, gdzie nie jest najważniejsza pędząca na łeb, na szyję akcja, lecz spokojne rozwiązywanie zagadki, przez co nieco przywodzi na myśl opowieści o Sherlocku Holemsie. Mimo pozornego braku akcji wciąga już od pierwszych stron. Czytelnik wraz z bohaterami powieści usiłuje rozwiązać nie tylko tajemnicę z
brodni, lecz również poznać rozwiązanie łamigłówki ukrytej na kartach trzynastowiecznej sagi.

?Tajemnica wyspy Flatey? już od pierwszych stron zachwyciła mnie swoim klimatem. Zdaje się po raz pierwszy sięgnęłam po jakąś skandynawską powieść, dlatego nie do końca wiedziałam, czy odnajdę się w tej atmosferze. Na szczęście moje wątpliwości zostały szybko rozwiane. Autor w cudowny sposób opisuje małą wyspę, jej mieszkańców, jej tradycję, jej piękno. Pomimo że czytałam ją na plaży w ogromnym upale, w wyobraźni czułam chłodny wiatr wiejący od morza, słyszałam dźwięki fok i zachwycałam się surowym pięknem islandzkiego krajobrazu. Pisarzowi udało się także świetnie zobrazować społeczność, w której wszyscy się znają i żyją tym samym od wieków rytmem, wyznaczanym przez wschody i zachody słońca oraz zmiany pór roku.

Niestety, książka ma również wiele wad. Jedną z nich jest kreacja bohaterów. Postaci jest po prostu za dużo! Umieszczenie tak rozległej i skomplikowanej akcji na zaledwie dwustu pięćdziesięciu stronach było zabiegiem baaardzo ryzykownym. I niestety, ucierpiała na tym kreacja bohaterów. Pojawia się ich mnóstwo ? niestety wszyscy schematyczni i opisani zaledwie w kilku zdaniach. To nie ludzie, tylko papierowe szablony, każdy mający jakieś konkretne zadanie do wykonania na kartach powieści. Nie jest dane poznać nam ich motywacje, ich psychikę, ich relacje z innymi. Przez to wszystko często łapałam się na tym, że nie miałam pojęcia, kim jest postać, o której w danym momencie czytałam. Jedynymi bohaterami, którzy mają jakąkolwiek osobowość i przeszłość są lekarka Johanna i prowadzący śledztwo Kjartan. Problem z rozróżnieniem poszczególnych bohaterów może u polskiego czytelnika potęgować fakt, że mają oni bardzo trudne do przeczytania i niemożliwe do zapamiętania islandzkie imiona. Trudno to jednak uznawać za wadę tej, bądź co bądź islandzkiej, książki.

Kolejną wadą książki jest brak związku przyczyno-skutkowego między kolejnymi wydarzeniami, a także pomiędzy fabułą właściwą, a dołączonymi fragmentami islandzkiej sagi. Różne tropy, jakie pojawiają się na kartach książki, okazują się być ślepe, a cała zagadka rozwiązuje się szybko, już na ostatnich stronach książki. Nieco zabrało mi możliwości włączenia się czytelnika w śledztwo. Załączone fragmenty Flateyjarbok nie wzbudzały zainteresowania i w żaden sposób nie łączyły się z opowiadaną historią.


?Tajemnica wyspy Flatey? to książka, która ma zarówno swoje zalety, jak i wady. Z całą pewnością przypadnie ona miłośnikom skandynawskich klimatów oraz fanom klasycznego kryminału. Ma jednak pewne wady ? źle wykreowanych bohaterów i dziwnie poprowadzone zakończenie. Nie żałuję jednak, że ją przeczytałam!

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Czytanie Naszym Życiem

  • 3-08-2017
  • 10:55

"Tajemnica wyspy Flatey" może być kłopotliwa dla czytelników głównie ze względu na skomplikowane nazwy wysp albo chociażby imiona i nazwiska bohaterów. Autor książki jest Islandczykiem i właśnie na Islandii toczy się akcja tego kryminału - choć lepiej nazwać tę książkę powieścią detektywistyczną, bowiem nie mamy tu do czynienia z typowym kryminałem, a ze stopniowym odkrywaniem zagadek, zgłębianiu historii i poszukiwaniu sprawcy.

Na uwagę zasługuje klimat, jaki panuje w książce. Bohaterowie znajdują się na niewielkiej wyspie, gdzie ludzie żyją w specyficzny sposób. Ich życie kręci się wokół tradycji, dlatego tak ważne jest, aby przyjezdna osoba szybko się odnalazła w nowym środowisku. Mieszkańcy tego miejsca zachowują się dziwnie - każdy ukrywa jakiś sekret. Mnóstwo tajemnic, niewyjaśnionych zagadek przeszłości i niedopowiedzeń sprawiają, że czytelnik czuje się zaintrygowany.

Akcja tej książki płynie wolno, autor nie spieszy się z odkrywaniem kolejnych tajemnic, pozwala czytelnikowi na zastanowienie się. Moim zdaniem to tempo jest trochę zbyt wolne, ja jednak preferuję kryminały tętniące życiem i akcją. Tutaj mi tego zabrakło. Szczerze mówiąc, ten islandzki klimat nie pasuje do polskiego czytelnika... My jednak mamy inne preferencje. Zabrakło mi tu emocji, akcji oraz bardziej wyrazistych bohaterów. Na plus zdecydowanie wychodzą wszelkie powiązania z historią - wikingowie, średniowieczne manuskrypty itp.

"Tajemnicę wyspy Flatey" polecam tym osobom, które mają ochotę na oryginalną historię będącą odskocznią od klasycznych kryminałów.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Blog Kto czyta książki - żyje podwójnie

  • 20-07-2017
  • 06:57

Siłą rzeczy, podsuwając czytelnikowi pod nos kryminał ujęty na 252 stronach, autor musiał na czymś przyoszczędzić. I przyoszczędził właśnie na bohaterach. Postaciom występującym w tej powieści brakuje wyrazistości i kształtu. Są, bo są, ale nie tak łatwo zbudować sobie w umyśle ich dokładny obraz. Szkoda, ale można się bez tego obejść. Dlaczego? W końcu to historia, w której najważniejsza jest ofiara i zrodzone wokół niej zamieszanie. A na niedostatek zagadek narzekać nie można.

Zapisane na kartce niezrozumiałe słowa, szyfr przypominający runy i księga Flateyjarbok ? zbiór sag i eposów o starodawnych wikingach, który towarzyszy zarówno bohaterom, jak i czytelnikowi na każdym kroku i w każdym rozdziale. Książka Ingolfssona wychodzi poza ramy zwykłego pif-paf, macie trupa i zagwozdkę. Pojawia się przewijający w tle motyw odległej historii, nadający książce smaku i budujący aurę tajemnicy. Sama akcja nie grzeszy umiejętnością wywoływania palpitacji serca, ale nie narzekałam na nudę. Ciężko było mi w to wszystko wejść, ale kiedy pojawił się trup i śledztwo ruszyło, było już coraz lepiej.

Na uznanie zasługuje uaktywniające wyobraźnię środowisko, jakże egzotyczne dla mnie, zaś z pewnością o wiele bardziej zwyczajne dla autora. Maleńkie wyspy, panująca dookoła cisza czy burzliwe wody morza. Do tego focze mięso czy jaja mewy ? jako tradycyjny posiłek ludzi. U boku fikcyjnej treści można dowiedzieć się czegoś prawdziwego.

Poruszające wyobraźnię tło, motyw średniowiecznej księgi otwierającej świat wikingów, ale i niedopracowani bohaterowie. Sporo się dowiedziałam, poczułam ten nastrój tajemnicy, ale raczej nie zostanę wielką fanką literatury skandynawskiej. Dlaczego? Chyba te imiona i nazwy zbyt mocno mnie rozpraszają. I tak, jak nasza Puzyńska przemyca w świat detektywistycznych zagadek nieco ciepła, tak Ingolfsson naznaczył swoją historię porcją chłodu. Jeżeli jednak szukacie kryminału różniącego się od tych sztampowych, to może być to.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Bookendorfina

  • 18-07-2017
  • 22:26

"...przypomniało mu się przysłowie, że słońce na zewnątrz słabo służy tym, którzy nie mają słońca w duszy."

Z przyjemnością zanurzałam się w wyspiarskim klimacie powieści, poznawałam nielicznych mieszkańców Flatey, długiej zaledwie na dwa i szerokiej na pół kilometra wyspy, społeczne realia życia w sześćdziesiątych latach ubiegłego wieku, barwne opisy codziennych czynności małej społeczności. Surowość wyspy, częsty dokuczliwy wiatr, poranne delikatne bryzy, mgliste wieczory, bogactwo siedlisk ptaków, fok i ryb. Przypływy i odpływy, sąsiedztwo tysiąca maleńkich nienadających się do zasiedlenia przez człowieka wysepek, małych i dużych skrawków skał, płytkich i głębokich mielizn. To także charakterystyczna izolacja od zewnętrznego świata, niespieszny tryb życia, podporządkowany naturze, samowystarczalność członków małej osady. Raz w tygodniu przypływający prom pocztowy czy słaba łączność radiowa w razie awaryjnych sytuacji. Jednocześnie wszystko oplecione niezwykłym klimatem islandzkich wierzeń, złowróżbnych klątw, średniowiecznych sag i mrocznych wikińskich mitów.

Właśnie taką scenerię wybrał autor do zamieszczenia ciekawej i wciągającej intrygi kryminalnej, chętnie angażujemy się w rozwiązywanie złożonej detektywistycznej łamigłówki, próbujemy wyjaśnić osobliwą śmierć osoby, której ciało przypadkowo odnaleziono na bezludnej wyspie Ketilsey. Z każdym rozdziałam coraz intensywniej poddajemy się urokowi historii. Odkrywamy zapiski przybliżające tajemnice manuskryptu pochodzącego z połowy siedemnastego wieku, to w nim ukryto klucz do rozwiązania czterdziestu zagadek. Wielu naukowców się nad nimi głowiło, jednak nikomu nie udała się sztuka ich rozwiązania. Stara księga ma ogromne znaczenie dla mieszkańców Flatey, to wyjątkowo cenny artefakt, symboliczna więź z przeszłością, otoczona szacunkiem, chroniona z oddaniem i poświęceniem. Fabuła powieści wielokrotnie zaskakuje, nadaje inny kierunek biegowi zdarzeń niż przypuszczaliśmy, zmienia postrzeganie głównych postaci. Udana przygoda czytelnicza, trudno się od niej oderwać, trzyma w napięciu, choć niespiesznie odsłania sekrety. Uwodzi atrakcyjnym pomysłem na finalną odsłonę scenariusza zdarzeń. Przekonuje szeregiem elementów, warto uwzględnić ją w planach czytelniczych.

...

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Varchołt

  • 17-07-2017
  • 13:07

Z wielu elementów Autor sprawnie skomponował bardzo ciekawe dzieło, które czyta się z napięciem do samego końca. Wszystko tu do siebie dobrze pasuje. Surowa sceneria islandzkiej wysepki. Mieszkańcy w liczbie tak niewielkiej, ze każdy może być chwilowym bohaterem pobocznego wątku czy kilku scen, bez dezorganizującego wpływu na główny tok wydarzeń. Nieporadnie amatorskie śledztwo, które służy raczej mnożeniu tropów i poszerzaniu kręgu podejrzanych, niż sprawnemu wyświetleniu śmierci. Znakomicie współgrają też lokalne przesądy i małe zmowy milczenia z legendami z sag wikingów. Zagadka zbrodni łączy się z zagadką starej księgi. Polecam!

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

nomen

  • 17-07-2017
  • 11:48

Na małej islandzkiej wysepce,w surowych warunkach zamieszkują mocno charakterystyczne postacie, połączone dziwną tajemnicą. Kiedy pojawia się konieczność urzędowego śledztwa w sprawie odnalezionego trupa, kolejne sekrety mieszkańców wychodzą na jaw. Osią książki jest tajemnicza średniowieczna księga z sagami i eposami Wikingów, która spoczywa w bibliotece na wyspie. Księga kryje też rodzaj literowej zagadki. Klucz do jej rozwiązania okrywa klątwa, która zbiera ofiary. Czytelnik wciągają kolejne wątki, które prowadzą na manowce. Tym większą satysfakcję przynosi poznanie rozwiązania ? zarówno kodowanej zagadki, jak i sprawcy zabójstw nią inspirowanych.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Marta

  • 17-07-2017
  • 11:16

Tajemnica wyspy Flatey to intrygująca opowieść kryminalna, pełna tajemniczych bohaterów i intrygujących zdarzeń.

Autorowi udało się oddać klimat wyspy i mentalność jej mieszańców. Jednocześnie, po mistrzowsku, wpleść w fabułę historie i mity rodem ze Skandynawii.

To wszystko złożyło się na interesującą opowieść ze zróżnicowanym poziomem napięcia. Dryfującą jak zepsuty kuter na morskich wodach, coraz bardziej zanurzonym we mgle otaczającej nadmorski brzeg.

Akcja powieści toczy się w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Na wyspie znajduje się maleńka osada rybacka. Jej życie płynie swoim własnym, ustalonym od wieków rytmem. Tutaj nie ma miejsca na zgiełk i hałas, wszystko podporządkowane jest naturze. Mieszkańcy żyją swoim rytmem w powszechnym szacunku i zgodzie. Wszystko zostaje zaburzone w momencie odnalezienia zwłok na brzegu wyspy.

Książka wciąga, pozwala nam wtopić się w jej klimat, poczuć zapach morza i chłód morskiego wiatru. A od mitycznych opowieści i sekretów mieszkańców dostaniecie dreszczy podniecenia.

...

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Jonash

  • 17-07-2017
  • 10:36

Kryminał z krańców cywilizacji europejskiej, czyli z maleńkiej islandzkiej wyspy Flatey. Pokazuje realia dla nas dość egzotyczne, a do tego sprawnie umieszcza tam zbrodnie popełnione w historycznym afekcie. Pojawiają się naukowcy, jednoocy tubylcy i królewscy Wikingowie. Żadnej nudy, pełnokrwista narracja, ciekawostki obyczajowe, zagadkowe wydarzenia. Nie ziewałem, więc polecam!

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Laurencja

  • 17-07-2017
  • 07:46

Łakomy kąsek dla amatorów powieści kryminalno-sensacyjnych rozgrywających się w specyficznych sceneriach i klimatach. ?Tajemnica wyspy Flatey? serwuje czytelnikowi urokliwie mroczny i surowy kontakt z islandzką rzeczywistością wyspiarską lat 60. XX wieku. Dokłada do tego szeroki wgląd w kulturalny dorobek epoki wikingów, tutaj pod postacią księgi gromadzącej staroislandzkie sagi i eposy. Trup nie ściele się gęsto, ale za to zawsze efektownie. Tytułowa tajemnica ma postać prostego zapisu 39 liter, ale już klucz do rozwiązania uruchamia mroczne moce i spokojnym łowcom fok nóż błyska w dłoniach na zgubę natrętnych przybyszów. Całość napisana sprawnie i z fantazją.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Gusia

  • 16-07-2017
  • 22:25

Super, że wreszcie wydano po polsku tę książkę, którą śmiało można określić jako islandzką odpowiedź na ?Kod da Vinci?. Opowieść jest z dreszczykiem, który budzi mroczna sceneria i surowy klimat wysepki Flatey. Do tego dochodzą wielkie i małe tajemnice garstki mieszkańców osady, które ujawniają się w trakcie intrygi kryminalnej. W centrum uwagi jest cenna księga Wikingów, która leży w bibliotece na wyspie. Od niej zaczyna się cała historia. Polecam zdecydowanie.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Telepa

  • 13-07-2017
  • 15:59

Małą islandzką wyspę Flatey można zobaczyć na mapach Google. Na tym skrawku surowej, niegościnnej, szarpanej wichrem i zalewanej zimnymi wodami opoki Viktor Ingolfsson zbudował wielopiętrową akcję swojego thrillera. Rozgrywa się w 1960 roku, ale sięga w głąb historii z islandzkich sag i eposów, a wątek kryminalny przenika na inne kraje skandynawskie. Zbrodniom winni są ludzie, którzy pozostają w mocy przesądów, klątw i przysiąg związanych z manuskryptem przechowywanym na Flatey. Książka gęsta od podrzuconych śladów i fałszywych przynęt. Wybierz się na tę tajemniczą wyspę, ale miej blisko do gorącej herbaty i przytulnie ciepłego koca.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

reniferczyta.pl

  • 13-07-2017
  • 11:36

Akcja książki rozgrywa się na malutkiej islandzkiej wyspie w latach 60. XX wieku. Flatey to mała osada, gdzie życie płynie swoim rytmem. Autor zadbał o dobre tło historyczne fabuły. Sięgnął po zbiór opowieści o starodawnych wikingach. Nawiązał do zagadki, która związana jest z księgą ?Flateyjabok? i wokół niej zbudował swoją książkę. Dodatkowy plus za tło społeczno-kulturowe. Akcja rozgrywa się na małej wysepce, gdzie wszyscy mieszkańcy świetnie się znają. Autor bardzo dobrze oddał atmosferę takiego miejsca i małomiasteczkowej mentalności. Otoczenie jest surowe, a mieszkańcy trochę specyficzni.

Spokój mieszkańców zostaje zaburzony, kiedy na jednej z pobliskich wysepek znalezione zostają zwłoki mężczyzny. W tak małej społeczności niewyjaśniona śmierć jest czymś niespotykanym. Wydawać by się mogło, że wyjaśnienie sprawy wśród niedużej grupy ludzi powinno być prostym i szybkim zadaniem. Okazuje się jednak, że mieszkańcy mają swoje sekrety, a kluczem do rozwiązania jest stara księga z historiami o wikingach. Jej kopia znajduje się w lokalnej bibliotece. Księdze towarzyszy zagadka, nad którą ciąży klątwa. Jak łatwo się domyślić, jest wiele osób, które chciałoby zagadkę rozwiązać i dlatego pojawiają się na wyspie. Jednak tych, którzy oszukują spotyka kara.

W ?Tajemnicy wyspy Flatey? świat współczesny przeplata się ze światem legend. To atut tej książki, oczywiście pod warunkiem, że ktoś lubi takie zabiegi. Rozdziały kończą się kolejnymi pytaniami i rozwiązaniami zagadki. Ktoś je rozwiązuje, ale my długo nie wiemy, kto to jest. Napięcie narasta bardzo powoli i dopiero druga połowa książki rozkręca się na dobre.

?Tajemnica wyspy Flatey? to kryminał, który polecam szczególnie osobom, które są strachliwe, może tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z kryminałami. W tej książce nie ma okrutnych, dosadnych opisów morderstwa, czy atmosfery jak z horroru. Jest raczej dreszczyk emocji, zagadka, trochę grozy. Nie trzeba się więc obawiać nocnych koszmarów i potworów z szafy ;-)

Na koniec jeszcze kilka słów o samym wydaniu. Początkowo bardzo się zdziwiłam grubością książki, wydawała mi się za cienka? :P Po czym otworzyłam i zrozumiałam dlaczego. Litery są małe, mniejsze niż w większości książek, jest też mało światła. Podejrzewam, że to kwestia oszczędności. Ja bez trudu czytałam taki tekst, ale znam osoby, które nawet nie zaczęłyby czytać, właśnie z powodu gęstego druku.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

reniferczyta.pl

  • 13-07-2017
  • 11:36

Akcja książki rozgrywa się na malutkiej islandzkiej wyspie w latach 60. XX wieku. Flatey to mała osada, gdzie życie płynie swoim rytmem. Autor zadbał o dobre tło historyczne fabuły. Sięgnął po zbiór opowieści o starodawnych wikingach. Nawiązał do zagadki, która związana jest z księgą ?Flateyjabok? i wokół niej zbudował swoją książkę. Dodatkowy plus za tło społeczno-kulturowe. Akcja rozgrywa się na małej wysepce, gdzie wszyscy mieszkańcy świetnie się znają. Autor bardzo dobrze oddał atmosferę takiego miejsca i małomiasteczkowej mentalności. Otoczenie jest surowe, a mieszkańcy trochę specyficzni. Spokój mieszkańców zostaje zaburzony, kiedy na jednej z pobliskich wysepek znalezione zostają zwłoki mężczyzny. W tak małej społeczności niewyjaśniona śmierć jest czymś niespotykanym. Wydawać by się mogło, że wyjaśnienie sprawy wśród niedużej grupy ludzi powinno być prostym i szybkim zadaniem. Okazuje się jednak, że mieszkańcy mają swoje sekrety, a kluczem do rozwiązania jest stara księga z historiami o wikingach. Jej kopia znajduje się w lokalnej bibliotece. Księdze towarzyszy zagadka, nad którą ciąży klątwa. Jak łatwo się domyślić, jest wiele osób, które chciałoby zagadkę rozwiązać i dlatego pojawiają się na wyspie. Jednak tych, którzy oszukują spotyka kara. W ?Tajemnicy wyspy Flatey? świat współczesny przeplata się ze światem legend. To atut tej książki, oczywiście pod warunkiem, że ktoś lubi takie zabiegi. Rozdziały kończą się kolejnymi pytaniami i rozwiązaniami zagadki. Ktoś je rozwiązuje, ale my długo nie wiemy, kto to jest. Napięcie narasta bardzo powoli i dopiero druga połowa książki rozkręca się na dobre. ?Tajemnica wyspy Flatey? to kryminał, który polecam szczególnie osobom, które są strachliwe, może tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z kryminałami. W tej książce nie ma okrutnych, dosadnych opisów morderstwa, czy atmosfery jak z horroru. Jest raczej dreszczyk emocji, zagadka, trochę grozy. Nie trzeba się więc obawiać nocnych koszmarów i potworów z szafy ;-) Na koniec jeszcze kilka słów o samym wydaniu. Początkowo bardzo się zdziwiłam grubością książki, wydawała mi się za cienka? :P Po czym otworzyłam i zrozumiałam dlaczego. Litery są małe, mniejsze niż w większości książek, jest też mało światła. Podejrzewam, że to kwestia oszczędności. Ja bez trudu czytałam taki tekst, ale znam osoby, które nawet nie zaczęłyby czytać, właśnie z powodu gęstego druku.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

reniferczyta.pl

  • 13-07-2017
  • 11:35

Akcja książki rozgrywa się na malutkiej islandzkiej wyspie w latach 60. XX wieku. Flatey to mała osada, gdzie życie płynie swoim rytmem. Autor zadbał o dobre tło historyczne fabuły. Sięgnął po zbiór opowieści o starodawnych wikingach. Nawiązał do zagadki, która związana jest z księgą ?Flateyjabok? i wokół niej zbudował swoją książkę. Dodatkowy plus za tło społeczno-kulturowe. Akcja rozgrywa się na małej wysepce, gdzie wszyscy mieszkańcy świetnie się znają. Autor bardzo dobrze oddał atmosferę takiego miejsca i małomiasteczkowej mentalności. Otoczenie jest surowe, a mieszkańcy trochę specyficzni.

Spokój mieszkańców zostaje zaburzony, kiedy na jednej z pobliskich wysepek znalezione zostają zwłoki mężczyzny. W tak małej społeczności niewyjaśniona śmierć jest czymś niespotykanym. Wydawać by się mogło, że wyjaśnienie sprawy wśród niedużej grupy ludzi powinno być prostym i szybkim zadaniem. Okazuje się jednak, że mieszkańcy mają swoje sekrety, a kluczem do rozwiązania jest stara księga z historiami o wikingach. Jej kopia znajduje się w lokalnej bibliotece. Księdze towarzyszy zagadka, nad którą ciąży klątwa. Jak łatwo się domyślić, jest wiele osób, które chciałoby zagadkę rozwiązać i dlatego pojawiają się na wyspie. Jednak tych, którzy oszukują spotyka kara.

W ?Tajemnicy wyspy Flatey? świat współczesny przeplata się ze światem legend. To atut tej książki, oczywiście pod warunkiem, że ktoś lubi takie zabiegi. Rozdziały kończą się kolejnymi pytaniami i rozwiązaniami zagadki. Ktoś je rozwiązuje, ale my długo nie wiemy, kto to jest. Napięcie narasta bardzo powoli i dopiero druga połowa książki rozkręca się na dobre.

?Tajemnica wyspy Flatey? to kryminał, który polecam szczególnie osobom, które są strachliwe, może tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z kryminałami. W tej książce nie ma okrutnych, dosadnych opisów morderstwa, czy atmosfery jak z horroru. Jest raczej dreszczyk emocji, zagadka, trochę grozy. Nie trzeba się więc obawiać nocnych koszmarów i potworów z szafy ;-)

Na koniec jeszcze kilka słów o samym wydaniu. Początkowo bardzo się zdziwiłam grubością książki, wydawała mi się za cienka? :P Po czym otworzyłam i zrozumiałam dlaczego. Litery są małe, mniejsze niż w większości książek, jest też mało światła. Podejrzewam, że to kwestia oszczędności. Ja bez trudu czytałam taki tekst, ale znam osoby, które nawet nie zaczęłyby czytać, właśnie z powodu gęstego druku.

Czy recenzja była pomocna?