rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Samozwaniec Tom III
ocena: 6, głosów: 11
 
powiększenie

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Samozwaniec Tom III

Stali przy jakiejś wiosce, która jak to zwykle w Moskwie, składała się z kilku kleci i czarnych chałup. Ze strzech ulatywał szary dym. Ogromne, szpiczaste sople błyszczały w słońcu jak diamenty.
O dziwo, Jacek leżał przy ogniu – przód ciała miał rozpalony od płomieni, aksamitny, przeszywany żupan okopcony i niemal przepalony na piersi. Za to na plecach czuł lód i zimno. O wiele bardziej pocieszające było to, że ciągle miał ręce – niestety przykute do armaty. Spoglądał na nie skołowaciały, sam już nie wiedząc co myśleć. Szkot Patrick klepnął go w ramię, wskazywał coś kaleką, pozbawioną palców dłonią.
– Dwa dni wieźliśmy cię na armacie. Wolien Boh, budesz żył.
– Spod lodu? Wyciągnęliście?
– Wąsowicz. On to sprawił – mruknął niechętnie Narymunt.
Dydyński podniósł wzrok na mazowieckiego zawalidrogę. O ile jednak po słowach Patricka żywił jeszcze jakieś cieplejsze uczucia do tamtego, o tyle zamarł na widok własnej czugi, która teraz okrywała plecy grzejącego się przy ogniu Wąsowicza.
– Waść – jęknął – masz mój kaftan...
– Teraz jus mój – wypalił Mazur prosto z mostu. – Ciepły i wygodny, mości dobrodzieju. A wam on na co? I tak ledwie dychocie!
Dydyński chciał się zerwać, ale nie miał sił. Zresztą, cóż by uczynił sam jeden , bez szabli, ledwie żywy, rozgorączkowany temu wielkoludowi?
Strzelcy zbierali się, pokrzykiwali. Patrick gasił ognisko zgarniając w kalekie, dygocące dłonie śnieg, zadeptując płomienie obwiązanymi szmatami nogami.
Poderwali ich do marszu. Jacek wstał, to znaczy chciał wstać, bo nogi nie chciały go nieść. W całym ciele czuł gorąc, a jednocześnie trzęsły nim dreszcze. Żołądek stolnikowica skurczył się tak bardzo, że szlachcic padł na kolana dręczony torsjami. Czuł się jak przenicowany, jakby za chwilę miał wyrzucić bebechy na zewnątrz.
Tymczasem działo już ruszyło, pchane ośmioma parami ramion. Łańcuch naprężył się, pociągnął Jacka, żłobiąc głęboki ślad w mokrym śniegu.
Skazańcy zamarli. Byli zbyt słabi, aby wlec jeszcze jeden ciężar. Bezwładny Dydyński był jakby kulą u nogi.
– Odciąć takiego to... – mruknął Wąsowicz oglądając się na strzelców. – Dyć on do Tuły nie dojdzie. W drodze uświrknie.
Jacek zacisnął zęby, poderwał głowę, podniósł się na kolana.
Pomogli Patrick i Narymunt. Wąsowicz spoglądał szyderczo.
Szli rozjeżdżonym traktem przez pola i lasy. Mijali liczne zasieki – drzewa ścięte tak, aby zaostrzonymi konarami godziły na południe, wały, rowy, palisady i ostrokoły. Jedne opuszczone, gnijące, inne obsadzane oddziałami strzelców i Kozaków z posadu.
– Jesteśmy na murawskim szlaku – bełkotał Patrick – tędy Tatary idą na Moskwę, Chryste Spasitielu.
– Dokąd nas prowadzą? – zapytał Narymunt – Do Tuły?
– Albo dalej – bił się w piersi Szkot – za Kamień, znaczy Ural, w Sybir, do pogan. Tam gdzie Ościacy, Tunguzi i psom podobni – Jakuci. Gdzie w Zyganach nie zachodzi słońce i Gilaki jeżdżą na niedźwiedziach. Chyba, że któryś z was każe się ochrzcić na carskie imię. Dobrze radzę...
Pod wieczór dotarli do wioski pod lasem. To było jak objawienie, niczym wola Pana. Choć strzelcy rozstawili się wokół więźniów, od zabudowań nadciągali chłopi. Ot, zwykłe proste, brodate moskiewskie mużyki w siermięgach i kożuchach. Pan stolnikowic myślał, że będą ich bić i urągać, a strzelcy urządzą kolejne widowisko pokazując carskich jeńców. Mylił się jednak bardzo.
Chłopi przynieśli strawę. Niedużo, widać wieś do bogatych nie należała. Ot, chleb bez soli, pierogi z kaszą, bliny i trochę suszonej ryby. Cienki podpiwek w poszczerbionych
dzbanach.
Strzelcy nie chcieli ich dopuścić do jeńców – targowali się, więc chłopi okupili ich garncem gorzałki, brackim kołaczem, uniżonym gestem i zgiętymi pokornie karkami.
– Swiatitsa Imia Twoje, jako w niebie, tak i na ziemi – powitał ich wielki, pleczysty chłop z długą, białą brodą, w kożuchu do ziemi i z błyszczącymi, rozumnymi oczyma.
– Dawajcie tu, panowie Litwa, bo chudo wam, niebożęta boże. Niechaj zmiłuje się nad wami Otiec i Syn i wsia Trojca.
Drugi mużyk – niski i czarniawy – tylko się żegnał i kłaniał. Chłopi dobyli z kosza, placki i chleb, pierogi, dzban z piwem. Wysoki dzielił to i rozdawał. Dydyńskiemu
dostały się od razu dwa placki i solidna skiba chleba. Spoglądał na nie jak oniemiały bojąc się dotknąć – aby to całe dobro nie rozwiało się nagle jak sen.
– U was chłopie jest prikaz, aby karmić niewolników? Od wojewody? Od hołowy strzeleckiego?
– Serce i dusza prikazywajet – odparł chłop.
– Ja nie mam czym zapłacić.
– A czy ja wam każę? Ja nie Judasz, a i nie zbiednieję przez te parę chlebów.
Stolnikowic nie wdawał się w pogawędki. Począł rwać bliny, posilać się, zdziwiony.
I wtedy właśnie miał miejsce kolejny akt tragedii, której narratorem i chórem jednocześnie był ponury Wąsowicz. Mazur bowiem pochłonął przydzieloną mu porcję pierogów, wylizał paluchy cmokając, a potem, jakby sobie o czymś przypomniał, podszedł do Dydyńskiego i, z głupia frant, wyrwał mu z ręki placki.
– Dla mnie nie starczy – rzekł i począł wpychać kawałek blina w gębę. – Dawaj jeszcze.
– Duszo zbłąkana, cóż ty porabiasz? – Zmarszczył brwi pleczysty chłop. – Ty Litwin, pogański syn jesteś, że się z chrześcijaninem nie podzielisz?
– Dawaj! – Wąsowicz sięgnął ręką do garnka z piwem, trzymanego przez mużyka. – Dawaj, moskiewski chamie, ciemięgo!
– Niedobrze mówisz – rzekł Moskwicin, a w jego oczach coś błysnęło. – Płocho, gadasz, Litwin. Durujesz sobie.
Mazur jednym ruchem sięgnął do brody mużyka, chwycił, szarpnął. Dydyński spoglądał na to wszystko zmartwiały. I nawet w najśmielszych marzeniach nie przewidział tego, co się stanie.
Oto Wąsowicz ciągnie chłopa za brodę. Kopie go w brzuch, aż dudni pod kożuchem.
I nagle chłop prostuje się, dzban z piwem ląduje w śniegu. Potężna, koścista dłoń łapie Mazura za nadgarstek, odrywa od siwych kłaków, przegina w tył. W tym samym czasie druga ręka, zaciśnięta w nieustępliwą pięść wali szlachetkę prosto w łeb, jak grom!
Wąsowicz nie zdążył nawet pisnąć, kiedy poleciał w tył, zaplątał w łańcuchach, zwalił na śnieg jak dąb, nakrywając się nogami. Zajęczał, chciał wstać – wówczas mużyk zwinnie doskoczył bliżej, a potem wlepił mu dwa szybkie razy, przygwoździł drągala do śniegu, wbił weń łeb szaraczka, aż spadła czapka.
Podniósł się krzyk, dwaj strzelcy pochwycili chłopa, odciągnęli. Wąsowicz z gębą pobitą do krwi wił się przy armacie. Darł się, jęczał, potem obrócił się na klęczki, charczał, wypluwał krew, a pewnie i zęby.
A wielki chłop jak gdyby nigdy nic podniósł dzbanek, zdjął pokrywkę, podał Dydyńskiemu.
– Ty pij, Litwin – rzekł żałośnie – bo z sił upadniesz. Wolien Boh, da hosudar car, wieliki kniaź Borys Fiodorowicz wsieja Rusi samodzierżca – będziecie żyli!
– Będę żył, jeśli wytrzymam dalszy marsz – ozwał się Dydyński z głębi dzbanka z podpiwkiem. – I dzięki tobie. Pan Bóg niech cię wspiera, żeś pokarał Wąsowicza.
– Hospody tak chciał i się stało. Ty myślisz, Litwin, że możesz coś zrobić? Masz wolność i wolę? Za ciebie w górze postanowił Ojciec Niebieski – wskazał kciukiem mroczniejące niebo.
– Tak jak za ciebie car batiuszka.
– Tak, tak, dobrze mówisz. Ty sam rozumiesz. On jedyny, samodzierżca. Zechce – w przepaść strąci. Zechce – pomieszczykiem zrobi.
– Mnie, szlachcicowi, pan Bóg dał wolną wolę i wolność. Zechcę – umieram. Zechcę dycham. Ale to ja o wszystkim decyduję. A to, że jestem w łańcuchach – to skutek tego, że zdecydowałem popierać Dymitra Iwanowicza.
– Tobie się tylko tak wydaje. A prawda taka, że nie masz na nic wpływu. Nami wszystkimi rządzi Boh i car, który jest jego namiestnikiem. Ty byłeś pod Dobryniczami?
Pod Nowogrodem? Tak ci się tylko zdawało, że od ciebie zależy czy wygracie czy pocierpicie klęskę. O tym nie tobie decydować.
– Ja się niewoli nie zlęknę. I sam sobie obiecuję, że skruszę te kajdany, przegryzę je i będę wolny.
– Nikt nie jest wolny. Nikt, Litwin. Nie krzycz, a patrz i czekaj sposobności, kiedy możesz ominąć los. Nic więcej nie uczynisz, bo wszystko wola większych od ciebie.
– Taka postawa czyni z was carskich niewolników, którzy tylko jak zwykli złodzieje łypią wzrokiem co by tu uszczknąć z pańskiego stołu. Nigdy się nie zbuntujecie. Nigdy nie poznacie jak to jest żyć w wolności, bez strachu przed carem.
– Po cóż mi wolność, Litwin? Ot, żyję po bożemu, mam co zjeść, mam co pić. A po co mi więcej? O to niechaj się martwi diak, wojewoda, hołowa strzelecki, car, Boh. Tak żyję jako i umieram – godnie, niby drzewo, które rąbałem, niczym bydlątko, które zarżnąłem, aby
przeżyć. Spokojnie i pięknie, ponieważ nie czuję strachu ani lęku, ani żalu. Śmierć jest taka jakie było życie człowieka.
– Ja zaś nie umiem żyć w niewoli – Dydyński podniósł dłonie w łańcuchach. – Jak ptak, jak pan, jak szlachcic. Ucieknę z tego piekła, rozwalę każdy mur więzienia, zabiorę z Moskwy rodzinę. Tak mi dopomóż Bóg.
– Prawda, tyżeś Lach. Bracia z was – chrześcijanie, lecz nieszczęśliwi ludzie.
– Pobici, zwyciężymy!
– Będziecie cierpieć, aż ze szczętem spłoniecie. Słyszysz?! Strzelcy wstają. Zaraz ruszacie.
– Bądź zdrów, zbawco.
– Anhiele Christow, chranitielu moj swiatyj i pokrowitielu duszy i tieła mojeho, wsia tebe prosti....
Stary żegnał na drogę Jacka Dydyńskiego długo, jak prawdziwy ojciec. Chłop błogosławił szlachcica, mużyk polskiego pana. Nie spotkali się już nigdy.

Samozwaniec
Tom III (miękka)

książka

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Oprawa: miękka

Ilość stron: 344

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawy

Nasza cena: 26,71

Cena detaliczna: 35,62

U nas taniej o 25%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka
Powrót Darmowa wysyłka dla zamówień od 99zł. SPRAWDŹ!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (1)

  • Inne wydania

Samozwaniec, Tom III - opis produktu:

Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Niezrównana jazda z furią roznosi pułki cara Borysa Godunowa, wstrząsa murami miast... i ginie jak fala rozbijająca się o skalny brzeg!
Bezlitosny mróz ścina bezkresne, moskiewskie pustkowia. Dumne husarskie skrzydła walają się w zamarzniętym błocie. Pękł koncerz, szabla - wierna przyjaciółka, leży złamana.
Tyleż żywota zostało, co łańcucha u armaty, na którym niby psy na daleki Sybir są pędzeni.
Krwawy demon zatańczył w Rusi mszcząc się w dzikim szale. Znikąd miłosierdzia. Bóg nie ochronił, a Rzeczpospolita - odwróciła wzrok i wyparła się swoich dzieci.

Zostali sami...

Ale nie wszystko stracone. W polskich sercach wciąż przetrwał honor i wola walki. Póki życia, póki tchu w piersiach, póty nadziei, że nie wszystko stracone!

Samozwaniec, Tom III - wybrana recenzja:

Rafał Jurczyk 12/08/2011
recenzja dotyczy produktu: Książki

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Tak zastanawiałem się Czy ta recenzja ma jakikolwiek sens. Jak ktoś przeczytał pierwszy i drugi tom tej powieści to na pewno sięgnie po tę powieść . Ale postanowiłem być przewrotny i napisać trochę inaczej. Czytałem jedną recenzję i doszedłem do takiej myśli, że pisanie że "Jakby Pan Henryk... (czytaj dalej)

Samozwaniec, Tom III - szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: fantastyka, fantasy, miecz i magia

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Oprawa:miękka
Okładka:miękka
Wymiary:125x195
Ilość stron:344
ISBN:978-83-7574-574-0
Wprowadzono: 22.08.2011
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Samozwaniec, Tom III - recenzje klientów

ashard(at)interia.pl 12/08/2011
recenzja dotyczy produktu: Książka

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Tak zastanawiałem się Czy ta recenzja ma jakikolwiek sens. Jak ktoś przeczytał pierwszy i drugi tom tej powieści to na pewno sięgnie po tę powieść . Ale postanowiłem być przewrotny i napisać trochę inaczej. Czytałem jedną recenzję i doszedłem do takiej myśli, że pisanie że "Jakby Pan Henryk Sienkiewicz żył to pisał by tak jak Pan Jacek".A ja się pytam po co komu kopia? Ja wolę, myśleć jak by to było fajnie jakby obaj panowie ze sobą rywalizowali, a taki pojedynek na szable (czytaj na pióra ), to dopiero była by uczta dla duszy. A tak Pan Jacek ma monopol bo obecnie nie widać konkurencji.Dlatego uważam że tym bardziej jest trudniej stworzyć coś fajnego. Bardzo polecam tom, powieść powiem więcej panowie szlachta czapki z głów bo "Samozwaniec" Pana Jacka Komudy proza trzeci jedzie.

10.00

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Virion 3. Adept Imperium Achai

A. Ziemiański

książka (miękka)

27,85 zł taniej -30%

Jaga Kwiat paproci, Tom 0,5

K. Miszczuk

książka (miękka)

22,69 zł taniej -35%

Dzikie dziecko miłości

A. Jadowska

książka (miękka)

25,79 zł taniej -35%

Ogień i krew. Część 1 Historia ...

G. Martin

książka (twarda)

37,67 zł taniej -36%

Jacek Komuda - przeczytaj też

Herezjarcha. Historia życia Francois ...

J. Komuda

książka (miękka)

32,25 zł taniej -19%

Hubal

J. Komuda

książka (miękka)

33,60 zł taniej -25%

Jaksa

J. Komuda

książka (twarda)

29,85 zł taniej -25%

Jaksa. Bies idzie za mną

J. Komuda

książka (twarda)

29,85 zł taniej -25%

Ostatni Honorowy

J. Komuda

książka (miękka)

26,11 zł taniej -25%

Samozwaniec. Moskiewska ladacznica

J. Komuda

książka (miękka)

28,37 zł taniej -25%

Samozwaniec Tom IV

J. Komuda

książka (miękka)

29,85 zł taniej -25%

Zborowski

J. Komuda

książka (miękka)

37,44 zł

Zobacz również

Ostatni lot Valhalli

W. Tuchalski

książka (miękka)

32,15 zł taniej -25%

Din łowca dusz

J. Baranowski

książka (miękka)

22,00 zł taniej -25%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

28.37 zł

taniej -25%

Samozwaniec. Moskiewska ladacznica

W porę, gdy kwitły kwiaty, a trawy wzbijały wysoko, moskiewski mir wywlókł ciało cara Dymitra związane powrozem. Ciągnęli je za sznur uwiązany do przyrodzenia przez wrota Spaskie na Plac Czerwony. Tam, koło Łubnego Miesta rzucono zwłoki na podwyższenie przygotowane na zabawę. Spalonymi prochami nabito armatę i wystrzelono w stronę Rzeczpospolitej. A potem...

książka

29.85 zł

taniej -25%

Samozwaniec Tom IV

 Wydany w 2009 r., tom pierwszy powieści "Samozwaniec", rozpoczyna duży cykl powieściowy Orły na Kremlu, którego akcja dzieje się podczas wyprawy Dymitra Samozwańca na Moskwę w latach 1604-1606.  "Samozwaniec", to opowieść o największej awanturniczej wyprawie Polaków, porównywalnej z podbojami hiszpańskich konkwistadorów. Czterotomowa...

książka

28.28 zł

taniej -25%

Samozwaniec Tom I

Rok 1605. Opowieść o największej, awanturniczej wyprawie Polaków, porównywalnej z podbojami hiszpańskich konkwistadorów. Wyprawie po koronę carów Moskwy, zwanej Trzecim Rzymem. Książka o zderzeniu dwóch światów - wyrosłej na gruncie wolności szlacheckiej Rzeczypospolitej i ksenofobicznej Moskwy, odgrodzonej od Europy murem prawosławia. Opowieść o...

ebook

29.84 zł

taniej -0%

Samozwaniec. Moskiewska ladacznica  - mobi, epub

W porę, gdy kwitły kwiaty, a trawy wzbijały wysoko, moskiewski mir wywlókł ciało cara Dymitra związane powrozem. Ciągnęli je za sznur uwiązany do przyrodzenia przez wrota Spaskie na Plac Czerwony. Tam, koło Łubnego Miesta rzucono zwłoki na podwyższenie przygotowane na zabawę. Spalonymi prochami nabito armatę i wystrzelono w stronę Rzeczypospolitej. A...

ebook

26.70 zł

taniej -15%

Samozwaniec - mobi, epub Tom IV

Wydany w 2009 r., tom pierwszy powieści "Samozwaniec", rozpoczyna duży cykl powieściowy Orły na Kremlu, którego akcja dzieje się podczas wyprawy Dymitra Samozwańca na Moskwę w latach 1604-1606. "Samozwaniec", to opowieść o największej awanturniczej wyprawie Polaków, porównywalnej z podbojami hiszpańskich konkwistadorów. Czterotomowa...

ebook

23.89 zł

taniej -15%

Samozwaniec tom 2 - mobi, epub

Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych... Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem. Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i...

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku

2.99

14.99

2.99

1.98

8.99

Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność › przejdź do koszyka
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: