Making Faces / Amy Harmon | Książka w Gandalf.com.pl
Ulubione
Kategorie

Making Faces (miękka)

książka

  • Wydawnictwo Editio
  • Oprawa miękka
  • Ilość stron 344
  • Wysyłamy w 24h - 48h + czas dostawy

Making Faces - opis produktu:

W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young - błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym - to dla niego za mało.

Ich wspólna historia mogłaby nigdy nie powstać, gdyby pewnego dnia nie wybuchła wojna. Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi z miasteczka wyruszył do Iraku. Wrócił sam, ciężko ranny. Stracił nadzieję, ale nie Fern. Jej uczucie do niego wciąż trwało, choć już wkrótce okazało się, że miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta.

To historia małego miasteczka, piątki przyjaciół i opowieść o wojnie, z której wrócił tylko jeden. To piękna bajka o miłości jak z kart romansów, o zwykłej dziewczynie, która pokochała zranionego wojownika. Tej historii nie można było piękniej napisać.
Czy masz odwagę spojrzeć w utraconą twarz?

Amy Harmon - autorka bestsellerów, mówca motywacyjny, nauczycielka i mama. Dorastała w wiejskiej okolicy, a pisanie od zawsze sprawiało jej ogromną przyjemność. Jej książki opublikowano w siedmiu krajach, zdobyły wiele nagród i wyróżnień (Wall Street Journal Bestseller, New York Times Bestseller, Whitney Award, Swirl Award i wiele innych). W wolnych chwilach Harmon śpiewa w chórze Saints Unified Voices. W Polsce ukazały się jej dwie powieści - `Prawo Mojżesza` oraz `Pieśń Dawida`
(wydawnictwo Editio).
S
Szczegóły

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

  • -40%
Mnich z Mokki

Dave Eggers

miękka
23,94 zł 39.90
  • -41%
Podróż Cilki

Heather Morris

miękka
22,37 zł 37.91
  • -44%
  • -41%
Małe kobietki (okładka filmowa)

May Louisa Alcott

twarda
23,53 zł 39.88
  • -35%
Śmierć Jezusa

John Maxwell Coetzee

miękka
26,00 zł 39.99
Zapowiedź - 28.2.2020
  • -35%
Powtórka z rozgrywki

Marcin Wolski

miękka
25,94 zł 39.90
Zapowiedź - 2020

Amy Harmon - przeczytaj też

  • -22%
Biegając boso

Amy Harmon

miękka
31,05 zł 39.81
  • -22%
Inna Blue

Amy Harmon

miękka
28,79 zł 36.91
  • -22%
Królowa i Uzdrowiciel

Amy Harmon

miękka
31,05 zł 39.81
  • -45%
Pieśń Dawida

Amy Harmon

miękka
20,43 zł 37.15
  • -16%
Prawo Mojżesza

Amy Harmon

miękka
33,43 zł 39.81
  • -18%
Słowo i miecz

Amy Harmon

miękka
30,46 zł 37.15

Zobacz również

  • -33%
Zimowla

Dominika Słowik

miękka
30,08 zł 44.90
  • -32%
Czas burz Tom 1

Charlotte Link

miękka
30,60 zł 44.99
  • -32%
Położna z Auschwitz

Magdalena Knedler

twarda
29,17 zł 42.90
  • -35%
Bibliotekarka z Auschwitz

Antonio Iturbe

miękka
25,94 zł 39.90
Zapowiedź - 28.2.2020
  • -35%
Okno z widokiem

Magdalena Kordel

miękka
24,70 zł 37.99
Zapowiedź - 29.1.2020
  • -35%
Prowadź swój pług przez kości umarłych

Olga Tokarczuk

twarda
29,11 zł 44.78
  • RecenzjeRecenzje
  • Książka
  • Making Faces
4.6/5 ( 16 ocen )
    5
    14
    4
    0
    3
    0
    2
    1
    1
    1

Uwaga!!! Nie jesteś zalogowany. zaloguj się by zgłosić recenzję do konkursu i mieć szansę na wygraną w cotygodniowym plebiscycie!

imię, nazwisko lub nick:
Twoja ocena:
Twoja recenzja:
Wprowadź tekst z obrazka:

W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.

brak oceny

Kraina Książką Zwana

  • 11-05-2017
  • 13:01

Kiedy tylko dowiedziałam się, że będzie polska premiera kolejnej powieści Amy Harmon, nie zastanawiałam się ani sekundy. Po Prawie Mojżesza i Pieśni Dawida wiedziałam, że mogę liczyć na kosmiczną dawkę wspaniałych emocji, chwile zadumy i satysfakcji z bardzo dobrej książki. Zacierałam rączki w oczekiwaniu, a kiedy już przyszła, od razu ją porwałam. I jak mi z nią było?
Chociaż książkę przeczytałam już kilkanaście dni temu, do teraz nie mogłam zebrać się w sobie, żeby napisać tę recenzję. Nadal nie do końca wiem, jak powinnam ją napisać, aby w pełni oddać to, co chcę poprzez nią przekazać.
Z całą pewnością Amy Harmon miała wspaniały pomysł na fabułę. Z pozoru małe miasteczko i jeszcze bardziej niepozorni mieszkańcy. Ot grupa uczniów z jednej szkoły i ich rodziny. Nic poza tym. Jednak już na początku autorka funduje łamiącą serce scenę, w której to matka uświadamia synka, dlaczego musi umrzeć. To było mocne, naprawdę mocne. Nie wyobrażam sobie, jak mogłabym swojej własnej córce powiedzieć: "kochanie, Ty niedługo umrzesz, ponieważ jesteś chora". Oczywiście autorka nie użyła takich słów jak ja, jednak na samą myśl szklą mi się oczy. Po tej scenie już miałam pewność, że moje emocje zostaną poddane ogromnej próbie...
Bohaterowie to chyba najmocniejsza karta przetargowa Amy Harmon. Za każdym razem potrafi ich wykreować perfekcyjnie. W moim sercu na dobre zagościł Bailey. Jest tak mądrym i inteligentnym chłopakiem, że głowa boli! Zaskoczył mnie nie raz i nie dwa. Pierwszy raz naprawdę tak bardzo polubiłam, która teoretycznie nie była tutaj najważniejsza. Dla mnie była i myślę, że właśnie ze względu na niego za jakiś czas chętnie do tej książki wrócę. Cieszę się, że autorka w tak doskonały sposób radzi sobie z portretami psychologicznymi swoich bohaterów. Dzięki temu mamy szansę zapomnieć, że to tylko literacka fikcja.
Mnogość wątków może wydać się początkowo przytłaczająca. Jest ich naprawdę dużo. Młodzieńcze zauroczenie, prawdziwa miłość, poważna choroba, wojna, przyjaźń, troska o bliskich, poświęcenie, oddanie, miłość do dziecka, akceptacja, śmierć i wiele innych. Po przeczytaniu tej książki można zauważyć, że każdy z nich był ważny i łączył się z kolejnym. Dostajemy sieć wątków, które przeplatając się tworzą zgrabną całość.
Tym razem jednak coś mi w całości nie pasowało. Fabuła mnie wciągnęła, wątki zaskoczyły, a bohaterowie potwierdzili wspaniałość autorki. Jednak teraz momentami odnosiłam wrażenie, jakby Amy Harmon opowiedziała komuś swoją historię, a ten nie do końca umiejętnie by ją spisał. Zabrakło mi pewnego pióra autorki, które przecież dwa razy porwało mnie bez pamięci. Uczucia i emocje są, ale na tak dobrej fabule nie uroniłam ani jednej łzy. Może to nie był odpowiedni moment na tę książkę? Może moje oczekiwania były zbyt wygórowane? Nie wiem dlaczego, ale czułam niedosyt, choć treść do dziś mam w pamięci i raczej o niej bardzo długo nie zapomnę.
Making faces to książka przepełniona uczuciami i emocjami. Mówi o wielkiej miłości, przyjaźni, akceptacji, poświęceniu, oddaniu, śmierci. Historia wciąga od pierwszej strony i nie pozwala się oderwać, a pamięć o niej pozostaje w świadomości na długo po skończonej lekturze. Choć tym razem czegoś mi zabrakło, to i tak polecam. Jestem pewna, że z tej powieści wiele można wynieść i wysnuć pewne refleksje.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Hanna_Nieoceniampookladkach@gamil.com

  • 9-05-2017
  • 15:29

Akcja książki rozgrywa się w Hannah Lake, a kluczowy wątek obraca się wokół głównych bohaterów Fern Taylor i Ambrosea Younga. To właśnie oni on grywają pierwsze skrzypce w Making faces. Ona córka pastora, mało popularna w szkole i niezbyt lubiana. Nie grzeszy urodą. Ruda burza loków, aparat ortodontyczny i okulary powodują, iż jest traktowana jak cień. On ? obiekt westchnień każdej dziewczyny, nieziemsko przystojny i dobrze zbudowany aktywny zapaśnik. To właśnie w tym sporcie pragnie spełniać się w przyszłości. Często podróżuje i dużo trenuje, w związku z tym ma mało wolnego czasu i jego niedostępność czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym. Ponadto poznajemy również przyjaciół głównego bohatera ? Jessa, Beansa, Pauliea i Granta, a także kuzyna i zarazem najlepszego przyjaciela głównej bohaterki Baileya, który jest niepełnosprawny i choruje na dystrofię mięśniową...

Fern od dłuższego czasu zadurzona jest w Ambrose. Niestety chłopak jest jej niespełnionym marzeniem, i nieustającym obiektem westchnień. Dziewczyna z powodu swojej niskiej samooceny, kompleksów nie ma odwagi ?zagadać? do chłopaka. Pogrąża się w świecie książkowych romansów, a codzienność spędza ze swoim kuzynek Baileyem Życie wszystkich bohaterów zmienia się diametralnie, kiedy 11 września 2001 roku, ma miejsce zamach na WTC. Ambrose wraz z czwórką swoich przyjaciół decydują się na odważny krok. Nie wybierają się na studia... Zaciągają się do wojska i od razu zostają wysłani do Iraku. Po wielu miesiącach do rodzinnego miasta wraca tylko Ambrose. Niestety nie jest już tym samym chłopakiem, jakim był kiedyś. Jako jedyny spośród swoich przyjaciół przeżył. Wojna odciska trwały ślad w jego psychice... Ciężko ranny i mocno oszpecony, próbuje poukładać swoje życie. Fern pragnie mu w tym pomóc. Dziewczyna jest bardzo zdeterminowana. Dąży do tego, aby przywrócić swojej miłość wiarę w to, iż ma szansę jeszcze godnie i normalnie żyć. Każdego dnia stara się, aby usunąć z jego życia poczucie winy, a także bez sensu egzystencji. Konstruktywnie udowadnia mu, iż jego twarz wcale nie jest najważniejsza. Tylko czy chłopak będzie w stanie dopuścić do siebie potęgujące uczucie od dziewczyny, którą kiedyś zdecydował się odrzucić?
Czasami w życiu czytelnika są takie książki, które pozostają w sercu na zawsze. Czasami pojawiają się również takie historie, które nie wywierają w nas żadnego wpływu, i mamy ochotę rzucić książką w kąt. Z pewnością, są też takie historie, po których nie możemy się pozbierać, mamy mieszane uczucia, popadamy w nostalgię. Tak właśnie miałam z Making faces. Po skończonej lekturze, nie bardzo wiedziałam co mam myśleć o tej książce... Zdania nie chciały się układać w spójną całość. Książka poruszyła moje najgłębiej skrywane zakamarki duszy.

***

Bohaterowie zostali pięknie wykreowani, ich poczynania są w pełni realistyczne. Postać Ambrosea zrobiła na mnie duże wrażenie. Wiarygodny, mimo że poturbowany przez życie, to z silną osobowością. Dobroć bohaterów,aż bije ze stron książki. To naprawdę piękna i mądra książka, która z pewnością pozostawi wydźwięk na długie lata u niejednego czytelnika. Sugestywnie uświadamia czytelnikowi, że nie wygląd jest najważniejszy, że liczy się wnętrze. Uczy, że warto otwierać się na miłość, że naprawdę warto kochać. Do gustu przypadł mi również styl i język, jakim jest napisana cała książka, dzięki temu bardzo szybko mi się czytało. Moje zaangażowanie w lekturę rosło z każdą stroną. Serdecznie polecam.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

dobrerecenzje.pl

  • 26-04-2017
  • 19:03

Fani Amy Harmon na pewno wiedzą, jaki jest styl pisania tej autorki. Zazwyczaj są to chwytające za serce, przejmujące historie, ale tak piękne, że nie możemy się od nich oderwać. Dokładnie tak będzie też tym razem, gdy już poznamy głównych bohaterów ? Fern i Ambrose?a, to z całego serca kibicować będziemy im do samego końca.
Ambrose od najmłodszych lat był wyjątkowym dzieckiem. Wyjątkowym z dwóch powodów ? bardzo uzdolniony w zapasach, i bardzo przystojny. Fern natomiast to bardzo mądra i czuła dziewczynka, lecz zbytnio urodą nie obdarzona niestety. Dziewczyna zakochała się w Ambrose już od najmłodszych lat i później skrycie pielęgnowała w sobie tę miłość. On zaś niczego nieświadomy, po pewnym niemiłym incydencie zdawał się wręcz jej nie lubić. Tak mijały im lata nastoletnie, a żadne z nich nie mogło znaleźć w pełni odwzajemnionej miłości. Łączyła ich tylko jedna osoba ? Bailey, kuzyn Fern i syn trenera, który sprawował opiekę sportową nad przystojnym zapaśnikiem.
Czy Fern i Ambrose wyprostują swoje relacje? A może wręcz odwrotnie, czeka ich długa rozłąka?
Właśnie to najbardziej lubię w książkach Amy Harmon ? są to opowieści bardzo życiowe, takie które wciągają czytelnika już od pierwszej strony, a oderwać nie można się aż do ostatniej. To właśnie w takich książkach nigdy nie jesteśmy pewni (choć czasem podejrzewamy), czy zakończenie będzie szczęśliwe i właśnie takie jak byśmy tego chcieli. Szczególnie jeśli chodzi o tę autorkę, której powieści bardzo ?grają na emocjach?. Za wspaniałe przykłady posłużyć może tutaj ?Prawo Mojżesza?, lub ?Pieśń Dawida?.
Książka przeznaczona dla miłośników romansów, obyczajowych powieści, ale i po części dla tych którzy czytają wiele dramatów, dlatego, że akurat dramatycznych sytuacji w tej pięknej książce nie brakuje. Zobaczymy tutaj ludzkie tragedie, walkę o honor ale i za kraj, patriotyzm którego młodzi ludzie w tych czasach tak bardzo poszukują, a w końcu miłość i czyste prawdziwe uczucie.
Ogromnie polecam!
Polecamy, zespół dobrerecenzje.pl

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Addictedtobooks

  • 24-04-2017
  • 09:35

Fern już jako mała dziewczynka miała niezwykle bujną wyobraźnię i wraz ze swoim kuzynem Barleyem uwielbiała oddawać się najróżniejszym zabawom. Z burzą rudych loków, aparatem na zębach oraz dużymi okularami dziewczyna nigdy nie czuła się wyjątkowo ładna i niejednokrotnie miała w związku z tym spore kompleksy. Fern od kiedy tylko pamięta jest szalenie zakochana w Ambrosie Youngu ? jednym z najbardziej popularnych chłopaków w jej szkole, który należy do lokalnej drużyny zapaśniczej. Chłopak wydaje się jednak w ogóle jej nie zauważać i wszystko wskazuje na to, że jej szczere oraz silne uczucie nie zostanie przez niego odwzajemnione. Ich drogi nigdy by się nie przecięły, gdyby nie pewno wydarzenie, które wstrząsnęło całym miasteczkiem oraz bezpowrotnie odmieniło bieg wydarzeń?

?Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia.?

Abrose?a wychowywał jedynie ojciec, który za wszelką cenę starał się wynagrodzić mu brak matki. Chłopiec już od najmłodszych lat wyróżniał się spośród swoich rówieśników niezwykle masywną budową ciała, która zapewniała mu ogromną przewagę w prawie każdej dziedzinie sportu. Zapasy bardzo szybko stały się jego ogromną pasją i nie minęło wiele czasu, kiedy chłopak stał się jednym z najlepszych zawodników w całym stanie. Spore oczekiwania ze strony mieszkańców miasta, trenera oraz całej drużyny sprawiała, że chłopak cały czas żył pod ogromną presją, która krok po kroku go zżerała. Po dramatycznych ataku na World Trade Center Abrose z czterema przyjaciółmi postanawia wstąpić do wojska oraz całkowicie poświęcić się służbie ojczyźnie.

?Nie ma smutku, jeśli wcześniej nie było radości.?

Chłopcy wyruszają do Iraku i bardzo szybko muszą stawić czoła niezwykle brutalnej rzeczywistości. Żaden z nich nie zdawał sobie sprawy z jak wielkimi wyzwaniami będą musieli się zmierzyć oraz jak wiele poświęceń będzie ich to kosztować. W wyniku pewnego tragicznego wypadku do miasteczka powraca jedynie Ambrose, który pod żadnym względem nie przypomina już pogodnego oraz uśmiechniętego chłopaka, jakim był przed służbą w wojsku. Młodemu zapaśnikowi nie tylko przyjdzie się zmierzyć z przytłaczającą pustką wywołaną stratą najbliższych przyjaciół, ale także z poważnymi obrażeniami jakich doznał w Iraku. Czy pomimo bolesnych wspomnień oraz dręczącego go poczucia winy chłopakowi uda się odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Czy pogodna oraz zawsze uśmiechnięta Fern będzie w stanie pomóc mu w uwolnieniu się od dręczących go demonów przeszłości?

?Kiedyś bałem się, że pójdę do piekła. Ale teraz w nim jestem i wcale nie wydaje się takie straszne.?

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i zdecydowanie mogę zaliczyć je do bardzo udanych. To, co autorka zaserwowała swoim czytelnikom całkowicie przerosło moje oczekiwania i nie ukrywam, że jestem szczerze zakochana w tej niesamowitej historii. To, co najbardziej urzekło mnie w tej książce to niezwykle oryginalni oraz inspirujący bohaterowie, którzy prawie na każdym kroku imponowali mi swoją odwagą oraz wewnętrzną siłą, która pomagała im zwalczyć wszelkie przeciwności losu. Moim zdecydowanym ulubieńcem okazał się Barley ? kuzyn Fern, który już od najmłodszych lat zmaga się z dystrofią mięśniową, przez co większą część swojego życia musi spędzić na wózku. Jego niezwykle pozytywne nastawienie do życia oraz nieustający optymizm niejednokrotnie zrobiły na mnie ogromnie wrażenie.

Bardzo spodobał mi się również styl autorki, który jest niezwykle lekki oraz plastyczny, dzięki czemu czytanie tej książki to prawdziwa przyjemność. Mimo że akcja nie pędzi w zawrotnym tempie, to przy tej pozycji naprawdę nie można się nudzić. Przedstawiona historia do głębi porusza czytelnikiem i niejednokrotnie wywołuje łzy zarówno szczęścia, jak i smutku. ?Making faces? to słodko-gorzka opowieść o sile przyjaźni, akceptacji oraz o miłości, która potrafi uleczyć nawet najbardziej połamane serce. Obok tej książki naprawdę nie można przejść obojętnie. Gorąco polecam!

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Zagubiona w słowach

  • 2-03-2017
  • 05:15

Czym jest prawdziwe piękno? Przyciągającą spojrzenia twarzą, zgrabnym ciałem, urokiem osobistym? A może chodzi o to, co znajduje się wewnątrz człowieka. Inteligencja. Błyskotliwość. Umiejętność dostrzeżenia dobra nawet tam, gdzie wydaje się, że go nie ma. Co jeśli jest nim artystyczna dusza? Albo złote serce zdolne wspomóc w potrzebie. Każdy człowiek postrzega piękno nieco inaczej. Czym ono jest dla Ciebie? Lubię twórczość Amy Harmon. Szczególnie po tak dobrych pozycjach, jak Prawo Mojżesza, czy Pieśń Dawida. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona do tej książki. Ale muszę przyznać, że w trakcie czytania w niektórych momentach nieco mi się nudziło. Akcja dopiero pod koniec zaczęła pędzić, a autorka sprytnie zagrała na moich emocjach, wywołując wiele różnych uczuć. Making Faces raczej nie należy do lekkich historii. Została poruszona tematyka wojny, nieuleczalnej choroby, czy chociażby zmagania się z przytłaczającym poczuciem winy i odrzuceniem. Momentami aż skłania do refleksji. To jedna z tych opowieści, nad którymi należy się zatrzymać. I wszystko stopniowo przetrawić. Bohaterowie byli całkiem dobrze wykreowani, chociaż nie mogło się obyć bez pewnych schematów Na przykład: poraniony wojownik i brzydkie kaczątko nieświadome swojego wpływu. Ale za to podobało mi się nawiązanie do mitu o Herkulesie, którego Ambrose w rzeczy samej nieco przypominał i tak samo jak on przeszedł naprawdę wiele ciężkich chwil. Od razu polubiłam Fern ? nieco cichą dziewczynę z zamiłowani do pisarstwa, od której aż kipiało dobrocią, miłością oraz niewinnością. Najbarwniejszą osobowością mógł poszczycić się Bailey. Mimo, że życie okrutnie się z nim obchodziło, nie przestawał imponować swoją błyskotliwością i zdolnością do zaakceptowania swojego losu. Był swego rodzaju klejem pomiędzy Fern, a Ambrosem. Poza tym niejednokrotnie potrafił wywołać uśmiech na mojej twarzy. Wątek romantyczny był jednym z głównych elementów fabuły. To taka słodko-gorzka relacja, która potrzebowała lat, aby dojrzeć. Piękno kontrastowało z brzydotą, bezinteresowne uczucie z odrzuceniem. Autorka w ciekawy sposób ukazała, jak to jest kochać kogoś z wszystkimi wadami, utraconą nadzieją i głębokimi dziurami ziejącymi w sercu i na duszy. Nie obyło się bez dramatyzmu i gorzkich łez, ale również radosnych uniesień i powoli pojawiającej się wiary. W nowe życie. W lepsze jutro. Podsumowując, "Making Faces" to fascynująca opowieść i wojnie i miłości. O ludziach złamanych i tych poszukujących nadziei. Nie jest to łatwa książka. Ale momentami daje do myślenia. Może i były nieliczne fragmenty, które troszkę mnie nużyły, ale oceniam ją jak najbardziej na plus. Myślę, że powinna spodobać się fanom new adult i każdemu, kto szuka czegoś bardziej ambitniejszego. Może nie jest perfekcyjna, ale zdecydowanie coś w sobie ma. Tak samo jest z ludzkim pięknem, prawda?

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Smooky - subiektywnie

  • 19-02-2017
  • 22:34

Amy Harmon jest jedną z tych autorek, która szturmem i w niezwykle szybkim tempie za sprawą swoich cudownych powieści, zdobyła nie tylko serca czytelników, ale również zdominowała rynek wydawniczy i blogosferę, nie szczędzącą pochlebnych opinii na temat jej twórczości. Przyznam się jednak szczerze, że jak do tej pory nic nie zdołało mnie przekonać do powieści wychodzących spod jej pióra, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że buntownicza strona mojej natury stanęła okoniem w obliczu wielkiego BUM, jakie opętało blogosferę po premierze Prawo Mojżesza. Cóż? Najwidoczniej znów czekałam na odpowiedni moment i tą jedną, konkretną książkę, która bez skrupułów złamie mój opór. "Making faces" okazała się być przekonującym argumentem, a ja nie żałuję ani chwili poświęconej na lekturę.

Po przeczytaniu opisu do książki można dojść do mylnego wniosku, że to nic innego, jak typowe bajkowe love story opowiadające o szarej myszce zakochanej w przystojnym, egoistycznym i zapatrzonym w siebie, szkolnym dupku, ale "Making faces" to coś więcej niż romans. To niezwykła historia z głębią, w której trzeba umieć czytać między wierszami, naprawdę rozumieć oczywistości i znaleźć w sobie wrażliwość, by dostrzec precyzyjnie ukryte w niej piękno.

Pełna recenzja na blogu - zapraszam :)
http://www.smooky.pl/2017/02/47-making-faces-amy-harmon.html

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Półka na książki

  • 17-02-2017
  • 12:55

Gdyby pokusić się o napisanie charakterystyki choćby kilku męskich bohaterów powieści z nurtu New Adult, szybko można by zauważyć, że fragmenty tekstu, które opisują ich wygląd zewnętrzny, są w gruncie rzeczy identyczne. Przystojny do granic przyzwoitości, umięśniony jak młody bóg, ze zniewalającym uśmiechem i nieco niebezpiecznym błyskiem w oku - tak oto (niemal zawsze!) prezentuje się nasz bohater. I choć oczywiście wszyscy wiemy, że to nie wygląd zewnętrzny jest kluczowy; że - jak mawiał Lis - "najważniejsze jest to, co niewidoczne dla oczu" , to i tak z dziką przyjemnością dajemy się wciągnąć w opowieść o panu Pięknym.
Co jednak, jeśli pewnego dnia Piękny zamieni się w Bestię, jego urok zastąpi ból, a blizny na twarzy nieudolnie spróbują odtworzyć to, co stało się z pokiereszowaną przez los duszą?
Czy wciąż będziesz mieć odwagę dostrzec to, co ostało się w jego sercu...?



Fern Taylor nigdy nie była pięknością. Rudowłosa, niska niczym dziesięcioletni chłopiec i na domiar złego z aparatem na zębach, nie zwracała na siebie zbyt dużej uwagi. Z czasem zaakceptowała ten nieidealny wygląd i - być może dzięki niemu - stała się cudowną, ciepłą osobą z sercem na dłoni, troszczącą się o chorego kuzyna, namiętnie piszącą romanse i w tajemnicy kochającą Ambrosea.
Ambrose Young zawsze był przystojny. Silny fizycznie, otoczony gromadą wiernych przyjaciół, odnosił sukcesy w sporcie i miał przed sobą świetlaną przyszłość. Jedna decyzja, jeden wyjazd, jedna bomba... I Ambrose stracił niemal wszystko. Przyjaciół, urodę i szansę na życie, w zamian otrzymując jedynie coś, co przypominało marną wegetację.
Ambrose stracił niemal wszystko, ale nie Fern.
Tylko jak nauczyć się kochać człowieka z roztrzaskaną duszą i jak sprawić, by ktoś, kogo serce złamano na tysiąc kawałków, mógł na nowo czuć i żyć?



Moje dwa wcześniejsze spotkania z Amy Harmon dały mi pewność, że mam do czynienia z naprawdę zdolną autorką i że z ogromną radością przeczytam każdą jej książkę. O ile "Pieśń Dawida" na upartego można nazwać sequelem rewelacyjnego "Prawa Mojżesza", o tyle "Making faces" jest czymś zdecydowanie innym; nowym i świeżym. Harmon nie boi się trudnych tematów i po mistrzowsku je rozwija. Tym razem snuje opowieść na miarę historii o upadłym herosie; przypowieść o wojowniku, który powrócił z wojny, ale na placu boju zostawił czterech przyjaciół, a przy każdym z nich fragment swojego serca. Amy przypomina nam, co tak naprawdę jest ważne i uświadamia, że zwracając uwagę wyłącznie na opakowanie, często sami odbieramy sobie szansę na coś wyjątkowego. Unika patosu; nie sili się na skomplikowane i górnolotne metafory, a pomimo to zagląda w głąb duszy czytelnika i obnaża jego wszelkie bolączki i wątpliwości. Ponadto kolejny już raz daje dowód na to, że tworzenie pełnowymiarowych, może i nieidealnych (a przez to tak bardzo prawdziwych) postaci wychodzi jej jak mało komu. W "Making faces", prócz całej reszty drugoplanowych bohaterów, przedstawia nam prostoduszną i kochaną Fern; złamanego przez los Ambrosea i Baileya. Baileya, który jest tak cudowną postacią, pomimo nieuleczalnej choroby pełną mądrości i zrozumienia, że aż boli serce. Od dziecka pogodzony ze śmiercią, uczy innych, jak cieszyć się życiem i robi to tak naturalnie, że nie sposób nie zastosować się do jego rad. Ten fizycznie słaby chłopiec pełen jest wewnętrznej siły; jest kopalnią mądrości, owiniętym w szary papier skarbem i fantastycznym przyjacielem dla dwójki głównych bohaterów. Bohaterów, którzy, swoją drogą, również nie są zbyt typowi, jeśli idzie o literaturę młodzieżową/NA. Fern jest...zwyczajna. Dosłownie. Nie jest to absolutnie wada; mało tego, to coś, co zasługuje na aprobatę. Jest bowiem dziewczyną, z którą mogłaby utożsamić się każda z nas. Daleka od ideału i z pełną tego świadomością, wzdychająca do - swoim zdaniem - niedostępnego króla tłumów. Przede wszystkim jednak jest osóbką z ogromnym i przepełnionym dobrocią sercem, które szaleńczo rwie się ku pewnemu młodzieńcowi. Nawet wtedy, gdy ten przestaje przypominać samego siebie.
"Making faces" to powieść wielowątkowa. Harmon porusza w niej problem przemocy domowej, ciężkiej choroby, ogromnej straty i bólu, którego nie da się ugasić. Jest to też - oczywiście! - powieść o miłości. Pięknej, silnej i bezinteresownej, odbierającej dech i wyciskającej z oczu łzy. Miłości, która potrafi uleczyć zbłąkaną duszę i która daje siłę oraz nadzieję. Która wyciąga z otchłani własnego smutku, na nowo roznieca płomyk pozornie zgaszonego dotąd szczęścia i uświadamia, że warto. Warto żyć, warto walczyć i warto kochać.




Harmon stworzyła niesamowitą - i to nie tylko pod kątem kreowania postaci - powieść. Na uwagę zasługuje też jej konstrukcja. Podzielona jest ona bowiem na dwa przedziały czasowe - teraz (a więc po powrocie Ambrosea z Iraku) i dużo obszerniejsze kiedyś. Wydarzenia z "kiedyś" poznajemy w licznych retrospekcjach, które są teoretycznie chłodną relacją; zapiskami wydarzeń z przeszłości, a które to w gruncie rzeczy poruszają do głębi, a swoją dosadnością i nadmiarem emocji z pełną siłą uderzają w czytelnika, sprawiając, że często brakuje mu słów, łez i tchu. "Teraz" zaś to opis smutnej rzeczywistości, to próba powrotu do względnie normalnego życia i próba uporania się ze śmiercią bliskich. Uleczenia ran - i tych na ciele, i tych na duszy. Ambrose wrócił z piekła, które odebrało mu przyjaciół, urodę i jego samego. I choć uważam, że Broosey jest cudowny, to odrobinkę przeszkadzała mi tendencja Harmon do skupiania się na jego fizycznych obrażeniach. Oczywiście przeżył tragedię, która odcisnęła na nim swe piętno, ale uważam, że zmiany fizyczne są niczym w porównaniu do tego, jak ucierpiała (czy też jak powinna ucierpieć) jego psychika. Tymczasem Ambrose skupia się głównie na swoim wyglądzie i zdawać by się mogło, że to właśnie utrata urody najbardziej go boli. Sprawia przez to wrażenie nieco płytkiego, chociaż absolutnie takim nie jest. Głębsza analiza postaci i konkretniej zarysowane zmiany w psychice człowieka, który jako jedyny spośród bliskich mu osób przeżył wojnę - tego zdecydowanie mi zabrakło.




"Making faces" nie jest powieścią pełną akcji. Nie sprawi, że zgubicie kapcie i z wrażenia rozlejecie kawę na dębowy stolik. Nie będzie trzymała Was w napięciu i niczym nie zaskoczy.
Sprawi jednak, że ponownie zastanowicie się nad swoimi priorytetami i pochylicie głowę nad słabszymi. Że spróbujecie stać się jeszcze lepszymi, silniejszymi i bardziej wyrozumiałymi. Że przestaniecie bać się przeszkód i metaforycznej walki ze słabościami.
W gruncie rzeczy to wyjątkowo prosta opowieść. Prosta historia o prostej miłości, która zaplątana jest w rzeczywistość. I o tym, że nie ma takiej góry, której szczytu nie można by zdobyć.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Atena

  • 4-02-2017
  • 12:50

Szczerze o życiu i kalectwie, o cierpieniu ludzi, którzy doznali krzywdy i trudno im przystać na obecną sytuację. Po przeczytaniu można sobie łatwiej wyobrazić ile opieki potrzebuje osoba niepełnosprawna.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

  • 29-01-2017
  • 11:16

Kolejna książka Amy Harmon, którą zaraz jak zobaczyłam to musiałam zdobyć. Dlaczego? Bo po dwóch poprzednich, które zrobiły na mnie na prawdę duże wrażenie postanowiłam nie odpuszczać i czytać kolejne. Z wiarą i nadzieją, że będą równie dobre jak nie lepsze...

Właśnie taki wiersz pisze główna bohaterka. Wylewając swoje uczucia i emocje na papier tworzy coś co pewnie siedzi w głowie wielu z nas.

"Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?
Czy stworzył nogi, które nie chodzą, i oczy, które widzą źle?
Czy kręci loki na mojej głowie, tworząc z nich dziką burzę?
Czy zatyka uszy głuchemu, robiąc to wbrew ludzkiej naturze?
Czy mój wygląd to przypadek, czy okrutne zrządzenie losu?
Czy mogę obwiniać Go za to, czego u siebie nie znoszę?
Za wady, które mnie prześladują w najgorszych snach,
Za brzydotę, której nie znoszę, za nienawiść i strach?
Czy czerpie z tego jakąś przyjemność, ze wyglądam aż tak źle?
Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy śmiał się, gdy tworzył mnie?"*

Fern Tylor to zawsze miła, uśmiechnięta i chętna do pomocy dziewczyna. Niestety świadoma tego, że choć jest inteligentna i łatwo ją polubić to ładna nie jest. Dlatego choć bardzo boli ją fakt, że zakochana jest bez wzajemności to nie skarży się i żyje z tym tak jak potrafi.
Ambrose Young to błyskotliwy i śmiały chłopak, który wyrasta na zapaśnika z szansami na sukcesy sportowe. Jak niczego w życiu świadom jest swojej urody i nie waha się tego wykorzystywać.
Ona zakochana po uszy, a on zupełnie nieświadomy jej uczuć. Do czasu...

Po zakończeniu szkoły Brose postanawia coś zmienić. Zaciąga się do wojska. Wraz z nim idzie czwórka jego najlepszych przyjaciół. Choć wszyscy świadomi tego co może stać się na wojnie, to chyba żaden nie dopuszczał do siebie konkretnych myśli. Niestety Beans, Paulie, Grant oraz Jesse wracają w trumnach, a Ambros jest mocno okaleczony.

Jest jeszcze Bailey - chorujący na zanik mięśni przyjaciel Fern, syn trenera pod którego skrzydłami rozwijał się swego czasu Brose. Chłopak niezwykle dzielny mimo trudności jakie los przed nim stawiał.

"Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia."**

Między tą trójką rodzi się przyjaźń, a Ambros wreszcie zaczyna doceniać Fern nie tylko jako przyjaciółkę. I choć przed nimi wiele przeszkód, gór i pagórków to wszyscy walczą tak jak potrafią. Dopingują się nawzajem, wzajemnie dają sobie kopa w tyłek jeśli sytuacja tego wymaga. Bo przyjaciele są nie tylko po to by pocieszać, ale też po to by postawić do pionu, gdy jest to potrzebne.

Choć czytając książkę pokochałam każdego bohatera w inny sposób to moim prawdziwym BOHATEREM w "Making Faces" został Bailey. To on zagościł w moim sercu na specjalnym miejscu i w nim pozostanie pewnie jeszcze długo. Sama pozycja przepełniona jest przyjaźnią i walką, ale przede wszystkim bólem. Jest piękna i wartościowa. Ma przesłanie, ale jej czytanie nie jest lekkie. To co towarzyszyło mi podczas lektury to wzruszenie i łzy, ale też śmiech i radość. Tą książkę warto przeczytać i nie ważne czy jesteś chłopakiem czy dziewczyną. Nastolatkiem czy dorosłym. Może nie każdy będzie zachwycony, ale wierzę, że każdy wyłapie z niej przesłanie. Ja czekam na więcej spod pióra Amy Harmon.

* - Cytat z "Making Faces" Amy Harmon, str. 81
** - Cytat z "Making Faces" Amy Harmon, str 232

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Monika

  • 25-01-2017
  • 11:12

Upiorna powierzchowność wybranka pozwala bohaterce lepiej poznać chłopaka, który od zawsze jej się podobał. Dziewczyna odkrywa jego wnętrze, poznaje go od strony charakteru i psychiki, które są ważniejsze od wyglądu zewnętrznego.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Ewelina Nawara www.myfairybookworld.blogspot.com

  • 23-01-2017
  • 13:06

Making faces to niesamowita opowieść o miłości, przyjaźni, stracie i życiu w małym miasteczku, w którym wszyscy się znają. Nie jestem w stanie wyrazić, jak bardzo mnie ta książka wzruszyła. Podobnie czułam się tylko raz, czytając Promyczka. Płakałam, złościłam się i śmiałam wraz z bohaterami. Olbrzymie emocje oraz cudowne postaci, stają się dla mnie elementem rozpoznawczym dla Amy Harmon.

Głównymi bohaterami są Fern i Ambrose, dwoje nastolatków, żyjących tuż obok siebie, ale tak od siebie różnych.

Fern to lojalna, miła i opiekuńcza dziewczyna, która miała pecha i jako nastolatka nie wyglądała zbyt pięknie. Rude kręcone włosy, okulary i aparat na zębach skutecznie zabijały jej życie towarzyskie, miała dwie bliskie osoby, kuzyna i najlepszego przyjaciela ? Baileya, oraz śliczną przyjaciółkę Ritę. Fern od urodzenia jest związana z Baileyem, którego choroba postępuje i dziewczyna coraz częściej opiekuje się nim, nie przeszkadza jej to jednak, jedynym czego nie znosi w tej sytuacji, jest to, że któregoś dnia go zabraknie. Towarzystwa dotrzymywali jej także bohaterowie romansów, które czytała nałogowo, a także postaci, które sama tworzyła, pisząc książki. Do pełni szczęścia brakowało jej jedynie chłopaka, w którym zakochała się jeszcze jako mała dziewczynka. On jednak był daleko poza jej zasięgiem, przynajmniej tak jej się wtedy wydawało.

Ambrose to sportowy bohater miasteczka, przystojny, zdolny i lojalny. Jednak odrobinę zagubiony. Nieświadomie złamał serce uroczej Fern, gdy zainteresował się jej przyjaciółką, Ritą. Jednak Rita okazuje się kompletnie nie podobna do dziewczyny, z którą wymieniał liściki. Kiedy dowiaduje się, kto tak naprawdę je pisał, jest wściekły i jednocześnie poruszony, bo po raz pierwszy pomyślał wtedy o Fern. Przed zakończeniem roku chłopak postanawia zgłosić się do wojska, pragnie, aby ludzie odpowiedzialni za atak na Nowy Jork ponieśli karę. Przekonuje swoich najlepszych przyjaciół, by wyjechali razem z nim, i już wkrótce cała piątka wyjeżdża do Iraku. Do domu wraca tylko jeden z nich ? Ambrose.

Poza głównymi bohaterami warto wspomnieć o Baileyu, który jest tak pozytywną osobą, że nie sposób przejść obok niego obojętnie. Swoją postawą bardzo przypominał mi Kate z Promyczka, nie pozwalał chorobie zniszczyć marzenia, żył dzień za dniem, robiąc co tylko może, by były to jak najlepsze dni. Warto naśladować taką postawę.

Making faces to książka nie tylko o miłości. To opowieść o dojrzewaniu, o odnajdywaniu siebie, o godzeniu się z losem, który nie zawsze bywa życzliwy. Ale przede wszystkim to książka o przyjaźni i o jej wpływie na życie. Zarówno Ambrose, jak i Fern mają własnych przyjaciół, i choć bardzo się od siebie różnią, łączy ich fakt, że dla przyjaciół zrobiliby wszystko.

Amy Harmon z tak zwyczajnego tematu stworzyła piękną, poruszającą i do bólu prawdziwą historię, którą naprawdę warto przeczytać. Jeśli jeszcze nie znacie tej książki, to szczerze ją polecam. Mam nadzieję, że już kolejne książki Amy zostaną wydane w Polsce, bo bardzo polubiłam to, w jaki sposób pisze.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Wojtek

  • 23-01-2017
  • 09:18

Marzenia o byciu wojskowym i pannach obracających się za mundurami legły w gruzach, skonfrontowane zostały z twardą rzeczywistością i klęską idei humanizmu. Wojna nigdy nie kończy się dobrze.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Karolina

  • 21-01-2017
  • 11:50

Niesamowite jest to, jak Amerykanie bardzo przywiązani są do swojej państwowości, ten młody przecież naród jest przykładem, jak silny jest związek między obywatelem i jego Ojczyzną. Warte zaznaczenia postawy, śliczna osobista historia dwojga ludzi.

Czy recenzja była pomocna?
brak oceny

Jabluszkooo

  • 19-01-2017
  • 21:38

Jestem zdania, że jest to najlepsza książka Amy Harmon jaką czytałam. Najbardziej do mnie dotarła i najbardziej mi się spodobała, mimo tego, że bardzo lubię dwie poprzednie części. W tej książce nie brakuje niczego. Jest miejsce na milion sprzecznych uczuć, różne relacje między ludźmi, a także niezapomnianą historię, która zaskakuje swoją szczerością. Myślę, że autorka jest naprawdę genialna w tym co robi. Jej twórczość ma w sobie coś specyficznego, co sobie bardzo cenię. Nie trzyma się schematów, wychodzi przed szereg i zbiera za to liczne... pochwały. Historia jest niesamowita, wciąga i nie daje spokoju, dlatego warto się z nią zapoznać. Jedyne co mi się nie podoba to okładka. Uważam, że zbytnio zwodzi, nie jest odpowiednia do treści i liczę na to, że wiele osób przeczyta opis zanim odrzuci książkę. Warto się chociaż zastanowić nad przeczytaniem czegoś, prosto mówiąc autentycznego i życiowego. Gorąco polecam ;).

Fragment tekstu pochodzi z mojego bloga, po ciąg dalszy zapraszam tutaj:
https://jabluszkooo.blogspot.com/2017/01/69-amy-harmon-making-faces.html

Czy recenzja była pomocna?
image

Rekomendowane

  • -35%
Dziedziczka jeziora

Maria Dahvana Headley

miękka
23,98 zł 36.90
Zapowiedź - 12.2.2020
  • -34%
Źródło Jak zmienić swoje życie na lepsze

Tara Swart

twarda
26,33 zł 39.90
  • -34%
Żywica

Ane Riel

twarda
26,33 zł 39.90
  • -20%
Niebo na uwięzi

Christina Leunens

miękka
31,92 zł 39.90
  • -31%
Skaza / Wada

Robert Małecki

pakiet
34,35 zł 49.77
  • -31%
Parabellum Tomy 1, 2 i 3

Remigiusz Mróz

pakiet
54,99 zł 79.70

Ciekawe pomysły Gandalfa

  • 20.45 zł
    18.82 zł

    Wiadomość o powrocie Jamiego Woona sprawiła ogromną radość cierpliwym fanom, gdy kilka tygodni temu wypuścił nowy singiel "Sharpness". Utwór został wprowadzony do obiegu przez Pharrella na antenie jego audycji w Beats 1. "Każdy projekt zajmuje mi tyle czasu ile...

  • 20.45 zł
    18.82 zł

    Wiadomość o powrocie Jamiego Woona sprawiła ogromną radość cierpliwym fanom, gdy kilka tygodni temu wypuścił nowy singiel `Sharpness`. Utwór został wprowadzony do obiegu przez Pharrella na antenie jego audycji w Beats 1. `Każdy projekt zajmuje mi tyle czasu ile potrzebuje` komentuje...

  • 34.35 zł

    UFO to brytyjski zespół rockowy, powstały w 1969 roku i grający muzykę będącą połączeniem hard rocka w stylu Led Zeppelin i Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu. Jego twórczość wpłynęła na wiele zespołów i muzyków heavymetalowych lat 80.

  • 42.44 zł

    Czy jest jeszcze ktoś, kto choć raz nie słyszał "Somebody That I Used To Know"? Krótka historia oszałamiającej kariery utworu prezentuje się mniej więcej tak - najpierw piosenka wywołała spore zamieszanie na muzycznych blogach, potem był Youtube, gdzie zamieszczony w czerwcu teledysk w...

  • 73.62 zł
    61.11 zł

    Zakir Hussain (ur. 9 marca 1951 w Bombaju) indyjski muzyk, tablista. W latach 1975-1978 występował w grupie Shakti, założonej przez Johna McLaughlina.