rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Uzdrawiająca siła śmiechu Humor i prowokacja w terapii
ocena: 6, głosów: 9
 
powiększenie

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Uzdrawiająca siła śmiechu Humor i prowokacja w terapii

Przedmowa

Gdy w roku 1985 poznałam na jakimś seminarium na temat terapii prowokatywnej Franka Farrelly’ego i rozwiniętą przez niego metodę, byłam właśnie świeżo po podjęciu decyzji, żeby zrezygnować z terapii jednostkowej. Zarówno mój rozum, jak i moje ciało sygnalizowały mi jednoznacznie, że nakazana mi profesjonalna powściągliwość w pracy nie jest dla tej pracy dobra. Ludzie mający problemy psychiczne zaczęli mnie tak samo irytować, jak perspektywa słuchania o tym przez 8 godzin dziennie, a nie miałam zamiaru skończyć z chorobą zawodową – przecież pracowałam w zawodzie, który powinien leczyć – czyli albo wypaleniem wewnętrznym, albo skokiem z okna.
Podejście Franka Farrelly’ego wywołało u mnie szok leczniczy i dało mi nowy początek. Początkowo rozumiałam tylko odrobinę z tego, co pokazywał nam na seminarium, ale byłam zachwycona tym, jak naturalnie i po ludzku traktował pacjentów. On z pewnością nie wyskoczyłby z okna i, co zdumiewające, jego pacjent też nie. Zastosowano tu celową bezczelność jako terapię!
Tę lekcję, która była zwrotem w moim życiu, zorganizował Hans-Ulrich Schachtner.
Już w latach 70. odkrył on mianowicie książkę Franka Farrelly’ego Terapia Prowokatywna na regale swego przyjaciela, gdzie dokonywała żywota, zapomniana i zakurzona. W nim jednak rozpaliła natychmiast prowokacyjne pomysły i Hans-Ulrich zdecydował się odnaleźć Franka Farrelly’ego w Stanach Zjednoczonych, aby przestudiować jego metodę terapeutyczną na miejscu, jak robił to już wcześniej, między innymi z Miltonem Ericksonem i małżeństwem Goulding. Gdy udało mu się po pół roku poszukiwań odnaleźć Franka i zapytać go pozwolenie na tego typu odwiedziny, usłyszał lapidarne: „OK, możesz przyjechać. I weź ze sobą kasę!”.
Hans-Ulrich był też tą osobą, która zaprosiła Franka do Niemiec i od roku 1982 organizuje z nim warsztaty. Szybko zorientowaliśmy się, że nasze tak od siebie różne talenty doskonale się uzupełniają i razem, z korzyścią dla wszystkich dają się zastosować. Szybko też chcieliśmy wiedzieć, co się stanie, gdy zaczniemy zachowywać się prowokatywnie. Hans-Ulrich już od dawna łamał sobie głowę nad tym, żeby dowiedzieć się, dlaczego, kiedy i jak można powiedzieć pacjentowi „bezczelności” z korzystnym dla niego skutkiem i nawet już kilka takich pomysłów miał.
Tak powstał zamysł napisania książki. Dużą rolę odegrały tu doświadczenia Hansa-Ulricha w terapii, na seminariach czy zjazdach. Wiele pomysłów, o których przeczytacie Państwo w tej książce, wyszło właśnie od niego.
Podczas próby zrozumienia Franka stało się dla nas jasne: sposoby zachowania ujęte w terapii prowokatywnej są skuteczne nie tylko terapeutycznie, ale sprawiają, że każdy kontakt z drugim człowiekiem staje się łatwiejszy. Dlatego mówimy też o stylu prowokacji, nie opisujemy tu nowego budynku dla terapii, a tylko nowy styl zachowania i komunikacji, który także w psychoterapii może znaleźć zastosowanie i może wzbogacić prawie każde przedsięwzięcie terapeutyczne.
Na komunikację składa się wiele elementów. Najogólniej rozróżnia się tu treść pewnej wiadomości oraz sposób, w jaki jest przekazana. Nastawienie wewnętrzne, które mówca przyjmie, decydująco definiuje sposób, w jaki to powie. Już same zdania typu: „Ale z ciebie głupol!”, które tylko przeczytane przekazują pewną informację, zmieniają znaczenie w zależności od tego, w jakim kontekście i z jakim nastawieniem – na przykład delikatności lub pogardy – zostaną powiedziane. Także podczas użycia stylu prowokatywnego (w dalszej części nazwanego jako „ProSt”; słowo Prost oznacza w języku niemieckim toast „na zdrowie” – przyp. tłum.) centralną rolę odgrywa nie treść przekazanej informacji, a wewnętrzne nastawienie nadawcy tej informacji. Szczególnie ważne stało się tu przypomnienie o przyjaznym nastawieniu do drugiego człowieka, co ma ogromne znaczenie w stylu proaktywnym (ProSt).
Techniki komunikacji należą w dzisiejszych czasach do najważniejszych elementów każdego wykształcenia, o ile oczywiście będziemy mieć w przyszłości zaplanowany kontakt z drugim człowiekiem, ponieważ to właśnie sposób komunikacji określa, czy w stosunkach międzyludzkich coś się uda osiągnąć, czy nie. Coś na zasadzie dolewania oleju czy wsypywania piasku do silnika. Co będzie lepsze?
Ma to ogromne znaczenie w życiu prywatnym, w psychoterapii, w gospodarce. Mamy nadzieję, że udało nam się trochę przybliżyć w sposób humorystyczno-prowokacyjny ten olej w silniku – jak działa i jak to można bez wyrządzania szkody wcielić w życie. Piasek byłby katastrofą.

Co to jest styl prowokatywny?

Styl prowokatywny jest metodą wywierania wpływu za pomocą humoru i wyzwania. Wszystkim chodzi o to, aby sprowokować śmiech i sprzeciw – i to w odpowiednim kierunku. Zarówno śmiech, jak też bunt powodują szybko i bezproblemowo myślenie i zachowanie emocjonalne, zanim jeszcze osoba ulegająca wpływowi będzie mogła wyrazić swoją obronę lub mobilizację przeciwko osobie wywierającej wpływ. Sprzeciw jest celowo prowokowany i kierowany w odpowiednim kierunku, mianowicie przeciwko własnemu oczywistemu zachowaniu, a nie przeciwko (wspierającemu i gotowemu do pomocy) partnerowi rozmowy.
Śmiech uwalnia, a sprzeciw mobilizuje do działania. Prowokowanie kogoś do śmiechu nie jest cyniczną arogancją i jest skierowane tylko przeciwko szkodliwości i absurdowi w zachowaniu innych ludzi, a nie przeciwko zranionej istocie. Przy tej okazji przedstawia się innym w szczególny sposób wzorce myślenia, uczucia i sposoby zachowania, tak, że nie są oni w stanie postąpić inaczej, niż tylko przyjąć to stanowisko wraz ze wszystkimi uczuciami. Te insynuacje wypacza się aż do granic absurdu, co ma skłonić osobę zainteresowaną do śmiechu. Śmianie się z samego siebie zwraca nam fragment naszej wolności, gdyż tylko ten, kto sam umie się zdystansować i być ponad to, umie śmiać się z samego siebie. ProSt ułatwia wszelką komunikację, czy to między małżonkami lub rodzicami i dziećmi, czy w miejscu pracy, podczas telefonu teściowej. Nie możemy stracić z oczu podstawowego zachowania użytkownika, aby nie zaliczyć go do grona błyskotliwych, zdystansowanych, ale bezczelnych albo do wybuchających agresją. Najlepsze pomysły spalają na panewce, gdy godność drugiego człowieka nie jest poważana. ProSt nie jest bronią, a środkiem pomocniczym w zacieśnieniu kontaktów, środkiem wślizgu do zardzewiałej komunikacji oraz lekiem w ramach psychoterapii.
ProSt sam w sobie nie jest absolutną nowością. Wielu ludzi praktykuje go wieczorami w przyjacielskim gronie piwnym, w relacjach z dziećmi czy małżonkiem. Używają go bez zastanowienia, przede wszystkim wtedy, gdy lubią przyjaciół, dobrze się z nimi czują i jest im dobrze. Co może być tak normalne dla nas na co dzień, jest czymś niezwyczajnym, jeżeli próbujemy wdrożyć to w inny zakres naszego życia niż prywatny, np. w rozmowy służbowe albo w psychoterapię. I wtedy jest lepiej, gdy nie działamy tylko intuicyjnie, ale też dobrze wiemy, co robimy.

Zastosowanie ProSt

Nie ma sensu, żeby stosować ProSt zawsze i wszędzie. A już na pewno nie róbmy z tego naszego znaku firmowego. Ale w określonych sytuacjach jest on bardzo pomocny, niekiedy jest nawet jedynym ratunkiem i wyjściem z zagmatwanego położenia. ProSt jest przydatny przede wszystkim wtedy, gdy uruchamia się komunikację ograniczoną i do wyboru pozostaje niewielki stopień dowolności reakcji. Ograniczanie przez innych dzieje się niechcący lub nieświadomie; albo wręcz przeciwnie – całkowicie świadomie, na przykład poprzez zachowanie nie fair, nieprawdziwe oskarżenia, demonstrację wyższości („Nie wolno bić dziewczynek!”, „Nie wolno śmiać się w kościele!”, „Nie wolno być niemiłym dla starszych ludzi!”, „Nie wolno…”). W każdym przypadku oczekuje się pewnych z góry określonych zachowań – reakcji. I ten ktoś, kogo dotyczy takie ograniczenie, kto nie może być sobą, czuje się z tym źle i bezradnie.
Komunikacja jest ograniczana również wtedy, gdy nastrój rozmowy dyktowany jest przez innych, np. poprzez zdania typu: „Dzisiaj mamy chandrę!”. Tak samo trudno będzie spowodować, aby ktoś zamilkł, aby przestał już mówić, i nie stracić przy tym dobrego kontaktu z nim. W ProSt mamy do dyspozycji kilka dróg, aby zniwelować te ograniczenia w środkach, których używamy.
Komunikacje z podwójnym wiązaniem, tzw. Double Bind, ograniczają szczególnie i dlatego są polem przeznaczonym na reakcje prowokatywne. Double Bind są na ogół wysłaniem dwóch sprzecznych przesłań jednocześnie, z których jedno jest fałszywe. Wygląda to tak, że adresat może tylko źle zareagować, ponieważ będzie musiał zawsze zadziałać przeciwko jednemu z przesłań. Następująca, często cytowana sytuacja Double Bind jest rzekomo nierozwiązywalna: Mama podarowała synowi dwa krawaty na urodziny: czerwony i niebieski. Następnego dnia widzi syna w czerwonym krawacie. Mówi z wyrzutem: „Aha, nie podoba ci się niebieski krawat!”, co w jawnym tekście powinno brzmieć: „Zadałam sobie tyle trudu, nie szanujesz moich uczuć, nie kochasz mnie!”. W ProSt syn odpowiada wesoło: „Szczerze mówiąc, oba są koszmarne, ale ponieważ cię kocham, włożyłem dziś jeden”. W ten sposób już zareagował na jeden z zarzutów, który nastąpi („nie kochasz mnie”) i nie zważał przy tym zupełnie na otoczkę Double Bind, czyli przesłanej podwójnej informacji. Oprócz takiego stwierdzenia pozostawało mu jeszcze tylko głupie zachowanie, np. noszenie obu krawatów naraz, co mogłoby go również wybawić z opresji.
W niektórych sytuacjach nie poleca się zastosowania ProSt, np. podczas przesłuchania przez policję czy podczas kontroli bezpieczeństwa na lotnisku, bo są to miejsca, gdzie wszyscy biorą wszystko dosłownie i na serio. Jeśli się spieszymy, warto jednak na pytanie: „Co ma pan w walizce?” znaleźć lepszą odpowiedź niż: „Bombę i trzy granaty!”.

Humor jako siła napędowa

Humor jest jedną z podstawowych cech, którymi różni się ProSt od innych (terapeutycznych) sposobów zachowania. Im bardziej szelmowsko się zachowujemy podczas stosowania naszych prowokacji, tym bliżej przysuwamy się w kierunku zamierzonego działania, ponieważ o wiele łatwiej jest je strawić, jeśli nafaszeruje się je humorem.
Jedna z wielu wcześniejszych zasad, którą stosujemy, mówi nam o tym, że humor powinien być stosowany w psychoterapii. Psychoterapia jest mianowicie sprawą poważną. Humor w psychoterapii traktowany jest zwykle nie tylko jako niepasujący do sytuacji, ale wręcz jako patologia. Zwolennicy takiego przekonania wierzą, że tylko ludzie zdegenerowani i głupi zdołają w obliczu własnej biedy na tym padole łez się śmiać. Jako wymierne wyrażanie uczuć w psychoterapii funkcjonują: łkanie, krzyk i wybuchy złości. W latach 70. uważano wręcz wybuch złości za znak udanego spotkania terapeutycznego. Z wielu gabinetów psychoterapeutów dobiegał wtedy krzyk, pisk czy łkanie. Pacjentom, którzy przychodzili do gabinetu po raz pierwszy, nie pozwalano na wszelki wypadek na zbyt długie oczekiwanie w poczekalni, ponieważ te wynajęte domy miały złą izolację dźwiękową. Sąsiedzi traktowali psychoterapeutów, jak gdyby byli średniowiecznymi torturującymi ciemiężcami, więc musieli często zmieniać siedzibę, nawet jeśli zawsze w terminie płacili czynsz. Lepsze czasy nadeszły wraz z pojawieniem się hipnozy. Terapia stała się tak cicha, że można było prowadzić ją w japońskich domach z papieru. Jedynym dźwiękiem, który czasami przerywał ciszę, był głuchy odgłos uderzenia, gdy terapeuta spadał z fotela na podłogę. Jakże ta hipnoza męczyła człowieka! W tych czasach pojawiło się ogromne zapotrzebowanie na kolegów prowadzących psychoanalizę, ponieważ siadali oni poza polem widzenia swoich pacjentów i ci nie mogli dostrzec, jak pod wpływem magicznej siły opadały im powieki.
Psychoterapeuci rozwinęli z biegiem lat wiele umiejętności. Na przykład umiejętność powtarzania własnymi słowami treści opowiedzianej przez pacjenta – tak zwana technika na papugę. Większość z nich nauczyła się także tak to wygłaszać, jakby głosili niedzielne kazanie – i to po 8 godzin dziennie. Wielu z nich postarało się też o podstawową charakteryzację potrzebną do wykonywania tego zawodu: siwe włosy i hemoroidy. Siwe włosy były sygnałem, że mamy do czynienia z osobą godną i doświadczoną, hemoroidy wyjaśniały pełen współczucia, udręczony wzrok. Pacjentów uczono wtedy dobitnie i za pomocą podniesionego palca wskazującego, że życie jednak sprawia przyjemność. Podobnie jest, gdy wrzeszczymy na dziecko, że ma być grzeczne. Dziecko nie staje się wtedy grzeczne, tylko porywcze. Tak samo pacjenci uczyli się przede wszystkim tego, że kryzysy w życiu są czymś tragicznym i tylko z wielkim trudem dają się rozwiązać.
Przy tym było wiadomo od dawna, że śmiech to zdrowie. Nic więc dziwnego, że śmiech – nie więcej niż to uchodziło za pożyteczne według mądrości ludowych – wyłączono nie tylko ze szkół medycznych, ale także traktowano jako błąd w sztuce w szkole terapii. Właściwie do dziś często tak się twierdzi. Dopiero ostatnio szkoła medyczna uznała, że oficjalnie należy uznać uzdrawiający wpływ śmiechu. W lipcu 1992 r. umieszczono w prasie informację o tym, że pacjenci z zaburzeniami psychosomatycznymi w Birmingham dostają skierowanie do lekarza, u którego uczą się zdrowo śmiać. Pacjentom tym pokazywano wesołe filmy wideo oraz prezentowano żarty, przy których musieli być w ciągłej gotowości do „spontanicznego i uwalniającego śmiechu”. A przy tym tkwili w paradoksie „śmiej się spontanicznie!”.
Problem pacjenta stawał się problemem dopiero wtedy, gdy identyfikował się on jednostronnie (z punktu widzenia pacjenta) – z cechą, z deficytem, z określoną przesłanką. Taka nieustępliwość oznacza stres – i dla pacjenta, i dla terapeuty. To, o czym w stresie najłatwiej zapominamy, to przemyślane i rozważne perspektywy. Jeśli czujemy się pod presją lub w jakikolwiek sposób zagrożeni, wyłączamy kresomózgowie i reagujemy niczym amfibie z międzymózgowiem: wyzwalają się w nas wrodzone wzory reakcji odruchu walki, ucieczki lub odruch udawania martwego. Uaktywniają one w nas wprawdzie emocje, ale z drugiej strony zaślepiają poprzez częściowe wyłączenie kresomózgowia.
Poprzez humor i śmianie się z samego siebie nabiera się dystansu do własnej nieustępliwości. W ten sposób widoczne stają się dla samego pacjenta (i dla jego zmęczonego terapeuty) wyjścia z, wydawałoby się, beznadziejnej sytuacji. Kto się śmieje, ma o jedno wyjście walki lub ucieczki więcej. Kto się śmieje, włącza swoje kresomózgowie, wytwarza rozsądne i rozważne perspektywy i znowu może podejmować decyzje.
W stylu ProSt za pomocą przesunięć wypaczonego punktu widzenia pozwalamy naszym pacjentom odkryć w sobie stronę absurdalną i w ten sposób spontanicznie wywołujemy ich śmiech. Życie ponad własnymi głupotami daje wolność, ponieważ powoduje odciążenie z nich, wymaga wewnętrznego dystansu, prawidłowo ustawia wymiary i zwraca nam kontrolę – znowu stajemy się autorami własnego życia, przestajemy być ofiarami.
Przy wprowadzeniu humoru ogromną rolę odgrywa osobowość terapeuty. Pacjent może się tylko uczyć śmiania się z samego siebie, ponieważ może zacząć uważać się sam za śmiesznego. Jeśli do tego nie dojdzie, działania terapeuty są dla pacjenta raniące, despotyczne i pochodzące od tego lepiej wiedzącego, krótko mówiąc, całkowicie pozbawione humoru. W sensie konstruktywnym i leczniczym możemy śmiać się tylko wtedy z głupot innych ludzi, gdy potrafimy śmiać się również z własnych głupot. Tak się śmiejąc, śmiejemy się z głupot innych ludzi, a nie z nich samych.
Pełne humoru zniekształcenia współgrające z odczuwalną autoironią terapeuty mają także korzystny skutek uboczny: wzywają, zapraszają pacjenta do nabrania dystansu także do wypowiedzi terapeuty. Musi on ciągle zadawać sobie pytanie: „Mam to teraz wziąć dosłownie, czy mam to jeszcze sobie »przetłumaczyć«?”. Zrozumienie, że każdy sposób widzenia, także ten terapeuty, jest zawsze tylko jednym z wielu, wprowadza względność i niezależność od osoby terapeuty. Wyjdźmy naprzeciw prostocie i skromności połowy ludzkości i uznajmy, że większość ludzi jest w stanie rozwinąć poczucie humoru i także większość terapeutów może wprowadzić w nie w pracy terapeutycznej swoich pacjentów. Oczywiście w zależności od pacjenta jest to różny proces, czasami łatwy, czasami trudny, aby móc pracować z humorem. U niektórych trzeba żarty i przesadności forsować z dużymi trudnościami, zanim zauważą, że żartujemy, u innych natomiast wystarczy chwila. U wszystkich jednak musimy dojść do postawy zasadniczej odprężenia i dawki humoru, także wtedy, gdy dopiero z wielkim trudem przychodzi nam śmiech. Terapeuci, którzy do tej pory pracowali nad łkaniem i zaciskaniem zębów całkiem poważnie, utrudnili sobie może pracę. Gdy ktoś uderza w ton żartów, ale od zawsze był nastawiony do życia poważnie, ryzykuje, że nie zostanie właściwie zrozumiany, ponieważ osoba, z którą ma do czynienia, musi się na nowo zorientować. Dlatego najłatwiej jest stworzyć atmosferę pełną humoru już od pierwszych godzin terapii. Sama w sobie zabrania ona stawiania smutnych zapytań oraz okazania współczucia.

Ucieczka w humor

Proszę się dobrze zastanowić. Czy znacie choćby jednego człowieka, który sam o sobie powiedziałby, że nie ma poczucia humoru? No właśnie, wy też nie znacie takich! Nieposiadający poczucia humoru to zawsze ci pozostali, nigdy ja sam.
Za ludzi bez poczucia humoru uważamy standardowo tych, którzy nie rozumieją naszego poczucia humoru. Jeśli na przykład jestem fanem Flipa i Flapa, a ktoś inny, oglądając ich, uśmiechnie się lekko i z poczucia obowiązku, to nie ma on poczucia humoru, zdecydowanie!
Jest niezliczona liczba wariantów poczucia humoru. No i jest niezliczenie dużo komików: Loriot, Gerhard Polt, Woody Allen, Flip i Flap, Charlie Chaplin na przykład. Co ich łączy? Co to jest humor i co nas skłania do śmiechu? Czy to to samo? Strojenie sobie żartów i humor to nie to samo, nie należy do tej samej grupy. Żarty prowokują do uśmiechu, poczucie humoru jest stanem duchowym. Ludzie, którzy nie mają poczucia humoru, też potrafią się śmiać z żartów.
Zatem jeśli ktoś uważa się za człowieka pozbawionego poczucia humoru i głęboko się do tego zastanawiającego i roztrząsającego wszystko dokładnie, czym to poczucie humoru w ogóle jest, namawiamy go do podjęcia prób przynajmniej zrozumienia naszego stanowiska i zbliżenia się duchowo do niego.

Rozpoznawanie absurdów

Wiele ludzkich zachowań przebiega w sposób absurdalny, irracjonalny oraz wbrew rzetelnej wiedzy. Bardzo często kierujemy się przy tym „uczuciem”, ale jest to i tak koszmarnie absurdalne, to nasze zachowanie! Wielu ludzi boi się na przykład latać i pewne uczucie z zamierzchłej przeszłości, które wtedy ratowało z opresji, podpowiada nam, że człowiek jest raczej istotą naziemną, bo najnormalniej w świecie nie ma skrzydeł. Ponadto pojawia się niebezpieczeństwo ewentualnej katastrofy lotniczej, wprawdzie tak samo prawdopodobne, jak to, że zostaniemy trafieni spadającym meteorytem, mianowicie jakieś 1:20 000. Niektórzy ludzie, jeśli mają lecieć gdzieś razem, na przykład angielska rodzina królewska, podejmują kroki, aby razem jednak nigdzie nie lecieć. Lecą wtedy dwoma różnymi samolotami, aby nie ryzykować, że razem zginą i pozostawią dzieci jako biedne sieroty. Gdyby jednak rozmawiali o wspólnej jeździe samochodem, nie przyszłoby im nawet do głowy, żeby jechać dwoma oddzielnymi samochodami, aby zmniejszyć ryzyko, chociaż powszechnie wiadomo, że jazda samochodem jest o wiele bardziej niebezpieczna niż latanie samolotem.
Lista absurdalnych ludzkich zachowań jest długa. Na przykład podczas szczytu gospodarczego w 1992 roku w Monachium, gdy wprowadzono różnorodne ograniczenia i objazdy w ruchu drogowym, wielu ludzi pojechało do centrum miasta, chociaż nie mieli w tym żadnego celu, żeby się jeszcze dodatkowo denerwować takimi utrudnieniami. Albo jedzie się dokądś, mimo że wiadomo, że będzie się stało w 60-kilometrowym korku przy 30° w cieniu. Takie szaleństwo może po prostu wywołać głęboką depresję, i przy odpowiednich przesłankach, niestety, wywołuje.
Absurd jest czymś niedorzecznym i głupim. My, wszyscy ludzie, znajdujemy się nieraz w jakiejś absurdalnej sytuacji, której tak do końca nie jesteśmy świadomi, ale która mimo to określa wiele naszych zachowań: pędzimy na jakiejś wirującej kuli przez wszechświat, bez jakiegokolwiek pojęcia skąd, dokąd i dlaczego. Niejednokrotnie nie całkowicie wiadomo, jak. Jednocześnie zachowujemy się tak, jak gdybyśmy to wszystko dokładnie wiedzieli. Nasza niewiedza, nasz pęd do wiedzy, jak coś się naprawdę dzieje, nadają skrzydeł nauce, filozofii i religii. Na końcu jest doskonałe tak–się–zachowuj–jakbyś–wiedział, co oferuje jako podstawę wiary jakieś ostateczne rozwiązanie, które wydaje się dobre. W efekcie okazuje się, że wprawdzie możemy głęboko wierzyć, ale mało wiemy na pewno.
Jednym z zasadniczych aspektów poczucia humoru jest to, że daje nam zdolność do rozpoznawania absurdalnej strony jakiejś sytuacji oraz żeby jej się nie dać, a raczej się z niej śmiać. Zarysy takiego zagłębienia się bytu ludzkiego w opary absurdu są bardzo ogólne, a każdy człowiek z osobna ma specyficzną umiejętność potraktowania tego z perspektywy własnego życia.
Człowiek jest jedyną istotą na naszej planecie, która jest zdolna do zastanawiania się nas sobą. Do pewnego stopnia potrafi wyjść z siebie i stanąć obok, aby spojrzeć na siebie innymi oczami. Ta zdolność do samorefleksji daje człowiekowi wolność wyboru także innych reakcji niż instynktownych. Taka względność jest główną przesłanką humoru. To dlatego człowiek różni się od zwierzęcia zachowaniem i być może jest to właśnie powód, dla którego człowiek jest jedynym zwierzęciem, które potrafi się śmiać. Zwierzęta nie mają, o ile wiemy, takiej względności, ani nie potrafią się śmiać; nawet jeśli konie lub szympansy wyglądają czasami tak, jak gdyby się śmiały, szczerzą tylko zuchwale zęby.

Żartownisie Rzymianie

Pełna humoru względność polega na zrozumieniu, tolerancji i dojrzałości. Absolutnie nie jest tak, że ludzie przychodzą na świat z poczuciem humoru lub bez niego, aby następnie biernie poddać się sile swoich genów. Humoru uczymy się, tak jak pisania na maszynie. Niestety, nie jest to nauczane w szkołach, nawet jest to tam zwalczane.
Umiejętność brania rzeczy z poczuciem humoru wykształca się w miarę człowieczego rozwoju. Niemowlę ma słabo rozwinięte poczucie humoru, ponieważ jest jeszcze bardzo silnie ukierunkowane instynktem. I nie ma własnych poglądów. Jest bardziej zwierzęco nastawione do świata niż dorosły – lub przynajmniej niż niektórzy z nich. Wymaganą dojrzałość trudno jest jednak zmierzyć kalendarzowym wiekiem. Czasami zdziwieni stwierdzamy, że czterolatek może mieć silnie rozwinięte poczucie humoru i reagować, patrząc z drugiej strony, o wiele bardziej humorystycznie, niż niejeden czterdziestolatek w obchodzeniu się z innymi ludźmi (i jego największą własnością, samochodem).
Wraz ze zwiększającą się dojrzałością możemy się nauczyć bardziej relatywnie patrzeć na siebie samych i nie traktować każdej wiedzy jako ogólnie obowiązującej, to znaczy naszych własnych reakcji nie możemy traktować jako wiedzy absolutnej. Możemy więc siebie samych nauczyć, jak znajdować absurdalną, a co za tym idzie, komiczną stronę naszego jestestwa.
Większość ludzi nie ma żadnego problemu z tym, żeby uznać innych ludzi za absurdalnych i komicznych. Prototypem takiego zachowania jest Obelix, który zawsze wtedy, gdy czegoś nie wie lub nie rozumie, woła: „żartują sobie ci Rzymianie/Germanie/Szwajcarzy/Hiszpanie” itd., w zależności od tego, z kim ma właśnie do czynienia. Według niego żartują wszyscy, których horyzont sięga dalej, niż tylko dobrze zjeść i wygrać z Rzymianami.
Jest zatem o wiele prościej znaleźć komizm sytuacji w sprawie, w której jesteśmy widzami, gdy chodzi o sytuacje, w których znajdują się inni ludzie, w sytuacji, która bezpośrednio nas nie dotyczy. Jeśli chodzi o nas samych, takiej samej sytuacji wcale nie uznamy za równie komiczną, a w sytuacjach, kiedy się w coś wmanewrujemy, rozpoznanie tego i śmiech jest uwolnieniem się z kaftana bezpieczeństwa. Zdejmujemy końskie okulary i nie jesteśmy już więźniami tylko jednego spojrzenia na daną sprawę. Umiejętność śmiania się z samego siebie jest kluczem do wolności i do wewnętrznego spokoju.
Z wielu powodów opłaca się wyćwiczyć w sobie poczucie humoru, ponieważ nie znosi ono złości. Ludzie, którzy w co drugim zdaniu mówią: „ależ mnie to zezłościło!” lub też: „ależ mnie to okropnie zdenerwowało!”, potrzebują złości być może dlatego, żeby w ich mdłym i nudnawym życiu coś się zadziało. Ale poziom adrenaliny, który jest wywoływany śmiechem, sprawia o wiele większą przyjemność i jest znacznie zdrowszy w dłuższym okresie.
Humor nie lubi nie tylko złości, ale nie cierpi się też z poczuciem beznadziejności i bezradności. Relatywność tej sytuacji wymaga zdystansowania się od własnych problemów, poprzez co uwidaczniają się drogi rozwiązań, nawet w sytuacji, zdawałoby się, bez wyjścia. A gdy tylko widać rozwiązania, nabieramy przemożnej siły i pokonujemy uczucie rezygnacji. Jest to pewien cykl: jeśli się od siebie i moich absurdów nie zdystansuję oraz nie będę umiał się z nich śmiać, będę wikłać się coraz głębiej i beznadziejniej we własne pułapki i sytuacje przymusowe. Im bardziej jestem uwikłany, tym mniej mam dystansu do własnych problemów. Im mniej mam dystansu, tym mniej potrafię się śmiać z samego siebie, itd. Jeśli natomiast potrafię śmiać się z samego siebie, tworzę w sobie coraz więcej wolnego miejsca. Moje wewnętrzne uwikłanie ustępuje, nie wpadam tak często w (zastawione) pułapki i dlatego tym więcej potrafię śmiać się z samego siebie. To znowu powiększa we mnie wolne miejsce, i tak koło się kręci. Dlatego nie na próżno mówi się: śmiech to zdrowie! Ponieważ pobudza on energię organizmu i uwalnia nas z kaftana bezpieczeństwa naszej własnej głupoty.

Szczęście i nieszczęście na podstawie wewnętrznego przekonania
Jedna z głównych różnic pomiędzy człowiekiem szczęśliwym i nieszczęśliwym jest taka, że ludzie szczęśliwi czują się wolni, a nieszczęśliwi – uwięzieni. Ludzie nieszczęśliwi i neurotyczni czują się beznadziejnie, bezradnie, jakby byli zapędzeni w ślepą uliczkę. Uważają, że są wydani na pastwę jakichś niekontrolowanych i niemożliwych do zmiany okoliczności. Im bardziej w nie zawikłani i ścieśnieni się czują, tym bardziej kręcą się wokół własnego paskudnego losu. Tym samym coraz mniej są w stanie zdystansować się do takiej sytuacji. Z biegiem czasu ich smutny los staje się najważniejszym sensem ich życia. A tym samym zdobywa on fatalną moc w ich myśleniu i działaniu.
Jednocześnie ci ludzie czują, że coś należy zrobić – i to coś innego niż do tej pory – aby się uwolnić. Ale zwalają to na innych, a ostatnim ogniwem tego łańcucha są terapeuci, którzy zrozumieją to, czego nie chcą zrozumieć przyjaciele, krewni, umówieni lekarze.
Także ludzie szczęśliwi wiedzą, że wielu rzeczy nie da się kontrolować czy zmienić, ale oni w to nie wątpią. Rozpoznają, kiedy nadciągają wydarzenia, których nie da się kontrolować albo zmienić. Mogą wtedy zdystansować się do tych spraw i traktują to jako możliwość nauczenia się czegoś na przyszłość. Ich główne podejście jest zgodne z taoizmem: skoncentrowanie się na rzeczach, które można zmienić i przyjęcie do wiadomości tego, czego zmienić się nie da.

Uzdrawiająca siła śmiechu
Humor i prowokacja w terapii (miękka)

książka

Wydawnictwo: Studio Astropsychologii

Oprawa: miękka

Ilość stron: 292

Wysyłamy w: 3 - 5 dni + czas dostawy

Dostępność: mały zapaspomoc Brak na naszym magazynie.
Spróbujemy go sprowadzić dla Ciebie.
Szansa na realizację 60%.
Potrzebny czas 3-5 dni roboczych.

Nasza cena: 36,06

Cena detaliczna: 39,20

U nas taniej o 8%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka

Przy zakupie 5 egz.
Cena hurtowa:

31,36

Powrót GRATIS! Do każdego zamówienia zakładka mola książkowego!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (1)

Uzdrawiająca siła śmiechu, Humor i prowokacja w terapii - opis produktu:

Śmiech wprawia nie tylko w dobry nastrój, ale jest też świetnym ćwiczeniem. Ciało pracuje jak podczas wysiłku fizycznego. Serce przyspiesza rytm, krew krąży szybciej, pracują mięśnie zwłaszcza twarzy i brzucha. Głębiej oddychamy, przez co lepiej dotleniamy mózg i całe ciało. Organizm uwalnia przeciwciała, a co najważniejsze, hamuje wydzielanie hormonów stresu.
Człowiek jest jedynym żyjącym stworzeniem na Ziemi, które potrafi się śmiać. Tę cechę wykorzystał amerykański psycholog Frank Farelly do opracowania terapii śmiechem. Pozwala ona na zdystansowanie się wobec własnych problemów, wyśmianie ich, a w rezultacie podjęcie nowych prób wyjścia z trudnych sytuacji. Z roli ofiary stajesz się bohaterem, który podejmuje walkę i szuka najlepszej strategii. Stosując metody zaproponowane przez autorów nabierzesz dystansu wobec własnych problemów. Bez większego wysiłku podejmiesz działania, które sprawią, że dotychczasowe utrapienia całkowicie zmienią swoje znaczenie. Przede wszystkim jednak zdołasz poprawić komunikację z przyjaciółmi, z małżonkiem, dziećmi czy teściową. Teraz świadomie będziesz mógł stosować proste techniki zachowania i przekonasz się, że otaczają Cię naprawdę wspaniali ludzie.


Autorzy, Dr Eleonore Hfner i Hans-Ulrich Schlachter od lat praktykują terapię śmiechem w stworzonym przez siebie Niemieckim Instytucie Terapii Prowokatywnej. Przytaczają wiele przykładów z własnego doświadczenia, które ułatwiają zrozumienie i zastosowanie tej metody w życiu. Śmiej się na zdrowie!

Uzdrawiająca siła śmiechu, Humor i prowokacja w terapii - wybrana recenzja:

Nixa 25/07/2012
recenzja dotyczy produktu: Książki

Jak łatwo przychodzi nam ocenianie innych czy doradzanie: zrób tak, czy tak... Z własnymi problemami nie tak łatwo sobie poradzić. W takich sytuacjach trudno o dystans, a o uśmiech tym bardziej. Jednak autorom tej książki udało się mnie przekonać, że śmiech to zdrowie. Zamiast przejmować się... (czytaj dalej)

Uzdrawiająca siła śmiechu, Humor i prowokacja w terapii - szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: ezoteryka, uzdrawianie, inne, nauki humanistyczne

Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Oprawa:miękka
Okładka:miękka
Wymiary:145x205
Ilość stron:292
ISBN:978-83-73775-34-3
Wprowadzono: 26.06.2012
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Uzdrawiająca siła śmiechu, Humor i prowokacja w terapii - recenzje klientów

25/07/2012
recenzja dotyczy produktu: Książka

Jak łatwo przychodzi nam ocenianie innych czy doradzanie: zrób tak, czy tak... Z własnymi problemami nie tak łatwo sobie poradzić. W takich sytuacjach trudno o dystans, a o uśmiech tym bardziej. Jednak autorom tej książki udało się mnie przekonać, że śmiech to zdrowie. Zamiast przejmować się stresującą sytuacją i czekać na wrzody żołądka, lepiej się uśmiechnąć i ją wyśmiać, a wtedy rozwiązania posypią się jak dowcipy z ust komika. To drobiazg, ale wreszcie uporałam się z niechcianymi telefonami od teściowej i od pewnego czasu w słuchawce słyszę śmiech, a nie jak wcześniej, płacz. Warto spróbować.

10.00

Zobacz również

U źródeł idei praw człowieka ...

M. Merkwa

książka (miękka)

38,21 zł

Apologia kobiecego ducha Sibilla ...

P. ZBIOROWA

książka (miękka)

34,19 zł

Pragnienie Królestwa August ...

T. Herbich

książka (miękka)

28,83 zł taniej -15%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

53.41 zł

taniej -33%

Uzdrawiająca moc serca moja osobista podróż i...

Najnowsza książka Barbary Brennan, autorki światowych bestsellerów medycyny niekonwencjonalnej "Dłonie pełne światła" oraz "Światło życia" Barbara Brennan jest jedną z najbardziej wpływowych uzdrowicielek i jasnowidzących w XXI wieku, której warsztaty i książki wpłynęły na życie milionów ludzi na całym świecie. W...

książka

35.49 zł

taniej -28%

Uzdrawiająca sól Jak spożywanie soli może ...

Cała prawda o soli. Wiele osób nie zdaje sobie nawet sprawy, jak szkodzi swojemu zdrowiu ograniczając sól w diecie. Jej niedobór może być przyczyną wielu niebezpiecznych schorzeń, a nawet zwiększać ryzyko śmierci spowodowanej zawałem czy wylewem. Autor, naukowiec zajmujący się badaniami nad układem sercowo-naczyniowym, rozwiewa mit o ograniczonym spożywaniu...

książka

20.58 zł

taniej -31%

Uzdrawiająca kuchnia śródziemnomorska św....

Święta Hildegarda we włoskiej kuchni! Czy porady średniowiecznej mniszki, która nie mogła znać współczesnych składników i przypraw, mogą czegoś nauczyć smakoszy kuchni śródziemnomorskiej? Znakomity włoski kucharz klasztorny Pasquale Piccinno przez osiem lat zgłębiał sekrety porad kulinarnych i zdrowotnych św. Hildegardy z Bingen. Odkrył, że słynna...

książka

23.17 zł

taniej -14%

Uzdrawiająca siła pocieszenia

Co może mieć na mnie dobroczynny wpływ, kiedy czujemy się źle? Co mi pomoże, kiedy odczuwam złość, kiedy wzbierają we mnie negatywne uczucia, kiedy doświadczam rozczarowania czy zranienia? Gdzie znajdę lekarstwa dla mojej niespokojnej nieraz i smutnej duszy? Aby odpowiedzieć na te pytania, Anselm Grün sięga do tradycji chrześcijańskiej, a także do własnych...

książka

33.10 zł

taniej -21%

Uzdrawiająca siła wody

Woda - jak piszą autorzy - od pradawnych czasów jest symbolem duszy. Po lekturze tej książki rodzi się mocne przekonanie: woda nigdy nas nie zwodzi. Wręcz przeciwnie - jest magazynem i nośnikiem prawdy o kosmosie oraz o mikrokosmosie, w którym jest każda istota, a więc i ta myśląca. Woda jest bowiem niezwykłym misterium, którego głębię dopiero zaczynamy...

ebook

28.70 zł

taniej -15%

Uzdrawiająca sól. Jak spożywanie soli może ...

Przez całe lata wmawiano nam, że sól nie jest zdrowa. Lekarze ostrzegali, że szkodzi naszemu sercu i należy ograniczyć jej spożycie. Teraz już wiemy, że nie mieli racji i bez żadnego poparcia naukowego szerzyli tę wiedzę. Wiodący naukowiec zajmujący się badaniami nad układem sercowo-naczyniowym rozwiewa w tej książce mit o ograniczonym spożywaniu soli w...

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku

4.99

14.99

14.99

2.99

2.84

4.96

2.99

2.99

8.99

1.99

Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność › przejdź do koszyka
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: