Nic do stracenia - Kirsty Moseley - Książka | Gandalf.com.pl
Ulubione
Kategorie
przeczytaj fragment przeczytaj fragment

Nic do stracenia (miękka)

Początek

książka

Nic do stracenia, Początek - opis produktu:

W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kilka lat jej życia w piekło.
Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo.
Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą.
Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie.

Książka Nic do stracenia Początek, pochodzi z wydawnictwa HarperCollins Publishers. Autorem książki jest Kirsty Moseley. Książka Nic do stracenia liczy 464 stron. Oprawa jest miękka. Publikacja dostępna jest również w formie elektronicznej.
S
Szczegóły
  • Dział: Książki
  • Wydawnictwo: HarperCollins Publishers
  • Oprawa: miękka
  • Okładka: miękka
  • Ilość stron: 464
  • ISBN: 978-83-276-2469-7
  • Wprowadzono: 12.04.2017

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

  • -49%
Dynastia Miziołków twarda
15,21 zł 29.83
Dodaj do koszyka
  • -43%
Zawsze w porę miękka
22,74 zł 39.90
Dodaj do koszyka
  • -41%
Ten dzień miękka
23,50 zł 39.83
Dodaj do koszyka
  • -42%
Kaprys milionera miękka
23,19 zł 39.99
Dodaj do koszyka
  • -41%
Halny Cykl: Komisarz Forst, Tom 6 miękka
25,32 zł 42.90
Dodaj do koszyka

Kirsty Moseley - przeczytaj też

  • -5%
Chłopak, który o mnie walczył miękka
36,02 zł 37.91
Dodaj do koszyka
  • -5%
Chłopak, który wiedział o mnie wszystko miękka
36,95 zł 38.89
Dodaj do koszyka
  • -5%
  • -5%
Nic do stracenia Wreszcie wolni miękka
37,91 zł 39.90
Dodaj do koszyka
  • -5%
Zdobyć Rosie Czas próby miękka
37,91 zł 39.90
Dodaj do koszyka
Zdobyć Rosie Początek gry miękka
39,90 zł
Dodaj do koszyka

Recenzje
image Nie wiesz, czy kupić? Sprawdź recenzje
Książka
Nic do stracenia, Początek

4.2/5 ( 10 ocen )
    5
    7
    4
    1
    3
    0
    2
    1
    1
    1

Zaloguj się i napisz recenzję na min. 700 znaków. Akceptując regulamin bierzesz udział w cotygodniowym plebiscycie. Do wygrania kupon 50 PLN i 15 punktów klienta.

imię, nazwisko lub nick:
Twoja ocena:
Twoja recenzja:
Wprowadź tekst z obrazka:

W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.

brak oceny

Maadziuulekx3

  • 28-06-2017
  • 20:47

Za książkę zabrałam się ze względu na wiele szumu wokół twórczości autorki. Lubię przekonywać się czy książki uwielbiane przez większość ludzi i mnie przypadną do gustu. Większość z nich mnie zaciekawia, jednak mały odsetek z nich albo w ogóle albo w niewielkim stopniu. W przypadku Kristy Moseley mam sprzeczne uczucia. Z jednej strony opowieść nie była taka zła, dwoje bohaterów, jeden z bagażem doświadczeń, drugi usiłujący pozbyć się bagażu tego pierwszego. Z drugiej strony nie tego oczekiwałam po tej lekturze.

Opowieść szybko się czytało, ale brakowało mi w niej życia, akcji, czegoś, co by mnie przekonało do fabuły. Bohaterowie wydawali mi się płascy, mało przekonywujący. Anna często mnie irytowała. Na początku dziewczyna dotknięta okropną tragedią, nie pozwalająca się w ogóle dotykać, zamknięta w sobie, opryskliwa, skryta od razu przeistacza się w postać, która na to pozwala i to jeszcze mężczyźnie, który ją ochrania. Asthon przystojny, wyszkolony z dużymi ambicjami na przyszłość, czuły, opiekuńczy, jednak zamiast wzdychać w jego kierunku spoglądałam sceptycznie na postać. Fabuła i może nie jest do końca zła, ale mogła być o wiele lepsza. W kółko działo się to samo, nudno, bez poweru, trochę jak nieciekawa romantyczna telenowela. Z czasem masz ochotę zmienić kanał. Zabrakło mi też większej dramaturgii, która doprowadzałaby mnie do łez, akcji, czegoś co ruszyło by powieść do przodu, a nie usilnie trzymało w miejscu.

Pomimo, że książka wydawała się na początku bardzo obiecująco, szybko straciła potencjał w moich oczach, gdy relacje bohaterów weszły na wyższy poziom jakoś po trzecim, czy czwartym rozdziale. To nie miało większego sensu, Anna przez rok nie pozwalała się nikomu dotykać, pojawia się mężczyzna i od razu zmienia się jej nastawienie, pozwala to robić, nie czuje przy nim obrzydzenia itp. Dla mnie to było mało wiarygodne, powiało trochę kiczem. W prawdziwym życiu takie historie się nie zdarzają, a liczyłam na to, że książka taka właśnie będzie. Prawdziwa, szczera, dzięki czemu przybliżę się do bohaterów, poznam ich myśli, przeżycia, doznania, a tak dostałam nijaką, bez pazura opowieść. Dość przesłodzoną, mało zaskakującą historię.

Jeśli czytelnik nie nastawi się na wielkie arcydzieło, to się nie rozczaruje, bo pomimo nieskładności i wielu mankamentów może się spodobać. Mnie niestety do siebie nie przekonała. Może jeśli w drugiej części nie będę zbyt wymagająca przekonam się do lektury i bohaterów. Zobaczymy.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Zagubiona w słowach

  • 29-05-2017
  • 21:33

Życie wcale nie obchodzi się delikatnie z ludźmi. Bez przerwy przygniata i nie pozwala się podnieść. Dręczy demonami z przeszłości tak bardzo, że nie sposób normalnie żyć. Nie da się cofnąć tego, co już się wydarzyło. Można spróbować zapomnieć i zacząć od nowa, prawda? Na początku będzie ciężko, ale z czasem się polepszy. Warto próbować. Co, jeśli jednak się uda?
Niedawno miałam okazję powód spod pióra Kirsty Moseley i średnio mi się podobała, ale postanowiłam dać autorce jeszcze jedną szansę. Jak wypadło? Minimalnie lepiej, ale w dalszym ciągu nie jestem w pełni przekonana. Ta historia okazała się mocno średnia i schematyczna.
Nie mogłam się wciągnąć i z czytaniem zeszło mi o i wiele dłużej niż zwykle. Pojawił się motyw złamanej przez życie dziewczyny, która nie potrafi pogodzić się z przeszłością. Nie trudno też domyślić się, co będzie dla niej oparciem. Miłość, ból minionych zdarzeń i przemoc zarówno fizyczna, jak i psychiczna. To kilka tematów, na których bazowała Kirsty Moseley.
Bohaterowie zostali całkiem dobrze wykreowani. Tylko że mieli jedną podstawową wadę: wydawali się zbyt przerysowani. Anna irytowała mnie swoim zachowaniem i niechęcią do zostawienia za sobą całego cierpienia i bolesnych wspomnień. Po prostu bała się ludzi i otaczającego ją świata. Natomiast Ashton okazał się zadziwiająco sympatyczny i uroczy. To jeden z tych typów faceta, których każda dziewczyna chciałaby mieć przy sobie. Przystojny, opiekuńczy i pełen cierpliwości. Polubiłam go od pierwszego spotkania.
Wątek romantyczny był ważnym elementem fabuły. W końcu książka należy do new adult, więc nie mogło zabraknąć solidnej dawki miłości, która miała kojący wpływ na problemy bohaterów. Nie spodobało mi się jedynie ciągle uciekanie od uczuć, szczególnie w przypadku jednej ze stron, co było początkiem kolejnych nieporozumień i komplikacji. Po co tak mieszać, skoro poważnych problemów już było za dość?
Podsumowując, Nic do stracenia. Początek to książka, w której nie brak miłości, walki z przeciwnościami losu i przeszłością, o której nie sposób zapomnieć. Dosyć opornie szło mi czytanie, ale przebrnęłam przez nią i stwierdzam, że nie była taka zła. Okazała się nieco schematycznym średniaczkiem, ale miała kilka plusów. Nie polecam ani nie odradzam. Ale jeśli ktoś lubi twórczości Kirsty Moseley, to może się spodobać.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

NaWidelcu

  • 29-05-2017
  • 20:41

Młodość to beztroska i niewinność. Tańce do białego rana, nieprzespane noce i szaleństwa. Małe i większe głupstwa towarzyszą nam, gdy powoli wkraczamy w dorosłość. Ale nie zawsze dorastanie wygląda w podobny sposób. Czasem jedno wydarzenie może przekreślić wszystko, co piękne w młodości. Trauma. Tragedia. Dramat. Czy po czymś takim można się otrząsnąć i zostać... normalnym dorosłym?

Gdy Anna skończyła 16 lat, niewiele trzeba było jej do szczęścia. Miała plany na przyszłość, ukochanego chłopaka i głowę pełną miłości. Swoje urodziny chciała spędzić jak wiele młodych ludzi, w klubie. A potem... potem w planach była pierwsza namiętna noc, czuły dotyk, pocałunki. Jednak nic takiego się nie stało. Anna wpadła w oko Carterowi, mężczyźnie, który zamienił jej życie w piekło i odebrał wszystko, co cenne. Tragiczna noc była jednak tylko początkiem koszmaru, z którego Anna zbudziła się dopiero wiele miesięcy później. Teraz jest strzępkiem nerwów i chociaż jej bezpieczeństwa chroni wiele ludzi, nie jest już tą samą osobą. Po beztroskiej dziewczynie nie pozostał ani ślad. Czy coś... lub ktoś, jest w stanie ją odmienić? Czy przystojny komandos rozgrzeje serce niedostępnej dziewczyny? Zwłaszcza teraz, gdy jej oprawca może lada dzień wyjść na wolność, jego pomoc będzie szczególnie potrzebna.

Nic do stracenia to moje drugie podejście do pisarstwa tej autorki. Pierwszym był Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno. Nie zachwyciła mnie wtedy ta książka, dlatego tym razem miałam pewne obawy. Jak się okazało, nie do końca miały one racje byty. Druga powieść zawierała wszystkie zalety poprzedniej, czyli lekki, niewymuszony styl. I chociaż opowiadała historię o wiele głębszą i bardziej poruszającą niż poprzednia, powtarzała też te same wady.

Już od pierwszych stron można poczuć nagły przypływ emocjo. Autorka rzuca nas na głęboką wodę, a dokładnie w sam środek tragicznych wydarzeń. I chociaż pozornie wydaje się, że już od drugiego rozdziału akcja traci na dynamice, tak naprawdę dopiero zaczyna się rozkręcać. W poprzedniej powieści ciężko było mi zrozumieć główną bohaterkę, przejąć się jej losem. Nie ?kupowałam? jej rozterek, rozważań czy dylematów. Tym razem było zupełnie inaczej, pomysł na powieść najpierw mnie zaszokował, a potem niesamowicie wciągnął.

Czy motyw ochroniarza z czymś Wam się kojarzy? A konkretnie z jednym filmem? Tak, jeśli lubicie te tematy, w Nic do stracenia znajdziecie podobną atmosferę. A dodatkowo dreszczyk emocji i realne zagrożenie, które może dopaść naszą bohaterkę z każdej strony. Tym razem nie tylko romans, ale też bardzo niebezpieczny wróg nadają powieści charakteru.

Ale... to wszystko do pewnego momentu. Sama nie wiem kiedy, ale w końcu poczułam przesyt. Podczas gdy mnie najbardziej intrygował wątek kryminalny, autorka zaczęła rozwijać romantyczną historię. I robiła to tak konsekwentnie, że poczułam przesyt. Główny bohater, pomimo młodego wieku, był chodzącym ideałem męskości. Z kolei Anna, tak samo jak bohaterka Chłopaka, była dość niedojrzała i potrzebowała towarzystwa do zasypiania. Wszystko to razem sprawiło, że w mojej ocenie książka bardziej opowie wymaganiom młodszego czytelnika, a nawet konkretnie czytelniki. I chociaż niektóre tematy, jak np. kwestia traumy, są opisane z brutalną szczerością, pewien poziom naiwności może budzić opór u starczych odbiorców.

Podsumowując, pomimo tego, że powieść nie jest ideałem, czyta się ją przyjemnie i szybko. Najbardziej zaskakuje jednak fakt, że nie jest to koniec. Czy autorka ma coś w zanadrzu? Czy uda się jej czymś nas zaskoczyć? A może zafunduje nam mnóstwo słodyczy? To się dopiero okaże!

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

addictedtobooks

  • 29-05-2017
  • 20:24

Anna Spencer w dniu swoich szesnastych urodzin wybiera się ze swoim chłopakiem do klubu. Żadne z nich nie było jednak w stanie przewidzieć tego, że ten wyjątkowy dzień tak szybko może przerodzić się w największy koszmar. To właśnie wtedy na drodze dziewczyny stanął niezwykle niebezpieczny oraz bezwzględny Carter Thomas ? handlarz broni oraz narkotyków, który w jednej chwili zniszczył wszystko, co dziewczyna kochała oraz na wiele lat zamienił jej życie w prawdziwe piekło. Od tamtego dnia Annę nadal nawiedzają koszmary, które przypominają o jej o ogromnej tragedii, której była świadkiem. Co tak naprawdę wydarzyło się tamtego wieczoru? Czy dziewczynie uda się kiedykolwiek zamknąć ten niezwykle bolesny rozdział w swoim życiu oraz uporać z dręczącymi ją demonami przeszłości?

?Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć.?

Pomimo upływu lat Anna nadal nie może zapomnieć o tym, czego była świadkiem. Dziewczyna nie potrafi być już tą radosną oraz pełną optymizmu osobą co kiedyś. Carter Thomas skutecznie zabił całe dobro, które w niej tkwiło oraz spowodował, że każdy jej dzień wypełniony jest ogromnym bólem, poczuciem winy oraz cierpieniem. Anna odsunęła się od swoich bliskich oraz znajomych i całe dnie poświęca na doskonalenie swoich umiejętności samoobrony, które mogę się jej jeszcze kiedyś przydać. Dzięki jej zeznaniom Carter trafił do więzienia oraz pokutuje za swoje grzechy. Wszystko się jednak zmienia, gdy rodzina dowiaduje się o rozprawie apelacyjnej, dzięki której przestępcy może się udać wyjść na wolność oraz przyjść po to, co uważa za swoją własność ? Annę?

?Skradła mi serce w trzy dni, choć tak naprawdę miała je już po trzech sekundach.?

Ojciec dziewczyny jest wpływowym senatorem, który ubiega się w tym roku o stanowisko prezydenta. Wciąż napływające pogróżki, które Carter adresuje z więzienia do jego córki powodują, że mężczyzna jest gotowy zrobić wszystko, by zapewnić Annie bezpieczeństwo. Ochroną dziewczyny ma zajmować się niezwykle przystojny komandos Ashton Taylor, który na co dzień ma udawać jej chłopaka oraz dopilnować, żeby dziewczynie nic złego się stało. Pomiędzy chłopakiem a Anną bardzo szybko nawiązuje się nić zrozumienia, która z czasem przeradza się w głębokie uczucie. Jednak czy Ashtonowi uda się przebić przez mur, którym dziewczyna tak szczelnie się otoczyła? Czy Carterowi uda się wyjść na wolność oraz spełnić swoje pogróżki?

?Wszyscy ludzie ważni dla nas odchodzą wcześniej czy później. Nic nie trwa wiecznie.?

To już moje drugie spotkanie z twórczością Kirsty Moseley i zdecydowanie mogę je zaliczyć do bardzo udanych. Po przeczytaniu książki ?Chłopak który zakradał się do mnie przez okno? moje oczekiwania w stosunku do pozostałych jej książek były naprawdę wysokie i trochę obawiałam się, że autorce nie uda się utrzymać tak wysoko postawionej poprzeczki. Jak się okazało zupełnie niepotrzebnie. Główna bohaterka to zdecydowanie niezwykle ciekawa postać, która zaintrygowała mnie już od pierwszych stron. Dziewczyna przeszła przez prawdziwe piekło i niejednokrotnie zaimponowała mi swoją odwagą oraz hartem ducha.

Jedyne, co odrobinę przeszkadzało mi w tej książce to fakt, że wszystko bardzo powoli nabiera tempa. Po przeczytaniu opisu spodziewałam się większej ilości akcji oraz nagłych zwrotów akcji. Autorka skupiła się w tej części bardziej na pokazaniu rozwijającego się uczucia między bohaterami i niewiele uwagi poświęciła na wątek Cartera, który według mnie ma naprawdę ogromny potencjał oraz mógłby dostarczyć czytelnikom naprawdę wielu wrażeń. Nie zmienia to jednak faktu, że naprawdę świetnie się bawiłam podczas czytania tej książki. Dzięki wyrazistym bohaterom, ciętemu dowcipowi oraz wielu zabawnym sytuacjom ?Nic do stracenia. Początek? idealnie nadaje się na mile spędzone popołudnie.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

http://ksiazki-wiktorii2.blogspot.com

  • 24-05-2017
  • 23:59

Kirsty Moseley w Polsce zadebiutowała powieścią pod tytułem "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno". Pozycja ta wzbudziła już w dniu swojej premiery duży rozgłos i niemałe zainteresowanie wśród polskich nastolatek. Sama miałam przyjemność przeczytać tą pozycją i z ręką na sercu mogę zgodzić się ze zdaniem innych na jej temat. Teraz autorka powraca do nas z najnowszą powieścią pod tytułem "Nic do stracenia. Początek". Od samego pochwycenia tej pozycji w ręce miałam bardzo wysokie oczekiwania względem jej treści, w końcu skoro poprzednia książka autorki była hitem, ta też powinna nim być. Tylko czy aby na pewno, udało się i tej książce wzbudzić moją miłość?



"Skradła mi serce w trzy dni, choć tak naprawdę miała je już po trzech sekundach."




W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer wraz ze swoim chłopakiem bawi się w klubie. Wspaniały, planowany od dawna wieczór kończy się jednak katastrofą. Poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zmienia jej najbliższe lata w piekło i niszczy szczęśliwą dotychczas nastolatkę. Porwana i krzywdzona zostaje uwolniona po kilku miesiącach i dzięki zeznaniom dziewczyny udaje się wsadzić Cartera za kraty. Jednak wtedy problemy dziewczyny nie znikają. Carter nie daje zapomnieć o sobie i zasypuje Anne listami z pogróżkami. By zapewnić bezpieczeństwo dziewczynie jej ojciec, wpływowy senator i kandydat na urząd prezydenta USA postanawia wynająć dla niej ochronę. Jej nowym ochroniarzem zostaje przystojny komandos SWAT, Ashton Taylor, który by nie wzbudzić podejrzeń swoją całodobową obecnością obok dziewczyny ma udawać jej chłopaka. Anna ku zaskoczeniu samej siebie po tragedii, jaka ją spotkała, przez Cartera, zaczyna czuć coś do Ashtona, chyba z wzajemnością. Jednak czy przeszłość da o sobie tak łatwo zapomnieć? Czy Annie uda się zakochać i zaufać mężczyźnie po tym, co przeszła?



"Tak długo, jak będę mógł tulić ją do siebie każdego dnia, będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi."



I tym razem Moseley nie zawiodła czytelników i fanów na świecie. "Nic do stracenia. Początek" to powieść młodzieżowa, jednak mogę zagwarantować, że nadaje się dla każdej grupy wiekowej. Książka porusza czytelnika do łez, a bohaterowie zapadają nam w pamięci. Jedyna rzecz, która mnie trochę irytowała to zachowanie głównej bohaterki w niektórych momentach. Dziewczyna gwałcona, poniżana przez kilka miesięcy to, przynajmniej według mnie, trauma do końca życia. Nasza Anna, mimo, że na początku zachowuje się tak jak przypuszczałam, to później zmienia się. I nie chodzi mi z tą "irytacją" o samą zmianę, lecz o to, że po tylu miesiącach ranienia, Anna nie miała problemu zbliżyć się do Ashtona w naprawdę szybkim tempie. Druga rzecz, na którą zwróciłam dużą uwagę to charaktery bohaterów. Anna jest oziębła, odstrasza od siebie ludzi, a Ashton? Chodzący ideał. Przystojny, romantyczny, miły i uroczy, po prostu chodzący skarb. Irytowała mnie ta jego "doskonałość". Istnieją tacy ludzie, ja zdaje sobie z tego sprawę, jednak Ashton został, jak na mój gust, za bardzo podkolorowany. Cała reszta dopięta pod ostatni guzik. Książka zaskakuje i wzrusza, smuci i rozśmiesza. Kirsty Moseley to kolejna autorka, która książka po książce zdobywa coraz większe grono odbiorców, nie ma z jej strony potknięć czy pomyłek. Jej warsztat, mimo, że dosyć prosty dodaje pewnego uroku całości. Mogę zagwarantować, że książka pisana prostym językiem też potrafi zaskoczyć odbiorcę, a ta powieść idealnie pasuje, jako przykład.

"Nic do stracenia. Początek" to powieść delikatna, wzruszająca i poruszająca. Rozśmiesza, smuci i zostawia w osłupieniu. Polecam ją każdemu, kto ma chęć poświęcić jej chwilę!




"Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć."

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Miasto Książek

  • 24-05-2017
  • 22:55

Dla Annabeth szesnaste urodziny miały być szczególnym dniem, który zapamięta do końca życia. Tak też się stało jednak nie w dobry sposób. Tego dnia straciła bardzo wiele, widziała śmierć swojego chłopaka, straciła swoje ciało i co najważniejsze wolność. Po roku niewoli zostaje odnaleziona i wraca do domu. Mimo tego dziewczyna nigdy już nie będzie tą samą co kiedyś. Po trzech latach znów grozi jej niebezpieczeństwo, ponieważ jej prześladowca chce odwołać się od wyroku sądu i odzyskać wolność. Dlatego ojciec dziewczyny wzywa do opieki nad jej bezpieczeństwem prywatnego i najlepszego ochroniarza. Tak właśnie Annabeth poznaje Ashton, który dla przykrywki ma udawać jej chłopaka...



"Wszyscy ludzie ważni dla nas odchodzą wcześniej czy później. Nic nie trwa wiecznie."

Ta autorka bardzo dzieli czytelników, jedni ją kochają, drudzy nienawidzą. Na moje szczęście pierwsze spotkanie było udane, więc do kolejnego podeszłam bardzo optymistycznie :D I od razu mogę stwierdzić, że się nie zawiodłam!

Moim zdaniem autorka z każdą książką się rozwija i poprawia swoje niedociągnięcia. Kolejne powieści są dojrzalsze i poruszają coraz trudniejsze tematy. Dlatego może tak mi się podobają?


Ta pozycja wciągnęła mnie dosłownie od pierwszej strony! Nie mogłam uwierzyć, że ktoś tak młody jest w stanie przejść takie piekło i jakoś potem sobie radzić. Ta historia poruszała moje najczulsze punkty i sprawiała, że nie raz łezka mi się w oku zakręcała! Naprawdę bardzo potrzebowałam takiej pozycji.

Powtórzę się po raz kolejny, może, ale autorka kreuje bardzo ciekawie postacie. Po raz drugi spotykam się, że jedna postać jest po przejściach i dzięki tej drugiej odnajduje cel i wiarę w świat. Jednak mimo tego schemat, ja je bardzo lubię. Jednak co lepsze tutaj Annabeth (i kocham już autorkę za to imię ?) nie od razu otwiera się i wywraca swój świat o 180 stopni. To dzieje się stopniowo i przeżywamy tą jej przemianę wraz z nią. Świetnie autorka sprawdziła się na tym polu i cieszę się, że nie było ponownie tego samego. Za to Ashton, od razu mówię, że to mój mąż, to mój ideał. Pewnie wiele dziewczyn sobie go zaklepie po tym opisie: wysoki, blondyn, zielonooki w mundurze, no i oczywiście wysportowany! Jak go już po tym nie kochać? :D Jednak oprócz zewnętrznego ideału jest też niesamowity w środku! Ma nietypowe sposoby by przemówić do Annabeth i jest słodziakiem ? Czemu na świecie nie ma takich facetów? :(


Ogólnie to tę powieść się pochłania! Jest napisana niesamowicie lekkim i przyjemnym językiem! Ledwo usiadłam i zaczęłam czytać, a zaraz miałam za sobą połowę. Ja nie wiem jak autorka to robi, ale naprawdę jej książki nie zajmują mi dłużej niż 2 dni i jeszcze trzeba doliczyć jeszcze kac, który po nich pozostaje!


Podsumowując, książka jest naprawdę świetna. Autorka ponownie nie zawodzi. Pisze coraz to lepsze powieści i ja teraz będę siedzieć jak na szpilkach by poznać dalsze losy tej dwójki! Naprawdę gorąco polecam wszystkim fanom romansów i osobom, które mają ochotę na coś lekkiego jak i ciekawego i wychodzącego poza schemat!

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny
Twórca Recenzji Tygodnia! - nagroda w ramach cotygodniowego konkursu "Zdobądź punkty za recenzje" Gandalf.com.pl

www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

  • 22-05-2017
  • 19:12

Kirsty już od pierwszej książki została moją ulubienicą. Jej powieści przeznaczone dla młodych dorosłych skradły me serce na prawdę szybko. I choć pewne elementy się w nich wszystkich powielają to ciężko mi nie sięgnąć po kolejną wydaną przez nią pozycję. Dlaczego? Zobaczcie sami.

Anabelle właśnie obchodzi szesnaste urodziny. Wraz z chłopakiem z tej okazji wybierają się do klubu. Jako, że są nastolatkami wchodzą tam dzięki okazaniu fałszywych dowodów. Wieczór, który miał być wspaniały i niezapomniany pozostał tylko niezapomniany. Niestety nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Ta noc kończy się dość wcześnie i tragicznie. Zarówno dla Jacka, który ginie z rąk handlarza narkotyków i jego kumpli jak i samej Anny, która zostaje uprowadzona, a kilka lat jej życia zostaje zamienione w koszmar. Dziewczyna odzyskała wolność tylko przez przypadek, Cartera aresztowała policja, a dzięki jej zeznaniom również skazany. Mija dokładnie trzy lata od porwania. Wydawało by się, że wszystko powinno wracać do normalności. I choć przed dziewczyną nadal długa droga by zacząć prowadzić w miarę normalne życie to okazuje się, że nie jest jej to pisane. Ojciec nastolatki kandyduje na prezydenta, a w tym samym czasie do rodziny Anabelle, a dokładniej do niej samej zaczynają przychodzić dwa rodzaje listów. Jedne miłosne, drugie z pogróżkami - oba pisane z więzienia. O żadnych ona nie wie. Pewna, że ochrona związana jest z wyborami staje okoniem i ochroniarze sami jeden po drugim odchodzą.
Dwudziestojednoletni Asthon właśnie ukończył naukę na uczelni. Zrobił to z wyróżnieniem i pięcioma rekordami na koncie. Teraz liczy na posadę w SWAT. Jest rozczarowany i zdezorientowany, gdy jego przełożony oddelegowuje go jako ochroniarza dla Anny. Jednak wszystko bardzo szybko się zmienia. Gdy tylko ma okazję poznać, a raczej zobaczyć dziewiętnastoletnią aktualnie Anabelle. Młody mężczyzna świadom jest, że już na dzień dobry wpadł po uszy.
Żeby wykonywać swoją pracę agent Taylor musi towarzyszyć jej na studiach i spędzać z nią praktycznie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jak by tego było mało ma udawać chłopaka panny Spencer. Wczuwa się w to z całego serca i to nie tylko dlatego, że dziewczyna skradła jego serce. Chce zrobić wszystko by pomóc jej pozbyć się dręczących ją koszmarów, by pogrzebała przeszłość. Problemem (a może korzyścią?) jest fakt, że oboje się w sobie zakochują i udawanie pary nie stanowi dla nich większego problemu, nie jest to już tylko gra młodych ludzi na pokaz dla innych...

Czy Asthonowi uda się zdziałać cokolwiek w kwestii koszmarów Anabelle? Czy agent lub rodzice odważą się w końcu powiedzieć dziewczynie co jest powodem wzmożonej ochrony? Czy Taylor będzie kolejnym, który zrezygnuje i ucieknie od Anny?

Czytając książki Kirsty mamy okazję pojeździć rollercoasterem emocjonalnym. Jej romantyzm oraz słodycz związków wśród nastolatków tudzież młodych dorosłych zawsze równoważony jest przed traumę i dramaty, którejś z połówek. Często jej powieści przygnębiają nawet mimo szczęśliwego zakończenia. Bo ciągle przed oczami mamy to co cieniem kładzie się na któregoś z bohaterów. W przypadku "Nic do stracenia. Początek" pierwszy raz zdarzyło mi się rozdzielić bohaterów na Asthona, którego polubiłam z całego serca oraz Anabelle, której miałam po dziurki w nosie. Dlaczego skoro dziewczyna ma za sobą koszmar? Bo jest osobą, która wykorzystuje: "Taylor się zgadza, a ja biorę. A biorę, bo mi się należy. W końcu swoje przeszłam" To nie na takiej zasadzie działa. Nic nam się nie należy za pstryknięciem palców. Na wszystko trzeba zapracować, o wszystko walczyć i umieć to oddać i się odwdzięczyć... Polecam.

Więcej na:
...

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

zakurzonapolka.pl

  • 22-05-2017
  • 09:33

Anna to zamknięta w sobie dziewczyna po przejściach.
Jej rodzice, obawiając się o jej bezpieczeństwo, po tym co przeszła, zatrudniają do jej ochrony najlepszego agenta SWAT.

Ashton, nigdy nie myślał, że stanie się osobistą nianią jakiejś dziewczyny, kończąc szkołę z najlepszym wynikiem.
Jednak przełożony obiecał mu po wykonaniu tego zlecenia, posadę o jakiej marzy. Ashton, przyjmuje zadanie i przez 8 miesięcy będzie osobistym ochroniarzem Anny.

Dziewczyna nie wie, że przeszłość powoli się o nią upomina i wkrótce przyjdzie jej się zmierzyć z najgorszym koszmarem, o którym chce zapomnieć.
Ashton za to, dzień za dniem, coraz bardziej zakochuje się w Annie i nie potrafi już powstrzymać ciepłych uczuć, które żywi do dziewczyny.
Czy tych dwoje kiedyś znajdzie drogę do siebie i swoich serc?

"Nic do stracenia. Początek" to trylogia, która na pewno zachwyci wszystkie nastolatki. Całość jest tak cukierkowa, że czasami aż infantylna, nad czym bardzo ubolewam. Jak to zwykle bywa, Anna to absolutnie przepiękna dziewczyna, natomiast Ashton to ideał chłopaka dla każdej dziewczyny. Przystojny, troskliwy, wysportowany i zapewniający bezpieczeństwo.
Cała akcja jakoś specjalnie mnie nie powaliła i zastanawiam się czy sięgać po kontynuację, ale jeżeli macie ochotę na tego typu lekką książkę, to możecie przeczytać.
Myślę, że ten tytuł znajdzie swoich odbiorców.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Kraina Książką Zwana

  • 22-05-2017
  • 00:58

Jeśli chodzi o książki ukazujące się nakładem wydawnictwa HarperCollins Polska, to w ostatnim czasie w moje ręce trafiały głównie thrillery. Teraz postanowiłam spróbować z czymś spokojniejszym, delikatniejszym. Sięgnęłam po powieść obyczajową, wobec której miałam dość wysokie oczekiwania, choć pióra autorki jeszcze nie poznałam. Jaka okazała się być pierwsza część nowego cyklu?

W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem.Wyjątkowy wieczór szybko się kończy,a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kilka lat jej życia w piekło. Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka.Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą. Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie. [opis wydawcy]

Nazwisko autorki bardzo często pojawiało mi się przed oczami, głównie za sprawą jej powieści Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno. Niestety nie było mi dane poznać tej historii, jednak po bardzo pozytywnych opiniach wiedziałam, że muszę poznać twórczość pisarki. Padło na jej najnowszą książkę Nic do stracenia. Początek. Czy to był dobry wybór, zaczynać właśnie od tej historii?

Właściwie nie do końca wiem, co Wam o tej pozycji napisać. Podczas jej lektury czułam się, jak na emocjonalnej huśtawce, albo karuzeli, która raz szalenie szybko pędziła do przodu, mając po drodze wiele nagłych zawirowań, a następnie zatrzymywała się i wolnym tempem ruszała w tył. Mógłby to być niezły rollercoaster, lecz gdzieś po drodze chyba pogubił część śrubek.

Historia zaczyna się naprawdę mocnym akcentem, zwiastując dużą dawkę wrażeń i niezapomnianych emocji. Gdyby w takim stylu pociągnięta była całość, byłaby to jedna, z najlepszych książek jakie ostatnio poznałam i z całą pewnością najlepsza z gatunku new adult. Właśnie, byłaby. Coś po drodze nie do końca zostało przemyślane, gdzieś zabrakło tego czegoś, co utrzymało by poziom przez całą treść. Cóż to mogło być?

Po raz kolejny Annę spotykamy kilka lat później, kiedy to dowiadujemy się, że Carter przez 10 miesięcy przetrzymywał ją, bił i gwałcił. To okrutne doświadczenie odbiło się na jej psychice. Jest bojaźliwa i co nie jest niczym dziwnym - nie ufa mężczyznom, których trzyma na dystans. Mocny początek i chęć poznania ogromnych emocji, jakie towarzyszą bohaterce, ponieważ ciągle jest ona nękana. Boi się dotyku nawet najbliższych jej osób. Pewnego dnia Anna zyskuje prywatnego ochroniarza - Ashtona, który jest agentem SWAT. Zapowiadało się do tego momentu coraz ciekawej i naprawdę byłam ogromnie ciekawa dalszych scen.

Spodziewałam się, że Anna będzie sprawiać swojemu ochroniarzowi jakieś problemy. W końcu to młody facet, od których dziewczyna zdecydowanie trzymała się na dystans. Okazuje się jednak, że między tą dwójką bardzo szybko nawiązuje się nić porozumienia, pomimo wszelkich problemów, jakie ma ze sobą Anna. Rozumiem, że Ashton mógł robić naprawdę dobre wrażenie i przyciągać do siebie ludzi. Nie rozumiem jednak, jak osoba tak pokrzywdzona jak nasza bohaterka może po trzech dniach znajomości pójść z nim do łóżka. Niestety jest to brak konsekwencji wobec zachowania młodej dziewczyny. Osoba, która przeżyła coś tak okrutnego zdecydowanie dłużej powinna przekonywać się do obcego, młodego mężczyzny biorąc pod uwagę, że stroniła od dotyku nawet najbliższych jej osób. Ten proces powinien znacznie dłużej trwać i niestety, ale właśnie to sprawiło, że moja ocena będzie znacznie niższa niż mogłaby być.

To, co trzeba na pewno przyznać autorce, to umiejętność utrzymania odpowiedniego napięcia pomiędzy bohaterami, a co przez to wynika, również pomiędzy książką, a czytelnikiem. Kirsty Moseley co jakiś czas podrzuca intrygujące wątki, które sprawiają, że chce się czytać i nie sposób odłożyć książki na bok. Po drodze jednak przypominamy sobie również o niekonsekwencji względem głównej bohaterki i jej lekkomyślności, jednak cała reszta stara się wyprowadzić tę powieść na wyższą półkę.

Z czystym sumieniem mogę również stwierdzić, że pisarka ma bardzo przyjemny i lekki styl, dzięki któremu przez książkę szybko się mknie. Autorka przedstawia historię w sposób prosty i zrozumiały podrzucając nam dodatkowo garść emocji, które podsycają napięcie. Czyta się z całą pewnością przyjemnie, więc gdyby nie usterka, o której już pisałam, książka byłaby naprawdę rewelacyjna. Niestety zabrakło mi tutaj jeszcze jednej rzeczy - mocnego zakończenia, po którym nie mogłabym się doczekać kontynuacji dwutomowej serii. Troszkę się zawiodłam, ale chętnie sięgnę po kolejny tom, by poznać dalsze losy bohaterów. Chętnie również poznam poprzednie dzieła autorki, które tak bardzo były zachwalane. Może w tamtych lepiej się odnajdę? Oby!

Nic do stracenia. Początek to z całą pewnością materiał na rewelacyjną książkę. Napisana przyjemnym i prostym językiem, okraszona sporą dawką emocji zachęca do poznania losów młodych bohaterów. Dla wnikliwych czytelników postępowania Anny mogą być sprzeczne, jednak ocenę pozostawiam Wam. Czyta się przyjemnie i szybko, a dzięki rosnącemu napięciu ciężko tę książkę odłożyć na półkę.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Zaczytane z Mazur

  • 22-05-2017
  • 00:53

Anabell Spencer córka senatora, wiodąca spokojne życie, lecz szesnaste urodziny zmieniają je w koszmar przez Cartera Thomasa, handlarz bronią i narkotyków. W tym dniu miała spędzić miło wieczór i stać się kobietą, a widziała śmierć swojego ukochanego Jacka oraz została porwana. Znaleziona po kilku miesiącach i po wielu koszmarach wraca do swojego domu. Nie ma zaufania do ludzi i nie daje im się zbliżyć na krok, nawet najbliżej rodzinnie. Czy uda jej się pokonać strach? Czy odzyska zaufanie do ludzi? Czy odzyska swoją osobowość jaką miała przed dniem szesnastych urodzin? Czy grozi jej kolejne niebezpieczeństwo?

Ashton Taylor absolwent, który został agentem SWAT. Dostał misję specjalną, czyli opiekę nad córką kandydata na prezydenta, czyli Anabell. Miał udawać jej chłopaka, aby nikt nie wiedział, że Anna ma ochronę. Wszystko zaczyna się od wiadomość, że Carter Thomas może wyjść z więzienia. Przyszła "dziewczyna" nic o tym nie wie. Czy Ashton zdoła swojemu zadaniu? Czy uda mu się "oswoić" Anabell? Czy nie zrezygnuje po kilku dniach, jak każdy inny ochroniarz?

Gdy chwyciłyśmy i zaczęłyśmy oddawać się lekturze, nie mogłyśmy się powstrzymać od jej czytania. Historia wciąga od pierwszego rozdziału, ciekawa, z chwilami grozy. Na początku Anna stała się bardzo irytującą bohaterką i niezrozumiałą, ale z każdym kolejnym rozdziałem, gdy było widać jej zmianę bardzo przypadła nam do gustu, w szczególności, gdy małymi kroczkami zaczęła ufać swojemu "chłopakowi", ale czy te uczucia i ruchy były tyko udawane... O tym dowiecie się, gdy przeczytacie książkę :) My wyczekujemy jej kontynuacji i szczerze polecamy Wam pierwszą cześć, jest po prostu idealna na tą porę roku. Można wyjść na spacer z książką, do parku, na ławkę i czytać w spokoju :)

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Thievingbooks

  • 21-05-2017
  • 18:36

Autorka w intrygujący sposób przedstawiła przemianę głównej bohaterki - poznałam roześmianą, beztroską dziewczynę, która nie przejmuje się niczym szczególnym. A jednak zakończyłam lekturę mając przed oczami rozbitą i wystraszoną nastolatkę, która zmierzyła się z prawdziwym koszmarem. Jak się okazało, wyzwolenie z rąk porywacza nie zakończyło tragedii, bo Carter nie dał tak łatwo o sobie zapomnieć. By zapewnić Annabell choćby złudne poczucie bezpieczeństwa do gry wkracza Ashton, którego zadaniem będzie bronić dziewczynę od wszelkiego zła, ale czy to najlepszy sposób do zbudowania złudnego szczęścia?

W taki właśnie galimatias postanowiła wkroczyć autorka i przyznaję, że nawet się jej to udało. Nie spodziewałam się tak mocnej i tragicznej historii, w dodatku dogłębnie przedstawiającej tragedię głównej bohaterki, ale przyznaję, że lektura bardzo przypadła mi do gustu. Droga ku próbie odbudowania tego co już dawno utraconej na przykładzie życia Annabell okazała się kontrastowa, ale przy tym wymowna. Przygotowałam się na coś lekkiego a otrzymałam mocny obraz tragedii, która właściwie może przytrafić się każdemu z nas. Jeśli tak ma wyglądać dalsza twórczość Moseley - poproszę więcej.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

www.przychylnym-okiem.blog.onet.pl

  • 21-05-2017
  • 15:50

Annabelle Spencer chciała, by jej szesnaste urodziny były niezapomniane, dlatego postanowiła wraz z chłopakiem spędzić je w klubie. Noc, która miała być wyjątkowa, szybko zamieniła się w najgorszy koszmar. Dziewczyna zostaje uprowadzona przez starszego o kilka lat handlarza narkotyków, który dostaje obsesji na jej punkcie, a jej ukochany traci życie. Po ponad dziesięciu miesiącach znęcania psychicznego i fizycznego, udaje jej się w końcu odzyskać wolność, a człowiek, który zrobił z jej życia piekło, zostaje skazany i trafia do więzienia. Anna nie jest jednak w stanie wrócić do normalności; zamyka się w sobie, unika nawiązywania jakichkolwiek kontaktów i odstrasza wszystkich ochroniarzy. Ashton Taylor, przystojny i ambitny komandos SWAT, który niespodziewanie zostaje wyznaczony do jej ochrony, nie ma jednak zamiaru rezygnować z powierzonego mu zadania i postanawia zrobić wszystko, by zapewnić Annie bezpieczeństwo i pomóc jej zapomnieć o dręczących ją demonach?
?Nic do stracenia. Początek? to kolejna książka autorstwa brytyjskiej pisarki, Kirsty Moseley, która pojawiła się na naszym rynku i moje trzecie spotkanie z jej twórczością. ?Chłopak, który chciał zacząć od nowa?, z którym miałam okazję ostatnio się zapoznać wypadł całkiem nieźle, zwłaszcza w porównaniu z debiutanckim dziełem autorki, dlatego postanowiłam zaryzykować i sięgnąć po jej najnowszą książkę. Na szczęście nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań wobec tej pozycji, bo inaczej przeżyłabym rozczarowanie. Pomimo całkiem obiecującego początku, autorka znowu zbyt szybko rozwinęła relację pomiędzy głównymi bohaterami, co wpłynęło też niezbyt korzystnie na odbiór samych postaci i ich wiarygodność. Anna, która przez prawie rok była ofiarą seksualnego wykorzystywania, nie pozwala się do siebie nikomu zbliżać i często reaguje agresją, jeżeli jakiś mężczyzna spróbuje ją dotknąć, już trzeciego dnia ląduje w łóżku ze swoim nowym ochroniarzem. Gdzie tu logika? Kirsty Moseley popełniła ten sam błąd w ?Chłopaku, który zakradał się do mnie przez okno?, tworząc równie niespójną i mało przekonującą postać. Z kolei Ashton Taylor to chodzący ideał, który z miejsca zakochuje się w głównej bohaterce i celem jego życia staje się jej uszczęśliwienie. Przesłodzony i pozbawiony jakiegokolwiek elementu zaskoczenia wątek miłosny niestety nie wywarł na mnie zbyt dobrego wrażenia, choć muszę przyznać, że ta książka przypadła mi do gustu znacznie bardziej niż debiutanckie dzieło autorki i pomimo niezbyt wiarygodnego portretu psychologicznego głównej bohaterki, Anna okazała się do tej pory najmniej irytującą postacią żeńską, jaką wykreowała Kirsty Moseley. Wiedziałam, na co się piszę, sięgając po tę pozycję; liczyłam przede wszystkim na lekką, łatwą w odbiorze i nieskomplikowaną historię, przy której się odprężę i właśnie to otrzymałam. Pomimo mankamentów, ?Nic do stracenia. Początek? okazała się być całkiem wciągającą i przyjemną lekturą, którą, mimo dosyć sporej objętości, przeczytałam w błyskawicznym tempie i która dobrze się sprawdziła w roli niezobowiązującej młodzieżówki. Jeżeli jesteście fanami twórczości autorki, istnieje szansa, że ta pozycja również się wam spodoba!

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Zatracona w innych światach

  • 18-05-2017
  • 15:52

Jest lepiej, nawet powiedziałabym, że znacznie lepiej niż w przypadku Chłopaka. Tym razem nie miałam ochoty walić głową o ścianę podczas czytania, choć nie da się ukryć, że bywało irytująco. Podobała mi się linia fabularna kojarząca się odrobinę z filmową Córką prezydenta, którą uwielbiam. Jak się oprzeć przystojnemu ochroniarzowi i szczypcie zakazanej miłości. Cieszy mnie, że autorka postanowiła odrobinę przystopować uczucia Anny, choć i to można było zrobić lepiej. Naprawdę nie wiem, jak określić pozytywne uczucia w stosunku do Nic do stracenia, bo jak zobaczycie w następnym akapicie, nie mam problemu z wypunktowaniem, co było nie tak. Generalnie nie była to najgorsza książka, bo mimo wszystko wciągnęła mnie historia Anny i Ashtona, choć mnogość wad uświadomiła mi, że po prostu nie powinnam się więcej spotkać z twórczością Kristy Moseley.

Ja rozumiem, że Nic do stracenia to fikcja literacka, tylko że ktoś powinien uświadomić autorce, że ona też ma swoje granice, o ile nie chce się zaliczać w poczet twórców fantastki. Kristy Moseley zdecydowanie (ponownie) zabrakło porządnego researchu, co w przypadku tej powieści jest jeszcze bardziej widoczne niż w Chłopaku. Zaczynając od początku - świeżo upieczony absolwent dostaje przydział ochrony córki kandydata na prezydenta USA, żadnego szkolenia próbnego, doświadczenia, nic... i hop w teren. Czy tylko mnie to śmierdzi? Teraz przyjrzyjmy się Annie - można by pomyśleć, że skoro autorka znowu chce się pakować w psychiczną traumę, zwłaszcza objawiającą się PTSD i awersją do dotykania, mogłaby w końcu poświęcić chwilę czasu i dowiedzieć się, że Ashton tak po prostu nie mógł sobie obłapiać Anny godzinę po poznaniu. To mnie strasznie irytuje, bo wysoko cenię sobie realistyczne podejście do aspektów psychologicznych i potrafię docenić starania pisarzy w tym temacie. Tymczasem Kristy Moseley bezkarnie popuszcza wodze fantazji i pisze co jej się podoba, nie patrząc na to, że tracąc na realności, tworzy ze swoich książek kiczowate romansidła nie mające za wiele wspólnego z faktycznym stanem rzeczy. Nie da się też zapomnieć, że autorka raz jeszcze chce za dużo, za szybko - budowanie napięcia pomiędzy bohaterami zdecydowanie jej nie wyszło, zwłaszcza w przypadku Ashtona. Anna gdzieś tam nie przyznaje się do swoich uczuć, ale chłopak twierdzi, że ją kocha po trzech dniach. WTF? Ponadto czy nie ma jakiejś zasady, że ochroniarze nie powinni angażować się emocjonalnie z klientami? Spodziewałam się ukrywania uczuć po kątach, tajemnicy... a tymczasem nawet przełożeni chłopaka nie patrzą krzywo na publiczne obmacywanie. Nie spodziewałabym się też na Waszym miejscu jakiś spektakularnych i dramatycznych zwrotów akcji, bo poza małymi wstawkami, ta powieść to typowy romans, utrzymany w konwencji New Adult. [...]

------------------------------------------------------
...

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

mojpowodbyoddychac

  • 15-05-2017
  • 17:56

Anabelle (Anna) przeżyła coś okropnego. W dniu jej szesnastych urodzin jej kochany chłopak Jack, który tej nocy miał sprawić, że stanie się prawdziwą kobietą, na jej oczach zostaje brutalnie zamordowany przez Cartera Thomasa, głównego dowodzącego grupą handlarzy narkotyków. Zaraz potem zostaje zamknięta przez Cartera w mieszaniu gdzie jest maltretowana i gwałcona przez ponad dziesięć miesięcy. Po tych zdarzeniach jej życie wywraca się do góry nogami, niegdyś piękna, wesoła i seksowna dziewczyna staje się bezuczuciową suką, ubiera się w luźne ubrania i przestaje zwracać jakąkolwiek uwagę na swój wygląd, tylko po to, aby nie kusić do siebie mężczyzn. Zaczyna chodzić na karate oraz kick boxing by więcej nie dopuścić do sytuacji, jakie miały miejsce. W trosce o jej bezpieczeństwo,przez jej bogatego ojca, przyszłego prezydenta, zostają wynajęci prywatni ochroniarze, którzy jednak nie dają sobie z nią rady...
Aż do momentu pojawienia się Ashtona Taylera, przystojnego bruneta o zielonych oczach. Zadaniem dwudziestojednolatka jest udawanie chłopaka Anny i ochrona jej na każdym kroku. To jednak nie będzie łatwe bo Anabelle to niezła sztuka i niejeden próbował lecz nikomu nie udało się zagościć na dłużej.
Jak potoczą się losy tej pary? Jak poradzi sobie z tym zniszczona psychicznie Anabelle? Czy Ashtona Tayler da radę wytrzymać z nią, aż osiem miesięcy?
Powiem tak. Jeśli Kirsty Moseley zna takich facetów jak w tej książce to pojadę nawet na koniec świata żeby ich poznać.
Jest to jeden z lepszych romansów jakie czytałam, autorka doskonale wie jak wpasować się w kryteria nastolatek i daje nam ideałów, w każdej swojej książce.

Powieść należy do tych, dzięki którym można się śmiać przez łzy. Dzięki niej wiem dlaczego tak bardzo kocham romanse. Po raz kolejny autorka pokazała, że jest w stanie stworzyć cudowny wyciskacz łez, a szczerze mówiąc sądziłam, że nic co pojawi się po jej bestsellerze "Chłopak, który zakładał się do mnie przez okno" nie będzie w stanie mnie zaskoczyć. Myliłam się, ale to było jak najbardziej pozytywne zaskoczenie.

Z niecierpliwością czekam na kolejny tom i czy będą trzy czy dziesięć części, jestem pewna, że będę się nimi zachwycać tak samo jak pierwszą, a może nawet jeszcze bardziej.

..

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Czasem tak jest blog

  • 15-05-2017
  • 10:00

"Nic do stracenia. Początek" to moje drugie spotkanie z książką powyższej autorki. Pierwsze było bardzo udane. W tym przypadku również zapowiadało się ciekawie już od pierwszych stron. Czy tak samo było przez całą powieść?



Tym razem autorka zaczęła bardzo mocno, od samego początku. Młoda dziewczyna, szesnastoletnia, w dniu swoich urodzin wymyka się do nocnego klubu wraz ze swoim długoletnim chłopakiem. Po imprezie planują po raz pierwszy się kochać. Jednak nie wszystko poszło po ich myśli, a właściwie nic nie poszło tak, jak powinno. On ginie z rąk morderców, a ona zostaje porwana na długie miesiące, gdzie jest bita, głodzona i nagminnie gwałcona przez swego oprawcę... Po odnalezieniu jej, kat idzie do więzienia, a ona uczy się życia na nowo z marnym skutkiem. Ciągle są z nią ochroniarze, ale żaden nie wytrzymuje długo. Wreszcie znajduje się jeden, najlepszy, który potrafi ją okiełznać, co jest wielkim sukcesem, zwłaszcza, że jej oprawca prawdopodobnie wyjdzie na wolność za dobre zachowanie. Już teraz na zmianę wysyła do niej listy z pogróżkami lub miłosne, o czym dziewczyna nie wie...

"W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kilka lat jej życia w piekło. Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą. Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie."

Anna - to ona przeżyła wielką traumę. Widziała śmierć ukochanej osoby, a potem sama była więziona i torturowana. Odbiło się to na jej psychice bardzo mocno. Dziewczyna nienawidzi dotyku, ubiera się w za duże ubrania, żeby żaden mężczyzna już na nią nie spojrzał, z nikim nie rozmawia, a jej zachowanie sprawia, że wyrzucają ja z każdej ze szkół.

Ashton - to mega przystojny (jakże by inaczej) agent SWAT, który otrzymuje za zadanie chronić Annę, Tylko on jest w stanie to zrobić, bo każdy inny ochroniarz uciekał przed Anną gdzie pieprz rośnie. Ashton jest najlepszy ze wszystkich, najsilniejszy, najlepiej walczy, jak kocha to na zabój, jest wręcz idealny. Tylko gotować nie umie. I oczywiście jest też mężczyzną, którego dziewczyna akceptuje bez mrugnięcia okiem i od razu mu ufa.

Zapowiadało się ciekawie... i było, przez połowę książki, bo w połowie zrozumiałam, że tego wielkiego boom, czyli wyjścia Cartera (porywacza Anny) w tej części nie będzie. Odkąd Anna zaakceptowała Ashtona, było już ciągle tak samo. On przepraszał, że ją uraził, na każdym kroku potwierdzał, że ją nie opuści i zawsze obroni, podrywał i całował. Tyle było mowy o tym, jaki z niego twardziel, a nie znalazłam żadnego zdarzenia, które by to udowodniło. Autorka pokazała go raczej jako mało wyrazistego i zwykłego, zakochanego faceta. Swoją drogą bardzo podobnego do bohaterów swoich poprzednich powieści. W każdej z nich mężczyźni są idealni, wręcz cukierkowi. Nie tego się spodziewałam i nie na to liczyłam. Chciałam przeczytać powieść, w której najlepszy agent będzie walczył na śmierć i życie, będzie kochał, ale nie pozwoli, by kobieta nim pomiatała, będzie miał swoje zdanie - taki powinien być Ashton. Niestety taki nie jest i dlatego powieść w pewnym momencie zamieniła się w mało oryginalny romans, z którego chwilami wiało mocno nudą.

Bardzo przeszkadzał mi brak spacji po kropce. Niby nic, a jednak mocno to widać. Rozdziały pisane są na przemian, z punktu widzenia Anny i Ashtona, jednak śmiało mogłyby być opisane razem, bo nasi bohaterowie mówią praktycznie to samo. Opisują siebie takimi samymi słowami. Widać, że autorce zbrakło pomysłu na nich. Jak dla mnie to trochę za mało przeczytać "ona wygląda idealne". Idealnie? Czyli jak? Ja to chcę wiedzieć ! Nie lubię za długich opisów, ale takie, które nie mówią nic, są chyba jeszcze gorsze. Dialogi również nie są zbyt rozwinięte, a raczej bardzo proste i monotematyczne. Za mało tu urozmaiconej akcji, bo fabuła ciągle wraca do tego samego. Zastanawia mnie fakt tylu świetnych recenzji książki, skąd one się biorą, bo ja nie należąc do bardzo krytycznych czytelników dostrzegłam sporo w niej wad, ale jak widać każdy ma swój gust.

Książka czytająca się dobrze, ale fajerwerków nie ma. Sięgnę po drugą część, z ciekawości, czy w drugim tomie wreszcie mocniej zabije mi serce, jednak jakoś szczególnie wypatrywać jej nie będę.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Książkowe Zacisze

  • 12-05-2017
  • 19:01

Masz może ochotę na bardzo mroczną bajkę, z bardzo mrocznymi bohaterami i do tego w bardzo mrocznej aranżacji?
To od razu możesz ją sobie wybić z głowy, bo dzisiaj czas na... cukierkową rozpustę! Będzie książę z bajki, księżniczka w opałach i strumienie lukru w czekoladzie. O tak! *w tym miejscu słychać złowieszczy śmiech*
Weź sobie coś do picia, bo w tej historii, literki mordoklejki nie znają litości. Konsumuj powoli, gdyż te bezwzględne, małe cukiereczki, czasem mają w sobie nadzienie o smaku tragedii...

Otóż zaczęło się całkiem niepozornie i na dodatek dość gorzko. Księżniczka, którą gra w tej bajce córka senatora, świętowała swoje szesnaste urodziny, w towarzystwie ukochanego pazia. Niestety, jak to się często zdarza, młode księżniczki bywają lekkomyślne i marzą o zabawach w klubie, zamiast o grzecznym podwieczorku w domowym zaciszu. I niestety, jak to równie często bywa, zakochany paź zrobi wszystko, by uszczęśliwić swoją wybrankę, nawet, gdy w grę wchodzą podrabiane dowody i balowanie po nocach...

Gdy wychodzi się poza mury zamku, trzeba liczyć się z tym, że dobry czar ma tu znacznie mniejszą moc, a z kolei źli ludzie, rosną w siłę.
Najgroźniejsi są psychopaci.
Jeśli nie wierzysz, zapytaj księżniczkę. Ona spotkała na swoje drodze złego pana, który najpierw kazał jej patrzeć, jak umiera paź, a potem zabrał ją do piekła i obrócił jej perfekcyjne życie w pył...

Czasem trzeba najpierw zasmakować goryczy, żeby potem życie było słodsze. Księżniczka wyrwała się z piekła, ale po powrocie do zamku, nie czuła się już jak księżniczka.
Właściwie w ogóle się nie czuła.
Tęskniła za paziem, a w głowie wciąż miała obraz tego, co zrobił jej zły pan. Jakby tego było mało, cienie przeszłości zaczęły wyciągać po nią swe mroczne łapska.
I wtedy właśnie ojciec senator, postanowił znaleźć jej księcia-stróża. Jak postanowił, tak też uczynił i wkrótce na progu zamku stanął ochroniarz, jak ze snu. Ideał!
No i cóż miała zrobić księżniczka? Chcąc nie chcąc, musiała przyznać, że dla takiego księcia, warto porzucić rolę męczennicy i zrzucić trochę cierpiętniczych szat.
Dosłownie.
I chociaż nie łatwo jest żyć w trójkącie miłosnym i konkurować z nieżyjącym paziem, to stróż-wybawiciel postanowił, że poskleja serce księżniczki, by móc z nią żyć długo i szczęśliwie! Choć nie zdawał sobie do końca sprawy, na co się porywa.
No i tak właśnie, słodki książę, samą swoją obecnością przyćmił gorycz i rozpętała czekoladowy huragan, przez który o mało co, nie nabawiłam się cukrzycy...

A teraz do rzeczy.
Moje pierwsze wrażenie: Kirsty Moseley pisze tak świetnie, jak Colleen Hoover.
Moje drugie wrażenie: nie chwal dnia przed zachodem, nie chwal autorki po dobrym początku.
Historia wciągnęła mnie od pierwszych stron, ale niestety, zanim dotarłam do ostatnich, trochę się poprztykałyśmy... Oskarżam głównych bohaterów o nadmierną idealność, zasłodzenie fabuły swoją przecukrzoną relacją i wywołanie na mojej twarzy głupawego uśmieszku, w trakcie czytania. Zarzucam autorce przesadną bajkowość, wprawianie mnie w stan rozmarzenia i napisanie zakończenia, które właściwie jest bezsmakowe i nijakie, bo ciąg dalszy nastąpi w drugiej części. I przede wszystkim żądam, żebyś to przeczytała i miała taki sam głupawy uśmieszek, jak ja!

Książka, mimo że lukrem pisana, kryje w sobie wartościowe nadzienie. Można jej wiele zarzucić, tak jak większości historii z tego gatunku, ale w mojej głowie zostawiła po sobie całkiem niezłe wrażenie. Typowo babskie czytadło, lekkie, słodkie i przyjemne. Podejrzewam już, jak to wszystko się dalej potoczy, ale i tak chcę sprawdzić, czy wpadłam na właściwy trop.
Myślę, że Ci się spodoba, więc jeśli nabierzesz ochoty na bajeczne romansidło, wiesz, gdzie szukać. W sumie, nie masz za wiele do stracenia, bo pamiętaj:

"Z czasem to, co złe, zblaknie i zostaną Ci tylko dobre wspomnienia."

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Kasia

  • 11-05-2017
  • 21:24

To miał być wyjątkowy dzień. W dzień swoich szesnastych urodzin Anabelle Spencer postanowiła bawić się w klubie, a potem spędzić wyjątkowy wieczór u boku swojego chłopaka Jacka. Niestety jej marzenie zmieniło się w koszmar, a wszystko za sprawą przypadkowo spotkanego Cartera Thomasa- handlarza broni i narkotyków. Carter na oczach Anny zabija Jack, a dziewczynę porywa. Po 10 miesiącach piekła, jakie Anna przeżyła w domu Cartera, nadeszła pomoc. Jednak dziewczyna nie jest już tą samą osobą. Miesiące spędzone w piekle zupełnie ją odmieniły. Stała się nieszczęśliwą, zimną suką. Każdej nocy budzi się z krzykiem a nawet najmniejszy dotyk fizyczny sprawia jej ból. Carter złamał jej ducha.

Jednak to nie koniec. Carter nadal interesuje się Anną i wydaje się, że nic go nie powstrzyma, aby ją odzyskać. Co tydzień wysyła do niej listy, w których wyznaje miłość oraz grozi śmiercią. Niestety Anna nie ma pojęcia o istnieniu owych listów, gdyż prawdę ukrywa przed nią ojciec. Proces Cartera nadal trwa, co oznacza, że dziewczyna nie jest jeszcze bezpieczna.

Anna jest trudną osobą i z łatwością zniechęciła do siebie wszystkich przydzielanych jej ochroniarzy. Aczkolwiek wszystko się zmienia, gdy pojawia się Ashton Taylor- młody agent SWAT, który przez osiem miesięcy ma ją chronić oraz udawać jej chłopaka. Ku zaskoczeniu dziewczyny Ashton okazuje się inny, niż jego poprzednicy. Czy chłopakowi uda się przywrócić Annie chęć do życia?

Po raz pierwszy miałam okazję zapoznać się z twórczością Kirsty Moseley. Co zachęciło mnie do sięgnięcia po ?Nic do stracenia. Początek? ? Po pierwsze zasugerowałam się tym, iż jej powieść ?Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno? okazała się absolutnym hitem wśród polskich nastolatek, a po drugie streszczenie na okładce zwiastowało wątek sensacyjny, gdzie główna bohaterka znajdzie się w niebezpieczeństwie. Czy książka spełniła moje oczekiwania?

Anna jest oziębła, zamknięta w sobie, wredna i zniechęca do siebie ludzi. Za to Ashton jest miły, przystojny, romantyczny a do tego nie miał sobie równych w SWAT. Agent Taylor jest wprost idealny. Niestety dla mnie zbyt idealny. Dlatego mam mieszane uczucia co do tej postaci. Z jednej strony ciężko było go nie polubić, ale z drugiej jest postacią jednowymiarową.

W Annie, jak za pomocą czarodziejskiej różdżki, przy Taylorze zachodzi zmiana. Powoli staje się dziewczyną, którą była kilka lat temu. Nie trudno było się domyślić, że między tą dwójką zacznie iskrzyć. Anna stara się uporać z uczuciem do Ashtona, ponieważ nadal kocha Jacka i wstydzi się nowej iskry, która narodziła się w jej sercu. I to rozdarcie jest powodem niezdecydowania Anny, które momentami bywało irytujące. W jednym momencie dziewczyna sama prowokowała Ashtona do bliższego kontaktu, aby zaraz potem go odepchnąć i obwiniać się za śmierć Jacka. Biorąc pod uwagę, iż Anna przez niemal 3 lata konsekwentnie odpychała od siebie rodziców i przyjaciół, jej błyskawiczna zmiana w stosunku do Ashtona wydaje się dość nienaturalna.

Po przeczytaniu ?Nic do stracenia. Początek? mam mieszane uczucia. Książkę czytało mi się w dobrze. Jest napisana lekkim stylem i z humorem. Główni bohaterowie i ich przekomarzanie się nie raz mnie rozśmieszyły. Pierwszy rozdział książki wbił mnie w fotel. A następne? No cóż. Były takie same i opisywały codzienne życie Anny. Zabrakło mi dramatycznych zwrotów akcji i dynamiki. A wątek Cartera, na który czekałam od samego początku, zniknął gdzieś w tle. Został przyćmiony wątkiem erotycznym. Od powieści Mseley oczekiwałam czegoś więcej niż opisów romantycznych uniesień między bohaterami, których w książce nie brakuje. Niestety nic oprócz tego nie dostałam. ?Nic do stracenia. Początek? okazała się dla mnie przeciętną powieścią z gatunku New Adult. Być może młodszym czytelniczkom ta historia przypadnie do gustu, gdyż Moseley to autorka powieści młodzieżowych.

...

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Upadły czy Anioł

  • 10-05-2017
  • 19:41

Budzimy się każdego dnia, czekamy co on nam przyniesie. Lecz czasem są dni, że lepiej byłoby je przespać, przeleżeć...nie przeżyć ich.
Chłopak Anny w jej szesnaste urodziny spełnia jej życzenie - zabiera ją do klubu na imprezę i choć nie są pełnoletni mają podrobione dowody. W klubie natrafiają na Cartera, który zmienia życie Anny w piekło. Najpierw morduje jej chłopaka, a później więzi ją przez kilka miesięcy niszcząc jej dycha walki poprzez bicie i wymuszanie różnych rzeczy.
Gdy Anna odzyskuje wolność nie jest już sobą, jest złamana. Carter choć jest w więzieniu nadal jej grozi, dlatego ojciec nastolatki ciągle wynajmuje ochroniarzy, którzy niestety szybko rezygnują...Kolejnym ochroniarzem ma być Ashton - młody agent, który właśnie skończył szkolenie. Przez kilka miesięcy ma udawać chłopaka Anny.
Czy Anna będzie potrafiła zaufać Ashtonowi?

"Nic do stracenia. Początek" to typowy romans dla nastolatków z domieszką tragicznej przeszłości. I tak jak jest zaznaczone w tytule słowo "początek" tak trzeba traktować tę powieść.
Utwór ma ponad czterysta stron i przeważająca ich ilość skupia się na Annie i Ashtonie, na ich wspólnych, początkowych relacjach.
Fabuła jest dokładna, autorka bardzo szczegółowo opisuje dni jakie bohaterowie spędzają ze sobą. Tylko chwilami odrobinę przesuwa wydarzenia do przodu.

Jeśli chodzi o Anne i Ashtona ich kreacja średnio mi się podoba. Anna na za sobą trudne lata, jest zamknięta w sobie - niestety to złamanie jest widoczne jedynie w początkowym rozdziale. Później bohaterka jest zafascynowana i pełna pożądania względem Ashtona. Natomiast bohater męski jest ideałem w każdym calu. Przystojny, cierpliwy, opiekuńczy...nic dodać nic ująć.
Anna często mnie irytowała. Twórczyni natomiast dobrze obrysowała tych kilka fragmentów, które dotyczyły uwięzienia Anny - aż miałam trudności z wyobrażeniem sobie takiego okrucieństwa.

Plusem jest, że w treści nie mam nadmiaru scen łóżkowych. Autorka zrobiła tylko zarys, a z resztą czytelnik musi sam sobie poradzić.

Niestety nie mogę wiele powiedzieć na temat powieści. Fabuła choć nie jest zła to jednak nie bardzo mnie zachwyciła.
Czego mi zabrakło?
Przede wszystkim dynamicznej akcji - wydarzenia kręcą się w kółko. Zabrakło mi też dłuższego wprowadzenia do romansu bohaterów - trzy dni i spędzili ze sobą noc, a gdzie iskrzenie?.
Zabrakło mi też większej ilości dramatów, komplikacji, czegokolwiek co które pobudziło by do życia emocje, niepewność czy adrenalinę.

Czytanie powieści było szybkie, gdyż literata pisze prosto, nie przytłacza opisami. Tworzy "fajnych" pobocznych bohaterów, ale nie poświęca im wiele uwagi. Pisarka tworzy także z humorem, więc czytanie nie jest przytłaczające.
W moim odczuciu Moseley pisze bardzo schematycznie, bohaterowie jej powieści są bardzo do siebie podobni... i to niestety nie jest na plus.
Literska zastosowała dwutorową narrację, z przewagą na Anne dzięki temu miałam wgląd w uczucia obojga postaci.

"Nic do stracenia. Początek" to prosta powieść bez wielkich dramatów, bohaterowie są wyidealizowani, a romans trochę dziwny. Powieść mnie nie zachwyciła, ale szybko ją przeczytałam.
Jeśli twórczość autorka przypadła Wam już do gustu to i ten utwór będzie na plus, jeśli nie polubiliście sposobu w jaki tworzy Moseley, to raczej treść będzie na minus.
Powieść bardziej przypadnie do gustu młodym czytelnikom - tak czuje w kościach.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Margo Roth

  • 8-05-2017
  • 14:26

Anna Spencer spędza swoje szesnaste urodziny ze swoim chłopakiem w klubie. Wieczór, który miał być najlepszym w jej życiu, zmienia się w koszmar za sprawą spotkanego przypadkiem Cartera Thomasa. Ten jeden wieczór zmieni kolejne kilka lat życia Anny. Carter zostaje skazany na karę więzienia, a wpływowy ojciec dziewczyny robi wszystko, aby zapewnić córce bezpieczeństwo.

Zatrudnia agenta Ashtona Taylora, który ma za zadanie zająć się ochroną Anny. Ma on przez pewien czas udawać jej chłopaka, aby nie wzbudzać podejrzeń. Ashton stara się pomóc Annie pokonać dręczące ją wspomnienia, a po pewnym czasie jego obecność zaczyna sprawiać dziewczynie radość. Udawanie zakochanych wkrótce przestaje być grą.

Wkrótce ma się odbyć rozprawa apelacyjna, a Carter może wyjść na wolność. Bezpieczeństwo Anny niedługo może znów zostać zagrożone.

Aby jak najlepiej móc przedstawić Wam moje odczucia, powiem, że banalne historie miłosne nigdy mnie nie ruszały. Wszystkie powieści tego typu były dla mnie jak niezwykle nudna armia klonów - wszystkie takie same, niczym się od siebie nieróżniące. Od czasu do czasu zdarzał się wyjątek wyłamujący się ze schematu, jak choćby Hopeless Colleen Hoover lub seria After Anny Todd, które trafiały do mojego serca, ale generalnie zawsze stroniłam od romansów gatunku New Adult. Niestety, Nic do stracenia w bardzo dosadny sposób przypomniało mi, dlaczego ich unikałam.

Myślę, że moglibyście wykreować sobie pierwszy ogólny zarys tej książki, gdybym zdradziła Wam, ile czasu minęło od pierwszego spotkania głównych bohaterów do ich pierwszego pocałunku, a ile do momentu, w którym trafili do łóżka. Nie chcę oczywiście spojlerować, ale uwierzcie, że był to okres krótszy niż... na przykład czas trwania tegorocznych Warszawskich Targów Książki. W dodatku już pierwszego dnia znajomości możemy zobaczyć naszych głównych bohaterów w sytuacji zbliżenia, oczywiście bez żadnego konkretnego sprzeciwu z żadnej ze stron. W tym momencie nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać, bo proporcja czasu znajomości Ashtona i Anny do intensywności rozwoju ich związku była po prostu? absurdalna.

Nie wiem, czy tylko ja dostaję szału na widok takiej głupoty? Jest to zaledwie szczyt góry idiotyzmu tej powieści. Nasz agent Ashton Taylor najwyraźniej nie wie, co należy do jego obowiązków, a co nie, i od samego początku nieustannie biega za Anną jak mały piesek za swoją ulubioną właścicielką. Zapewne gdyby mógł, nie pozwalałby nikomu oddychać w jej obecności, bojąc się, że dotrze do niej podmuch cieplejszego powietrza. Anna stała się jego oczkiem w głowie zanim pierwszy raz ją spotkał - już wtedy chciał "zapewniać ją, że wszystko będzie dobrze i wywoływać uśmiech na jej twarzy". Zdaje się, że chłopak obrał sobie na cel zostanie superbohaterem i próbował poskładać do kupy życie Anny, bawiąc się w psychologa, mentora i przyjaciela jednocześnie. Nie potrafię powiedzieć, jak bardzo denerwują mnie postacie takich męskich bohaterów, którzy sądzą, że samą swoją obecnością są zdolni zmienić świat. Oczywiście, gdyby ktokolwiek jeszcze się nie domyślił, Ashton jest też niewiarygodnie przystojny! Co to by było, gdyby bohaterowie tej książki nie byli chodzącymi ideałami!
Przechodząc do postaci Anny, wkraczamy na jeszcze wyższy poziom absurdu (przed przeczytaniem tej książki nie sądziłam, że jest to możliwe). Miałam tutaj wrażenie, że autorka chciała na siłę wykreować mroczną postać ze straszną przeszłością, postać, której będziemy współczuć i jej żałować. Jeszcze zanim sama Anna pojawia się w powieści, dowiadujemy się, że skutkiem pamiętnego tragicznego wieczora jej szesnastych urodzin było to, że stała się wredną jędzą, odpychającą wszystkich dookoła. Kiedy jednak Anna zjawia się w akcji książki, wcale nie zachowuje się tak, jak się o niej mówi - wręcz przeciwnie: chichocze bez przerwy jak głupiutka dziewczynka, a ludzi nie traktuje bynajmniej wrogo. Najbardziej frustrujące było dla mnie to, jak w trakcie powieści kilkukrotnie inni bohaterowie znów opisywali Annę, jako podłą dziewczynę bez serca, a ja zadawałam im wciąż pytanie: ,,Gdzie wy to widzicie?". Okropnie irytowało mnie to tworzenie z Anny kogoś głębokiego, kiedy sama w rzeczywistości była bardzo płytka.

Kolejną sprawą, która doprowadzała mnie do szału, było to, jak Ashton i Anna zwracali się bezpośrednio do siebie. Otóż w pewnym momencie książki zaczęłam liczyć, ile razy dziewczyna użyła w stosunku do Ashtona zwrotu "przystojniaku" i naliczyłam ponad 30 razy! Kto wie, czy nie używała tego słowa częściej niż jego prawdziwego imienia... Z drugiej strony Ashton nazywał ją "dziewczynką", całkiem jakby była małym dzieckiem, co wydawało mi się dziwaczne. Nie wiem, jakie słowo występuje w oryginale książki, może jest to sprawa niezbyt trafnego tłumaczenia. W każdym razie, w tej powieści jest tak wiele powtórzeń, że ciężko byłoby je zliczyć. I nawet pomijając te zwroty, których używali w stosunku do siebie bohaterowie, znalazłam pełno powtórzeń słów w każdym fragmencie tekstu.

Po przeczytaniu 50 stron myślałam, że nie dam rady. Miałam ochotę zwyczajnie odłożyć tą książkę w najdalszy kąt biblioteczki i nie musieć na nią dłużej patrzeć. Jak jednak widać, udało mi się dobrnąć do końca, ale nie było to bynajmniej spowodowane tym, że poziom lektury wzrósł, ale chyba podziałała tu tylko moja silna wola. W rzeczywistości moje czytanie wyglądało tak, że bez przerwy poirytowana wywracałam oczami i ze złością przewracałam kolejne strony. Po pewnym czasie byłam już w stanie bez problemu przewidzieć, co będzie działo się w kolejnym rozdziale - bohaterowie wstaną rano, poprawią sobie nawzajem komplementy, spędzą razem trochę czasu, po drodze zaliczając jakąś pseudo głęboką dramę, a wieczorem skończą w łóżku. Powtórzyć razy 20 i oto powstanie cała powieść. System działania umysłu Anny również był przewidywalny co najmniej tak bardzo, jak to, że jutro wstanie słońce: chcę go, nie chcę go, pragnę go, nie, to nie ma sensu, ale nie mogę bez niego żyć... Uwierzcie, po kilkudziesięciu stronach można było mieć tego po dziurki w nosie.

Do samego końca starałam się resztkami dobrej woli mieć nadzieję na dobre zakończenie, które sprawiłoby, że ta książka nie będzie aż tak fatalna, jak jest w rzeczywistości. I fakt, zakończenie nie okazało się złe - jego po prostu nie było. Zero punktu kulminacyjnego, zero jakiegokolwiek przyspieszenia akcji - NIC. Jedynym znakiem tego, że nadszedł koniec książki było to, że tekst się skończył. Nawet obiecywana w opisie z tyłu książki obecność Cartera okazałaby się choć minimalnym zaskoczeniem, ale przez całą książkę ślady jego istnienia są wręcz żadne.

Ta książka przedstawia tak niewiarygodnie niski poziom, że chyba ciężko byłoby powtórzyć tak przewidywalną, tak płytką i tak nic nieznaczącą powieść. W zasadzie można powiedzieć, że była ona o niczym, bo przez 90% książki w kółko powtarzają się te same zdarzenia. Po przeczytaniu ostatniego słowa mogłam w końcu odetchnąć z ulgą i obiecać sobie, że już nigdy nie sięgnę po powieść tego typu.

Tej książce mówimy zdecydowanie "nie". Nie wiem, jaka katastrofa musiałaby się zdarzyć, żebym jeszcze raz zdecydowała się przeczytać jakąkolwiek powieść Kirsty Moseley. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam coś, co irytowało mnie tak bardzo. Niestety nie mogę polecić Wam tej książki i szczerze radzę, abyście poświęcili swój czas na inne, znacznie lepsze lektury.

...

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

czytatnik

  • 6-05-2017
  • 09:25

Szesnaste urodziny to ważny dzień w życiu każdej nastolatki. Anna i jej chłopak Jack postanawiają je uczcić pierwszym w swoim życiu wyjściem do klubu. Uroda Anny przyciąga jednak uwagę Cartera, groźnego przestępcy. To zdarzenie zapoczątkowuje prawdziwy koszmar w jaki zmienia się życie Anny. Kiedy po dwóch latach w końcu zostaje odnaleziona w domu swojego prześladowcy, nie jest już tą samą osobą. Ponadto jej kłopoty wcale się nie skończyły. Zeznania, które złożyła przeciwko Carterowi wystarczyły, aby zamknąć go w więzieniu, nie oznacza to jednak, że dziewczyna jest już bezpieczna. Do jej ochrony zostaje przydzielony Ashton Tyler, świeżo upieczony absolwent akademii SWAT. Mają udawać zakochaną parę tak, aby nikt nie zorientował się, że chłopak jest jej ochroniarzem. Powoli Ashton zyskuje zaufanie Anny, przedostając się przez skorupę jej zobojętnienia na wszystko. A to co miało istnieć tylko na papierze, nieśmiało staje się rzeczywistością.

...

Czy recenzja była pomocna?