Ziarno wykiełkowało!

Gandalf
Napisane przez Gandalf 114 wyświetleń
Dodaj komentarz
Udostępnij:

   I to podwójnie. Zygmunt Miłoszewski otrzymał wdzięczność i wieczne uwielbienie czytelników, a Borys Lankosz zachwyt widzów. Recenzje obu przedstawień fabuły Miłoszewskiego – obrazu i słowa pisanego – nie równoważą się, bo i nie mogą. Każde z nich ma swoich zwolenników i przeciwników. Osobiście, postaram się przybliżyć Wam moje wrażenia z przeczytania książki.

   Książka – majstersztyk! Dawno nie czytałam czegoś tak dobrego. „Ziarno prawdy” to polski kryminał, który zawiera nie tylko sztandarowe elementy jak makabryczna zbrodnia, nadzwyczaj błyskotliwego i przenikliwego detektywa, dochodzenie, wartką akcję i spektakularne rozwiązanie sprawy oraz końcową chwałę i glorię dochodzeniowca. Choć fabuła bardziej naszpikowana jest przemyśleniami głównego bohatera, uważam, że nie ujmuje to fenomenowi książki. A niewątpliwym fenomenem jest. Jestem pewna, że wielu z nas zniknęło z pola widzenia swoim bliskim na dłuższy okres czasu. Pamiętacie jeszcze jak wygląda świat rzeczywisty?

Kwestia bohatera

   Miłoszewski stworzył bohatera niebanalnego. Prokurator Teodor Szacki ma swoje, specyficzne podejście do świata. Przepełniony sarkazmem i ironią, stawia trafną diagnozę polskiego społeczeństwa, polskiej polityki i kultury. Uatrakcyjnia fabułę, relacjonując autentyczne wydarzenia w Polsce. Nie boi się wyrażać wprost polskich przywar, ostro krytykować, przedstawiać w krzywym zwierciadle naszych stereotypów, którymi nadal podświadomie się kierujemy. Prokurator Szacki tym razem przemierza malownicze uliczki Sandomierza w poszukiwaniu fanatycznego mordercy, który ewidentnie ma coś wspólnego ze sprawą żydowską, tak mocno wpisaną w polską kulturę i politykę… Szacki to mężczyzna po przejściach, gbur, noszący ślady egzystencjalnego zużycia. Jest swego rodzaju „outsiderem”. Stara się izolować od pałających żądzą skandalu i sensacji dziennikarzy, zepsutych polityków, ma specyficzne podejście do katolicyzmu i judaizmu – oraz stosunku do siebie obu z nich. Chciałoby się powiedzieć – niezły drań, prostak i samolub! Otóż nie, bo Pan Prokurator to całkiem inteligentny i dający się lubić gość. Tyle tylko, że zrównoważony, o trzeźwym umyśle. Ponadto dość przystojny, schludny… miła Pani, pozna Pana…

Mroki Sandomierza

   Sandomierz to, w oczach Autora i Reżysera, miasteczko pełne mroku, mgły, tajemniczości, krwi i… Żydów. Teodor Szacki przybywa do miasta, by odpocząć od zgiełku stolicy. Urzeczony jego magią – renesansowymi uliczkami na wzór włoski – postanawia rozprawić się z miejscową przestępczością. Okazuje się, iż nie tego oczekiwał. Sprawy dotyczące lokalnych mętów i drobnych złodziejaszków, według niego należy rozwiązywać już na policyjnej komendzie. Sala sądowa to, przecież, nie koncert życzeń. Jednak morderstwo Elżbiety Budnik, miejscowej działaczki, zaszlachtowanej halefem – nożem używanym przez Żydów do uboju rytualnego zwierząt – zaburza ten porządek rzeczy. Szacki znowu czuje się jak młody Bóg. Fala tajemniczych katolickich i żydowskich symboli, kolejnych zmasakrowanych zwłok mieszkańców, niewyjaśnionych i przerażających faktów, podejrzanych o wszystko i o nic, zaczyna pętać Prokuratora w niezłe sidła. Często gubi go zdobyte doświadczenie w stolicy i pewność schematów. W Sandomierzu nic, jednak, nie jest przewidywalne… A Szacki dostaje szału jeśli nie mówi się całej prawdy. Lawirując wśród półprawd, mitów i lokalnych legend jego prognozy zdają się rozmywać na mapie malowniczego Sandomierza.

Subiektywnie

   Książka zdecydowanie przypadła mi do gustu. Wszystko jest na miejscu, nie przeszkadzały mi nawet surowe oceny polskich realiów, ostre riposty godzące prosto w serca wielu osobistości naszego kraju. Fabuła – doskonale skonstruowana, nie ma tu żadnych niedopowiedzeń, wszystko ma swoje miejsce i czas, intryga z polsko-żydowskim konfliktem w tle wyjątkowo udana, choć nie całkiem bezpieczna. W dodatku dużo ciekawostek. Wiedzieliście, że symbol Ręki Fatimy to także symbol żydowski a nie tylko arabski? Ja też nie. A takich smaczków jest mnóstwo na kartach książki. Filmu jeszcze nie oglądałam, ale słyszałam mnóstwo pochlebnych opinii. W tej chwili obsada zaburzyła mi trochę wyobrażenia postaci podczas lektury książki, choć myślę, że co aktorzy nie dowyglądają to dograją swoim kunsztem zawodowym. Taką mamy dobrą kadrę aktorską w „Ziarnie prawdy”.

   Porównania książki z filmem, zatem nie będzie. Każde z nich ma swoich wielbicieli. Jeden przeczytał książkę i obejrzał film, inny tylko przeczytał książkę albo obejrzał film, a jeszcze inny pomstuje, że najpierw obejrzał a potem przeczytał… Znacie to? Kto z was może się utożsamić z tymi wzorcami? Opowiedzcie o tym w komentarzach poniżej. Czekam na nie z niecierpliwością!

Udostępnij:
27 lutego 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.