zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Wybieg bez tajemnic - Estel Vilaseca

Wybieg bez tajemnic Organizacja pokazów ...

Estel Vilaseca

cena: 49,83

WWW.WOLNOŚĆ - Robert J. Sawyer

WWW.WOLNOŚĆ www.Trylogia tom 3.

Robert J. Sawyer

WWW.WZROK - Robert J. Sawyer

WWW.WZROK www.Trylogia tom 1.

Robert J. Sawyer

cena: 44,78 38,06

Współbrzmienie - Nancy Duarte

Współbrzmienie Znajdź wspólny jezyk z ...

Nancy Duarte

cena: 58,45

Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński

Wrzask w przestrzeni Dlaczego w Polsce ...

Piotr Sarzyński

cena: 27,14

Wróżebna machina - Terry Goodkind

Wróżebna machina tom cyklu Miecz Prawdy

Terry Goodkind

cena: 32,58

WYBÓR OPOWIADAŃ przeczytaj fragment książki
WYBÓR OPOWIADAŃ

Serce — oskarżycielem
Prawda! Roztrzęsiony - skrajnie, straszliwie roztrzęsiony, wtedy i teraz też; lecz dlaczego wmawiacie mi obłąkanie? Choroba jeno wyostrzyła we mnie zmysły - nie pomieszała ich, nie przytępiła. Nade wszystko wyczulił się słuch. Słyszałem wszelkie dźwięki w niebie i na ziemi. Słyszałem głosy z piekła. Godzi się zatem zwać mnie obłąkanym? Nastawcie uszu! Baczcie, z jaką poczytalnością, z jakim spokojem całą rzecz wam wyłożę.
Niepodobna określić, kiedy zakiełkowała we mnie ta myśl, ale raz powzięta, prześladowała mnie dniem i nocą. Celu nie miałem w tym żadnego. Pasji w sobie nie czułem żadnej. Kochałem staruszka. Nigdy nie wyrządził mi krzywdy. Nigdy nie zranił mnie słowem. Jego złota nie pożądałem. To chyba jego oko sprawiło! Tak, to przez nie!
Przypominało oko sępa — bladoniebieskie i zasnute bielmem. Ilekroć zwracało się w moją stronę, krew ścinała mi się w żyłach. Stopniowo, powoli dojrzewało we mnie postanowienie, aby zgładzić starca i tym sposobem uwolnić się od oka raz na zawsze.
I tu was mam. Myślicie, żem szalony. Szaleńcy nie znają się na rzeczy. Trzeba wam było widzieć mnie. Trzeba było widzieć, jak mądrze to rozegrałem - jak przezornie postępowałem - jak przewidziałem wszystko z góry - jak świetnie się przy tym maskowałem! Nigdy nie okazywałem starcowi większej serdeczności aniżeli przez cały ten tydzień, kiedy to nosiłem się z zamiarem odebrania mu życia. Przez siedem dni, około północy, przekręcałem klamkę u drzwi jego sypialni i otwierałem je — och, jak ostrożnie!
Odemknąwszy dostatecznie szeroko, aby zmieściła się moja głowa, najpierw wtykałem przenośną latarnię, zakrytą zupełnie, zakrytą, aby nie rzucała światła, dopiero potem wkładałem głowę. Och, ubawilibyście się, widząc, jak przebiegle wkładam do środka głowę! Wsuwałem ją wolno - bardzo, bardzo wolno, aby nie spłoszyć śpiącego. Godzina mijała, nim wetknąłem głowę na tyle, aby dojrzeć go leżącego na łóżku. Ha! Czy szaleniec postępowałby z taką rozwagą? Wsunąwszy całą głowę do pokoju, otwierałem latarnię ostrożnie - och, jak ostrożnie - ostrożnie (albowiem skrzypiały zawiasy) — otwierałem ją tak, aby przez szczelinę padał tylko jeden wąski promyk światła, skierowany wprost na sępie oko starca. Powtarzałem to za każdym razem przez siedem długich nocy - co noc o tej samej porze - lecz oko niezmiennie było przymknięte; toteż nie mogłem wykonać mego zamysłu, ponieważ to nie starzec mnie drażnił, jeno to Złe Oko. Rano zaś, gdy wstawał dzień, odważnie zachodziłem do jego sypialni, przemawiałem doń śmiało, zwracałem się serdecznym tonem po imieniu, zapytywałem, czy aby dobrze spał. Widzicie zatem, że musiałby z niego być człek niezmiernie przenikliwy, aby zmiarkować, iż co noc dokładnie o dwunastej zaglądałem do jego sypialni. Ósmej nocy zachowywałem nadzwyczajną ostrożność. Prędzej przesuwa się wskazówka minutowa po tarczy zegara, niźli wówczas sunęła moja ręka. Nigdy przedtem nie upajałem się tak poczuciem swej potęgi — swego sprytu. Rozpierało mnie triumfalne uniesienie. Pomyśleć, iż oto otwieram powoli jego drzwi, a on ani w ząb nie domyśla się mych tajemnych uczynków czy zamierzeń. Zachichotałem na myśl o tym i chyba mnie usłyszał, gdyż poruszył się nagle na łóżku, jakby wystraszony. Sądzicie pewnie, żem się wycofał — nic podobnego. W sypialni panowała gęsta ciemność (okiennice były zamknięte dla ochrony przed rabusiami), toteż wiedziałem, iż jestem dla niego niewidoczny, dlatego delikatnie, delikatnie dalej napierałem na drzwi.
Wetknąłem głowę do pokoju i już brałem się do otwierania latarni, gdy kciuk mój zsunął się na blaszany zaczep i starzec poderwał się z okrzykiem: „Kto tam?!”
Zamarłem i nie odzywałem się. Ani jeden mięsień nie drgnął we mnie przez godzinę.
Nie słyszałem, aby starzec się położył. Siedział i wytężał słuch — tak jak ja, noc w noc, wsłuchiwałem się w pogrzebowe tykanie w ścianie.
Starzec jęknął i wiedziałem, iż to jęk zwiastujący śmiertelne przerażenie, nie ból czy cierpienie, o, nie! To cichy, stłumiony skowyt wzbierający w głębi duszy zdjętej nieopisaną trwogą. Dobrze znałem ten odgłos. Ileż to razy, wśród nocnej ciszy, gdy cały świat pogrążony był we śnie, wyrywał się z mej własnej piersi i swym przeraźliwym echem potęgował upiorne wrażenia, które zaprzątały mą uwagę. Powiadam, iż brzmiał mi znajomo. Wiedziałem, co starzec przeżywa; żal mi go było, chociaż w duchu się radowałem. Wiedziałem, iż zbudzony ze snu, przez cały ten czas nie zmrużył oka.
Dręczyły go najgorsze obawy. Usiłował je zbyć jako bezzasadne, lecz nie mógł. Wmawiał sobie: „To nic takiego, świst wiatru w kominie — to jeno mysz przebiegła po podłodze” czy „świerszcz, który cyknął raz jeden i zamilkł”. Tak, szukał pociechy w tych domysłach, lecz daremnie. Daremnie, albowiem to nadciągała Śmierć i rozpostarła już swój cień nad ofiarą. Zapewne to posępny wpływ jej niewidocznego cienia sprawił, iż starzec wyczuł - w absolutnej ciszy i ciemności - wyczuł mą obecność.
Czekałem długo i cierpliwie, lecz on ani myślał się kłaść. Wreszcie postanowiłem rozchylić nieco - bardzo, bardzo nieznacznie - osłonę latarni. Otwierałem ją - przechodzi wasze pojęcie, jak ukradkowo, ukradkowo - aż wreszcie przez szczelinę błysnął mdły promyk, niby pajęcza nitka, i padł na sępie oko.
Było rozwarte - szeroko, szeroko rozwarte - i na jego widok wstąpiła we mnie furia.
Widziałem je wyraźnie — blado-niebieskie, przesłonięte nienawistnym bielmem, które przyprawiało mnie o lodowate dreszcze. Reszta jego postaci tonęła w mroku, albowiem jakby wiedziony instynktem, skierowałem promień wprost na to przeklęte oko.
Wszak mówiłem wam, iż to, co bierzecie za obłąkanie, wynika jedynie z nadmiernego wyczulenia zmysłów? Otóż w sypialni starca słychać było głuchy, miarowy odgłos, stłumione, szybkie tykanie, jakby zegarka owiniętego w bawełnianą tkaninę. Ten dźwięk również był mi znajomy - to bicie serca starego człowieka. Podsycał we mnie wściekłość tak, jak łoskot werbla wlewa w serce żołnierza odwagę.
Lecz mimo to pohamowałem się i stałem nieruchomo. Latarnia w moim ręku ani drgnęła. Promyk wciąż wycelowany był w oko. Tymczasem piekielny stukot jego serca narastał. Łomotało coraz spieszniej, coraz głośniej. Starzec zapewne umierał z przerażenia! Biło coraz głośniej, powiadam, z każdą chwilą głośniej! Zważcie na me słowa! Wyznałem wam, iż jestem roztrzęsiony, i to prawda. Na ten niesamowity odgłos rozlegający się w głęboką i głuchą noc, pośród przeraźliwej ciszy panującej w domu, przejęła mnie nieopisana groza. Lecz jeszcze pohamowałem się i przez kilka minut stałem nieruchomo. Jednak łomotanie wciąż się wzmagało! Myślałem, że rozsadzi mu serce.
Naraz zdjął mnie lęk - a nuż sąsiedzi usłyszą ten potworny hałas! Nadeszła ostatnia godzina dla starca! Z dzikim okrzykiem odemknąłem latarnię i wskoczyłem do pokoju.
Wrzasnął raz — raz jeno. W jednej chwili ściągnąłem go na podłogę i przywaliłem łóżkiem. Uśmiechnąłem się, zadowolony ze swego dzieła. Serce biło jeszcze, stłumione, przez wiele minut, lecz to mnie nie martwiło; wykluczone, aby ten odgłos niósł się przez ściany. W końcu zamarło. Starzec nie żył. Odsunąłem łóżko i zbadałem trupa. Tak, był martwy, martwy jak głaz. Przyłożyłem rękę do jego serca i długo sprawdzałem. Nie wyczuwałem tętna. Był martwy jak głaz. Jego oko nie będzie już mnie nękać.

WYBÓR OPOWIADAŃ

Wydawnictwo: Świat Książki

Oprawa: twarda

Ilość stron: 368

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 

Nasza cena: 36,23

Cena detaliczna: 39,81

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Tom, wydany w dwusetną rocznicę urodzin klasyka horroru, zawiera najsłynniejsze i mniej popularne opowiadania autora Kruka. Wszystkie w świetnym, współczesnym, nagrodzonym tłumaczeniu Sławomira Studniarza. Dzisiejszy język, pozbawiony staromodnej afektacji czy archaizmów, nie przestał być elegancki, a sprawił, że Zagłada domu Usherów czy William Wilson straszą jeszcze bardziej. Zdumiewające historie w niesamowitym nastroju.

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: literatura piękna, opowiadania, sensacja, horror

Wydawnictwo: Świat Książki
Oprawa: twarda
Wymiary: 128x205
Ilość stron: 368
ISBN: 978-83-7799-739-0
EAN: 9788377997390
Wprowadzono: 12.05.2009

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję
Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

Zobacz również

Popatrz na ptaszka - Kurt Vonnegut

Popatrz na ptaszka

Kurt Vonnegut

cena: 34,91 29,67

OPOWIADACZE Nie tylko Hrabal - PRACA ZBIOROWA .

OPOWIADACZE Nie tylko Hrabal Autorzy ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 39,81 33,83

Zakole - Piotr Fałczyński

Zakole

Piotr Fałczyński

cena: 31,43 26,71

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.