rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Po śniadaniu - mobi, epub

ocena: 5, głosów: 1
 

Fragmenty

przeczytaj fragment e-książki
Po śniadaniu - mobi, epub

MÓJ IWASZKIEWICZ

Jarosław Iwaszkiewicz? Nie znałem go osobiście, nie poznałem nikogo z jego przyjaciół, nie widziałem go nigdy na żywo, ale sądząc po fotografiach, przypominał mi mastodonta.
Nie chodzi o to, że duży, a w późniejszych latach zwalisty, lecz że zamierzchły.
Nawet urodziwy, ale na swój sposób.
Z tą swoją kamienną, mocną, zachwianą w proporcjach twarzą, nie przypominał delikatnego, introwertycznego poety, eseisty, prozaika tak bardzo niepogodzonego z nadaremnością życia.
Pisarze bywali i bywają równi. Wiotcy i neurotyczni jak Kafka, bezcieleśni jak Leśmian, niczym Tuwim spleceni z samych nerwów, plebejsko przystojni jak Hłasko, chamsko przystojni jak Brycht, filmowo przystojni jak Llosa, niczym Gogol szpetni i jeszcze szpetniejsi jak Sartre.
Rozsmakowani w swojej męskości jak Hemingway i zakłopotani nią jak Malraux.
Poza ciżbą pisarzy fizycznie nijakich, wśród których nie brakuje mistrzów, wymienieni powyżej i cała reszta niewymienionych korelowała swoją twórczość ze zdrowiem i powierzchownością.
Jakże mogłoby być inaczej. Nic tak nas nie określa, żaden cel, idea, religia, mamona, szatan, Bóg i co tam jeszcze, jak ciało, to nielojalne w istocie, przemijające gówno.
Zawsze twierdziłem, że Hemingway nie byłby tak charyzmatyczny, gdyby miał powierzchowność Woody Allena, co nie znaczy, że pisałby gorzej.
Inną powieścią byłby Proces, gdyby Franz Kafka był niski i krępy, „Rozmowa w katedrze”, o czym innym, gdyby Llosa nie był efektowniejszą wersją Rocka Hudsona, Leśmian w życiu nie napisałby „Łąki”, gdyby mu dołożyć trzydzieści centymetrów wzrostu.
Wspominam oczywistości, rzadko jednak brane pod uwagę.
Oglądamy pisarzy na portretach, fotografiach, w kinie, telewizji lub na żywo i mało który jest w stanie nas wykiwać.
Iwaszkiewiczowi się to udało. Wyróżniał się wśród innych pisarzy pogaństwem [choć pamiętam, że był autorem przepięknego eseju o św. Teresie z Avila] i czułością.
Cenię w literaturze czułość, tak jak nie cenię sentymentalizmu, taniego miłosierdzia, kpiny, przesadnego sarkazmu, zbyt głębokiej głębi, która czyni literaturę nie do zniesienia.
Mam wrażenie, że czułość mylona jest często z ciepłem. Powiada się, że jakaś historia, postać, relacja lub nastrój są ciepłe, traktując to jako zaletę.
Nie znoszę ciepła, gdyż zawsze jest oszustwem, pobożnym życzeniem, ślepą i głuchą imaginacją.
Czułość jest zaprzeczeniem ciepła, bo w czułości nie ma nic optymistycznego i w istocie zdrowego. Element niepewności, smutku i bezsilności wobec bezprawia istnienia jest rdzeniem, samą naturą czułości.
Nie trzeba pisać bezsilna czułość. Ona jest bezsilna i bez tego przymiotnika.
Jest takie opowiadanie z lat trzydziestych pt. Dzień listopadowy, w którym młody człowiek, naturalnie potencjalny gruźlik, jak to u Iwaszkiewicza, gości w swojej leśniczówce matkę z wielkiego świata i przez kilka lub kilkanaście godzin swego pobytu matka próbuje porozumieć się z dorosłym, wrażliwym, inteligentnym i odpowiedzialnym synem.
Nadaremno.
Ona jest egoistką zajętą własnym życiem, ale przecież nie potworem, ma dużo dobrej woli i wbrew wszelkim pozorom jest skłonna abdykować ze swojej niezależności na rzecz syna, przynajmniej na czas wizyty. Nie sposób tego nie docenić.
On nie stoi za niewidzialną kurtyną, nieprzekraczalną ścianą, zakuty w swojej osobności, odwrotnie, ma się wrażenie, że po ludzku na matkę otwarty, a jednak dzieli ich przepaść. Nie pusta wszakże, jak to z przepaściami bywa, lecz po krawędzie wypełniona czułością, przez którą jednak mówi nam pisarz, nie załatwiamy nic, ani ze sobą, ani z innymi, ale która, jeżeli prawdziwa, wynosi nas ponad ludzką miarę.
Kierkegaardowska bojaźń i drżenie są ważniejszym doświadczeniem, czy to się nam podoba, czy nie, od pokrzepiającego porozumienia.
O „Pannach z Wilka”, moim zdaniem, najlepszym opowiadaniu w historii literatury światowej, nie wspomnę, bo zrobiono to już dziesiątki razy na wszelkie możliwe sposoby, ale kilka zdań na temat niewiele gorszej „Brzeziny”.
To historia najczulsza z czułych, więc okrutna. Można by rzec - tak okrutna jak życie. Życie tak okrutne jednak nie jest, bo okrucieństwo życia wraz z jego trwaniem rozłazi się na wszystkie strony, wzmaga się i zanika, wyostrza i tępieje, zwodzi nas, przepoczwarzając się przelotnie w przyjemności. Okrucieństwo „Brzeziny” natomiast grane jest wprawdzie moderato, lecz w jedną stronę. Krok po kroku, takt po takcie ku otchłani. Nie ku jakiemuś tam końcowi, lecz ku otchłani, bo im bardziej bohater umiera, tym bardziej cała reszta rozkwita, jakby drugie żywiło się pierwszym.
A gdzież tu najczulsza czułość? W bezsilności, z jaką przypatrujemy się tej
apokaliptycznej wręcz tragedii z jednej strony i banałowi życia z drugiej.
Ktoś odchodzi, ktoś inny jeździ konno, polewa się wodą, je, pije, pieprzy się, a wokół tyle bezużytecznego piękna.
Umarli do grobu, żywi do stołu, jak powtarzał Goya. W zasadzie wszystko w porządku, takie jest istnienie.
W wielu mniej lub bardziej wiarygodnych relacjach o Iwaszkiewiczu wspominano jego ciche i mądre pogodzenie się z życiem, olimpijski spokój wobec jego wyroków. Nie mam podstaw, by w to wątpić, ale z utworów mi najbliższych to nie wynika.
Iwaszkiewicz nie mówi, że wszystko w porządku. On mówi, że przemijanie ludzi, zwierząt, drzew, nawet rzeczy jest cholernie nie w porządku i wprawdzie nie dostrzegam w jego twórczości buntu, bo to nie ta natura, to słyszę w niej pogańską niezgodę, z którą solidaryzuję się jak z mało czym.
Więcej jej w opowiadaniach i niedocenianych wierszach, mniej w powieściach, np. „Czerwonych tarczach”.
To nie tyle rzecz o Henryku Sandomierskim, ile o średniowieczu. Uwodzicielskim średniowieczu, które bywa mądre, jasne, baśniowe, w którym najbardziej fantastyczne ludzkie projekty jak np. wojny krzyżowe się urzeczywistniają, ponieważ ludzie nie wiedzą jeszcze, że są rzeczy niemożliwe.
To nie jest epoka, jakiej nas nauczono, mroczna, wilgotna, zimna, wynaturzona fizycznie, intelektualnie, moralnie, wypełniona jak worek wszelkimi ludzkimi upadkami. To czas ujmującego Henryka Sandomierskiego, wspaniałego Saladyna, podróży w otwartym świecie, niespotykanych awantur, wielkiej matematyki na Wschodzie i największej filozofii na Zachodzie.
A do tego przedstawiona tak, że nie sposób się od niej oderwać.
Dwóch miałem literackich królów mojej młodości, Jarosława Iwaszkiewicza i Ernesta Hemingwaya. Hemingway abdykował.
Nie zaglądam już do niego, z dekady na dekadę traci jako pisarz i nie zyskuje jako człowiek, mężczyzna, legenda.
Przejeżdżam potok w Abruzzach i niewiele mnie obchodzi, że Hemingway zasadzał się w nim na pstrągi. Siedzę w hotelowym barze na południu Francji, barman opowiada, że bywał tu Hemingway, pokazuje róg hallu, w którym pisarz dołożył Errolowi Flynnowi, proszę go, by opowiedział coś ciekawszego.
Dwadzieścia lat temu znajomi zawieźli nas nocą na Saint Denis w Paryżu, pokazali dziewczęta, niektóre zjawiskowo piękne, przypomnieli, że są tu takie, które obsługiwały Ernesta. Podziwiam ich długowieczność, ale nic więcej.
Wreszcie widziałem rzekę, za którą pisarz odszedł w cień drzew, i przysięgam, że nie był to Styks.
Za każdym jarem na Podolu natomiast stoi Jarosław Iwaszkiewicz, jak nie z takiej sobie „Sławy i chwały”, to ze wzruszającej „Książki moich wspomnień”.
Przed oczyma stoi mi dwumiesięczna wyprawa młodego poety „dalekim wachlarzem” po polskiej, ziemiańskiej Ukrainie, po dworach, dworkach, pałacach, folwarkach i latyfundiach Podhorskich, Rzewuskich, Swieykowskich, Tyszkiewiczów, z wiatrami przynoszącymi zapach Morza Czarnego. Było upalne, jak to na Kresach, lato 1912 lub 1913 roku, więc kończył się wiek XIX. Iwaszkiewicz długi i jeszcze wtedy chudy, spalony na brąz, przesiadał się z powozu do linijki, z linijki w bałagułę, z bałaguły w siodło, zapamiętując ostatnie pejzaże Wielkiej Rzeczypospolitej i jej ostatnie zapachy. Widzę je i czuję wraz z nim, kiedy wraz z nim zabieram się na tę wyprawę, nurzając się w całej wschodniej zmysłowości zawartej w słowach i między nimi.
I kiedy upieram się, wbrew rozsądkowi przecież, że pamiętam pył na Kubaniu, zapach morza przed Odessą, pustą, lodowatą, barbarzyńską przestrzeń między Moskwą a Dolną Dźwiną, światło w Winnicy, kilkusetosobowe bandy Nestora Machny, białą kawalerię pod Sewastopolem, naszych złotych chłopców w stolicy carów, to w mojej pamięci jest cząstka pamięci Iwaszkiewicza, który też tego przecież realnie nie doświadczył.
Bo jego pamięć składała się z pamięci wielu przed nim i obok niego. Nie mówię, że ten depozyt otwarty jest dla wszystkich, mówię, że niektórzy otrzymali do niego klucz.
Widzę go też nad każdym stawem obrośniętym tatarakiem i w każdej rachitycznej brzezinie na płaskim, brudnym, ordynarnym Mazowszu i daję się prowadzić w stronę Byszew.
A jesiennymi wieczorami przemyka ulicami Sandomierza, już zramolały, w szarym paltocie i berecie z antenką.
Kilka miesięcy temu wybrałem się po raz pierwszy w życiu na Sycylię. Przed wyjazdem zaglądnąłem do książki Iwaszkiewicza o wyspie. żal ją sobie przypominać, taka niejednorodna, fragmentaryczna, miejscami przerasowana, a miejscami nudna.
A jednak w miarę trwania podróży coraz mniej było Sycylii z Lampedusy, Vettoriniego, z „Ojca chrzestnego” Forda Coppoli, coraz mniej z całej mafijnej mitologii, a coraz więcej ze słabego Iwaszkiewicza.
Bo nawet słaby Iwaszkiewicz jest mocny.
I jeżeli po Corleone spaceruje się razem z Mariem Puzo, Fordem Coppolą, Nino Rottą, a nawet z Alem Pacino, to już na nieodległą, odludną Ficuzzę patrzyłem oczyma Iwaszkiewicza. A w Syrakuzach czekałem na popołudniowy greco, wiejący, jak wspominał pisarz, „z równomierną, przenikliwą i nieznośną siłą”. I w ostateczności nic w tym mieście nie było dla mnie tak ważne jak to, że tam właśnie pisarz skończył Panny z Wilka.
A olbrzymią i porywającą w swoim przepychu katedrę w Monreale oglądałem, wstyd przyznać się do takiej zależności, całym Iwaszkiewiczem.
I chłonąc zapierające dech w piersiach pejzaże tej wyspy, dzieliłem wraz z nim całą fascynację północy południem i powtarzałem przez niego, za Heinem bodajże, słowa o sośnie, której się śniła palma.
Cała świetna klasyka rosyjska to było dla mnie wielkie odkrycie, Iwaszkiewicz to raczej potwierdzenie. Sięgam po jego późne, najlepsze wiersze, zastanawiam się z nim nad światem i niczego nie odkrywam, lecz wszystko potwierdzam.
I bardzo dobrze, bo w hierarchii moich literackich wrażeń potwierdzenie stoi najwyżej. A co z niego zostanie poza Muzeum na Stawisku i co bardziej skandalizującymi fragmentami dzienników lub listów? Może nic.
Przy całym podziwie dla jego twórczości nie odważyłbym się postawić go obok Camusa, Manna, Faulknera czy Dostojewskiego.
Przy wszystkich swoich zaletach i umiejętnościach, przy całej wyjątkowości był pisarzem w skali świata peryferyjnym, a tamci stoją w centrum.
Nie był też nigdy swojakiem, luzakiem, kumplem. Co z niego za Vonnegut, Jerofiejew, Hrabal. Połowa Rosjan piła wódkę z Wienią Jerofiejewem, co zresztą prawdopodobne, bo ten wypić mógł dużo. Pokażcie mi Czecha, który przynajmniej raz w życiu nie przysiadł się do stołu Hrabala „Pod Różowym Tygrysem” nad Wełtawą. Mogę w to uwierzyć, bo kraj mały, a stół wielki. Mam kolegę powtarzającego przy każdej okazji, że Vonnegut jest jego najlepszym kompanem i śmierć tego nie unieważnia.
Nikt nic takiego nie powie o Iwaszkiewiczu, a pamięć po pisarzach zostaje i w podobnych relacjach.
Nie pozostanie po nim szelmowska legenda, jak choćby po Hłasce, Tyrmandzie, Iredyńskim, Himilsbachu. Nie będziemy wspominać jego bon motów, grepsów, pijaństw, bójek. Jego dziwek i kochanek.
Pamiętam telewizyjną wypowiedź Czesława Miłosza sprzed kilku lat, w której wspomniał o swojej irytacji niekończącymi się nostalgiami Iwaszkiewicza. Czy tej irytacji nie dzieli z nim spora część polskiej inteligencji zdegustowanej do tego serwilistyczną postawą pisarza wobec totalitarnej opresji?
Znam kilkoro wrażliwych młodych ludzi, nie sięgają po Iwaszkiewicza, a po Hrabala i Kunderę jak najbardziej. I mogą do niego już nie dorosnąć, bo kiedy dorosną, jego nie będzie, a wraz z nim jego bohaterów. Tych wszystkich młodych na ogół, zmysłowych, nadaremnych mężczyzn z wiszącą nad nimi gruźlicą i melancholią, tak bardzo obcych naszym szybkim, kategorycznym, wycwanionym i rozwrzeszczanym czasom.
Nie znam pisarza, który pisałby równie przejmująco o przemijaniu jak Iwaszkiewicz. A kto napisze o tym, jak przeminął On sam? Nikt pewno, bo kto by temu sprostał.

Po śniadaniu - mobi, epub

ebook
pomoc Raz kupujesz, pobierasz w wielu formatach.
Kupując wybrany plik otrzymujesz możliwość pobrania go w kilku aktualnie dostępnych formatach. Informacja o tym, jakie formaty przyporządkowane są do danego pliku, podana jest za tytułem oraz w ikonce multiformat.

Wydawnictwo: Wielka Litera

Rozmiar pliku: 1.17 MB

Zabezpieczenie: Znak wodny

Produkt cyfrowy

Nasza cena: 25,02

Cena detaliczna: 29,43

U nas taniej o 15%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka
Powrót
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (0)

  • Inne wydania

Po śniadaniu - mobi, epub - opis produktu:

Literackie fascynacje
Zamieniam w ciemno siebie, jakim jestem, na tego, który upalnego, długiego lata 1963 roku poznał pannę Holly Golithly. Zamieniam pisarzy, których podziwiam, w których znalazłem oparcie, z którymi łączy mnie powinowactwo dusz, z którymi, jak sądzę, zaprzyjaźniłem się, na Trumana Capote'a, jakim był wtedy, gdy napisał historię Holly i jej kompanów. Zamieniam jedno i drugie po to chociażby, żeby być znowu przed śniadaniem. Za każdą cenę przed śniadaniem. U Tiffany'ego czy gdziekolwiek indziej.
Eustachy Rylski, Po śniadaniu, fragment

Po śniadaniu - mobi, epub - szczegółowe informacje:

Dział: e-Książki pdf, epub, mobi, mp3

Kategoria: eseje, felietony i publicystyka, nauki humanistyczne, literaturoznawstwo

Wydawnictwo: Wielka Litera
Rok publikacji:2016
ISBN:978-83-8032-096-3
Rozmiar pliku:1.17 MB
Język:polski
Zabezpieczenia i kompatybilność produktu (szczegóły w dziale POMOC): * Produkt jest zabezpieczony przed nielegalnym kopiowaniem (Znak wodny)
Wprowadzono: 27.04.2016
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Po śniadaniu - mobi, epub - recenzje klientów


Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

Eustachy Rylski - przeczytaj też

Człowiek w cieniu - mobi, epub

E. Rylski

ebook, multiformat: mobi, epub

20,83 zł taniej -15%

Warunek - mobi, epub

E. Rylski

ebook, multiformat: mobi, epub

25,02 zł taniej -15%

Szara lotka - mobi, epub

E. Rylski

ebook, multiformat: mobi, epub

25,02 zł taniej -15%

Obok Julii - mobi, epub

E. Rylski

ebook, multiformat: mobi, epub

25,02 zł taniej -15%

Zobacz również

No dno po prostu jest Polska - mobi, ...

A. Leszczyński

ebook, multiformat: mobi, epub

19,36 zł taniej -20%

Wszyscy powinniśmy być feministami - ...

N. Chimamanda

ebook, multiformat: mobi, epub

19,91 zł taniej -20%

Trauma i pamięć - mobi, epub

P. Levine

ebook, multiformat: mobi, epub

24,90 zł taniej -20%

Przeglądarka. Felietony poufałe - mobi, ...

A. Janko

ebook, multiformat: mobi, epub

23,54 zł taniej -20%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

33.83 zł

taniej -15%

Po Czarnobylu Miejsce katastrofy w dyskursie...

Katastrofa w swoim greckim źródłosłowie zawierała splot trzech znaczeń: biologicznego - jako śmierć, upadek bądź kres ciała; politycznego - jako podbój, ujarzmienie, zagłada armii, ludów czy polis; wreszcie, tekstualnego (teatralnego) - jako rozwiązanie węzła dramatycznego, ale również koniec opowieści, tekstu. Katastrofa łączy w sobie te trzy porządki...

książka

25.36 zł

taniej -15%

Po co Kościół + CD

Od ilu wieków w Kościele trwa kryzys? Kto nazwał Kościół "czystą nierządnicą"? Jak historia chrześcijaństwa przekłada się na współczesną politykę? I przede wszystkim: po co Kościół? Ojciec Maciej Zięba - dominikanin, duszpasterz, kaznodzieja, twórca Instytutu Tertio Millennio, były prowincjał polskiej prowincji zakonu dominikanów i były...

książka

26.53 zł

taniej -24%

Po rozpadzie Obraz świata rosyjskich...

Jak funkcjonował świat prawosławnych wiernych, gdy wokół upadało stare uniwersum, zaś kolejne zwroty dziejowe stawiały coraz to nowe wyzwania, najpierw niszcząc Kościół, potem wywołując go z niepamięci i umieszczając po prawicy władz państwowych? (...) nowy ustrój niósł nowe zagrożenia, mierzył w samo serce świadomości religijnej, na inny sposób niż...

książka

28.66 zł

taniej -28%

Po Galicji O chasydach, Hucułach, Polakach i...

Martin Pollack zabiera czytelników w pełną nostalgii wędrówkę po świecie, którego centrum były Przemyśl i Drohobycz, "powietrze było pyszne i świeże", na głównym placu miejskim mieszały się dziesiątki języków, a w lokalnej prasie opryszków traktowało się jak bohaterów. Jednocześnie to świat nierówności społecznych, biednych i brudnych sztetli,...

książka

27.13 zł

taniej -15%

Po polsku

Wybór wierszy Cwiki Szternfelda, poety, który urodził się w 1955 roku we Wrocławiu jako Henryk Szternfeld, a po dwóch latach wraz z rodzicami wyjechał z Polski do Izraela. Po hebrajsku wydał 11 tomów poezji własnej, przetłumaczył także z francuskiego wybór wierszy Jeana Follaina. Na kanwie jego pierwszej książki Dziennik rezerwisty powstał balet pod...

książka

22.28 zł

taniej -36%

Po O małżeństwie i rozstaniu

  Po nie jest kolejnym podręcznikiem z cyklu "jak żyć". To wyjątkowo szczera opowieść kobiety, która po rozstaniu z mężem wnikliwie przygląda się swojemu życiu. Czy aby na pewno jest to nowa rzeczywistość? A może to funkcjonowanie na wstecznym biegu? Rachel Cusk zastanawia się nad tym, jak zaledwie w kilkanaście tygodni udało jej się wraz z mężem...

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku
10.00
Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność ›
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: