rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki

Wybierz z dostępnych produktów

Tajemnica

P. Grimbert

książka (twarda)

29,72 zł

Tajemnica

E. Hoffman

książka

22,79 zł taniej -13%

Basen odcienie niebieskiego z ...

gry / zabawki

Intex

108,52 zł taniej -13%

Wspomnienia niebieskiego fartuszka

R. Kopczewska

książka (miękka)

27,53 zł taniej -8%

Czerwień Niebieskiego Jeruzalem - mobi, ...

M. Rupnik

ebook, multiformat: mobi, epub

29,72 zł taniej -20%

Czerwień niebieskiego Jeruzalem O ...

M. Rupnik

książka (miękka)

36,23 zł taniej -9%

Wspomnienia niebieskiego mundurka

W. Gomulicki

książka (miękka)

15,88 zł taniej -24%

Wspomnienia niebieskiego mundurka - ...

W. Gomulicki

ebook, multiformat: mobi, epub

12,48 zł taniej -10%

Wspomnienia niebieskiego mundurka - ...

W. Gomulicki

ebook, multiformat: mobi, epub

3,76 zł taniej -15%

Tryumfy Króla niebieskiego - epub ...

N. !AUTOR

ebook epub

4,22 zł taniej -15%

Wspomnienia niebieskiego mundurka - ...

W. Gomulicki

ebook, multiformat: mobi, epub

8,38 zł taniej -15%

Tajemnica niebieskiego kufra
ocena: 5, głosów: 3
 
powiększenie

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Tajemnica niebieskiego kufra

ODKRYCIE

Od dwóch dni próbowałam telefonicznie skontaktować się z mamą. Nie odbierała telefonu. Wiedziałam co prawda, że często wychodzi, ale i tak byłam mocno zaniepokojona. Zadzwoniłam więc do konsjerża z prośbą, żeby sprawdził, czy mama jest w domu. Chciałam mieć pewność. Odpowiedział mi: „Nie ma problemu. Oddzwonię do pani za piętnaście minut”.
Pół godziny później telefon ciągle milczał. Umierałam z niepokoju – jak matka, która nie może znaleźć swojego dziecka. Po czterdziestu minutach telefon w końcu zadzwonił. Konsjerż powiedział, żebym natychmiast przyjechała, ale ja chciałam się jeszcze dowiedzieć, czy mama dobrze się czuje, czy może jest chora. „Proszę natychmiast przyjechać!” – powtórzył z naciskiem.
Po drodze wyobrażałam sobie wszystko co najgorsze. Widziałam mamę, jak leży wyciągnięta na brzuchu na podłodze i z trudem próbuje dosięgnąć telefonu, żeby do mnie zadzwonić i poprosić o pomoc. Było mi niedobrze, serce podchodziło mi do gardła, bez przerwy płakałam i bardzo trudno było mi skoncentrować się na prowadzeniu samochodu. Kiedy zatrzymałam się przed budynkiem mamy, zobaczyłam krzątających się w pośpiechu policjantów i obsługę karetki. Od tego momentu niewiele pamiętam. Przypominam sobie, że konsjerż mocno mnie objął, żeby uniemożliwić mi wejście do domu. Tłumaczył z wielką delikatnością, że moja mama od wielu godzin nie żyje i że lepiej by było, gdybym jej w tym stanie nie oglądała.
Sąsiad z tego samego piętra, który dobrze znał mamę, zaprosił mnie do siebie, bym poczekała u niego na przyjazd ojca moich dzieci, który zapanuje nad sytuacją, bo ja byłam do tego zupełnie niezdolna. Potem przyszli policjant i ratownik medyczny, żeby mnie uspokoić. Wytłumaczyli mi, że mama zmarła na zator płucny i w chwili śmierci była nieprzytomna. Kiedy weszli do jej mieszkania, po prostu siedziała w fotelu. Nie miała więc czasu, by próbować do mnie zatelefonować, jak wyobrażałam to sobie w moim scenariuszu.
Te wyjaśnienia dodały mi otuchy. Powiedzieli mi też, że nic nie wskazuje na to, żeby mama przed śmiercią cierpiała. Odetchnęłam z ulgą. Ale kiedy dowiedziałam się, że zgon mógł nastąpić dwa dni wcześniej, ogarnęło mnie ogromne poczucie winy. I pozostaje we mnie aż do dziś.
Po kilku godzinach ciało mamy zabrali pracownicy zakładu pogrzebowego. Dopiero w tym momencie zdecydowałam się wejść do jej mieszkania.
Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam, była nocna koszula leżąca na podłodze w pobliżu fotela, w którym mama umarła. Cofnęłam się. To było ponad moje siły. Poprosiłam więc konsjerża i męża, żeby usunęli wszystkie ślady mogące mi przypominać ostatnie chwile życia mamy. Kiedy w końcu weszłam do jej małego mieszkania, uderzyła mnie mocna woń rozkładu – bardzo szczególny zapach. Jeżeli nawet nigdy wcześniej się go nie poznało, coś od razu człowiekowi mówi, że to fetor śmierci. Przypomina woń pudru złej jakości, który przyprawia o mdłości, ale równocześnie zawiera w sobie nutę chłodu. Wydawało mi się, że nigdy nie uda mi się go pozbyć, gdyż momentalnie przeniknął moje nozdrza i ubranie. Gorsze jednak były panująca w mieszkaniu głucha cisza i ogromna pustka. W głowie miałam jedną myśl: pozbierać wszystkie niezbędne dokumenty i jak najszybciej opuścić to miejsce.
Kiedy teraz myślę o dniach spędzonych w zakładzie pogrzebowym, dochodzę do wniosku, że byłam wtedy w dziwnym stanie. Miałam tylko jedno pragnienie: usiąść na ziemi i wypłakać wszystkie łzy. Mimo to starałam się zachować spokój. Bez wątpienia bałam się, by moje spowodowane bólem zachowanie nie wydawało się przesadne, choć przecież każdy przeżywa żałobę na swój sposób.
Zanim zamknięto trumnę, chciałam się upewnić, że w tej ostatniej podróży mojej mamie niczego nie zabraknie. Uniósłszy atłas przykrywający jej ciało, sprawdziłam, czy na pewno włożono jej przyniesione przeze mnie wełniane skarpety. Bo mamie zawsze było zimno w stopy. Chciałam wręcz otulić ją ciepłym kocem, ale się powstrzymałam.
Dla mnie mama nadal żyła i nie docierało do mnie, że z jej ciała życie uszło na zawsze. Dlatego też upierałam się, żeby miała na nosie okulary, by mogła rozpoznać tych, którzy czekali na nią po drugiej stronie, jeśli ta druga strona w ogóle istnieje.
W jej ostatnim łóżku złożyłam z dziećmi najróżniejsze przedmioty. Dzieci podarowały jej rysunki i pełne czułości zdania, ja zaś napisałam długi list, w którym między innymi prosiłam ją, żeby od czasu do czasu dała mi znak. Zwłaszcza gdy będę potrzebowała jej rady. Ułożyliśmy też wokół niej kilka zdjęć Maurice’a, jej męża, a także fotografie z ich ślubu. Maurice był miłością jej życia i tak jak sobie życzyła, miała być pochowana razem z nim. Przy głowie umieściłam jeszcze zdjęcie jej brata Rosai­re’a, którego również ogromnie kochała, i gałązki Salix iona, jej ulubionej rośliny z rodzaju wierzb, którą mama nazywała ją po prostu swoimi mały­mi kotkami i z której każdego lata komponowała bukiety.
Razem z dziećmi chciałam, żeby zabrała z sobą wszystkie rzeczy, które były jej drogie. Jakby w ten sposób dało się opóźnić ostateczne zamknięcie trumny. Pracownik zakładu pogrzebowego nie wyglądał na zadowolonego z tych manewrów i dziwnie nam się przyglądał. Nie potrafiliśmy pogodzić się z tym, że mama odchodzi na zawsze.
Na cmentarzu zauważyłam, że na dnie grobu jest woda. Dostałam histerii, zaczęłam krzyczeć, że trumna jest nieszczelna i woda może dostać się do środka. Poprosiłam nawet, żeby przed złożeniem trumny wodę wypompowano.
Grabarze, którzy widzieli już niejedno, nie wykonali najmniejszego ruchu i zmusili nas tylko do odejścia od dołu przed opuszczeniem trumny. Myślę, że nieźle przestraszyłam swoje dzieci. Miały wtedy jedenaście i trzynaście lat i nigdy w takim stanie mnie nie widziały.
*
Zaledwie dobę po pogrzebie mamy jej dawny konsjerż oświadczył mi, że powinnam pilnie opróżnić mieszkanie. „Opróżnić”, powiedział. Co za wulgarne i straszne słowo! Jakby nowy lokator się niecierpliwił i chciał jak najszybciej zająć jej miejsce. Jakby chciał dać mi do zrozumienia, że życie toczy się dalej i po prostu wystarczy jedna warstwa farby, żeby zatrzeć wszelki ślad po tej wspaniałej kobiecie.
Mało brakowało, a wykrzyczałabym mu: „Z całą pewnością nie znał jej pan zbyt dobrze, skoro nie opłakuje jej odejścia i pogania mnie, żebym wypędziła stamtąd jej duszę”. Kiedy przeżywamy głęboki smutek, życie codzienne innych staje się nie do zniesienia.
Zebrałam jednak w sobie resztki odwagi i w końcu mogłam otworzyć drzwi do jej mieszkania, choć gdyby towarzyszyli mi w tym bracia i siostry, byłoby to zapewne łatwiejsze. W wielodzietnych rodzinach często dochodzi do kłótni o kawałek szmatki niewymieniony w testamencie, ale i tak było mi przykro, że te dramatyczne momenty muszę przeżywać w samotności.
Kiedy weszłam do środka, zapach śmierci nadal był wyczuwalny, otworzyłam więc okna, żeby przewietrzyć pokoje. Wszystko było skostniałe, jak gdyby odejście mamy sprawiło, że czas się zatrzymał. Po pobieżnym obejrzeniu całego mieszkania zdałam sobie sprawę, że czeka mnie bardzo trudne zadanie: w ciągu kilku godzin musiałam na zawsze zatrzeć ślady jej obecności w domu, w którym mieszkała prawie osiem lat.
Zanim wzięłam się za pakowanie, usiadłam na łóżku. Byłam całkowicie bezradna. Głaskałam pościel, na której pozostawał jeszcze odcisk jej ciała, i zastanawiałam się, jak będę bez niej żyć. Miałam wprawdzie trzydzieści siedem lat, mimo to nadal byłam jej dzieckiem, dzieckiem pozbawionym nagle poczucia bezpieczeństwa, słów otuchy i zrozumienia uwielbianej mamy. Już nikt nigdy nie spojrzy na mnie tak, jakby czas się cofnął, i nie powie mi: „Gdy byłaś dzieckiem, uwielbiałaś robić to i tamto, a ojciec i ja bardzo cię kochaliśmy”. Już nigdy nie znajdę w jej ramionach schronienia.
Podczas moich odwiedzin, mama często gotowała, a ja miałam wrażenie, że wracam ze szkoły i znów jestem wolnym od odpowiedzialności dzieckiem. Nieważne, o jakich problemach jej mówiłam, zawsze znajdowała rozwiązanie. I choć oczywiście zdarzały się między nami kłótnie, to tylko po to, żebyśmy później mogły się pogodzić.
Z oczyma pełnymi łez przyglądałam się więc wszystkim zakamarkom. Nad komodą unosił się jeszcze zapach jej perfum. Otworzyłam buteleczkę i rozpyliłam ich troszkę, żeby doznanie zyskało na sile. „Będę ich używała z umiarem – powiedziałam do siebie. – Jedną kropelkę od czasu do czasu, w trakcie chandry, żeby się pocieszyć”. Na komodzie stał również jej kuferek na biżuterię, z beżowej skóry, ze złoconymi motywami. Kiedy byłam mała, całe godziny spędzałam na opróżnianiu go i bawieniu się ukrytymi w nim klejnotami. Najpierw uważnie je oglądałam jeden po drugim, a potem ostrożnie odkładałam z powrotem do welurowych przegródek. W jednym z kącików odkryłam schowane moje dwa mleczne ząbki. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam płaczem. Na biurku ważne miejsce zajmowała fotografia ojca – patrzył na niej prosto w obiektyw, uśmiechając się czule, czym zawsze nas rozbrajał, i mamę, i mnie. Tato ciągle był obecny w życiu mamy, mimo że zmarła dwadzieścia siedem lat po nim. Często powtarzała, że już nigdy nie spotka podobnej miłości, dlatego też wolała zwyczajnie zostać sama.
Bardzo wcześnie uświadomiłam sobie, że moi rodzice tworzyli szczególną parę. Kiedy na przykład zbliżała się pora pójścia do łóżka, oboje stawali się nastolatkami. Nie było mowy, żebym mogła zakłócić tę ich intymność, a przecież próbowałam nieraz. Rodzice wyprzedzali swoją epokę. Mama, Armande, była starsza od taty o dziesięć lat, a poza tym żyli wiele lat bez ślubu, czego w tamtych czasach się nie robiło, a co było powodem rodzinnego skandalu.
Łączyła ich ogromna zażyłość i dużo z sobą rozmawiali, co także wtedy należało do rzadkości.
Tak bardzo bym chciała dowiedzieć się czegoś więcej o ich wielkiej miłości. Może wtedy zrozumiałabym, dlaczego po śmierci taty mama tak bardzo się załamała.
Nadal siedząc na jej łóżku, wyobrażałam sobie, jak wchodzi do pokoju, żeby jak co dzień po południu się zdrzemnąć. Jakże chciałabym położyć się obok niej i w czasie tego ostatniego odpoczynku ją objąć. Skorzystałabym z okazji i podziękowała jej za wielkoduszność i przede wszystkim wspaniałomyślność – przecież zajęła się dzieckiem, którego nie urodziła.
Chciałabym jeszcze raz podziękować jej za te wszystkie godziny, kiedy pochylona nad maszyną do szycia wykańczała ubrania dla ludzi bogatszych od nas, nie mówiąc o sprzątaniu w prywatnych domach, czego jako zbyt szybko owdowiała kobieta musiała się podejmować, żeby jakoś powiązać koniec z końcem. I za te wszystkie dni, kiedy się dla mnie poświęcała. Ileż to razy oddawała mi połowę swojego posiłku, tłumacząc, że nie jest głodna, żebym tylko ja mogła się najeść do syta? Zaciskała pasa, aby na Boże Narodzenie zdobyć dla mnie prezenty. Pamiętam pierścionek, który mi podarowała. Kupiła go na kredyt i co tydzień płaciła za niego pięć dolarów. Nigdy się z nim nie rozstawałam i nosiłam go do momentu, aż się zużył.
Ale przede wszystkim chciałabym jej powiedzieć: „Mamo, nie bój się, jestem z tobą, zostanę przy tobie, aż zamkniesz oczy. Będę trzymała cię za rękę do chwili, kiedy zobaczysz to obiecywane nam piękne światło, a dłoń tego, którego tak bardzo kochałaś, zastąpi moją...”.
Nie byłam w stanie zabrać się za pakowanie. Mogłam jedynie płakać, tak bardzo byłam przygnębiona. W końcu jednak postanowiłam zacząć od kuchni. Już nie chciałam niczego opóźniać. Nie miałam zresztą czasu do stracenia, bo za kilka godzin mieli przyjść jej znajomi z dzielnicy, którym chciałam oddać należące do niej rzeczy, a z całą pewnością w tej sprawie mama by się ze mną zgodziła.
Zauważyłam leżącą na stole torebkę. Powoli wysypałam jej zawartość, jakbym pogodziła się w końcu z jej odejściem na zawsze. Ku mojemu zdumieniu wśród śmiechu i łez odnalazłam rzeczy należące do mnie – w ostatnich latach często padałam ofiarą drobnych kradzieży mamy. W jednej z kieszonek natrafiłam na srebrne kolczyki, które uważałam za zagubione, a także wisiorek z różnokolorowego szkła, który przykuwał jej uwagę, ilekroć miałam go na sobie. Przeglądając poukładane w szufladach ubrania, znalazłam też swój sweter, koszulę nocną, a nawet parę skarpetek. W portmonetce odkryłam stare zdjęcie zrobione podczas Expo ’67, na którym widać mamę i mnie, dwunastoletnią, obie uśmiechnięte. Znowu się rozpłakałam. Mama śmiała się bardzo szczerze, bez wymuszenia, jak to się zdarza na oficjalnych fotografiach.
Mogę to stwierdzić jeszcze raz: łączyły nas dobre relacje, mimo że niekiedy mama chciała mnie wyłącznie dla siebie i bywało to powodem pewnego iskrzenia. Co dziwne, nasza wielka zażyłość zaczęła się właśnie w okresie mego dorastania, jakby była przejawem jej pragnienia posiadania mnie, zazdrości o czas spędzany z przyjaciółmi.
Mama miała też w sobie coś z tygrysicy. Z łatwością wybuchała gniewem, gdy ktoś próbował mi dokuczyć. A kiedy było mi smutno, starała się zdobyć dla mnie gwiazdkę z nieba.
Pamiętam, że pewnego dnia, gdy już nie była w stanie znieść mojego płaczu z powodu nadwagi, zaproponowała zakup cudownego produktu, który miał mi pomóc w zrzuceniu kilogramów. Tyle że w Quebecu jego sprzedaż była nielegalna. Mama odłożyła jednak na bok swoje zasady, byle tylko mi pomóc. Była też bardzo pamiętliwa. Najbardziej ze wszystkiego bałam się jej wybuchów złości. Kiedy się na mnie gniewała, przez całe dni mogła nie odezwać się do mnie ani słowem. Nie znosiłam tego, bo po śmierci taty mieszkałyśmy same.
Zasadniczo jednak było nam z sobą dobrze. Stale coś zgłębiałyśmy, i to mama była inicjatorką większości wypraw. Na przykład zawsze w weekendy wybierałyśmy się na tereny wystawowe. Nie miałyśmy dużo pieniędzy, ale Montreal zjeździłyśmy autobusem i metrem ze wschodu na zachód i z północy na południe.
W niedzielę lądowałyśmy niekiedy na Dworcu Centralnym tylko po to, żeby poczuć atmosferę i obserwować podróżnych. Mama uwielbiała podróże, nie miałyśmy jednak pieniędzy na pociąg. Przyjeżdżałyśmy zatem na dworzec, aby marzyć.
Jako że mama była zakochana w kulturze francuskiej, zaznajomiła mnie z francuskim kinem. Zdarzało się, że opuszczałam lekcje, naturalnie za jej zgodą, gdy zabierała mnie do wielkich sklepów, takich jak Eaton, Morgan czy Dupuis Frères. Uczyła mnie elegancji i łączenia ubrań, co zawsze sama robiła ze smakiem. Instruowała też, jak rozpoznać perfumy dobrej jakości.
Dla niej brak pieniędzy wcale nie oznaczał nędznego wyglądu. Zawsze można było odpowiednio się ubrać i dobrze prezentować. Moja mama miała klasę. Uwielbiała szykowne stroje i w dobrym guście, biżuterię i wyszukane buty, ale ponieważ nie mogła ich sobie kupić, zadowalała się chodzeniem po sklepach. Bez skrępowania dotykała pięknych tkanin na manekinach, uważnie przyglądała się cięciom i szwom na ubraniach, które ją oczarowały, by później w domu narysować wykrój i samej je uszyć. Kiedy przymierzała wypatrzone przez siebie buty, defilowała przed sprzedawczynią z miną kobiety, która jeszcze nie podjęła decyzji. Tylko my wiedziałyśmy, że ten zakup to kolejna iluzja. A potem wracałyśmy do domu – mama zachwycona tym, co widziała, szybko zapominała o tych wszystkich przedmiotach i wyglądała na zadowoloną z tego, co miała.
Pod koniec życia podczas tych naszych sklepowych eskapad zdarzało jej się bez mojej wiedzy wykraść jakiś drobny przedmiot. Pokazywała mi go już po wyjściu ze sklepu. Wyniosła tak na przykład okulary przeciwsłoneczne, lalkę Barbie dla mojej córki i inne drobiazgi, które nie były jej do niczego potrzebne. Kiedyś schowała w kieszeni śrubokręt tylko dlatego, że miał piękny uchwyt z niebieskiego plastiku. Nie wiedziałam, co powinnam była zrobić z osiemdziesięciolatką dopuszczającą się kradzieży w sklepach. Z pewnością należało wrócić do sklepu, poprosić o rozmowę z właścicielem, a potem zmusić mamę do oddania łupu. Tyle że ja nie chciałam za nią się wstydzić. Wolałam już zostać jej wspólniczką.
W kuchni leżało sporo chińskich opakowań po jedzeniu na wynos. Często bowiem chodziłyśmy coś zjeść do chińskiej dzielnicy. Dla mojej mamy był to nec plus ultra. Gdy jedna z jej przyjaciółek, bardziej zasobna niż ona, czasami zapraszała ją do restauracji, wtedy Armande również wybierała Chinatown. Było to dla nas święto; ubierałyśmy się staranniej niż zwykle. Do tej pory, kiedy kosztuję dań chińskich, nie mogę przestać o niej myśleć.
Po opróżnieniu kuchni wróciłam do sypialni. Łkając, zaczęłam porządkować łóżko i po raz ostatni poczułam zapach jej pościeli.
Pozostał mi jeszcze duży niebieski kufer z zawartością. Tajemniczy, nietykalny niebieski kufer, który intrygował mnie od dziecka. Zawsze był zamknięty na klucz i nigdy nie zdobyłam się nawet na tyle odwagi, żeby wyobrazić sobie sankcje, jakie mi groziły za zajrzenie do niego do środka.
Pełna obaw powoli zbliżyłam się do skrzyni z kluczem znalezionym na dnie torebki; był schowany w małej sakiewce z weluru razem z figurką Marii Panny. Miałam wrażenie, że zaraz usłyszę, jak mama mnie karci. Mimo to powoli uniosłam pokrywę. W głębokiej ciszy nie padła żadna reprymenda, a ja natychmiast poczułam zapach naftaliny – bez wątpienia najlepszy sposób na to, by z mojej sukienki od chrztu mole nie zrobiły sera szwajcarskiego. (…)

Tajemnica niebieskiego kufra (miękka)

książka

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Oprawa: miękka

Ilość stron: 208

Dostępność: niedostępny

Nasza cena: 25,95

Cena detaliczna: 29,83

U nas taniej o 13%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń

Przy zakupie 5 egz.
Cena hurtowa:

23,86

Powrót Darmowa wysyłka dla zamówień od 99zł. SPRAWDŹ!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (0)

Tajemnica niebieskiego kufra - opis produktu:

Po śmierci matki Lise Dion odkrywa w niebieskim kufrze, który od najmłodszych lat rozbudzał jej wyobraźnię, zaskakujące dokumenty dotyczące życia tej niezwykłej kobiety. Lise pragnie zrozumieć, co przeżyła Armande. Opisuje jej dzieje, przeplatając odkrytą w kufrze prawdę z czasów drugiej wojny światowej z bardzo bliską rzeczywistości fikcją. Armande zostawiła swojej jedynej córce bezcenne dziedzictwo, którym ta postanawia się podzielić z czytelnikami.

`To niewiarygodne, że mogę uchylić rąbka tajemnicy życia mojej mamy. Zapraszam wszystkich do jej odkrycia`.


Lise Dion - urodziła się w 1955 roku w Montrealu. Z wykształcenia jest aktorką. Występuje w spektaklach humorystycznych, serialach telewizyjnych, filmach i radiu. Mimo że nie uważa się za pisarkę, w ciągu ponad dwudziestu lat stworzyła wiele tekstów oraz inscenizacje wielu spektakli. "Tajemnica niebieskiego kufra" to jej pierwsza książka, w której przedstawia życie swojej przybranej matki.

Tajemnica niebieskiego kufra - szczegółowe informacje:

Dział: Książki
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa:miękka
Okładka:miękka
Wymiary:125x195
Ilość stron:208
ISBN:978-83-7839-039-8
Wprowadzono: 17.02.2012
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Tajemnica niebieskiego kufra - recenzje klientów


Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.
10.00

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Obcym alfabetem. Jak ludzie Kremla i ...

G. Rzeczkowski

książka (miękka)

25,85 zł taniej -35%

Wiedźmin Tom 1-8 Komplet

A. Sapkowski

książka (pakiet)

224,99 zł taniej -25%

Nietoperz i suszone cytryny

M. Meller

książka (miękka)

25,89 zł taniej -35%

Odbiorę ci wszystko

R. Lillegraven

książka (miękka)

25,79 zł taniej -35%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

22.61 zł

taniej -9%

Tajemnica Holly Woodwalkers, Tom 3

Woodwalkers to seria książek fantasy skierowana do młodzieży, stworzona przez niemiecką powieściopisarkę Katję Brandis. Głównymi bohaterami cyklu są tajemnicze młode istoty - przemieńcy, którzy opuszczają swój świat, by zadomowić się wśród ludzi... Tajemnica Holly - Carag ma za sobą pierwsze wyprawy edukacyjne i wciąż uczęszcza do Clearwater High. W...

książka

10.08 zł

taniej -4%

Tajemnica sieroty Słoneczny Zakątek

Rodzina Auerbachów przeprowadza się do wielkiego domu, znajdującego się obok nowo powstającego osiedla. Na tle urokliwego jeziora, w sąsiedztwie ruin historycznego zamku, rozgrywają się skomplikowane losy bohaterów: miłość miesza się z nienawiścią, podziw z zazdrością, zdrada z wiernością...

książka

41.48 zł

taniej -10%

Tajemnica lekarska i psychiatryczna a polski...

W polskiej literaturze prawniczej brakowało dotychczas opracowania monograficznego dotyczącego tytułowej problematyki, które ujmowałoby tak całościowo, ale jednocześnie syntetycznie trzy zasadnicze zagadnienia: tajemnicy lekarskiej, tajemnicy psychiatrycznej w kontekście tajemnicy lekarskiej, oceny poprawności uregulowań w tym zakresie i oceny znaczenia...

książka

29.72 zł

taniej -5%

Tajemnica

Zakazana miłość, zagubione dziecko i druzgocąca zdrada, sięgająca czasów drugiej wojny światowej. Poruszająca historia o rodzinie, na której cieniem położyły się tajemnice z przeszłości. Główny bohater, Philippe, dorasta w powojennym Paryżu jako jedyne, chorowite i słabe dziecko wysportowanych i pięknych rodziców. Ma wrażenie, że nie spełniając ich...

książka

22.79 zł

taniej -13%

Tajemnica

Siedemnastoletnia Iris, która od wczesnego dzieciństwa przeczuwa, że w jej związku z matką tkwi jakaś mroczna tajemnica, odkrywa, że jest klonem. Wstrząśnięta, bezradna, rozdarta między miłością i nienawiścią, wyrusza na poszukiwanie swojej tożsamości. Czy klon, kopia, ma szanse na autentyczne, własne życie? Czy Iris może oderwać się od matki-matrycy i...

książka

31.43 zł

taniej -30%

Tajemnica dorożki

Najpoczytniejsza wiktoriańska powieść sensacyjna! Pierwsze wydanie Tajemnicy dorożki osiągnęło w Australii sprzedaż około 400 000 egzemplarzy. Jej autor był nieznanym dramaturgiem, ale za wszelką cenę pragnął osiągnąć sławę. Jednak nie mógł znaleźć żadnego dyrektora teatru w Melbourne, który zechciałby przyjąć, albo nawet przeczytać, napisaną przez...

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku

2.99

14.99

2.99

1.98

8.99

2.35

2.84

Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność › przejdź do koszyka
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: