Cwaniaczki i ich droga przez mękę

Gandalf.com.pl
Napisane przez Gandalf.com.pl 679 wyświetleń
Brak komentarzy
Udostępnij:

     Dorosłym w jednej chwili zostać łatwo, trudniej nim być przez resztę życia. A dzieckiem? To też wcale nie łatwe zadanie. „Jeśli bycie dzieckiem czegokolwiek mnie nauczyło, to tego, że dziecko ma ZERO kontroli nad swoim życiem” – tak przynajmniej twierdzi Greg Heffley – główny bohater nowego „Dziennika cwaniaczka”. I właściwie ma rację. To rodzice, opiekunowie są odpowiedzialni za małego człowieka w 100%. Oni organizują mu życie, prowadzą go, uczą, pokazują różne możliwości i drogi życiowe. Stopniowo wprowadzają w dorosły świat. Robią to z obowiązku, ale przede wszystkim z miłości i to właściwie jest najważniejsze. A co na to dzieci? Pozwolę sobie odpowiedzieć słowami piosenki: „Mali ludzie patrzą na nich z góry, robiąc wielkie oczy. Zdziecinniały świat dorosłych dzieciom już wychodzi bokiem. Świat dorosłych jest tak wielki, oni sami są tak mali. Wielkie głupstwa popełniają, jakby nie dorośli wcale”. Na przykład szkoła – bo koledzy dokuczają, nauczyciele się czepiają, gorszy dzień, jedynka w dzienniku i jak o tym powiedzieć rodzicom… A, właśnie, rodzice. Codzienna batalia o coś na co nie chcą wyrazić zgody, albo na co wyrażają zgodę ale nasz mały człowiek już niekoniecznie (umówmy się, odwiedziny u babci czy cioci Helci to nie jest szczyt marzeń). „Zapomniał wół, jak cielęciem był” – mamy takie piękne polskie przysłowie. I to przysłowie przyniosło zbawienie dla dużych i małych człowieków.

 Wynalazek

   Otóż, dorośli wpadli na genialny pomysł „docierania” do jakże odmiennego świata dzieci. Wymyślili książkę. Nie taką zwykłą, a nie daj Boże lekturę! Brrr… Dorośli też mają takie książki. Ale dziś daję głos małym ludziom. O nich dziś będzie. Wynaleźli więc książkę, która swoją treścią pozwala dzieciakom przeżyć na tej potłuczonej planecie. Pozwala im zrozumieć wiele rzeczy, zamknąć się w swojej samotni, kiedy mają zły dzień. Właściwie to opowieści retrospektywne, opowieści rodziców o ich młodości, która w efekcie niewiele się zmieniła w dziecięcym świecie. Można by dyskutować jedynie nad odmienną formą dziecięcych problemów, które są praktycznie takie same od wieków.

 Koszmarna Francesca Simon

   I tak pojawił się na przykład Koszmarny Karolek”. Niegrzeczny, krnąbrny i nieznośny. Karolek ma charakterek! Nikt mu w kaszę dmuchać nie będzie! W jego świecie naprawdę jest koszmarnie! Koszmarne przygody, koszmarne zachowanie Karolka, koszmarny humor (np. Uważaj na wszystko, co pomarszczone – daktyle, rodzynki i dziadków), koszmarne pomysły. Ale poza tym wszystkim Koszmarny Karolek jest koszmarnie dobry! Wciąga swoim odważnym temperamentem, zachęca do psot, ale tylko w wyobraźni! Wiele wokół niego kontrowersji, o czym jeszcze będę mówić, ale dzieciaki go uwielbiają i tego się trzymajmy!

 Sempre i Gościnny

  Następnie na świat przyszedł Mikołajek”. Przeurocza seria książeczek dla młodszych dzieci. Przygody głównego bohatera, pokazują małemu czytelnikowi, że jego osobisty świat nie jest taki zły i że nawet z najgorszej sytuacji można znaleźć wyjście a nawet się uśmiać. Mikołajka odkryłam, kiedy urodził się mój młodszy braciszek. Najpierw czytałam mu do snu, potem czytaliśmy razem, ucząc się składania literek, następnie braciszek czytał sam a w końcu, kiedy Harry Potter miał większe „poważanie”, wieczorami czytałam ja. Ot tak, dla przyjemności, odprężenia i poprawy humoru. Teraz odkryłam coś znacznie lepszego. No bo chyba już jestem trochę „za duża” na Mikołajka…

 Eureka Kinneya

   Trzeba było wejść na wyższy poziom. I tak wpadłam na „Dziennik cwaniaczka” autorstwa Jeffa Kinneya. Wpadłam jak śliwka w kompot! Przeczytałam właśnie, jeszcze ciepłą, nowość całej serii: „Droga przez mękę”. Tym razem wesoła rodzinka Heffleyów wpada na pomysł zorganizowania wspólnej wyprawy samochodowej. Gdzie? A gdzie ich rodzinny Van poniesie! Tylko, że założenie wycieczki („złote rady dla rodziny” w kolorowym pisemku) lekko nie zgadza się z jej przebiegiem… Pechowa podróż uroczej rodzinki staje się szkołą życia.

     Jestem zachwycona narracją Autora. Formą książki również! Ale po kolei. To nie jest książka dla malutkich dzieci. Przeznaczona jest raczej dla wieku ok. 7-14 lat. To nie jest też naiwna książka. Jeff Kinney, za pośrednictwem naszej tłumaczki Joanny Wajs, stosuje całkiem niełatwe konstrukcje wyrazowo-zdaniowe. Na przykład: Zaopiniować. Trzeba bardziej doświadczonego umysłu niż 5-latka, żeby zrozumieć co znaczy, że „mama zaopiniowała negatywnie całą masę klamotów”. A „sprostać standardom prasy kolorowej”? No właśnie. I wcale nie potrzeba tu pomocy rodziców. Bardzo łatwo podchwycić sens z kontekstu zdania. Dziecko, które czyta Dziennik cwaniaczka może mieć wrażenie, że jest traktowane naprawdę poważnie, nie infantylnie. I rodzic z przyjemnością patrzy na tę dumną minkę. Całość treści książki ujęta jest w prostą, ale cudną oprawę dziennikową – czyli w liniaturze, co możecie zobaczyć na zdjęciach. To dużo bardziej uautentycznia nazwę książki. A jako zawodowy logopeda, dodam, że zdecydowanie ułatwia czytanie!

            Czymże byłby osobisty dziennik bez szkiców, obrazków, ilustracji? Tutaj obrazki na pierwszy rzut oka wydają się proste. Wcale takie nie są! Są doskonale dopracowane, zaznaczona jest każda kreska w mimice i postawie każdej postaci. Ponadto są tak urocze i przyjemne w odbiorze wizualnym, że sam proces czytania książki nie wystarczy. Mimowolnie oczy wędrują za ilustracjami. Świetnie uzupełniają opis danej przygody Grega i właściwie często są wyjaśnieniem trudnych fraz zdaniowych czy wyrazowych.

2            DSC_0223

   Jeśli chcieliście spytać czy skoro treść zawiera trudne wyrażenia, to czy w efekcie jest poważną książką, to odpowiem, że absolutnie nie! „Droga przez mękę” przesycona jest humorem! Gwarantuję, że spokojnie możecie zakupić paczkę chusteczek, bo się nie opanujecie! Wasze dzieci też… Nie jest to jednak, zwyczajny humor. Poniżej, na zdjęciach, możecie doświadczyć go osobiście.

1

   Jeśli, więc zastanawiacie się jak pomóc Waszym dzieciom w otrzaskaniu się ze światem, kupcie im „Dziennik cwaniaczka”! Pozwólcie im trochę „pocwaniakować”. Obiecuję gromki śmiech, fascynację, a potem wieczne uwielbienie w oczach Waszych dzieci. Polecam Wam całą serię. Jest w czym wybierać. Każda inna, każdemu przypadnie do gustu. Urocza i przezabawna po stokroć! Ja się zakochałam. Ktoś czytał? Może chcielibyście podzielić się swoimi wrażeniami po lekturze? Zapraszam do komentowania!

Udostępnij:
15 kwietnia 2015

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.