rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Cukiernia Pod Amorem. Cieślakowie
ocena: 5, głosów: 1
 

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Cukiernia Pod Amorem. Cieślakowie

1995
Tej sierpniowej nocy Waldemar Hryć, cukiernik z ponadtrzydziestoletnim stażem, po raz pierwszy w życiu zepsuł ciasto drożdżowe. Zamordował je własnoręcznie, pochłonięty przez niedające się opanować, natrętne fantazje o pięknej Helenie Nierychło.
Zanim niepodzielnie zawładnęła jego myślami, zaglądała do cukierni Pod Amorem jedynie jako klientka. Otaczała ją zła sława złodziejki mężów, co mogło dziwić, bo przecież sama miała męża. O dekadę starszy Ryszard Nierychło, emerytowany major wojska polskiego, miał swoje lata, ale nie zasługiwał na miano starca! Dlaczego pozwalał jej szargać swój honor? Czyżby był ślepy na prawdę?
W mieście tak małym jak Gutowo każda tajemnica musi się prędzej czy później wydać. Poprzedza ją plotka, w którą początkowo mało kto wierzy. Kobiety u fryzjera opowiadają ją sobie dla zabicia czasu, a potem nagle - buch! - ktoś zobaczył, kto inny potwierdził i sprawa staje się publiczna.
Nierychło musiał zdawać sobie sprawę, że jego żona poszukiwała przygód, a przynajmniej od nich nie stroniła. Jaka więc tajemnica wiązała ich małżeństwo?
*
Być może nad tym właśnie zastanawiał się Waldemar Hryć, wyrabiając ciasto drożdżowe na jagodzianki w formie mumii, które tak świetnie rozeszły się poprzedniego dnia. Kiedy sięgał po cukier, nawet nie zauważył, że - całkowicie pochłonięty przez dręczące go troski - dodał do produktu soli.
Pragnął Heleny, myślał wyłącznie o niej. Pożądał jej, jak tylko mężczyzna po jedenastu latach seksualnej abstynencji może pożądać kobiety. Jako że nie miał żadnych kontaktów cielesnych od śmierci żony, był bezbronny niczym dziecko. Zawróciła mu w głowie. Został niespodziewanie zaatakowany i zdobyty bez słowa protestu.
Poznali się miesiąc wcześniej w teatrze w Płocku. Dochodziło południe. Ona przygotowywała we foyer wystawę gobelinów, on chciał wypożyczyć jakiś kostium na Dni Gutowa dla Igi. Uśmiechnęli się do siebie niczym para starych znajomych, a przecież wcale się nie znali! Ona powiedziała:
- Pan Hryć! A co pan tu robi? - jakoś tak całkiem naturalnie. - Może kupi pan mój gobelin? Wszystkie są na sprzedaż.
Była zjawiskowa. Rudowłosa i pulchna. Nieco po trzydziestce. Miała okrągłą twarz, zielone oczy, dwa ujmujące dołeczki w policzkach, szczupłe dłonie, zgrabne nogi, drobne stopy i wyzywające, wysoko uniesione piersi. Pachniała oszałamiająco, a jej zwiewna, prowokacyjnie rozpięta sukienka więcej odsłaniała, niż usiłowała zasłonić.
Patrząc na nią, Hryć przypomniał sobie, że istnieją kobiety. Nie matki, córki, żony, klientki, kontrahentki, nauczycielki, ekspedientki, pielęgniarki. Uświadomił sobie cudowne zjawisko, jakim są kobiety w ogóle. Westchnął na wspomnienie ich tajemniczego zagłębienia między piersiami, słonego smaku spoconej skóry, zapachu włosów schnących na słońcu. To wszystko, o czym zdążył zapo-mnieć, przygnieciony przez codzienne troski, Helena zawarła w jednym tylko spojrzeniu.
Zrobiło mu się gorąco. Zmieszał się nieco, nie chciał zostać uznany za gbura. Popatrzył na gobeliny. Nawet ładne: trochę widoczków, martwa natura, jakieś portrety, wreszcie akt, czyżby samej autorki?
- Czy my się znamy? - zapytał nieśmiało, nie odwracając wzroku od tkanin.
- Któż nie zna cukierni Pod Amorem i jej właściciela? - odpowiedziała słodko.
- Pani jest z Gutowa? - Domyślił się wreszcie i w lot chwycił okazję. - Proszę mi pomóc, błagam panią!
- Skoro pan błaga... - Uśmiechnęła się rozbawiona. - O cóż chodzi?
Gdyby Iga przypuszczała, komu zawdzięcza swoją kreację, pewnie jej radość nie trwałaby długo. Nie domyśliła się jednak, kto dokonał wyboru, i nigdy nie miała się tego dowiedzieć.
To zresztą było bez znaczenia, ponieważ równocześnie działo się tyle innych niepokojących rzeczy. Wystarczyło, że spojrzała na ojca, a od razu się zorientowała, że coś zaszło. Nagle zaczął podśpiewywać! Kupował sobie nowe koszule i spodnie, do czego nigdy nie mogła go namówić. Zmienił wodę po goleniu. Raz po raz mył samochód.
No i ciągle miał jakieś sprawy w Płocku, a kiedyś nawet nie wrócił na noc! Powiedział, że zabrakło mu paliwa i wolał się zdrzemnąć w wozie, niż leźć tyle kilometrów po ciemku przez las. Co tak pilnego załatwiał wieczorem, kiedy wszystkie urzędy i hurtownie są dawno zamknięte, tego nie umiał wytłumaczyć. Natychmiast zmienił temat. Nie znalazł też odpowiedzi na pytanie, czemu nie złapał do Gutowa okazji. Ofuknął ją tylko, że się czepia. Iga wciąż miała przed oczami jego twarz, kiedy podczas Dni Gutowa patrzył na nieznajomą kobietę. Wyglądał jak zakochany! Gdyby sama tego nie widziała, nie uwierzyłaby! Przecież to absurd! Jednak zobaczyła ich i to stanowiło problem. Jak miała wezwać ojca do opamiętania? Przecież był dorosły. Dlaczego zresztą miałby się opamiętać? Bo jego żona, a jej matka umarła? Nawet do Igi nie przemawiał ten argument. Bo tamta jest od niego młodsza? Co z tego, skoro obydwoje są pełnoletni? Na razie Iga nie znała tej kobiety, nie mogła więc posłużyć się jej mężem jako ostatecznym powodem do zerwania. Czuła do rudowłosej instynktowną niechęć, ale przypuszczała, że to zazdrość, i bardzo się wstydziła. Wyrzucała sobie, że ojciec ma prawo do szczęścia, a ona małostkowo i samolubnie mu je odbiera.
Na razie była o niego tylko zazdrosna, niedługo miała zacząć się bać.
(...)

1895
Alfred Przaska wiedział w Gutowie o wszystkim i wszystko potrafił załatwić. Jak to się działo, że kontrolował całe życie miasta i okolic - nie dociekano, każdy wszak kiedyś mógł potrzebować pomocy, a Przaska nikomu nie odmawiał. Oczywiście miał swoją cenę, czasem niemałą, nie skarżono się jednak, bo nie zawodził nawet w sprawach najtrudniejszych, zdawałoby się skazanych na fiasko.
Dziś nikt już tego nie pamiętał i wydawało to się nieprawdopodobne, ale kiedyś w Gutowie nie było Przaski. Teraz mniej więcej czterdziestolatek, pojawił się w mieście jakieś piętnaście lat wcześniej pewnego słotnego listopadowego popołudnia. Wysiadł z dyliżansu w długim czarnym płaszczu z serży i wytartym, odrobinę za dużym meloniku. W dłoni trzymał niewielki, mocno sfatygowany neseser podróżny. Szybkim spojrzeniem omiótł rynek, postawił kołnierz i, przeskakując kałuże, szybko zniknął w jednej z bocznych uliczek.
Kilka dni później zaczął pojawiać się a to w sklepie Pod Aniołem (wziął małe pudełko belgijskich czekoladek, wypił kawę i przeczytał prasę), a to w trafice (zamówił drogie cygara, których nikt z wyjątkiem hrabiego Tomasza nie kupował), a to u golibrody czy w składzie Gocmana, gdzie nabył kilka wytwornych koszul. Wszystko na kredyt, w zamian jedynie za wyglądającą bardzo nobliwie kartę wizytową o treści:
MECENAS ALFRED PRZASKA
SPRAWY RÓŻNE
Patrząc nań, odnosiło się wrażenie, że bywał w świecie, jest doskonale sytuowany i świadom swej wartości. To stanowiło największy kapitał samozwańczego mecenasa, jako że w sztuce stwarzania pozorów nie miał sobie równych.
Odwiedziwszy niemal natychmiast co znaczniejszych mieszkańców, rozdał na obszarze prawie całego powiatu swą wizytówkę, a przy okazji zebrał ciekawy materiał. Kilka dni później nad drzwiami jego biura przy Owsianej 5 zawisł szyld i stało się jasne, że nowy obywatel zamierza zabawić w Gutowie nieco dłużej.
Ten, kto miał potrzebę lub ochotę sprawdzić, co kryje zwrot `sprawy różne`, i zajrzał wtedy do spartańsko urządzonego biura Przaski, zwracał przede wszystkim uwagę na okazały dyplom, potwierdzający uzyskanie przezeń stopnia doktora praw na jakimś egzotycznym uniwersytecie. Dziwaczny język, w jakim dokument wystawiono, którego nie znał nikt w mieście (może był to węgierski, może portugalski lub niderlandzki?), nie pozwalał na zweryfikowanie kwalifikacji mecenasa.
Komuż by zresztą na tym zależało?
I bez tego zapraszano go chętnie na późne śniadania, wczesne kolacje, wystawne obiady i skromne podwieczorki, bo przynosił powiew wielkiego świata, za którym w Gutowie nieustannie
1 Tkanina wełniana o skośnym splocie, używana zazwyczaj na płaszcze.
tęskniono. Matki oceniały przydatność matrymonialną rzekomego adwokata, ojcowie po elokwencji i stroju starali się odgadnąć stan jego majątku. Rosjanie zrobili szybki wywiad, ale paszport miał w porządku, a papiery czyste. Nigdzie się zresztą poza Kraj Przywiślański w swym krótkim życiu nie ruszał, toteż zostawili go w spokoju, zwłaszcza że dawał się ogrywać w pokera, co momentalnie zjednało mu przyjaciół w męskim gronie.
Nie był szczególnie przystojny: niski, łysiejący, ze skłonnością do tycia i licznymi śladami po ospie, miał jednak żywy umysł, poczucie humoru i obycie towarzyskie. Z takimi zaletami mógł szukać szczęścia choćby w samym Płocku, dlaczegóż więc wybrał akurat Gutowo? Na zadane wprost pytanie odpowiadał również pytaniem: `A w czymże taki Płock lepszy jest od Gutowa?`, co było uprzejme wobec gutowian, a jednocześnie zamykało im usta.
Wkrótce dostał pierwsze zlecenie, po nim następne i natychmiast się okazało, że ktoś taki jest w Gutowie niezwykle potrzebny. Potrafił zadawać pytania i logicznie kojarzył fakty, pamięć miał doskonałą, a dzięki dyskrecji szybko zdobył powszechne uznanie. Nie odmawiał ani jednej prośbie, choć nie tykał procesów sądowych. Mówił, że jeszcze żaden sąd nie rozwiązał żadnej sprawy tak, by zadowolone były obie strony. Jemu zaś udało się to wielokrotnie.
Był użyteczny. Wiedział, komu brakuje gotówki, a kto poszukuje dobrej lokaty, która panna szuka męża i jakim posagiem dysponować będzie po ślubie jej wybranek, kto na gwałt potrzebuje paszportu oraz komu warto dać łapówkę, by ominąć urzędniczą mitręgę i szybko załatwić interes. Umiał znaleźć fachowca do każdego zadania i rozwiązać każdą tajemnicę. Ciągle był w ruchu, jakby nie potrafił usiedzieć na miejscu, ale wszędzie przyjmowano go z otwartymi ramionami, bo przyjaźnił się ze wszystkimi i wszyscy go potrzebowali. Emigrujący do Ameryki chłopi i Żydzi mieli do niego takie zaufanie, że niczym w banku deponowali w kancelarii Przaski swe oszczędności, a on im je przesyłał, gdy już zakotwiczyli się na nowym miejscu.
W jednym tylko nie spełnił pokładanych w nim nadziei: nie uszczęśliwił żadnej panny. Mieszkał samotnie, wciąż w tym samym domu przy Owsianej, który po kilku latach należał już do niego, teraz odnowionym i elegancko urządzonym. Był człowiekiem ustosunkowanym i zamożnym. Zatrudniał czworo służących: pokojówkę, kucharkę, lokaja i stangreta. Utył, wyłysiał i niezmiennie trudnił się rozwiązywaniem `spraw różnych`.
Marianna, bardzo zmęczona dwunastokilometrowym marszem z Zajezierzyc do Gutowa, odnalazła wreszcie uliczkę Owsianą i zatrzymała się przed kamienicą numer pięć. Serce waliło jej w piersi jak oszalałe. Bała się tego, co chciała zrobić, ale jeszcze bardziej bała się zostać we wsi, bo znoszenie konsekwencji niesławy było ponad siły. Rozejrzała się w prawo i w lewo, weszła na stopień i pociągnęła za sznurek dzwonka. Niemal natychmiast pojawił się lokaj.
- Do pana Przaski - powiedziała głosem, który ledwo wydobywał się z krtani.
- Pan mecenas wyszedł.
- A kiedy wróci?
Od 1867 roku oficjalna nazwa byłego Królestwa Polskiego.
Zmęczona i przygarbiona, położyła na schodku małe zawiniątko. Lokaj wpuścił dziewczynę do sieni.
- Niech panna zaczeka - powiedział i zostawił ją samą, by po półgodzinie pojawić się znów w drzwiach kancelarii i tym samym obojętnym tonem zaanonsować: - Pan mecenas prosi.
Widząc Mariannę, Przaska wstał zza biurka.
- Panna Blatko? A cóż sprowadza w moje niskie progi?
- Bieda - wyszeptała.
Wskazał jej krzesło. Usiadła i przez chwilę przyglądała się liściom winorośli wydrukowanym na kolorowej tapecie pokrywającej ściany. Pociągnęła nosem, by się nie rozpłakać.
- Napije się panienka herbaty? - zagadnął z sympatią, chcąc nieco ocieplić atmosferę.
- Chętnie - odpowiedziała, a mecenas zadzwonił na lokaja.
- Lucjanie, nastaw samowar. A cóż tam u brata? - zwrócił się znów do Marianny. - Odzywał się ostatnio?
- Właśnie z tym przychodzę... Napisał, żeby do pana...
Przaska bacznie spojrzał na dziewczynę. Nie byłby sobą, gdyby nie domyślił się, o co może chodzić.
- Chciałaby panienka też wyjechać?
- Tak.
- Kiedy?
- Jak najszybciej.
- A po cóż ten gwałt? Brat, rozumiem, to była sprawa pilna, gardłowa prawie, no ale panienka nie ma chyba nic na sumieniu? - Chciał, by zabrzmiało to dowcipnie, kiedy jednak wypowiadał to zdanie, nagle pożałował, bo dziewczynie wcale nie było do śmiechu. Wciąż siedziała skurczona, poszarzała na twarzy, mnąc w zdenerwowaniu chusteczkę. - No dobrze - powiedział, by zaoszczędzić jej wchodzenia w zbędne szczegóły. Zresztą domyślał się, co może być powodem tej desperackiej decyzji. Mariannie nie było źle u dziadka Wincentego Rogali. Śpiewała w chórze kościelnym, prowadziła ochronkę w pałacu, miała chyba jakiegoś starającego się, zdaje się porządnego chłopaka, w dodatku szlachcica, czegóż mogła pragnąć więcej? Dlaczego decydowała się na emigrację i wyjazd ku niepewnemu, w warunkach, na które on, gdyby był jej ojcem, absolutnie nie wyraziłby zgody?
- Proszę mi pomóc... - wyszeptała błagalnie, unikając jego wzroku. - Ja muszę wyjechać!
- Tak, oczywiście, zrobię, co w mojej mocy, jednak to musi potrwać. Czy ma panienka paszport?
- Nie.
- A pieniądze?
- Tylko dwadzieścia dolarów.
- To mało, mało... - Mecenas chodził po kancelarii i pocierając dłonie, intensywnie myślał.
Istniała jedna przyczyna, która, poza biedą, mogła taką pannę jak Marianna Blatko zmusić do ucieczki: ciąża. Jeśli miał rację, a Przaska rzadko się mylił, to jeszcze bardziej komplikowało sprawę. Nie chciał brać na swoje sumienie zdrowia matki i nienarodzonego dziecka, wysyłając ją w tak daleką i męczącą podróż. Dyskretnie spojrzał na dziewczynę. Siedziała zgarbiona, załamana, zdana na jego łaskę.
Nie chodziło o pieniądze, których nie miała - jeśli jej pożyczy, odda mu na pewno, tacy ludzie dług traktują niczym najważniejsze zobowiązanie. Ale jak powiedzieć prosto w oczy dziadkowi, który właśnie jemu zleci poszukiwania, że niczego nie wie o wnuczce? Gdyby to obmyślili oboje, stary przecież byłby tu z nią teraz. Gdzie przechować uciekinierkę przez kilka dni, które zajmie załatwienie wszystkich spraw?
Przaska podszedł do okna i choć było dopiero południe, odruchowo zasunął zasłony. Marianna spojrzała nań pytająco.
- Będą panienki szukać. Dziadek, matka…
- Matka... - wyszeptała cicho. - Ona wie.
- Panienki matka wie wszystko. - Mecenas pokiwał głową. - Jej przenikliwość zawsze mnie zdumiewała.
- Powiedziała, że wszystko będzie dobrze.
- W Bogu nadzieja...
Tego samego dnia mecenas wywiózł Mariannę do Płocka. Nazajutrz zakupił dla niej kufer podróżny i najniezbędniejsze rzeczy oraz umieścił na kilka dni w pensjonacie Bolero jako swoją kuzynkę, pannę Witwicką. Wieczorem skontaktował się z agentem Hamburg-America Line, kupił szyfkartę oraz zasięgnął informacji, kiedy odbędzie się najbliższa ekspedycja emigrantów. Miał kilka dni, był więc pewien, że zdąży dostarczyć jej również paszport, by wszystko odbyło się legalnie, na wypadek gdyby kiedyś zechciała jednak wrócić do kraju.
I mimo że troskliwie się nią zajął, nie zrobił dla Marianny więcej, niż to było konieczne. Poleciwszy ją opiece agenta linii okrętowej z szyfkartą na trzecią klasę linii Hamburg - Nowy Jork, tydzień później pożegnał dziewczynę w Płocku. Od tego dnia miała u niego dług w wysokości stu pięćdziesięciu siedmiu rubli.
Żydek Szmul Putzman wysyłał emigrantów do Ameryki tuzinami. W tej chwili poza Marianną miał jeszcze pięciu legalnych. Pozostali: trzech mężczyzn w wieku poborowym i jedna kobieta, jako nieposiadający paszportu, musieli przejść do Prus przez zieloną granicę. Tymczasem dni mijały w oczekiwaniu na dwóch brakujących chętnych.
Tydzień później ruszyli.
Najpierw jechali żydowską furką do Włocławka, by tam wsiąść do pociągu Kolei Warszawsko-Bydgoskiej i w wagonie czwartej klasy (bo blisko i nie ma co marnować rubli na zbytki) dotrzeć do granicznego Aleksandrowa. Po kontroli, która, jak zapewniał ich agent, będzie jedynie formalnością, mieli przesiąść się w Thorn4 do schnellzuga5 Prusko-Heskich Państwowych Kolei Żelaznych, by stamtąd przez Bromberg6, Kreutz7 i Berlin ruszyć wprost do portowego miasta Hamburg. W
3 Bilet na statek (niem.).
4 Toruń (niem.).
5 Pociąg pośpieszny (niem.).
6 Bydgoszcz (niem.).
Hamburgu zajmie się nimi inny agent tej samej linii i, jeśli dopisze im szczęście, statek wkrótce wypłynie w morze. Wszystko zależy od tego, czy zwerbowano komplet pasażerów. Jeśli nie, przyjdzie znów czekać. Zamieszkają w przytułku św. Józefa albo jakimś domu kompanii morskiej, ale podróż mają opłaconą z życiem8, więc o nic nie mu
W pociągu emigranci, podnieceni podróżą i przekraczaniem granicy, rozmawiali o rodzinach, które pozostawili w kraju, i o tym, czego spodziewają się po przybyciu do Ameryki. Wszyscy mieli w głowach gotowe plany, a pierwszym z nich było: dobrze się najeść. Podobno w tej Ameryce codziennie stać człowieka na ciastka, mięso je się trzy razy dziennie, pracuje osiem godzin i przynajmniej raz w tygodniu chodzi do teatru. To kraj mlekiem i miodem płynący. Te nadzieje podsycali też sprytni agenci, nic dziwnego, że tak wielu zdecydowało się na podróż.
Pokazując sobie nawzajem fotografie krewnych, którzy wyjechali przed nimi, ubranych w koszule z krochmalonymi kołnierzykami, emigranci podziwiali ich jedwabne krawaty, eleganckie garnitury, z których kieszeni zwisały ciężkie łańcuszki pozłacanych zegarków, paradne kapelusze, laski o srebrnych gałkach i wielkomiejski szyk kobiecych sukien.
Ale przede wszystkim mówili o jedzeniu. Dość już mieli kaszy, kartofli i mleka. Nawet w kmiecych9 domach masło było jedynie na sprzedaż, a jajecznica pojawiała się na talerzu tylko w niedzielę. Zresztą komorników10 ani zagrodników11 nie byłoby stać na emigrację. Skąd mieliby wziąć dwadzieścia pięć rubli na paszport albo dziesięć na przeprowadzenie przez granicę? Od kogo pożyczyć na szyfkartę, skoro cała podróż kosztowała ponad sto dwadzieścia rubli? Zmuszeni do pozostania w kraju, skazani na niedostatek, karmić się mogli jedynie marzeniami.
Spośród swoich towarzyszy podróży Marianna początkowo nikogo nie znała. Wciąż była w szoku i niewiele zauważała z tego, co działo się wokół niej. Niosąc swój mały kuferek, szła potulnie za resztą grupy. Dopiero w Aleksandrowie, umieszczona w wagonie trzeciej klasy na twardej drewnianej ławce, zrozumiała wreszcie, że od tej pory jej życie ma potoczyć się zupełnie innym torem.
Był maj, a za oknami pociągu pyszniła się wiosna, ale inne - pruskie - domy i krajobrazy nie przyciągały wzroku dziewczyny, bo w sercu miała pustkę, a w głowie zamęt. Nie czuła jeszcze miłości do syna, który, poczęty w Polsce, miał się urodzić za kilka miesięcy w odległym Chicago. Na razie
7 Krzyż (niem.).
8 Tu: wyżywieniem i noclegami.
9 Kmieć - w dawnej Polsce chłop posiadający własne gospodarstwo.
10 Chłop bezrolny, mieszkający kątem w cudzej chacie, `na komornym`.
11 Chłop posiadający niewielki przydział ziemi, niewystarczający do wyżywienia rodziny, zmuszony do najmowania się do pracy.
tęskniła za tym, co być może bezpowrotnie zostawiała, za dziadkiem, matką i hrabią Tomaszem, który rzekomo kochając, tak bardzo ją skrzywdził.
Po dziesięciu dniach oczekiwania oraz przejściu badań lekarskich emigranci zobaczyli wreszcie cumujący przy nabrzeżu wielki parowiec o nazwie Prussia. Gigantyczna góra stali, wielkości kilku kościołów, porażała ogromem. Na trzech pokładach statek mógł pomieścić sześćdziesięciu pasażerów w pierwszej klasie i niemal tysiąc ośmiuset w trzeciej.
Ci ostatni mieli przed sobą dwa tygodnie piekła, stłoczeni niczym bydło w wielkich kajutach, gdzie trudno było się przecisnąć pomiędzy ustawionymi jedno przy drugim piętrowymi łóżkami, ze szpar w suficie sypały się śmieci, zawszonymi kocami nie sposób było się okryć, a bagaże jeździły w tę i we w tę przy każdym przechyleniu statku.
Tam właśnie znalazła się Marianna. Od początku podróży trzymała się blisko małżeństwa Goślickich spod Płocka, którzy odnosili się do niej z przyjaźnią i otoczyli troską, jakiej się nie spodziewała. Zofia i Tadeusz przekazali swoje dwunastomorgowe gospodarstwo młodszemu synowi, jechali zaś do starszego, który wyemigrował kilka lat wcześniej i teraz zamierzał się ożenić. Tadeusz znał już uciążliwości podróży, bo wcześniej był w Ameryce, dlatego nic go nie dziwiło. Mieli trochę swojego jedzenia, wiedząc, że posiłki serwowane na statku nadają się co najwyżej dla świń. Wieźli też parę gomółek sera, chleb, trochę lekarstw, kilka pęt kiełbasy, a nawet wódkę.
Kobiety i mężczyzn niespokrewnionych ze sobą okrętowano osobno, rodzin zaś nie rozdzielano, toteż Gośliccy, by móc nadal opiekować się Marianną, musieli skłamać, że to ich córka. Potwierdzili oszustwo drobną łapówką i nikt się nie sprzeciwiał, by zajęła pryczę w tej samej kajucie. Wkrótce po zakwaterowaniu każde z nich dostało blaszaną manierkę, łyżkę oraz miskę, które miały służyć do samego Nowego Jorku.
- Będą nas karmić solonymi śledziami, kartoflami w łupinach i suchym chlebem, poić gorzką czarną kawą, czasem herbatą. Takich tu się należy spodziewać zbytków - powiedział Tadeusz, kiedy wreszcie zajęli miejsca. - Oby nie było burzy. Módlcie się tylko, żeby nie było burzy! - dodał i przeżegnał się nabożnie.
- Ty zawsze myślisz tylko o najgorszym! - ofuknęła go Zofia. - Wyplujże to słowo, człowieku! - dodała, spoglądając na Mariannę.
Po kilku dniach znajomości wprawnym kobiecym okiem odkryła jej tajemnicę, otoczyła więc biedną dziewczynę serdeczną opieką. Stały razem, gdy statek odbijał od nabrzeża, i choć nikt ich nie żegnał, patrzyły na ten obcy kraj jak na swój własny, roniąc łzy wzruszenia.
Niemal od początku podróży Mariannę męczyły mdłości. Leżała na pryczy zwinięta w kłębek, zmęczona kołysaniem statku, i rozpamiętywała to, co za jej przyzwoleniem stało się wtedy w Zajezierzycach. Wyrzucała sobie łatwość, z jaką uległa hrabiemu, żałując, że musiała opuścić dziadka i rodzinną wieś, by ujść niesławie. Wiedziała jednak, że stało się to, co musiało się stać. Kochała Tomasza Zajezierskiego i tylko siebie, nie jego, winiła. Jako być może jedyna z podróżnych niczego nie oczekiwała od Ameryki, niczego nie planowała, nie wyobrażała sobie nawet, jak będzie wyglądało jej dziecko, kiedy się urodzi. Choć rosło w niej nowe życie, była jak martwa.
Karmiona i pojona przez troskliwą Zofię i okrywana przez Tadeusza, naprawdę była przez nich traktowana niczym córka. To Tadeusz, dowiedziawszy się od kogoś, że na mdłości najlepszym lekarstwem jest kostka cukru skropiona sokiem z cytryny, wysilił cały spryt, by ulżyć biednej dziewczynie, i stawał na głowie, aby codziennie zażyła swój medykament.
Trzeciego dnia statkiem zakołysało znacznie mocniej niż dotychczas. Pozostawione luzem bagaże przesuwały się od jednej ściany do drugiej, zdezorientowani pasażerowie trzymali się kurczowo pryczy, płakali ze strachu i odmawiali modlitwy. Gdzieś ponad ich głowami żałośnie wył wiatr, bałwany wody chlustały z jednej strony na drugą, wielki parowiec trzeszczał niczym maleńka łódeczka.
Przerażeni ludzie żegnali się znakiem krzyża, paląc gromnice, inni złorzeczyli Bogu i naturze, przeklinając swój tułaczy los. Potworne zawodzenie wiatru wzmagało się, statek to wspinał się na falę, to znów opadał. Wydawało się niemal pewne, że za chwilę zatonie, grzebiąc wszystkich wraz z ich skromnym dobytkiem i marzeniami, których nie zdołają dowieźć do swej ziemi obiecanej.
Nagle pośród wrzawy dał się słyszeć cichy śpiew. To Zofia, drżąc i szczękając zębami, zaintonowała pieśń Kto się w opiekę odda Panu swemu. Dołączyły do niej głosy Tadeusza i Marianny, a w kilka chwil zgromadzeni w kajucie Polacy, których jeszcze nie powaliła choroba morska, śpiewali razem z nimi, modląc się o przeżycie w tej łupince, która, zdawało się, była bez szans wobec rozszalałego żywiołu.
Burza trwała wiele godzin, a przez ten czas wszyscy wielokrotnie pożegnali się z życiem. Jednym lęk zakneblował usta, innych zmuszał do niekontrolowanych krzyków bądź płaczu. W tej strasznej chwili, pośród słów śpiewanej w spazmach strachu modlitwy Marianna po raz pierwszy pomyślała o swym dziecku. Nie czuła się jeszcze matką, ale coś zmuszało ją do zachowania spokoju, choć bała się nie mniej niż inni. Pomagało jej wsparcie Zofii i Tadeusza, ale jeszcze bardziej słowa matki, która z pewnością przestrzegłaby ją przed niebezpieczeństwem.
Nad ranem wicher ucichł, niebo się rozpogodziło, statek znów jedynie lekko kołysał się na fali. Wszystkich pasażerów wypędzono na pokład, a w tym czasie marynarze mieli posprzątać kajutę. Marianna, zmęczona i niewyspana, na chwiejnych nogach weszła po trapie na pokład. Zmrużyła oczy, spojrzała dookoła i wydała z siebie westchnienie zachwytu:
- O, Panie, który stworzyłeś ten świat, bądź uwielbiony!
Wszędzie jak okiem sięgnąć rozpościerał się błękit. Gdzieś daleko, daleko na horyzoncie szmaragdowa woda zlewała się z szaroniebieskim niebem, zamykając świat w olbrzymiej lśniącej kuli. To był ocean. Dziś spokojny, aż nie do uwierzenia, że jeszcze wczoraj rzucało olbrzymim statkiem w górę i w dół z siłą straszliwego i okrutnego mocarza.
Marianna odmówiła Zdrowaś Maryjo, dziękując Matce Boskiej za opiekę, i długo stała w niemym zachwycie, przyglądając się bezmiarowi oceanu.
Gdy wszyscy wrócili pod pokład, zaganiani przez marynarzy niczym bydło do obory, Gośliccy odkryli brak jednego kuferka. Również inni pasażerowie, w tym Marianna, stwierdzili braki w dobytku. Jednak niezrażeni majtkowie nie odpowiadali na ich pytania, udając, że nie rozumieją po polsku. Jeden z nich z wtoczonej pod pokład beczki wyjmował za ogon śledzie i rzucał w kierunku zgłodniałych emigrantów.
- Szansy na odzyskanie rzeczy nie mamy - stwierdził smutno Tadeusz. - Już oni wiedzą, gdzie co ukryć, tak żeby nikt nie znalazł. Zresztą nie po to harują od świtu do nocy za marne grosze. Po to tu są. Na każdym statku kradną. Szkoda kożucha... No, ale dobrze, żeśmy przynajmniej dolary ze sobą zabrali! - wyszeptał na koniec z nieukrywaną satysfakcją, klepiąc się po wydatnym brzuchu, na którym pod koszulą miał zawiązany płócienny pas z zaszytymi kilkoma złotymi dwudziestodolarówkami. - To by dopiero była strata! Bo co insze, to sobie kupimy. W Ameryce niczego nie zbraknie... - dodał, machając ręką w geście pogardy dla złodzieja. Nie zamierzał psuć sobie i żonie radości próżnymi żalami. Zofia uśmiechnęła się blado i pogładziła go po spracowanych plecach.
Marianna odruchowo położyła dłoń na sercu. Ona też dobrze ukryła swój najcenniejszy skarb. Pierścień Zajezierskich, owinięty w chusteczkę z monogramem, od dnia jej ucieczki z domu spoczywał w małym woreczku zawieszonym na szyi. Oprócz srebrnego krzyżyka podarowanego przez dziadka w dniu pierwszej komunii, z którym nie rozstawała się nigdy, sygnet z gwiazdami był jedyną pamiątką i wspomnieniem po życiu, którego się raz na zawsze wyrzekła.
Marianna oddała Tadeuszowi swojego śledzia, sama zaś zjadała tylko - i to na wyraźną prośbę Zofii - ugotowany w łupinie, ostygły już całkiem ziemniak.
Gdyby Szczęsny Sikorski wykazał trochę więcej determinacji, gdyby wcześniej nie próbował celem uratowania Marianny zabić człowieka (z mizernym zresztą skutkiem), może tym razem by się udało? Może przemocą zmusiłby Przaskę do wyjawienia prawdy, dowiedziałby się, dokąd uciekła, jakimś cudem ją dogonił, może gorącymi łzami skruszyłby jej serce i zapewnił, że potrafi ją uszczęśliwić, zanim nie było za późno?
Tak się jednak nie stało. Szczęsny pojechał co prawda do Gutowa, rozumując słusznie, że tędy wiodła droga ucieczki Marianny. Zastukał też do drzwi mecenasa, ale nie zastał go w domu. Usłyszał od lokaja, iż jego pan zabawi przez dwa, trzy dni w Płocku, i choć czym prędzej ruszył w drogę, nie odnalazł ani jego, ani dziewczyny. Zniechęcony, wrócił do Sikor, by po kilku dniach spróbować raz jeszcze.
Ale mimo że zobaczył się z mecenasem, niczego się o Mariannie nie dowiedział. Przaska stanowczo twierdził, iż jej ostatnio nie widział, sugerując poszukiwania wśród rodziny, może w Warszawie? W imieniu starego Rogali, dziadka Marianny, chłopak poprosił go o pomoc, na co Przaska, wykręcając się wieloma zajęciami, wyraził zgodę dopiero po usilnych błaganiach.
Minął tydzień bez żadnych wieści i Szczęsny znów pojechał do Gutowa. Przaska, spostrzegłszy go w drzwiach, szybko zmyślił jakąś historyjkę, zapisał na kartce pierwszy lepszy warszawski adres i posłał tam chłopaka, licząc, że nim kłamstwo wyjdzie na jaw, Marianna będzie już daleko.
I tak się właśnie stało.

przeczytaj fragment książki odsłuchaj fragment książki

Cukiernia Pod Amorem. Cieślakowie (miękka)

książka

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Oprawa: miękka

Ilość stron: 472

Wysyłamy w: 5 - 7 dni + czas dostawy

Dostępność: mały zapaspomoc Brak na naszym magazynie.
Spróbujemy go sprowadzić dla Ciebie.
Szansa na realizację 20%.
Potrzebny czas 5-7 dni roboczych.

Nasza cena: 30,25

Cena detaliczna: 53,07

U nas taniej o 43%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka
Powrót GRATIS! Do każdego zamówienia zakładka mola książkowego!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (13)

  • Inne wydania

Cukiernia Pod Amorem. Cieślakowie - opis produktu:

W drugim tomie bestsellerowej sagi Cukiernia Pod Amorem autorka przedstawia dalsze losy rodu Zajezierskich. Wraz z jedną z bohaterek wyrusza za ocean, znakomicie odmalowując życie polskich emigrantów na przełomie XIX i XX wieku. Na scenę wkracza również barwna rodzina Cieślaków. Poznamy półświatek złodziejaszków z warszawskiego Powiśla, a także artystyczne środowisko przedwojennych teatrów i kabaretów.
I tym razem nie zabraknie pięknych, zdecydowanych kobiet, przełomowych wydarzeń z dziejów Polski i świata oraz ekscytujących historii miłosnych.

Popłyńmy z Marianną do Nowego Świata, a z Grażyną Toroszyn podbijajmy Warszawę i serca prawdziwych dżentelmenów, wiedząc, że i tak wszystkie drogi prowadzą do Gutowa.
Dorota Koman, poetka, krytyk literacki
`Cukiernia Pod Amorem` należy do tych książek, które mimo objętości czyta się jednym tchem.
Katarzyna Badowska, `Gazeta Wyborcza`
Barwna obyczajowość opisana z imponującym realizmem i dbałością o detale, różnorodne, ciekawie nakreślone sylwetki bohaterów, a także ogrom wiedzy o minionych czasach czyni `Cukiernię Pod Amorem` niezwykle zajmująca lekturą.
Agnieszka Kantaruk, redaktor naczelna miesięcznika `Modny Kraków`
Powieści zdecydowanie nie można zarzucić nudy, czyta się ją bowiem z zachłannością.
Joanna Hetman, `Magazyn Literacki Książki`

Cukiernia Pod Amorem. Cieślakowie - wybrana recenzja:

jolunia559 29/11/2010
recenzja dotyczy produktu: Książki

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Cukiernia pod Amorem-Cieślakowie-to druga część doskonałej sagi napisanej przez Małgorzatę Gutowską-Adamczyk.Tym razem poznajemy dokładnie dzieje rodziny Cieślaków i dokładną historię rodziny babki Igi Celiny Hryć tak nierozerwalnie związanej z Zajezierskimi.
Uwiedziona przez hrabiego... (czytaj dalej)

Cukiernia Pod Amorem. Cieślakowie - szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Promocje: nagrody literackie
Kategoria: literatura piękna, saga rodzinna

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa:miękka
Okładka:miękka
Wymiary:135x204
Ilość stron:472
ISBN:978-83-10-11822-6
Wprowadzono: 21.10.2010
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Cukiernia Pod Amorem. Cieślakowie - recenzje klientów

jolunia559(at)wp.pl 29/11/2010
recenzja dotyczy produktu: Książka

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Cukiernia pod Amorem-Cieślakowie-to druga część doskonałej sagi napisanej przez Małgorzatę Gutowską-Adamczyk.Tym razem poznajemy dokładnie dzieje rodziny Cieślaków i dokładną historię rodziny babki Igi Celiny Hryć tak nierozerwalnie związanej z Zajezierskimi.
Uwiedziona przez hrabiego Zajezierskiego Marianna Blatko,będąc przy nadziei/tak się dawniej mawiało/ucieka ze swoją tajemnicą do Ameryki.Tam ma rozpocząć nowe życie wyposażona przez swojego hrabiowskiego kochanka w rodowy klejnot.Pierścień ze złota.Posag,zadośćuczynienie za krzywdę,czy zapłata za niedotrzymaną przysięgę?Marianna zatrzymuje się u swojego brata.Ciężko pracuje na przyszłość swoją i swojego dziecka.Wychodząc za mąż bez miłości jeszcze bardziej komplikuje swoje życie.Marianna jest harda,honorowa i dumna.Nigdy się nie skarży Pracuje,rodzi kolejne dzieci,a swojemu.Jak w kieracie,aż do śmierci.Paul-jej pierworodny sym wraca do ojczyzny matki jako dorosły mężczyzna.Ma w ręku pierścień.Pierścień,który matka dała mu gdy wyruszał na wojnę.Pierścień,który kilkadziesiąt lat pow wojnie znalazł się na palcu mumii odkopanej w podziemiach Gutowskiego rynku.
Iga-wnuczka Celiny Hryć-właścicieli cukierni nadal próbuje rozwikłać tajemnicę pierścienia.Skomplikowane czasy,zawikłana historia rodziny.Będzie trudno odkryć wszystkie karty tej historii.

22/08/2015
recenzja dotyczy produktu: Książka

Znów w sierpniowe wieczory wstępowałam do "Cukierni Pod Amorem".
Tym razem zostałam poczęstowana pysznymi ciastkami, aromatyczną herbatą w porcelanowej filiżance oraz...
No właśnie... Cudownymi opowieściami rodzinnymi z przełomu XIX i XX wieku, opisami Warszawy, życia teatralnego, miłości, intryg, problemów i radości.
Dla mnie to jednak przede wszystkim wyjątkowy opis polskiej historii, realiów wojny, ludzkich przeżyć i dramatów.
Przyznaję, w szkole żaden nauczyciel nie potrafił zainteresować mnie tym przedmiotem, Małgorzata Gutowska-Adamczyk to zrobiła!
W drugim tomie tej cudownej sagi, został nieco jak dla mnie okrojony. Jednak pod koniec powieści przeszłość wspaniale łączy się z teraźniejszością.
Serdecznie Polecam!

10/10/2012
recenzja dotyczy produktu: Książka

Drugi tom Serii Cukiernia pod Amorem....

W tej odsłonie historii poznajemy dalsze perypetie rodu Zajezierskich... Poznajemy też dalsze losy wielu postaci z części pierwszej...

Bardzo rozbudowany jest wątek Grażyny Toroszyn vel Giny Weylen, która podążyła za swymi marzeniami oraz wbrew obowiązującym wówczas konwenansom została aktorką i zrobiła wielką karierę...

W tle obserwować możemy nieustające nadzieje Polaków na utrzymanie tak nie dawno odzyskanej wolności, które coraz bardziej gasną na tle szalejącej z każdym dniem coraz bardziej kolejnej wojennej zawieruchy...

Urzekł mnie sposób w jaki została napisana ta opowieść... Przeplatają się w niej radość, smutek, miłość, niepokój o najbliższych, niepewność jutra oraz różnorakie intrygi...

Książkę czyta się jednym tchem, więc polecam ją Wam drodzy czytelnicy, a sama zabieram się już za tom III...

agulka(at)blaster.pl 17/07/2011
recenzja dotyczy produktu: Książka

Drugi tom gutowskiej sagi "Cukiernia Pod Amorem. Cieślakowie" nie odstaje poziomem w porównaniu do pierwszego, a może nawet jest jeszcze ciekawszy, bogatszy w opisy przeżyć głównych bohaterów, ich zawiedzione miłości, rozterki duchowe, zmienne koleje losu, itd. Małgorzata Gutowska-Adamczyk nie obniża poprzeczki przedstawiając życie znanych nam już z pierwszej cześci bohaterów oraz zupełnie nowych, jak np. rodzina Cieślaków (której o dziwo mało w tomie zatytułowanym ich nazwiskiem), ukazując ich zmagania na bogatym w przemiany tle historycznym. Autorka w niezywkle sugestywny sposób wiedzie nas do Ameryki z ciężarną Marianną Blatko (gdzie ta urodzi syna Paula), ukazując dzięki temu realia życia polskich emigrantów na obcej ziemi. Razem z Grażyną Toroszyn i jej przyjaciółką Polą zwiedzimy kulturalną Warszawę, z przedwojennymi scenami kabaretowymi, takimi jak: Czarny Kot i Qui Pro Quo czy zachodnie plany filmowe. Modne stroje, nowoczesne kapelusze i piękne bale nie zatuszują jednakże cieżkiej pracy na wsi, walki o przetrwanie hrabiego Tomasza Zajezierskiego i jego rodziny oraz nagłej śmierci najbliższych. Zdaje się bowiem, że klątwa wisząca nad tym rodem zaczyna się wypełniać...
Gdzie w tym wszystkim podziewa się pierscień, którego tajemnicę tak bardzo chcemy poznać? Jego motyw pozostaje w drugim tomie na uboczu, wspomina się go tylko marginalnie, tak jakby zszedł na dalszy plan. Czy losy Igi, jej ojca i ukochanej babci są szerzej omówione? Właściwie nie, dowiemy się tylko, iż na biedną studentkę spadnie nie tylko próba rozwikłania tajemnicy sprzed lat, ale i opieka nad chorą Celiną, dbanie o sprawy cukierni i próba odciągnięcia Waldemara od rudej kokietki Heleny, która szturmem próbuje wedrzeć się do domu Hryciów i ma podejrzane zamiary. Czy wobec tego długie opisy (dialogów w "Cukierni Pod Amorem" jak na lekarstwo!) jak np. szarego dnia codziennego rozkapryszonej Ady Zajezierskiej, serwowanych w Zajerzycach dań podczas Wielkanocy, tudzież porannej toalety kobiet, nie zanudzają czytelnika? Nie! A dlaczego? Z prostego powodu - autorka ma niezwykłą wręcz umiejętność pisania ciekawie, płynnie, bez dłużyzn (tak często obserwowanych w podobnym typie powieści). Zróżnicowane środowisko, ciekawi bohaterowie, doskonałe przeplatanie z sobą wątków oraz nić historii prowadzona konsekwentnie przez całą powieść, przyciągają kolejne rzesze czytelników w całej rozciągłości wiekowej. W pamietnikarskim stylu, dzięki któremu książkę pochłania się niczym cukiernicze frykasy od Hryciów, patrzymy jak ród Zajezierskich po[...]da, jak rodzina Cieślaków w tajemniczy sposób związuje się z Gutowem i hrabią Tomaszem oraz jak Iga zdaje się stać w miejscu z wyjaśnieniem rodzinnej zagadki... Zmieniają się czasy, na scenę wychodzą nowi bohaterowie, starsi zaś odchodzą, zostawiając młodym dorobek swego życia. Pytanie tylko, co oni z nim zrobią, jak potoczy się ich życie w tak dramatycznych, przełomowych wręcz momentach historycznych. Tym, którzy po tej recenzji nadal zastanawiają się, czy sięgnąć po drugą część gutowskiej sagi, odpowiadam zdecydowanie TAK! Choćby dlatego, że po wakacjach wyjdzie trzeci tom, a bez drugiego będzie im trudno połapać się w akcji ;-)

29/05/2011
recenzja dotyczy produktu: Książka

Powieść równie wspaniała, jak pierwsza część. To lektura, która pozwala w sposób doskonały oderwać się od codziennego stresu, bieganiny, obowiązków i zanurzyć w inny świat.

29/11/2010
recenzja dotyczy produktu: Książka

Nie potrafię zdecydować, która część podobała mi się bardziej. Obie mają w sobie ten magiczny klimat. Którego tak brakuje książkom ostatnio..

17/11/2010
recenzja dotyczy produktu: Książka

Ciepła, ładna, nastrojowa. Dobre lekarstwo na jesienną pogodę. Zamiast złościć się że coraz wcześniej robi się ciemno - sięgamy po książkę i czujemy zapach świeżego ciasta. Miło? Miło :)

4/11/2010
recenzja dotyczy produktu: Książka

Najfajniejsze w tej powieści jest to że gdy się ją czyta dookoła aż pachnie świeżym ciastem. Może więc nie jest to książka dla osób przebywających na diecie? ;) Mnie ta książka niesamowicie wciągnęła w swój świat. Za co bardzo dziękuję autorce :)

jolunia559(at)wp.pl 2/11/2010
recenzja dotyczy produktu: Książka

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Kt z nas nie lubi książek,w których zapach słodyczy unosi się nad głową i miesza z cudowną treścią czytanej książki?Chyba nie ma takiej osoby.
Cukiernia pod Amorem jest taką własnie książką.Każda kartka tej powieści odkrywa nam tajemnicę z przeszłości.Każda opowieść pachnie wanilią i cynamonem jak ciasta i ciastezka wypiekane w słynnej gutowskiej cukierni.
Gdy Celina Hryć -właścicielka cukierni POd Amorem doznała udaru i nie mogła już pracować w swojej ukochanej cukierni,całe życie i historia jej rodziny zaczęły przesuwać się przed jej oczami.
Gdy na rynku zaś archeolodzy dokonali niezwykłego odkrycia zamieszkłe czasy i ludzie,którzy odeszli stanęli blisko niej.Wnuczka Iga postanowiła rozwikłć tajemnicę rodzinną.Tajemnicę ukrytą pod zwałami ziemi przez wiele lat i odkrytą przez przypadek.Czy jej się to uda?
Cukiernia pod Amorem to fascynująca saga .Historia rodzin związanych z Gutowem od wielu pokoleń fascynująca i tajemnicza..Nie odkłada się jej na pólkę po przeczytaniu jednej strony lecz czyta z zapartym tchem .To książka,która wciąga czytelnika na dobre.Uzależnia od siebie.Jest jak jak dobre ciasteczko im go się dalej gryzie tym wydaje się słodsze.

31/10/2010
recenzja dotyczy produktu: Książka

Ciepła, rodzinna, fajna saga. W dodatku o Polsce i Polakach. Więc samo dobro właściwie. Świetny język. I naprawdę wciągająca historia :)

Pokaż więcej
31/10/2010
recenzja dotyczy produktu: Książka

Myślę, że fanek pierwszej części nawet nie trzeba zachęcać do przeczytania drugiej. Wiem chociażby po sobie, ja z utęsknieniem wyczekiwałam aż się pojawi.

28/10/2010
recenzja dotyczy produktu: Książka

Trzeba lubić takie książki żeby polubić czytelnię. Nie każdego wciągnie. Nie każdemu się spodoba. Mi się podoba ale ja lubię długie opisy. Ja lubię sagi :)

26/10/2010
recenzja dotyczy produktu: Książka

Druga część jest tak samo wspaniała jak pierwsza. Wszystkie fanki "Cukierni pod amorem" mogą czytać bez obaw. Seria jest dowodem na to, że nasze rodzime pisarki też potrafią pisać wspaniałe kobiece powieści.Polecam i tym młodszymi jak i tym bardziej dorosłym czytelniczkom.

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Małgorzata Gutowska-Adamczyk - przeczytaj też

Zobacz również

We wspólnym rytmie

J. Moyes

książka

27,87 zł taniej -30%

Mitologia nordycka

N. Gaiman

książka

20,24 zł taniej -30%

Leśna polana Leśna trylogia, Tom 1

K. Michalak

książka

25,77 zł taniej -30%

Szpieg

P. Coelho

książka

25,77 zł taniej -30%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

7.96 zł

taniej -0%

Cukiernia Kolorowanki z historyjką

Seria kolorowanek z historyjką przeznaczona jest dla dzieci w wieku 4-6 lat. W książeczkach znajdują się teksty dotyczące wybranych tematów (dzień w cukierni, w warsztacie samochodowym itd.), piękne rysunki do kolorowania oraz zadania aktywnościowe. Naklejki dołączone do każdej książeczki można wykorzystać do rozwiązywania zadań, a także do kreatywnej...

książka

34.84 zł

taniej -30%

Cukiernia Pod Amorem. Cieślakowie

W drugim tomie bestsellerowej sagi Cukiernia Pod Amorem autorka przedstawia dalsze losy rodu Zajezierskich. Wraz z jedną z bohaterek wyrusza za ocean, znakomicie odmalowując życie polskich emigrantów na przełomie XIX i XX wieku. Na scenę wkracza również barwna rodzina Cieślaków. Poznamy półświatek złodziejaszków z warszawskiego Powiśla, a także artystyczne...

ebook

21.50 zł

taniej -20%

Cukiernia Pod Amorem. Cieślakowie - mp3

W drugim tomie bestsellerowej sagi Cukiernia Pod Amorem autorka przedstawia dalsze losy rodu Zajezierskich. Wraz z jedną z bohaterek wyrusza za ocean, znakomicie odmalowując życie polskich emigrantów na przełomie XIX i XX wieku. Na scenę wkracza również barwna rodzina Cieślaków. Poznamy półświatek złodziejaszków z warszawskiego Powiśla, a także artystyczne...

ebook

20.66 zł

taniej -20%

Cukiernia Pod Amorem Cieślakowie - mobi, epub

W drugim tomie bestsellerowej sagi Cukiernia Pod Amorem autorka przedstawia dalsze losy rodu Zajezierskich. Wraz z jedną z bohaterek wyrusza za ocean, znakomicie odmalowując życie polskich emigrantów na przełomie XIX i XX wieku. Na scenę wkracza również barwna rodzina Cieślaków. Poznamy półświatek złodziejaszków z warszawskiego Powiśla, a także artystyczne...

audiobook cd

28.64 zł

taniej -10%

Cukiernia Pod Amorem. Cieślakowie Książka audio...

W drugim tomie bestsellerowej sagi Cukiernia Pod Amorem autorka przedstawia dalsze losy rodu Zajezierskich. Wraz z jedną z bohaterek wyrusza za ocean, znakomicie odmalowując życie polskich emigrantów na przełomie XIX i XX wieku. Na scenę wkracza również barwna rodzina Cieślaków. Poznamy półświatek złodziejaszków z warszawskiego Powiśla, a także artystyczne...

gry / zabawki

51.76 zł

taniej -25%

Cukiernia

Firma Educa z Hiszpanii należy do światowej czołówki producentów puzzli. Elementy ściśle przylegają do siebie, powierzchnia po ułożeniu nie odbija światła a wykorzystany przy produkcji papier pochodzi z recyklingu.

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku
Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność ›
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: