zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Bajki robotów - Stanisław Lem

Bajki robotów (2012)

Stanisław Lem

cena: 25,42

Bajki na dobranoc - PRACA ZBIOROWA .

Bajki na dobranoc czerwona

PRACA ZBIOROWA .

cena: 5,51 4,69

Bajki babuni - PRACA ZBIOROWA .

Bajki babuni

PRACA ZBIOROWA .

cena: 24,93 21,19

Baby Looney Tunes - PRACA ZBIOROWA .

Baby Looney Tunes Baw się i koloruj. ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 7,86 6,68

Autor przychodzi wieczorem - PRACA ZBIOROWA .

Autor przychodzi wieczorem Antologia ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 36,21

Auta - PRACA ZBIOROWA .

Auta Moja bajeczka

PRACA ZBIOROWA .

cena: 4,50 3,83

Audrey - Suzanne Lander

Audrey Osobisty album Audrey Hepburn

Suzanne Lander

cena: 40,75

Atlas świata - PRACA ZBIOROWA .

Atlas świata Kartograficzna ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 226,84

Atlas Historyczny Polski - Henryk Rutkowski

Atlas Historyczny Polski Województwo ...

red. Henryk Rutkowski

cena: 114,38

Atlas anatomii - Johannes W. Rohen, Ghihiro Yokochi, Elke Lutjen-Drecoll

Atlas anatomii Fotograficzne studium ...

Johannes W. Rohen,

Ghihiro ...

cena: 271,40

Atlas anatomiczny - PRACA ZBIOROWA .

Atlas anatomiczny Porady lekarza ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 4,26

ARYTMIA - Anne Holt, Even Holt

ARYTMIA

Anne Holt,

Even Holt

cena: 38,13

BALTAZAR AUTOBIOGRAFIA przeczytaj fragment książki
BALTAZAR AUTOBIOGRAFIA

Jesień 1939 (ciąg dalszy)

Dopiero w porównaniu z Kamieniem dostrzegłem, jak nienormalna była nasza sytuacja w Borzęcinie, pomimo że obaj właściciele posesji nosili to samo nazwisko. Młodszy, Ludwik Kędzior, był bratankiem starego Jana Kędziora. Stary Kędzior był pod sześćdziesiątkę, a młody miał trzydzieści osiem lat. Stary Kędzior był znienawidzony przez okolicznych chłopów, a młody cieszył się ich sympatią. Stary Kędzior miał drugą żonę - potwora, a młody, oprócz tego, że posiadał harem przystojnych gospodyń, związał się z równie przystojną osobą, swoją rówieśniczką, inteligentną i wykształconą, która przebywała z nim stale, w jednym z dwu domów w jego posiadłości. Stary Kędzior był skąpcem, młody miał szeroki gest. Również stosunki międzyludzkie układały się odmiennie w obu posiadłościach. Stary Kędzior za jedyną towarzyszkę życia miał drugą żonę. Nie lubili go chłopi, którzy u niego pracowali. W domu młodego Kędziora było zupełnie inaczej. Ksiądz proboszcz, którego kościół znajdował się nieco powyżej ulicy, a plebania w pobliżu, co najmniej raz dziennie wpadał na pogaduszki. Spotykał tu oficera niemieckiego, artylerzystę, a w cywilu szachistę, po służbie pogrążonego w grze ze stryjem Ludwikiem. Niepisane prawo głosiło, że wszelkie dyskusje polityczne były zabronione i proboszcz, również szachista, zastępował stryja. Przychodzili też leśnicy. Stryj do czasów wojny miał w drugim domu dwie szafy wszelakiej broni myśliwskiej, którą zmuszony był oddać najeźdźcom, o czym wszyscy wiedzieli. Przed wojną polował w lasach hrabiego Tarnowskiego, zgodnie z umową dzierżawczą. Nie wiem, o czym ci leśnicy z nim rozmawiali, ponieważ za każdym razem gdy przychodzili, musiałem wyjść i bawić się na otwartym powietrzu. Przychodzili majstrowie od tartaku i młyna omawiać praktyczne problemy. Przychodzili nie-związani ze służbą znajomi, niekiedy aż z Rzeszowa, żeby pogadać. I wreszcie do domu nad stawem przychodziły różne dziewczyny.

Stryj Ludwik miał bowiem trzy domy, a właściwie to dwa i pół. Pierwszy dom niedaleko ulicy, opatrzony masywną bramą, pochodził z dziewiętnastego wieku. Pokryty był strzechą, siwym wapnem i miał niewielkie okiennice. Ale w środku był wygodny. Wielka, bez porównania większa niż w Borzęcinie i dobrze wyposażona kuchnia była ośrodkiem, w którym koncentrowało się życie domu. Tutaj przychodzili wszyscy, którzy mieli cokolwiek do załatwienia, i wielu z nich zasiadało do stołu, ponieważ stryj Ludwik był smakoszem i lubił towarzystwo.

[...]

Na granicy posiadłości znajdował się staw, a na półwyspie jeszcze jeden dom. Nieraz starałem się wejść do domu przez werandę, ale drzwi były zamknięte na klucz. Gdy zbliżyło się twarz do okna, można było dostrzec łóżko i strome schody wiodące na piętro. Na tym mogę zakończyć opis posiadłości stryja Ludwika.

[...]

Przypominam sobie, że odwiedziłem moją matkę w apartamencie stryja Ludwika, kiedy tam zamieszkała. To wrażenie było najsilniejsze, silniejsze niż wszystkie okoliczności, których nie brakowało. Ale najsilniej pamiętam moje rozpaczliwe, niewyznane pragnienie: "Wróć do mojego ojca". Reszta była nieważna. Z tego wynika, że podstawowym uczuciem dziecka w takiej sytuacji jest zachwiane poczucie bezpieczeństwa. Przynajmniej dziecka jedenastoletniego, bo takim dzieckiem byłem. I uczucie przegranej, ponieważ moja matka wtedy była szczęśliwa.

Natomiast nie pamiętam, co moja matka postanowiła. Być może nigdy tego nie wiedziałem, bo o takich rzeczach, może dla dziecka najważniejszych, wtedy się nie rozmawiało. Tego mogę się dzisiaj jedynie domyślać.

Wedle naszych dzisiejszych pojęć rozwód byłby najprostszy. Ale wtedy w Polsce, w czasach wojny, w tej sferze socjalnej, rozwód był niedopuszczalny. Oczywiście rozwód kościelny, a cywilny był jednoznaczny z kościelnym. W dodatku związki z kuzynostwem były uważane za skandal.

Separacja? Matka, tego jestem pewien, w jakiś sposób kochała swojego męża i nade wszystko swoje dzieci. Czy separacja w takich warunkach mogła być brana pod uwagę?

Jedno jest pewne. Moje błaganie, po części nieme, nie mogło być pominięte przez matkę, tak wrażliwą na każde uczucia, które jej okazywałem, nawet o tym nie wiedząc. Pozostaje więc pytanie dla mnie zasadnicze: czy to ja nie dopuściłem do rozwodu?

Mój ojciec wrócił do Krakowa na pocztę, moja matka i siostra towarzyszyły mu, a ja zostałem wysłany do Porąbki Uszewskiej. Moja matka do końca swojego niedługiego życia, gdyż pozostało jej zaledwie osiem lat, nie zobaczyła już stryja Ludwika.

[...]
Znów Borzęcin



[...]

Dziadek Kędzior wezwał do siebie mego ojca i długo z nim konferował, a mój ojciec wezwał mnie i we dwóch zaczęliśmy kopać grunt pod werandą. Kopaliśmy tak przez parę dni, aż zniknęliśmy pod ziemią, a ja zacząłem się domyślać, że urządzamy podziemny schron. Ten schron był przemyślany bardzo sprytnie. Widziany od podłogi, wyglądał niewinnie, to znaczy nie wyglądał jak schron, chociaż rzeczywiście nim był. Potem postawiłem wraz z ojcem dopasowane deski od wewnątrz tak, że z zewnątrz schron nabrał sympatycznego wyrazu. Ale na tym etapie dostałem polecenie, żeby udać się na przeciwległy koniec ogrodu, aby kopać regularny rów strzelecki. Wywiązując się z tego zadania, wykopałem świnię, zakopaną przed rokiem. Dostałem mdłości, spowodowanych wspomnieniami jednej z bezsennych nocy po odkryciu grobów w Katyniu w kwietniu 1943 roku. Nie byłem więc świadkiem tego, jak dziadek Kędzior po cichu zaniósł do schronu kupony na ubrania, chyba ze sto sztuk pasty Erdal i mnóstwo różności, mających jemu i jego drugiej żonie zapewnić dostatnie życie już po wojnie i na wieki.

O cudownych walorach schronu miałem się przekonać w miesiąc później. Pewnej nocy zastukał w okno Filek, zwany Masarzem, i oznajmił szeptem, że łapią, po czym zniknął w ciemnościach. Zebrana rodzina uchwaliła, że przechowam się w schronie, który dla nikogo nie był już tajemnicą. Na wpół ubrany, zszedłem do schronu i zamknęła się klapa nade mną. Tam aż do świtu podziwiałem sto sztuk pasty do butów Erdal. Ojciec natomiast zniknął razem z Filkiem. Miałem już lat czternaście i pół i byłem chudy, lecz rosły. Niemieccy żandarmi łatwo mogli mnie wziąć za dorosłego. Wieść o tym, że łapią, znaczyła, że łapią Niemcy, a dopiero potem, że Ukraińcy albo ruskie bandy, złożone ze zbiegłych jeńców, czy rodzimi, polscy rabusie. Rano okazało się, że nie łapie nikt, choć zdarzyć się mogło, że ktoś łapać mógł.

Mimo to ta noc w piwnicy napędziła mi wielkiego stracha. Uczyniłem śluby, teraz widzę, że naiwne. "Już nigdy przenigdy nie miałem zrobić tego i owego, jeżeli tylko opatrzność pozwoli mi bezpiecznie doczekać do rana". Potem o wszystkim zapomniałem.

BALTAZAR AUTOBIOGRAFIA

Wydawnictwo: Noir Sur Blanc

Oprawa: twarda w obwolucie

Ilość stron: 250

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 

 

Nasza cena: 28,84

Cena detaliczna: 33,93

U nas taniej o 15%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Autobiografia nawiązuje do Dziennika powrotu Z 1996 roku. Tym razem Sławomir Mrożek opowiada o tym, co wydarzyło się w jego życiu do 2005 roku. Pierwsza, bardzo krótka część książki dotyczy Meksyku i lat 1990-1996. Druga część opisuje życie autora od dzieciństwa aż do wyjazdu do Włoch w 1963 roku. Trzecia dotyczy lat spędzone we Włoszech. Z Autobiografii czytelnik dowie się między innymi o pierwszych dniach Sławomira Mrożka w szkole, o jego przedwojennej fascynacji Wojskiem Polskim, o tym, dlaczego cierpi na nieprzystosowanie ogólne i o zaskoczeniu popularnością po powrocie do kraju. Wspomnieniom towarzyszy niepowtarzalne poczucie humoru. Jest to także świadectwo zwycięstwa literatury nad chorobą - podczas pracy nad książką autor musiał pokonać skutki udaru mózgu. Jednym z nich była afazja, czyli utrata umiejętności posługiwania się językiem, zarówno w mowie, jak i piśmie.

Emigracja Sławomira Mrożka trwała trzydzieści trzy lata. Po długim pobycie we Francji i Berlinie Zachodnim w 1989 roku pisarz wraz z żoną osiedlił się w Meksyku. Wkrótce potem miał miejsce początek kontaktów z Noir sur Blanc; zaowocowały one francuskim wydaniem jego Dzieł zebranych oraz kilkoma osobnymi wydaniami. Uczyniły one twórczość Mrożka dostępną w wielkich sieciach dystrybucji, a tym samym bardzo ją spopularyzowały wśród rzesz czytelników świata frankofońskiego.

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria okolicznościowa: nagrody literackie, Nike, Nike 2007, nominacje
Kategoria: biografie i wspomnienia, biografie

Wydawnictwo: Noir Sur Blanc
Oprawa: twarda w obwolucie
Wymiary: 125x175
Ilość stron: 250
ISBN: 83-7392-138-9
EAN: 9788373921382
Wprowadzono: 20.02.2006

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję
Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

Zobacz również

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.