rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
O czym wiedziała Maisie - mobi, epub

ocena: 6, głosów: 2
 

Fragmenty

przeczytaj fragment e-książki przeczytaj fragment e-książki
O czym wiedziała Maisie - mobi, epub

Sprawa ciągnęła się w nieskończoność i nie była łatwa, ale koniec końców sąd podjął decyzję co do losów dziecka. Ojciec, chociaż nie pozostawiono na nim suchej nitki, dopiął swego i córkę przyznano jemu, niekoniecznie ze względu na wątpliwą opinię matki, której charakter był na pozór mniej pokryty plamami niż cera będąca obiektem powszechnej debaty. Do wyroku dołączono jednak oświadczenie, które zmąciło nieco Beale’owi ­Farange słodycz zwycięstwa, nakazujące mu zwrot byłej żonie sumy w wysokości dwóch tysięcy sześciuset funtów, przekazanej mu przed trzema laty na poczet opieki nad dzieckiem w ramach obopólnej zgody, że nie wykorzysta jej do własnych celów. Sumę, dodajmy, po której nie zostało ani śladu. Obowiązek ów osłodził nieco Idzie Farange gorycz porażki; mogła wyżej unieść głowę, za to panu Farange zrzedła mina. Nie czuł się na siłach, aby zwrócić pieniądze lub uzbierać taką kwotę, toteż w wyniku utarczki nieco mniej jawnej i nieco bardziej cywilizowanej aniżeli dotychczasowe boje przystał na kompromis wysunięty przez jego prawników, na który i żona raczyła wyrazić zgodę.
W wyniku ugody dług został darowany, los dziecka zaś przesądzony na modłę iście Salomonową. Rzucono ochłapy obu stronom konfliktu. Dziewczynka miała spędzać po sześć miesięcy u każdego z rodziców. Dziwna była to sprawiedliwość w oczach wciąż zaślepionych światłem sędziowskiego trybunału – światłem, w którym ani matka, ani ojciec nie zdawali się przykładem do naśladowania. W świetle przedstawionych dowodów spodziewano się wyznaczenia, in loco parentis, osoby trzeciej, szanowanego, a przynajmniej reprezentacyjnego przyjaciela rodziny. Jak widać, w kręgu państwa Farange próżno było szukać takiego klejnotu, więc jedynym rozwiązaniem wszystkich problemów, wyjąwszy posłanie Maisie do Domu Opieki, okazało się wyjście, o którym wspomniałem. Rodzice przystali na to jednomyślnie jak nigdy, w słusznym skądinąd przekonaniu, iż z pomocą dziecka dopieką sobie nawzajem. Żywiołowo dali upust swojej radości, pełni nadziei, że choć razem ginęli w tłumie, w pojedynkę przyjdzie im zabłysnąć pełnym blaskiem. Czy nikt, zapytacie, nie przejął się losem małej i nie odezwały się głosy nawołujące do jej ocalenia? Owszem, znalazła się pewna zacna pani: była daleką krewną pani Farange, której zaproponowała, iż nie mając już dzieci na wychowaniu, weźmie kość niezgody do siebie, odciążając przynajmniej jedno z rodziców. Co po sześciu miesiącach spędzonych z Beale’em dałoby Maisie miłą odmianę.
– Odmianę? – wykrzyknęła Ida. – Czy odmianą nie będzie dla niej powrót od tego potwora do osoby, która nienawidzi go najbardziej na świecie?
– Nie, ponieważ twoja nienawiść sprawia, że mówisz o nim bez przerwy. Nie pozwalasz jej zapomnieć o ojcu, wciąż wieszając na nim psy.
Pani Farange oniemiała.
– Mam stać z założonymi rękami, kiedy on wiesza psy na mnie?
Zacna pani w pierwszej chwili nie odpowiedziała, ale jej milczenie nie pozostawiało wątpliwości co do poglądu na ten temat.
– Biedulka! – oznajmiła wreszcie; było to epitafium na grobie dzieciństwa Maisie, którą pozostawiono własnemu losowi. Nikt z obserwatorów nie miał wątpliwości, iż jedynym ogniwem łączącym ją z każdym z rodziców był ów pożałowania godny fakt, że stanowiła dla każdego czarę goryczy, porcelanową filiżankę bez dna, którą do woli mogli napełniać jadem. Nie kierowali się jej dobrem, ale szkodą, jaką z jej nieświadomym udziałem mogli wyrządzić sobie nawzajem. Miała stać się dla nich narzędziem gniewu i zemsty, oboje boleśnie odczuli bowiem na sobie ciężką dłoń sprawiedliwości, która odrzuciła roszczenia obu stron do – jak to nazywali – wszystkiego. Skoro zaś każde miało dostać po połowie, widać żadne nie było tak podłe jak wskazywałaby na to wersja strony przeciwnej; innymi słowy, oboje mieli za uszami, jedno warte drugiego. Matka pragnęła nie dopuścić, aby ojciec „choćby spojrzał” na dziecko; ojciec postulował zaś, że najlżejszy choćby dotyk matki to „plama na honorze”. Z tych dwu przeciwstawnych szkół Maisie miała pobierać naukę – godząc je ze sobą na miarę swoich dziecięcych sił. Trudno wyobrazić sobie rzecz bardziej wzruszającą aniżeli ufność, z jaką godziła się na swój los. Wielu drżało na myśl, co czeka jej niewinną duszę w rękach tych dwojga; nikt nie mógł założyć, że nie wyrządzą jej trwałej szkody.
Rzecz toczyła się w społeczeństwie zajętym głównie czczą wymianą zdań, lecz skłócona para słusznie spodziewała się wzmożonego ożywienia. Oboje zakasali rękawy, czując, że wojna dopiero się rozpoczyna. Ba, czuli się ze sobą związani jak nigdy, bowiem cóż łączy ludzi bardziej aniżeli okazja do ciągłej zwady? „Obozy” też miały się dobrze, gdyż nie brakowało tematów do rozmowy. Liczni znajomi państwa Farange celowali w wymianie poglądów i spory ożyły przy cygarach i filiżankach herbaty. Prześcigano się w gorszących nowinkach i nikt nie czułby się sobą, gdyby ktoś inny nie zbłądził. Państwo Farange cieszyli się estymą wszystkich prócz siebie samych: mawiano, że nikt prócz Beale’a nie upuściłby Idzie krwi, jeśli zaś ktoś wydrapie mu oczy, będzie to jego była żona. Panowało powszechne przekonanie, iż są okrutnie przystojni – głębiej ich nie analizowano. Razem liczyli sobie na przykład ponad trzy i pół metra wzrostu; z upodobaniem toczono debaty, komu przypada więcej. Jedyną skazą na urodzie Idy była długość ramienia, spowodowana być może tym, iż często pokonywała męża podczas gry w bilard: bo grała wyśmienicie, ku jego wielkiej niechęci, której – jak utrzymywała była małżonka – dawał upust za pomocą pięści. Bilard stanowił jej domenę i często mówiono o niej w tym kontekście. Wyjąwszy wspomniany mankament, wszystko w niej budziło podziw z racji swoich niewielkich wymiarów, oprócz jednej, jedynej rzeczy. Wyjątkiem były oczy, ich wielkość zdawała się cokolwiek przesadna, usta zaś jakby ginęły w twarzy. Co do jej kibici zdania były podzielone. Należała do osób, które bawiąc poza domem – a bawiła nieustannie – stwarzały wrażenie, że wszędzie ich pełno, aż do przesady, w związku z czym nie powinny budzić niczyjego zdziwienia. Wśród obcych owszem, ku uciesze innych, zdradzali bowiem tym swój brak obycia. Podobnie jak mąż, nosiła ubrania tak jak pociąg nosi pasażerów: często porównywano ich upodobania i debatowano nad strojem, przy czym większość ocen przechylała się na korzyść Idy, doceniono jej umiarkowany entuzjazm w kwestii błyskotek i kwiatowych deseni. Beale Farange miał naturalne ozdoby: długa, jasna broda spoczywała mu na piersi jak złota tablica, a lśniące zęby wyzierały spod wąsa i bez względu na okoliczności nadawały mu pozory zadowolenia z życia. W młodości parał się dyplomacją i przez krótki czas piastował stanowisko posła, dzięki czemu mawiał często „Za moich czasów na wschodzie”, ale dzisiaj nie było dla niego miejsca i historia minęła go bokiem, pozostawiając na wiecznym Piccadilly. Wszyscy wiedzieli, co ma: tylko dwa i pół tysiąca. Biedna Ida została tylko z powozem i sparaliżowanym wujem. Stary dzikus, jak go nazywano, odłożył ponoć znaczną sumkę. Dziecko miało materialne zabezpieczenie dzięki zmarłej ciotce Beale’a, która pozostawiła mu co nieco tak, by rodzice mogli przywłaszczyć sobie tylko roczny dochód.

1.

Los dziecka był zabezpieczony, ale nowy układ musiał wzbudzać wielkie poruszenie w młodym umyśle, dotkliwie świadomym rangi wydarzeń i niepewnym, jakie przyniosą skutki. Przeznaczeniem jej było widzieć więcej, niż zrazu pojmowała, a zarazem pojmować więcej, niż kiedykolwiek stało się być może udziałem innej dziewczynki. Tylko mały dobosz w balladzie lub opowieści mógł doświadczyć takiego smaku wojaczki: Maisie znalazła się w krzyżowym ogniu namiętności, które przesuwały się przed jej oczami niczym obrazki w kalejdoskopie. Utknęła w świecie fantasmagorii, w teatrze cieni roztańczonych na prześcieradle, stała się osłupiałym widzem spektaklu rozgrywanego na jej użytek. Krótko mówiąc, z rozmachem wprowadzono ją w życie, gdzie egoizm odgrywał pierwszorzędną rolę i tylko młodzieńcza skromność mogła uchronić ją przed jego zgubnym wpływem.
Pierwsze pół roku spędziła z ojcem, który oszczędził jej tylko lektury obłąkańczych listów adresowanych do niej przez matkę: stawał nad nią i potrząsał kopertą w zaciśniętej pięści, by następnie dla zabawy cisnąć ją w ogień. Nawet wówczas jednak doświadczała męczącego poczucia winy, że nie staje na wysokości zadania, mimowolnie urzeczona widokiem sztywnej koperty z wielkim monogramem – Ida kochała monogramy – która cięła powietrze niczym kula armatnia. Najważniejszym skutkiem wydarzeń zdawała się wzrastająca ranga jej osoby, manifestowana sposobem, w jakim na każdym kroku okazywano jej czułość, oraz grzecznością, jakiej oczekiwano w zamian. Rysy jej nabrały wyrazistości, zapewne dzięki panom, którzy zjawiali się z wizytą u ojca i szczypali ją w policzki, dmuchając dymem w oczy. Niektórzy kazali jej przypalać sobie papierosy; inni podrzucali ją na kolanie i podszczypywali w łydki, aż piszczała – jej piski wzbudzały powszechny podziw – określając je mianem „wykałaczek”. Określenie to utkwiło jej w głowie, nasuwając odtąd poczucie, iż nie posiada czegoś, co zaskarbiłoby jej ogólną aprobatę. Minęły czasy, gdy nie musiała spełniać oczekiwań niczyich prócz Moddle, która siedząc na ławce w Kensington Garden, pilnowała, by Maisie zbytnio się nie oddaliła. Było to jedyne życzenie Moddle i dziewczynka spełniała je z taką łatwością, iż jedyną skazę na bezchmurnym niebie stanowiła myśl, co będzie, gdy po powrocie ławka okaże się pusta. Nadal chodziły do parku, lecz i tam było inaczej, wiecznie spoglądała bowiem na nogi innych dzieci, zapytując piastunkę, czy ich nogi też wyglądają jak „wykałaczki”. Moddle, szczera do bólu, odpowiadała niezmiennie: „Ach, moja droga, drugich takich jak twoje nie znajdziesz”. Zdawało się, iż ma to związek z czymś jeszcze, co powtarzała z takim samym upodobaniem: „Czujesz ciężar, a będzie jeszcze gorzej, zobaczysz”.
Dlatego od początku Maisie nie tylko czuła, ale i wiedziała, że tak jest po części z powodu ojca, który otwarcie podzielał te odczucia i w obecności córki powtarzał Moddle, iż ma jej to wbić do głowy. W wieku lat sześciu wiedziała, że wszystko uległo zmianie z jej powodu i dużo musiał dla niej poświęcić. Na zawsze miała zapamiętać to, co Moddle „wbijała” jej do głowy, jakim jest dla niego wyrzeczeniem. „Nie wolno ci zapomnieć, ile go to kosztuje”. Naciągnięta zwykle do granic wytrzymałości twarz Moddle rozluźniała się w chwili, gdy wypowiadała te słowa, co czyniła dość często. Dziecko zachodziło w głowę, czy sprawiają one piastunce mniej wysiłku niż zazwyczaj, upłynęło jednak dużo czasu, nim przypisała ojcowskim męczarniom – i uwagom Moddle w związku z tym – znaczenie, na które czekały. Zanim jeszcze nabrała rozumu, jak mawiali panowie, którzy zwykli krytykować jej łydki, odnalazła w głowie zbiór obrazów i echa, czekające tylko, by je nazwać – obrazy i echa składowane dla niej w mroku dziecięctwa, na niedostępnej półce, w górnej szufladzie, jak gry, na które była jeszcze za mała. Wielki ciężar tymczasem polegał na tym, by jak najlepiej unieść rzeczy, jakie ojciec mówił o matce – rzeczy, które Moddle niezwłocznie wyjmowała jej z rąk i chowała w szafie, jak skomplikowane zabawki i trudne książki. Po czasie miała odkryć tam niebywałą kolekcję osobliwości tego typu, w przegródce wespół z tym, co matka mówiła o ojcu.
Wiedziała, że nieubłaganie nadchodzi dzień, gdy matka zjawi się po nią u drzwi; myśl ta zepsułaby jej humor, gdyby nie pomysłowa Moddle: wypisywała na kartce w prostych słowach przyjemności czekające ją w drugim domu. Były rozmaite, począwszy od „matczynej czułości” aż po „pyszne jajko w koszulce na podwieczorek”, i jednej rzeczy nie uwzględniały na pewno: perspektywy siedzenia do późna oraz widoku rzeczonej damy w aksamitach, jedwabiach i naszyjnikach z pereł, szykującej się do wyjścia. Zatem gdy wybiła godzina rozstania, kartka na rozkaz Moddle znalazła się w kieszeni i Maisie z ulgą zacisnęła na niej piąstkę. Zachowała przy tym żywe wspomnienie dziwnej sytuacji w salonie, kiedy piastunka, w odpowiedzi na ojcowskie słowa, krzyknęła, nie mogąc się opanować: „Powinien pan się wstydzić, sir; kto to widział tak postępować!”. Powóz, z matką w środku, czekał u drzwi; pan, który swoim zwyczajem gościł u ojca, zaśmiał się bardzo głośno, ojciec zaś, trzymając ją w ramionach, odpowiedział Moddle: „Miej się na baczności, moja droga!”. Uścisnął córkę i szczerząc się jak nigdy, powtórzył słowa, które wywołały burzę. Zrazu nie dotarły do Maisie, zaabsorbowanej wybuchem i czerwoną twarzą piastunki, ale powtórzyła je po pięciu minutach w powozie, gdy matka, cała w uśmiechach i wstążkach, spytała: „Czy niedobry papa, aniołku, kazał coś powtórzyć mamusi?”. Wtenczas słowa niedobrego papy zadzwoniły jej w uszach, spływając na matczyną prośbę prosto w dziecięce usta.
– Kazał ci powtórzyć – wyznała sumiennie – żeś jest wstrętną świnią!

2.

Owo poczucie teraźniejszości, tak integralne z umysłem dziecka, sprawiło, że przeszłość stała się dla niej mglista tak samo, jak przyszłość: Maisie płynęła na fali bieżących wydarzeń w dobrej wierze, która mogła poruszyć serca obojga rodziców. W swoim wyrachowaniu nie mieli ku temu żadnych zastrzeżeń: była jak lotka, mogli ją do woli odbijać między sobą. Żal, który czuli bądź udawali, że czują względem drugiej strony, lali hojnie w jej poważną duszyczkę jak w naczynie bez dna, każde w myśl świętego obowiązku ukazania prawdziwego oblicza drugiej strony. Była w wieku, kiedy wszystkie bajki są prawdą, a pojęcia bajkami. Liczyła się rzeczywistość na wyciągnięcie ręki, teraźniejszość grała rolę nadrzędną. Reprymenda, otrzymana od matki w powozie po rzetelnie wypełnionym poselstwie, spoczęła w jej pamięci z szelestem listu, wpadającego do skrzynki pocztowej. I była jak ów list, niczym zawartość wypchanej torby listonosza, doręczona we właściwym czasie pod właściwy adres. W miarę dostarczania kolejnych przesyłek zdarzało się, że znajomy którejś ze stron stwierdzał, iż trzeba uczynić coś dla „prawdziwego” dobra dziecka. Lecz przeważnie dziękowano tylko Bogu, że „wymiana” nie odbywa się przez okrągły rok, dziewczynka zaś, czy to za sprawą skrajnej przebiegłości czy skrajnej głupoty, sprawia wrażenie zupełnie nań obojętnej.
Teoria o jej głupocie, podchwycona wreszcie przez samych rodziców, wiązała się z pewnym doniosłym wydarzeniem w jej dziecięcym życiu: osobistym, acz przełomowym olśnieniem co do roli, jaką odgrywa. Miało wymiar moralnej rewolucji i dokonało się w głębi jej natury. Lalki na zakurzonych półkach poruszyły kończynami; dawne kształty i zjawiska nabrały znaczenia, które napełniło ją przerażeniem. Ogarnęło ją nowe poczucie, poczucie zagrożenia, ale myśl, jak temu zaradzić, nie kazała na siebie długo czekać, i pojawiło się rozwiązanie, aby przyczaić się, przeczekać. Mozolnie, lecz wytrwale dokonała odkrycia, że przypisano jej rolę posłańca nienawiści, a sprawy przyjmowały zły obrót z jej bezwiednym udziałem. Rozchylone usta zacisnęły się z gorącym postanowieniem, że koniec tego dobrego. Zapomni o wszystkim, nie powtórzy więcej ani słowa, a gdy nazywano ją małą idiotką, poczuła dreszcz nieznanej dotąd radości. Zatem gdy podrosła i rodzice zarzucili jej ignorancję, nie była to w istocie kwestia tępego umysłu. Popsuła im zabawę, sama za to bawiła się świetnie. Widziała coraz więcej, widziała zbyt dużo. To panna Overmore, pierwsza guwernantka, zasiała ziarno skrytości, i to nie słowem bynajmniej: starczyło, że przewróciła oczami, które Maisie podziwiała tak bardzo. Moddle była wówczas, po którejś z kolei przeprowadzce – Maisie straciła rachubę – ledwie obrazem, wspomnieniem tego, jak wymykała się z pokoju dziecięcego i myliła alfabet, przyprawiając dziecko o katusze prośbami o pokazanie „literki p”. Panna Overmore nigdy się nie wymykała, co przydawało jej rangi sankcjonowanej jeszcze urodą, którą Maisie uważała za jedyną w swoim rodzaju. Pani Farange opisywała ją jako prawie zbyt ładną, na co ktoś spytał, jakie to ma znaczenie, skoro Beale’a już nie ma.
– Beale nie Beale – padła odpowiedź matki. – Przyjęłam ją, bo jest damą, a do tego bez grosza przy duszy. Porządni ludzie, ale w domu siedem sióstr. Co też oni sobie wyobrażają?
Maisie nie wiedziała, co sobie wyobrażają, niebawem poznała jednak imiona wszystkich sióstr i potrafiła wymienić je lepiej niż tabliczkę mnożenia. Skrycie snuła rozmyślania o tej strasznej biedzie, lecz nie odważyła się o nią spytać, a guwernantka też milczała jak grób. W każdym razie jedzenie zjawiało się jak za sprawą czarów, panna Overmore, w przeciwieństwie do Moddle nigdy nie nosiła fartucha, a trzymając widelec odginała wdzięcznie mały paluszek. Dziecko, które nabożnie nie spuszczało jej z oka, było pod wrażeniem.
– Myślę, że jest pani prześliczna – powtarzało jej na każdym kroku; nawet mamusia, również urocza, nie trzymała tak ładnie widelca. Owa zmiana warty oznaczała dla Maisie, że jest „duża”, przy czym nie ulegało wątpliwości, iż guwernantki zajmują się małymi dziewczynkami, które nie są, jak mawiała, „naprawdę” małe. Czuła, że przyszłość jest przepastna i kryje kolejne guwernantki, gotowe w każdej chwili wychynąć ze środka. Wszystko, co zdarzyło się, gdy była naprawdę mała, spoczywało w uśpieniu, wszystko prócz wpojonej przez Moddle niezbitej pewności, iż rodzice to zjawiska odrębne i następują po sobie, jak pudding i baranina oraz kąpiel i drzemka.
– Czy on wie, że kłamie? – zapytała kiedyś z ożywieniem pannę Overmore przy okazji, która miała odmienić jej życie.
– Czy on wie…? – Guwernantka wytrzeszczyła oczy; na dłoń naciągnęła pończochę i ukłuła się wzniesioną igłą. Zajęcie było swojskie, ale ruch jak zawsze pełen wdzięku.
– No tatuś.
– Że „kłamie”?
– Mama mówi, że mam mu to powiedzieć: że „kłamie i wie o tym”.
Panna Overmore spiekła raka, lecz zaśmiała się, odchylając głowę, po czym znów ukłuła się igłą tak mocno, że Maisie nie posiadała się ze zdumienia.
– Czy mam mu powiedzieć? – spytała dziewczynka.
Wówczas ciemnoszare oczy opiekunki przemówiły do niej językiem, który pojęła w lot. „Nie powiem »nie«”, mówiły wyraźnie. „Nie powiem, gdyż boję się twojej mamy, nie rozumiesz? A zarazem jak mogłabym powiedzieć »tak«, jeśli twój tatuś okazał mi tyle życzliwości, tak długo rozmawiał ze mną, i uśmiechał się pięknie, gdy napotkałyśmy go w parku. Jeśli ucieszył się na nasz widok i zostawiwszy panów, z którymi był w towarzystwie, spędził z nami pół godziny?”
W świetle prześlicznych oczu panny ­Overmore zdarzenie to powróciło do Maisie z mocą, chociaż guwernantka nie wspomniała o nim ani razu. W drodze powrotnej, po rozstaniu z papą, wyraziła tylko nadzieję, iż dziewczynka zachowa je w tajemnicy przed matką. Maisie przepadała za nią i czuła się przez nią lubiana, przystała więc na to, choć z pewnym zdziwieniem. Obecnie zdziwienie to ożyło na nowo wraz ze wspomnieniem słów papy: „Wystarczyło jedno na panią spojrzenie i od razu wiedziałem, kto ocali moją córkę”. Maisie nie wiedziała, przed czym chciał ją ocalić, co nie zmąciło jej zadowolenia na myśl, że zadanie to przypadło w udziale pannie Overmore. Dzięki temu były mocno złączone, jak w „kółku graniastym”.

O czym wiedziała Maisie - mobi, epub

ebook
pomoc Raz kupujesz, pobierasz w wielu formatach.
Kupując wybrany plik otrzymujesz możliwość pobrania go w kilku aktualnie dostępnych formatach. Informacja o tym, jakie formaty przyporządkowane są do danego pliku, podana jest za tytułem oraz w ikonce multiformat.

Wydawnictwo: Prószyński Media

Zabezpieczenie: Znak wodny

Produkt cyfrowy

Nasza cena: 22,79

Cena detaliczna: 25,33

U nas taniej o 10%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka
Powrót
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (0)

  • Inne wydania

O czym wiedziała Maisie - mobi, epub - opis produktu:

Subtelny, a zarazem druzgocący portret niewinnej dziewczynki zdanej na łaskę zdeprawowanego społeczeństwa. Pierwsze polskie wydanie!
Rodzice sześcioletniej Maisie rozstali się w nienawiści, a dziewczynka jak zabawka przerzucana jest z rąk samolubnej matki w ramiona próżnego ojca. Dla obojga stała się wyłącznie argumentem w zajadłej walce. Kiedy rodzice dziewczynki powtórnie stają przed ołtarzem z nowymi partnerami, Maisie - samotna, wrażliwa i nad wiek dojrzała - zostaje po raz kolejny wrzucona w zagmatwany świat dorosłych - pozbawiony zasad, pełen intryg i zdrady.

Powieść opublikowano po raz pierwszy w 1897 roku, kiedy Henry James eksperymentował z techniką narracyjną i był zafascynowany pomysłem przedstawienia fabuły z perspektywy dziecka.

`Opowieść o trudnym dorastaniu i burzliwych związkach. Dzięki psychologicznej wnikliwości Jamesa nadal niezwykle trafna, a wręcz współczesna.`
Paul Theroux

Henry James (1843-1916) - wybitny amerykański pisarz, krytyk i teoretyk literatury, reprezentant realizmu psychologicznego. W swoich znakomitych powieściach zgłębiał mentalność Amerykanów w zderzeniu z kulturą europejską.

Tytuł oryginału: What Masie Knew
Tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska

O czym wiedziała Maisie - mobi, epub - szczegółowe informacje:

Dział: e-Książki pdf, epub, mobi, mp3

Kategoria: literatura piękna, inne

Wydawnictwo: Prószyński Media
Rok publikacji:2013
ISBN:978-83-7839-812-7
Język:polski
Zabezpieczenia i kompatybilność produktu (szczegóły w dziale POMOC): * Produkt jest zabezpieczony przed nielegalnym kopiowaniem (Znak wodny)
Wprowadzono: 22.08.2013
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

O czym wiedziała Maisie - mobi, epub - recenzje klientów


Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

eBookowe bestsellery z tych samych kategorii

Kołysanka z Auschwitz - mobi, epub

M. Escobar

ebook, multiformat: mobi, epub

27,48 zł taniej -20%

Śmierć Komandora. Pojawia się idea - ...

H. MURAKAMI

ebook, multiformat: mobi, epub

28,27 zł taniej -20%

Ten dzień - mobi, epub

B. Lipińska

ebook, multiformat: mobi, epub

21,97 zł taniej -20%

Obsesyjna miłość - mobi, epub

E. Ferrante

ebook, multiformat: mobi, epub

28,41 zł taniej -20%

Henry James - przeczytaj też

Amerykanin - mobi, epub

H. James

ebook, multiformat: mobi, epub

30,17 zł taniej -10%

Daisy Miller - mobi, epub

H. James

ebook, multiformat: mobi, epub

8,29 zł taniej -10%

Echo - mobi, epub

H. James

ebook, multiformat: mobi, epub

23,47 zł taniej -10%

Księżna Casamassima - mobi, epub

H. James

ebook, multiformat: mobi, epub

34,82 zł taniej -15%

Plac Waszyngtona - mp3

H. James

ebook mp3

33,38 zł taniej -15%

The Ambassadors - mobi, epub

H. James

ebook, multiformat: mobi, epub

12,48 zł taniej -10%

The Turn of the Screw - mobi, epub

H. James

ebook, multiformat: mobi, epub

12,48 zł taniej -10%

Zaufanie - mobi, epub

H. James

ebook, multiformat: mobi, epub

24,81 zł taniej -10%

Zobacz również

Nie ma światła w ciemności - mobi, epub ...

C. Contreras

ebook, multiformat: mobi, epub

21,18 zł taniej -20%

Włoskie lato - mobi, epub

C. Elks

ebook, multiformat: mobi, epub

23,54 zł taniej -20%

Królestwo - mobi, epub

S. Twardoch

ebook, multiformat: mobi, epub

25,99 zł taniej -20%

Ślepnąc od świateł - mobi, epub

J. Żulczyk

ebook, multiformat: mobi, epub

22,04 zł taniej -20%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

26.27 zł

taniej -34%

O zmierzchu

Karolina Andersson, badaczka modernizmu cieszącą się uznaniem w środowisku historyków sztuki, jest w średnim wieku, nie ma dzieci ani stałego partnera i nie czuje się w życiu spełniona. Pewnego dnia pod opiekę pani profesor trafi a młody doktorant twierdzący, że odkrył nieznaną dotąd, niezwykle utalentowaną malarkę. Czy wreszcie nadszedł długo oczekiwany...

książka

24.09 zł

taniej -31%

O granicy

Wydana w roku 1994 książka to jedna z najważniejszych pozycji w dorobku Gabriela Liiceanu. Jak napisał w przedmowie sam autor, nie jest to książka trudna, lecz ambitna ? nie specjalistyczna rozprawa z dziedziny filozofii, ale autentyczny filozoficzny traktat, w którym rumuński myśliciel, nie rezygnując z profesjonalnej perspektywy filozofa, czyni gest...

książka

26.61 zł

taniej -8%

O miłości

Dopełniający tryptyk (`O pisaniu` i `O kotach`) tom `O miłości` to zbiór poezji zarazem surowej i delikatnej, portretujący Starego Świntucha w chwilach największej słabości i gwałtownej zawziętości, w dziedzinie bliskiej każdemu z nas. Charles Bukowski był człowiekiem pełnym pasji i niespokojnym, przez jednego z wydawców nazywanym wręcz `płomiennym...

książka

22.28 zł

taniej -36%

O psach

Z ilustracjami Oli Niepsuj "Nikt was nie będzie witał w domu tak jak pies. Uczcie się od nich. Nie ma lepszych nauczycieli". To nieoczywista psia antologia, a w nim opowiadania tak uznanych pisarzy, jak Michał Cichy, Wioletta Grzegorzewska, Weronika Murek, Patrycja Pustkowiak, Krzysztof Varga i Andrzej Stasiuk. Wspaniały literacki hołd oddany...

muzyka

34.35 zł

taniej -0%

O

Damien Rice jest irlandzkim muzykiem oraz kompozytorem. Swoją karierę muzyczną rozpoczynał jako członek zespołu Juniper, z którego odszedł w 1999 roku z powodu nieporozumień z wytwórnia płytową. Po tym incydencie na krótki czas przeprowadził się do Włoch, gdzie zaczął czerpać muzyczne inspiracje. Po roku powrócił do Dublina. Solowy album `O` został...

muzyka

29.45 zł

taniej -0%

O! (2011 Remaster)

W 1982 roku, w czasie stanu wojennego Maanam swój drugi album `O!`. Największymi przebojami z tego wydawnictwa stały `Paranoja jest goła` i tytułowe `O, nie rób tyle hałasu`. Płyta odniosła oszałamiający sukces, złożono zamówienia na 1,5 miliona egzemplarzy. Rok później Maanam zaprezentował niezapomniany utwór `Kocham Cię kochanie moje`. W tym...

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku

2.99

14.99

2.99

1.98

8.99

2.35

2.84

Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność › przejdź do koszyka
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: