rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Zapisz się na cotygodniowy newsletter

Czerwony kapitan Książka audio MP3
ocena: 4, głosów: 3
 
powiększenie

Fragmenty

przeczytaj fragment audiobooka
Czerwony kapitan Książka audio MP3

Czerwiec 1992
Mężczyźni pocili się, choć byli rozebrani do połowy. Kopali już od świtu. Wstali wcześniej, by zdążyć przed nieznośnym upałem, zapowiedzianym przez meteorologów nie tylko na dziś, ale na cały tydzień. Niewiele im to dało. Już o siódmej byli spoceni, a teraz, przed obiadem, spływali potem niczym w saunie. Mordęga.
— Podaj łopatę!
Wyższy z mężczyzn, usadowiony na czubku pryzmy, leniwie sięg­nął i dał koledze łopatę. Rozsiadł się z rozkoszą, bo świeżo wykopana ziemia przyjemnie chłodziła mu tyłek. Drugiemu wystawały z jamy tylko ramiona i głowa. Odrzucił kilof i wyciągnął rękę po łopatę.
— O rany, ale głęboko.
— Dobra robota, zgodnie z normą… metr osiemdziesiąt, bydlaki — mruknął i się napił.
— Dawaj i mnie — mruknął mężczyzna z wykopu.
Siedzący na pryzmie znów leniwie się schylił i podał koledze pla­stikową butelkę z wodą.
— Brr! — prychnął tamten radośnie. Resztę wylał na twarz i włosy, ostrzyżone na jeża.
— Ruszaj się! Za godzinę zacznie tu prażyć i fajrant z tym leżakiem…
— Piękny leżak. Chodź, przekonaj się.
Mężczyzna na pryzmie niespiesznie spojrzał na zegarek.
— Jeszcze siedem minut, potem się zmienimy. No ruszaj się i ciesz, że mamy tu cień!
Na żwirowanej ścieżce zaszurgotały koła półciężarówki. Szofer wyczyniał harce, wziął zakręt tak ostro, że z otwartego okna wy­rzuciło mu ramię i głowę. Gdyby nie trzymał kierownicy, wyleciałby w pędzie. Dwaj młodzieńcy na pace pokrzykiwali z uciechy.
— Gazu, baranie, sto dziesięć na prostej! — zagrzewali kierowcę, ale on tylko się uśmiechał i cieszył na koniec tej jazdy.
Wdepnął hamulec tuż przy kopidołach. Chłopcy na pace nakryli się nogami.
— Debil — mamrotali, zeskakując na ziemię.
— Kazaliście mi dodać gazu, no nie? — rechotał kierowca.
— Dodać! Nie hamować! — Mieli ochotę wywlec go z szoferki i przemodelować mu facjatę.
Mężczyzna na pryzmie pokręcił głową.
— Jak małe dzieci… I przestańcie się wydzierać! Ludzie patrzą, znowu ktoś się poskarży i majster da nam popalić.
Ucichli, uspokoili się. Kierowca wyszedł dopiero teraz, ale i tak oberwał na wszelki wypadek profilaktycznego kuksańca pod żebro.
— No już, przestańcie.
Obstąpili wykop i gapili się z politowaniem na wyrobnika w dole.
— Co z wami? My jesteśmy gotowi — oznajmił kierowca i wyjął papierosy.
— Zaraz będzie, gdzieś tu już musi być — dobiegł z dołu ochrypły głos i kolejna porcja świeżej ziemi sięgnęła pryzmy. Kilka grudek stoczyło się z powrotem.
— Rzucaj obok, wszystko ci spada z powrotem! — poradził kie­rowca i zapalił.
— Mądrala. — I kolejna bryła wylądowała w tym samym miejscu. Grudki znów się potoczyły.
— Jeszcze przedpołudnie, a gorąco do zdechu. Jak się nie pospie­szycie, to za chwilę macie tu słońce, a potem… — mędrkował dalej kierowca i palił.
Z wykopu dało się słyszeć chrobotanie metalu o drewno.
— Wreszcie! — rozpromienił się kopacz. To mu dodało energii. Pracował krótkimi, szarpanymi ruchami. Ziemia fruwała, jakby borsuk kopał norę.
— Kilof! — zakomenderował i wyrzucił z dołu łopatę.
Kolega na pryzmie też ożył, wstał i żwawo podał narzędzie. Cieszył się, że zdążyli przed obiadem. Wczoraj nie mieli tyle szczęścia, słoń-ce już wyszło zza wysokościowca, mało nie zdechli. Jedyne dobre, że już o drugiej siedzieli przy piwie, inaczej człowiek musiałby dzisiaj iść na chorobowe!
— Łopatę! — dobiegło z jamy.
Kopacz odsłonił wieko i okopywał boki.
— Łom i uchwyty! I złaź, potrzebuję pomocy!
Odsunęli ziemię z boków i przeciągnęli taśmę. Chłopcy pomogli im wygramolić się na górę.
— Na trzy! Raz… dwa… trzy…
Ciągnęli wszyscy czterej, kierowca palił. Nie płacili mu za brudną robotę, jego utrzymywało prawo jazdy kategorii C. Najwyraźniej był z tego dumny.
— Heeej, siup! Jeszcze raz. Jano! Jesteś wyżej, nie tak szybko, zwol­nij, heeej siup!
Gdy tylko wyciągnęli trumnę, padli na trawę i głośno sapali.
— Bydlę! Waży chyba z tonę.
— Zamiast schudnąć, chyba tam jeszcze przytył.
— Drugi raz go wnerwiamy, niech sobie sam wyłazi.
Chichotali i przypalali jeden od drugiego wymiętoszone papierosy. Kierowca krążył dokoła drewnianego grzmota i odlepiał grudy gliny z wilgotnego lakieru.
— Znowu mi zaświni całą pakę — złościł się. — Kto to ma wiecznie myć?
Mężczyźni uśmiechali się półgębkiem. Skończyli palić, otrzepali tyłki.
— No, ruszać się. Wrzucamy ją na wóz i na dzisiaj fajrant.
Każdy z nich schylił się nad jednym rogiem. Nagle, jak na komendę, wyprostowali się. Młodzi byli w gorszej sytuacji, musieli iść tyłem. Jeden koniec oparli o pakę i żwawo wskoczyli. Chwycili trumnę, ale popełnili błąd. Dźwignęli za szybko. Nagle cały ciężar zwalił się na tych dwóch niżej, śliska trumna wysunęła się im z rąk. Ledwie odsko­czyli. Ci wyżej nawet nie próbowali zapobiec nieszczęściu, tylko się gapili. Trumna wyrżnęła całym ciężarem w marmurowy krawężnik i wieko otwarło się z chrzęstem.
Najpierw wypadła ręka.
Trochę zaschniętych mięśni i kawałek skóry jeszcze zostały na nadgarstku. Palce, nagie do kości, rozsypały się po trawie. Potem wyleciały obie nogi, omotane resztkami spodni. Same kości. Klatka piersiowa w zetlałej marynarce zaklinowała się w szparze.
— O rany! — jęknął kierowca, rozglądając się przerażony.
Mieli szczęście. Babcia z sąsiedniego grobu poszła po wodę, wyma­chując w rytm kroków blaszaną konewką. Dwie inne były niedaleko, ale półciężarówka zasłaniała im widok.
— Skurwiele, to wasza wina.
— Nasza? To wyście na dole jej nie utrzymali!
— My?!
Jedynie kierowca zachował spokój. Nie na darmo miał prawo jazdy kategorii C.
— Przestańcie! Odbiło wam? Róbcie jeszcze większy harmider! Cieszcie się, że nie ma tu majstra. Raz dwa wyzbierajcie go i zała­dujcie. Jano! W rogu na pace są dwie pary rękawic, dawaj je tu!
Odłożyli wieko i wepchnęli korpus do środka. Jeden podał nogi, ledwo się trzymały, ale ręka całkiem się rozleciała.
— Dawaj ten palec, tam leży koło twojego buta, a obok drugi.
Wrzucili z powrotem, co pozbierali, i chcieli zamknąć trumnę.
— Mam gwoździe, potem zabijemy. Szybko ładujmy i spływamy — rzucił kierowca i sam chwycił za jeden róg.
Mężczyźni chętnie pomogli. Ale kierowca stropił się, gdy zasuwali wieko.
— Moment! Coś mi tu nie pasuje… — I wbił wzrok w trumnę. — Rany boskie! A gdzie głowa?!
Wszyscy rozglądali się bezradnie.
— A nie mógł rzucić się bez głowy w objęcia śmierci? — spróbował któryś.
— Ale dowcip! — zezłościł się kierowca, trąc policzek. — Jak wy­leciała, to musiała się potoczyć… Tam, w te krzaki! Młokosy, szukać tam!
Padli na kolana i przeczesywali gęste listowie.
— Jest! — zawołał triumfalnie młody.
— Nie drzyj się! O rany, co za baran! Dawaj ją tu, póki nikogo nie ma!
Chłopak wstał i uniósł ręce.
— Fuj!
Niósł ją jak najdalej od siebie niczym tort urodzinowy. Położył ostrożnie obok zbutwiałego kołnierza, ale przekręciła się i odsłoniła gołe ciemię.
— Ma jakiś pieprzyk czy co to jest? Tu, na górze. Widzicie? — dziwił się znalazca.
— Pieprzyki są na skórze, a to jest goła czaszka. Na kości pieprzy­ków nie znajdziesz! — oponował drugi pomocnik.
— Mądry! Pan doktor! Ile semestrów medycyny zaliczyłeś?
Stali nad półotwartą trumną i medytowali. Przytyk do wyższe­go wykształcenia ożywił również kierowcę. Czuł się w obowiązku przyjść z pomocą.
— Poczekajcie! Nie zamykajcie jeszcze, niech popatrzę. — Kucnął i fachowym okiem oglądał ciemię czaszki.
— Jano, podaj rękawice.
Ostrożnie wetknął palce w otwory po oczach i podniósł. Rozejrzał się wystraszony, ale kiedy stwierdził, że cmentarne babcie nadal nie zwracają na nich uwagi, przyjrzał się pieprzykowi.
— To… nie pieprzyk, to jest…
Ostrożnie obrócił czaszkę, zamknął jedno oko i przez otwór po pierwszym kręgu szyjnym badał wnętrze.
— Rany boskie święte, ożeż kurwa, chłopy.
— No? — niecierpliwił się młody.
— To jest… gwóźdź!
— Coś takiego! Pokaż!
Czaszka przechodziła z rąk do rąk, szybko brali jeden od drugiego rękawice. Każdy chciał na własne oczy obejrzeć niezwykłe znale-zisko.
— Rany boskie, główka gwoździa, a… cały gwóźdź w głowie. Co robimy? — rzeczowo zapytał młody.
— Noo… — Kierowca nie wiedział, ale czuł podświadomie, że coś powinni zdecydować.
Spocony kopacz nie miał wątpliwości. Wytarł się brudnym pod­koszulkiem, przez ramię przerzucił drelichową bluzę. Zmęczony pochylił się i zbierał narzędzia z ziemi.
— Nic! Przynajmniej ja nic! Wrzućcie ją z powrotem i szybko wy­wieźcie. Jutro ich wszystkich przysypiemy i wreszcie będziemy mieć to z głowy!
— Ale ten gwóźdź? — wahał się kierowca. — Może to trzeba zgłosić?
— Komu?! I co?! Że gwóźdź znalazłeś? Kupię ci drugi, tylko się nie grzeb i wrzuć go z powrotem do trumny!
— Ale to może być coś poważnego! Trzeba by kogoś zawiadomić.
— Kogo? Majstra? Żeby nas obsobaczył, że trumna spadła? Jeszcze nam poleci po premii!
— Nie, majstra nie, ale… to naprawdę może być coś poważnego!
— Co takiego?!
— A choćby… morderstwo!
Jeden z młodych jęknął.
— No! Stare morderstwo! Całkiem normalnie to może być stare morderstwo, mówię wam! — nie ustępował kierowca.
— Aleś ty mądry! Wykapany Szanio Holmes.
— Szerlok! Ale naprawdę powinniśmy kogoś wezwać, tak myślę. Chyba… policję…
— Ty debilu! Psów, no pewnie! Do dziś tam leżał, nikomu nie przeszkadzał, a my od razu będziemy wołać psów! A zresztą oni automatycznie podejrzewają każdego, a najprędzej tych, którzy coś zgłaszają! Mnie w to nie wrabiajcie, swoje przeszedłem, zupełnie mi wystarczyło ostatnie osiemnaście miesięcy! Spadam!
— Poczekaj! Ale co z tym?
Nikt się nie ruszył. Nie mieli pojęcia.
— A co jak powiedzą, że to myśmy go zabili? — nieśmiało spytał młody.
— Psy nie tacy pieprznięci jak ty! — kierowca nie dawał za wygraną. Złościło go, że dokonał nadzwyczajnego odkrycia, a ci zawistnicy chcą mu wszystko zepsuć. — Gwóźdź jest zardzewiały, nawet debil pojmie, że od dawna tam siedzi.
— Psy też? — nie ustępował kopacz.
— No… — kierowca się zawahał. Nie miał aż takich doświadczeń jak tamten.
— A widzisz! Ostatnio mi jeden wmawiał, że ukradłem rower za osiem koła i że go bezprawnie używałem. Kosztowało mnie to półto­ra roku! Mogłem zeznawać do protokołu, co chciałem, a ten cięgiem swoje! Nie zdążyłem pierdnąć, a już tam byłem! Za niewinność!
— Znaczy się… nawet nie siedziałeś na tym rowerze, a oni cię zwi­nęli?
— Pewnie, że nie siedziałem! — odpowiedział, widząc ich zasko­czone miny. — Podgrandziłem go… — wymamrotał pod nosem i zbierał się do odejścia.
Ledwie zrobił trzy kroki, gdy zza półciężarówki wychynął majster. Byli tak pochłonięci rozmową, że nie zauważyli, kiedy nadszedł.
— No i jak, jajcarze, długo na was będę czekać? Święty Piotr ich zagrzebie czy sami się zakopią?! O Jezu Chryste! — Osłupiał, widząc, co kierowca trzyma w rękach. — Wyście ją otworzyli? A po co?
— Szczękał zębami. Jano chciał mu dać koc — mamrotał kopacz i już wiedział, że będzie źle.
— To jest czyn karalny! To zabronione! A widział was kto? — Maj­ster rozglądał się wystraszony.
— Nie.
— A czemuście ją…
— Wypadła nam i sama się otworzyła.
— Aha! Zręczność małpy, siła słonia, co?! No to fru ją na wóz i prze­wieźć! Mam tam jeszcze jakieś gwoździe, zabijemy ją i zakopiemy.
— Panie majster! Ale… tu jest gwóźdź…
— To dobrze! Ja tam mam ze cztery albo pięć, wystarczy.
— Ale ten siedzi w głowie!
— Czyjej?
— W tej! — Kierowca wyciągnął do niego rękę z czaszką.
— Dlaczego?
Zamurował ich tak podstępnym pytaniem. Jedyny, który był zdolny jako tako sprostać majstrowi, był kierowca.
— No aż tak daleko w śledztwie tośmy się nie posunęli — dukał, a reszta tylko wybałuszała oczy. Bali się o premie i robili w portki ze strachu, że jeśli jeszcze bardziej spieprzą sytuację, dostaną po uszach.
— Pokaż.
Majster nie włożył rękawic, tylko złapał kierowcę za nadgarstek i obracał nim na wszystkie strony.
— O rany! Fakt! Gwóźdź!
— Co robimy?
Teraz dla odmiany kierowca przegadał majstra. Ten zbierał myśli, drapiąc się po głowie.
— No, chłopaki, nie wiem, nie wiem. Ja na wszelki wypadek za­dzwonię do kryminalnej.
Kopacz odszedł szybkim krokiem.

przeczytaj fragment audiobooka

Czerwony kapitan Książka audio MP3

audiobook cd

Lektor: Maciej Stuhr

Wydawnictwo: Media Rodzina

Oprawa: pudełko

ISBN: 978-83-8008-260-1

Wysyłamy w: 24h - 48h

Nasza cena: 26,11

Cena detaliczna: 34,81

U nas taniej o 25%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka
Powrót
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (0)

  • Inne wydania

Czerwony kapitan Książka audio MP3 - opis produktu:

Akcja `Czerwonego Kapitana` dzieje się w 1992 r., tuż po transformacji ustrojowej. Komisarz Krauz (`bardzo młody, bezczelny, szybki i niedoświadczony, ale perspektywiczny`) prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa popełnionego kilka lat wcześniej przez służby bezpieczeństwa. Trop prowadzi przez służby kościelne i tajne organizacje StB i sięga... głębokiego średniowiecza. Komisarzowi Krauzowi przyda się znajomość łaciny, nie tylko tej ulicznej...

Na podstawie powieści na ekranach kin w 2016 roku gościł słowacko-czesko-polski film. W główną rolę detektywa Krauza wcielił się Maciej Stuhr, który jest jednocześnie autorem interpretacji audio. Aktor znakomicie oddał klimat komisariatu czesko-słowackiego pogranicza z początku lat dziewięćdziesiątych.

Czerwony kapitan Książka audio MP3 - szczegółowe informacje:

Dział: Książki audio na cd

Kategoria: sensacja, kryminał

Wydawnictwo: Media Rodzina
Oprawa:pudełko
Wymiary:140x120
ISBN:978-83-8008-260-1
Lektor: Maciej Stuhr
Wprowadzono: 18.08.2016
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Czerwony kapitan Książka audio MP3 - recenzje klientów


Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

Audiobookowe bestsellery z tych samych kategorii

Początek Książka audio MP3 Tom 5

D. Brown

audiobook cd

26,14 zł taniej -27%

Pragnienie Książka audio MP3

J. Nesbo

audiobook cd

32,64 zł taniej -18%

Lampiony Książka audio MP3

K. Bonda

audiobook cd

29,75 zł taniej -29%

Syn Książka audio MP3

J. Nesbo

audiobook cd

27,50 zł taniej -21%

Zobacz również

Zaginiony rozkaz Książka audio MP3

S. Berry

audiobook cd

26,86 zł taniej -25%

Ragdoll Książka audio MP3

D. Cole

audiobook cd

26,50 zł taniej -26%

Krüger. Lis Książka audio MP3 Tom 4

M. Ciszewski

audiobook cd

22,06 zł taniej -26%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

16.45 zł

taniej -25%

Czerwony Kapturek

- Babciu, dlaczego masz takie wielkie uszy? - zdziwiła się dziewczynka, podchodząc do łóżka. - Żeby cię lepiej słyszeć - odrzekł wilk. - Babciu, a dlaczego masz takie wielkie oczy? - Żeby cię lepiej widzieć, kochanie - odparł wilk. - I ręce też masz bardzo duże... - Dziewczynka nie przestawała się dziwić, a w końcu zapytała: - Och, babciu, a...

książka

46.68 zł

taniej -15%

Czerwony monter Mieczysław Berman grafik, który...

Pierwsza książka poświęcona w całości jednemu z najważniejszych projektantów graficznych w Polsce. Mieczysław Berman, który w latach 20. i 30. był związany z ruchem komunistycznym i współpracował z opozycyjnymi lewicowymi wydawnictwami, po wojnie stał się jednym z głównych propagandystów pracujących na rzecz komunistycznej władzy. Jego życiowe i polityczne...

książka

4.79 zł

taniej -0%

Czerwony Kapturek Czas na bajkę

Jeśli chcesz poznać historię rezolutnej dziewczynki, która pewnego dnia wybrała się do chorej babci, sięgnij po tę adaptację klasycznej baśni. Ta seria z bajecznie kolorowymi ilustracjami zachwyci młodych czytelników. Napisane prostym językiem opowiastki, będące adaptacjami klasycznych baśni, świetnie nadają się do wspólnego czytania z dzieckiem.

książka

7.86 zł

taniej -0%

Czerwony kapturek Czytam sam. Książka z naklejkami

Bajki przygotowane specjalnie do samodzielnego czytania. Piękne ilustracje zachwyca wszystkie dzieci, a krótkie, proste zdania pomogą im nabrać zaufania do własnych umiejętności, tak aby każdy początkujący czytelnik mógł na koniec powiedzieć z dumą: "Czytam sam!"

książka

7.86 zł

taniej -0%

Czerwony kapturek Czytam sam. Książka z naklejkami

Bajki przygotowane specjalnie do samodzielnego czytania. Piękne ilustracje zachwycą wszystkie dzieci, a krótkie, proste zdania pomogą im nabrać zaufania do własnych umiejętności, tak aby każdy początkujący czytelnik mógł na koniec powiedzieć z dumą: `Czytam sam!` W każdej książce znalazły się dodatkowo naklejki, które dzieci mogą przykleić, gdzie tylko...

film

26.84 zł

taniej -15%

Czerwony żółw

Znajdujesz się na bezludnej wyspie. Wokół ani śladu człowieka, żadnego zgiełku, tylko morze i plaża. Wiatr jest świeży, zamiast smogu morska bryza. Od cywilizacji dzieli cię bezkresny ocean. Co robisz? Delektujesz się swobodą czy budujesz tratwę? Gdzie jesteś? W więzieniu czy w raju?...

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku
10.00
Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność ›
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: