rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy
ocena: 5, głosów: 1
 

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy

1995

Dochodziła dziesiąta, był słoneczny lipcowy poranek. Waldemar Hryć wszedł do cukierni od zaplecza i zlustrował przeszklone lodówki. Wszystko było w porządku: ciasta
i ciastka kusiły wzrok, pyszny zapach unosił się daleko poza rynek, gdzieś aż na nadnyciańskie bulwary. Czyściutko ubrane ekspedientki przecierały lśniące lady. Kasjerka liczyła pozostawione wczoraj drobne. Za chwilę otworzą drzwi wejściowe i rozpoczną sprzedaż.
„Kolejny dzień marnego handlu!” – pomyślał Hryć, patrząc ze złością na wyrwane z chodnika przed sklepem betonowe płyty, ułożone w równy stosik tuż przy granicy budynku. Potem jego wzrok powędrował ku głębokim wykopom rozpoczynającym się kilka metrów od fasady cukierni i ciągnącym w głąb rynku aż do fontanny, później zaś na grupkę archeologów rozpoczynających właśnie następny tydzień rujnowania jego interesu. (…)
Wykopaliska trwały już od dwóch tygodni i nie wiadomo, jak długo jeszcze się przeciągną. Hryć poprosił ekspedientkę o potrójne espresso, by wspomóc organizm po trzygodzinnym zaledwie śnie, i zachęcająco usiadł na tarasie przed cukiernią. Miał nadzieję, że archeolodzy pójdą jego śladem, co też się wkrótce stało.
W tym samym czasie przyniesiono kilkanaście sztuk miejscowej bezpłatnej gazety „Obserwator Gutowski”. Hryć zauważył, że archeolodzy brali pismo i coś sobie pokazywali, z satysfakcją kiwając głowami. Wstał i z szerokiego parapetu okna wystawowego wziął jeden egzemplarz dla siebie. Włożywszy okulary, spojrzał na stronę tytułową, która wielkimi czerwonymi literami krzyczała:

MUMIA W GUTOWIE !

Pierwsza z fotografii przedstawiała oparte o ścianę zmumifikowane ciało kobiety, druga zaś była zbliżeniem na bardzo stary, złoty zapewne pierścień z wygrawerowanymi trzema gwiazdami. Zdumiony mężczyzna omal nie krzyknął. Z trudem opanowując drżenie rąk, otworzył gazetę na artykule dotyczącym odkrycia:

W dniu wczorajszym grupa archeologów z Muzeum Regionalnego w Płocku, poszukująca śladów kultury ceramiki sznurowej sprzed dwóch tysięcy lat, odnalazła na rynku w Gutowie fragment podziemnego korytarza, łączącego prawdopodobnie dawny zamek z farą, zbudowanego, jak się ocenia, w XV lub XVI wieku. W odkrytym korytarzu natrafiono na szczątki kobiety, zmarłej prawdopodobnie przed około pięćdziesięciu laty. Miała ona na palcu bardzo stary pierścień, którego wiek archeologowie z grupy poszukiwawczej szacują na kilkaset lat. Czy poznamy tajemnicę kobiety i pierścienia? W tym celu do naszego miasta ma wkrótce przyjechać najlepszy znawca kultury materialnej Mazowsza w wiekach średnich, profesor Dobrzyński z Uniwersytetu Warszawskiego.

Nie dopiwszy kawy, Waldemar Hryć wbiegł na górę, do mieszkania matki. Przejęty, nie zdjął butów, tylko pognał do szafki z albumami. Wertując jeden po drugim, przerzucał kartki, dopóki nie znalazł zdjęcia, na którym jego dziadek, Paweł Cieślak, trzyma w dłoni taki sam pierścień. Fotografia z gazety, przedstawiająca zbliżenie pierścienia, nie pozostawiała żadnych wątpliwości: obie ozdoby były identyczne. Miały te same rysy i jednakowe charakterystyczne wygięcia.
Mężczyzna oddychał ciężko, w zdenerwowaniu przygryzając wargi. Wreszcie wyszeptał z rozpaczą:
– Wszystko przepadło! (…)

