rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Mors, Pinky i ostatnia przesyłka - mp3

ocena: 5, głosów: 1
 

Fragmenty

przeczytaj fragment e-książki
Mors, Pinky i ostatnia przesyłka - mp3

- Mówię ci, że rower będzie tańszy! – upierała się przy swoim Pinky.
- A ja ci mówię, że będzie droższy! Przecież to od razu widać! – nie dawałem za wygraną.
Było piątkowe późne popołudnie. Siedzieliśmy w moim pokoju i przeglądając stare książki taty, próbowaliśmy przekonać się nawzajem o słuszności swojego rozumowania. Natknęliśmy się bowiem na jakieś archaiczne zadanie o rowerze. A właściwie o tym, że co kwartał zmieniano jego cenę. Na początku kosztował dwieście złotych. Po trzech miesiącach obniżono cenę o dziesięć procent. Po następnym kwartale podniesiono ją o pięć procent. Potem znowu obniżono o kolejne dziesięć, żeby w końcu podnieść o szesnaście procent. Dla mnie sprawa była jasna.
- Pinky, przecież to proste jak drut. Albo jak nogi Cyrkla – dodałem z uśmiechem. Cyrkiel to ksywka naszego faceta od matmy. – Dziesięć procent na dół, pięć do góry, znowu dziesięć na dół i szesnaście do góry. W sumie – dwadzieścia w dół, a dwadzieścia jeden do góry. To musi być droższy na koniec!
- Mylisz się. – Spojrzała na mnie spokojnie.
- Jak mogę się mylić? – Uśmiechnąłem się znowu. Wstałem, wsadziłem ręce do kieszeni dżinsów i oparłem się o brzeg biurka. Oprócz moich ulubionych spodniaków miałem dziś na sobie koszulę w kratę. Przyznam, że podczas tej matematycznej sprzeczki zrobiło mi się trochę ciepło i zastanowiłem się nawet przez chwilę, czy nie przebrać się w jakiś lżejszy T-shirt. Wyciągnąłem dłonie z kieszeni i podwinąłem rękawy. - Przyznasz przecież, że dwadzieścia jeden procent to trochę więcej niż dwadzieścia, co?
- Przyznam. Ale nie zapominaj o podstawie, z której były obliczane nowe ceny.
- O czym?
- O podstawie, to znaczy o cenie, z której wyznaczana była nowa wartość.
- No…? – zapytałem niepewnie.
- Ona tylko na początku wynosiła dwie stówki.
Zatkało mnie. Do licha! Miała rację. Czyżby zatem mój ponadpiętnastominutowy upór miał się okazać bezsensowny?
- Zaraz, zaraz! – Powstrzymałem ją gestem dłoni. Z szuflady wyjąłem jakiś notatnik i długopis. – Rozpiszmy to sobie.
- Dobra – zgodziła się. – Dawaj.
- Na początku cena wynosiła dwieście złotych. – Na czystej kartce nagryzmoliłem słowo „styczeń”, a zaraz obok „200”. Pod spodem wypisałem resztę miesięcy.
- Mija marzec i cena siup, o dziesięć procent w dół – przejęła pałeczkę.
- Czyli w kwietniu mamy… dwieście minus dziesięć procent, czyli…
- Dziesięć procent z dwustu to dwadzieścia – pochwaliła się znajomością obliczania procentów w pamięci.
- …czyli w kwietniu mamy rower za sto osiemdziesiąt złotych.
- Tak jest. I to jest właśnie nowa podstawa do obliczenia ceny w następnym kwartale. Rozumiesz teraz?
Nic się nie odezwałem. Porażka. Ale czy na pewno?
- Policzmy to wszystko do końca – próbowałem się jeszcze bronić.
- Dalej.
- Po następnych trzech miesiącach, czyli pierwszego lipca, cena skacze o pięć procent do góry.
- Tak – przytaknęła Pankiewiczówna. – Ale teraz rower kosztuje sto osiemdziesiąt i jeszcze pięć procent z tej kwoty, czyli jeszcze dziewięć złotych.
- W takim razie po podwyżce trzeba za niego zapłacić sto osiemdziesiąt dziewięć – wpisałem jedynkę, ósemkę i dziewiątkę przy wyrazie „lipiec”.
- Nadchodzi jesień i znowu mamy obniżkę o dziesięć procent.
- Ale dziesięć procent teraz to będzie osiemnaście złotych i dziewięćdziesiąt groszy. – Popatrzyłem na nią, coraz bardziej obawiając się końcowego rezultatu.
- Zgadza się – przytaknęła.
- Sto osiemdziesiąt dziewięć minus osiemnaście i dziewięćdziesiąt groszy, wyjdzie nam… – Zastanowiłem się.
- Zrób to pod kreską, tak jak pokazywał Cyrkiel w zeszłym roku.
No proszę. Nie minęło pięć minut, a już dwukrotnie wspomnieliśmy naszego wychowawcę i matematyka w jednym – Cyrkla, czyli pana Piekarskiego.
- Dobra. – W mgnieniu oka zapisałem dwie wartości i odjąłem jedną od drugiej.
- Ile?
- Sto siedemdziesiąt złotych i dziesięć groszy – odpowiedziałem potulnie.
- Została nam końcówka. Podwyżka o szesnaście procent. I zaraz się przekonamy, kto miał rację. – Skrzywiła się i zmrużyła oczy.
- W porządku, ale wezmę kalkulator. – Ruszyłem do biurka.
- Po co? – wstrzymała mnie. – Policz to na kartce. Mnożenie pod kreską też już przecież przerabialiśmy.
Fakt. Nawet dostałem niezłą ocenkę z kartkówki, na której trzeba było policzyć różne rzeczy wymyślone przez Cyrkla.
- Szesnaście procent to będzie ułamek – 0,16. Mam pomnożyć 170,10 przez 0,16? Tak?
- Możesz, ale myślę, że łatwiej będzie od razu się dowiedzieć, jaka była cena już po podwyżce o te szesnaście procent.
- To znaczy?
- Pomnóż 170,10 przez 1,16. Ta jedynka z przodu to jakby sto procent pierwotnej ceny.
- Rozumiem. Znaczy, że jak na początku rower potaniał o dziesięć procent, to zamiast odejmować od dwustu te dwadzieścia złotych, mogliśmy pomnożyć dwieście przez 0,9? Bo z początkowej ceny zostało nam dziewięćdziesiąt procent, tak?
- Jasne! – wykrzyknęła uradowana.
- Jarzę. Wyszło mi 197,316.
- No – sapnęła. – Wyszło na moje. Sto dziewięćdziesiąt siedem złotych i, w zaokrągleniu, trzydzieści dwa grosze. To prawie trzy złote mniej niż na początku, nieprawdaż? – Uśmiechnęła się do mnie z przekąsem, ale bez złośliwości.
- Prawdaż – wypaliłem, udając naburmuszonego. – Miałaś rację – przyznałem ze skruchą. – Ale skąd wiedziałaś?
- Nie wiedziałam – odpowiedziała szybko. – Przypuszczałam tylko.
- Podpucha?
- Coś w tym rodzaju. Miałam nosa.
- Dobra, Pinky. Przyznaję, że dałem plamę. Zmylił mnie ten jeden procent różnicy.
- Wiem. Jutro stawiasz lody.
(...)

Wtem usłyszeliśmy pukanie. Zerwaliśmy się na równe nogi i pobiegliśmy do drzwi. Przystawiłem taboret i wspiąwszy się na niego, spojrzałem przez wizjer.
- A, to pan! – powiedziałem dość głośno. – Już otwieram.
Przekręciłem górny zamek i nacisnąłem klamkę.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry, a właściwie to dobry wieczór – przywitał się z nami nasz znajomy policjant, komisarz Piotr Wójtowicz. – Rodziców nie ma w domu?
- Niestety… ale niech pan wejdzie dalej – zaproponowałem.
- Dobry wieczór – odezwała się Pinky.
- O! I Ala tutaj. Cześć!
- Proszę, niech pan wejdzie – ponowiłem prośbę, zamykając za nim drzwi.
- Ja tylko na chwilkę.
Przeszliśmy do dużego pokoju i włączyłem światło. Nawet nie wiem, kiedy za oknami zrobiło się szaro. W kilku słowach streściłem, po co i gdzie wybrali się moi rodzice. Nie omieszkałem również napomknąć, że piątkowe popołudnie poświęciliśmy z Pinky na szlifowanie matmy, bo za dwa tygodnie mieliśmy zamiar wystartować w olimpiadzie z tego przedmiotu i nie chcielibyśmy, aby jakiś kujon z czwórki lub trzydziestki – szkół, które zawsze rywalizowały z naszą trójką – okazał się lepszy. Na moje nieszczęście zaczęliśmy od procentów.
- A coś się stało? – zapytałem w końcu komisarza.
- Nie, nic – odparł szybko. – Ja właściwie nie do was, tylko do waszego sąsiada, pana Bogdana Wieczorka. Nie widziałeś go ostatnio?
Myślałem przez chwilę.
- Hm… Jakoś ostatnio… nie bardzo. Chyba w zeszłym tygodniu. Tak. W środę. Leciałem do domu na mecz. Wie pan, Liverpool grał…
- Tak, wiem, z Chelsea.
- Właśnie. O 19:30 miał się rozpocząć mecz. Zasuwałem do domu od Krzyśka. Było już sporo po siódmej i wtedy widziałem pana Wieczorka, jak wychodził z mieszkania. Minęliśmy się nawet na korytarzu.
- Był sam?
- Nie. Z jakimiś dwoma facetami. Chyba się bardzo spieszył, bo nawet nie odpowiedział mi „dobry wieczór”…
- Tych facetów znasz?
- Skąd! Pierwszy raz widziałem ich na oczy. Muszę powiedzieć, że do pana Wieczorka przychodzili różni ludzie, i to dosyć często.
- A wtedy w środę? Mówisz, że się spieszyli?
- Po schodach prawie zbiegali, chociaż, jak pan wie, to przecież tylko jedno piętro. Zanim wszedłem do domu, przez okno na klatce dostrzegłem jeszcze, jak pakują się do auta i pędem odjeżdżają w stronę pawilonu.
- Jaki to był samochód? Pamiętasz?
- Jasne. Stał przed wejściem do klatki z odpalonym silnikiem. Poza tym nikt z naszego bloku nie ma takiego wozu. To był mercedes vaneo, srebrny.
- Spory wóz – zauważył policjant.
- Aha – przyznałem. – Na siedem osób.
- Na siedem? – włączyła się Pinky.
- Tak – skwitował Wójtowicz. – Czyli w samochodzie musiał być ktoś jeszcze. Skoro silnik był zapalony…
- Wydaje mi się, że kierowca, bo Wieczorek i jego kumple wpakowali się na tylną kanapę i samochód ruszył z impetem. Ale czy oprócz kierowcy ktoś jeszcze tam był? Tego nie wiem, bo merc miał przyciemniane szyby.
- Rozumiem. Jeżeli to było w zeszłą środę, a dziś mamy piątek, to nie widziałeś Wieczorka całe dziewięć dni, tak?
- No… ja go nie widziałem, ale może ktoś inny z sąsiadów?
- Tych nad wami już pytałem. Nie widzieli go ze dwa tygodnie. Ci obok nich także. A na parterze jest tylko jeden lokal, w którym mieszka przygłuchawa starsza pani. Nawet nie wiem, czy jest sens, żebym do niej schodził.
- Pani Turska. Ona prawie w ogóle nie wychodzi z domu. Zakupy przywozi jej grubawy facet czerwonym maluchem, chyba jej syn. Babcia Turska – bo tak ją tu wszyscy nazywamy – przesiaduje zazwyczaj na balkonie, który jest po drugiej stronie bloku, więc na pewno nie widziała Wieczorka. Może nawet nie wie, który to. Miła staruszka. Jeszcze ze trzy lata temu chodziła na spacery. Pamiętam, bo jak spotykała mnie pod klatką, nawet jak byłem z chłopakami z podwórka, to dla każdego z nas wyciągała z kieszeni po cukierku.
- Fajnie – stwierdził komisarz, a Pinky uśmiechnęła się ciepło.
- A czy pan Wieczorek coś przeskrobał? – zapytałem, nie licząc się z tym, że odpowiedź może być objęta tajemnicą służbową. Ale tak mnie korciło…
- Właściwie to jeszcze nie wiemy. Od ponad tygodnia nie pojawił się w pracy. Jego firma nas powiadomiła. Są zaniepokojeni. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie zrobił. Nawet jak miał zwolnienie lekarskie, podawał je na drugi dzień przez któregoś z kolegów. A teraz nie ma z nim kontaktu. Nie odbiera telefonu. Nie ma go w domu. Nawet jego komórka jest poza zasięgiem.
- Co to za firma? – zapytała Pankiewiczówna.
- Color-Tech – odparł policjant.
- A, wiem! – stwierdziłem. – Robią jakieś chemiczne odczynniki czy coś takiego.
- Niezupełnie – poprawił mnie pan Wójtowicz. – Ich główna produkcja to nowoczesne farby.
- Farby? – zdziwiłem się.
- Tak. Takie dla malarzy. Ale nie tych, co malują mieszkania, tylko dla artystów. Pan Wieczorek jest kierownikiem wydziału, w którym opracowuje się nowe technologie, a potem tworzy próbki farb.
- Ciekawe zajęcie.
- Zgadza się. I chyba dobrze płatne. Słyszałem, że Color-Tech dostał nawet jakąś międzynarodową nagrodę za swoje ostatnie dokonania – kontynuował pan Wójtowicz. – Wieczorek i jego współpracownicy wynaleźli nowoczesne farby w granulkach, które po odpowiednim połączeniu z rozpuszczalnikiem dają niesamowite efekty. I do tego są niemal niezniszczalne. Odporne na czas, jak mówi jedna z reklam.
- Czytałam o tym w „Młodym Techniku”. „Color-Techowe granulki podbijają świat”, taki był tytuł artykułu – wtrąciła Pinky.
- Czytasz „Technika”? – Byłem zdumiony.
- Miałam ospę, pamiętasz? Z miesiąc temu albo dalej. Rodzice kupowali mi różne gazety, żebym czymś zajęła ręce i nie drapała tych okropnych bąbli. Poza tym jak człowiek leży wysmarowany na biało i nie wolno mu się kąpać, to dla zabicia nudy może przeczytać nawet czterotomową encyklopedię PWN-u.
- Znam ten ból. Chorowałem na ospę dwa lata temu. Straszne. I masz rację. Czytałem wtedy wszystko, co tylko wpadło mi w ręce.
- Dobra, to ja się już zbieram. – Komisarz Wójtowicz podniósł się z fotela. – Dziękuję za pomoc. Przynajmniej wiem, kiedy ostatnio wasz sąsiad był w domu. W zeszłą środę, mówisz?
- Tak. Chociaż mógł być później, ale ja go nie widziałem. Zastanawia mnie jeszcze jedno…
- Mianowicie? – Wyraźnie się ożywił.
- Wie pan… Taki inżynier, z międzynarodowymi nagrodami. Mówi pan, że podobno nieźle zarabiał. Był u nas właściwie tylko raz. Pożyczyć wiertarkę od taty.
- Co w tym dziwnego?
- Nie stać go na zwykłą wiertarkę?
- Może to taki typ… zakręconego naukowca. Wiecie…
- Coś… jak z tych filmów o Bondzie?
- Właśnie.
- Nie myślałam, że tacy istnieją naprawdę – powiedziała Pinky.
- Dziękuję jeszcze raz. – Policjant westchnął. – Spróbujemy zatem poszukać tego tajemniczego srebrnego mercedesa.
- Vaneo – dodałem.
- Tak. Poproszę kolegów z drogówki i wydział komunikacji. Wyszukają mi wszystkie takie auta zarejestrowane u nas. Chyba że samochód był spoza miasta. – Zamyślił się na chwilę, patrząc na okno. – Dobranoc. Dzięki.
Ruszyliśmy za nim do przedpokoju.
- Gdyby pan Wieczorek się pojawił…
- Znam pana numer na pamięć – przerwałem komisarzowi. – Zadzwonię.
- Razem z panem Wieczorkiem z Color-Techu ulotniło się kilka kilogramów tych nowoczesnych granulek. Na razie nikt nie twierdzi, że to on je wyniósł, ale sprawa jest co najmniej podejrzana. – Spojrzał na mnie i na Pinky. – No, zamknijcie dobrze drzwi i liczcie dalej te wasze procenty. Dobranoc.
- Dobranoc – odrzekliśmy niemal jednocześnie.
Przekręciłem zamek.
- To jak będzie jutro z tymi lodami?
A miałem nadzieję, że zapomniała…

Mors, Pinky i ostatnia przesyłka - mp3

audiobook mp3 do pobrania

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Zabezpieczenie: Znak wodny

Produkt cyfrowy

Nasza cena: 16,69

Cena detaliczna: 19,63

U nas taniej o 15%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka
Powrót
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (0)

  • Inne wydania

Mors, Pinky i ostatnia przesyłka - mp3 - opis produktu:

Rodzice Morsa wyjeżdżają na weekend, zostawiając syna samego w domu. Na horyzoncie pojawia się wyjście z Pinky do szałowej lodziarni. Jednak zaplanowane sobotnie popołudnie przebiega zupełnie inaczej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Czy znaleziona pod drzwiami koperta może być początkiem międzynarodowej afery przemytniczej? Przekonajcie się sami! Porwanie, pościg i strzelanina - czyli mrożąca krew w żyłach gangsterska przygoda, to tylko niektóre atrakcje tej części przygód nastoletnich detektywów.

Mors, Pinky i ostatnia przesyłka - mp3 - szczegółowe informacje:

Dział: e-Książki pdf, epub, mobi, mp3

Kategoria: dla dzieci i młodzieży, literatura dziecięca

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok publikacji:2016
Czas trwania:02:17:00
Język:polski
Zabezpieczenia i kompatybilność produktu (szczegóły w dziale POMOC): * Produkt jest zabezpieczony przed nielegalnym kopiowaniem (Znak wodny)
Czyta: Piotr Borowski
Wprowadzono: 04.04.2016
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Mors, Pinky i ostatnia przesyłka - mp3 - recenzje klientów


Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

Dariusz Rekosz - przeczytaj też

Czarny Maciek i wenecki starodruk - mp3

D. Rekosz

ebook mp3

22,51 zł taniej -15%

Detektywów para - Jacek i Barbara. ...

D. Rekosz

ebook mp3

18,36 zł taniej -15%

Detektywów para - Jacek i Barbara. ...

D. Rekosz

ebook mp3

18,36 zł taniej -15%

Ko(s)miczna futryna - mp3

D. Rekosz

ebook mp3

18,36 zł taniej -15%

Mors, Pinky i zagadka Ludolfiny - mp3

D. Rekosz

ebook mp3

16,69 zł taniej -15%

Tajemnica Neptuna - mp3

D. Rekosz

ebook mp3

20,87 zł taniej -15%

Zagadka starego grobowca - mp3

D. Rekosz

ebook mp3

13,53 zł taniej -15%

Zobacz również

Odrodzeni - mobi, epub

C. Houck

ebook, multiformat: mobi, epub

26,68 zł taniej -15%

Kocia kawiarenka - mobi, epub Wielkie ...

K. Charman

ebook, multiformat: mobi, epub

13,96 zł taniej -15%

Kłopoty z Perfect - mobi, epub ...

H. Duggan

ebook, multiformat: mobi, epub

17,48 zł taniej -15%

Zaopiekuj się mną - mobi, epub ...

H. Webb

ebook, multiformat: mobi, epub

8,66 zł taniej -20%

Ciekawe pomysły Gandalfa

ebook

16.69 zł

taniej -15%

Mors, Pinky i zaginiony sztandar - mp3

W nagrodę za rozwikłanie złodziejskiej afery, która rozegrała się na terenie szkoły, Mors i Pinky jadą z rodzicami do Londynu. Na miejscu poznają angielską policjantkę, której dziadek był Polakiem i w czasie drugiej wojny światowej walczył po brytyjskiej stronie przeciwko Niemcom. Za swoje bohaterstwo otrzymał pamiątkowy sztandar, który zaginął w...

książka

23.13 zł

taniej -20%

Mors Pinky i zaginiony sztandar

W nagrodę za wytropienie afery komputerowej Mors i Pinky - czyli Leszek i Ala - jadą na wycieczkę do Londynu. Oprócz licznych atrakcji turystycznych czeka tam na nich kolejne detektywistyczne wyzwanie: rozwikłanie zagadki sprzed lat. Do odnalezienia zaginionego sztandaru znów przyda się matematyka, angielski i bystre myślenie. Na szczęście tego bohaterom...

książka

23.13 zł

taniej -20%

Mors Pinky i trzynasta komnata

Znani z poprzednich tomów Mors i Pinky wybierają się na wspólne wakacje do zacisznej leśniczówki dziadka Adama. I pewnie spędzaliby tam miło czas na pływaniu, opalaniu się i obcowaniu z przyrodą, gdyby nie to, że los przygotował tam dla szlachcianki Ali i detektywa Leszka nie lada łamigłówkę... A wszystko przez tę genealogię!

książka

23.13 zł

taniej -20%

Mors Pinky i tajemnica dyrektora Fiszera

?Zwykła szkoła, a w niej dzień jak co dzień. I pewnie wszystko toczyłoby się swoim torem, gdyby nie detektywistyczne zacięcie dwojga dziesięcioletnich bohaterów, którzy w najmniej spodziewanych okolicznościach wpadają na trop osobliwej afery... Okazuje się, że wiedza zdobyta zarówno w szkole, jak i poza nią, może się przydać. Aby ratować z opresji siebie...

audiobook cd

23.14 zł

taniej -7%

Mors Pinky i tajemnica dyrektora Fiszera ...

Czwartoklasiści - Mors i Pinky - przez przypadek odkrywają, że za wymianą okien w sali komputerowej ich szkoły kryje się pospolita kradzież. Od tego momentu typowe, piątkowe popołudnie przeistacza się w grę z czasem, bandą opryszków oraz... no właśnie! Kto by się tego spodziewał?! Porwanie, uwięzienie w sportowym magazynku szkoły oraz pomoc samego......

gry / zabawki

67.42 zł

taniej -1%

Mors

Pluszowy mors to jedno ze zwierząt wchodzących w skład serii pluszaków z National Geographic. Dzięki niezwykłej dbałości o szczegóły, produkty z serii National Geographic są bardzo realistyczne, dzięki czemu dziecko podczas zabawy może sobie wyobrażać prawdziwe zwierzęta! Same pluszaki są wykonane z materiałów wysokiej jakości co sprawia, że są bardzo miłe...

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku

23.89

2.99

14.99

14.99

2.99

1.98

8.99

Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność › przejdź do koszyka
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: