rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki

Wybierz z dostępnych produktów

Koniec defilady. Ostatnia wiadomość - ...

M. Ford

ebook, multiformat: mobi, epub

25,07 zł taniej -10%

Koniec defilady Utracone nadzieje

Reżyseria:

S. White

film dvd

44,50 zł taniej -15%

Koniec defilady. Przemijanie - mobi, ...

M. Ford

ebook, multiformat: mobi, epub

25,07 zł taniej -10%

Koniec defilady. Czas zmian - mobi, epub

M. Ford

ebook, multiformat: mobi, epub

25,07 zł taniej -10%

Koniec defilady. W przededniu zmian - ...

M. Ford

ebook, multiformat: mobi, epub

25,07 zł taniej -10%

Masz wiadomość

Reżyseria:

N. Ephron

film dvd

22,21 zł

Sedinum Wiadomość z podziemia Książka ...

L. Herman

audiobook cd

30,25 zł taniej -24%

Sedinum. Wiadomość z podziemi - mobi, ...

L. Herman

ebook, multiformat: mobi, epub

33,38 zł taniej -15%

Krótka wiadomość o życiu i sprawach ...

J. Niemcewicz

książka (twarda)

33,84 zł taniej -13%

Nieznajomy przesyła wiadomość - mobi, ...

Airamgr

ebook, multiformat: mobi, epub, pdf

11,71 zł taniej -15%

Koniec defilady. Ostatnia wiadomość
ocena: 6, głosów: 12
 
powiększenie

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Koniec defilady. Ostatnia wiadomość

Leżał, wpatrując się w łozinowe spoiny swojej strzechy. Trawa była nieskończenie zielona. Ogarniał wzrokiem cztery hrabstwa. Dach podpierało sześć małych pni młodych dębczaków, zgrabnie przyciętych i przeczesywanych od góry przez konary jabłoni. Dzika jabłoń francuska! Chata nie miała ścian.
Włoskie przysłowie mówi: „Kto pozwala, by nad jego dachem rozciągały się konary drzew, prosi się o lekarza”. Prawdziwe słowa. Uśmiechnąłby się, ale ktoś mógłby to zobaczyć.
Jak na człowieka, który w ogóle się nie poruszał, twarz miał opaloną na kolor orzecha. Jego głowa, odróżniająca się od sinobiałych poduszek, mogłaby należeć do Cygana, ciemne, oprószone srebrem włosy były bardzo krótko ostrzyżone, cała twarz starannie ogolona i całkowicie nieruchoma. Oczy jednakże poruszały się niezwykle żywo, jakby całe życie tego mężczyzny koncentrowało się w oczach i w powiekach.
W dole ścieżki, wyciętej w sięgającej kolan trawie, a prowadzącej od stajni do chaty, toczył się ciężko starszawy chłop.
Jego zbyt długie, owłosione ramiona kołysały się, jakby potrzebował siekiery albo pełnego wora, żeby być kompletnym człowiekiem. Był szeroki w biodrach, ubrany w prążkowane bryczesy, bardzo obcisłe na pośladkach, do tego czarne getry, rozpięta niebieska kamizelka, pasiasta flanelowa koszula rozpięta pod spoconą szyją i kwadratowy, wysoki kapelusz z czarnego filcu.
– Obrócić pana? – zapytał.
Człowiek na łóżku powoli przymknął powieki.
– Kropelkę cydru?
Tamten tak samo przymknął oczy. Przybysz wielką dłonią, podobną do gorylej, przytrzymywał się jednego z dębowych słupków.
– Najlepszy cydr, jakiego próbowałem – oświadczył. – Dostałem od jego lordowskiej mości. Jego lordowska mość powiedział mi: „Gunning – powiedział – w dniu, w którym lis dostanie się do kurnika…”
Zaczął i ciągnął powoli bardzo długą opowieść, która miała udowodnić, że angielscy ziemianie woleli lisy od bażantów. Albo powinni! Angielscy ziemianie właściwego rodzaju.
– Jego lordowska mość nie chciałby, żeby ta lisica została zabita albo się przestraszyła, skoro jest ciężarna… Ciężarna lisica może narobić wielkich szkód w gniazdach z pisklętami bażanta… Może zjeść nawet sześć albo siedem! Same małe… Więc czy jego lordowska mość powiedział Gunningowi…
A potem opis cydru…
– A niech mnie! Ten cydr był mocny jak diabli! Miał moc. Miał siłę. Jakość. Dziesięcioletni cydr. Przez dziesięć lat w domu lorda nie utoczono z tej beczki ani kropli. Dla służby domowej i zewnętrznej w tym tygodniu zarżnięto trzy owce. I trzysta gołębi. Gołębnik ma sto jardów wysokości, a gniazda są w otworach w ścianach wewnętrznych. Gniazda na całej ścianie, gdzie nie ma podparcia. Czasy już nie takie same, ale jego lordowska mość się trzyma. I zawsze będzie!
Mężczyzna w łóżku – Mark Tietjens – rozmyślał.
Stary Gunning człapał powoli ścieżką w stronę stajni, kołysząc rękami. Stajnia była kryta dachówką, miejscami strzechą, nie przypominała stajni w rozumieniu Północy – miejsca, gdzie miała schronienie stara klacz, pośród kur i kaczek. Ludzie Południa nie byli zbyt schludni. Nie mieli tego w sobie, choć Gunning mógłby położyć zwartą strzechę i odpowiednio przyciąć żywopłot. Był złotą rączką. Naprawdę złotą rączką; mógłby zrobić bardzo wiele rzeczy. Wiedział wszystko o polowaniu na lisy, hodowli bażantów, ciesielstwie, grodzeniu, odwadnianiu, hodowli świń i zwyczajach króla Edwarda na polowaniu. Palącego wciąż wielkie cygara! Skończ jedno, odpal kolejne, wyrzuć niedopałek…
Polowanie na lisy, królewski sport obarczony jedynie dwudziestoma procentami niebezpieczeństwa niesionego przez wojnę! On, Mark Tietjens, nigdy nie interesował się polowaniem; nigdy nie zajmowało go strzelanie do bażantów. Już nigdy nic nie zrobi. Nie, że nie chciał, od tamtego czasu nie mógł. Irytowało go, że nie zadał sobie trudu, żeby ustalić, co powiedział Jagon, zanim podjął postanowienia Jagona… Od tej chwili nie przemówił ani słowem… Coś w tym rodzaju, ale tego nie można było wstawić w miejscu białego wiersza.
Być może Jagon nie przemawiał białym wierszem, gdy on, Mark Tietjens, czynił swoje postanowienie… Jam za kark chwycił psa obrzezanego i tak go skarcił…1 Porządny człowiek, ten Szekspir! Swoją drogą też wszechstronny. Pewnie bardzo podobny do Gunninga. Znał zwyczaje królowej Elżbiety co do polowania, również bardzo prawdopodobne, że wiedział, jak strzyc żywopłoty, położyć strzechę, oprawić jelenia, zająca albo wieprza, jak pozwać kogoś do sądu i pisać kiepską francuszczyzną. Zamieszkały z francuską rodziną braci krzyżowych albo mniejszych. Gdzieś.
W stawie na wzgórzu strasznie hałasowały kaczki. Stary Gunning w świetle słonecznym przesuwał się od muru stajni, między krzewami malin, w górę wzgórza. Cały ogród był na wzgórzu. Popatrzył ponad trawami na żywopłot. Gdy go odwrócili, miał widok w dół wzgórza, na dom. Surowy, szary kamień!
Na wpół obrócony patrzył na słynne cztery hrabstwa; odwrócony w drugą stronę widział porośnięte trawą zbocze, aż do żywopłotu wzdłuż drogi. Teraz spoglądał w górę wzgórza, ponad czubkami traw na pokos siana, ponad krzewami malin w żywopłocie, który Gunning miał przystrzyc. Zawsze myślał o rozwoju swoich zainteresowań. On tego nie potrzebował. Miał dość własnych.
W górę ścieżynki leżącej na trawiastym zboczu i ponad żywopłotem szły dzieci Elliotów, chuda dziesięcioletnia dziewczynka z bardzo długimi włosami o barwie kukurydzy i gruby pięciolatek, niewypowiedzianie brudny. Dziewczynka była zbyt wyciągnięta i szczupła w nogach i kostkach, włosy miała wiotkie. Wojenny głód w pierwszych latach życia… Cóż, to nie była jego wina. Dał narodowi transport, gdy ten go potrzebował; powinien przewieźć, co trzeba. Tak się nie stało, więc dzieci miały długie, chude nogi i kanciaste nadgarstki. Całe to pokolenie…! To nie była jego wina. Zorganizował transport narodowy tak, jak powinien być zorganizowany. Zrobił to jego departament. Jego własny departament, utworzony przez niego, począwszy od młodszego urzędnika czasowego, do wysokiego urzędnika, od dnia, w którym trzydzieści pięć lat temu rozpoczął pracę, do dnia, gdy postanowił, że już nigdy nie odezwie się ani słowem.
Ani też nie ruszy palcem! Musiał przebywać w tym świecie, pośród tego narodu. Niech się nim zajmą, bo on z nimi skończył… Znał obustronne pochodzenie każdego konia, od Eclipse do Perlmutter. Jak dla niego było tego dość. Pozwolili mu czytać wszystko, co dotyczyło wyścigów. Miał wystarczająco dużo zainteresowań!
Kaczki w stawie na wgórzu nadal potężnie hałasowały, głośno tłukąc w wodę skrzydłami i kwacząc. Gdyby to były kurczaki, to coś by to znaczyło – że ściga je pies. W przypadku kaczek tak nie było – odbijało im zaraźliwie. Jak narodom i całemu bydłu hrabstwa.
Gunning, sunąc między krzewami malin, zerwał pączek czy coś i ścisnął go palcami. Bez wątpienia szukał robaków. Maliny miały bladozielone liście; krucha roślina między dzikimi różami. To nie był wojenny głód, ale wyścig. Ich intendentura była wystarczająco skuteczna, ale przypuszczalnie nie byli nienażartymi larwami. Gunning zaczął przeczesywać żywopłot ostrymi ruchami haka. Pomiędzy gałązkami nadal było aż za wiele owoców, za tydzień żywopłot znowu będzie nieładny.
I to też był ich problem! Utrzymywali żywopłot przycięty tak nisko, żeby miał rozrywkę, przyglądając się przechodniom, choć woleliby, żeby urósł tak wysoko, by nikt nie mógł zajrzeć do sadu… Cóż, widział przechodniów. Więcej, niż sądzili…! W co, do diabła, pogrywała sobie Sylvia? I ten stary dureń Edward Campion…? Cóż, on nie będzie się mieszał. Jednakże coś z pewnością było na rzeczy… Marie Léonie – dawniej Charlotte! – nie znała nikogo z nich z widzenia, choć niewątpliwie widywała ich, kiedy zerkali przez żywopłot…
Oni – i to był ich kolejny problem – wymyślili sobie półkę w lewym narożniku jego schronienia. Żeby mógł patrzeć na ptaki! Siedziała na niej pokrzywnica, bezgłośna i szara jak kwakier, przypominająca ducha. Drobniutkie, ruchliwe stworzonko, jakiego nigdy się nie widuje. Mignęła, ukrywając się głęboko w żywopłocie. Zawsze myślał o niej jako o amerykańskim ptaku – ale może dlatego, że było tu tak wielu Amerykanów, chociaż nigdy ich nie widział… Pozbawiony głosu słowik, drobny, wydłużony, o cienkim dziobie, niemal bez znaków szczególnych, jak to bywa z ptakami, które rzadko widują słońce, a żyją w mroku gęstych żywopłotów... Amerykański dlatego, że powinien nosić szkarłatną literę. Niemal wszystko, co było mu wiadomo o Amerykanach, pochodziło z książki, którą niegdyś przeczytał – o kobiecie jak pokrzywnicy, przemykającej się ukradkowo kątami i wpadającej w kłopoty przez księdza… Ale na pewno były też inne typy.
Ten przypadkowy, drobny ptaszek, najwyraźniej purytanin, wsunął cienki dziób w łój, który Gunning zostawił na półce dla sikorek. Te hałaśliwe sikorki, sikorki modre, sikorki bogatki, cała ta rodzina uwielbiała łój. Ta pokrzywnica zdecydowanie nie. Łój w ciepły, czerwcowy dzień zrobił się oleisty, pokrzywnica oczyściła uwalany dziobek, ale nie skusiła się na więcej łoju. Spojrzała Markowi w oczy. Ponieważ nie spuszczał z niej wzroku, zagwizdała ostrzegawczo i bezgłośnie się ukryła. Wszystkie stworzenia żyjące w żywopłocie ignorowały człowieka, o ile się poruszał i nie zwracał na nie uwagi. W chwili, gdy nieruchomiał i zaczynał im się przypatrywać, ostrzegały resztę uwijającą się w krzakach i znikały. Ta pokrzywnica bez wątpienia gdzieś w zasięgu słuchu miała pisklęta. Albo to ostrzeżenie było ogólne.
Po schodach, a potem ścieżką wspinała się Marie Léonie, siostrzenica Riotora. Słyszał, jak oddycha. Stanęła obok niego, bezkształtna w długim, bawełnianym fartuchu, i oddychała ciężko, trzymając talerz zupy.
– Mon pauvre homme! Mon pauvre homme! Ce qu’ils ont fait de toi!2
Zaczęła zdyszaną rozprawę po francusku. Była w tym dużym, jasnowłosym normańskim typie, między czterdziestką a pięćdziesiątką, miała całą masę niezwykle jasnych, rzucających się w oczy włosów. Żyła z Markiem Tietjensem już od dwudziestu lat, ale nigdy nie wypowiedziała ani słowa po angielsku, żywiąc niezłomną pogardę dla tego języka i ludzi w jej przybranej ojczyźnie.
Wyrzucała z siebie słowa. Na drewnianej półeczce wyciągniętej spod łóżka postawiła małą tacę z talerzem czerwonawo-żółtawej zupy. W zupie tkwił błyszczący termometr lekarski, który raz po raz sprawdzała, a przy talerzu szklana strzykawka, naciągnięta. Powiedziała, że Ils – oni – sprawili, że jej zupa jarzynowa jest niejadalna. Nie dodali jej navets de Paris3, tylko okrągłe, jak guziki; wymyślili sobie, że marchewki powinny być pauvre przy końcach; pory miały strukturę drewna. Upierali się, że nie powinien jeść zupy jarzynowej, chcieli mu podawać bulion mięsny. Byli istnymi ludożercami. Nic, tylko mięso, mięso, mięso! Ta dziewczyna…!
W Gray’s Inn zawsze miała paryską rzepę od Jacopo z Old Compton Road. Nie było powodu, dla którego nie miałaby uprawiać rzepy w tej glebie. Rzepa paryska miała beczułkowaty kształt, była okrągła, okrągła, okrągła jak urocza mała świnka po sam koniec swojego zabawnego, malutkiego ogonka. To była rzepa, która mogła człowieka rozbawić; mogła odmienić i dać zajęcie myślom. Ils – on i ona – nie byli w stanie doznać odmiany myśli za sprawą rzepy.
Między zdaniami wykrzykiwała raz po raz:
– Mój biedaku! Co oni z tobą zrobili!
Jej elokwencja zalewała Marka jak woda w fontannie, ale jakieś pojedyncze zdania z rzadka przyciągały jego uwagę. Nie było to nieprzyjemne; lubił tę kobietę. Miała kota, któremu w piątki nie podawała mięsa. W Gray’s Inn Road było to łatwiejsze, w wielkim pokoju ozdobionym niezliczonymi miniaturami i portretami przedstawiającymi członków rodziny Riotorów i ich gałęzie. Matka i babka madame Riotor były malarkami miniatur, a Marie Léonie posiadała pewną oszałamiająco białą rzeźbę dłuta wybitnego rzeźbiarza, pana Casimira-Bara, wieloletniego przyjaciela jej rodziny, który ze względu na konspirację nigdy nie został odznaczony. Pałała więc wielką pogardą do odznaczeń i odznaczonych. Marie Léonie była przyzwyczajona do powtarzania przy każdej okazji obszernych opinii monsieur Casimira-Bara odnośnie odznaczeń. Odkąd on, Mark, został uhonorowany przez swojego monarchę, wypowiadała je rzadziej. Przyznała, że współczesna demokracja nie miała takiej wartości jak ta za czasów jej rodziców, więc może lepiej było caser4 to samemu – znaleźć sobie niszę pośród poważanych przez Państwo.

Koniec defilady. Ostatnia wiadomość (miękka)

książka

Wydawnictwo: Replika

Oprawa: miękka

Ilość stron: 304

Dostępność: niedostępny

Nasza cena: 26,45

Cena detaliczna: 46,41

U nas taniej o 43%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń
Powrót Darmowa wysyłka dla zamówień od 99zł. SPRAWDŹ!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (0)

  • Inne wydania

Koniec defilady. Ostatnia wiadomość - opis produktu:

Czwarty i zarazem ostatni tom Końca defilady - monumentalnego dzieła Forda Madoxa Forda, zaliczanego do najważniejszych tytułów literatury brytyjskiej, to ostateczne losy Christophera Tietjensa - arystokraty z zasadami, który wrzucony w wir I wojny światowej, będzie musiał stawić czoła najważniejszym decyzjom w swoim życiu.

Na podstawie cyklu Koniec defilady powstał pięciokrotnie nominowany do nagrody Emmy, popularny serial telewizyjny produkcji BBC z Benedictem Cumberbatchem w roli Christophera Tietjensa.

Ford Madox Ford - angielski prozaik, poeta, krytyk literacki i redaktor. Jego powieść z wątkami autobiograficznymi "Dobry żołnierz. Opowieść o miłości" (The Good Soldier - A Tale of Passion) należy do najważniejszych dzieł literatury angielskiej ubiegłego wieku. Po rozpoczęciu I wojny światowej Ford Madox Ford podjął pracę w Biurze Propagandy
Wojennej, w której udzielali się również między innymi: G. K. Chesterton i John Galsworthy. I wojna światowa i jego udział
w niej przyczynił się również do napisania doskonale przyjętej
przez krytyków tetralogii Koniec defilady. Pisarz przyjaźnił się
z Josephem Conradem, z którym napisał kilka utworów. Jest autorem lub współautorem blisko dziewięćdziesięciu dzieł, o których mówi się, że zmieniły światową literaturę.

Koniec defilady. Ostatnia wiadomość - szczegółowe informacje:

Dział: Książki
Wydawnictwo: Replika
Oprawa:miękka
Okładka:miękka
Wymiary:145x205
Ilość stron:304
ISBN:978-83-7674-520-6
Wprowadzono: 27.05.2016
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Koniec defilady. Ostatnia wiadomość - recenzje klientów


Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.
10.00

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Nietoperz i suszone cytryny

M. Meller

książka (miękka)

27,89 zł taniej -30%

Odbiorę ci wszystko

R. Lillegraven

książka (miękka)

25,79 zł taniej -35%

Dziewczyna o czterech palcach

M. Krajewski

książka (miękka)

25,79 zł taniej -35%

Sodoma Hipokryzja i władza w Watykanie

F. Martel

książka (miękka)

32,38 zł taniej -35%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

19.50 zł

taniej -44%

Koniec scenarzystów

Superprodukcja zmierza do nieuchronnego finału, w którym na planie padnie być może nie tylko ostatni klaps, ale i kilka głów. Każdy scenarzysta zrobiłby wszystko, by dostać pracę w Hollywood. A kiedy w końcu Sylwia i Kuba stają przed szansą życia, okazuje się, że mogą to życie stracić. Zamiast pisać zamówiony przez hollywoodzkiego producenta scenariusz,...

książka

28.63 zł

taniej -18%

Koniec zazdrości

Ostatnia nowela ze zbioru opowiadań `Rozkosze i dni` okazuje się ulubionym opowiadaniem Prousta, co więcej, wyznacza drogę pisarską, na którą miał po jej napisaniu wkroczyć. Jakkolwiek wygłaszał mniej lub bardziej szczere lekceważenie dla całości książki, zawsze określał `Koniec zazdrości` jako tekst, za który nie musi się czerwienić. W kwietniu 1904 roku...

książka

30.05 zł

taniej -32%

Koniec polityki czyli państwo bez przymusu

`Książka Koniec polityki, czyli państwo bez przymusu opowiada o innej drodze. O lepszej drodze. O zastosowaniu nauki do poznania natury społeczeństwa oraz o stosowaniu racjonalnej, sprawdzonej wiedzy do tworzenia technologii, która pozwoli osiągnąć wolność. Wolność jako mierzalny stan społeczeństwa. Jak przekonasz się czytając tę książkę, polityka, z całym...

książka

22.67 zł

taniej -24%

Koniec Świata Ksiądz Rafał Tom 3

Ksiądz Rafał Nowina, chociaż jest proboszczem w Gródku już kolejny rok, nadal wzbudza kontrowersje. Pogrzeb znienawidzonego Szatana z Pochwałki, niespodziewany talent do gry w chapanego, zmiana godziny wieczornej Mszy w sobotę , listy w radiu przecież posłuchać trzeba i wojna, która o mały włos przetoczyła się przez Gródek! Poważne kłopoty dla Rafała mają...

książka

25.42 zł

taniej -27%

Koniec i początek

`Koniec i początek` to jeden z najważniejszych tomów Wisławy Szymborskiej, który - wydany w roku 1993 - być może ostatecznie przesądził o przyznaniu poetce w trzy lata później Nagrody Nobla. Stosująca wobec swoich wierszy najwyższe wymagania i surową selekcję autorka kazała czytelnikom czekać na tę książkę aż siedem lat. Znalazły się tu głośne, najbardziej...

muzyka

32.75 zł

taniej -27%

Koniec wakacji

Długo wyczekiwana płyta Marceliny to wpadające w ucho, melodyjne piosenki wzbogacone tym razem elektronicznymi brzmieniami charakterystycznymi dla producenta płyty Kuby Karasia (The Dumplings). Artystka opowiada o nowym materiale: `To zupełnie nowy etap. Postanowiłam zaprosić do współpracy nowego producenta. Razem z Kubą Karasiem i gitarzystą Kamilem...

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku

2.99

14.99

14.99

2.99

1.98

8.99

Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność › przejdź do koszyka
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: