Przede wszystkim, po raz kolejny, przekonałam się, że autor, o ile nie jest aktorem, nie powinien czytać swojej książki. Dlaczego? Ponieważ sepleni, źle akcentuje słowa oraz kaleczy język rosyjski, używając nieistniejących słów. To główne zarzuty, ale wystarczą, aby skutecznie zniechęcić do słuchania audiobooka. Niestety, nie widziałam wydania papierowego, lecz jeżeli jest wzbogacone fotografiami, to będzie to ogromną zaletą. No dobrze, formę opisałam, czas na treść. Na tym polu również nie jest wspaniale. Na plus należy autorowi zaliczyć, że przybliża nam historię odwiedzanych krain oraz iż prostuje nasze telewizyjne opinie o ludziach Wschodu. To nie są krwiożerczy terroryści, lecz sympatyczni, a przede wszystkim gościnni ludzie, którzy przejmują się losem podróżujących przez ich ojczyste ziemie rowerzystów. Minusem jest powtarzalność przygód i zdarzeń. Ponieważ autor nie zna języka arabskiego a po rosyjsku komunikuje się słabo, to by porozumieć się z autochtonami korzysta z mowy ciała. Niestety, dużo w ten sposób powiedzieć się nie da, a przede wszystkim trudno poznać poglądy i opinie spotykanych ludzi. Dlatego jak mantra czytamy, a w przypadku audiobooka słyszymy, że tubylcy byli mili, sympatyczni, troskliwi, poczęstowali podróżnych posiłkiem i dużo się do siebie uśmiechali. I to już wszystko. Rzadko trafia się osoba władająca angielskim, więc nie często mamy możliwość dowiedzieć się, co tak naprawdę czują i czym się martwią spotykani ludzie. Książka do przeczytania, ale na pewno nie jako lektura obowiązkowa.