1895

Prawie równo sto lat wcześniej, w ponurą Wigilię Narodzenia Pańskiego 1895, w odległych o kilka tysięcy mil zakątkach świata dwie kobiety obdarzyły Tomasza Zajezierskiego potomkami płci męskiej. Nie było w tym nic szczególnie dziwnego: hrabia, pan na Zajezierzycach, Jeziorce, Sianowie, Lubomirach, Wólce Sianowskiej, Woli Małej i Wielkiej, Ruszczynie, Celinowie, Zadolu i Pleci, był mężczyzną tak atrakcyjnym, jak jurnym i rozsiewał swe geny szczodrze, pozostawiając zhańbionym matkom troskę o los pańskiej progenitury.
Często kończyło się to przypadkowym odnalezieniem noworodka utopionego niczym ślepy kociak w pobliskiej Rudawce, zaplątanego w przybrzeżne szuwary. Czasem panna ratowała się pomocą usłużnej babki, usuwając poczęte w niej życie, pamiątkę przypadkowego spotkania na polu, w lesie czy sadzie. Bywało też, że zaopatrzona na drogę, szukała szczęścia w Gutowie, Płocku albo Warszawie, gdzie nikt jej nie znał i wstyd zhańbienia wydawał się mniejszy.
W tym konkretnym przypadku jednak hrabia zainteresował się przelotnie porodem, jako że jedną z położnic, tą, o której wiedział, była jego ślubna małżonka, a urodzone przez nią dziecię miało zostać pierwszym dziedzicem i prawowitym spadkobiercą klucza zajezierskiego, piątym hrabią tego nazwiska.
(…) Płacz noworodka rozległ się w chwili, kiedy zdusił wreszcie w popielniczce końcówkę cygara, ucinając tym samym niewczesne spekulacje dotyczące przychodzącego właśnie na świat swego pierwszego dziecka.
Już miał sięgnąć ręką po najodpowiedniejszą lekturę w tak podniosłej chwili: Dzieje Tacyta, gdy z buduaru małżonki znów dobiegł dźwięk, który mógł być zarówno miauczeniem kota, jak i kwileniem niemowlęcia.
(…) Od syna (nie daj Boże, by urodziła się dziewczynka!) oczekiwał wołania zdobywcy, okrzyku wojennego, trąb i fanfar. Tymczasem dziecię wyraźnie skarżyło się na trudy drogi na świat i oczekiwało współczucia, ciepła oraz miłości. Tych uczuć hrabia u mężczyzny nie uznawał i nie zamierzał nigdy tolerować.
Tak już miało zostać na zawsze: Paweł nie spełniał oczekiwań ojca. (…)
Rozczarowanie własnym dziedzicem, w którym nie widział materiału na rasowego mężczyznę, burzyło Zajezierskiemu seniorowi wiele życiowych planów. W dodatku matka utwierdzała w dziecku odruchy dewocyjne, jakby chciała uczynić zeń księdza! Jej usiłowania były ciosem, który mocno nadwerężył miłość rodzicielską ojca, ale też nie pozostał bez wpływu na to, co działo się, a raczej nie działo, w małżeńskiej sypialni.
Zapały męża hrabina traktowała z podejrzliwością, godząc się na nie raczej ad maiorem Dei gloriam niż dla własnej przyjemności. Seks poznała dopiero podczas nocy poślubnej, która była dla niej ciągiem nieprzyjemnych zdziwień. Uznała go wtedy bardziej za brudne zwierzęce wynaturzenie niż wyraz miłości, ta bowiem jawiła się jej tylko jako uczucie platoniczne. Dawno już zresztą Adrianna obdarzyła nim dozgonnie księdza Walerego Markowicza, proboszcza z Cieciórki, przyjaciela swego z dzieciństwa i obecnego spowiednika, ciesząc się i dziękując Bogu, że kuria w dobroci swej przydzieliła mu parafię tak bliską jej obecnego miejsca zamieszkania.
Małżonkowie udawali się więc zazwyczaj na spoczynek do swych prywatnych sypialni i spotykali się prawie wyłącznie podczas posiłków. A ponieważ nikt się na taki stan rzeczy specjalnie nie uskarżał, Paweł pozostawał wciąż ich jedynym dzieckiem. Na razie sprawa sukcesji, wciąż odkładana na później, nikogo aż tak bardzo nie zaprzątała. Hrabia miał zaledwie trzydzieści sześć lat i mógł spłodzić jeszcze wielu potomków. Tylko starsza pani Zajezierska, wdowa po Henryku, ojcu Tomasza, raz po raz napomykała o tej istotnej ze względów rodzinnych sprawie. Istniała bowiem stara przepowiednia, którą praprababka Tomasza usłyszała przed wieloma laty od starej Cyganki jako zapłatę za pół bochenka chleba, pęto kiełbasy i garnek mleka. Ta zła wróżba, powtarzana w każdym pokoleniu, budziła jednakie zdumienie: prastary ród Zajezierskich zginie, gdy pan na Zajezierzycach będzie miał dwóch synów o tym samym imieniu. (...)

1864

Tymczasem w Zajezierzycach starano się żyć normalnie. Choć dookoła szalał terror, władze wysiedlały ziemian i skazywały ich na wygnanie, do Zajezierzyc nikt nie zaglądał, nie przyszło żadne pismo urzędowe z powiatu. Wokół rodziny zaległa trudna do zniesienia cisza. (...)
Codziennie przed zaśnięciem młoda hrabina robiła w myślach listę rzeczy, które należy zabrać w razie ewentualnej zsyłki. Kilka kufrów poleciła zawczasu spakować na wszelki wypadek. Przerażona sytuacją i nie mając w nikim oparcia, doglądała swych trzech córek, z których najstarsza miała zaledwie pięć lat. Myślała o tym, by wywieźć je w bezpieczne miejsce, do swych rodziców lub krewnych, ale czuła jakiś nieuświadomiony lęk, coś jej mówiło, że gdy tylko przekroczy bramę pałacu, zdarzy się coś strasznego i nie będzie już miała dokąd wrócić.
Wreszcie w marcu czy na początku kwietnia dostała oficjalne pismo wzywające do złożenia wyjaśnień w sprawie śmierci teścia. Chowając jak największą świętość świadectwo zgonu Konstantego Zajezierskiego, ruszyła w drogę, pożegnawszy się z córkami, mężem i teściową, jakby już nigdy nie miała ich zobaczyć. Jechała długo przez rozmiękłe drogi, robiąc w duszy rachunek swego życia, bo była przekonana, że to jej właśnie przyjdzie zapłacić za udział teścia w powstaniu.
Takoż się nie pomyliła.

Przez dwie godziny od zameldowania Toroszyn nie znalazł czasu, aby ją przesłuchać. Zmierzchało już, a ona, od śniadania nie mając niczego w ustach, czekała ze strachem na swój los. Jedynym pocieszeniem był różaniec, podarowany jej w dniu dwunastych urodzin przez ojca, Jana Sokołowskiego, jako pamiątka z podróży do Ziemi Świętej. Siedząc po ciemku w korytarzu, odmawiała dziesiątkę za dziesiątką, a złe myśli podsuwały jej obrazy zsyłki.
Wreszcie służący przyniósł świeczkę i bez słowa ustawił na parapecie. Parę dziesiątek później otworzyły się drzwi i stanął w nich ten sam chłopak.
– Warwara Janowna ! – powiedział i wskazał jej ręką wnętrze.
W skromnie oświetlonym, wysokim gabinecie, za olbrzymim biurkiem, siedział Toroszyn. Na widok gościa nawet nie wstał, udając, że przegląda jakieś papiery. Wreszcie podniósł wzrok, robiąc przy tym głośny wydech:
– Warwara Janowna, pozdrawiliaju !
– Jestem Barbara Zajezierska – odparła.
– Waszewo otca zowut Jan ?
– Jan.
– Nu, tak wy Warwara Janowna.
Nie odpowiedziała, a Baszkir patrzył zachłannie, upajając się jej przerażeniem.
– Warwara Janowna, u was syn jest’ ?
– Mam tylko córki.
– Poczemu wy nie goworitie po ruski ? – warknął.
– Nie znam rosyjskiego.
Kłamała, znała rosyjski bardzo dobrze. Eugeniusza Oniegina i inne wiersze Puszkina czytywała w oryginale, jednak uznała, że nie będzie się płaszczyć przed wrogiem, choćby ją to miało wiele kosztować.
– Nu da… – Baszkir westchnął ciężko. – Choroszo. Konstantin Bonifacowicz eto wasz swiokor’ ?
– Konstanty Zajezierski nie żyje – powiedziała najspokojniej, jak tylko mogła. – Zmarł na serce.
Z woreczka zawieszonego na piersi wyjęła świadectwo zgonu teścia w wyniku apopleksji i położyła na biurku Toroszyna. On wziął do ręki dokument i przeczytał uważnie, zagryzając wargi.
– Ilija Wadimowicz Koliuczkin eto choroszyj wracz… – powiedział. – My jewo znajem. On dziengi lubit prieżdzie wsiewo. Skolko wy jemu zapłatili? Piatsot rubliej? Bolsze ?
Barbara Zajezierska zrozumiała, jak mało wart jest dokument, który miał chronić ją i jej rodzinę.
– C zego pan chce? – wyszeptała, nie patrząc mu w oczy.
– Czewo ja choczu? Czewo możet żełat’ zachwatczik? Kak wam każetsja ?
Słysząc to, zrozumiała, że Toroszyn usłyszał wtedy jej szept.
– Nie wiem.
– Wy oczień krasiwaja żeńszczina. Żałko, sztob’ wy byli dołżny w Sibier’ ujezrzat’. Tri doczki, samyje maleńkije i muż s uma zszedszyj. Żałko. Nu, sztoż mnie dziełat’? My znajem, szto Konstantin Bonifacowicz pogib ot rużejnoj puli, Warwara Janowna. My eto znajem… – rzekł jakby ze smutkiem i oddał jej dokument.
– Co pan chce zrobić?
– E to zawisit tolko ot was, grafinia.
– Nie rozumiem.
– Skoro ja zachwatczik, wy plennica, da? Wy znajetie, szto wasza sud’ba zawisit od mojewo rieszenia?
– Wiem.
– I ja rieszył, sztob wy nie ujezrzali w Sibier’.
Nie śmiała mu dziękować. Wiedziała, że to jeszcze nie koniec targu.
– Czego pan chce w zamian?
– Czierez dwie niedzieli wy ujedziecie w Warszawu. Wy posielities’ w Jewropiejskoj Gostinice i budzietie żdat’ mojej wstrieczi.
– Ja nie mogę tak nagle… – próbowała się bronić.
– Wy priedpoczitajetie Sibier’? Choroszo.
– Nie! Nie… Zgoda.
– Do swidanija, Warwara Janowna! Oczień rad, szto my nakoniec poznakomilis’!
Barbara Zajezierska wyszła z gabinetu Toroszyna bez słowa. W korytarzu zakręciło się jej w głowie. Na dworze było już całkiem ciemno. Bryczka z woźnicą Michałem, drzemiącym na koźle pod nastawioną budą, stała nieopodal. Kobieta wsiadła, dała znać woźnicy, by ruszał, i zaczęła gorączkowo analizować to, co usłyszała. (…)
Dwa tygodnie minęły bardzo szybko. W połowie kwietnia, pod pretekstem odwiedzin dalekiej krewnej, ruszyła do Warszawy. (…)
Zabierając ze sobą tylko jedną służącą, swoją pannę wyprawną, Adelę Filipek, bez której nijak nie potrafiłaby się obejść chociażby przy czesaniu czy wiązaniu gorsetu, i minimalny bagaż z dobrze ukrytymi w drugim dnie kufra kosztownościami, umówionego dnia pałacową bryczką Barbara Zajezierska dojechała do poczty w Gutowie.
Odprawiwszy woźnicę, z pewnym niepokojem oczekiwała na dyliżans. Wiele rzeczy robiła wtedy po raz pierwszy i sama. Pocieszała się jedynie, że Toroszyn jest człowiekiem honoru, a przede wszystkim tym, że warto wydać każdą kwotę, by uniknąć zsyłki na Sybir. Była wiosna 1864 roku.
Do Warszawy dotarły późnym wieczorem. Barbara Zajezierska dziękowała w duszy Bogu, że Toroszyn nie wybrał na miejsce spotkania innego hotelu. Hotel Europejski znajdował się niedaleko stacji pocztowej. Wzięła dorożkę i szybko znalazła się na miejscu. Szczęśliwa, że podróż upłynęła w miłym towarzystwie i bez przygód, wkrótce zasnęła w swoim pokoju, nie zastanawiając się, co ją tu spotka.
Następnego dnia rano zapytała w recepcji o Toroszyna, w hotelu nie było jednak gościa o tym nazwisku. (…)
Toroszyn pojawił się trzeciego dnia wieczorem. Przyszedł wprost do jej pokoju. Zamknął za sobą drzwi, zasłonił okna i rzucił obcesowo:
– Rozdziewajties’!
– Słucham? – zapytała zdumiona, myśląc, że się przesłyszała.
– Sdziełajetie eto sami, ili wam nużna maja pomoszć? – fuknął.
Barbara Zajezierska struchlała. Dopiero teraz pojęła grozę sytuacji: jest w obcym mieście, sama, zdana na łaskę i niełaskę mężczyzny, który jej nienawidzi i który chce ją pozbawić nie tylko pieniędzy, ale także czci.
– Umienia dziengi! – powiedziała nagle po rosyjsku. – Mnogo dzienieg…
– Oczień choroszo.
– Wy by chocieli soszczitat’?
– Potom, krasawica. Potom – powiedział i zaczął rozpinać guziki surduta.
Patrzył, jak struchlała śledzi każdy jego gest, i napawał się jej lękiem. Kiedy stał już w samych spodniach, a ona wciąż jeszcze się nie poruszyła, zapytał z ironicznym uśmiechem:
– Gordaja polka łożytsja w krowat’ nie snimaja płat’je?

Podszedł do niej, ujął za łokieć, odwrócił i zaczął rozpinać haftki sukni, a ona stała sparaliżowana strachem, klepiąc zdrowaśki. Miała nadzieję, że oddanie Matce Boskiej tego cierpienia umniejszy cokolwiek związany z nim grzech śmiertelny. On tymczasem zsunął z jej ramion suknię i z niejakim trudem jeden po drugim rozpinał guziki bucików.
Barbara mocno zacisnęła oczy, mamrocząc pod nosem modlitwę, a on całował ją delikatnie w szyję, łaskotał wąsami i rozsznurowywał gorset. Potem, jedną po drugiej, wyjmował szpilki z koka, aż włosy spadły na ramiona radosną kaskadą. Choć jeszcze wciąż w bieliźnie, Barbara czuła się naga. Niechciane łzy płynęły jej po policzkach, poddawała się biernie, drżąc, nie wiadomo, ze strachu czy z rozkoszy.
– Wy moja plennica! – wyszeptał i zdmuchnął świecę, jakby nagle uszanował jej wstyd.
A potem dokończył rozbierania i pociągnął ją lekko za rękę w kierunku łóżka. W nieprzeniknionej ciemności szła krok za krokiem, depcząc po sukniach, szpilkach do włosów, potykając się o buty, zniewolona i bezwolna. Baszkir usiadł na łóżku i posadził ją sobie na kolanach. Nieśpiesznymi ruchami głaskał jej plecy, pośladki, uda, brzuch i piersi, dopóki nie usłyszał, że oddech Barbary przyśpiesza. Wtedy, wciąż trzymając ją w objęciach, położył się.
Leżała na nim, na obcym mężczyźnie, wiele mil od domu, w nieznanym mieście. Jego pragnienie rosło, potężniało, on sam mruczał coś niezrozumiale. Wreszcie poczuła go w sobie. Krzyknęła zduszonym, niechcianym, rozpaczliwym krzykiem. Baszkir pogładził ją po włosach i zaczął całować. Nie robił nic więcej, ale nabrzmiewał w niej i już nie mogła mu się oprzeć. Zaczął i on drżeć, leciutko poruszał się, potem przyspieszył.
Pragnęła go nienawidzić, bo robił rzecz straszną: na zawsze pozbawiał ją czci. Nigdy już nie będzie miała odwagi, by spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: „Jestem uczciwą kobietą!”. W jednej chwili ten okrutny człowiek zabierał jej to, co miała najcenniejszego. Cóż wobec tej straty znaczą wszystkie pieniądze i klejnoty, które przywiozła?
A jednak pośród tych myśli ciało Barbary zaczęło nagle wbrew niej samej reagować na pieszczoty. Godzinę temu najchętniej zabiłaby Baszkira z zimną krwią, teraz omdlewała, myśląc, by tylko nie przerywał. Przeklina siebie i jego, ale chce, by ranek nigdy nie nadszedł. Już jest jego wspólniczką, porusza się wraz z nim w tym samym rytmie, kurczowo przyciąga do siebie jego olbrzymie ciało, wyszarpuje zeń rozkosz, czując, jak on w tej samej chwili eksploduje w niej serią urywanych szlochów. (…)

przeczytaj fragment książki odsłuchaj fragment książki

Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy (miękka)

książka

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Oprawa: miękka

Ilość stron: 472

Wysyłamy w: 5 - 7 dni + czas dostawy

Dostępność: mały zapaspomoc Brak na naszym magazynie.
Spróbujemy go sprowadzić dla Ciebie.
Szansa na realizację 20%.
Potrzebny czas 5-7 dni roboczych.

Nasza cena: 29,60

Cena detaliczna: 34,82

U nas taniej o 15%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka

Przy zakupie 5 egz.
Cena hurtowa:

27,86

Powrót
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (13)

  • Inne wydania

Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy - opis produktu:

Podczas wykopalisk na rynku w Gu­towie archeolodzy dokonują niezwykłego odkrycia. Wzbudza ono zainteresowanie córki właściciela cukierni Pod Amorem. Czy Iga rozwikła dawną rodzinną tajemnicę?
Czy przepowiednia sprzed wieków naprawdę się spełniła?

W poszukiwaniu odpowiedzi prześledzimy fascynującą historię rozkwitu i upadku jednego z najświetniejszych mazowieckich rodów.
Autorka opisuje losy kilku pokoleń kobiet (i ich mężczyzn) w malowniczej scenerii dziewiętnastowiecznych dworków oraz współczesnej prowincji. Znakomicie oddaje koloryt epoki, zarówno jeśli chodzi o realia życia codziennego, jak i przełomowe wydarzenia historyczne. Przeplata przeszłość z teraźniejszością, tworząc niepowtarzalną opowieść o silnych kobietach, ich marzeniach i namiętnościach oraz wytrwałym dążeniu do wyznaczonych celów.
Zajezierscy to pierwsza część trzytomowej sagi o Gutowie.

`Wstąpiłam do cukierni Pod Amorem. I nie żałuję. Tu współczesność i przeszłość splatają się jak warkocz drożdżowej chałki. Jest w niej wszystko, co lubię: słodycz miłości, gorycz zdrady, pokręcone ludzkie losy, tajemnice z przeszłości i pierścień, i mumia, i jagodzianki. Czekam na ciąg dalszy, bo apetyt został niezaspokojony. A ja jestem książkowym łasuchem.`
Dorota Wellman, dziennikarka TVN, autorka programu Czytam, bo lubię

`To porywająca saga z wielką historią w tle. Barwna, napisana z wyczuciem, a przy tym wciągająca.`
Robert Brutter, scenarzysta seriali Ranczo i Rodzina zastępcza


Małgorzata Gutowska-Adamczyk jest absolwentką Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej PWST. Jest autorką powieści: 110 ulic, 220 linii, Niebieskie nitki, 13. Poprzeczna, Wystarczy, że jesteś oraz Serenada, czyli moje życie niecodzienne, była też scenarzystką serialu Tata, a Marcin powiedział.... Mieszka z mężem - reżyserem Wojciechem Adamczykiem, synami Maciejem i Piotrem oraz sukami Mambą i Neską w Warszawie-Aninie. Autorka jest laureatką nagrody Książka Roku 2008, przyznawanej przez Polską Sekcję IBBY, za powieść 13. Poprzeczna.

Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy - wybrana recenzja:

jolunia559 29/11/2010

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Szczęśliwi są ludzie,którzy znają mają swoje rodzinne tajemnice.Szczęśliwe są rodziny,które takie tajemnice przekazują z pokolenia na pokolenie.Chyba jednak najszczęśliwsi są ci,którzy potrafią je opisać,spiąć w jakąś fajną całość.
Cukiernia pod Amorem to saga,historia przodków autorki... (czytaj dalej)

Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy - szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Promocje: nagrody literackie
Kategoria: literatura piękna, saga rodzinna

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa:miękka
Okładka:miękka
Wymiary:135x204
Ilość stron:472
ISBN:978-83-10-11603-1
Wprowadzono: 02.04.2010
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy - recenzje klientów

jolunia559(at)wp.pl 29/11/2010

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Szczęśliwi są ludzie,którzy znają mają swoje rodzinne tajemnice.Szczęśliwe są rodziny,które takie tajemnice przekazują z pokolenia na pokolenie.Chyba jednak najszczęśliwsi są ci,którzy potrafią je opisać,spiąć w jakąś fajną całość.
Cukiernia pod Amorem to saga,historia przodków autorki Małgorzaty Gutowskiej Adamczyk.Opowieść,którą czyta się z wypiekami na twarzy i z niecierpliwością czeka się na dalsze jej części.
Gutowo-małe miasteczko,w którym życie toczy się powoli jak gąsienica po rozgrzanym asfalcie.Ludzie właciwie wiedzą o sobie wszystko.Czy naprawdę wszystko?
Pewnego dnia podczas wykopalisk na Gutowskim rynku,archeolodzy dokonują fascynującego odkrycia.W podziemnym przejściu ,które łączyło rynek z pałacem /przed wojną pałac Zajezierskich,po wojnie muzeum Gutowa/znaleziono zmumifikowane zwłoki młodej kobiety.
Iga,córka właściciela cukierni pod Amorem odkrywa,że mumia ma na palcu pierścień.Pierścień,który należał do jej przodków.Pewnego dnia pierścień zniknął i nie było po nim śladu przez wiele dziesiątków lat Aż tu nagle to wykopalisko i zmumifikowana ,tajemnicza postać w podziemiach. Dziewczyna zaczyna drążyć historię swojej rodziny i próbuje rozwikłać zagadkę.Pomaga jej w tym przystojny archeolog.
Tylko czy im się uda?
Cukiernia pod Amorem jest jedną z tych niewielu książek,która nie nudzi czytelnika.Jest jak kawałek dobrego tortu.Im bardziej się w niego wgryzamy,tym jest słodszy i smaczniejszy.Ciekawe,czy następne części sagi uwiodą nas swoją słodyczą jak ta opowieść o Zajezierskich.

10/10/2012

Książka w której czas w miarę teraźniejszy tj. rok 1995 przeplata się z przeszłością, wiekiem XIX...

Równolegle poznajemy losy rodziny Hryciów i Zajezierskich, przy czym póki co autorka rozbudowuje bardziej wątek Zajezierskich... Słowem maluje niezwykły obraz życia ludzi w XIX wiecznej Polsce, nie skąpi także istotnych wydarzeń oraz postaci historycznych...

W książce znajdziemy też wątek niezwykle tajemniczy, gdyż podczas wykopalisk w niewielkim Gutowie odkryta zostaje kobieta - mumia, na której palcu tkwi zaginiony rodzinny pierścień, o którym od wielu lat cała rodzina Hryciów snuje opowieści...

Czy uda się rozwikłać zagadkę tego, kim była owa kobieta? Co jeszcze pokaże nam autorka uchylając przed czytelnikiem "okienko do przeszłości"...

Tajemnica, porywy serca, niuanse życia we wcześniejszej epoce, a wszystko to okraszone smakami i zapachami wprost spod strzechy "Cukierni pod Amorem"...

Polecam! I z niekłamaną przyjemnością oraz ciekawością zabieram się za tom II...

29/05/2011

Ta książka jest po prostu wspaniała: pięknie napisana i nie pozwala się oderwać od lektury. Polecam ją wszytkim kobietom, które lubią spokojne powieści, przy których można naprawdę się odpreżyć.

19/02/2011

Zaczęłam czytać i nie mogłam przestać:) Niektóre książki wciągają tak bardzo, ze choć chciałby się by nigdy się nie kończyły z drugiej strony nie można się doczekać by dowiedzieć się jak się to wszystko skończy. Tak właśnie zdarzyło mi się z tą książką:) pomieszanie chronologiczne, choć mogłoby się wydawać uciążliwe, tylko nadawało smaczku całej historii:)

24/07/2010

Silne kobiety * Wielkie namiętności * Rodzinne tajemnice - nagłówek z okładki Cukierni raczej nie działa na młodych czytelników zachęcająco. I trudno się dziwić. Dlatego zajrzenie do środka jest dla nich sporym wyzwaniem, tym bardziej, że przyzwyczajeni byli do tego, iż pani Gutowska-Adamczyk pisze wyłącznie dla nich.
Jednak życie dziewiętnastowiecznej polskiej szlachty, kultura zwykłych ludzi mieszkających na wsi i ważne historyczne wydarzenia pokazane od kuchni sprawiły, że książka okazała się niesamowicie przyjemną lekcją historii. Duża ilość wątków stanowiła na początku kłopot, fakt, ale gdy wiadomo już, że Tomasz to ten, który zakoc[...]e się w nieodpowiednich kobietach, a na żonę wybiera jedną z najmłodszych sióstr Bysławskich, by mieć święty spokój i zyskać na czasie, Ada to jego narzeczona, zakochana w księdzu i modląca się o to, by jej siostry nigdy nie znalazły mężów, Wanda wstępuje do zakonu, bo chce zwrócić na siebie uwagę rodziców, Kinga wychodzi za moskala - który uratował ją od popełnienia samobójstwa - bo nie chce zostać starą panną, Zuzanna jest czarownicą, a Iga żyje już w naszych czasach, jest studentką kochającą swoje rodzinne miasteczko, prowadzi z ojcem cukiernię i chce rozwikłać rodzinną tajemnicę z pierścieniem, stron do przeczytania staje się nagle coraz mniej i nawet nie wiadomo, kiedy dobrnęło się do ostatniej.
Język, jaki serwuje nam pani Gutowska jest imponujący, a niezrozumiałe wyrazy, których nie ma czasem w przypisach pozwalają dodatkowo wzbogacać słownictwo, bo czy nie zapamiętujemy więcej, gdy zadajemy sobie trud sprawdzenia nieznanego terminu w słowniku? Jasne, że zapamiętujemy. A sytuacje, w których czujemy się głupio, bo nie znamy wielu wyrazów, dodatkowo motywują do czytania. Do częstszego czytania.
Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.

justa21(at)poczta.fm 20/05/2010

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Jest takie miejsce, gdzie znikają wszystkie smutki, a na twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Atmosfera tam panująca, cudowny świat zapachów i smaków przypomina nam beztroskie dzieciństwo i mimowolnie wracamy wspomnieniami do przeszłości. To miejsce to cukiernia, choćby taka jak ta z książki Małgorzaty Gutowskie-Adamczyk. Jej Cukiernia pod Amorem i znakomite jagodzianki tam podawane, oprócz zainteresowania historią pobudzają apetyt na czytanie.
Swoją przygodę z książką rozpoczynamy od niezwykłego znaleziska w postaci złotego pierścienia. Poszukiwaniem jego śladów w przeszłości oraz identyfikacją zwłok przy nich znalezionych zajmuje się córka właściciela cukierni Pod Amorem, Iga. Tajemniczy klejnot zaginiony przed laty, stał się już rodzinna legendą dlatego też odkrycie jego prawdziwej historii wydaje się być niezwykle fascynujące.
Jednocześnie poznajemy wspaniałą historie znamienitego rodu Zajezierskich, walczymy z nimi w powstaniu styczniowym, kochamy i nienawidzimy, walczymy o utrzymanie majątku w zmieniających się czasach oraz o przetrwanie tradycji. Opowieść o losach Zajezierskich to zaledwie jedna karta niezwykłej historii niezwykłego tego rodu opisanej przez autorkę, a opowieści o kolejnych gałęziach drzewa genealogicznego jest znacznie więcej. Jednocześnie dla powrotu do rzeczywistości mamy spotkania z Igą w kawiarni gdzie zajadając Gutowskie delicje poznajemy obawy i nadzieje dziewczyny, planujemy też kolejne kroku ku odkryciu tajemnicy.
Cukiernia Pod Amorem to książka niezapomniana, gdzie historia splata się z teraźniejszością, łzy ze śmiechem, a słodkie wypieki z gorzkimi pigułkami serwowanymi przez los. Pozostaje mi jedynie rozsiąść się w kawiarni Pod Amorem i delektując się migdałowym pierścieniem poczekać na kolejny tom sagi.

1/05/2010

Fajnie że wreszcie mamy taką sagę rodzimą :) Chyba brakowało porządnej rodzinnej sagi napisanej dla Polaków i o Polsce. Dlatego chociaż jeszcze nie przeczytałam tej książki już się cieszę :)

30/04/2010

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Nigdy specjalnie nie lubiłam tego typu książek. Książki z półki literatury typowo kobiece, kojarzyłam raczej z kiepskimi romansami. Sięgałam po inne książki. A jednak przy tej coś mnie podkusiło. Kiedy tylko zobaczyłam okładkę, coś mnie do niej ciągnęło. Po przeczytaniu opisu, chciałam przeczytać. I teraz mogę powiedzieć z czystym sumieniem, nie zawiodłam się. Książka faktycznie jest kobieca. Napisana przez kobietę i głównie dla kobiet, chociaż uważam, że nie tylko dla nich. Niejeden mężczyzna też znajdzie w niej sporo ciekawego i interesującego. Bo to nie tylko historia miłości. To historia rodzinna, zagadka. Czytając, nie można się oderwać, chcąc jak najszybciej tę zagadkę rozwiązać. Jak najszybciej chce się dotrzeć dalej. Oczywiście wszystko przeplatane jest historiami miłosnymi, nawet intrygami. Świetne w książce jest to, że książka jest wymiarowa podzielona rozdziałami na lata. Momentami cofamy się dwa stulecia, część historii dzieje się w latach dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia. Po przeczytaniu tej książki, czuję lekki niedosyt, dlatego bardzo cieszę się, że będzie to saga. Teraz pozostaje już tylko czekać. Książkę zdecydowanie polecam. Uważam, że może być to świetny prezent z okazji zbliżającego się dnia matki.

29/04/2010

Cudnie przeplatająca się współczesność z historią. Tajemnice rodzinne. Historie rodzinne. Silne kobiety. Mniej więcej to jest obraz książki: Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy. Cieszę się że będzie to cała saga bo po przeczytaniu pierwszej części mam w sobie niedosyt. Ciekawa historia napisana fajnym przystępnym językiem.

27/04/2010

Całkiem przyjemna rodzinna saga. A raczej jej pierwsza część. Cieszę się że to polska saga. Brakowało mi czegoś takiego na naszym rodzinnym rynku.

Pokaż więcej

26/04/2010

Ciężko mi było przekonać się do tej książki. Miała w sobie coś co nie do końca mi odpowiadało. Ale po kilkunastu stronach wciągnęłam się. Jeszcze nie skończyłam czytać ale już wiem że chętnie sięgnę po następną część. Świetna lektura na wiosnę.

23/04/2010

Ja zaczęłam własnie czytać. Ta ksiązka powoduje coś takiego, że sami zaczynamy się zastanawiać nad swoimi historiami rodzinnymi :)

22/04/2010

Zapowiada się coś naprawdę ciekawego :) Tajemnica historia - prawdziwa rodzinna saga :)

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Czereśnie zawsze muszą być dwie

M. Witkiewicz

książka

25,77 zł taniej -30%

Mitologia nordycka

N. Gaiman

książka

20,24 zł taniej -30%

Małgorzata Gutowska-Adamczyk - przeczytaj też

Fortuna i namiętności. Zemsta

M. Gutowska-Ada...

książka

33,83 zł taniej -15%

Kalendarze

M. Gutowska-Ada...

książka

29,60 zł taniej -15%

Fortuna i namiętności. Klątwa

M. Gutowska-Ada...

książka

33,83 zł taniej -15%

Zobacz również

Leśna polana Leśna trylogia, Tom 1

K. Michalak

książka

25,77 zł taniej -30%

Szpieg

P. Coelho

książka

25,77 zł taniej -30%

Król

S. Twardoch

książka

31,36 zł taniej -30%

Spójrz na mnie

N. Sparks

książka

25,77 zł taniej -30%

Brak list życzeń:

Utwórz

W koszyku:
0 produktów
/ 0,00 zł

przejdź do koszyka

rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: