zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Zmierzch - Stephenie Meyer

Zmierzch (okładka filmowa)

Stephenie Meyer

cena: 27,14

Złote żniwa - Jan Tomasz Gross

Złote żniwa Rzecz o tym, co się działo ...

Jan Tomasz Gross

cena: 27,14

Złota rybka - PRACA ZBIOROWA .

Złota rybka Edukacyjny teatrzyk ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 29,41 25,00

Złota korona - Maria Kruger

Złota korona

Maria Kruger

cena: 24,93 21,19

Zło dobrem zwyciężaj - Paul Josef Cordes

Zło dobrem zwyciężaj Granice ...

Paul Josef Cordes

cena: 22,61

Ziemia skuta lodem - John Flanagan

Ziemia skuta lodem Zwiadowcy Księga 3.

John Flanagan

cena: 32,82 27,90

Zielone drzwi - Katarzyna Grochola

Zielone drzwi

Katarzyna Grochola

cena: 35,92 30,53

Zespół metaboliczny - Marek Chmielewski, Artur Mamcarz

Zespół metaboliczny 33 pytania i ...

Marek Chmielewski,

red. Artur Mamcarz

cena: 35,41

Zdrowy tryb życia aby uniknąć nowotworu - PRACA ZBIOROWA .

Zdrowy tryb życia aby uniknąć nowotworu Porady lekarza rodzinne ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 4,26

Zdrowe potrawy dla dzieci - Monika Basse

Zdrowe potrawy dla dzieci Porady lekarza ...

Monika Basse

cena: 4,26

Zmierzch książka audio CD czyta: Andrzej Mastalerz
powiększenie, przód
przeczytaj fragment audiobooka
Zmierzch książka audio CD czyta: Andrzej Mastalerz

OLANDIA, WRZESIEŃ 1972

Mur był zbudowany z dużych okrągłych kamieni pokrytych sinawymi porostami i kończył się dokładnie na równi z czubkiem głowy chłopca. Żeby zobaczyć, co jest po drugiej stronie, maluch musiał wspiąć się na palce. Przed nim ścieliła się tylko szarość i mgła. Tu, gdzie teraz stał, równie dobrze mógł być koniec świata, ale przecież doskonale wiedział, że jest odwrotnie: za murem świat się dopiero zaczynał. Ów wielki świat, jaki rozciąga się poza granicami ogrodu. Przez całe lato kusiło chłopca, żeby go odkryć.
Dwukrotnie próbował wdrapać się na mur i dwukrotnie ręka zsunęła się z chropowatych kamieni, a on upadł do tyłu w wilgotną trawę.
Nie poddawał się jednak i za trzecim razem dopiął swego.
Wziął głęboki wdech, podciągnął się na rękach, wczepił się w zimne kamienie i znalazł się na szczycie.
Było to dla niego nie lada osiągnięcie – ma niecałe sześć lat i oto po raz pierwszy w życiu przechodzi przez mur. Przez chwilę siedział na krawędzi niby król na tronie.
Świat po drugiej stronie był wielki i bezkresny, ale przy tym szary i niewyraźny. Mgła, jaka tego popołudnia zasnuła wyspę, nie pozwalała wiele zobaczyć, lecz u podnóża muru chłopiec widział niewielką łączkę porośniętą żółtobrunatną trawą. Kawałek dalej rysowały się niskie krzaki jałowca i wystające z ziemi omszałe kamienie. Grunt okazał się równie płaski jak w ogrodzie za jego plecami, a jednak wszystko wydawało się znacznie dziksze; obce i kuszące.
Chłopiec oparł prawą stopę na tkwiącym w ziemi głazie i zszedł na łąkę za murem. Po raz pierwszy w życiu znalazł się sam poza obrębem ogrodu i nikt nie wiedział, gdzie jest. Tego dnia jego mama pojechała poza wyspę. Dziadek chwilę wcześniej poszedł nad morze, a babcia spała, kiedy wkładał sandały i wymykał się z domu.
Mógł robić, co chciał. Zaczęła się przygoda.
Zdjął rękę z kamieni muru i zrobił krok w dziką trawę. Była rzadka, łatwo się przez nią szło. Posunął się jeszcze kawałek do przodu, a świat przed nim powoli stawał się wyraźniejszy. Chłopiec zobaczył, że krzaki jałowca nabierają konturów, i ruszył w ich stronę.
Miękka ziemia tłumiła wszystkie odgłosy, jego kroki odzywały się tylko cichym szelestem w trawie. Nawet gdy podskakiwał na obydwu nogach i mocno tupał, słychać było jedynie głuche dudnienie, kiedy zaś podnosił stopy, trawa natychmiast się prostowała, a jego ślady znikały.
Pokonał w ten sposób kilka metrów: Hop, bum. Hop, bum.
Wszedłszy za łąką między wysokie jałowce, przestał skakać. Odetchnął chłodnym powietrzem i rozejrzał się wkoło.
Kiedy skakał po trawie, unosząca się przed nim mgła cicho podkradła się do niego od tyłu. Kamienny mur na skraju łąki rozmazał się w oparach, a ciemnobrązowy domek zupełnie zniknął.
Przez chwilę chłopiec zastanawiał się, czy nie zawrócić, pójść z powrotem przez łąkę i wdrapać się na mur. Nie miał zegarka i nazwy godzin nic mu nie mówiły, ale niebo nad jego głową było teraz ciemnoszare, a powietrze dookoła zrobiło się jeszcze chłodniejsze. Wiedział, że dzień ma się ku końcowi i wkrótce nadejdzie noc.
Chciał przejść po miękkiej ziemi jeszcze tylko kawałek. Wiedział przecież, gdzie jest: dom, w którym śpi jego babcia, został z tyłu, chociaż teraz on stracił go z oczu. Ruszył ku niewyraźnej ścianie mgły – dało się ją zobaczyć, ale nie uchwycić: wciąż odsuwała się w magiczny sposób, jakby się z nim drocząc.
Chłopiec stanął. Wstrzymał oddech.
Świat dookoła zastygł w zupełnej ciszy, on jednak poczuł nagle, że nie jest sam.
Czyżby usłyszał we mgle jakiś odgłos?
Odwrócił się. Za sobą nie widział już łąki z murem, tylko trawę i jałowce. Krzaki wokół niego stały nieruchomo i wiedział, że nie są żywe – w każdym razie nie tak samo żywe, jak on – a mimo to nie mógł przestać myśleć o tym, że są bardzo duże. Otaczały go ich milczące czarne sylwetki i, kto wie, czy nie przysuwały się bliżej, kiedy nie patrzył.
Odwrócił się znowu i zobaczył kolejne jałowce. Jałowce i mgłę.
Nie wiedział już, z której strony został letni domek, ale strach i poczucie osamotnienia kazały mu ruszyć z miejsca. Zacisnął pięści i puścił się biegiem przez pustkowie, chciał odnaleźć kamienny mur i ogród za nim, ale widział tylko trawę i jałowce. W końcu nie widział już nawet tego: świat przysłoniły łzy.
Chłopiec stanął, wziął głęboki wdech, a łzy przestały płynąć. We mgle nadal widział jałowce, lecz teraz jeden z nich miał dwa grube pnie. Nagle malec zobaczył, że krzak się rusza.
To człowiek.
Jakiś pan.
Wyłonił się z szarej mgły i stanął w odległości zaledwie dziesięciu kroków od niego. Był wysoki i barczysty, miał na sobie bure ubranie i ciężkie kalosze. Zauważył go. Stał nieruchomo w trawie i patrzył. Na czoło naciągną czarną czapkę, przy czym wyglądał staro, choć jeszcze nie tak staro, jak dziadek.
Chłopiec nie drgnął. Nie znał mężczyzny, a mama mówiła, że obcych należy się strzec. Teraz jednak przynajmniej nie był już we mgle sam z jałowcami. Zawsze może się odwrócić i uciec, gdyby ten pan okazał się niemiły.
– Cześć – odezwał się mężczyzna cicho. Oddychał ciężko, jakby przyszedł we mgle z bardzo daleka albo szybko biegł.
Chłopiec nie odpowiedział.
Mężczyzna szybko obejrzał się za siebie. Potem znów popatrzył na niego i bez uśmiechu spytał:
– Jesteś sam?
Chłopiec w milczeniu pokiwał głową.
– Zgubiłeś się?
– Chyba tak – odparł.
– Nie bój się… Znam alvaret jak własną kieszeń – mężczyzna zrobił krok w jego stronę. – Jak masz na imię?
– Jens – odrzekł chłopiec.
– A dalej?
– Jens Davidsson.
– Dobrze – nieznajomy skinął głową, a po krótkim wahaniu dodał: – Ja mam na imię Nils.
– A dalej? – spytał Jens.
Trochę przypominało to grę. Mężczyzna zaśmiał się krótko.
– Nazywam się Nils Kant – odparł i zrobił jeszcze jeden krok do przodu.
Jens stał nieruchomo, przestał rozglądać się dookoła. We mgle była tylko trawa, kamienie i krzaki. No i ten nieznajomy pan, Nils Kant, który teraz zaczął się do niego uśmiechać, jakby już byli przyjaciółmi.
Mgła ich obległa , było zupełnie cicho. Nawet ptaki nie śpiewały.
– Nie bój się – powiedział Nils Kant i wyciągnął rękę.
Stali teraz bardzo blisko siebie.
Jens pomyślał, że Nils Kant ma największe dłonie, jakie w życiu widział, i zrozumiał, że już za późno na ucieczkę.

I

Kiedy w ten październikowy poniedziałek wieczorem jej ojciec Gerlof zadzwonił po raz pierwszy po prawie rocznej przerwie, Julia natychmiast pomyślała o kościach wyrzuconych przez morze na kamienisty brzeg.
Kości białe jak masa perłowa, wypolerowane przez fale, na linii wody wśród szarych kamieni niemal lśniące własnym blaskiem.
Kawałki kości.
Julia nie wiedziała, czy rzeczywiście są na plaży, ale od ponad dwudziestu lat czekała, żeby je zobaczyć.

Tego dnia Julia odbyła długą rozmowę z Ubezpieczalnią i poszło jej równie źle jak wszystko inne tej jesieni, tego roku.
Jak zwykle, ile tylko się dało, odkładała telefon na później, żeby nie wysłuchiwać westchnień, a kiedy w końcu zadzwoniła, monotonny głos automatycznej sekretarki poprosił o jej numer PESEL. Wystukała wszystkie swoje cyfry i została przełączona w głąb labiryntu wewnętrznej sieci, to znaczy w próżnię. Wyglądała przez okno w kuchni, na stojąco słuchając szumu w słuchawce – ledwo słyszalnego szumu, jakby gdzieś daleko płynęła woda.
Kiedy wstrzymując oddech, mocno przyciskała słuchawkę do ucha, chwilami dobiegały ją z oddali głosy duchów. Czasem odzywały się stłumionym szeptem, czasem zaś brzmiały ostro i rozpaczliwie. Julia tkwiła uwięziona w upiornym świecie sieci telefonicznej razem z błagalnymi głosami, jakie nieraz dolatywały z okapu nad kuchnią, kiedy paliła papierosa. W przewodach wentylacyjnych mamrotało i gadało – prawie nigdy nie zdołała wyłowić poszczególnych słów, mimo to słuchała w skupieniu. Jeden jedyny raz usłyszała wyraźnie, jak kobiecy głos dobitnie stwierdza: „Tak, teraz już najwyższa pora”.
Stała przy oknie w kuchni i słuchała szumu, wyglądając na ulicę. Był zimny, wietrzny dzień. Żółte liście brzóz podrywały się z mokrego asfaltu, żeby uciec przed wiatrem. Wzdłuż krawężnika zalegała bura breja z liści, które, rozgniecione kołami samochodów, nigdy już nie odkleją się od ziemi.
Zastanawiała się, czy ulicą przejdzie ktoś znajomy. Zza rogu mógł wyłonić się Jens, w garniturze i z krawatem, jak prawdziwy prawnik, prosto od fryzjera, z teczką w dłoni. Długie kroki, podniesiona głowa. Widząc ją w oknie, zatrzymałby się zdumiony, a później podniósłby rękę i pomachał z uśmiechem…
Nagle szum ustał, a w słuchawce rozległ się zestresowany głos:
– Ubezpieczalnia, Inga, słucham?
To nie jej nowa referentka, bo tamta miała na imię Magdalena. A może Madeleine? Nigdy się nie widziały.
Julia wzięła głęboki wdech.
– Mówi Julia Davidsson, chciałam się dowiedzieć, czy możecie…
– Pani numer PESEL?
– To jest… Wystukałam go na telefonie.
– U mnie się nie wyświetlił. Mogłaby pani jeszcze raz podać mi swój numer?
Julia powtórzyła cyfry, w słuchawce zapadła cisza. Prawie nie słyszała szumu. Czy specjalnie ją rozłączyli?
– Julia Davidsson? – odezwała się w końcu konsultantka, jakby wcale nie słyszała, że Julia już się przedstawiła. – W czym mogę pomóc?
– Chciałabym przedłużyć.
– Co przedłużyć?
– Zwolnienie.
– Gdzie pani pracuje?
– W szpitalu Östersjukhuset, na oddziale ortopedycznym – odparła Julia. – Jestem pielęgniarką.
Czy nadal była pielęgniarką? W ciągu ostatnich lat tak rzadko się pojawiała na ortopedii, że nikt pewnie za nią tam nie tęsknił. Ona z kolei zdecydowanie nie tęskniła za pacjentami, którzy wiecznie uskarżają się na swoje śmieszne problemy, nie mając pojęcia o prawdziwym nieszczęściu.
– Ma pani zaświadczenie lekarskie? – spytała konsultantka.
– Tak.
– Była pani dzisiaj u lekarza?
– Nie, w środę. U psychiatry.
– To dlaczego dopiero teraz pani dzwoni?
– No, bo nie najlepiej się potem czułam… – odparła Julia i pomyślała: „Przedtem też nie. Uporczywy ból tęsknoty w piersi”.
– Powinna pani zadzwonić do nas tego samego dnia…

Zmierzch książka audio CD czyta: Andrzej Mastalerz

Wydawnictwo: Czarne

Oprawa: miękka

ISBN: 978-83-7536-312-8

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 
inne wydania produktu - Książki

Wybierz produkt z listy

inne wydania produktu - e-Książki audio mp3

Wybierz produkt z listy

Nasza cena: 28,95

Cena detaliczna: 31,82

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Pewnego wrześniowego dnia pięcioletni Jens wdrapuje się na mur okalający gospodarstwo jego dziadków i znika w jesiennej mgle. Wszyscy uważają, że chłopiec zgubił drogę i utopił się w pobliskiej zatoce. Tylko jego matka, Julia Davidsson, nie może się pogodzić z taką wersją wydarzeń.
Dwadzieścia lat później do domu starców, w którym przebywa ojciec Julii, Gerlof, zostaje przysłany dziecięcy sandał. Stanie się on powodem rozpoczęcia śledztwa dotyczącego wydarzeń sprzed lat, które sięgnie daleko poza zaginięcie Jensa. Julia powoli poznaje mroczne sekrety olandzkiej społeczności i jest coraz bliżej odkrycia, co naprawdę zdarzyło się tamtego jesiennego dnia. Czy starczy jej sił by zmierzyć się z dawną tragedią i czy zdąży dotrzeć do prawdy skrupulatnie ukrywanej przez lata?
Znakomita i trzymająca w napięciu intryga szwedzkiego mistrza kryminału to intelektualna przygoda nie tylko dla koneserów gatunku.

Tytuł oryginału: Skumtimmen
Przekład:Anna Topczewska

Czas trwania: 13 godz. 8 min.

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki audio na cd

Kategoria: sensacja, kryminał

Wydawnictwo: Czarne
Oprawa: miękka
Wymiary: 137x188
ISBN: 978-83-7536-312-8
EAN: 9788375363128
Wprowadzono: 02.02.2012

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję
Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

Zobacz również

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.