rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki

Wybierz z dostępnych produktów

LAMENT SIENY

R. Kotomski

książka

24,72 zł taniej -29%

GRZYBOWSKA 6/10 LAMENT

A. Domańska

książka

30,25 zł taniej -24%

Lament nad Babilonem

W. Holewiński

książka

35,93 zł taniej -27%

Grzybowska 6/10. Lament - mobi, epub

A. Domańska

ebook, multiformat: mobi, epub

25,02 zł taniej -15%

Adam`s Lament

Wykonawca:

Arvo Part

muzyka cd

ECM

58,89 zł taniej -20%

Kotek

A. Lament

książka

6,37 zł

Piesek Wiktorka

A. Lament

książka

6,37 zł

Lato bajkę opowiada

A. Lament

książka

13,73 zł taniej -19%

Lament Intryga Królowej Elfów
ocena: 5, głosów: 1
 

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Lament Intryga Królowej Elfów

Spis treści
Podziękowania................................................................................ 9
Prolog..............................................................................................11
Księga I...........................................................................................15
Rozdział 1. ............................................................................17
Rozdział 2. ............................................................................39
Rozdział 3. ............................................................................51
Rozdział 4. ............................................................................73
Rozdział 5. ............................................................................79
Księga II..........................................................................................91
Rozdział 6. ............................................................................93
Rozdział 7. ......................................................................... 109
Rozdział 8. ......................................................................... 117
Rozdział 9. ......................................................................... 125
Rozdział 10. ...................................................................... 135
Rozdział 11. ...................................................................... 143
Rozdział 12. ...................................................................... 153
Księga III..................................................................................... 165
Rozdział 13. ...................................................................... 167
Rozdział 14. ...................................................................... 181
Rozdział 15. ...................................................................... 199
Księga IV...................................................................................... 233
Rozdział 16. ...................................................................... 235
Rozdział 17. ...................................................................... 257
Rozdział 18. ...................................................................... 269
Rozdział 19. ...................................................................... 277
Księga V....................................................................................... 287
Rozdział 20. ...................................................................... 289
Rozdział 21. ...................................................................... 305
Księga VI..................................................................................... 313
Rozdział 22. ...................................................................... 315

Dzień wstał jasny i nad podziw chłodny. Całą wilgoć i gorąco zmyła nocna ulewa. Siedząc obok Luke’a na miejscu pasażera w jego audi, nie potrafiłam uwierzyć, że wczorajsza burza mogła mnie tak przerazić. Niemożliwe wydało mi się teraz to, że widziałam Luke’a rozmawiającego w ten straszny sposób z kimś niewidzialnym. Albo że piegowaty chłopak mógł naprawdę być w naszym ogrodzie. To było szalone, ale za każdym razem, kiedy Luke znajdował się w pobliżu, nie przejmowałam się zupełnie niczym, co mnie martwiło, kiedy byłam sama. Czyżby miłość? Nie – powiedział zirytowany głos w mojej głowie. To głupota. I nie przejmuj się, to u was rodzinne. Przez godzinę rozmawialiśmy o błahostkach, których potem nie mogłam sobie nawet przypomnieć. Na przykład: dlaczego skrót od imienia William to Bill i dlaczego nie ma psów w paski. Za każdym razem, kiedy wydawało mi się, że skończyły się nam tematy, jedno z nas wymyślało coś kolejnego.
– Bucefał! – Luke nagle klepnął rękami w kierownicę.
– Na zdrowie!
– Mój samochód tak się nazywa – zaśmiał się.
– Twój samochód ma imię?
Uśmiechnął się psotnie jak mały chłopiec. Patrząc pod nogi, gdzie
wykładzina była poplamiona i odwijała się w rogu przy drzwiach,
zapytałam:
– Na cześć wspaniałego rumaka Aleksandra Wielkiego? To trochę
z przekory, co?
– Czyli wiesz, kto to był. Znasz historię. – Białe zęby Luke’a błysnęły
w jasnym słońcu. Dumnym gestem wskazał na deskę rozdzielczą.
– To także nasza historia.
– Twoja i samochodu?
– Tak.
Uniosłam brwi.
– Czyli twierdzisz, że nikt inny na całym świecie nie mógłby nim jeździć? Twój samochód wyrzucał wszystkich na zewnątrz i rozjeżdżał, zostawiając na ich twarzach ślady opon, aż pewnego dnia młody chłopak wspiął się na siedzenie i zmusił go do posłuszeństwa? Jego oczy uśmiechnęły się bardziej niż usta, których tylko jeden kącik był uniesiony do góry.
– Właśnie tak. I odtąd jesteśmy nierozłączni.
Przetrawiłam to, a następnie spojrzałam na wypłowiałą i podrapaną deskę rozdzielczą.
– No, nie wiem… Ja bym może wolała okiełznać maserati, a nie audi.
Teraz roześmiał się szczerze.
– Coż mogę powiedzieć? Los go dla mnie wybrał. Popatrz. –
Wskazał przed siebie.
Dojeżdżaliśmy w końcu do Richmond. Minęliśmy najpierw przedmieścia, potem biurowce i sklepy. Richmond było bardzo jasne. Wszędzie światło odbijało się od białych chodników, lustrzanych ścian,zaparkowanych aut i betonowych progów między czarnymi pasami ruchu. Były też drzewa, ale one wydawały się jakby na przyczepkę, prawie znikały wśród ludzkich budowli. W czasie krótkich pobytów w Richmond nigdy się nim nie zachwycałam, ale teraz czułam, że Luke się rozluźniał, w miarę jak wjeżdżaliśmy w nie coraz głębiej.
– Podoba ci się to miasto – stwierdziłam, zaskoczona, że to nie było pytanie. Wzrok Luke’a przemieszczał się z jednej lśniącej powierzchni na drugą.
– Nie. Podoba mi się, jak działa to miasto. To… wszystko. Nikt by tu nie przetrwał, tylko człowiek… – Wskazał na ogromną wieżę kościelną, majaczącą ponad dachami i drzewami. – I krzyże. Tu wszystko się krzyżuje. Oni tego nie znoszą.
– Oni? – Zmroziło mnie użycie tego zaimka, który normalnie oznacza ludzi. Jakby „oni” do ludzi nie należeli.
Luke spojrzał na mnie z dziwnie beztroskim wyrazem twarzy.
– Ciii... ślicznotko. Zanim znowu zaczniesz grać w zgadywanki, bawmy się dobrze jeszcze przez chwilę.
Audi skręciło w Carytown, nieskończenie długą aleję handlową we wszystkich kolorach tęczy, ze sklepami sprzedającymi mydło i powidło, których nie dało się kupić nigdzie indziej. Pokrążywszy trochę dookoła, Luke znalazł miejsce parkingowe prawie w cieniu.
– Jeśli jesteś głodna, wiem, gdzie można kupić super ciastka francuskie.
– Brzmi nieźle. – Umierałam z głodu. Z podekscytowania nie zjadłam obiadu. Bo jesteś głupia – przypomniał mi głosik w głowie. Kupiliśmy ciastka w małej kawiarni i wyszliśmy na zewnątrz, żeby zjeść je przy kutym żeliwnym stoliku przy ulicy. Luke z rozbawieniem patrzył, jak rozłamuję swoje wielowarstwowe ciastko.
– Co ty właściwie robisz?
– Patrzę, z czego jest zrobione. – Podziobałam gąbczastą warstwę
ciasta widelczykiem i spróbowałam kremu. – Żebym mogła sama spróbować takie zrobić. – Mama mnie tego nauczyła. Wszystko rozbierała na części. Czytała menu jak książki, a potem czarowała w kuchni.
Pokręcił głową.
– Dziwnie wydziwiam? – zapytałam.
– Miałem powiedzieć: cudnie cudujesz.
Chciałam zadać mu wiele pytań-zgadywanek, ale ciastko tak mi smakowało (krem był z orzechów laskowych), że zanim zdążyłam się odezwać, pochłonęłam je całe.
– No, a teraz mów.
– Nie, teraz chodźmy – Luke poprawił mnie i wstał. – Nie sądzę, by ktoś tu był, po prostu lepiej się czuję, kiedy idę.
Wstałam i tak po prostu, naturalnie, pozwoliłam wziąć się za rękę. Zastanawiałam się, czy mój dotyk powodował u niego takie same elektryzujące wrażenia jak dotyk jego dłoni u mnie. Ruszyliśmy po rozświetlonym betonie, po prawej stronie burczały samochody, a z jednego ze sklepów odzieżowych dobiegała muzyka.
– Powiedz mi, jeśli będziesz chciała gdzieś zajrzeć – powiedział
Luke. Tak jakbym chciała chodzić po jakichś tam sklepach…
– Po prostu mów. Powiedz mi w końcu, co tu się dzieje.
Luke patrzył, jak drugą stroną ulicy powoli przejeżdża rowerzysta.
– To moja tajemnica… – Przechylił głowę ponad moim ramieniem i zniżył głos. – Nie mogę wyjawić ci swoich tajemnic.
Minęła chwila, zanim dotarło do mnie, co właśnie powiedział.
Kiedy już zrozumiałam, wyszarpnęłam rękę i stanęłam jak wryta.
– Przywiozłeś mnie tutaj, żeby mi to powiedzieć? – Para idąca drugą stroną ulicy zatrzymała się i popatrzyła na nas. Doszłam do wniosku, że zniżenie głosu jest dobrym pomysłem. – Naprawdę oczekiwałam czegoś więcej. Przynajmniej kłamstw.
Luke wyciągnął do mnie rękę, ale skrzyżowałam ramiona.
– To prawda, nie mogę wyjawić ci wszystkich swoich sekretów.
Ale nie wiem, na ile nie mogę ci ich zdradzać. Możesz zadawać mi pytania i zobaczymy, jak daleko możemy się posunąć – westchnął. Zachmurzyłam się. Jakaś punkowa i jej androginiczny chłopak musieli się przepchnąć obok, by mnie minąć. Zignorowałam przycinki, jakie padły pod naszym adresem i zmrużywszy oczy, spojrzałam na Luke’a.
– Co to znaczy: „nie mogę ci ich zdradzać”? Nie wiesz, ile nie możesz
mi powiedzieć?
Jego twarz błagała o zrozumienie. Bezsilnie poruszył ramionami. W głębi serca wiedziałam, co owija w bawełnę i choć siłą woli umiałam nawet poruszać koniczynki i włączać światło, mój umysł wciąż tego nie akceptował. To zabawne, bowiem od tak dawna chciałam, aby świat stał się bardziej niezwykły. A teraz, kiedy się takim stał, nie mogłam w to uwierzyć.
– Czy chcesz, żebym uwierzyła w magię? – ściszyłam głos.
Luke nie odpowiedział. Ze smutną miną patrzył na mnie swoimi jasnymi oczami.
– Dobra, weź mnie już za tę rękę – wymamrotałam w końcu, wyciągając
do niego dłoń. – Chodźmy.
Od razu ujął moją dłoń i ruszyliśmy dalej. Minęliśmy sklep z używanymi płytami i drugi z antykami, w którego drzwiach stała zbroja rzucająca długi cień.
– Czy możesz mi powiedzieć, skąd się biorą te czterolistne koniczynki?
Luke wzmocnił swój uścisk i przed udzieleniem odpowiedzi rozejrzał się wokół.
– Chcą, żebyś mogła ich widzieć.
– Jakich „ich”?
Nie odpowiedział.
– Fejow?
Jego usta zadrgały z niesmakiem. Przypatrzyłam mu się, próbując znaleźć na jego twarzy jakąś oznakę nieszczerości, ale widziałam jedynie odbicie swojej własnej zachmurzonej miny. Ułożyłam w głowie kilka pytań, których jednak nie wypowiedziałam. W końcu zdobyłam się na najgłupsze z nich:
– Myślałam, że mają skrzydła.
– Niektórzy mają.
– Myślałam, że to małe przyjazne duszki, ktore lubią kwiaty.
– Lubią kwiaty. Lubią wszystko, co ładne. – Spojrzenie Luke’a ogarnęło moją twarz, bez słowa zaliczając mnie tym samym do tej kategorii.
Aż do bólu chciałam mu wierzyć.
– Dlaczego chcą, żebym ich widziała?
– Z tej samej przyczyny, dla której chcą, żeby pozostali ich widzieli.
Żeby dręczyć. Bawić się tobą. Oszołomić. Zamotać…! – prawie odwarknął.
W mojej głowie pojawił się dokładny obraz Piego-Świra. Ej, fajne określenie. Właśnie tak go będę nazywać. Skupiłam się na pozostałych poznanych ostatnio faktach.
– Żelazo ich odstrasza. I krzyże. To dlatego babcia dała mi pierścionek. A ty dałeś mi swój klucz. Ale... psy?
– Psy są ich.
– Moj pies?
Luke spojrzał na mnie znacząco. Zamrugałam. Co chciał mi powiedzieć? Że od niemowlęcia byłam pod obserwacją? Nasz Rye ganiający za wiewiórkami był ogarem fejow?
– Ale widziałam je… – zająknęłam się – to znaczy: te psy. Wtedy nie miałam przy sobie koniczynki.
– Uczysz się. – Głos Luke’a był bez wyrazu. – Niektorzy ludzie potrzebują koniczyny tylko przez jakiś czas, zanim nauczą się dzięki niej widzieć. Pewnie do nich należysz. Czyli miało być coraz gorzej? Cień w kącie pokoju? Piego-Świr? Nic dziwnego, że Luke, kiedy tylko mógł, zabierał mi koniczynki. Przypomniałam sobie coś jeszcze.
– A dlaczego Babi tak dziwnie się wobec ciebie zachowywała?
Wargi Luke’a drgnęły. Choć patrzyłam na niego, nie odwzajemnił spojrzenia. W końcu się odezwał:
– Sądzę, że wzięła mnie za kogoś innego.
W sumie nie wiedziałam dlaczego, ale nie byłam zadowolona z tej odpowiedzi. Przez dłuższy czas szliśmy w ciszy. W końcu asfalt ustąpił miejsca brukowi, a beton cegłom. Nad wybrukowaną ulicą rozpościerały się korony drzew, a po obu stronach zwężającego się zaułku wyrastały piękne, stare kamienice. Zielony baldachim nad naszymi głowami tworzył zasłonę przed późnopopołudniowym słońcem. Z każdym krokiem i każdym słowem wkraczaliśmy w dziwny i tajemniczy świat.
– Czemu chcą właśnie mnie? – zapytałam w końcu.
Z niespodziewaną gwałtownością Luke zatrzymał się i wciągnął mnie w małą, ceglaną niszę. Zrobił to tak szybko, że dreszcz powstały wskutek jego dotyku dotarł do mnie o kilka sekund za późno.
– A kto by nie chciał? – powiedział prawie niedosłyszalnie wprost
do mojego ucha. Jego usta, niemal doprowadzając mnie do szaleństwa, powoli zakreśliły linię wzdłuż mojej szyi, by pocałować mnie w ramię. Chociaż wargi miał gorące jak schowane za drzewami letnie słońce, zadrżałam i zamknęłam oczy. Moje ręce uwięzły między nami – i tak nie wiedziałabym, co mam z nimi zrobić. Pocałował mnie jeszcze raz w szyję, tym razem wyżej. Odepchnęłam go, przypierając do ściany. Szukałam w głowie jakiejś logicznej myśli, racjonalnej łodzi ratunkowej, zanim porwie mnie chęć pocałowania go.
– Spotkaliśmy się zaledwie kilka dni temu. Nie znamy się.
Luke opuścił ręce.
– A ile czasu zajmuje poznanie kogoś?
Nie wiedziałam.
– Miesiąc? Kilka miesięcy? – Durnie brzmiało to obliczanie, zwłaszcza w momencie, kiedy nie mogłam polegać na swoim myśleniu. Nie mogłam jednak tak po prostu całować kogoś, o kim nic nie wiedziałam. To kłóciło się ze wszystkim, co mi od dziecka mówiono. Dlaczego więc tak trudno było powiedzieć „nie”? Trzymał w swojej dłoni moje palce i bawił się nimi.
– Poczekam. – Wyglądał niesamowicie dobrze w półcieniu pod drzewami. Jego oczy niemal świeciły w porównaniu z pogrążoną w cieniu skorą. Czekanie nie miało sensu.
– Nie chcę, żebyś czekał – wyszeptałam. Zanim dokończyłam ostatnie słowo, jego wargi już były na moich, a ja topniałam w jego pocałunku. Moje ręce – nie wiem, jak mogłam się nimi wcześniej przejmować – wczepiły się w jego koszulkę, kostki palców wpiłam w jego szczupłe ciało. Jego ramiona ciasno oplotły moją szyję i plecy, zupełnie jakby chciał mnie podtrzymać, gdybym próbowała zemdleć. Odsunął się w końcu, opuszczając ręce w dół, by złapać mnie za palce.
– Nikt chyba nie pachnie tak pięknie jak ty. Nie dostaną cię. Ja ciebie chcę.
Zagryzłam wargę.
– Chyba muszę ci coś pokazać. Ale dla bezpieczeństwa będziesz musiał zaprowadzić mnie do jakiegoś kościoła.

W słabym świetle popołudnia kościół był wyludniony, ciemny, pachnący kadzidłem i tajemnicą. Zanurzyłam palce w wodzie święconej i odruchowo się przeżegnałam. Następnie poprowadziłam Luke’a między rzędami ławek.
– Co chcesz mi pokazać? – W kościele jego głos był poważny i nikły, tłumiony przez chodnik pod naszymi nogami. Nie wiedziałam, jak to zaprezentować, ale miałam świadomość, że musi się dowiedzieć o mojej umiejętności telekinezy. Może to właśnie dlatego tak interesowałam fejow? Przemieszczając się bezdźwięcznie, doprowadziłam go na środek kościoła. Tam przyszedł mi do głowy pomysł. Urwałam pączek róży z kompozycji kwiatowej na schodach przy ołtarzu.
Gdy odwróciłam się do Luke’a, zobaczyłam, że ze smutkiem w oczach patrzy na krucyfiks wiszący w głównej nawie. Opuścił wzrok na moją twarz, a potem na pąk, który trzymałam. Stał naprzeciwko mnie, jakby to była jakaś samotna ceremonia ślubna.
– Pamiętasz, co powiedziałeś mi w czasie konkursu? – spytałam.
– Nie – wydusił z zamkniętymi oczami.
Naciskałam dalej:
– O tym, że niektórzy ludzie potrafią zrobić wszystko?
Odwrócił twarz.
– Chciałem tylko, żebyś się skupiła na czym innym. Nie chciałem,
żebyś zwymiotowała. Podziałało, pamiętasz?
– Nie kłam – syknęłam. – Wiedziałeś. Nie wiem, w jaki sposób, ale
wiedziałeś. Że należę do tych ludzi. Może nie?
Ciągle odwrócony, opuścił głowę i przycisnął pięść do czoła.
– Nie. Nie należysz. Powiedz, że nie.
Światło świec wokół stop Maryi padało na jego policzek, pozostawiając resztę twarzy w cieniu.
– Nie mogę powiedzieć, że nie. Należę. Popatrz! – Wysunęłam w jego stronę pączek roży w obu dłoniach. Zwrócił się ku mnie z niewesołą twarzą. Po sekundzie płatki rozwinęły się jeden po drugim, aż w końcu kwiat zrobił się na tyle duży, że dotykał wszystkich moich palców. Patrzyłam na aksamitne, żółte płatki, wtulone w moje dłonie. Następnie spojrzałam na niego. Luke założył rękę na rękę.
– Robi wrażenie – powiedział cicho.
Nie zrozumiałam jego reakcji.
– Ale przecież już wiedziałeś, że potrafię takie rzeczy? W przeciwnym razie tak byś nie powiedział…
Odwrócił się znowu, przygarbiony.
– Możesz dać mi chwilkę?
Zrobiłam coś nie tak. Trzeba było mu tego nie pokazywać. Ale przecież on już wcześniej wiedział… Co ja takiego zrobiłam? Szybko wycofałam się przejściem wzdłuż nawy i przepchnęłam przez podwójne drzwi do przedsionka. Otarłam jedno mokre oko. Przez dłuższą chwilę stałam w ciemnawym pomieszczeniu, patrząc tępo na tablicę ogłoszeniową z wywieszonymi ulotkami na temat kiermaszu pieczywa i klubu biblijnego.
Potem usłyszałam, jak krzyczy.
– Niech cię cholera!!! Dlaczego???
Spojrzałam przez przezroczyste szybki w drzwiach przedsionka, aby sprawdzić, czy rozmawia z jakimś prawie niewidzialnym fejem. Ale dla moich oczu byli tam tylko Luke i Bóg.

W drodze powrotnej nie rozmawialiśmy o róży. Przez długi czas patrzyłam przez okno na widmo księżyca wiszącego ponad czarnymi sylwetkami drzew, podczas gdy obok na szosie migały pasy. Coś w wyglądzie księżyca, odwiecznego i zagadkowego, przypominało, jakie uczucie towarzyszyło mi, kiedy jedną myślą rozchylałam płatki róży. Nagle Luke zjechał gwałtownie z drogi szybkiego ruchu w ledwie widoczną boczną drogę ziemną. Zaciągnął hamulec ręczny i wlepił wzrok w świecącą na desce rozdzielczej tarczę zegara.
– Jesteś na mnie zła?
Zaskoczona tym pytaniem popatrzyłam na niego. Jego twarz, oświetlona przez lampki na pulpicie, była zielona i spiczasta. Dostrzegłam na niej autentyczny wyraz troski.
– Dlaczego miałabym być na ciebie zła?
– Zamilkłaś. Tylko po tym mogłem wcześniej poznać, że byłaś wkurzona, więc rozumiem, że zrobiłem coś, co cię wytrąciło z równowagi.
–To ty zupełnie przestałeś się odzywać. Myślałam, że to ty jesteś na mnie zły za... – Ugryzłam się w język. Nie wiedziałam, czy wypada wspominać o kościele, czy nie.
Luke westchnął i zrobił nieokreślony gest.
– To jest dla mnie po prostu obce terytorium.
– Co?
– Ty. – Z zakłopotaniem wzruszył ramionami. – Nie wiem, co robić.
– Z czym?
– Z tobą.
– W kontekście tego, co się stało w koś…
Przerwał mi szybko:
– Nie. Tylko z tobą. Z tobą, przy tobie. Ciągle czekam, aż mi powiesz, żebym zostawił cię w spokoju. Że mi powiesz, że jestem podejrzany.
Wskazałam na niego palcem.
– Właśnie dlatego nie kazałam ci zostawić mnie w spokoju.
– Co… Czemu?
– Bo ciągle powtarzasz mi, że jesteś dziwny. Naprawdę szemrani ludzie nie mówią, że są podejrzani.
– Poza tym rzuciłem się na ciebie w zaułku. To jest szemrane zachowanie. A więc to o to chodziło… O pocałunek. To urocze, że się przejmował.
Roześmiałam się.
– Nie rzuciłeś się na mnie. I to nawet nie był zaułek.
– Tak, ale nie zapytałem.
Nie byłam na bieżąco z zasadami randkowania, ale nie wydawało mi się, żeby ktokolwiek pytał dziewczynę, czy może ją pocałować. Takie rzeczy działy się tylko w filmach.
– Oddałam ci pocałunek.
Spojrzał na mnie z ukosa.
– Nie chcę posunąć się za daleko, zrobić czegoś niewłaściwego i wpakować się w kłopoty.
Cholera, to brzmiało znajomo.
– Luke, nie jestem na ciebie zła. I… – Musiałam odwrócić głowę, mówiąc te słowa, i oczywiście spiekłam raka. – Nie wpakujesz się w kłopoty. Albo… Może ja lubię takie kłopoty, w jakie mógłbyś się wpakować… Po chwili już żałowałam, że to powiedziałam. Może pomyśli sobie, że jestem łatwa? Może posunie się za daleko? Może nie zrozumiał, co miałam na myśli? Może... Uśmiechnął się półgębkiem, niezbyt radośnie i wyciągnął rękę na szerokość samochodu, by pogładzić mnie po podbródku. Miałam ochotę zamknąć oczy i przylgnąć do jego dłoni, zapomnieć o wszystkim, co czyniło mnie Deirdre.
– Jesteś jak dziecko. Nie masz pojęcia, w jakie tarapaty mogę się
wpakować.
Zjeżyłam się, odsuwając twarz od jego ręki.
– A to co miało znaczyć?
– Nie mówiłem tego w sensie… Oj, znowu się na mnie wściekasz.
Zmierzyłam go lodowatym wzrokiem.
– No co ty? Nazwałeś mnie dzieckiem.
– To był komplement, naprawdę. – Luke z wyrazem frustracji osunął
się na siedzeniu.
– A to niby jak?
– Bo przy tobie zapominam, jaka jesteś młoda – próbował wyjaśnić, odwracając oczy od mojego bazyliszkowego wzroku. – Jesteś po prostu… Jesteś taka podobna do mnie. Wiesz, przyjmujesz wszystko tak, jakby już od stu lat było ci znane. Wyraz twoich oczu, kiedy grasz... Po prostu zapominam, że masz dopiero szesnaście lat.
– Czy nie zapominasz przypadkiem o sformułowaniach w rodzaju „zjawiskowa” i „szalenie inteligentna”, kiedy prawisz nierealistyczne komplementy? – Miło byłoby mu uwierzyć, ale mój umysł nie mógł jakoś dopasować mnie – wyjątkowo niewidzialnej – do mnie – wyjątkowo atrakcyjnej.
– Mowię poważnie. Chociaż jesteś zjawiskowa – jego głos brzmiał
szczerze.
Pokręciłam głową.
– Zjawiskowa jest Eleanor. Ja wiem, jaka jestem, na pewno nie zjawiskowa.
I nie przeszkadza mi to.
Na wspomnienie Eleanor dziwny wyraz zamajaczył na jego twarzy.
– Nie. Eleanor to co innego. Ty jesteś piękna. Zwłaszcza kiedy patrzysz na mnie z miną, która mówi: „Ale z niego zadufany palant”. Tak. Piękna. Patrzyłam na swoje ręce. Światełko samochodowego radia oświetlało je dziwnym kolorem, przez co sprawiały wrażenie, jakby świeciły od środka.
– Powtórz to – powiedziałam cichutko.
Ale on nie powtórzył. Zamiast tego stwierdził:
– Jesteś inna. – W jego wydaniu zabrzmiało to jak największy komplement na świecie. „Inna” jak nowy gatunek motyla, a nie jak określenie dziewczyny ubranej w sweter, gdy wszyscy pozostali mają na sobie bluzeczki bez rękawów. Usłyszałam, jak Luke przemieszcza się na swoim siedzeniu, aby popatrzeć w ciemność przez przednią szybę samochodu.
– Jesteś taka jak ja. Przyglądamy się temu światu, prawda? Nie uczestniczymy w nim.
Ale ja nie byłam jedynie obserwatorką tego świata – małej planety zamkniętej w jego samochodzie. Byłam niezastąpioną częścią tego świata, pachnącego letnim zapachem Luke’a. Nie wiedziałam, czy bardziej chce mi się teraz wybuchnąć płaczem, czy uśmiechnąć się najszerzej, jak umiem.
– Dee – powiedział łagodnie Luke – odpłynęłaś myślami. Czy
mogę wiedzieć gdzie?
– Tutaj. – Wzrokiem wskazałam na niego.
Pokręcił głową.
– Wyobrażałam sobie swoje życie jako samodzielną planetę. – Uśmiechnęłam się wstydliwie. Luke pociągnął palcem po kierownicy, kreśląc koło, które nie miało końca.
– Z bardzo atrakcyjnymi kosmitami. Sięgnął ręką i delikatnie zakreślił ten sam krąg na wierzchu mojej dłoni. Dostałam gęsiej skorki na całej długości ramienia.
– Ciągle jesteś na mnie wkurzona? – zabrzmiał jego cichy, monotonny, pozbawiony emocji głos.
Leciutko jak piórkiem przesunął palcem po moim ramieniu aż do barku. Przymknęłam oczy. To łaskotało w sposób, który sprawiał, że czułam motyle w brzuchu, a mój oddech ustawał. Pochylił się ponad dźwignią biegów i równie delikatnie pocałował mnie w usta. Zamknęłam oczy, pozwoliłam mu pocałować się jeszcze raz i objąć szyję dłonią, podczas gdy druga jego ręka opierała się o fotel. Jakieś auto przejechało wielopasmówką i przez zamknięte powieki dostrzegłam błysk świateł.
– Chcesz, żebym przestał?
Pokręciłam głową. Pocałował mnie raz jeszcze, gryząc lekko moją dolną wargę. Odleciałam na wysokość, która zupełnie mnie zaskoczyła. Nagle, irracjonalnie, pomyślałam sobie: A więc to są pieszczoty? Nie wiedziałam nawet, czy robię to właściwie. Nie ślinię się za bardzo? Czy jemu się to podoba? I co, do diabła, mam zrobić z językiem? Jednak część mnie była wolna od niepewności i ta właśnie część błagała, bym go dotykała i by on dotykał mnie. Kolejny raz poczułam, jakbym opuściła ciało, siedziała na tylnym siedzeniu i patrzyła, jak Luke i ja się całujemy. Widziałam, jak światło pada na moją twarz, gdy wyciągam podbródek, aby moje usta dosięgły jego ust. Widziałam, jak ostrożnie przeciąga językiem między moimi wargami. Spoza własnego ciała patrzyłam, jak nachylam się ku jego dłoni, przyciśniętej do mojego boku, gładzącej fałdki mojej bluzki. Słuchałam, jak mój oddech staje się nierówny, jego oczy przybliżają się, dłoń ląduje na udzie, pytając, czy może posunąć się dalej, w miejsca, których jeszcze nie zbadałam. Zamarłam i Luke cofnął się szybko na swoje miejsce. Spojrzał gniewnie na dłoń, jakby ręka była mu nieposłuszna.
– Przepraszam.
Chciałam powiedzieć, że nie szkodzi, ale nie miałam pewności, czy tak faktycznie było. Nie wiedziałam, czego chcę. Zdobyłam się na słabe: „w porządku”, chociaż to nie było to, co chciałam powiedzieć.
– Przepraszam – powtórzył – nie zamierzałem wcale... – Na chwilę zamknął oczy, potem znowu je otworzył. Zwolnił hamulec ręczny. Moja noga płonęła w miejscu, w ktorym jej dotknął. Wciąż czułam pożądanie w jego dotyku i nie umiałam powstrzymać drżenia. Chciałam, żeby znowu mnie pocałował. Ale chciałam też, żebyśmy ruszyli w drogę – po to, bym przestała pragnąć jego pocałunków. Luke wjechał z powrotem na wielopasmówkę. Nie patrząc na mnie, przełknął ślinę. W słabej poświacie wyglądał na odległego i obcego. Sięgnęłam ręką, by ponad dźwignią biegów dotknąć jego dłoni. Nie odrywając oczu od drogi, mocno spletliśmy palce.


Tę noc spędziłam na kanapie. Myśl o dzieleniu pokoju z jakimś dziwactwem bez twarzy jakoś do mnie nie przemawiała. Choć wiedziałam, że równie dobrze może pojawić się na dole w dużym pokoju, zdecydowanie lepiej zasypiało mi się na kanapie. Obudziłam się cała w skowronkach. Wczoraj oszołomiła mnie rozmowa w kościele i koncepcja prześladujących mnie fejow, ale dziś rano, wypoczęta, w bladym świetle prześwitującym przez białe, delikatne zasłony, czułam się jak młody bóg. Całe zło wydawało się bardzo odległe, a w wyobraźni odtwarzałam w kółko sceny pocałunków. Usłyszałam jakiś ruch na gorze i tupanie w pokoju rodziców. Mama nie spała. Widziałam wyraz jej twarzy, kiedy wczoraj Luke podwiózł mnie o jedenastej i przepraszał, że trzymał mnie tak długo. Nie miałam teraz ochoty na tę rozmowę. W zasadzie to wcale nie miałam na nią ochoty.
– Rye? – szepnęłam. Popatrzył na mnie ze swojego miejsca przy kanapie. – Spacer?
Podskoczył i radośnie pomachał ogonem. Poszłam za nim do kuchni, przecierając zaspane oczy i zbierając włosy w przykrotki kucyk. Włożyłam dżinsy znalezione w pralni i podwinęłam nogawki, żeby nie zamoczyć ich w mokrej trawie. Wyszłam na zewnątrz, w światło poranka.
Moj Boże, jakie piękne było tego dnia słońce! Światło spływało poprzez wczesnoporanną mgiełkę. Było wciąż chłodno – rosa wisiała na pajęczynach, powietrze pachniało świeżo skoszoną trawą. Wszystko było piękne. Pocałował mnie. Pocałował mnie. Nieświadomy ognia, ktory we mnie płonął, Rye przepchnął się przede mną w drzwiach i z podniesionym białym ogonem zaczął szperać we wciąż mokrej trawie. Nie tędy, psie fejow. Idziemy tam. Wzdłuż ulicy. Zatrzymał się i nastroszył uszy, zupełnie jakbym odezwała się do niego na głos. Następnie zatoczył krąg i podreptał w kierunku ulicy. Przystanął, czekając na mnie.
Super. Wszystko było super. Mogłam wołać Rye’a myślami, a Luke mnie pocałował. Razem z psem wyszłam na ulicę. Trzymaliśmy się na uboczu, chociaż o tej porze dnia wątpliwe było, że spotkamy jakieś samochody.
Na asfalcie moje bose stopy nie wydawały żadnego dźwięku. Poprowadziłam Rye’a w cichszą uliczkę obok naszego domu i razem poszliśmy samym jej środkiem, patrząc, jak po prawej stronie znad pastwiska dla krów unosi się mgła. Zwolniłam zafascynowana widokiem białego królika, który też na mnie patrzył. Jego nieskazitelnie śnieżne uszy sterczały nieruchomo. Nie licząc królika, byłam sam na sam z Rye’em i swoimi myślami. A więc Rye był ogarem fejow. A fejowie chcieli mnie porwać. To było coś w rodzaju pochlebstwa. Miło być zauważonym. Jaka w tym wszystkim była rola Luke’a? Skąd on w ogóle wiedział o fejach? Czy jego też usiłowali porwać? Dlaczego Babi zwracała się do niego w ten sposób? To nie złość w jej głosie była najbardziej zastanawiająca, lecz znajomość. Trochę podobnie na widok Luke’a zareagował pan Hill, prowadzący szkolną orkiestrę, ktory jakby rozpoznał go w czasie konkursu. Moj umysł delikatnie odszedł od tematu. Przypomniałam sobie, jak mało wiedziałam o Luke’u i to wcięło się ostrą rysą w moją poranną wesołość. Byłam świadoma, że powinno mnie interesować, kim jest i co robi, kiedy nie jest ze mną, ale wcale nie chciałam tego sprawdzać. Wolałam iść na łatwiznę. W głębi duszy wiedziałam, że nie był uczniem liceum. Ale co złego w tym, że właśnie to mi się w nim podobało? Rye zawarczał przy moim boku i cofnął się. Podążyłam za jego wzrokiem. Przed nami, w niewykorzystanej zatoczce, stało zaparkowane znajome, zdezelowane audi. Serce podskoczyło mi w piersi. To Luke! Moj umysł sekundę później wyrzucił pytanie: Co on tu robi? Podkradłam się powoli do samochodu. W środku, na siedzeniu pasażera, zobaczyłam Luke’a z rękami założonymi za głową i zamkniętymi oczami. Sen starł wszelką troskę z jego ostrych rysów i sprawił, że wyglądał prawie tak młodo i świeżo, że mógłby uchodzić za licealistę. Na jego uniesionym ramieniu, na wysokości bicepsa, widniała złota, kuta obręcz, częściowo zasłonięta przez rękaw koszulki. Nie wiedziałam, czemu wcześniej jej nie zauważyłam. Spojrzałam w doł. Drzwiczki po jego stronie były otwarte. Kiedy pociągnęłam za klamkę od strony pasażera, Luke natychmiast się zerwał i błyskawicznie opuścił rękę ku kostce nogi.
– Nie zostawiaj drzwi otwartych – poradziłam mu. – Nigdy nie wiadomo, jakie typy mogą się wedrzeć do samochodu. Mrugając, patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, po czym odsunął rękę od łydki. Zamknął oczy i opuścił głowę z powrotem na zagłówek. Zatrzasnęłam za sobą drzwiczki, widząc, jak Rye gapi się drapieżnie
na Luke’a, a potem cofa się na pobocze.
– Ja też nie spałam w swoim pokoju.
Nie otworzył oczu.
– Trudno jest spać, kiedy wiesz, że ktoś cię obserwuje, prawda?
Chciałam go zapytać, dlaczego go obserwują, lecz obawiałam się, że mi nie odpowie. Chciałam też zapytać, czemu śpi w samochodzie rzut kamieniem od mojego domu, ale bałam się, że mi odpowie. Pomyślałam o tym, jak sięgnął ręką do kostki, tak jakby miał coś pod nogawką. Coś o wiele bardziej zabójczego niż złota obręcz skrywana pod rękawem podkoszulka. W ciszy, jaka zapanowała, mój umysł zalała fala wątpliwości. Ale chwilę potem otworzył swoje bladoniebieskie oczy i patrząc na mnie, uśmiechnął się – a wątpliwości rozwiały się jak nić babiego lata.
– Jesteś miłym widokiem zaraz po przebudzeniu.
Skowronki wróciły chmarą, jakby nigdy nie miały zamiaru odlatywać. Uśmiechnęłam się szeroko.
– Wiem. – Dlaczego, kiedy byłam z nim, stawałam się tą dziwną, lekką istotą?
Luke roześmiał się.
– To zaśpiewaj mi coś, miły widoku.
Całkowicie bezwstydnie na melodię „Przystojnego chłopca okrętowego” zaśpiewałam zmyśloną piosenkę o chodzeniu na bosaka i obcych facetach śpiących w samochodach. Widząc, jak jego twarz się rozpromienia, dodałam jeszcze linijkę o niebezpieczeństwach związanych z pastwiskami i mężczyznami, którzy przebywają w ich pobliżu. „Zaczaruj” świetnie zrymowało mi się z „gnój”.
– Masz dobry nastrój. – Usiadł prosto i przesunął dłońmi po włosach,
patrząc w lusterko wsteczne. – Wstydzę się. Widzisz mnie bez
makijażu.
Teraz była moja kolej na śmiech.
– Wyglądasz strasznie. Nie wiem, jak możesz znieść swój widok
co rano. – Ostrożnie uniosłam palcami skraj rękawka jego koszulki, odsłaniając złotą obręcz z wykutymi na niej licznymi arabeskami.
– Tego jeszcze nie widziałam.
– Zawsze ją miałem. – Jego głos był dziwnie pozbawiony życia.
Spojrzał w bok przez okno.
Dotknęłam jej, pocierając palcem po ornamentach. Zauważyłam, że jego skora ponad krawędzią bransolety była zabliźniona, a mięśnie ramienia tworzyły ponad nią wypukłość: torques był w tym miejscu od dawna. Przyglądałam się nieco dłużej, niż wypadało, szukając pretekstu, by pogłaskać palcem jego skórę. Kiedy się tak wpatrywałam, zauważyłam coś jeszcze: blade, lśniące ślady biegnące równolegle do torquesu. Blizny. W wyobraźni odtworzyłam tuzin szram ciągnących się wzdłuż całego ramienia. Ran, które cięły biceps na pasy, podtrzymywane jedynie przez ten właśnie torques.
Przesunęłam palcem po jednej z blizn, kreśląc linię w stronę łokcia.
– Co to?
Luke spojrzał na mnie i odpowiedział pytaniem na pytanie.
– Masz wciąż moją tajemnicę?
Przez moment nie wiedziałam, o co mu chodzi, ale po chwili wskazałam łańcuszek na szyi. Uniosłam go, by pokazać kluczyk.
– Jedną mam. Mogę dostać jeszcze jedną?
Jego usta ułożyły się w uśmiech.
– Pewnie. Wciąż mnie fascynujesz.
– To nie tajemnica.
– Może nie, ale wziąwszy wszystko pod uwagę, jest to niezmiernie zadziwiające.
Wydęłam wargi.
Nie mogę wziąć wszystkiego pod uwagę, skoro prawie nic nie wiem.
– Nie nadymaj się. Zaśpiewaj mi jeszcze piosenkę. Prawdziwą.
Coś, przy czym ludzie płaczą. Zaśpiewałam mu „Fear a’Bhata” – „Samotnego żeglarza”. Wyszło mi smutniej i piękniej niż kiedykolwiek, bo śpiewałam dla niego. Nigdy wcześniej nie chciałam śpiewać dla kogoś. Czy tak właśnie czuła się Delia za każdym razem, kiedy wchodziła na scenę? Luke zamknął oczy.
– Zakochałem się w twoim głosie – westchnął. – Jesteś jak syrena.
Zwodzisz mnie w niebezpieczne miejsca. Nie przestawaj. Zaśpiewaj mi coś jeszcze.
Chciałam prowadzić go w niebezpieczne miejsca, o ile tylko była tam rola dla mnie. Zamknęłam więc oczy i zaśpiewałam „Sally Gardens”. W samochodzie akustyka nie jest najlepsza, ale chciałam, żeby zabrzmiało pięknie. I właśnie tak było. Nie wydaje mi się, abym kiedykolwiek zaśpiewała to lepiej. Na mgnienie przed tym, jak jego oddech musnął moją szyję, poczułam jego bliskość. Zaskoczyła mnie fala emocji, która przeszyła mnie od razu, gdy tylko jego usta przylgnęły do mojej skory. Strach. Tylko przez sekundę, niemniej jednak się pojawił. Moje zdradliwe ciało wzdrygnęło się. Otworzyłam oczy, a Luke się odsunął.
– Straszę cię? – zapytał.
Dziwnie to ujął. Zamiast „przestraszyłem cię?”, spytał, czy mnie straszy. Zmrużyłam oczy, próbując rozszyfrować jego twarz. Bardzo wyraźnie czułam, że w jego oczach odnajdę swoje własne odbicie. Także coś z mojej obsesji muzycznej, walki o kontrolę nad własnym życiem. Nie byłam pewna dlaczego, ale po prostu czułam w głębi, że to, co sprawiało, że byłam sobą, powodowało też, że sobą był również Luke. Odpowiedziałam mu pytaniem.
– A powinieneś?
Uśmiechnął się delikatnie.
– Wiedziałem, że jesteś mądra. – Nagle jego uśmiech zniknął. Patrzył
na coś przez moje ramię. Odwróciłam się. Koło samochodu siedział bielusieńki królik i nieruchomo wpatrywał się w nas czarnymi oczami. Żołądek podszedł mi do gardła. Luke dokładnie mu się przyjrzał, a następnie rozkazał mi niskim, napiętym głosem:
– Lepiej idź.
Iść?
– A co z…?
– Co z czym? – zapytał bez wyrazu.
Spojrzałam na królika, a potem odezwałam się chłodno:
– Z niczym. Masz rację. Zresztą mam dzisiaj występ. Mama mi
głowę urwie, jeśli zaraz nie wrócę.
Położyłam rękę na klamce gotowa wysiąść, ale Luke szybko dotknął mojej drugiej dłoni, spoczywającej jeszcze na siedzeniu. Zrozumiałam. Żeby królik nie widział. Wysiadłam i zamknęłam za sobą drzwiczki. Królik pokicał powoli w zarośla, jakby to miało mnie przekonać, że był zwykłym królikiem, a nie magicznym zabójczym królikiem podglądaczem. Rye przydreptał z drugiej strony i dołączył do mnie, nie spojrzawszy nawet w kierunku miejsca, gdzie zniknął królik. Ja także pomaszerowałam w dół ulicy, nie oglądając się za siebie. Przeszłam kilkadziesiąt metrów i mogłabym przysiąc, że usłyszałam, jak otwierają się i zamykają drzwi samochodu. Obejrzałam się ukradkiem, potrząsając głową i udając, że odpędzam komara. Oczywiście auto było puste.
Gdzie on się podział?
Skup się. Te twoje telekinetyczne zdolności muszą się na coś przydać.
Wytężyłam słuch. Nic. Tylko monotonne ćwierkanie kardynałów w koronach drzew. Trudno było się skupić na czymś tak mało wyrazistym jak odgłosy. Potrzebowałam czegoś konkretnego. Wyobraziłam sobie Luke’a trzymającego telefon, dzwoniącego do mnie, a potem zapominającego się rozłączyć. Wyobraziłam sobie szelest ściółki, po której Luke ściga królika, szmer jego oddechu. Jego niski i oddalony głos.
– Czy kiedykolwiek wcześniej zawiodłem?
– Nigdy nie zajęło ci to tyle czasu. – Inny głos, ordynarny i szorstki, dziwnie brzmiący, jednocześnie mnogi i pojedynczy.
– Mam swoje powody, by się nie spieszyć.
– Pieprzyć ją. Miej to z głowy. – Pojedynczy głos, którego było tak wiele, zabrzmiał pogardliwie.
Nastąpiła o sekundę za długa przerwa, a potem Luke się roześmiał.
– Jasne. To takie oczywiste, co?
– Po prostu ją przeleć. Skończ to. – Kamienny głos wcale się nie śmiał. – Nie mogę dłużej czekać. – Tym razem nie było przerwy.
Zerwałam się do biegu, klapiąc po chodniku bosymi stopami. Nie chciałam już więcej słuchać. Telefon w mojej wyobraźni zapiszczał i rozmowa się rozłączyła. Kłamał. Kłamał kamiennemu głosowi. Kłamał. Skoro powiedziałam to trzykrotnie, to musiała być prawda.

Lament
Intryga Królowej Elfów (miękka)

książka

Wydawnictwo: Illuminatio

Oprawa: miękka

Ilość stron: 320

Dostępność: niedostępny

Nasza cena: 25,36

Cena detaliczna: 29,83

U nas taniej o 15%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń

Przy zakupie 5 egz.
Cena hurtowa:

23,86

Powrót GRATIS! Do każdego zamówienia zakładka mola książkowego!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (8)

Lament, Intryga Królowej Elfów - opis produktu:

Utalentowaną szesnastoletnią harfistkę, Deirdre Monghan, która regularnie grywa na konkursach i różnych imprezach, dręczy niepokojący rodzaj tremy przed publicznymi występami. Ataki strachu paraliżują ją do tego stopnia, że czas tuż przed występem spędza najczęściej w toalecie.

Prawda, że to kiepski sposób na rozpoczęcie romansu? A jednak?
Kiedy Deirdre przed jednym z festiwali ponownie nie może opanować swego lęku, z pomocą przychodzi jej tajemniczy chłopak Luke Dillon. Niespodziewanie Luke proponuje jej występ na scenie w duecie razem z nim. Od tego momentu w życiu Deirdre zaczyna pojawiać się czterolistna koniczyna, a ona sama rozwija niezwykłe zdolności, o których wcześniej nie miała pojęcia. Spotyka też dziwacznych ludzi, którzy wydają się pochodzić s z innego świata.

Jej najlepszy przyjaciel James, jej ukochana babcia oraz mama są się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, ponieważ Deirdre znalazła się na celowniku królowej pewnej magicznej krainy. Okazuje się, że Luke został przez nią wynajęty, aby zabić Deirdre, ale zamiast tego zakochał się w niej bez pamięci.

A Deidre? Ta nieśmiała dziewczyna odkrywa w końcu, że jako jedna z niewielu ma dar widzenia mieszkańców tajemniczej krainy.

Ta piękna i niebanalna opowieść, będąca debiutem pisarskim autorki, oddaje wiernie obraz celtyckiej baśni, którą przedstawiono w uwspółcześnionej wersji.

Lament, Intryga Królowej Elfów - wybrana recenzja:

www.przychylnym-okiem.blog.onet.pl 21/05/2014
recenzja dotyczy produktu: Książki

Szesnastoletnia Deirdre Monaghan jest niezwykle uzdolnioną harfistką, ale kiepsko znosi wystąpienia publiczne. Gdy po raz kolejny przeżywa tremę przed występem, z pomocą przychodzi jej tajemniczy chłopak, którego spotkała we śnie. Od tej pory wokół niej zaczynają się dziać dziwne i niepokojące... (czytaj dalej)

Lament, Intryga Królowej Elfów - szczegółowe informacje:

Dział: Książki
Wydawnictwo: Illuminatio
Oprawa:miękka
Okładka:miękka
Wymiary:145x205
Ilość stron:320
ISBN:978-83-624-7606-0
Wprowadzono: 05.03.2011
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Lament, Intryga Królowej Elfów - recenzje klientów

21/05/2014
recenzja dotyczy produktu: Książka

Szesnastoletnia Deirdre Monaghan jest niezwykle uzdolnioną harfistką, ale kiepsko znosi wystąpienia publiczne. Gdy po raz kolejny przeżywa tremę przed występem, z pomocą przychodzi jej tajemniczy chłopak, którego spotkała we śnie. Od tej pory wokół niej zaczynają się dziać dziwne i niepokojące rzeczy, gdyż staje się przedmiotem zainteresowania fejów oraz samej Królowej Elfów. Dziewczyna nie potrafi jednak powstrzymać pogłębiającej się fascynacji nowo poznanym Lukiem, mimo iż ten skrywa przed nią mroczne sekrety.
?Lament. Intryga Królowej Elfów? to debiutanckie dzieło Maggie Stiefvater, jak również moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. Nie miałam okazji często sięgać po pozycje, w których pojawiała się tematyka elfów, dlatego właśnie postanowiłam zapoznać się z tą książką. I choć nie spodziewałam się wiele, to zostałam mile zaskoczona. To, co mnie najbardziej urzekło to cudowny, działający na wyobraźnię klimat oraz niebanalnie wykorzystany motyw fejów. Autorka posługuje się lekkim, zrozumiałym stylem i wyraźnie widać, że potrafi zrobić dobry użytek ze swojej wyobraźni. Największą zaletą tej pozycji jest zdecydowanie elfi świat, który Maggie Stiefvater zaprezentowała w barwny i fascynujący sposób. Nieco gorzej wypada kreacja bohaterów, zwłaszcza głównych, którzy nie wzbudzili we mnie większych emocji. Są to typowi przedstawiciele gatunku paranormal romance; nieskomplikowani i słabo zarysowani. Byłam na to przygotowana, gdy zabierałam się za tą lekturę, dlatego na ich zachowanie i postępowanie patrzyłam zazwyczaj z przymrużeniem oka. Podobnie rzecz się ma z nieco naiwnym i banalnym wątkiem miłosnym. Co do fabuły, to muszę przyznać, że została sprawnie poprowadzona, chociaż nie podobało mi się zbyt szybkie rozwiązanie niektórych wątków.
Książkę ?Lament. Intryga Królowej Elfów? uważam za całkiem udany debiut, który mnie wciągnął, zaintrygował i przy którym mile spędziłam czas. Jest to pozycja skierowana raczej do młodych odbiorców, najlepiej fanów tego gatunku, którzy bez większych oczekiwań liczą przede wszystkim na ciekawą, niezobowiązującą lekturę. Uważam, że autorka świetnie wykorzystała motyw elfów, więc jeżeli nie mieliście jeszcze okazji spotkać się z tą tematyką, to zachęcam, byście rozpoczęli swoją przygodę właśnie z ?Lamentem? ;) Myślę, że jest to dobra pozycja na początek.

5/05/2014
recenzja dotyczy produktu: Książka

Szesnastolatka Deirdre Monaghan jest nieśmiała, ale jest obdarzona ogromnym talentem muzycznym. Jednak okazuje się, że dziewczyna ma jeszcze inny dar. Pewnego dnia spotyka tajemniczego chłopaka, który pojawia się nagle nie wiadomo skąd. Deirdre czuje się nim zauroczona. Problem w tym, że enigmatyczny i wspaniały Luke okazuje się bezdusznym zabójcą z krainy Faerie. Ma zabić dziewczynę aby jej muzyka nie przyciągała uwagi wróżek i nie zagroziła suwerenności Królowej Elfów. Jednak co się wydarzy? Sami się przekonajcie...

"Lament. Intryga Królowej Elfów" to debiutancka powieść Maggie Stiefvater. Na pierwszy rzut oka może ta książka wydawać się tylko kolejnym romansem z wątkiem paranormal dla nastolatków. Jednak jest to wzruszająca opowieść o pierwszej miłości, odrzuceniu, o magicznym świecie, który z pewnością zachwyci nawet najbardziej niewierzącego czytelnika.

Maggie Stiefvater stworzyła krainę pełną dziwności, przepełnioną okrucieństwem i ciągłym zagrożeniem. Zabrała mnie do niebezpiecznego świata zakłamania, prawdziwej miłości, miłosnego trójkąta, magii i wróżek. A ja nie chciałam aby ta historia się skończyła. Mogłam sobie bez wysiłku wyobrazić, jak każdy mieszkaniec tej krainy wygląda. Autorka włożyła wiele wysiłku także w detale tworząc ten świat, co sprawiło, że książka jest magiczna.

Postacie są niesamowite, wyjątkowe i niezwykle wiarygodne. Bardzo ludzkie i można łatwo się z nimi zidentyfikować. Deirdre to ucieleśnienie idealnej żeńskiej bohaterki. Niepewna, niedoskonała, inteligentna i rzeczywista. Natomiast postać Lukea - tragicznego bohatera - została doskonale scharakteryzowana. A jego dowcipne komentarze są niezwykle trafne. Romans, który rozkwita pomiędzy głównymi bohaterami i tragizm Luka ukazano nad wyraz realistycznie.

Bardzo podobał mi się w tej książce element muzyczny, który przewija się w całej historii. Fascynujący i piękny sam w sobie. Były momenty, że niemal słyszałam ich muzykę. To coś, czego nie da się opisać.

Styl powieści jest doskonały, liryczny. Czyta się ją bez wysiłku. Nadal jestem pod wrażeniem dialogów. Język bogaty i obrazowy dzięki czemu mogłam sobie wyobrazić wszystkie sceny i odczuwać emocje wraz z bohaterami. Sama fabuła sunie naprzód w odpowiednim tempie i została dokładnie zaplanowana.

"Lament. Intryga Królowej Elfów" jest niesamowitą książką. Mądrą, ekscytującą, romantyczną, magiczną i zabawną. Uwielbiam powieści, w których czytnik pragnie dowiedzieć się dogłębnie, jacy są bohaterowie. Dzięki temu książka chwyta za serce i fascynuje. I taki właśnie jest "Lament. Intryga Królowej Elfów". Znalazłam tu napięcie, romans, intrygę i akcję. A zakończenie jest słodko-gorzkie, co dodaje smaczku całej historii. Jedno jest pewne. Nie szybko o niej zapomnę. Bardzo utalentowana autorka. Polecam.

29/07/2013
recenzja dotyczy produktu: Książka

Z pozycją chciałam zaznajomić się już od dawna. Zawsze spotykałam się z pozytywnymi recenzjami na jej temat, co tylko jeszcze bardziej potęgowało moją chęć do jej przeczytania. W końcu zagościła ona w mojej biblioteczce, jednak musiało minąć jeszcze trochę czasu, zanim poświęciłam jej swój czas. Zupełnie niepotrzebnie! Główną bohaterką stała się nastolatka, która brała udział w konkursie muzycznym, podczas którego miała zagrać na harfie. Niespodziewanie dołączył do niej chłopak operujący fletem. Dzięki wspaniałemu duetowi udało im się wygrać, zaczęli się też do siebie zbliżać. Bohater nie był jednak zwyczajny, z pewnością nie był w pełni człowiekiem. U Deirdre, bohaterki, z czasem zaczęły ujawniać się tajemnicze zdolności. Na jej życie czyhała Królowa Elfów, dodatkowo nawet we własnej rodzinie nie mogła czuć się bezpieczna, gdyż było niebezpiecznie. Czy miała komu zaufać? Jak skończyła się intryga Królowej? Kto okazał się zwycięzcą, a kto pokonanym? Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak zwlekałam z zapoznaniem się z tą pozycją, jest ona po prostu rewelacyjna i rozumiem wszystkie zachwyty czytelników. Co prawda około 130 strony miałam mały kryzys, jednak został on szybko zażegnany i całość do końca minęła mi w przyjemnej atmosferze. Książka z pewnością umiliła mi jedno popołudnie, gdyż jej lektura przebiegła mi błyskawicznie. Muszę jednak przyznać, że zakończenie było dla mnie trochę niejasne, być może więcej zrozumiem po zabraniu się za czytanie II części, co nastąpi już niebawem. Język autorki już od pierwszych stron przypadł mi do gustu, jest prosty, raczej młodzieżowy, a co najważniejsze naturalny. Całość została bardzo dobrze skomponowana, nie ma niepotrzebnych wątków. Każde zdanie ciągnie za sobą kolejne, wszystko jest doskonale ze sobą powiązane. Podzielenie na księgi i rozdziały znacznie ułatwia czytanie. Muszę przyznać, że te drugie zawsze kończyły się w jakichś takich dziwnych momentach, zupełnie nie pasował mi ten zabieg. Wolałabym, aby kończyły się po jakiejś kończącej kwestii, a nie jakoś tak inaczej. Niemniej sądzę, że autorka ma duży potencjał, który być może ujawni się w ,,Balladzie?. Co prawda pojawił się motyw jednej dziewczyny i dwóch chłopaków, który jest bardzo popularny ostatnimi czasy, jednak został on bardzo umiejętnie wkomponowany i nie był w żaden nachalny sposób odczuwalny. Wszystko toczyło się swoim rytmem, wątek miłosny nie był za bardzo rozwinięty. Pojawiły się także różne fantastyczne istoty, jednak nie uważam, aby warto było zaprzątać sobie głowę ich nazwami. Ich cel był jeden i go się trzymali. Tylko czy udało im się go osiągnąć? O tym musicie przekonać się sami podczas zapoznawania się z tą pozycją. ,,Lament. Intryga Królowej Elfów? to wspaniała opowieść z gatunku fantastyki i literatury młodzieżowej, którą dzięki lekkiemu stylowi autorki czyta się nadzwyczaj szybko i z przyjemnością. Uważam, że spodoba się zarówno młodszym, jak i starszym czytelnikom. W końcu każdy z nas czasem lubi przeczytać taką fascynującą opowieść, w której walka toczy się na śmierć i życie. Moja ocena: 9/10

13/10/2012
recenzja dotyczy produktu: Książka

Maggie Stiefvater - pisarka, artystka, muzyk - dała się poznać całemu światu jako autorka książek dla młodzieży. Ogromny sukces przyniosła jej trylogia "Shiver", która wyniosła ją na szczyty listy bestsellerów New York Timesa. Obecnie mieszka w Virginii wraz z mężem oraz dwójką dzieci. Do tej pory nie miałam okazji sięgnąć po żadną z jej książek, mimo że wielokrotnie w sieci napotykałam się na pochlebne opinie na temat polskiego wydania wspomnianej trylogii, w której skład wchodzą książki "Drżenie", "Niepokój" oraz "Ukojenie". W zamian za to w moje ręce, dzięki uprzejmości wydawnictwa Illumintaio, trafiła inna powieść rozpoczynająca cykl "Books of Faerie", a której tytuł brzmi "Lament: Intryga Królowej Elfów". Nie do końca byłam pewna, czego mogę się spodziewać po tym dziele, jednak chciałam się przekonać, czym pisarka zasłużyła sobie na takie uwielbienie wśród rzeczy czytelników. Moja poprzeczka dotycząca oczekiwań podskoczyła stanowczo do góry.

Deirdre Monaghan to przeciętna nastolatka o nieprzeciętnym talencie muzycznym. Na co dzień zamknięta w sobie, niewidzialna dla otaczających ją rówieśników, buntująca się przeciwko otaczającemu ją światowi. Jednak kiedy wychodzi na scenę, aby zagrać na swej harfie, zmienia się nie do poznania. Muzyka wypływająca spod jej palców jest w stanie zaczarować publiczność, a głos wydobywający się z jej gardła zdaje się pochodzić od samych aniołów. James to jej najbliższy, a zarazem jedyny przyjaciel, przed którym potrafi się otworzyć i szczerze porozmawiać o tym, co ją gnębi. Życie dziewczyny biegnie spokojnym rytmem do czasu, aż zaczyna zauważać w swoim otoczeniu czterolistne koniczynki. Początkowo nie zawraca sobie tym głowy, jednakże wokół niej zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Do tego w jej życiu pojawia się tajemniczy Luke Dillon, niezwykle przystojny, a zarazem mroczny młody mężczyzna. Z dnia na dzień w jej dotąd poukładaną codzienność zakradają się istoty, o których istnieniu dotąd nie miała pojęcia - nieziemsko piękne feje. Jednak okazuje się, że znane z bajek istoty nie są do końca pokojowo nastawione do ludzi i wydaje się, że Deirdre stała się ich obecnym celem. Na ich czele stoi bezwzględna Królowa Elfów, która nie spocznie, dopóki w jej ręce nie wpadnie nasza bohaterka. Czy Deirdre dowie się, jaki mroczny sekret nosi w sobie Luke? Dlaczego feje tak bardzo interesują się dziewczyną? Czego chce od niej Królowa Elfów? Czy bohaterka zdoła uchronić swoich bliskich oraz przyjaciela od niebezpieczeństwa, w którym nagle wszyscy się znaleźli?

Historię poznajemy dzięki narracji pierwszoosobowej głównej bohaterki. Skrywane sekrety, zdrada, miłość, niebezpieczeństwo, nadprzyrodzone siły oraz nieziemskie istoty, a pomiędzy nimi dwoje śmiertelników - Deirdre oraz James. Wszystko to odnajdziemy na kartach powieści pani Stiefvater. Przyznam szczerze, że bardzo spodobał mi się pomysł wciągnięcia do książki staro-irlandzkich legend dotyczących istot zwanych fejami, bądź Dobrymi Sąsiadami, czy też Pięknym Ludem. Poza tym dostarczono nam wątek miłosny rozgrywający się pomiędzy śmiertelniczką, a istotą nie do końca będącą człowiekiem. Główni bohaterowie są doskonale wykreowani i ciekawi. Pospolita dziewczyna obdarzona niezwykłym muzycznym talentem, mroczny amant skrywający w swym sercu śmiertelną tajemnicę oraz wierny przyjaciel, który staje na każde wezwanie, kiedy tylko jest potrzebny naszej bohaterce. Każde z nich jest inne, to prawdziwa mieszanka cech charakterów. Do tego dochodzi świat niewidzialny dla ludzi, zwany Faerią, pełen istot niekoniecznie posiadających dobre zamiary względem człowieka. Sama akcja toczy się miarowo, powoli odkrywając przed nami kolejne karty i skrywane tajemnice.

W zasadzie nie mam do czego się przyczepić. Historia rozgrywająca się w powieści jest ciekawa. Bohaterowie również. Język, jakim posługuje się pisarka, jest prosty, wyrazisty, zrozumiały dla każdego potencjalnego czytelnika. Nie brakuje tu akcji, ani ciekawego wątku miłosnego. Czasami jedynie nieco irytowała mnie Deirdre z tą jej łatwowiernością, wylewającą się na każdym kroku naiwnością typową dla małolat. Jednak w ostatecznym rozrachunku jest to dobra książka, która powinna spodobać się fanom gatunku. Owszem, nie jest to żadne arcydzieło, nic wybitnego, co na dłużej mogłoby zapaść w pamięci. Jednak tchnęło nieco nowością dzięki wykorzystaniu legend, przez co zasługuje na plusik w górę. Ot dobra książka, aby miło spędzić przy niej czas popijając ciepłą kawę w ulubionym fotelu. Jestem ciekawa, jak potoczą się losy bohaterów w kontynuacji pt "Ballada". Czy ktoś, tak jak ja, jest równie ciekaw?

black.coffee(at)interia.eu 18/11/2011
recenzja dotyczy produktu: Książka

Dobra historia, doprawiona nutką magii.

Deirdre jest dość nieśmiałą szesnastoletnią harfistką. Pomimo niewątpliwego talentu, przed każdym publicznym występem bardzo się denerwuje i zwyczajowo traci kontrolę nad swoim żołądkiem. Tak też dzieje się i tym razem – Dee ma wystąpić na szkolnym konkursie, lecz znów dopada ją trema
Konkurs jednak będzie wyjątkowy, a wszystko za sprawą nieziemsko przystojnego chłopaka, który niespodziewanie pojawia się w życiu dziewczyny. Troskliwie pomaga jej przebrnąć przez &#8222;łazienkowy&#8221; etap stresu, a następnie wspólnie z nią wychodzi na scenę, by w duecie zagrać zniewalająco piękną melodię.<br>
Jak się później okazuje, nieznajomy nie jest zwykłym młodym mężczyzną, ale i Dee nie jest zwykłą nastolatką za jaką dotąd się uważała.

Dee przeczuwa, iż Luke - bo tak ma na imię ów opiekuńczy przystojniak - skrywa jakąś tajemnicę. Tak naprawdę nic w tej znajomości nie jest zwyczajne, a wokół niej zaczynają dziać się coraz dziwniejsze rzeczy. Niemniej Deirdre zakoc[...]e się w Luke&#8217;u bez pamięci, tak że ostatecznie nawet nie chce zadawać mu niewygodnych pytań, pragnąc jedynie cieszyć się jego obecnością i upajać odwzajemnionymi uczuciami. Prawda jednak zaczyna domagać się ujawnienia, zwłaszcza że bliscy Dee za sprawą fejów, znajdują się w coraz większym niebezpieczeństwie.

Kim jest Luke Dillon, co łączy Dee z mroczną królową fejów, oraz czego chcą od niej te dziwne istoty nie z tego świata?<br>
Oczywiście nie zdradzę szczegółów, dla niezorientowanych powiem jedynie, że Fejowie zazwyczaj oznaczają duże kłopoty. Przedstawiciele Faerii wcale nie są dobrymi wróżkami &#8211; według celtyckich wierzeń, to upadłe anioły, które nie są na tyle dobre by dostąpić zbawienia, ani na tyle złe by iść do piekła. W praktyce fejowie w ogóle nie mają dusz, żyją gdzieś na granicy światów i śmiertelnicy przeważnie nie mogą ich widzieć. Zdarzają się wyjątki, ale ludzie zazwyczaj źle na takim kontakcie wychodzą. Fejowie gardzą naszym rodzajem (wydaje mi się, że tak naprawdę zazdroszczą nam dusz), i jeśli mają okazję, wykorzystują ludzi do różnych niecnych celów, uśmiercają, lub jeszcze gorzej &#8211; porywają, by uczynić z człowieka swoją zabawkę. Najczęściej los ten spotyka dzieci, oraz osoby szczególnie uzdolnione muzycznie, czasem przypadkowych pechowców o wyjątkowej urodzie...<br>
Muzyka odgrywa w świecie Faerii bardzo znaczącą rolę. Fejowie uwielbiają ją, a każda piękna melodia przyciąga ich w hipnotyczny sposób. Nic dziwnego, że nie mogli przejść obojętnie obok wybitnie uzdolnionej Dee, choć to oczywiście nie wszystko.

&#8222;Lament&#8221; Maggie Stiefvater nie koniecznie jest powieścią bardzo wysokich lotów. Brakowało mi klimatycznych opisów budujących nastrój, oraz przede wszystkim przybliżenia kim są fejowie stanowiący przecież istotny element fabuły &#8211; informacji o nich musiałam poszukać sama.<br>
Niemniej dla pani Siefvater należy się bardzo duży plus za niebanalną historię, opowiedzianą w humorystycznym i przyjemnym stylu, dzięki czemu wieczory spędzone z tą książką zaliczam do udanych. Sięgnę po &#8222;Balladę&#8221;, która jest kontynuacją przygód Dee i Jamesa, ponieważ chyba polubiłam bohaterów i jestem ciekawa ich dalszych losów. :)

Podziękowania należą się również wydawcy. Oprawa graficzna tej serii bardzo mi się podoba, oddaje charakter książki i jest dobrze przemyślana. Muszę przyznać, że przeżyłam miłe zaskoczenie, kiedy zobaczyłam &#8222;Lament&#8221; i &#8222;Balladę&#8221; stojące obok siebie na półce. Na grzbietach pojawia się interesujący motyw. Brawa za pomysł!

krainka13(at)interia.pl 9/10/2011
recenzja dotyczy produktu: Książka

Deidre to bardzo nieśmiała i wyobcowana nastolatka. Nie należy do świty najpopularniejszych dzieciaków w szkole, które błyszczą swoją obecnością w każdym miejscu, w którym się pojawiają. Deidre jest dokładnym przeciwieństwem takich dzieciaków. Sama określa się mianem niewidzialnej. Ale fakt ten wcale nie przeszkadza jej w byciu kimś. Bo kto powiedział, że tylko popularni ludzie mogą się wyróżniać?

Co sprawia, że nasza główna bohaterka jest taka wyjątkowa, zapytacie: genialna gra na harfie. Muzyka, która wydostaje się spod palców Deidre jest cudowną, harmonijną melodią, która potrafi zauroczyć każdego słuchacza, wprowadzając go w zupełnie inny świat. Właśnie w ten sposób nastolatka ściąga na siebie ogromne kłopoty, których nie sposób było przewidzieć.

Wszystko zaczęło się od koncertu, w którym Deidre brała udział. Jak przed każdym występem, gdzieś za rogiem czaił się stres. A że dziewczyna ma poważne problemy z jego opanowaniem, nerwy wzięły górę i Deidre nie pozostało nic innego, jak bieg do toalety zakończony niepohamowanymi torsjami. W takim stanie odnalazł ją Luke, zabójczo przystojny chłopak ze snu. Przecież to niemożliwe! Skąd w szkolnej toalecie wyśniony przystojniak?! No właśnie, skąd?

Odpowiedzi na to pytanie nie łatwo było znaleźć. A jeszcze trudniej było ją poznać i zaakceptować. Okrutna, mistyczna a zarazem niesamowita i kusząca prawda, która tylko pogarsza sytuację Deidre. I nie tylko Deidre, bo w tarapaty popadają również jej najbliżsi. Cudowny Luke, w którym nastolatka zauroczyła się w mgnieniu oka, okazał się zwiastunem samym problemów. Gdzieś między uczucia łączące dwójkę bohaterów wkradają się psotne i złośliwe elfy, które roztaczają wokół siebie drażniącą woń ziół i idealne, czterolistne koniczynki. A do tego wszystkiego, gdzieś w zaciszu tajemniczej Faerii kryje się Królowa Elfów, którą niepokoi obecność Deidre i jej wciąż rozwijających się zdolności. Czy główna bohaterka poradzi sobie z trudnościami, które zgotował jej los?


Sięgając po tę książkę, byłam przepełniona ciekawością i przyznaję, że oczekiwaniami również. Na swoim koncie mam sporo powieści fantasy dla młodzieży i coraz trudniej jest mnie zadowolić. Niemniej jednak byłam pełna dobrych chęci, bowiem pierwszy raz miałam okazję czytać książkę o elfach. Bardzo lubię wszelakie mityczne stworzenia i paranormalne historie, więc książka jak znalazł. Ale czy &#8222;Lament&#8221; zaspokoił moje oczekiwania, czy też okazał się rozczarowaniem? O tym niżej.

Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy to oprawa graficzna. Fantastyczna oprawa graficzna. Bardzo lubię połączenie rudości i zieleni, jest takie efektowne i przykuwające wzrok. To skłoniło mnie do dalszych wizualnych oględzin. Wertując książkę zauważyłam, że każda księga poprzedzona jest ślicznym rysunkiem i odpowiednim cytatem. Kolejny plus! Nakarmiwszy swoje oczy, postanowiłam rozpocząć lekturę.

Moje wrażenia? Uważam, że &#8222;Lament&#8221; jest całkiem dobrą lekturą &#8211; lekką i przyjemną, z nutą tajemniczości. W odpowiedni sposób dawkuje napięcie, wprowadzając czytelnika w stan oczekiwania. Na przykład wątek Królowej Elfów &#8211; co jakiś czas był ledwo, ledwo muskany, powoli karmiąc ciekawość czytelnika, by w końcu wybuchnąć w punkcie kulminacyjnym. Niestety, jak na moje oko trochę za krótko trwał. Myślałam, że poznam więcej informacji o Królowej i kiedy już wątek znalazł się w kulminacyjnym momencie to zostanie rozwinięty, by dokończyć to, co zostało zaczęte podczas wcześniejszych &#8222;muśnięć&#8221;. A tu nic. Z przykrością muszę stwierdzić, że więcej jest takich niewyjaśnionych wątków, które zostały napoczęte, rozbudziły ciekawość, a potem zostały porzucone, bez rozwiązania.

Mam cichą nadzieję, że znajdę odpowiedzi na swoje pytania w kontynuacji &#8222;Lamentu&#8221; pod tytułem &#8222;Ballada. Taniec mrocznych elfów&#8221;. Poza tym, kolejna część jest poświęcona Jamesowi, który bardzo mi się spodobał jako bohater. Nieco sarkastyczny, dowcipny, z dystansem do siebie i do świata, wierny przyjaciel Deidre, na którego wsparcie może liczyć w każdej chwili. Z chęcią poznam dalsze losy tego bohatera. Natomiast jeśli chodzi o Luke&#8217;a, czegoś mi brakowało. Chyba właśnie tej arogancji i nieco zadartego nosa &#8211; to, co zawsze sprawia, że dziewczyny szaleją za główną postacią męską. A tutaj Luke po prostu jest. Przystojny, silny, ratujący z opresji. Niemniej jednak brakowało mu tego &#8222;czegoś&#8221;.

Jednakże pomijając niewielkie braki w bohaterach i pogubione wątki, mogę powiedzieć, że książka mi się podobała. Nie rzuciła mnie na kolana, ale też nie zanudziła na śmierć. Cieszę się, że chociaż trochę mogłam zajrzeć do świata elfów i fejów, które wcale nie są słodkie i radosne &#8211; wręcz przeciwne, są złośliwe i nieobliczalne. Ich olśniewająca uroda i dzikość są oszałamiające &#8211;według podań elfy traktują ludzi jak zabawki, kusząc do radosnego tańca, z którego nie sposób się wyrwać, aż umiera się ze zmęczenia. Naprawdę intrygujący świat, którego nie miałam okazji wcześniej poznać. Całkiem przyjemna powieść fantasy dla młodzieży. Myślę, że warto przeczytać w wolnej chwili, choć moim zdaniem nie należy oczekiwać fajerwerków.

www.kamykowa-czytelnia.blogspot.com

9/05/2011
recenzja dotyczy produktu: Książka

Dla wszystkich osób tęskniących za baśniowym klimatem okraszonym nutką grozy, pragnących poznać interesujących bohaterów i chcących zagłębić się w porywającej fabule i ciekawym wątku miłosnym, „Lament. Intryga Królowej Elfów” będzie książką idealną. Jest to taka historia, którą chce się czytać i o której nie chce się zapomnieć... i do której pewnie nie raz będzie się wracało :) Polecam!

4/05/2011
recenzja dotyczy produktu: Książka

Pamiętacie te piękne opowieści z dzieciństwa o elfach i wróżkach, o zaklętych księżniczkach i miłości silniejszej niż śmierć? Jeśli chcecie przeżyć wielką, magiczną i romantyczną przygodę, to dobrze trafiliście.
Książka pani Stiefvater wyróżnia się spośród innych utworów o podobnej tematyce swoim niezwykłym, oryginalnym i fascynującym światem przedstawionym. Cechy magicznych istot, obrzędy, rytuały i zwyczaje zaczerpnięte są wprost z celtyckiego oraz germańskiego folkloru dając nam wrażenie autentyzmu wszelkich nadprzyrodzonych elementów, z którymi mamy do czynienia w trakcie czytania.
Co mnie szczególnie urzekło w &#8222;Lamencie&#8221;, to fakt, że świat fejów nie jest jedynie dodatkiem do opisu zwykłego, codziennego życia nastolatki. Gdzie tam! Magia wypływa z każdej strony powieści, zalewa nas cudownym wrażeniem baśniowości, wciąga wewnątrz wykreowanego świata i hipnotyzuje wyartykułowaną za pomocą liter muzyką. Cała fabuła, mimo, że osadzona w świecie dobrze nam znanej rzeczywistości, jest podporządkowana jakiemuś wyższemu porządkowi. Wszystkie elementy z dwóch różnych światów łączą się w jedną, harmonijną całość, a czytelnik wkrótce zdaje sobie sprawę z tego, że zamiast podążać dobrze sobie znaną ścieżką, wpadł w zasadzkę elfiej muzyki i pochłonięty dzikim tańcem zapomniał się w tym niezwykłym świecie.
Polecam!

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Ania. Biografia Anny Przybylskiej

G. Kubicki

książka

31,41 zł taniej -30%

Trening życia Motywacja, dieta, ...

M. Trenuje

książka

34,84 zł taniej -30%

Słup ognia

K. Follett

książka

34,84 zł taniej -30%

Błękitne sny Leśna trylogia, Tom 3

K. Michalak

książka

25,77 zł taniej -30%

Maggie Stiefvater - przeczytaj też

Grzesznik

M. Stiefvater

książka

29,91 zł taniej -25%

Król kruków Tom 1

M. Stiefvater

książka

25,53 zł taniej -36%

Polowanie Spirit Animals Tom 2

M. Stiefvater

książka

27,23 zł taniej -22%

Przebudzenie króla Tom 4

M. Stiefvater

książka

28,33 zł taniej -29%

Wiedźma z lustra Król Kruków Tom 3

M. Stiefvater

książka

25,53 zł taniej -36%

Złodzieje snów Król Kruków Tom 2

M. Stiefvater

książka

25,53 zł taniej -36%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

30.25 zł

taniej -24%

GRZYBOWSKA 6/10 LAMENT

Nie ma takiego miejsca na świecie, o którym by nie można było opowiedzieć ciekawej historii. Wystarczy tylko przez jakąś szczelinę zajrzeć w jego minione dzieje. Ale Grzybowska 6/10? Wielgachny blok z warszawskiego Osiedla za Żelazną Bramą, wybudowany `metodą monolityczną betonów wylewnych`, symbol PRL-owskiego `budownictwa uspołecznionego` z czasów...

książka

35.93 zł

taniej -27%

Lament nad Babilonem

"Lament nad Babilonem" to powieść o losach płk. Tadeusza Danilewicza, legendarnego "Żołnierza Wyklętego" przez długie lata wykreślanego z kart naszej historii, wybitnego żołnierza i dowódcy, szefa sztabu NSZ-AK i Komendanta Głównego NZW. Książka zawiera dokumentalne uzupełnienie - niepublikowane dotychczas fotografie pochodzące z...

książka

24.72 zł

taniej -29%

LAMENT SIENY

Siena! Miasto niecnego i fantastycznie uzdolnionego malarza Sodomy. Miasto świętej Katarzyny, która całe swoje życie poświęciła Bogu. To także moje miasto, zabłąkany wędrowcze. Zwą mnie księciem mroku i nawet jeśli nie zechcesz, ugoszczę cię i pozwolę czerpać ze swojej hojności, chłonąć blaski i cienie Sieny. Pamiętaj jednak, że jeden błędny krok oznaczać...

ebook

25.02 zł

taniej -15%

Grzybowska 6/10. Lament - mobi, epub

Nie ma takiego miejsca na świecie, o którym nie można by było opowiedzieć ciekawej historii. Wystarczy tylko przez jakąś szczelinę zajrzeć w jego minione dzieje. Ale Grzybowska 6/10? Wielgachny blok z warszawskiego Osiedla za Żelazną Bramą, wybudowany metodą monolityczną betonów wylewnych, symbol PRL-owskiego budownictwa uspołecznionego z czasów Gomułki?...

muzyka

58.89 zł

taniej -20%

Adam`s Lament

Arvo Part jest estońskim kompozytorem muzyki chóralnej oraz instrumentalnej, uważany za jednego z najbardziej znaczących twórców nowego pokolenia. Studiował pod kierunkiem Heino Ellera na konwersatorium w Tallinnie. Jego pierwsze kompozycje inspirowane były przede wszystkim stylem neoklasycystycznym, dopiero w późniejszych latach swojej twórczość wprowadził...

muzyka

49.67 zł

taniej -8%

Lament

Giya Kancheli - ur. 10 sierpnia 1935 w Tbilisi, gruziński kompozytor, mieszkający w Belgii.

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku
10.00
Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność ›
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: