rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Więzień Nieba Tom 3
ocena: 3, głosów: 3
 
powiększenie

Fragmenty

obejrzyj zwiastun książki
Więzień Nieba Tom 3
przeczytaj fragment książki
Więzień Nieba Tom 3

2
Korzystając z samotności, włączyłem radio, by nacieszyć się muzyką w trakcie porządkowania poszczególnych kolekcji na półkach według własnego widzimisię. Ojciec uważał, że gdy w księgarni
są klienci, do dobrego tonu należy wyłączenie radia. Z kolei jeśli włączałem radio w obecności Fermina, ten natychmiast podchwytywał jakąkolwiek melodię, by wtórować jej na własną, swojską, nutę – lub, co gorsza, puszczał się w pląsy, które ochrzcił mianem „zmysłowych karaibskich rytmów” – czym po kilku zaledwie minutach doprowadzał mnie do stanu załamania nerwowego. Mając na względzie owe praktyczne przeszkody, doszedłem do wniosku, iż powinienem ograniczyć radiowe uczty duchowe do tych rzadkich chwil, kiedy poza mną i dziesiątkami tysięcy książek w księgarni nie ma nikogo.
Radio Barcelona odtwarzało właśnie amatorskie nagranie zarejestrowane przez jakiegoś miłośnika i kolekcjonera podczas niezwykłego koncertu Louisa Armstronga i jego orkiestry trzy lata temu z okazji Bożego Narodzenia w barcelońskim hotelu W indsor Palace przy alei Diagonal. Podczas przerw na reklamy spiker z nadgorliwą emfazą powtarzał określenie „muzyka jazowa” (właśnie tak: „jazowa”,
nie „dżezowa”), ostrzegając zarazem, że niektóre ze zbyt śmiałych synkop mogą szokować nienawykłe ucho rodzimego słuchacza wychowanego na habanerach, bolerach i paso doble, ewentualnie na nieśmiało przebijającym się w hiszpańskich rozgłośniach bigbicie.
Fermín zwykł mawiać, że gdyby don Isaac Albéniz był Murzynem, jazz, podobnie jak wielki kompozytor i herbatniki w puszce, narodziłby się w Camprodón, po czym dodawał, że ta muzyka i szpiczaste staniki tak wspaniale demonstrowane przez jego ukochaną Kim Novak, którą razem podziwialiśmy na przedpołudniowych seansach w kinie Femina, należały do największych wynalazków XX wieku, jak dotąd przynajmniej. Nie miałem zamiaru z nim polemizować. Pozwoliłem tym kilku przedpołudniowym godzinom upłynąć pośród magicznych tonów muzyki Armstronga i zapachu książek, ciesząc się spokojem i zadowoleniem, jakie czerpiemy ze świadomie wykonywanych prostych czynności.
Fermín wziął dziś kilka godzin wolnego, bo musiał pozałatwiać trochę spraw, bez których ślub z Bernardą, zaplanowany na początek lutego, nie mógłby się odbyć. Gdy dwa tygodnie temu wspomniał o tym po raz pierwszy, wszyscy orzekliśmy, że niepotrzebnie się tak spieszy i żeby raczej pamiętał o tym, że co nagle, to po diable. Ojciec próbował go przekonać, by przesunął datę ceremonii o kilka
miesięcy, argumentując, że gody weselne najlepiej wyprawiać latem, przy dobrej pogodzie, ale Fermín obstawał przy zachowaniu pierwotnej daty, tłumacząc, że on osobiście, jako przedstawiciel gatunku wyhodowanego w surowym, suchym klimacie gór Estremadury, z chwilą nadejścia kanikuły, jego zdaniem nie tyle śródziemnomorskiej, co właściwie tropikalnej, zaczyna pocić się obficie, a uważa, że byłoby grubym nietaktem stanąć przed ołtarzem jak nie przymierzając hutnik przy spuście surówki.
A mnie zaczęła trapić myśl, że dzieje się coś bardzo podejrzanego, skoro Fermín Romero de Torres, żywy symbol obywatelskiego protestu przeciwko Świętej Matce Kościołowi, bankom i obyczajności tej dewocyjnej Hiszpanii z towarzyszących nam od kilkunastu lat kronik filmowych, tak przebiera nóżkami, by jak najszybciej stanąć przed ołtarzem. W swym przedmałżeńskim ferworze zapędził się tak dalece, iż nawiązał przyjaźń z nowym proboszczem kościoła Santa Ana, don Jacobem, księdzem pochodzącym z Burgos, o nieprzesadnej pryncypialności i ogładzie boksera w stanie spoczynku, którego Fermín z miejsca zaraził swoją nieokiełznaną pasją do gry w domino: toczyli z sobą epickie boje w barze Almirall w każdą niedzielę po mszy. Ksiądz zaśmiewał się dobrodusznie, kiedy mój przyjaciel pytał go, między jednym a drugim kieliszkiem ziołówki Aromas del Montserrat, czy może raz na zawsze rozstrzygnąć nurtującą go zagadkę, a mianowicie czy zakonnice mają uda, a jeśli tak, to czy tak jędrne, że aż chce się zatopić w nich zęby, jak on sam podejrzewał od czasów mutacji.
– W końcu się pan doigra i ekskomunikują pana – ostrzegał go mój ojciec. – Na zakonnice się nie patrzy, a tym bardziej się ich nie dotyka.
– Ale przecież z wielebnego większy łobuz ode mnie – protestował Fermín. – Gdyby nie sutanna…
Wspominałem tę dyskusję, podśpiewując sobie w takt trąbki mistrza Louisa, kiedy usłyszałem tak miły dla ucha dźwięk dzwoneczka wiszącego nad drzwiami księgarni i uniosłem wzrok, spodziewając się ujrzeć ojca wracającego ze swej tajnej misji albo Fermina pełnego zapału i gotowego rozpocząć popołudniową zmianę.
– Dzień dobry – doszedł mnie niski, szorstki głos.

3
W świetle otwartych drzwi mężczyzna stojący w progu przypominał drzewo ogołocone przez wiatry z gałęzi. Przybysz ubrany był w ciemny garnitur o niemodnym już fasonie. Posępna postać wspierała się na lasce. Ruszył w głąb księgarni, wyraźnie kulejąc. Światło lampki stojącej na ladzie wydobyło z szarości twarz głęboko przeoraną przez czas. Gość przyglądał mi się bacznie przez chwilę, taksując
mnie niespiesznie. W jego spojrzeniu było coś ze wzroku drapieżnego ptaka, cierpliwego i wyrachowanego łowcy.
– Pan Sempere?
– Ja jestem Daniel. Pan Sempere to mój ojciec. W tej chwili akurat go nie ma. Czym mogę panu służyć?
Nieznajomy puścił mimo uszu moje pytanie i zaczął kuśtykać po księgarni, wszystkiemu przyglądając się badawczo, a właściwie zachłannie, nieskrępowany wcale moją obecnością. Odnosiłem wrażenie, że nie tylko kuśtyka, ale pewnie ma też wiele innych obrażeń, jakby niejednokrotnie ocierał się o śmierć.
– Wojenne pamiątki – powiedział gość, jakby czytał w moich myślach.
Śledziłem wzrokiem jego drobiazgową inspekcję księgarni, choć przewidywałem, gdzie się w końcu zatrzyma. I rzeczywiście: przybysz stanął przed hebanową witryną, naszą rodzinną relikwią zdobiącą księgarnię od pierwszego dnia jej istnienia, czyli od 1888 roku. Mój prapradziadek Sempere, wówczas młodzieniec, który właśnie wrócił z Karaibów, gdzie jak tylu innych katalońskich indianos bez powodzenia szukał fortuny, zaciągnął kredyt, by kupić dawny sklep rękawiczniczy i przekształcić go w księgarnię. W owej witrynie węgielnej, dumie naszej firmy, przechowywaliśmy najcenniejsze egzemplarze.
Przybysz podszedł do niej tak blisko, że od jego oddechu zaparowała szyba witryny. Wyciągnął z kieszeni okulary i zaczął się przyglądać stojącym w środku książkom. Skulił się przed meblem tak, iż wyglądał niczym łasica szykująca się do pożarcia jajek przed chwilą złożonych w kurniku.
– Ładny mebelek – mruknął. – Swoje musiał kosztować.
– To stara rodzinna pamiątka. Ma przede wszystkim wartość sentymentalną – odparłem, zirytowany bezceremonialnym szacowaniem i wartościowaniem, jakiego dopuszczał się ów szczególny klient, który zdawał się wyceniać nawet wdychane przez nas powietrze.
Po dłuższej chwili schował okulary i odezwał się, cedząc każde słowo.
(...)

obejrzyj zwiastun książki
Więzień Nieba Tom 3
obejrzyj zwiastun książki
Więzień Nieba Tom 3

Więzień Nieba
Tom 3 (pocket)

książka

Wydawnictwo: Muza

z serii: Cmentarz Zapomnianych Książek

Oprawa: miękka

Ilość stron: 384

Dostępność: niedostępny

Nasza cena: 10,46

Cena detaliczna: 14,94

U nas taniej o 30%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń
Powrót GRATIS! Do każdego zamówienia zakładka mola książkowego!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (1)

  • Inne wydania

Więzień Nieba, Tom 3 - opis produktu:

"Więzień Nieba" opisuje dalsze losy bohaterów "Cienia wiatru". Rok 1957. Interesy rodzinnej księgarni Sempere i Synowie idą tak marnie jak nigdy dotąd. Daniel Sempere wiedzie stateczny żywot jako mąż pięknej Bei i ojciec małego Juliana. Następny w kolejce do porzucenia stanu kawalerskiego jest przyjaciel Daniela, Fermín Romero de Torres, osobnik tyleż barwny, co zagadkowy: jego dawne losy wciąż pozostają owiane mgłą tajemnicy. Ni stąd, ni zowąd przeszłość Fermina puka do drzwi księgarni pod postacią pewnego odrażającego starucha. Daniel od dawna podejrzewał, że skoro przyjaciel nie chce mu opowiedzieć swej historii, to musi mieć ważny powód. Ale gdy Fermín wreszcie zdecyduje się wyjawić mroczne fakty, Daniel dowie się `rzeczy, o których Barcelona wolałaby zapomnieć`. Jednak niepogrzebane upiory przeszłości nie dadzą się tak łatwo wymazać z pamięci. Daniel coraz lepiej rozumie, że będzie musiał się z nimi zmierzyć. I choć zakończenie powieści wydaje się ze wszech miar pomyślne, to Ruiz Zafón mówi nam wprost, że `prawdziwa Historia jeszcze się nie skończyła. Dopiero się zaczęła`.

Więzień Nieba, Tom 3 - wybrana recenzja:

Agnieszka 2/06/2017

Zafon jak zwykle zachwyca i wciąga w nurt gotyckiej powieści. Polecam gorąco każdym kto rozważa zakup. Do tej książki będę wracać.

Więzień Nieba, Tom 3 - szczegółowe informacje:

Dział: Książki
Wydawnictwo: Muza
Oprawa:miękka
Okładka:pocket
Wymiary:110x175
Ilość stron:384
ISBN:978-83-7758-423-1
Wprowadzono: 04.10.2013
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Więzień Nieba, Tom 3 - recenzje klientów

2/06/2017

Zafon jak zwykle zachwyca i wciąga w nurt gotyckiej powieści. Polecam gorąco każdym kto rozważa zakup. Do tej książki będę wracać.

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Czereśnie zawsze muszą być dwie

M. Witkiewicz

książka

23,93 zł taniej -35%

13 powodów

J. Asher

książka

24,71 zł taniej -31%

Deniwelacja Trylogia z komisarzem ...

R. Mróz

książka

27,87 zł taniej -30%

Carlos Ruiz Zafon - przeczytaj też

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku
Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność ›
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: