rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Powiem Julce
ocena: 6, głosów: 11
 

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Powiem Julce

1.
- A darcie pierza?
- Darcie pierza było wcześniej.
- Dużo?
- Dużo.
To ja, Teresa, pytam siebie Teresę. Darcie pierza było przed łuskaniem fasoli i przed zdejmowaniem z cebuli suchych, brązowych łupin. Z myślą o pierzu zawsze łączy mi się wspomnienie tanecznych kroków, z których każdy wznosił w powietrze biały puch, a więc wspomnienie moich bosych stóp Teresy na parkiecie salonu. I pamięć o miłym ciepłe trociniaka stojącego w rogu pokoju, rozpalanego już z samego rana, bo przecież zimno nocy przenikało przez wielkie, nieszczelne okna. Przy trociniaku stały moje czerwone sandały, pamiętam spękane podeszwy, osmaloną skórę rzemyków, krzywe wieżki obcasów. Kim jesteś, śliczna panienko, pytał Karol bawiąc się nimi, prawy, lewy, prawy, lewy, dokąd idziesz? Śmiałam się, siedząc na jednym z siedemnastu łóżek, skleconych pospiesznie w dworskiej stolarni w dniu naszego przyjazdu. Czy wiedział, że w tych sandałach jeszcze niedawno szłam przez ogień? Nie pamiętam, ale tak, oczywiście, na pewno wiedział. Sięgam po Karola jak po swoje, chociaż nigdy nie był mój. Nawet wtedy, kiedy później, na dworcu w Częstochowie, przytulał mnie do siebie. Uparcie jednak myślami wracam do niego. I może dlatego, że pocałunkami liczył moje palce, szukam go.
To było dawno. Elvis Presley miał dziesięć lat i śpiewał swoją pierwszą piosenkę, daleko stąd, na estradzie w Tupelo. Jakie to mało ojczyźniane pojęcie czasu i miejsca, prawda Julko? Ale może prostsze dla twojej wyobraźni, chociaż nie dla mojej. A więc właśnie wtedy, kiedy Presley śpiewał w Tupelo na konkursie młodych talentów piosenkę „Old Shep”, Karol pocałunkami liczył moje palce. Pięć, dziesięć. Miasto tliło się jeszcze.
Potem dostałam od Królowej Wilhelminy wysokie, sznurowane buciki. Królowa Wilhelmina tak naprawdę miała na imię Maria. Nie pamiętam, dlaczego mówiło się o niej Królowa Wilhelmina. Może dlatego, że była wysoka, postawna i zawsze chodziła z lekko uniesioną głową. Siwe włosy ściągała w mały koczek, który przebijała brązowymi szylkretowymi szpilkami. Nosiła szare sukienki, długie prawie do kostek, luźne, z rękawami ujętymi w szerokie mankiety. A może miała w Pastuszkach tylko jedną sukienkę? Możliwe. Królowa Wilhelmina była matką Karola. Nie mieszkała w salonie, tak jak my. Ona i Karol dostali dla siebie mały pokój w dworskiej oficynie, tuż obok pokoju Pani Starszej, śmieszny, zagracony. Przyjechali tu przed nami, bo Królowa Wilhelmina od zawsze przyjaźniła się z Milą, to znaczy z Panią Młodszą, więc kiedy Karolowi i jego ojcu ziemia zaczęła palić się pod nogami i całej ich rodzinie kazano wyjeżdżać z Warszawy, to właśnie Pastuszki stały się dla nich schronieniem, w którym mieli przetrwać lato i najwcześniej jesienią wrócić do siebie. Nie zdążyli, zatrzymał ich sierpień.
Nie przypominam sobie chwili, kiedy pierwszy raz zobaczyłam Karola. Na pewno było to w drugiej połowie września, ale czy przyjechał z dziedzicem po tych piętnaście kobiet, dla których w Pastuszkach przygotowano miejsce w salonie? Nie pamiętam. Niewiele pamiętam z tego dnia. Na scenie znowu pojawią się zaraz moje czerwone sandałki, Julko, bo to na nie spojrzał dziedzic, kiedy z blisko sześciuset osób wyrzuconych z towarowego pociągu na podmokłe łąki, wybierał piętnaście. Piętnaście spośród tych, którym życie uratował przypadek. Auschwitz nie przyjmował tego dnia.
Leżałam w trawie mokrej po deszczu, z głową na kretowisku, i było mi obojętne. Wszystko mi było obojętne. Może to też dostrzegł dziedzic z Pastuszek, kiedy zatrzymał go widok moich czerwonych sandałków z osmalonymi rzemykami. Przystanął i patrzył na mnie przez chwilę.
- Jesteś chora? – zapytał.
Gorączka rozsadzała mi głowę, rękę miałam unieruchomioną opatrunkiem, jednak nie wiedziałam, czy jestem chora, czy nie. Pochylił się, zobaczyłam wysokie, czarne buty oficerki, spodnie do konnej jazdy, zamszową, rudą marynarkę z ciemniejszymi łatami na łokciach. Jestem pewna, że to zobaczyłam, bo dziedzic zawsze tak chodził ubrany, przekonałam się później.
- Jak masz na imię? – zapytał.
- Teresa.
- Wstań, Tereso, pojedziesz ze mną. Bądź spokojna, zaufaj mi.
Zabrał siedemnaście, nie piętnaście osób. Widocznie przeraził się tym, co zobaczył na łące i obliczył, że w dworskim salonie pomieści o dwa łóżka więcej. Wiózł nas do siebie dużym wozem, a właściwie ciągniętą przez konie platformą, otoczoną wysokimi, drewnianymi deskami. Toczyła się po wyboistej drodze na wielkich, gumowych kołach. Później, jak wszyscy w Pastuszkach, mówiłam o niej gumiak.
Ciągle jeszcze nie widzę Karola. W mojej pamięci pojawia się dopiero w salonie, nie wiem po ilu dniach mojej choroby leczonej przez lekarza pilnie wezwanego z miasta przez Panią Młodszą, przez Milę. Salon w dniu naszego przyjazdu oddzielono od reszty domu starym, dębowym kredensem, dokładnie zasłaniając przejście do dworskiej jadalni. Wchodziło się więc do nas drzwiami, które łączyły duży salon z drugim, o wiele mniejszym, przeznaczonym teraz na lamus, pomieszczenie pełne sprzętów, potrze-bnych i niepotrzebnych. Jedno z jego okien pospiesznie przerobiono na wyjście do ogrodu tak, że lamus stał się naszym przedsionkiem. W ten sposób zostałyśmy oddzielone od dworu. Byłyśmy u siebie.
Pamiętam Karola stojącego w progu między salonem a lamusem, jak ramą objętego ciemną framugą drzwi. Zawsze pochylał się wchodząc i wysoki, przygarbiony, szukał mnie wzrokiem. Nie od razu spostrzegłam, że jest piękny, w ogóle nie wiem, czy uważałam go za pięknego. Dopiero teraz, po latach, zobaczyłam w pamięci jego urodę. Wtedy widziałam, że ma w oczach morze i wiatr, to mnie w nim urzekło. Sztorm rządził Karolem od zawsze. Ja nigdy. Byłam jego zerem w skali Beauforta, chociaż myślałam, że mnie kocha.
W październiku darłyśmy pierze. Bazyl Knapik, dworski człowiek do wszystkiego, każdego wieczoru przynosił nam z folwarku wielkie worki wypełnione gęsimi piórami. Siedząc po środku salonu ostrożnie zdzierałyśmy biały puch, pilnując każdego swojego ruchu, aby przypadkiem nie wzbić w powietrze lekkiego pierza, bo później opadało wolno, czepiając się naszych włosów i rzęs. Byłam najmniej uważna. Zbyt taneczna, a może wtedy zbyt młoda na darcie pierza, teraz tak myślę. Któregoś wieczoru, kiedy siedziałyśmy w kręgu dokoła kolejnych worków, skrzypnęły drzwi lamusa i w mdłym świetle zawieszonej nad nimi żarówki stanęła w progu salonu ciemnowłosa, obca dziewczyna.
To była Zośka Spinka. Tak ją poznałam.

2.

Julka przesuwa obrazki mojej pamięci jakby to były kartki dziwnego albumu. Zresztą, im jestem starsza tym wyraźniejsze stają się zdarzenia odległe, wydawałoby się już zapomniane. Dziś widzę dokładnie Zośkę Spinkę stojącą w drzwiach salonu. Ma na sobie grubą czarną spódnicę i ładną, obcisłą kurtkę. Wszystko po Pani Młodszej, tak mi później powiedziała. Ciemne włosy splecione w warkocz otaczają jej głowę i tylko nad czołem wiją się sprężynki niepokornej grzywki. W ręku trzyma wiklinowy koszyk, w którym ułożone na sianie bielą się jajka. Ile? Dziesięć, może piętnaście.
- Jestem ze wsi, Zośka od Spinków - mówi cicho. - Ciotka przysyła wam jajka.
- Bóg zapłać, powiedz ciotce – odpowiada jedna z nas.
- Niech będzie na zdrowie... – szepcze Zośka.
- Weź od niej te jajka, Tereska.
Zośka rozgląda się, szuka kogoś wzrokiem, czy po prostu przypatruje się, ciekawa jak też wyglądają te z Warszawy, obce, przygarnięte przez dziedzica. Wreszcie spotykają się nasze spojrzenia. Ani ona, ani ja nie wiedziałyśmy wtedy, że to już na zawsze. Podniosłam się, żeby podejść, sięgnąć po koszyk i przełożyć jajka do naszej spiżarenki, do starej komódki stojącej w chłodnym lamusie. Pierze frunęło, Zośka roześmiała się.
- Ty jesteś Teresa? – zapytała podając mi koszyk.
- Ja.
- Tak też myślałam. Karol mówił mi o tobie.
- Mnie o tobie nie mówił.
- Widać nie jestem dla niego ważna. A zresztą nie było mnie. Przez lato pracowałam w Złotym Potoku, w sklepie. Uważaj na te jajka, cienką mają skorupkę, kruchą.
Patrzę teraz na Julkę i myślę: Boże! Jaka ona jest do tamtej Zośki podobna! Tylko włosy ma krótsze, do ramion, i grzywkę mniej postrzępioną. Oczy mniejsze? Większe? Oczy takie same. Julka jest wnuczką Zośki Spinki, więc ma prawo być jak ona. Nawet ruch ręki, którym odgarnia z czoła ciemne kosmyki ma taki sam, może podpatrzony u babci.
Właśnie tym ruchem Zośka odgarnia grzywkę, sięga po pusty koszyk i uśmiecha się do mnie, zęby ma równe, białe.
- Może przyjdziesz kiedyś do mnie, Teresko? Chyba wiesz, gdzie dom Spinków? To ten taki szary, z brązowym gankiem, zaraz przy kapliczce z Matką Boską Anielską.
- Wiem, chodziłam parę razy do twojej ciotki po smalec. Robi dobry smalec, taki z jabłkami i z majerankiem.
I ja uśmiecham się do Zośki, chociaż po dziewczyńsku zazdroszczę jej trochę tych białych zębów. Oparta o framugę drzwi spogląda w głąb salonu.
- Ciasno tu macie.
-To jest dach nad głową - mówi jedna z nas sięgając po po pióra. - Grzech wydziwiać.
Zośka sięga po bawełnianą chustę, składa ją w trójkąt, zarzuca na głowę i mocno związuje pod szyją.
- Nie mówię, żeby wydziwiać, mówię, że ciasno. To co? Przyjdziesz, Teresko?
Nie czeka na moją odpowiedź, nieoczekiwanie całuje mnie w policzek. Widzę, że ma oczy szkliste od łez. Powiedziała mi później, że płakała, bo patrząc na nas nie mogła znieść swoich myśli.
Taką chustę jak ta, którą miała Zośka i ja dostałam parę dni później od Pani Młodszej, od pani Mili. Milenko, mówiła do niej teściowa, to znaczy Pani Starsza.
- Milenko, jak sądzisz, czy mój ubiegłoroczny zimowy płaszcz będzie pasował Teresce?
Pasował Teresce, piękna składnia. Płaszcz też był piękny.
Pani Starsza wyjęła go z wielkiej szafy stojącej w rogu korytarza, pachniał naftaliną.
- To ciepły płaszcz, Teresko - chwaliła. - A na ciebie jak szyty.
Poprawiała futrzany kołnierz, przygniecione klapki kieszeni, sprawdziła guziki.
- Wisiał przez całe lato, musi odetchnąć zanim zaczniesz go nosić. Masz jeszcze ten sweterek, przyda ci się.
To wtedy dostałam też od Królowej Wilhelminy wysokie sznurowane buciki, a od panny Ity, opiekunki małych bliźniaczek, córek pani Młodszej, wełnianą spódnicę, kalosze i ciepłe skarpetki. Nie, Julko, nie myślałam o tym, co dzieje się z szafą ubraniową w moim warszawskim domu, jeżeli w ogóle jeszcze istniał. Myślałam chyba tylko o tym, że w zimie będzie mi ciepło w płaszczu Pani Starszej. Nie pamiętam zresztą. Wiem, że musiało upłynąć dużo czasu zanim znowu zaczęłam cieszyć się posiadaniem rzeczy. Tak się dzieje, jeżeli chociaż raz straciło się wszystko.
Darcie pierza miało się ku końcowi, Julko. Zbliżył się czas łuskania fasoli. W chłodnym pomieszczeniu, obok dworskiej pralni i wielkiej kuchni, gdzie przed południem gotowałyśmy dla siebie obiady, siedziałyśmy na niskich ławach, wysypując z podwiędłych strąków białe, jeszcze miękkie ziarna, które potem, ułożone na przewiewnych siatkach, Bazyl Knapik kazał parobkom wynosić do su- szarni.
Zakłopotany dziedzic zaglądał tam czasami. Nie chciał naszej pomocy, ale rozumiał, że w ten sposób odwdzięczamy się za to, co zrobiono dla nas w Pastuszkach, i że jest nam z tym lżej. Karol nie, Karol nie zaglądał, prze-ciwnie, wejście do budynku gospodarskiego omijał z daleka. Czasami, patrząc w okno widziałam jak idzie przez plac w stronę stajni, jak po chwili z niej wychodzi prowadząc na wodzy osiodłanego konia. Dosiadał go i wkrótce traciłam ich z oczu, bo ginęli u wlotu topolowej alei.

3.

Pamiętam takie dni u schyłku jesieni, w których drzewa rosnące wokół dworu traciły już liście i złote, rdzawe, purpurowe, przysypywały cały trawnik. Sucho szeleściły pod butami, kiedy biegliśmy z Karolem w stronę ziemianki, tam gdzie przechowywano jabłka. Karol wielkim kluczem otwierał żelazną kłódkę zawieszoną na skoblu, potem skrzypiały stare zawiasy drewnianych, ciężkich drzwi. Pamiętam też zapach tych późnojesiennych jabłek, w który wchodziliśmy jak w zawieszony przejrzysty materiał, bo tak był intensywny i gęsty. Przez uchylone drzwi wpadała do ziemianki jasna smuga słońca. Ramiona Karola i jego czułość. Pragnienie, żeby ta chwila trwała wiecznie. Znasz to, Julko, czy jeszcze nie?
Nocą do dworu przyjeżdżali jędrusie. Bazyl Knapik nawoływał wypuszczone już psy i zaganiał je do psiarni. Leśni przyjechali, leśni, szeptałyśmy w salonie, bo słychać było wozy zajeżdżające pod dworski ganek, rżenie koni i gwar męskich głosów. Wiedziałyśmy, że zaraz zacznie się ładowanie na partyzanckie podwody worków z ziemniakami, marchwią i kapustą. Rankiem pojawiali się Niemcy, przyjeżdżali z miasteczka terenowym samochodem, myszkowali po dworze, hałaśliwie sprawdzali budynki czwora- ków, zaglądali do naszego salonu. Bałyśmy się, mimo że dziedzic uspakajał nas dyskretnym ruchem ręki. Rozmawiał z nimi spokojnie, wyjmował z kredensu nalewkę, po godzinie, dwóch, odjeżdżali. Bywało, że zaraz po takich wizytach dziedzic kazał zaprzęgać i jechał w stronę lasu.
A Bernadeta, ciotka Zośki Spinki późną jesienią robiła marynaty. Jak to nie ma związku z jędrusiami? Ano ma związek, bo mąż Bernadety Józek był z leśnymi odkąd się pojawili, a ponieważ szczególnie lubił marynaty swojej żony, w spiżarni zawsze czekały na niego olbrzymie słoje grzybów, ogórków, gruszek w occie i Bóg wie czego jeszcze. Józek zabierał je do lasu, pasowały do swojskiej kiełbasy, jeżeli tylko we wsi ktoś chyłkiem sprawiał świniobicie. Spełniam małżeńską powinność i służę ojczyźnie, śmiała się Bernadeta, gotując ocet na zalewę.
Siadywałyśmy z Zośką na jej łóżku w zacisznym kącie przy kuchennym kredensie Spinków, i gadałyśmy jak to dziewczyny gadać potrafią, o wszystkim, o niczym, znasz to, Julko? I chichoty, prawda? Zośka robiła mi na drutach szalik.
- Będzie ci ciepło, kiedy przyjdzie mróz, jeszcze spruję tę wełnianą kamizelę ciotki i zobaczysz, będziesz z niej miała rękawiczki, tylko czy potrafię zrobić palce, oto jest pytanie. A może ty ją poprujesz?
Tak już nam zostało na całe życie. Ja prułam, a Zośka robiła. Magiczna przyjaźń, która zaczęła się od kamizeli Bernadety. W naszym dworskim lamusie znalazłyśmy kufer pełen starych książek i oprawione w tomy roczniki tygodników. Pani Młodsza pozwoliła nam zabierać je do domu Spinków, i tam, na łóżku Zośki, odkrywałyśmy dawno miniony świat.
- O, matko... – mówiła Zośka. – Ty popatrz...
Dziobała paznokciem kolejną stronę. Czasami zaglądał do nas Karol, wtedy Zośka robiła nam herbatę z suszonych malin, ogrzewaliśmy ręce obejmując gorące kubki, bo u Spinków oszczędzało się opału i popołudniu żar w kuchennym piecu wygasał, wodę Zośka gotowała na małej spirytusowej maszynce, na denaturacie. Zbliżała się zima, dni były krótkie, pod wieczór Karol odprowadzał mnie do dworu. Zwykle szliśmy przed wieś przytuleni do siebie, to znaczy Karol ogarniał mnie ramieniem jak ptak swoje pisklę skrzydłem. Nie płoszyły go spojrzenia ludzi, których spotykaliśmy na drodze i dopiero przy dworze odsuwaliśmy się od siebie, ale któregoś dnia zobaczyła nas Królowa Wilhelmina. Przyszła wieczorem do salonu i od drzwi wywołała mnie do lamusa. Przysiadłyśmy na starej kanapce ustawionej w kącie.
- Powiedz, Teresko, co się właściwie stało z twoimi rodzicami?
Pytała łagodnie, wiedziałam, że nie przez ciekawość. Byli, nie ma ich, prawie wszystkie łzy już wypłakane, a te które zostały nauczyłam się powstrzymywać. Nie przy niej jednak, nie przy Królowej Wilhelminie, nie w tym ciemnym lamusie.
- Pani Mila mi mówiła i Karol mówił, ale pomyślałam, że może chciałabyś... może jest ci to potrzebne... może umiałabym... niezależnie od tego jak ci się ułoży z Karolem...
Wieszczką była? Kasandrą? Myślę, że kiedy zobaczyła nas idących drogą między czworakami, zaczęła sobie coś wyobrażać. Tak jak i ja, zresztą. Z Karolem na zawsze. Powiem ci tylko, Julko, że jak się ma szesnaście lat, nie ma żadnego zawsze.
Kiedy teraz przypominam sobie czas w Pastuszkach, i to wszystko co piętrzyło się tam między mną i Karolem, czuję przekorną radość, że mogłam swoją pierwszą miłość przeżyć bez esemesów, maili i Gadu-Gadu. Śmiejesz się? Dobrze, śmiej się, ale nie pozwól, żeby ktoś pisał do ciebie „koham”.
Łaty, pies Bernadety Spinki, sypiał w szufladzie starego kredensu. Wskakiwał do niej, kiedy tylko widział, że jest uchylona, opierał mordkę o brzeg, kłapiaste uszy zwisały mu wtedy po bokach jak dwie szmatki. Karol, przychodząc po mnie przynosił mu zwykle jakieś smakołyki, Łaty przepadał za tym. Wyskakiwał z szuflady i węszył Karolowi po kieszeniach, później siadał obok i czekał, bo dobrze wiedział, że zaraz będzie przyjacielskie głaskanie po łebku i czułe gadanie, że Łaty jest dobrym psem, co doskonale rozumiał. Patrzyłam na Karola i myślałam, że podobnie jak Łaty, znam łagodność jego rąk, którymi lubił ujmować moją twarz, żeby długo patrzeć mi w oczy. Wtedy jeszcze nie zauważałam smutku w spojrzeniach Zośki Spinki, która za Karolem tęskniła.

Powiem Julce (twarda)

książka

Wydawnictwo: Akapit-press

Oprawa: twarda

Ilość stron: 80

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawy

Nasza cena: 10,41

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka

Przy zakupie 5 egz.
Cena hurtowa:

8,33

Powrót Darmowa wysyłka dla zamówień od 99zł. SPRAWDŹ!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (2)

Powiem Julce - opis produktu:

Nie wiem, jakimi słowami zaprosić Was do przeczytania tej książki. Może w ogóle tego nie zrobię, wdzięczna każdemu, kto bez specjalnego zaproszenia uda się na spotkanie z Julką, Zośką i Teresą. Powiem Julce jest opowieścią o pierwszej miłości, którą każda z nich przeżywa inaczej, a o której tak mówi Teresa...Do twarzy Wam z pierwszą miłością. Magia zapachu, koloru i dźwięku. A magia słowa pierwsza? Jeżeli pierwsza, to znaczy, że inne przyjdą po niej, już czyhają, stoją za drzwiami, być może któraś z nich siedzi przed kinem i tak jak wy, czeka na początek kolejnego seansu. Nie myślałam o tym, ale ty pomyśl...
Jest też Powiem Julce opowieścią o dworze w Pastuszkach, ...trochę soplicowskim, trochę serbinowskim, jeżeli coś ci to mówi, Julko.... I o ludziach, o których warto pamiętać.
Kultowa opowieśc Krystynay Siesickiej. Książka uzyskała wyróżnienie w konkursie Książka Roku 2008 Polskiej Sekcji IBBY. Na okładce wykorzystano obraz Jacka Yerki.

Powiem Julce - szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: dla dzieci i młodzieży, literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Akapit-press
Oprawa:twarda
Okładka:twarda
Wymiary:140x200
Ilość stron:80
ISBN:978-83-64379-95-6
Wprowadzono: 06.10.2008
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Powiem Julce - recenzje klientów

wieslawa.nowak_xl(at)wp.pl 30/06/2009
recenzja dotyczy produktu: Książka

Prawdę mówiąc zwabiło mnie tytułowe imię - imię mojej wnuczki. Książkę przeczytałam jednym tchem. Wspomnienia pierwszych uniesień bardzo często wpływają na całe życie choć nie zawsze sobie to uświadamiamy. Pisarka w tej opowieści przekazuje nam, że łatwiej opowiedzieć "swoją historię" Julce niż wyjawić przed sobą. Lektura na popołudnie dla wszystkich wrażliwych dusz.

25/11/2008
recenzja dotyczy produktu: Książka

Świetna lektura. Pouczająca, mądra, ciekawa. Naprawdę polecam. Porusza sprawy, na które często nie zwraca się uwagi i pobudza do refleksji na ich temat. Mam siedemnaście lat i uważam, że jest idealna dla dziewczyn w moim wieku, ponieważ pozawala wykreować poglądy na pierwszą miłość i na miłość w ogóle.

10.00

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Zezia, miłość i bunt na statku

A. Chylińska

książka (twarda)

24,65 zł taniej -33%

Trzy kroki od siebie (okładka filmowa)

R. Lippincott

książka (miękka)

24,36 zł taniej -30%

MAPY (edycja fioletowa) obrazkowa ...

D. Mizieliński

książka (twarda)

53,79 zł taniej -40%

Dziennik 29 Interaktywna gra książkowa

P. ZBIOROWA

książka (miękka)

19,39 zł taniej -35%

Krystyna Siesicka - przeczytaj też

Beethoven i Dżinsy

K. Siesicka

książka (miękka)

19,86 zł

Jezioro osobliwości / Przez dziurkę od ...

K. Siesicka

książka (pakiet)

35,03 zł taniej -12%

PEJZAŻ SENTYMENTALNY

K. Siesicka

książka (twarda)

19,24 zł taniej -8%

Przez dziurkę od klucza

K. Siesicka

książka (twarda)

20,28 zł

Tam, dokąd Puduś wyruszył

K. Siesicka

książka (twarda)

36,87 zł taniej -12%

Zapałka na zakręcie

K. Siesicka

książka (twarda)

19,65 zł taniej -31%

Zapałka na zakręcie / Pejzaż / ...

K. Siesicka

książka (miękka)

31,05 zł taniej -22%

ZATRZYMAJ ECHO

K. Siesicka

książka (twarda)

19,24 zł taniej -8%

Zobacz również

Shimmer & Shine. Odkryj i czytaj. ...

P. ZBIOROWA

książka (twarda)

18,70 zł taniej -25%

Świat Dinozaurów. Iguanodon

P. ZBIOROWA

książka (miękka)

12,72 zł taniej -25%

Psi Patrol. Odkryj i czytaj. Nowe ...

P. ZBIOROWA

książka (twarda)

18,70 zł taniej -25%

Kolory. 100 pierwszych słówek Kapitan ...

E. Iwaniuk

książka (twarda)

14,95 zł taniej -25%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

27.47 zł

taniej -31%

Powiem ci coś

Opowieść o miłości, ale i o granicach, których nie wolno przekraczać zarówno w życiu, jak i po śmierci. Pisarz samotnie mieszkający w wielkim domu wynajmuje pokój studentce malarstwa. Dziewczyna tworzy w ukryciu tajemnicze obrazy zamawiane przez ekstrawaganckich kolekcjonerów oraz gwiazdy Hollywood. Podobno są w stanie zapewnić nieśmiertelność......

książka

35.03 zł

taniej -12%

Jezioro osobliwości / Przez dziurkę od klucza /...

Pakiet II Jezioro osobliwości, Przez dziurkę od klucza, Powiem Julce. Krystyna Siesicka mówi o niej: ...kiedy pisałam Jezioro Osobliwości nie przypuszczałam, że ta książka stanie się aż tak popularna. A już na pewno kończąc ją, nie sądziłam, że Marta i Michał będą do mnie wracać. Przeciwnie, byłam pewna, że po ostatniej kropce rozstanę się z nimi na zawsze....

książka

27.24 zł

taniej -26%

Powiem ci, kim jesteś

Zmień zasady gry Podczas wyjazdu integracyjnego Adam, nowy pracownik stołecznego banku, wchodzi w ostry konflikt z jednym z kolegów, Hubertem. Nie przeczuwa nawet, jakie będą tego konsekwencje, jak głęboko to wydarzenie wpłynie na jego życie prywatne i uczuciowe. W pracy poznaje Asię i po kilku tygodniach luźnej znajomości zostają parą. Wydaje się, że są...

książka

33.22 zł

taniej -10%

Powiem ci jak się uczyć Przewodnik dla ...

Publikacja Powiem ci, jak się uczyć jest odpowiedzią na potrzeby rodziców zatroskanych o rozwój swoich dzieci oraz nauczycieli, trenerów i wychowawców, którzy czują chęć wzbogacenia swojego warsztatu o narzędzia pomagające uczniom w nauce i czekają na inspirujące pomysły oraz przykładowe materiały do pracy. Autorzy przekazują w książce dotychczas zebrane...

ebook

29.19 zł

taniej -15%

Powiem ci coś - mobi, epub

Opowieść o miłości, ale i o granicach, których nie wolno przekraczać zarówno w życiu, jak i po śmierci. Pisarz samotnie mieszkający w wielkim domu wynajmuje pokój studentce malarstwa. Dziewczyna tworzy w ukryciu tajemnicze obrazy zamawiane przez ekstrawaganckich kolekcjonerów oraz gwiazdy Hollywood. Podobno są w stanie zapewnić nieśmiertelność......

gry / zabawki

24.46 zł

taniej -0%

Powiem Ci co widzę

Jak stymulować naukę mowy u maluszka? Pomoże w tym `Powiem Ci co widzę`. Zestaw składa się 32 plansz z obrazkami przedstawiającymi obiekty z najbliższego otoczenia dzieci. Dzięki odpowiednio zadawanym pytaniom (zawartym na planszach) stymulujemy naukę mowy oraz ćwiczymy poprawne budowanie wypowiedzi. Zabawka pomaga w nauce nazw rzeczy, czynności,...

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku

2.99

14.99

2.99

1.98

8.99

2.35

2.84

Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność › przejdź do koszyka
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: