Polecamy Recenzje Wideo

„I’m ready my Lord”… Cohen wyznaje na najnowszej płycie

Avatar
Napisane przez Gandalf

Czy jest ona spowiedzią artysty? Leonard Cohen – muzyczne wspomnienie.

Leonard Cohen to artysta, którego trudno jest wcisnąć w jakiekolwiek ramy. Co więcej, nie wypada tego robić. Zdecydowanie dziwnie brzmi, jak niektórzy mówią o Cohenie „piosenkarz”. Dla mnie Cohen to mistrz, poeta, bard, twórca piosenki autorskiej, geniusz – Artysta! Nie potrzebował hordy muzyków, ani tła orkiestry, żeby uwieść publiczność. Wystarczył jego głos, monotonny, ciepły, z neurotyczną nutą. Wielbiły go miliony. Fani udowadniali to na każdym koncercie oddając hołd mistrzowi. Leonard Cohen to głos legenda, który będzie przyprawiał o emocjonalne dreszcze kolejne pokolenia.

ceonard-cohen
Głos to jednak nie wszystko, czym imponował kanadyjski bard. Teksty jego ballad to poezja. Słowa porywały, drażniły, wyostrzały emocje, dawały impuls do działania. Cohen był ekscentrykiem, interesował się filozofią zen, śpiewał o miłości i wolności. Przywarło do niego również, że jest poetą zaangażowanym politycznie. Przez lata przypięto mu sporo etykiet, nie wszystkie były prawdziwe, ale wszystkie z całą pewnością przysparzały mu kolejnych fanów.

W momencie debiutu Leonard Cohen nie był młodzikiem. Gdy ukazała się jego pierwsza płyta „Songs of Leonard Cohen” (1967), artysta miał 33 lata. Na pierwszym krążku Cohena świat usłyszał „Suzanne”, „Master Songs”, czy „So Long, Marianne”. Album miał status złotej płyty w Stanach Zjednoczonych i srebrnej w Wielkiej Brytanii.

Jako druga ukazała się płyta „Songs from a Room” (1969) ascetyczna w wyrazie, z charakterystycznymi dźwiękami drumli. Kolejny krążek to „Songs of Love and Hate” (1971). Ma nieco inną formułę niż wcześniejsze. Cohen zdecydował się na orkiestrę smyczkową, a nawet chór dziecięcy. Utwór z tej płyty, który zapadł mi w pamięć najbardziej to „Dress Rehearsal Rag”. Następna była nieco dziwna „Death of a Ladies Man”  (1977), jednak światowa pozycja Leonarda Cohena cały czas umacniała się. Ciąg dalszy to „Various Postions” (1984), chyba najbardziej religijna z płyt barda. Są na niej dwa mocne utwory „Dance Me to the End of Love” i „Hallelujah”. Ten drugi utwór stał się niedoścignioną klasyką, klasyką w duchu religijnym. Przepiękny głęboki, wzniosły hołd. Świat nie od razu nim się zachwycił. Z czasem jednak pokochał „Hallelujah” do tego stopnia, że przez lata ta pieśń doczekała się niezliczonej ilości coverów. Sięgali po nią między innymi John Cale, Jeff Buckley, „Hallelujah” wykonywali też „Bon Jovi”, Bono, Alexandra Burke.

Na album „I’m Your Man” (1988) wielbiciele Cohena musieli trochę poczekać. Artysta zaskoczył wszystkich bardziej nowoczesnym brzmieniem z syntezatorami w tle. Później bard wydał „Songs FromThe Road” (2010), a następnie „Popular Problems” (2014). Ten trzynasty album ukazał się dwa dni po 80. urodzinach artysty. Można powiedzieć, że sprawił sobie i światu wspaniały prezent.

Najnowsza płyta Leonarda Cohena to pożegnanie. Jeszcze zanim świat obiegła wiadomość o śmierci muzyka, ci, którzy słyszeli utwory z najnowszego krążka „You Want It Darker” i wsłuchali się w nie czuli ten niesamowity i niepokojący klimat. Z jednej strony album studyjny zachwyca tym, że jest wypełniony Cohenem, tym klasycznym, tym dawnym. Znów wszystko opiera się na jego głosie…

Druga strona „You Want It Darker” to teksty. Mocne, przejmujące, poruszające, trochę nostalgiczne, rozrachunkowe. Takie życiowe resume, bardzo osobiste, emocjonalne, wzruszające. Tytułowy utwór „You Want It Darkner” Leonard Cohen kończy się słowami „I’m ready, my Lord”…

W „Living the Table” słyszmy:

„I’m leaving the table
I’m out of the game
(…)
I don’t need a reason
For what I became
I’ve got these excuses
They’re tired and lame
I don’t need a pardon, no, no, no, no, no (…)”

W „Treaty” melorecytuje, że jest zagniewany i zmęczony, gdyż nie może zawrzeć paktu między Jego, a swoją miłością. A w „On the Level” wyznaje, że odwrócił się zarówno od diabła, jak i od anioła, że jest stary i musi przyjąć inny punkt widzenia. Przejmujący jest też utwór „Traveling Light”, gdzie Cohen podróżuje bez bagażu i wspomina, że kiedyś nieźle wycinał na gitarze.

„Steer Your Way” to dalsza część rozliczenia się ze światem wielkiego artysty.

„(…) Steer your heart past the Truth you believed in yesterday
Such as Fundamental Goodness and the Wisdom of the Way
Steer your heart, precious heart, past the women whom you bought
Year by year
Month by month
Day by day
Thought by thought
Steer your path thought the pain that is far more real than you (…)”

Nie podejmuję się tłumaczenia poezji Leonarda Cohena z przyczyn oczywistych. Każdy może zrobić to na własną rękę, bądź znaleźć w sieci tłumaczenia, których podejmują się między innymi poeci.

Dla mnie „You Want It Darkner” to niesamowita, niepokojąca, przepiękna spowiedź Leonarda Cohena.

Leonard Cohen zmarł 7 listopada 2016r. w wieku 82 lat. Wielki artysta, wybitny muzyk, genialny poeta. Jego ballady miażdżą emocje, porywają serca, wyciskają łzy. Trafiały do wrażliwości ludzi na całym świcie i to się nigdy nie zmieni. Inspirowały tysiące artystów i to też się nie zmieni. Cohen to jeden z najbardziej wpływowych artystów naszych czasów.

Na koniec pięć najlepszych utworów Leonarda Cohena – oczywiście najlepszych z najlepszych, gdyż wszystkie są najlepsze.

Suzanne – „The Songs of Leonard Cohen” z 1967 roku

Famous Blue Raincoat – „Songs of Love and Hate” z 1971 roku

Hallelujah – „Various Positions” z 1984 roku

Dance Me to the End of Love – „Various Positions” z 1984 roku

I’m Your Man – „I’m Your Man” z 1988 roku

Wszyscy zainteresowani życiem Leonarda Cohena mogą sięgnąć do jego biografii „Leonard Cohen. Życie sekretne” autorstwa Anthony’ego Reynoldsa. Cohen unikał mówienia o sobie, wywiadów. W książę opowiadają o artyście ludzie z jego otoczenia. Inna biograficzna pozycja o bardzie to „Leonard Cohen. Jestem twoim mężczyzną” . Tym razem napisała ją kobieta, Sylvie Simmons. Autorka opowieść o muzyku przeplata licznymi fotografiami. „Wspomnienia jego kobiet, przyjaciół, współpracowników i rozmowa z Cohenem tworzą niepowtarzalną opowieść”.

 

A jak Wy wspominacie Leonarda Cohena? Które utwory najbardziej zapamiętaliście?

Zobacz podobne wpisy:

O autorze

Avatar

Gandalf

  • Kuba

    To ciekawe, że pisze Pani iż wielbiciele musieli trochę poczekać na album wydany 4 lata po poprzedniku, a nie piszę Pani tak o następnym albumie – Ten New Songs, wydanym 13 lat po poprzedniku. O tym albumie właściwie nie wspomina Pani wcale, tak samo, jak i o następnym – Dear Heather. Pozdrawiam

    • Aleksandra

      Nie wspomniałam o tych dwóch albumach… Ten New Songs był bardzo istotny w karierze Cohena i mam tego świadomość. Mogłam wymienić całą dyskografię artysty. Pomyślałam jednak, że może ktoś zechce dopisać coś od siebie, podyskutować. Uwielbiam wszystkie płyty Cohena, ale największym sentyment mam do The Best of Leonard Cohen z 1975 roku….