rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Dworek pod Lipami
ocena: 6, głosów: 8
 
powiększenie

Fragmenty

przeczytaj fragment książki przeczytaj fragment książki
Dworek pod Lipami


Prolog
Pomarszczona szczupła dłoń pokryta siatką niebieskich żyłek z wysiłkiem uniosła się z pościeli.
– Tam, w szafie… – powiedziała cicho staruszka, wskazując palcem na dębowy mebel. – W takim metalowym pudełku… Drżąca ręka opadła z powrotem na kołdrę. Oddech chorej był płytki i coraz wolniejszy. Mówiła z trudem, mrużąc oczy, jakby nie była pewna, czy obok niej siedzą córka i wnuczka, czy jakieś obce osoby.
– Tak, mamo? W szafie?
– Pudełko… Już czas…
– Samantho, podaj babci to, o co prosi. – Dojrzały głos z wyraźnym amerykańskim akcentem brzmiał spokojnie, jakby kobieta pogodziła się z tym, co miało nastąpić. Dziewczyna oderwała wzrok od naznaczonej bólem twarzy babki i posłusznie otworzyła wielką szafę. Drzwi zaskrzypiały. Stojąc na palcach, przez dłuższą chwilę szperała po półkach.
– Were is it? – mruknęła zniecierpliwiona. – A, tutaj… Spomiędzy starannie ułożonych ręczników pachnących lawendą wyciągnęła stare kwadratowe pudełko po jakichś czekoladkach. Polski napis na pokrywce wyblakł, choć kiedyś musiał błyszczeć złotym kolorom.
– Otwórz – szepnęła staruszka. Wnuczka ostrożnie podważyła pokrywkę, by nie złamać sobie długiego tipsa. W środku leżały skórzana sakiewka i czarno- biała fotografia w srebrnej oprawce. Podała przedmioty matce siedzącej na krześle tuż obok wezgłowia łóżka.
– O to chodziło?
– Tak, Kasiu… To dla ciebie… a potem dla Sam, na pamiątkę…
– Staruszka z trudem łapała powietrze. – Dostałam od matki, zanim… zanim uciekliśmy z Polski z twoim ojcem. – Wychudzona dłoń delikatnie dotykała przedmiotów, które podsunęła jej córka. – A to moja rodzina. Zaintrygowana wnuczka podeszła bliżej. Pochyliła się nad położoną na kołdrze starą fotografią. Na tle jakiegoś gospodarstwa stał uśmiechnięty przystojny mężczyzna w garniturze. Obok niego, na krześle, w eleganckiej pozie siedziała kobieta w długiej do kostek sukni oraz niewielkim letnim kapeluszu. U jej stóp dwie podrośnięte dziewczynki obejmowały z uśmiechem chłopca w marynarskim ubraniu.
– To pradziadek? – spytała. Twarz staruszki rozjaśnił blady uśmiech.
– Mój ojciec Mikołaj… i matka… Zofia.
– A to?
– Ja z siostrą i… bratem Jasiem… Jeszcze dziś się z nimi spotkam – szepnęła chora i zakaszlała. Córka przytrzymała jej głowę, obtarła usta.
– Mamo, to cię męczy – zaprotestowała. – Lekarz mówił, że trzeba odpoczywać. Staruszka pokręciła głową.
– Chcę na nich spojrzeć. To jedyne zdjęcie… wszystkich. Ona też tu jest. Nie zgubcie.
– Ona?
– Dobrze, babciu – wtrąciła się młoda kobieta. – Nie martw się, zeskanuję je; w komputerze na pewno nie zginie.
– Te wasze wynalazki… – Staruszka uśmiechnęła się leciutko.
– Coraz mniej czasu… Żałuję, że nie pisałam… pamiętników. Już za późno na wyjaśnienia… – Wyciągnęła drżącą rękę po skórzaną sakiewkę, ale ta okazała się zbyt ciężka. – Rozwiąż. Dziewczyna pochyliła się nad łóżkiem, odwiązując tasiemki. Wysypała zawartość woreczka na kołdrę. W świetle lampy zalśniło złoto i srebro.
– O my God! Co to jest?
Na pościeli tuż obok dłoni babki leżały łańcuszki, pierścionki i kolczyki. Skromna biżuteria ozdobiona gdzieniegdzie bursztynem, małą perełką czy koralowym oczkiem była wyraźnie staroświecka.
– To mój… posag – szepnęła staruszka. – Nie sprzedałam, choć była bieda. Teraz jest Kasi. Mrużąc oczy, dotknęła przedmiotów. Niezdarnie popychała je po kołdrze, jakby czegoś szukała.
– Matka kazała zrobić dwie takie same… dla mnie i dla Marysi.
– Dwie?
– Brosze. – Drżącymi palcami ujęła odnaleziony przedmiot.
– Kamea! – Oczarowana dziewczyna patrzyła, jak babka dotyka delikatnego reliefu i ażurowych złotych zdobień. Staruszka niepewnym ruchem podała klejnot milczącej córce.
– Otwórzcie – poleciła.
– Jak to otwórzcie?
– To taki… medalion, schowek. Tylko nie wysyp. Ostrożnie podważona broszka odskoczyła, ukazując lekko wklęsłe wnętrze. W środku znajdowała się odrobina szarawego proszku.
– Co to jest? – Głos wnuczki wyrażał nie tyle zdziwienie, ile niechęć.
– Nie to… co myślisz. – Kącik ust staruszki uniósł się w ironicznym uśmiechu, który natychmiast zgasł, zagłuszony męczącym kaszlem. – Daj spokój, Kasiu. – Słabym ruchem odsunęła dłoń córki podtrzymującą przy jej ustach chusteczkę. Spojrzała na wnuczkę. – Kiedyś go dostaniesz… – oznajmiła. – Dopóki jest w naszej rodzinie… nie zabraknie wam chleba. Tak powiedziała moja matka.
– To taki talizman?
– Sam, nie męcz babci.
– Talizman? Nie. Matka pobłogosławiła… przed ikoną.
– Broszkę?
– Tak… To przecież wizerunek Matki Bożej… Mówiła, że córki odchodzą… Jaś miał zostać gospodarzem we młynie… Wszystko poszło nie tak… nie tak…
– A co to za proszek, babciu?
Przez chwilę panowała cisza. Oddech starszej pani stawał się coraz wolniejszy.
– To mąka, Samantho. – Głos matki zadrżał. – Twoja babcia mówiła mi już kiedyś o tej broszce. To mąka z młyna dziadka Mikołaja, z Polski. Prawda, mamo? Oczy staruszki patrzyły gdzieś w dal.
– Zawsze myślałam, że tam wrócę… do domu… że się wszyscy odnajdziemy… ale jakoś… jakoś… Tam zawsze pachniało chlebem…
– Grandma?
– Stasiek! Okulary pana Władka już zrobione? – Korpulentna starsza kobieta wychyliła się zza lady w stronę zaplecza.
– A co? – usłyszała z głębi tubalny głos małżonka.
– Bo pocztę przyniósł, toby sobie od razu odebrał.
– Zaraz będą gotowe. Chwila! Listonosz pokiwał głową ze zrozumieniem.
– Poczekam, pani Kolińska. – Otarł rękawem spocone czoło. – Mam dla pani list, ale trzeba pokwitować. Polecony i to zagraniczny. – Ruchem podbródka wskazał grubą kopertę.
– Zagraniczny? – Kobieta wzięła przesyłkę do ręki. – Z Ameryki! Z zaplecza wynurzyła się barczysta sylwetka właściciela zakładu. Mężczyzna podszedł do listonosza, pokwitował odbiór przesyłki i załatwił sprawę okularów. W tym czasie jego żona rozdarła kopertę. Zadowolony listonosz pożegnał się, uchylając czapkę, i wyszedł. Znieruchomiała kobieta wpatrywała się z dziwną miną w trzystronicowy list napisany na ozdobnej papeterii.
– Hela, co jest? – spytał w końcu zaniepokojony mąż.
– Ciotka Kazimiera umarła! – szepnęła oszołomiona. – Jej córka, ta Kaśka, pisze, że tydzień temu był pogrzeb.
– Wieczne odpoczywanie… – mruknął głębokim głosem mężczyzna i przeżegnał się. – No i co? Czego chcą?
– Słucham? – Podniosła wzrok. – No właściwie niczego.
Po prostu nas zawiadamiają.
– No cóż, trzeba będzie dać na mszę za duszę starowinki.
Pójdziemy po południu na majówkę, to się zajdzie do proboszcza i ustali, co trzeba.
– Tak, tak, masz rację. Takie nieszczęście! Była dobrą kobietą.
– Ale wiekową. Twoja matka umarła dziesięć lat temu, a przecież Kazimiera była od niej starsza.
– Coś ty! Ciotka urodziła się w dwa lata po mamie.
– No i co? To miała prawie dziewięćdziesiąt lat, piękny wiek.
– Słusznie, Stasiu – stwierdziła cicho, wciąż wpatrując się w kartki listu. – Po prostu przykro mi, że nigdy jej nie poznałam.
Jedyna siostra mamy… Wyjechała jeszcze w czasie wojny, ale zawsze pisała, że marzy o powrocie do wolnej Polski. Tylko jakoś nigdy nie mogła się wybrać z tej piekielnej Ameryki.
– Tak to już jest.
– Ano tak. Jezus Maria!
– Co znowu?
– Czy ona pisała coś o testamencie? – Kobieta gorączkowo zaczęła przeglądać list.
– Bo co?
– Nie rozumiesz?! Przecież im się też ziemia po babce Zofii należy. Moja matka i ciotka Kazimiera jako siostry dziedziczyły po równo.
– No i co taki rejwach robisz? Leżało tyle lat odłogiem i nikt się tym nie interesował, to poleży jeszcze trochę.
– Poleży albo i nie poleży… A jak zaczną nam wypominać te paczki, co nam Kazimiera po wojnie przysyłała z Chicago?!
– Odruchowo spojrzała przez szybę witryny, jakby się bała, że ktoś podsłuchuje.
– Co ty pleciesz, kobieto? Kto by po tylu latach pamiętał o paczkach z Ameryki? – Mężczyzna wzruszył ramionami.
– Nie znasz ludzi? Każdy grosz wypomną, jak przyjdzie okazja. A przecież my tej Kaśki w ogóle nie znamy. Niby moja kuzynka, ale skąd wiesz, co to za człowiek? Amerykanka! – parsknęła z irytacją. – Ciekawe, czy choć dobrze mówi po polsku. Zobaczysz, że jeszcze będą z tego kłopoty!
– Nie kracz, kobieto!
Część I
Warszawa

Rozdział I
P iekarnik elektryczny może jest nowocześniejszy od gazowego, ale… – Marta, z głową zanurzoną głęboko w mrocznych czeluściach, skrzywiła się rozczarowana. – To bez sensu – mruknęła do siebie ponuro. – Tak tego nie zrobię.
– Ostrożnie wydostała się na zewnątrz i drgnęła przestraszona.
– O rety! Co ty tu robisz?
Tuż obok kuchenki zobaczyła córkę. Pięcioletnia rozczochrana dziewczynka wpatrywała się w nią spokojnie dużymi błękitnymi oczyma.
– Złościsz się – stwierdziła krótko. Matka uniosła brew.
– Troszkę – odrzekła z wahaniem.
– Na tatusia?
– Nie tylko na tatusia.
Własne dziecko niezmiennie zaskakiwało ją przenikliwością, od kiedy tylko nauczyło się mówić. Chwilami było to dość uciążliwe.
– W każdym razie nie powinno cię to martwić, skarbie.
– Oczywiście. Aniela mówi, że wszystko będzie dobrze.
– Oczywiście – mruknęła z przekąsem. – Skoro Aniela tak mówi, to pewnie wie lepiej ode mnie.
– Mogę pomóc?
Marta westchnęła i pogładziła córkę po policzku.
– Najbardziej mi pomożesz, jeśli się w końcu dzisiaj uczeszesz. Gdzie są twoje spinki?
– Dlaczego tam nie ma lampki? – Dziewczynka szybko zmieniła temat i z poważną miną zajrzała do środka ciemnego piekarnika.
– Ula, słyszałaś, co powiedziałam?
– Ja ci przyniosę moją latarkę, mamusiu! – Dziecko ożywiło się i pędem pobiegło do swojego pokoju. – Cześć, ciociu! – rzuciło po drodze. Marta odwróciła się zdziwiona. Dopiero teraz zauważyła, że w drzwiach kuchni stoi jej siostra.
– No ludzie! – sapnęła, patrząc na Grażynę. – Co wy dzisiaj tak wyskakujecie niespodziewanie jak pajacyk z pudełka?!
Kiedy przyszłaś?
– Przed chwilą. Drzwi jak zwykle były otwarte. Kiedyś was okradną i nawet tego nie zauważysz! – Młoda kobieta w czerwonym zimowym płaszczu wkroczyła do kuchni, energicznie stukając po płytkach obcasami skórzanych kozaków.
– A niby z czego mają nas okraść? – burknęła Marta. – Z książek?
– Zresztą gdybym chciała czekać z tymi tobołami na klatce, aż mnie łaskawie wpuścisz do środka, ręce wyrwałyby mi się ze stawów – mówiła dalej Grażyna, nie słuchając siostry. Z rozmachem postawiła na blacie stołu wielkie papierowe torby wypełnione produktami spożywczymi.
– Po co to wszystko?
– Musimy dzisiaj wypróbować parę przepisów. Zakładam, że znajdziesz dla mnie trochę czasu. Poza tym mam nowinę, a nawet dwie.
– No dobrze, ale czemu ostatnio kupujesz takie góry jedzenia?
– Nie zawracaj głowy! – Kobieta szybkim ruchem odgarnęła do tyłu długie czarne włosy, na których lśniły krople rozpuszczonego śniegu. – Przecież dziś już siedemnasty. Jak cię znam, w lodówce masz tylko światło. I ulubione parówki Uli. Swoją drogą, co to za dziwne dziecko… – Skrzywiła się i zaczęła rozpinać płaszcz. – Żeby dobrowolnie jadać takie świństwo… A co ty tu właściwie robisz? – Spojrzała podejrzliwie na siostrę. Marta wciąż klęczała na podłodze tuż przed otwartym piekarnikiem. Wokół niej leżały różnokolorowe szmatki, ścierki i szczoteczki.
– Szorujesz, tak? – spytała napastliwie.
– Tylko sprzątam. Brudno było.
– Brudno, brudno! – marudziła Grażyna. – Może przyszłabyś do mnie posprzątać? Stefan wpadł właśnie na genialny pomysł, żeby przenieść plan zdjęciowy do mojego domu. Widz lubi autentyczność – sparodiowała niski głos kolegi z pracy. – Nienawidzę, jak mi się obcy ludzie plączą po mieszkaniu! Ale dobra wróżka powiedziała kochanemu Stefankowi, że dzięki temu oglądalność znowu wzrośnie. Nie znasz przypadkiem jakiegoś zabójcy dobrych wróżek? – mówiła coraz szybciej, a jej oczy błyszczały z irytacji.
– To dlatego ostatnio tak się zachwycał twoją nową kuchnią po remoncie – domyśliła się Marta. – Musisz mi ją w końcu pokazać, bo jak widzę, twój producent ma większe przywileje niż ja.
– Daj spokój! Wpadł tylko na herbatę. Myślałam, że podziwia moje zdolności dekoratorskie, więc jak głupia pokazywałam mu w upojeniu każdy szczegół.
– Wyobrażam sobie.
– Tymczasem on już kombinował, jak by tu pomieścić ekipę ze sprzętem na mojej pięknej kamiennej posadzce. –W zdenerwowaniu szarpnęła szalik, który zacisnął się na jej szyi. – Psiakrew! Będę mieć teraz nauczkę.
– Uspokój się. Po co te nerwy? Uwielbiasz swoją pracę, a teraz nie będziesz musiała nawet wychodzić z domu – zadrwiła Marta.
– Dzięki za wsparcie! – sapnęła Grażyna, wyplątując się z szalika. – I nie zmieniaj tematu! Rozmawiałyśmy o twoich humorkach.
– Jakich humorkach? – Marta wzruszyła ramionami.
W tym momencie do kuchni wbiegła w podskokach Ula.
Grażyna ucichła i złapała oddech.
– Proszę, mamusiu. – Dziewczynka wręczyła Marcie latarkę.
– Możesz szorować. Tylko się nie złość.
Grażyna pokiwała głową z grymasem przygany.
– Widzisz, nawet dziecko zna cię na wylot! Zresztą nie wyprzesz się, corpus delicti mamy jak na dłoni. – Machnęła ręką, wskazując plastikowe butelki z różnymi płynami, stojące na kuchennym blacie w równym szeregu jak żołnierze podczas musztry. – Po co ci tyle tego? Kiedyś się potrujecie chemicznymi oparami. Zobaczysz!
– Konserwator zabytków jest z zasady niewrażliwy na działanie chemicznych wyziewów – mruknęła rozdrażniona Marta, ale siostra jej nie słuchała.
– Koniecznie musisz sobie znaleźć jakąś pracę, bo inaczej
zadręczysz siebie i to biedne dziecko. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie chcesz, żebym wkręciła cię do mojej ekipy
– Wiesz, że nie popieram nepotyzmu.
– Ty i te twoje zasady! Kompletnie niedzisiejsze. Marta podniosła się w końcu z klęczek i z krzywą miną rozcierała zdrętwiałe nogi.
– Możemy do tego nie wracać? – mruknęła ponuro. – Wiesz, że taka praca mnie nie interesuje. Pomagam ci, bo jesteś moją siostrą.
– No tak, ty i te twoje ambicje! – powtórzyła Grażyna, wzruszając ramionami. – Jeśli już musisz coś konserwować, to zrób kilka słoików korniszonów. Właśnie mi się skończyły.
– Bardzo śmieszne! Zamiast prowadzić program kulinarny, powinnaś zostać kabareciarzem. Albo satyrykiem, bo ostatnio języczek ci się wyraźnie zaostrzył. – W tonie Marty słychać było irytację, ale powstrzymała się ze względu na córkę. Nie znosiła, kiedy siostra naśmiewała się z jej zawodu, który od początku uważała za kompletnie nieżyciowy. Grażyna skończyła dziennikarstwo i od razu wpadła w wir pracy. Marta po wydziale konserwacji dzieł sztuki mogła jedynie pomarzyć o odpowiedniej posadzie. Po długich poszukiwaniach w akcie desperacji zrobiła kurs pedagogiczny i przepracowała rok w szkole podstawowej, ucząc plastyki. Kiedy wreszcie, ku własnemu zdziwieniu, odkryła, że sprawia jej to przyjemność, zaszła w ciążę. Z jednej strony cieszyła się na myśl o dziecku, z drugiej uważała, że jest na to za młoda. Chciała najpierw coś osiągnąć w życiu zawodowym, spełnić swoje marzenia. Tymczasem los zadecydował za nią. Adam był nieco zaskoczony, ale przyjął wiadomość ze zrozumieniem. Dostał etat w muzeum, więc wspólnie ustalili, że Marta zajmie się dzieckiem. Kiedy z nim o tym rozmawiała, wszystko wydawało się logiczne i dobrze pomyślane. Mijał jednak piąty rok, od kiedy siedziała w domu z córką, i miała już tego serdecznie dość. Krótki epizod pracy w galerii obrazów tylko pogłębił jej zniechęcenie – znalezienie dobrej opiekunki dla chorowitej Uli graniczyło z cudem; na dodatek było to tak kosztowne, że pochłaniało niemal całą pensję Marty. Niezadowolony Adam w typowy dla siebie beztroski sposób oznajmił żonie, że powinna znaleźć taką posadę, która albo spełni jej zawodowe aspiracje, albo przyniesie większy dochód niż pensja minimalna. W innym przypadku całkowita dezorganizacja ich życia domowego była pozbawiona sensu. Marcie nie podobało się to, co usłyszała, ale musiała przyznać mężowi rację. Dopóki dziecko było małe, nie miała szans na urzeczywistnienie swoich planów. Jej zawód wymagał całkowitego zaangażowania, nie mogła zatem liczyć na żadną atrakcyjną propozycję w tej sytuacji. Lata jednak mijały. Zaczęła się w końcu obawiać, że całkowity brak doświadczenia zawodowego oraz oderwanie od praktyki staną się jej kulą u nogi. Po cichu myślała o założeniu w przyszłości prywatnej pracowni konserwatorskiej, ale na to potrzebowała przede wszystkim pieniędzy, których ciągle brakowało. Zaoszczędzenie najmniejszej sumy przy codziennych wydatkach graniczyło z cudem. Ostatnią rzeczą, jakiej w tej chwili potrzebowała, była zgryźliwa krytyka siostry osiągającej zawodowe sukcesy. Grażyna, nieświadoma posępnych myśli, które targały Martą, skrzywiła się krytycznie.
– Czemu się tak denerwujesz? – spytała, wzruszając ramionami.
– Skoro zabrałaś się do szorowania, to znaczy, że coś się stało. Znowu pokłóciłaś się z Adamem, tak? Zniechęcona Marta westchnęła po cichu. „Że też musiała przyjść akurat dzisiaj!” – pomyślała, zła na siebie za to całe sprzątanie. Wiedziała, że Grażyna nie ustąpi. Wcześniej czy później będzie musiała opowiedzieć jej o sprzeczce z mężem.
– Daj spokój – mruknęła pojednawczo. – Jeśli chcesz, możemy dzisiaj gotować, ale nie mam ochoty rozmawiać o swoich problemach.
– A więc jednak! Nic z tego. Poczekaj, tylko się rozbiorę, a ty ogarnij ten bałagan. – Zatrzymała się jeszcze w drzwiach i spojrzała pytająco na siostrzenicę. Dziewczynka grzecznie i w milczeniu stała obok matki. W ręku trzymała latarkę.
– Właściwie do czego wam to?
– Tam powinno być światełko, ciociu; źle wyprodukowali – stwierdziło dziecko rezolutnie.– I mama nie może posprzątać.
– Światełko?
– No widzisz! Nawet pięciolatka wie, że każdy piekarnik powinien mieć niezależne oświetlenie! – wybuchnęła Marta. – To standard! Ale projektant tego badziewia nie miał o tym pojęcia! Jak mam wyczyścić plamy, których nie widzę?! Grażyna pokiwała z politowaniem głową.
– Marcyśka, czego ty wymagasz od ludzi?
– Nie mów do mnie Marcyśka! – syknęła ze złością. Od dzieciństwa irytowało ją, gdy siostra przekręcała jej imię. Grażyna robiła to świadomie, gdy uważała, że Marta mówi bzdury.
– Po pierwsze, normalni ludzie nie pucują maniacko sprzętów AGD, kiedy dopadnie ich chandra – kontynuowała Grażyna bez mrugnięcia okiem. – Po drugie, kupcie sobie po prostu nowszą kuchenkę. Wszystkie ciasta się w tym przypalają. Powinnaś wreszcie zmusić Adama, żeby bardziej zadbał o dom, zamiast siedzieć z nosem w książkach albo w kolejnej dziurze w ziemi – mruczała, wychodząc do przedpokoju.
– Świetny plan: zmusić Adama, kupić piekarnik! – żachnęła się Marta i bez entuzjazmu zaczęła zbierać butelki z płynami do czyszczenia. „Kiedy tylko zapłacę rachunki za mieszkanie, prąd, opłacę angielski i wykupię lekarstwa dla Uli, natychmiast pobiegnę do sklepu wybrać nową kuchenkę. Ciekawe, jaki model sprzedadzą mi za czterdzieści złotych?” – pomyślała z goryczą. Na głos dodała:
– Mnie się żyć odechciewa, a ty mi każesz kupować nowe kuchenki.
– Nie zmieniaj tematu! – krzyknęła Grażyna z głębi mieszkania. – Musisz się wreszcie wziąć z życiem za bary…Skąd ty się wzięłaś taka niewydarzona w naszej rodzinie? Zrób mi herbatę, bo zmarzłam, i porozmawiamy o twoich kłopotach. Także finansowych. Marta zgrzytnęła zębami. Tylko ze względu na dziecko powstrzymała się od przekleństwa.
– Kochanie, idź się pobawić do siebie. Muszę porozmawiać z ciocią. – Pogładziła córkę po głowie.
– Dobrze, mamusiu.
Ze złością postawiła na gazie kolorowy pękaty czajnik. „Świetny plan! – pomyślała zirytowana. – Właśnie tego mi było dzisiaj potrzeba: rozmowy o pieniądzach i Adamie. – Wyjęła z szafki pudełko z zieloną herbatą i z trzaskiem zamknęła drzwiczki. – Na pewno mnie to uspokoi, cholera!”.

Dworek pod Lipami (miękka)

książka

Wydawnictwo: Filia

Oprawa: miękka

Ilość stron: 480

Wysyłamy w: 2 - 3 dni + czas dostawy

Nasza cena: 25,87

Cena detaliczna: 39,81

U nas taniej o 35%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka
Powrót Darmowa wysyłka dla zamówień od 99zł. SPRAWDŹ!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (5)

  • Inne wydania

Dworek pod Lipami - opis produktu:

Gabriela Strzelecka marzy o napisaniu czegoś zupełnie innego niż jej dotychczasowe powieści. Poszukiwania nowej bohaterki utrudniają jednak nie tylko małżeńskie problemy, lecz także sekret, który Gabrysia samotnie dźwiga na swoich barkach. Ponieważ w domu swojego niedawno poślubionego męża - wdowca Marka - nie znajduje zrozumienia dla targających nią emocji, rozgoryczona postanawia wyjechać, by zaopiekować się domem i zwierzętami swojej przyjaciółki. Bogata wyobraźnia prowadzi ją jednak znacznie dalej - do XIX-wiecznego dworu młodej mężatki Celiny. Ucieczka w świat literackiej fikcji okazuje się jednak nieskuteczna: by uratować swoje rodziny obie z Celiną muszą stawić czoła wrogom.

Dworek pod Lipami - wybrana recenzja:

Kolmanka 10/10/2012
recenzja dotyczy produktu: Książki

Nie da się przejść obojętnie obok takiej okładki! Już na pierwszy rzut oka książka zachęca do czytania. Przywodzi na myśl długie letnie poranki i leniwe popołudnia spędzone nad filiżanką herbaty z ciekawą książką w ręku. Czy wnętrze jest równie ciekawe? Ciężko mi to jednoznacznie ocenić.
czytaj dalej)

Dworek pod Lipami - szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Promocje: wirtualne targi książki
Kategoria: literatura piękna, dla kobiet

Wydawnictwo: Filia
Oprawa:miękka
Okładka:miękka
Wymiary:140x200
Ilość stron:480
ISBN:978-83-8075-634-2
Wprowadzono: 19.03.2019
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Dworek pod Lipami - recenzje klientów

10/10/2012
recenzja dotyczy produktu: Książka

Nie da się przejść obojętnie obok takiej okładki! Już na pierwszy rzut oka książka zachęca do czytania. Przywodzi na myśl długie letnie poranki i leniwe popołudnia spędzone nad filiżanką herbaty z ciekawą książką w ręku. Czy wnętrze jest równie ciekawe? Ciężko mi to jednoznacznie ocenić.

Schemat chyba dość oklepany, lecz jak widać nadal chodliwy. Główną bohaterką jest Gabriela, pisarka, która sławę zyskała opisując perypetie sympatycznej pani weterynarz. Jej książki cieszą się pewną popularnością, jednak wydawnictwo, które zajmowało się promocją jej twórczości, zaczyna stwarzać pewne problemy. Zgrzyty na gruncie zawodowym wraz z zgrzytami na gruncie rodzinnym (mąż pracoholik, mieszkanie pod jednym dachem z byłą teściową lubego!) sprawiają, że kobieta zaczyna marzyć o innym życiu. Takim, w którym to ona była by najważniejsza i doceniania, życiu, które codziennie zaskakiwało by ją czymś pozytywnym. Nagle w jej życiu pojawia się coś, co na zawsze zmieni jej dolę. Chcąc pomóc najbliższej koleżance w opiece nad zwierzętami pod jej nieobecność i przy okazji uciec od męża, postanawia na jakiś czas odizolować się od rzeczywistości. Każdy przecież czasem potrzebuje samotności, chwili, podczas której będzie mógł zastanowić się nad swoim życiem.

Gabriela podczas pobyty na wsi, podziwiając przyrodę i ciesząc się pięknem otaczającego świata, postanawia dać sobie jeszcze jedną szansę. W jej głowie rodzi się pomysł na nową powieść, której pisania pochłania ją bez reszty. Bohaterka jej powieści staje się dla niej drogowskazem, bliźniaczą siostrą, która okaże się zaskakującą pomocą w życiowych dylematach. Finał zdecydowanie zaskoczy nie jednego czytelnika. Okazuje się, że sami dla siebie jesteśmy najlepszą pomocą i spojrzenie na problemy z innej perspektywy, może momentami okazać się zbawienne.

Było to moje pierwsze spotkanie z autorką i od dzisiaj będę kojarzyła panią Annę z lekkimi, przyjemni, umilającymi czas lekturami. Nie jest to literatura wysokich lotów, lecz z pewnością należy do czytadeł przyjemnych i niewymagających. Takich idealnych do pochłonięcia w jeden wieczór. Niezwykle miło było czytać o malowniczych okolicznościach przyrody w środku chłodnej jesieni. Polecam.

9/02/2013
recenzja dotyczy produktu: Książka

?Dworek pod Lipami? to przede wszystkim piękna okładka. Romantyczna i niezwykle klimatyczna, przywodząca na myśl same pozytywne skojarzenia. Nie znalazłabym z pewnością ani jednej osoby, która choć na moment nie zawiesiła na niej oka. Ale ?Dworek pod Lipami? to również ciepła i pogodna powieść o losach Gabrysi i Celiny, bohaterek, które połączyła pewna rękawiczka. Gabriela Strzelecka to uznana pisarka, autorka bestsellerów dla kobiet. Znudzona losami swojej bohaterki Julii, pragnie wyjść poza ramy podejmowanej dotąd tematyki i napisać coś ambitniejszego. Jej entuzjazmu nie podziela niestety wydawca, który dodatkowo nie zgadza się na zakończenie serii o Julii, przynoszącej spore zyski dla wydawnictwa. Gabriela zostaje postawiona pod murem. Musi wybierać między tym co chce pisać, a tym czego oczekuje od niej wydawca. To jednak nie koniec rozterek z jakimi zmaga się Gabriela. Okazuje się bowiem, że jej niespełna roczne małżeństwo z Markiem, nieco starszym od niej wdowcem i właścicielem stadniny koni, wisi na włosku. Kobieta czuje się obco w domu wypełnionym pamiątkami i wspomnieniami po jego zmarłej żonie, nad którym pieczę sprawują była teściowa Marka oraz wtrącająca się do wszystkiego gosposia Lidia. Wytrącona z równowagi Gabriela w dość widowiskowy sposób opuszcza podwórko domu i udaje się do swojej zaufanej przyjaciółki, która właśnie wyrusza w podróż i poszukuje osoby chętnej do opieki nad domem i gromadką zwierzaków. Gabriela całkowicie poświęca się pisaniu, daje się ponieść natchnieniu i tworzy upragnioną XIX-wieczną powieść, w głównej roli obsadzając dziedziczkę, Celinę. Jak zakończy się ta historia? Dowiecie się tego sięgając po tą interesującą pozycję. Biorąc do rąk powieść Pani Szepielak spodziewałam się czegoś wyjątkowego i powiem szczerze, nie zawiodłam się. Jej powieść jest czymś nowym, czymś z czym do tej pory jeszcze się nie spotkałam. Autorka umiejętnie łączy dwie historie, tą mającą miejsce współcześnie oraz tą wykreowaną przez Gabrielę, gdzie główną bohaterką jest Celina. Mamy tutaj do czynienia z powieścią w powieści. Choć bohaterkom przyszło żyć w zupełnie innych czasach, zmagają się one z takimi samymi problemami i dążą do osiągnięcia tych samych celów. Obie pragną być szczęśliwe i znaleźć swoje miejsce wśród bliskich. Pani Szepielak okazała się wnikliwą obserwatorką ludzkich zachowań, przede wszystkim tych typowych dla stosunków damsko-męskich. Osoba Gabrieli jest tak autentyczna, że czasem łapałam się na tym, że myślę i działam w podobny sposób, a konflikt między małżonkami został przedstawiony tak, że mógłby dotyczyć każdego/każdej z nas. Czasem wystarczy kilka niedomówień, czy brak należytej szczerości i kryzys w małżeństwie gwarantowany. Nie mogę nie wspomnieć o nieco zwariowanej osobie głównej bohaterki, która swoją szczerością i podejściem do życia podbiła moje serce. Gabrysia jest ciepłą i wrażliwą osobą, używającą całej gamy wymyślnych przekleństw, które dla odmiany, są miłe dla ucha i wywołują napady śmiechu. Polecam wszystkim czytelnikom. Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia. http://pozeracz-slow.blogspot.com/2013/02/dworek-pod-lipami-anna-j-szepielak.html#more

21/10/2012
recenzja dotyczy produktu: Książka

"Dworek pod Lipami" urzekł mnie swoją romantyczno- klimatyczną okładką. Przyciągnęła oko magnetyczną siłą i trudno było się jej oprzeć. Zachęcający opis od wydawcy, tylko wzmógł mój czytelniczy apetyt. Nie pozostało mi nic innego, tylko ulec pokusie i zagłębić się w treść... Gabriela Strzelecka to utalentowana pisarka. Ma już dość pisania łzawych czytadeł. Chce stworzyć coś bardziej ambitnego, zmierzyć się z własnym talentem i sprawdzić ile tak na prawdę są warte jej dzieła. Niestety wydawnictwo, z którym jest związana nie podziela jej entuzjazmu. Co więcej stawia jej twarde ultimatum. Za problemami zawodowymi, stoją również te natury osobistej. Gabriela od roku jest mężatką. Zamieszkała na wsi, w domu swojego męża Marka. Nie czuje się w nim komfortowo. Nie ma tu swojego konta, nie wpływa na decyzje dotyczące domu i rodziny. Marek wiecznie nieobecny. Gosposia Lidia rządzi twardą ręką nie zważając na potrzeby nowej pani domu. Swoje trzy grosze wtrąca również pierwsza teściowa męża. Jak tu być szczęśliwą? Pod wpływem impulsu, Gabrysia pakuje się i ucieka. Schronienie znajduje u przyjaciółki Maryli, gdzie podczas jej nieobecności ma pilnować domu i zająć się zwierzętami. Tutaj Gabrysia może przemyśleć swoje sprawy, zastanowić się nad dalszym postępowaniem. Tutaj doznaje natchnienia, tworzy powieść, snuje historię XIX wiecznej dziedziczki Celiny. Jak się ułożą sprawy małżeńskie i wydawnicze Gabrysi? Wszystkich zainteresowanych odsyłam do "Dworku pod Lipami". Gabrysia to godna przedstawicielka naszych czasów. Sprawnie łączy pracę z miłością, przyjaźnią. Odrobinę gorzej wygląda to od strony obowiązków. Gabrysia ma cudowny dar przenoszenia się w czasie i przyglądaniu się swoim bohaterkom z bardzo bliska. Niestety kiedy jest w transie, w czasie tworzenia, nic innego się nie liczy. Potrafi spalić garnek, nie jeść, nie pić, nie zauważyć upływu czasu. Domownicy są wyrozumiali i starają się pomóc jej w tym, w czym sobie nie radzi. Z jej pracą wiążą się również częste wyjazdy nieobecności w domu. Kobieta nie zauważa, że jej związek utknął w martwym punkcie. Kiedy spostrzega problem, trudno go rozwiązać od ręki. Dopiero drastyczne kroki, pozwalają jej i Markowi oszacować straty a potem stworzyć program odbudowy małżeństwa. Postać Gabrieli jest tak autentyczna, że łatwo było się z nią utożsamić. Żyć jej życiem, jej emocjami. Inne postacie wykreowane przez Annę J. Szepielak są równie godne uwagi. Na przykład Marek, wdowiec, pracoholik. Boi się stracić ukochana kobietę, ale pamiętając porażki z wcześniejszego związku, popełnia nowe błędy i nawet tego nie zauważa. Myśli, że postępuje słusznie i nie rozumie zarzutów Gabrielii. Gosposia Lidia, która zawsze wie lepiej, doprowadzała mnie do szału swoją dobrocią, uniżonością. Skoro ja się źle czułam w jej towarzystwie, to co czuła Gabrysia? Maryla, która jest opoką, spokojem, dobrą radą. Posiada wszystkie znamiona dobrej i lojalnej przyjaciółki. Nigdy nie zawiodła i na którą zawsze można liczyć. Anna J. Szepielak jest niezwykłą obserwatorką ludzkich zachowań, przywar, stosunków damsko- męskich. W lekki podszyty humorem sposób uświadamia nam prawdy płynące z historii i tradycji, które są niezmienne i ponadczasowe. Po pierwsze o miłość trzeba dbać. Nie wolno zaprzestać starań i dbania o swoje uczucia. Nic nie trwa wiecznie ale tylko od nas zależy jakość naszego życia. W związku bardzo ważna jest szczerość, ufność i pewne zasady, na których opiera się małżeństwo. Wtedy z góry jest wiadome, jak w danej chwili można się zachować. Jeżeli tego zabraknie, to tworzą się sytuacje podobne do opisanych w "Dworku pod Lipami". Po drugie rodzina i przyjaźń. To oni są naszą opoką i filarem pod nasze wybory i działania. To one są podwalinami naszej tożsamości. Jest jeszcze taki wniosek, który przyszedł mi do głowy podczas lektury książki: mężczyźni rzadko umieją czytać w myślach. Swoje marzenia i swoje oczekiwania trzeba im uświadamiać i to najlepiej w jak najprostszej formie, bardzo precyzyjnie i po prostu często z nimi rozmawiać. Anna J. Szepielak zastosowała trudną sztukę pisania powieści w powieści. Autora była bardzo konsekwentna, zostały zachowane wszelkie normy i ramy, jakie sobie założyła. Historie dzielą wieki, język, styl. Posunięcie to przyniosło nieoczekiwane rezultaty a mnie podwójną przyjemność konsumpcji lektury. Już sama nie wiem, która opowieść wciągnęła mnie bardziej, ta Anny J. Szepielak czy ta Gabrieli Strzeleckiej... W obu historiach można dostrzec pewną współzależność. W opowiadaniu o Celinie wyczuwa się obawy Gabrieli dotyczące małżeństwa, zatajonych sekretów, konsekwencji pewnych zachowań. Co udowadnia tylko, że zmartwienia kobiet są uniwersalne i ponadczasowe. I nie ważne jest wtedy wykształcenie, narodowość, kolor skóry, wiara czy czasy w których przyszło im żyć. http://aleksandrowemysli.blogspot.com/2012/10/dworek-pod-lipami-anna-j-szepielak.html

25/07/2012
recenzja dotyczy produktu: Książka

Istnieje wiele słów, którymi mogłabym opisać najnowszą powieść Anny Szepielak. Co prawda obiecałam sobie, że ani słowem nie wspomnę o stylowej okładce, która rozkochała mnie w sobie od pierwszego wejrzenia. Niby nie powinna mieć dla nas większego znaczenia w doborze lektury, jednak kto z nas nie został w tej sposób złapany na kilka naprawdę fajnych pozycji literackich?

"Dworek pod Lipami" przedstawia czytelnikom historię Gabrieli, której powieści raz po raz dostają się na czołowe miejsca list bestsellerów. Od jakiegoś czasu, kobieta marzy o napisaniu książki, która stanowiłaby totalne przeciwieństwo jej dotychczasowego dorobku. Niestety wydawca nie chce nawet o tym słyszeć. Wydaje się nie przyjmować do wiadomości, że współpracująca z nim osoba, nie ma ochoty na pisanie utworów, które na swój sposób przestały ją satysfakcjonować. Nie lepiej sytuacja wygląda w domu głównej bohaterki. Co prawda wyszła ona za mąż zaledwie rok wcześniej, jednak w dalszym ciągu czuje się w swoim domu zupełnie obco. Pasuje do niego niemalże każdy element układanki, a wyjątek od reguły potwierdza ona sama. Marek zupełnie nie ma dla niej czasu, a pierwsze skrzypce odgrywa w nich była teściowa mężczyzny. Nic więc dziwnego, że gdy tylko nadarza się ku temu okazja, Gabriela opuszcza posiadłość i udaje się z wizytą do mieszkania koleżanki, która udaje się w tygodniową podróż i pozostawia wszystko pod opieką swojej przyjaciółki. Jak potoczą się dalsze losy bohaterów tej powieści?

Anna Szepielak jest pisarką, która zdobyła moje serce dzięki debiutanckiej książce pt.: "Zamówienie z Francji". Już wtedy wiedziałam, że nie będzie to moje ostatnie spotkanie z jej twórczością, a nowo poznana autorka na stałe zagości w spisie moich ulubionych powieściopisarzy. Na naszej drodze spotykamy wiele powieści, które przypadają nam do gustu w większym lub mniejszym stopniu. Niecodziennie jednak mamy do czynienia z książkami, które sprawią, że wszystko wokół przestanie mieć dla nas znaczenie. Tego typu sytuacje zdarzają się naprawdę rzadko, więc tym bardziej cieszę się, że poczułam to coś w trakcie czytania "Dworku pod Lipami", który już po kilkudziesięciu pierwszych stronach okazał się być rewelacyjną i pełną emocji lekturą. Razem z główną bohaterką podążamy śladami Celiny - kobiety, która podobnie jak swoja twórczyni, przeżywa gorsze i lepsze dni. Polubiłam ją do końca nie wiedząc, czego powinnam się po niej spodziewać. Zazwyczaj dość ostrożnie podchodzę do nowo poznanych mi ludzi. Podobnie jest w przypadku postaci książkowych, które stanowczo trudniej jest przechytrzyć. Nie mamy z nimi bowiem w pełni bezpośredniego kontaktu i to sprawia, że owa znajomość wydaje się jeszcze bardziej ekscytująca. W przypadku Celiny etap podchodów został przeze mnie ominięty i bardzo się z tego powodu cieszę.

"Dworek pod Lipami" to urocza książka o spełnianiu marzeń i pokonywaniu przeciwności losu. Wspólnie z bohaterkami przeżywamy wiele pięknych chwil, które już na zawsze pozostają w pamięci czytelników. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby w podobny sposób pisali wszyscy autorzy, którzy posiadają w sobie ogromny potencjał i nie potrafią go wykorzystać. Twórczość Anny Szepielak chciałabym polecić wszystkim tym, którzy w dalszym ciągu rozważają spotkanie z literaturą tworzoną przez tą pisarkę. Jeśli chcecie spędzić czas w doborowym towarzystwie i przeżyć niezapomnianą przygodę, gwarantuję wam, że trafiliście pod dobry adres, a omawiana w dniu dzisiejszym pozycja literacka jest w stanie spełnić waszej oczekiwania.

Wyd. Nasza Księgarnia, czerwiec 2012
ISBN: 978-83-10-12240-7
Liczba stron: 528
Ocena: 9/10

Recenzja opublikowana na:
[www.recezje-leny.blogspot.com]

16/06/2012
recenzja dotyczy produktu: Książka

Czekałam od dawna na tą książkę, bo czytałam pierwszą powieść tej autorki. Wczoraj przyszła pocztą, ma piękną okładkę i bardzo ciekawie się zaczyna.

10.00

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Marzycielka

K. Michalak

książka (miękka)

26,25 zł taniej -34%

Kolory pawich piór

J. Moyes

książka (miękka)

25,45 zł taniej -36%

Zagubiona

K. Michalak

książka (miękka)

26,69 zł taniej -33%

Lato wśród wydm

A. Krawczyk

książka (miękka)

27,87 zł taniej -30%

Anna J. Szepielak - przeczytaj też

Francuskie zlecenie

A. Szepielak

książka (miękka)

31,29 zł taniej -15%

Młyn nad Czarnym Potokiem

A. Szepielak

książka (miękka)

27,93 zł taniej -30%

Przekroczyć rzekę

A. Szepielak

książka (pocket)

7,99 zł taniej -41%

Przekroczyć rzekę

A. Szepielak

książka (miękka)

25,87 zł taniej -35%

Wybór Julianny Dziedzictwo rodu

A. Szepielak

książka (miękka)

27,93 zł taniej -30%

Zobacz również

Serotonina

M. Houellebecq

książka (miękka)

29,24 zł taniej -35%

Mister

E. James

książka (miękka)

25,85 zł taniej -35%

Jeszcze się kiedyś spotkamy

M. Witkiewicz

książka (miękka)

25,89 zł taniej -35%

Kolejne 365 dni

B. Lipińska

książka (miękka)

23,89 zł taniej -40%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

26.65 zł

taniej -33%

Dworek w Miłosnej

Wyobraź sobie długą, wysadzaną strzelistymi drzewami aleję, wiodącą do pełnego wspomnień dworku w stylu angielskim. Zajrzyj do rosarium z ogrodnikiem Antonim, przejdź się nad staw, odetchnij zapachem lawendy... Zajrzyj do miejsca, gdzie przeszłość splata się z teraźniejszością. Daj się uwieść niespiesznemu rytmowi życia w cichym miasteczku Miłosna....

książka

30.92 zł

taniej -16%

Dworek Longbourn

Książka, którą pokochali wielbiciele Jane Austen i serialu Downton Abbey. `Kiedy w Dumie i uprzedzeniu podaje się jakiś posiłek, został on przygotowany w Longbourn. Kiedy Bennetówny wchodzą do sali balowej w powieści Austen, wysiadają z powozu z niniejszej książki` - pisze Jo Baker. O czym rozmawiało się w kuchni Longbourn? Kim był lokaj, który w...

ebook

23.54 zł

taniej -20%

Dworek w Miłosnej - mobi, epub

Wyobraź sobie długą, wysadzaną strzelistymi drzewami aleję, wiodącą do pełnego wspomnień dworku w stylu angielskim. Zajrzyj do rosarium z ogrodnikiem Antonim, przejdź się nad staw, odetchnij zapachem lawendy... Zajrzyj do miejsca, gdzie przeszłość splata się z teraźniejszością. Daj się uwieść niespiesznemu rytmowi życia w cichym miasteczku Miłosna....

ebook

4.22 zł

taniej -15%

Dworek pod górą - epub Literatura dawna

Dzieło Zuzanny Morawskiej. Zuzanna Morawska, to polska pisarka dla dzieci i młodzieży, działaczka oświatowa. Autorka powiastek dla małych dzieci oraz poczytnych powieści historycznych dla młodzieży. Utwory jej odznaczają się wysoką wartością wychowawczą.

ebook

20.82 zł

taniej -15%

Dworek Longbourn - mobi, epub

Zapraszamy do dworku Longbourn na spotkanie z Elizabeth, Jane, panem Darcym. Postaci znane z kart Dumy i uprzedzenia są jednak tylko tłem dla nowej historii. Głównymi bohaterami są tutaj władcza, aczkolwiek wyrozumiała gospodyni ­- pani Hill, chodząca z głową w chmurach pokojówka Sara oraz tajemniczy służący James, którego pojawienie się w Longbourn...

audiobook cd

27.48 zł

taniej -8%

Dworek pod Lipami Książka audio MP3

Gabriela, autorka bestsellerów, ma dość łzawych czytadeł. Chce napisać wreszcie coś ambitnego. Niestety, wydawca nie podziela jej entuzjazmu. Na dodatek kobieta niezbyt dobrze czuje się w domu niedawno poślubionego męża. Wszystko ma tam stałe miejsce i tylko dla niej nie przewidziano go zbyt wiele. Kiedy więc nadarza się okazja wyjazdu na wieś, Gabriela...

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku

2.99

14.99

2.99

1.98

8.99

2.35

2.84

Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność › przejdź do koszyka
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: