Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze - Gail Honeyman - Książka | Gandalf.com.pl
Ulubione
Kategorie

Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze (miękka)

książka

  • Wydawnictwo HarperCollins Publishers
  • Oprawa miękka
  • Ilość stron 352
  • GRATIS! Do każdego zamówienia zakładka mola książkowego!
  • Wysyłamy w 24h - 48h + czas dostawy

Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze - opis produktu:

Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze. Skończyła trzydzieści lat, jest filologiem klasycznym, ale pracuje w księgowości, oszczędzając każdego pensa. Nosi niezniszczalny bezrękawnik, ma stały harmonogram posiłków i niechętnie rozmawia z kolegami z pracy. Uwielbia zakupy w Tesco i swoją jedyną roślinę doniczkową.
Eleanor doskonale wie, jak przetrwać, ale nie wie, jak żyć. Nie brakuje jej niczego, z wyjątkiem... wszystkiego. Ludzie na ogół mają ją za wariatkę. Są jednak wyjątki - ci, którzy chcą jej pokazać, że życie może być lepsze, nie tylko `znośne`.

Książka Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze pochodzi z wydawnictwa HarperCollins Publishers. Autorem książki jest Gail Honeyman. Należy do gatunków: literatura piękna, dla kobiet. Książka Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze liczy 352 stron. Jej wymiary to 145x220. Oprawa jest miękka.
S
Szczegóły

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

  • -34%
  • Nowość Mój szef. Mój AS
  • Bestseller Mój szef. Mój AS
Mój szef. Mój AS miękka
26,40 zł 39.99
Dodaj do koszyka
  • -36%
  • Nowość Rzeki płyną, jak chcą
  • Bestseller Rzeki płyną, jak chcą
Rzeki płyną, jak chcą miękka
25,54 zł 39.90
Dodaj do koszyka
  • -30%
  • Bestseller Mój książę. Bridgertonowie
Mój książę. Bridgertonowie Tom 1 miękka
27,93 zł 39.90
Dodaj do koszyka
  • -41%
  • Bestseller Gambit królowej
Gambit królowej miękka
23,54 zł 39.90
Dodaj do koszyka
  • -42%
  • Bestseller Gdzie jest happy end?
Gdzie jest happy end? miękka
23,14 zł 39.90
Dodaj do koszyka
  • -29%
  • Bestseller Powrót
Powrót miękka
28,33 zł 39.90
Dodaj do koszyka

Recenzje
image Nie wiesz, czy kupić? Sprawdź recenzje
Książka
Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze

4.3/5 ( 4 oceny )
    5
    3
    4
    0
    3
    0
    2
    1
    1
    0

Zaloguj się i napisz recenzję na min. 700 znaków. Akceptując regulamin bierzesz udział w cotygodniowym plebiscycie. Do wygrania kupon 50 PLN i 15 punktów klienta.

imię, nazwisko lub nick:
Twoja ocena:
Twoja recenzja:
Wprowadź tekst z obrazka:

W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.

brak oceny

Alicja Szerment

  • 28-06-2017
  • 16:10

Urocza, ciepła, choć nierozkochująca w sobie od pierwszych stron powieść. "Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze" to pozycja, którą bardzo chciałam przeczytać odkąd tylko pojawiła się w zapowiedziach wydawniczych. Wydawnictwo Harper Collins promuje ją jako historię nietuzinkowej kobiety, która skończyła filologię klasyczną, ale w rezultacie jest księgową..., a jej ulubionym zajęciem jest chodzenie po zakupy do Tesco. Samotna, zamknięta w sobie, trochę dziwaczna, nieoglądająca się na to co myślą o niej inni. Pomyślałam sobie: Ha! To książka o tym jak będzie wyglądała moja przyszłość, jeśli pójdę na filologię polską. Opis dał mi (jak się okazuje - złudne) poczucie, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Po lekturze tej powieści wiem już, że niezupełnie... ale i tak lektura mnie usatysfakcjonowała. Okazało się, że to nie tylko ciepła i lekka opowieść, ale historia, które posiada głębię..., która z początku jest jednak bardzo skrzętnie zakryta przez pancerz Eleanor.

Eleanor Oliphant skończyła trzydzieści lat, z wykształcenia jest filologiem klasycznym, jednak pracuje w księgowości. Oszczędza każdego pensa, ciągle nosi ten sam bezrękawnik, je o stałych godzinach, nie rozmawia z kolegami z pracy, uchodzi za dziwaczkę, uwielbia zakupy w Tesco, swoją jedyną roślinę doniczkową. Każdy dzień, miesiąc, tydzień jej życia wygląda tak samo - dzięki temu potrafi wytrwać. Nie potrafi jednak żyć. Trzyma się na uboczu, patrzy na wszystko z ogromnym dystansem i często zachowuje się jakby była nie z tego świata. Nie oglądała bajek, nie je fast foodów, nawet nie zna ich smaku, nie przywiązuje się do ludzi, jednak co tydzień od lat rozmawia przez telefon ze swoją matką... Jej świat jest do bólu monotonny, poukładany, a ona sama zdaje się być zadowolona z jałowej egzystencji jaką prowadzi. Pewnego dnia widzi jednak przez przypadek występ miejscowego muzyka... uznaje,. że to ten jedyny. Ten, z którym chce spędzić resztę życia. Co więcej: jest gotowa zmienić dla niego swój wygląd i w ogóle... całe życie. Z tym, że on o jej istnieniu nawet nie wie. Na drodze Eleanor pojawia się nieokrzesany informatyk, który chce wyrwać ją z jej pancerza... i pokazać co to tak naprawdę znaczy żyć.

Nie zdaje sobie jednak sprawy, że za wycofaniem Eleanor i jej ekscentrycznością kryje się coś więcej. Eleanor z początku nie da się lubić - jest dziwna. Momentami miałam wrażenie, że się po prostu wywyższa, nikt i nic (oprócz zakupów w Tesco i akcji rabatowych) jej nie obchodzi. Z czasem jednak sama Eleanor zaczyna przyznawać przed samą osobą, że ma problem... ze swoją przeszłością, tożsamością, teraźniejszością, samotnością. Kobieta zaczyna powoli zrzucać z siebie pancerz za którym się schroniła przed bólem, bolesnymi wspomnieniami... i kiedy ona zaczyna się otwierać - świat otwiera się na nią. Jest to proces długi, ciężki, bolesny, ale warty każdej łzy, ponieważ tylko on może odmienić życie Eleanor... i otworzyć przed nią lepszą przyszłość.

Kreacja bohaterki, która początkowo nie budzi sympatii - jest mistrzowska! Jej przemiana stopniowa, niezbyt gwałtowna, prawdziwa, realna... Honeyman udało się z dużą wrażliwością i wnikliwością ukazać kruchość bohaterki, jej odizolowanie, wraz z tego wszystkiego genezą, którą czytelnik poznaje stopniowo wraz z Eleanor. Przez większość czasu trwa w niewiedzy, powieść staje się tajemnicza, a sama bohaterka z takiej przez którą nie mogłam przebrnąć przez pierwsze rozdziały... staje się postacią bliską sercu, godną zapamiętania, której gorąco i wytrwale się kibicuje. W końcu zasługuje na dobro i szczęście.

"Eleanor Oliphant ma się dobrze" to powieść, które daje mocnego i pozytywnego kopniaka do działania. To zaskakująco dobra proza obyczajowa, w której wbrew pozorom nie ma wątku romansowego - jest za to życie we wszystkich jego odcieniach. W książce Honeyman jest tyle ciepła, pozytywnej energii, że w pewnym momencie naprawdę trudno się od niej oderwać. Tak sobie myślę, że może właśnie to jest sztuką - napisać powieść ciepłą, o ogólnie pozytywnym wydźwięku, która jednak podczas lektury będzie wzruszała. Piękna, ciepła, dobrze napisana, rewelacyjnie dopracowana... historia Oliphant jest po prostu taka prawdziwa - prawdopodobnie właśnie przez to tak ujmująca.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Elwika

  • 21-06-2017
  • 14:00

Ja lubię takie proste (rysowane) okładki, od razu chwytają mnie za serce, potem dopiero zwracam uwagę na opis, który albo zaskoczy, albo nie. W tym wypadku zaskoczyło od razu?
Książka niezwykła, ciekawa, a jednocześnie prosta i zaskakująca. Eleanor Oliphant jest bez dwóch zdań jedną z moich najbardziej ulubionych postaci literackich. Za tę nijakość, za zwyczajność, za walkę jaką toczy zwłaszcza z samą sobą i za oryginalność, bezkompromisowość, której nie można jej odmówić, o nie? :-) pokochałam ją szczerze.

Pięknie w powieści został pokazany moment (początek) zmiany, po cichu i bez fajerwerków, od niby NIC nieznaczącego incydentu, a może ich splotu?

Nie zgodzę się do końca z ?lekkością? książki, bo jest ona tylko pozorna i tak naprawdę niesie ze sobą mocne i ważne przemyślenia (na temat samotności, wyobcowania, ale też relacji rodzicielskich, przyjaźni).

Dość zaskakujące i nawet dramatyczne jak się okaże pod koniec lektury, gdy wszystko złożymy w całość?

Jest tu i śmiech i łzy i śmiech przez łzy i łzy przez łzy? Koniecznie!

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Erna

  • 19-06-2017
  • 12:20

Często oceniamy ludzi po pozorach. Wydają się być zamknięci w sobie, unikamy ich, bez pytania o ich potrzeby. Wolimy zostawić, nie rozumiejąc, że może pragną wyjść ze skorupy, tylko nie są w stanie tego zrobić bez pomoc. Bez przyjaznego słowa, podania dłoni.

Eleanor Oliphant skończyła trzydzieści lat. Z wykształcenia filolog klasyczny, jednak pracuje w dziale księgowości. Nie przelewa jej się, ciągle oszczędza, prowadzi monotonne życie. Ciągle nosi to samo ubranie, je o określonych porach, unika kontaktów z innymi ludźmi. Małą radość sprawiają jej zakupy spożywcze w Tesco. Sprawia wrażenie niedostępnej i ekscentrycznej, jednak za jej zachowaniem kryje się coś więcej, trauma z przeszłości, która daje o sobie znać. Zazwyczaj raz w tygodniu. Czy ktoś jest w stanie dotrzeć do wnętrza Eleanor i pomóc jej poradzić sobie z problemami?

Po raz kolejny dałam się zauroczyć okładką. Wiem, miałam unikać zbytniej ekscytacji, gdy zobaczę coś ślicznego, ale znowu nie mogłam się powstrzymać. Druga sprawa ? imię i nazwisko tytułowej bohaterki. Takie dźwięczne oraz wdzięczne, doszłam do wniosku, że może kryć za sobą interesującą postać. Tym samym zabrałam się za lekturę książki autorstwa Gail Honeyman. Na początku sądziłam, iż mam do czynienia z lekturą bardzo lekką, pozbawioną głębszej puenty. Ot, przyjemny przerywnik w dniu pełnym pracy. źle oceniać po pozorach! To powieść głęboka, zręcznie skonstruowana, jednocześnie wymagająca odrobiny cierpliwości. Dlaczego? O tym za chwilę. Wielu sklasyfikuje Eleanor w kategorii brzydkich kobiet, które muszą w finale odnaleźć wielką miłość, bo tak zazwyczaj konstruuje się pewien rodzaj lektur. Błąd, choć go rozumiem, gdyż odrobinę się na to nabrałam, za co mi wstyd.

Gail Honeyman ma lekkie pióro, nie szczędzi szczegółów, ale skupia głównie na akcji. Jeśli nie przepadacie za rozległymi opisami dywanu, to będziecie w pełni usatysfakcjonowani. W trakcie czytania trudno się nudzić, poszczególne sytuacje są wyważone, Powieść nieźle skonstruowana. Wątek szalonego zauroczenia w nieznajomym muzyku działa w dwojaki sposób. Osobiście miałam ochotę popukać się po głowie, lecz za moment próbowałam zrozumieć uczucia Oliphant. Samotna, kurczowo trzymająca utartych schematów, w końcu znajduje iskrę, aby przerwać błędne koło. Weszła w nie przed laty, poniekąd pogodziła z losem. Bezradność stopniowo przeradzająca się w depresję. I który z etapów jest gorszy? Nie można określić.

Narracja prowadzona z punktu widzenia Eleanor pozwala lepiej poznać jej psychikę. Obserwujemy zmagania, wspólnie obserwujemy otoczenie. Nam, jako czytelnikom, niezwykle ułatwia to przekonanie się do postaci. Mamy szansę zrozumienia targających nią emocji, które chciałaby zdusić, choć się do tego niezbyt przyznaje. To wszystko brzmi smutno, ale należy zaznaczyć, że powieść nie jest dramatem. To dwojaka historia, specyficzna, wzbudzająca mieszane uczucia. Z jednej strony, bawi nieporadność Oliphant, to nieprzystosowanie do normalnego świata, który znamy. Z drugiej, zaczynamy głębiej analizować zachowania, spoglądając też na siebie.

Wiem, że trudno przekonać się do bohaterki. Momentami miałam ochotę nią potrząsnąć, oburzała mnie ta niechęć do kolegi z pracy, który nie poddawał się w staraniu o poprawę jej nastroju. Krzywiłam usta, gdy Eleanor bezpardonowo wytykała ludziom ich wady, gdy nie potrafiła docenić prostych gestów. W trakcie dalszej lektury już wiedziałam, że to nie jej wina. Przeszła przez piekło (nie wolno mi więcej zdradzać). Moja złość przeszła zgrabnie we współczucie. Ile takich osób odrzuciłam, ponieważ nie byłam w stanie pojąć ich problemów? Przed laty byłam podobna. Powinnam pomóc, wbrew uderzeniom. Wielki plus za zakończenie, niespecjalnie cukierkowe, a dające nadzieję na lepsze.

Gail Honeyman stworzyła książkę ciepłą, idealną na prezent dla bliskich, którzy zmagają się z kłopotami, większymi i mniejszymi. Postać Oliphant pokazuje, iż my, ludzie, nie jesteśmy samotnymi wysepkami, potrzebujemy wsparcia, uśmiechu i słowa otuchy.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

www.przychylnym-okiem.blog.onet.pl

  • 19-06-2017
  • 12:16

Eleanor Oliphant nie ma się dobrze. Dobiega trzydziestki, nie ma żadnej rodziny i przyjaciół i od dziewięciu lat pracuje w tym samym biurze, w dziale księgowości, działając według stałego harmonogramu i starając się unikać wszelkich kontaktów z innymi. Mimo niskich zarobków i słabej perspektywy rozwoju, nie narzeka, sumiennie wykonując swoją pracę i oszczędzając jak najwięcej pieniędzy. W głębi duszy jednak zdaje sobie sprawę, że życie, które prowadzi, bez względu na to, jak bardzo uporządkowane i stabilne, nie jest prawdziwym życiem, tylko pustą, pozbawioną celu egzystencją. Nie wie jednak, jak je zmienić i otworzyć się na innych, bo wciąż nie potrafi się uporać z trudnymi przeżyciami z dzieciństwa. Jednak pewnego dnia w jej pełen smutku i samotności świat wkracza Raymond Gibbons, który uczy ją przyjaźni i tego, że nigdy nie jest za późno, by zacząć wszystko od nowa?
?Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze? to debiutancka powieść brytyjskiej pisarki, Gail Honeyman, która została bardzo ciepło przyjęta przez czytelników i zebrała wiele pozytywnych opinii. Muszę przyznać, że gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach tę pozycję, wiedziałam, że muszę się z nią zapoznać. Zwykle ostrożnie podchodzę do debiutów i staram się nie mieć zbyt wygórowanych oczekiwań, jednak na szczęście tym razem trafiłam na naprawdę rewelacyjną książkę, którą kończyłam z żalem. ?Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze? to przede wszystkim opowieść o samotności, z której trudno się wyrwać, bez względu na to, jak bardzo by się pragnęło kontaktu z innymi ludźmi. Eleanor to postać nieidealna, mająca swoje wady i dziwactwa, która dźwiga ciężar traumatycznej przeszłości i mimo iż udaje jej się przetrwać, to nie wie tak naprawdę, jak żyć. Gail Honeyman udało się stworzyć bohaterkę z krwi i kości, która nie zawsze budzi sympatię, ale z pewnością nie pozostaje się na jej losy obojętnym. ?Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze? to zaskakująco udany debiut brytyjskiej pisarki, który wzrusza, bawi i wzbudza wiele ciepłych uczuć, niosąc za sobą pozytywne przesłanie i zachęcając do refleksji. Dawno nie miałam okazji zapoznać się z tak wyjątkową i angażującą emocjonalnie powieścią, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że wyszła ona spod pióra początkującej pisarki. Gail Honeyman zrobiła na mnie wrażenie i z niecierpliwością będę czekać na jej kolejne książki. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję, zarówno entuzjastów powieści obyczajowych, jak i wszystkich innych czytelników, bo naprawdę warto!

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Justyna Gul (Qultura słowa)

  • 18-06-2017
  • 20:57

Pustka samotności
?Teraz samotność to nowy rak ? wstydliwa, żenująca przypadłość, której człowiek nabawił się niejasny sposób. Przerażająca, nieuleczalna, tak straszna, że lepiej w ogóle o niej nie wspominać; inni nie chcą o niej słyszeć z obawy, że mogliby się nią zarazić albo skusić los, by zesłał na nich podobne nieszczęście. W przypadku większości ludzi ich odejście z tego świata byłoby osobistą stratą przynajmniej dla garstki bliskich. Ja jednak nikogo takiego nie miałam? ? te pełne goryczy słowa mogła wypowiedzieć tylko osoba, która sama doświadczyła smutku i wszelkich konsekwencji związanych z brakiem bliskiej osoby. Z brakiem jakiegokolwiek towarzystwa. Smutne jest to, że współcześnie coraz więcej osób boryka się z tą samotnością, niekiedy na własne życzenie, czasami jednak jest to wynik splotu wielu okoliczności. I choć próbujemy tę pustkę wokół nas zagłuszyć różnymi sposobami ? rzucając się w wir zakupów, pracy czy nałogów ? to ona i tak zagląda nam w oczy każdego poranka.
Eleanor Oliphant, trzydziestoletnia pracownica księgowości, sięga po alkohol. To on towarzyszy jej wieczorami, to on tuli do snu. Poza nim kobieta ma jeszcze audycje radiowe, książki na wiele dziwnych tematów oraz rozmowy z matką. Wszystko to w przeraźliwej regularności, przywodzącej na myśl zaburzenia kompulsywno-obsesyjne, Eleanor bowiem nie tylko regularnie raczy się wódką, ale także codziennie rozwiązuje w porze lunchu krzyżówki, zawsze zjadając kanapki. Poza tym unika zarazków, bakterii, nieprzewidzianych zdarzeń oraz ? bliższych kontaktów z innymi ludźmi. Od lat nikt, poza pracownikami socjalnymi i osobami przeprowadzającymi odczyt liczników nie przestąpił progu jej mieszkania, od lat też nie kupiła sobie nic nowego. Dziwne? Może się takie wydawać, szczególnie, że Eleanor, będąc z wykształcenia filologiem klasycznym, nie rozumie metafor, przerażają ja również żarty. Czyżby cierpiała na zespół aspergera?
Rozwiązanie tej zagadki nie jest takie proste szczególnie, że Eleanor, bohaterka powieści ?Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze?, wcale nie chce dać się poznać. Gail Honeyman stworzyła wyjątkową postać kobiety po przejściach, która tak naprawdę sama dla siebie jest zagadką. Książka, opublikowana nakładem Wydawnictwa HarperCollins, łącząca w sobie elementy powieści obyczajowej i dramatu, to pozycja dla tych, którzy wobec lektury mają wysokie oczekiwania, którzy lubią zagłębiać się w psychikę bohaterów i badać motywy ich zachowania. Przy Eleanor taka analiza staje się prawdziwym wyzwaniem, bowiem ona sama niewiele pamięta z okresu dzieciństwa. Zamiast wspomnień ma bliznę na twarzy i uczucie panicznego strachu przed matką.
Być może to właśnie chęć zaimponowania rodzicielce sprawia, że Eleanor postanawia przerwać swoją samotność. Szczególnie, że los stawia na jej drodze ukochanego. Jest przystojny, utalentowany, pije sok pomarańczowy z kawałkami owoców i ? nie wie, że Eleanor istnieje. Kobieta wymyśla zatem skomplikowany plan, który skutkować ma płomienną miłością. Tyle tylko, że jego realizację wciąż przerywają nowe wydarzenia, które mają swój początek w zasłabnięciu na ulicy pewnego mężczyzny?
Jak zakończy się ta opowieść? Z pewnością zaskakująco, bowiem zaskoczenie, szok, współczucie o tylko kilka emocji i naszych reakcji, które wydają się być wpisane w fabułę powieści. Strona po stronie autorka odkrywa przed nami duszę Eleanor, a co więcej, odsłania ją również przed samą Eleanor. Ta zaczyna powoli wychodzić ze swej skorupy, przekonując się, że kontakty towarzyskie mogą być naprawdę miłe, podobnie jak dotyk drugiej osoby. Gail Honeyman, kreując postać głównej bohaterki, pokazała całe spektrum swoich umiejętności i wielkość talentu który sprawia, że jeszcze nie raz o niej usłyszymy. Książka zaś jest lekturą, która już na zawsze pozostawia po sobie ślad, a także skłania do tego, by rozejrzeć się wokół siebie. Kto wie, być może w naszym otoczeniu też jest taka Eleanor? A może ? to my nią jesteśmy?

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Półka na książki

  • 12-06-2017
  • 14:43

Niejednokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że literatura obyczajowa jest nudna i zwykle mało odkrywcza. Że męczy stale te same tematy i tworzy plastikowych (niemal zawsze idealnych) bohaterów.
Nie jestem w stanie zdementować tych pogłosek (bo oczywiście jest w nich nieco więcej niż tylko ziarno prawdy), ale też zdecydowanie nie jestem zwolenniczką wyżej przedstawionej teorii. Autorzy obyczajówek coraz śmielej odchodzą od schematów, a ich bohaterowie dosyć mocno odstają od społeczeństwa. Są ekscentryczni, inni i po prostu dziwni.
Tak jak Eleanor Oliphant. Która - wbrew zapewnieniom - ma się nie całkiem dobrze.





Ma trzydzieści lat, stałą (choć nieco nudną) pracę i roślinkę, która służy jej za towarzystwo. W oczach współpracowników uchodzi za nierozumiejącą społecznych norm i zwyczajów dziwaczkę, a jej brak życia prywatnego jest tematem niekończących się żartów. Dla Eleanor nie stanowi to jednak źródła zmartwień - według niej samej ma się bowiem całkiem dobrze. Ma dach nad głową, ma co jeść i generalnie się nie nudzi.
Jednakże raz w tygodniu, z przymusu, rozmawia z matką, samotność przykleiła się do niej niczym lep do muchy, a każdy weekend kończy z butelką wódki.
Coś jest nie tak.
A Eleanor, choć twierdzi inaczej, ma się zdecydowanie gorzej niż dobrze.






Gdyby nie informacja od wydawcy, w życiu nie uwierzyłabym, że "Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze" jest debiutem Gail Honeyman.
Honeyman bawi się słowem i czytelnikami, raz po raz podsycając ich ciekawość, a za chwilę usypiając czujność. Tworzy ni to romans, ni komedię, a gdzieś w tle wplata kilka elementów z pogranicza kryminału. Sprawia, że po plecach przebiega nam dreszcz grozy, a serce dosłownie łka nad losem Eleanor. Tworzy fenomenalnych, nieidealnych i na wskroś prawdziwych bohaterów, a za tytułową postać należą jej się niemalże owacje na stojąco.
Książka Honeyman jest specyficzna, tak jak specyficzna jest sama Eleanor. Bardzo dziwna, stroniąca od ludzi i wszelkich rozrywek, bez przyjaciół, miłości, nawet zwierzaka. Mimo tych "wad" wzbudza ogromną sympatię, a jej plan pozyskania wybranka swego serca (który to wątek pewnie ucieszy każdą fangirl), choć nieco absurdalny, jest tak skrupulatnie opracowywany, że momentami zaczynamy wierzyć w jego powodzenie.
Eleanor nie jest tylko dziwaczką - jest dowodem na to, że zawsze można zmienić swoje życie i że nikomu nie jest pisana stagnacja, że z każdego marazmu da się wyjść i że nie warto oceniać innych po pozorach. Bo nigdy nie wiemy, co kryje się w drugim człowieku i z jakimi demonami musi się zmagać.




"Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze" to rewelacyjny debiut szkockiej pisarki, który już za jakiś czas przeniesiony zostanie na wielkie ekrany. To opowieść o akceptowaniu przeszłości i pisaniu własnej przyszłości. O zmianach, które dają siłę i sile, dzięki której można zmienić wszystko. To historia o bezinteresowności, altruistach i ludziach o wielkim sercu. I w końcu to opowieść o odnajdywaniu siebie, dobitnie udowadniająca, że każdy, absolutnie każdy, zasługuje na szczęście.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Kasiek

  • 12-06-2017
  • 11:29

Uwielbiam Jojo Moyes i rzucam się na każdą jej powieść. Gdy zobaczyłam, że rekomenduje powieść, dałam się na to złapać, chociaż zwykle tak uważam, bo niby wiem, że marketing, że reklama, że zwykle to bujda. Naprawdę tym razem to było silniejsze niż ja. Opis mnie intrygował, chociaż przecież zwykle te opisy nie mają wiele wspólnego z prawdą. Miałam właśnie ochotę na książkę nieoczywistą, taką, która nie będzie typową komedią romantyczną, a bohaterka niniejszej powieści wydawała się napisana dla mnie. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Jedna z tych książek, dla których warto zarwać noc? podjęłam nieudolną próbę, jednak koniec roku szkolnego ma swoje prawa i doczytywałam od rana.

Eleanor Oliphant jest kobietą, która nadaje się, pozornie, na bohaterkę filmu w stylu brzydula, brzydkie kaczątko, które zaczyna być łabędziem. Ma trzydzieści lat, od skończenia studiów pracuje w księgowości, gdzie zarabia niewiele, ale wystarczająco by nie głodować. Skończyła filologię klasyczną, co w obecnych czasach jawi się albo jako szczyt lamerstwa, albo szczyt hipsterstwa(wszak granica jest cieniutka). Eleanor jest aspołeczna i dziwna, twarz jej szpeci blizna, a ona odgradza się od świata szczelnym pancerzem. Jej zachowanie sugeruje zaburzenia ze spektrum autyzmu, niezwykła drobiazgowość, umiłowanie rytuałów i stałości, brak umiejętności interpersonalnych. Jedno wyjście na koncert odmienia jej życie. Spotyka tam mężczyznę, który według niej jest predestynowany by być miłością jej życia. Eleanor postanawia chwytać szansę, zmienić swój wygląd by być godną tego wrażliwego, inteligentnego i utalentowanego mężczyzny. Tylko, że facet jest piosenkarzem, a Eleanor nawet z nim nie rozmawiała, a jednak buduje zamki na lodzie i snuje wizje przyszłego, wspólnego życia. I wdraża zmiany. Jak zakończy się to wyzwanie, jakie sekrety kryje przeszłość Eleanor i czy trudno jest wyjść do świata i do światła.

Bezdyskusyjnie jest to niebanalna książka, która rozczaruje wszystkich, którzy mają ochotę na płytką komedię romantyczną. Ta książka jest słodko-gorzka, w stylu Moyes. Opowiada o sekretach z przeszłości, które nas okaleczają i chociaż z czasem stają się odległym wspomnieniem, osnutym mgłą niepamięci, to jednak ciernie tkwią pod skórą i są jątrzącą się raną. Wpływają na nas i ograniczają bardziej niż widoczne pamiątki takie jak blizny.
Na początku Eleanor może się jawić jak taki Sheldon Cooper, można pochichotać z jej rozważań i zwyczajów, bywa urocza w nieznajomości konwenansów, ale z każdą stroną jest poważniej, jest więcej goryczy. Przeszłość dziewczyny jest porażająca, samotność i problemy z którymi się mierzyła są wstrząsające. Nikt jednak nie jest do końca stracony i dlatego ta książka daje nadzieję.
Nie jest to powieść oparta na schemacie, brzydka dziewczyna z problemami znajduje pięknego księcia i oto wszystko co było w jej życiu pokrzywione, nagle się prostuje i nabiera blasku. O nie, to byłoby banalne i słabe. Ta powieść opowiada o odnajdywaniu nadziei, co nie jest proste, wymaga wysiłku i zapłaty w łzach. Ignis aurum probat, miseria fortes Miros ? próbą złota jest ogień, a próbą dzielności ? przeciwieństwa.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Kasia

  • 12-06-2017
  • 08:52

Eleanor ma trzydzieści lat, pracuje w księgowości, nosi niezniszczalny bezrękawnik oraz wygodne buty na rzepy. Każdego tygodnia pije tę samą wódkę, rozmawia z matką w każdą środę. Uwielbia zakupy w Tesco i ma stały harmonogram posiłków. W wolnym czasie czyta Telegraph i rozwiązuje kalambury. Nie utrzymuje relacji z innymi ludźmi. Ona zupełnie nie rozumie innych, a inni nie rozumieją jej. Mimo wszystko Eleanor uważa, że jej życie jest całkiem dobre. Ale czy na pewno? A co jeśli mogłoby być lepsze?

W życiu Eleanor pewnego dnia pojawia się mężczyzna. Jest przystojny, czarujący, wprost idealny materiał na chłopaka a nawet męża. Kobieta dochodzi do wniosku, że to przeznaczenie skrzyżowało ich drogi i zakochuje się w nim, niczym nastolatka. Nieznajomy mężczyzna staje się bodźcem do zmiany - kosmetyczka, fryzjer, nowe ubrania. Ale w jej życiu pojawia się jeszcze ktoś. Raymond jest nowym informatykiem w firmie i nie ma nic przeciwko dziwactwom Eleanor...

Niech was nie zmyli opis fabuły. Na pierwszy rzut oka historia może nie wydawać się interesująca. Trzydziestoletnia kobieta poznaje mężczyznę, dla którego traci głowę i postanawia się zmienić. O nie, nie! Ta książka nie jest o tym. To tylko jej część.

Eleanor Oliphant to złożona postać. Początkowo irytowała mnie swoim zachowaniem. Wyobcowana, patrzyła na ludzi z góry, a jej zachowania wydawały mi się niedorzeczne. Jednak z każdą następną stroną, Eleanor odkrywa swoją historię i coraz lepiej zaczęłam ją zrozumieć. A gdy lepiej poznałam jej historię, od razu poczułam do niej ogromną sympatię. Zaczęłam kibicować jej w pokonaniu koszmarów z dzieciństwa oraz znalezieniu miłości .

Trudne dzieciństwo odcisnęło na niej swoje piętno. Grubym murem odizolowała się od rzeczywistości. Mieszka sama, a jej jedynym towarzyszem jest roślina doniczkowa. Dziwactwa Eleanor czasem śmieszą, a czasem wzbudzają współczucie. To wyjątkowa kobieta, której po latach przychodzi zmierzyć się z tragicznymi wydarzeniami z przeszłości. Z wydarzeniami, których nie pamięta, bo była zaledwie dziesięcioletnią dziewczynką. Chciała zmienić swoje życie, ale nie potrafiła, bo nikt nie pokazał jej jak żyć. Gdy emocje wytrącały ją z równowagi, zapijała je alkoholem. To pozwalało funkcjonować jej dalej. W końcu z pomocą Raymonda rozumie, że potrzebuje i chce czegoś więcej.

"Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze" to debiut literacki Gail Honeyman. Autorka stopniowo angażuje nas w życie Eleanor, dzięki czemu nie potrafiłam oderwać się od książki. Pragnęłam dowiedzieć się, co wydarzyło się w dzieciństwie głównej bohaterki, a jednocześnie kibicowałam jej, aby otworzyła się na ludzi, pokonała wspomnienia z dzieciństwa i odcięła się od toksycznej matki. Ze smutkiem zamknęłam książkę, gdyż chętnie poznałabym dalsze losy tej niezwykłej i odważnej kobiety.

Gail Honeyman tworząc książkę, wykonała kawał dobrej roboty. To opowieść poruszająca temat trudnego dzieciństwa, ale także odnosząca się do sfery emocjonalnej człowieka w tym samotności, która w XXI wieku staje się coraz bardziej popularnym zjawiskiem, dotykającym ludzi w każdym wieku. Ale nie tylko o samotności opowiada Honeyman. O czym jeszcze? Musicie przekonać się sami. Nie chce zdradzać Wam więcej szczegółów, aby nie popsuć przyjemności z czytania. Gorąco polecam "Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze"! To niesamowita książka z bardzo dobrym zakończeniem, która uświadamia, że życie może być lepsze, jeśli nie popadniemy w rutynę.

...

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

MargoRoth

  • 10-06-2017
  • 10:09

Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze. Ma trzydzieści lat i pracuje w księgowości, chociaż z wykształcenia jest filologiem klasycznym. Jej życie toczy się według ustalonego harmonogramu, a każda czynność jest dokładnie zaplanowana. Eleanor uwielbia zakupy w Tesco i długie wieczory z lampką wina, podczas których jedyną "osobą", do której może się odezwać, jest jej ulubiona roślina doniczkowa Polly. Stwierdzenie, że w pracy jest osobą niezbyt lubianą, byłoby dużym niedopowiedzeniem. Ludzie zwykle uważają ją za wariatkę i zbyt często staje się głównym obiektem żartów. Ku jej zdziwieniu, istnieją jednak osoby, które chcą jej pokazać, że życie może być lepsze, a nie tylko znośne.

Czasem tak bywa, że widząc jakąś książkę, w zasadzie na podstawie samej okładki, możemy stwierdzić, że to będzie coś wielkiego. Jako zapaleni książkoholicy często mamy wrodzony instynkt, który pomaga nam wybrać spośród miliardów powieści na całym świecie. Oczywiście nie da się uniknąć bolesnych rozczarowań, kiedy książka, której wyjątkowości byliśmy tacy pewni, okazuje się totalną pomyłką, ale nic nie cieszy nas bardziej od momentu, kiedy nasze przewidywania okazują się trafne.

Kiedy tylko zobaczyłam okładkę Eleanor Oliphant, od razu miałam przeczucie, że będzie to coś niezwykłego. Jakimś sposobem na podstawie samej oprawy potrafiłam zgadnąć, o czym będzie ta powieść, a nawet jakiego typu bohaterka będzie w niej występowała. Jeszcze przed samym rozpoczęciem czytania miałam co do tej książki pewne oczekiwania, ale to, co zastałam w jej wnętrzu przerosło moje najśmielsze marzenia.

Kim jest Eleanor Oliphant? Jest księgową w biurze, gdzie w zasadzie nikt jej nie lubi. Nie jest obyta w towarzystwie, przez co swoimi wpadkami nieustannie wystawia się na pośmiewisko. Nosi niezniszczalny bezrękawnik, posiłki jada według stałego harmonogramu i co tydzień zalicza obowiązkową rozmowę przez telefon ze swoją matką. I chociaż sama Eleanor utrzymuje, że jej samotność daje jej siłę i pozwala być samowystarczalną, czegoś w jej życiu brakuje.

To, jak doskonale autorka wykreowała tak pozornie typową postać, jaką jest Eleanor, zasługuje na ogromne brawa. Jest ona bohaterką określoną od A do Z, stworzoną z niezwykłą dbałością o szczegóły. Muszę przyznać, że bardzo polubiłam Eleanor za jej bezpośrednie i nieco niezdarne zachowanie w towarzystwie, ale także to, że jakkolwiek bardzo by się nie myliła, jest gotowa trzymać się swojego zdania i nie da sobie wejść na głowę. W trakcie powieści Eleanor powoli odkrywa, że świat ma jej do zaoferowania znacznie więcej niż samotne wieczory z krzyżówkami, biurową codzienność i cotygodniowe rozmowy z matką.

Jednym z moich ulubionych motywów w książkach jest motyw metamorfozy. Uwielbiam czytać o tym, jak bohaterka zmienia się z brzydkiego kaczątka w piękną kobietę, jednak Eleanor poza przemianą widoczną z zewnątrz, przechodzi też ogromną metamorfozę swojej psychiki. W pewnym momencie okazuje się, że nie jest to tylko humorystyczna, niezobowiązująca książka. Za postacią Eleanor kryje się tajemnicza i przerażająca historia z jej przeszłości, którą odkrywamy razem z naszą bohaterką. Było to coś, czego za nic się nie spodziewałam i co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Powieść ta porusza tematy choroby psychicznej, depresji i samotności, przedstawione w lekki, jednak niepozbawiony wartości sposób.

Powieść ta od samego początku wciągnęła mnie na sto procent. Styl autorki jest jednym z najlepszych, z jakimi spotkałam się w ostatnim czasie - lekko sarkastyczny i humorystyczny, z dużą dawką oryginalności i pomysłu. Książkę czytało mi się niezwykle szybko i z wielką przyjemnością, pomimo tego, że porusza ona dosyć poważne tematy. Połączenie to było więc doskonałe - wartościowa, godna zapamiętania historia przekazana w lekki i niezobowiązujący sposób.

Końcówka książki głęboko mnie wzruszyła. Kolejny raz było ono czymś, czego się kompletnie nie spodziewałam, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To, do czego na końcu dochodzi Eleanor, to, co udaje jej się osiągnąć, a czego my jesteśmy uważnymi obserwatorami, jest po prostu piękne. Przy tej powieści śmiało można uronić kilka łez.

Ta książka przerosła moje oczekiwania - całkowicie niebanalna bohaterka, zmagająca się ze śladami trudnej przeszłości, proces dojrzewania w czasie trwania powieści i w końcu poruszająca, zapadająca w pamięć końcówka. Jestem pewna, że powrócę do historii Eleanor Oliphant jeszcze nieraz, bo jest to opowieść, która pozwala czytelnikowi odczuć miliony emocji - radość, rozbawienie do łez, wzruszenie, niepokój i nadzieję. Gorąco polecam Wam tę książkę - powinna to być obowiązkowa pozycja na Waszej liście książek na lato!

...

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Marta Korytkowska

  • 9-06-2017
  • 15:22

Na ?Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze? zwróciłam uwagę, gdy przygotowywałam zapowiedzi wydawnicze na maj. W oczy rzuciła mi się zwłaszcza rekomendacja Jojo Moyes na okładce. Bardzo lubię tę pisarkę, dlatego dałam złapać się na haczyk i właśnie za sprawą tego jednego zdania zapragnęłam zapoznać się z powieścią Gail Honeyman

Eleanor Oliphant od dziewięciu lat pracuje jako księgowa w tej samej firmie. Nie ma przyjaciół, a jej dni wyglądają niemalże tak samo. Ma wypracowaną, wygodną rutynę, której nie planowała zmieniać, do czasu, gdy na horyzoncie pojawia się przystojny muzyk. Eleanor zaczyna obmyślać plan, jak zwrócić na siebie uwagę mężczyzny. To niespodziewane zauroczenie wniesie w jej życie dużo zmian, ale też sprawi, że będzie musiała wrócić pamięcią do wspomnień, które najchętniej by z niej wymazała.

Bardzo ciężko było mi przekonać się do tej książki. Na początku główna bohaterka niesamowicie mnie irytowała ? ma dopiero trzydzieści lat, a zachowuje się jak pięćdziesięcioletnia stara panna z osobowością Sheldona Coopera z TBBT. Jednak im bardziej poznawałam Eleanor, tym lepiej rozumiałam, czemu jej postać jest taka dziwna. A jej stopniowa przemiana sprawiała, że zaczęłam nabierać do niej sympatii i szacunku.

Eleanor Oliphant jest jedną z najdziwniejszych bohaterek literackich, jakie poznałam, ale właśnie to sprawia, że powieść Gail Honeyman jest wyjątkowa. Początkowo denerwujemy się dziwacznym zachowaniem kobiety, aby z czasem śmiać się z jej wpadek i tego dziwactwa. Przychodzi też moment, gdy przeszłość Eleanor łapie nas za serce, wyciska z oczu kilka łez, sprawia, że zmieniamy kompletnie zdanie na temat tej postaci.

Powieść Gail Honeyman zaczęłam z pewnym zniechęceniem, z irytacją, że główna bohaterka jest taka? dziwna, oderwana od współczesnego świata. Skończyłam ją za to zachwycona i pełna przeróżnych emocji: współczucia, dumy, sympatii, podziwu. Jeśli więc ciężko Wam będzie przebrnąć przez początek, nie zniechęcajcie się! To piękna i mądra historia o radzeniu sobie z traumami z przeszłości.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Amanda

  • 9-06-2017
  • 12:31

...

POZNAJ ELEANOR OLIPHANT
Oto Eleanor Oliphant. Niebanalna trzydziestolatka o niemodnym ubiorze, z bezrękawnikiem na czele i funkcjonalnymi butami na rzepy, która tak niewiele wie o życiu, chociaż tak wiele przeżyła. Wyobcowana, dziwna, staromodna, ze specyficznymi nawykami. Tej kobiety nie dałoby się na ulicy pomylić z nikim innym. Początkowo może nieco irytować swoim brakiem obeznania ze wszystkim wokół i ogólnym zachowaniem, jednak gdy z czasem poznamy ją lepiej i zrozumiemy całą sytuację, zaczniemy czuć do niej ogromną sympatię i coraz bardziej kibicować, by wszystko się ułożyło. Bo wierzcie mi, ale Eleanor jak mało kto zasługuje na szczęśliwe zakończenie. Jednak czy je dostanie?

ZMIANY I NOWE ŻYCIE
Dotychczasowe życie Eleanor było monotonne - praca, dom, sen, wódka w weekend. Żadnej przyjaznej duszy, kogoś, kto wsparłby ją w ciężkich chwilach. Jest więc zachwycona, gdy pewnego dnia spotyka JEGO - idealnego, przystojnego, utalentowanego. Chociaż widzi go z daleka, to czuje, że są dla siebie stworzeni i postanawia, że podejmie wysiłek i zdobędzie mężczyznę swojego życia. W między czasie, w pracy również szykują się zmiany - jedni odchodzą, drudzy przychodzą, a przed nią otwierają się nowe szanse. Przyszedł też ktoś, w kim można byłoby dopatrywać się przyjaciela, ale czy Eleanor w porę to zauważy?

ŚMIEJ SIĘ I PŁACZ Z ELEANOR
Plan zdobycia serca mężczyzny trzeba zacząć od drastycznych zmian w sobie. I to właśnie prowadzi do ogromu zabawnych momentów, które powodują szczere rozbawienie i sprawiają, że zaczynamy kibicować naszej Eleanor. Jednak nie tylko się pośmiejemy - Gail Homeyman zafundowała nam również moc wzruszeń, przy okazji poznawania przeszłości bohaterki i jej wpływu na obecne kontakty z ludźmi. Wszystko to jest tak idealnie dawkowane, że otrzymujemy niezwykle ciepłą i klimatyczną historię, którą pochłania się praktycznie w jeden dzień. Warto również wspomnieć, że chociaż nasza bohaterka ma swój mały plan zdobycia miłości, to jednak nie jest to typowy romans - historia opiera się głównie na perypetiach Eleanor, co jest moim zdaniem ogromnym plusem.

STRUKTURA
Powieść podzielona jest na kilka części, w ramach których występuje jeszcze podział na rozdziały, co jest ciekawym zabiegiem, zwłaszcza ze względu na subtelne tytuły każdej z części - niby na początku nic nie mówiące, jednak po zapoznaniu się z książką okazuje się, że są idealnie dobrane. Narratorem zaś jest Eleanor, więc możemy spojrzeć na świat jej oczami, co okazuje się często niezwykle zabawne, a czasami też poruszające.

IDEALNE NA EKRANIZACJĘ
Czytając, cały czas miałam w głowie swoją wizję Eleanor i innych bohaterów. Byłam z kobietą na zakupach i w salonie kosmetycznym, gdzie przeżyła niemały szok na wykonaną usługę (nie chcę spoilerować, ale rozbawienie gwarantowane!). Patrzyłam na inne postacie jej oczami. I miałam nieodpartą ochotę, by obejrzeć tę historię na dużym ekranie. I wiecie co? Będę miała na to szansę! Prawa do ekranizacji zakupiła firma Reese Witherspoon. Czekam z niecierpliwością na więcej szczegółów!

PODSUMOWUJĄC
Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze, to historia pełna ciepła i radości, chociaż przepleciona jest wzruszeniami. Autorka wykreowała niesamowitą bohaterkę, o której jeszcze długo nie zapomnę. I pokuszę się o stwierdzenie, że film na podstawie tej opowieści może okazać się strzałem w dziesiątkę. Warto już teraz poznać historię Eleanor! Serdecznie polecam!

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Michał Lipka

  • 8-06-2017
  • 06:43

ELEANOR JAKOŚ SIĘ MA

Prosta, może nawet aż za prosta, okładka, opis jakich wiele? Nie wiele więc brakowało, bym nie sięgnął po tę powieść, ale na szczęście trafiła w moje ręce. Dlaczego na szczęście? Bo to naprawdę ciekawa książka, której zaletą jest jej prostota. I ta pozornie nijaka bohaterka, będąca postacią ciekawszą, niż większość wymyślnych heroin zaludniających stronice podobnych utworów. A zatem, bez zbędnego przedłużania, poznajcie Eleanor Oliphant!

Eleanor Oliphant to kobieta jakich wiele. Można rzec szara myszka, która nigdy z tej roli nie wyrosła. Zbliża się do trzydziestki, od dziewięciu lat pracuje w tej samej firmie na najniższym biurowym stanowisku, które dostała z litości i dlatego, że była bezpiecznym wyborem, który nie odejdzie z tej pracy, jest wycofana i zamknięta w swoim świecie. Nie chce, żeby coś się w jej życiu zmieniło, bo choć nie jest cudownie, nie jest też wcale źle. A przynajmniej Eleanor stara się o tym nie myśleć, robiąc wszystko według ustalonego wzoru ? wciąż ta sama gazeta, to samo ubranie, te same sklepy, filmy polecane wciąż przez ten sam brukowiec, podobne, tanie nawyki żywieniowe ? a w weekendy pijąc, ale nie upijając się. Jest samotna, kontakt z rodziną ogranicza do trwającej kwadrans rozmowy telefonicznej z matką, nie szuka związku, unika znajomości z ludźmi. Na pytanie czy można tak żyć, odpowiada we własnej głowie, że przecież właśnie tak żyje. Cóż z tego, że czasem czuje się jakby wcale nie istniała? Czy jednak długo da się tak egzystować? Co sprawiło, że Eleanor woli bezpieczną nijakość, zamiast szukania prawdziwej radości i szczęścia? I czy zdoła je w końcu znaleźć?

Eleanor Oliphant to nie postać tragiczna. To postać do bólu prawdziwa. O osobach takich, jak ona się jednak nie mówi, bo nie są ciekawi. Nie są gwiazdami, nie mają interesującego życia, nic nie osiągnęli, nie wiążą się z nimi żadne ciekawe ekscesy, plotki? Wszyscy przechodzą obok nich, śmieją się z nich albo po prostu nie zauważają, a świat kręci się bez ich udziału. Trzydziestoletnia bohaterka tej powieści udowadnia jednak, że warto zatrzymać się przy kimś takim na dłużej, przyjrzeć mu i przekonać co ma do powiedzenia. W tym wypadku, jak w wielu innych podobnych, okazuje się, że jest tego bardzo dużo, a niewiele wystarczy by odmienić ich los. Ale czy aby na pewno? Ile wysiłku może kosztować podtrzymanie ewentualnych zmian? I co właściwie jest zmianą na lepsze?

Oczywiście książka nie porusza wszystkich wątków, do przemyślenia których skłania czytelników, ale to też jej zaleta. Poza tym autorka posługuje się stylem lekkim, nieskomplikowanym, jednak ciekawym i przyjemnym w odbiorze. Nie prostym, nie prostackim, ale też i nie ciężkim, ani tym bardziej nie nużącym.

Chcecie lekkiej, ale skłaniającej do zastanowienia lektury na lato? Dobrej, obyczajowej opowieści na kilka wieczorów? Będziecie usatysfakcjonowani.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Śnieżynka

  • 8-06-2017
  • 00:13

Eleanor to trzydziestoletnia, samotna księgowa. Skończyła filologię klasyczną, dostała umeblowane mieszkanie od opieki społecznej i tak sobie w nim żyje.

Uwielbia rozwiązywać krzyżówki, robić zakupy w Tesco i podchodzić do wszystkiego niezwykle ekonomicznie. Bo po co wymieniać meble, jeśli wciąż są użyteczne? Po co przepłacać, jeśli z kartą jest taniej? Jaki sens w kupowaniu normalnego biletu jednorazowego, jeśli okresowy wychodzi zdecydowanie korzystniej!?

Przeczytałam kilka pierwszych stron i pomyślałam sobie: rety, Aga, coś ty sobie wzięła do czytania? Toż to jakaś kosmitka z tej Eleanor. Bo wiecie, poznałam dziewczynę: aspołeczną hipokrytkę, zgryźliwą i nieprzyjemną, wyrażającą się pięknym literackim językiem, z totalnym brakiem empatii. Jej życie toczy się między pracą i domem, w którym upija się w każdy weekend. Pije by zasnąć, by nic nie czuć, by nie myśleć. Dziewczyna, która starszemu panu do szpitala kupuje pestki dyni, ekologiczny jarmuż, sałatkę z kalmarów i? Playboya!

Początkowo sceptycznie podeszłam do książki, lecz okazała się dużym zaskoczeniem. Nie wierzyłam, że polubię tę smutną, zarozumiałą księgową. A jednak w miarę pokonywania kolejnych stron zauważyłam, że czuję do Eleanor coraz większą sympatię i naprawdę trzymam za nią kciuki!

To historia o przemianie, jaka następuje w życiu skrzywdzonego, zamkniętego w sobie człowieka. Udowadnia, że czasami zaledwie mały impuls lub odpowiednia osoba wystarczą, by zainicjować coś naprawdę niezwykłego.

Autorka pokazuje jak wielką moc ma siła prawdziwej przyjaźni i serdeczność, jaką można okazać innym ludziom. Uśmiechaj się do obcych, bądź miły, życzliwy i pomocny, bo nigdy nie wiadomo, jak bardzo możesz wpłynąć na czyjeś nastawienie do życia. A może ta osoba nie wierzy w ludzi i jakiekolwiek pozytywne uczucia? Może właśnie ten uśmiech sprawi, że otworzy się na piękno świata?

Okładka średnio do mnie przemawia. Strasznie przygnębiająca i taka? nijaka. Kurczę, a bohaterka wcale nie jest nijaka! To, co myśli na temat wuefu w szkole, jedzenia w Mc Donald?s czy o pracownikach opieki społecznej to prawdziwe ?smaczki? w tej powieści! Nie wspominając o żywej reklamie sieci sklepów Tesco, bo dziewczyna darzy tę markę wielkim uwielbieniem. Tak wielkim, że momentami miałam ochotę zapytać ich dział marketingu , czy zapłacili autorce za takie pochlebstwa :D

Największym zdumieniem okazało się zakończenie. Tajemnice, które gdzieś w tle oplatają tę nietypową osóbkę, powoli wychodzą na światło dzienne. Autorce udało się mnie jednocześnie zaskoczyć, rozczarować i chwycić mocno za serce.

Choć spodziewałam się dużo większych fajerwerków, to z drugiej strony cieszę się ogromnie, że tego nie ma i jej historia potoczyła się tak a nie inaczej. To właśnie dodaje tego cudownego, wspaniale stonowanego ciepła i spokoju. Za jakiś czas chętnie przeczytam tę książkę po raz kolejny. A tymczasem gorąco polecam!

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Czytanie Naszym Życiem

  • 31-05-2017
  • 14:03

Tylko spójrzcie na tę okładkę! Jest tak bardzo zwykła, a jednak ma w sobie to "coś". Uwielbiam takie oprawy, dlatego od razu zwróciłam uwagę na tę książkę. Jak zapewne wiecie, od jakiegoś czasu opowieść o Eleanor Oliphant robi furorę w internecie. Powiem Wam dziś czy faktycznie warto zapoznać się z tą historią. ! :)

Przeczytałam w swoim życiu już naprawdę mnóstwo książek, poznałam multum różnych bohaterów... Jednak żaden z nich nie był taki jak Eleanor. Z łatwością przyszło mi utożsamienie się z tą postacią. Eleanor niby jest najzwyklejszą kobietą, która wzorowo pracuje, nie ma dzieci, nie sprawia nikomu żadnych problemów. Na pierwszy rzut oka jest to tak przeciętna osoba, że nawet nikt nie zauważyłby jej zniknięcia. Szara myszka, skromna, cicha i niekonfliktowa. Jednak w którymś momencie jej życie zaczyna się zmieniać na gorsze. Czy Eleanor udźwignie ciężar wspomnień i poradzi sobie z własnym życiem?

Wydawnictwo Harper Collins w swojej ofercie ma książki, które prawie zawsze mi się podobają. Nie mogło być inaczej również tym razem. Powieść Gail Honeyman jest po prostu świetna! Nie myślcie, że jest to najzwyklejsza obyczajówka o nudnej księgowej, która nie radzi sobie z uczuciami. "Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze" to powieść, przy której dobrze się poczujecie. Autorka z pewnością musi być przesympatyczną osobą, skoro wykreowała tak ciepłą bohaterkę.Nie da się jej nie lubić! Być może niektórych będzie irytowała swoim zachowaniem, ale tylko chwilowo. Obserwowanie tego jak Eleanor odkrywa prawdziwe uczucia i jak próbuje funkcjonować w normalnych relacjach z innymi ludźmi, to coś pięknego. Niejednokrotnie uśmiechałam się pod nosem myśląc, że ta kobieta mogłaby być moją przyjaciółką. Jednocześnie bardzo współczułam jej tego, co przeszła w dzieciństwie. Ale tego musicie dowiedzieć się już sami. :)

Podsumowując, zachęcam wszystkie szare myszki, ale też kobiety przebojowe, do sięgnięcia po powieść o Eleanor Oliphant. "Dziwni" ludzie to z natury przesympatyczne osoby, które nie rozumieją, dlaczego są nielubiane. Dzięki tej książce outsiderzy zrozumieją siebie i otaczających ich ludzi. Polecam! :)

Czy recenzja była pomocna?