zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

VAT - Aneta Flisek

VAT

red. Aneta Flisek

cena: 18,07

VAN GOGH - PRACA ZBIOROWA .

VAN GOGH (Scala)

PRACA ZBIOROWA .

cena: 45,29

Ustawa o Policji - Aneta Flisek

Ustawa o Policji

red. Aneta Flisek

cena: 9,00

Ustawa o finansach publicznych - Paweł Smoleń

Ustawa o finansach publicznych Komentarz

red. Paweł Smoleń

cena: 226,02

Uśmiech maleństwa - PRACA ZBIOROWA .

Uśmiech maleństwa Książeczka maluszka

PRACA ZBIOROWA .

cena: 8,88 7,55

UPADLI - Lauren Kate

UPADLI

Lauren Kate

cena: 34,91 29,68

W rajskiej dolinie wśród zielska przeczytaj fragment książki
W rajskiej dolinie wśród zielska

Kirgizja
W rajskiej dolinie wśród zielska

Były nawet bez majtek. Zupełnie goluśkie. Starsze dziewczyny z trudem przedzierały się przez wybujałe chwaściory, młodsze gnały jak szalone, a pyłek z kwitnącej anaszy oblepiał ich ciała grubym kożuchem. Wariatki, lesbijki czy jakaś sekta?
- Co to jest? - szturcham Koradbieka w bok.
- Ciiicho... Widzisz tę z dużymi cyckami? To moja ulubiona.
Wcale na nią nie patrzyłem. Gapiłem się na tę małą, obciętą na jeża. Była naprawdę maleńka, ale diabelnie foremna, w pasie tak cienka, że jedną ręką bym objął. Na pewno nie miała więcej niż 20 lat. Była cholernie ładna. Dzika, azjatycka uroda i jeszcze ten diaboliczny tatuaż. Z włosów łonowych do góry buchały jej aż na piersi wytatuowane płomienie. Leżeliśmy na brzuchach ukryci za wielkimi kamieniami. Poranne słońce paliło nas wściekle w plecy.
- Ty. Co to jest?
- Ciiicho... Popatrz teraz - wycedził przez zaciśnięte zęby, bo "jego ulubiona" podeszła właśnie do ukrytego w zaroślach szałasu. Byliśmy nie dalej niż dwadzieścia metrów od niego. Ze środka wyszedł mężczyzna, który długim nożem zaczął zbierać przyklejony do ciała dziewczyny pyłek. Pracował powoli, z namaszczeniem, jak fryzjer brzytwą. Bardzo starannie ściągał z dziewczyny zieloną maź, docierając do wszystkich cudownych zakamarków jej ciała. Nóż wędrował od stóp, przez uda i pośladki na brzuch dziewczyny. Potem przyszła kolej na piersi.
- Allah - zaskowyczał cicho mój towarzysz i łapą czochra się w kroku.
- Co to jest? - pytam znowu Koradbieka zduszonym głosem.
- Haszysz, palancie...

A jak anasza

Anasza, anasza, ty takaja charosza - śpiewają w całym byłym Związku Radzieckim, bo anasza, czyli zielsko z rodziny Cannabis, ma w sobie THC (tetrahydrokanabinol), który tak fikuśnie działa na układ nerwowy człowieka. Na świecie to zielsko znane jest jako konopie indyjskie. Robi się z niego marihuanę i haszysz.
Kiedyś w młodości na szufladę maryśki, czyli pudełko po zapałkach luźno wypchane marihuaną, musiałem wydać dwie tygodniówki, teraz miałem przed oczami pole wielkie jak warszawska dzielnica, w której mieszkam. To pole leży na zboczu Doliny Toktogulskiej w Kirgizji, a Koradbiek tam mieszka. Spędziłem u niego noc w drodze do Osz. Rano powiedzieliśmy żonie Koradbieka, że idziemy do zwierząt, które zostały na noc na górskim pastwisku, ale wcale tam nie dotarliśmy. Koradbiek od siedmiu już lat chodzi podglądać dziewczyny. Przyjeżdżają tu co roku między majem a sierpniem, w okresie kwitnienia konopi. Mężczyzna jest zawsze ten sam, a kobiety się zmieniają. Niektóre mają po 15-16 lat, inne najwyżej 35, choć wyglądają na więcej, bo narkomanki szybko się starzeją. Wiedzą, że Koradbiek je podgląda. Pozwalają mu na to. To jest nagroda za milczenie.
Ta grupa stosuje najwydajniejszy, podobno, sposób zbierania pyłku tego zielska. Żeby pyłek łatwiej się przyklejał, kobiety smarują się olejem jadalnym. Normalnie haszysz robi się z marihuany, czyli liści zrywanych z górnych partii konopi. Z pyłku męskich osobników wytwarza się narkotyk najwyższej próby.
Do dolin: Toktogulskiej, Issykkulskiej, Susamyrskiej i Czujskiej na pograniczu Kirgizji i Kazachstanu od zawsze przyjeżdżali narkomani z całego Związku Radzieckiego. Tutaj rośnie najlepsza podobno marihuana na świecie. W kazachskiej części Doliny Czujskiej konopie są straszliwą plagą. Wyparły wszystkie inne rośliny, rosną murem, na chłopa wysokie, gęsto jak trawa. 138 tys. hektarów narkotyków w jednej tylko dolinie, kilkadziesiąt kilometrów od stolicy Kirgizji.
Władze radzieckie próbowały zwalczać chwasty ogniem i chemikaliami, kołchoźnicy - kombajnami zbożowymi, a wojsko i kolektyw partyjny w dniach czynu ręcznie i sierpami.
Zawsze odrastały. Wreszcie na próbę sprowadzono z zagranicy trochę wyjątkowo zjadliwych herbicydów i zielsko wyginęło. Zaraz potem cały "wyzwolony" obszar zasypał piasek. Całe kołchozy, wsie, wszyscy ludzie musieli uciekać. Powstała nowa pustynia.
W Kirgizji jest 60 tys. hektarów ziemi zarażonej anaszą.
Narkomani w Związku Radzieckim, tak jak grupa Rosjan, którą podglądałem, przeważnie sami zbierali i sporządzali potrzebne im specyfiki. Dzisiaj jest to potężny i świetnie zorganizowany przemysł.
W Kirgizji zdarza się, że ludzie głodują. Padły tam albo zostały zlikwidowane wszystkie kołchozy, a dawni kołchozowi czabani, czyli pasterze, na odchodne dostali po dziesięć baranów, z których dziewięć im od razu odebrano na poczet długu, jaki zaciągnęli w sklepie.
Państwo nad niczym tu nie panuje. Kołchozowa arystokracja dopuszcza się niewiarygodnych świństw, przemysł niemal nie istnieje, pada zakład za zakładem, nikt nawet nie wie, jakie jest bezrobocie. Pracują tylko ludzie zajmujący się handlem i sfera budżetowa, która jednak miesiącami nie dostaje wypłaty. Podobnie milicjanci zwalczający narkotyki. Są rejony, na przykład w dolinach Toktogulskiej i Issykkulskiej, gdzie ludzie latami nie widzieli pieniędzy.
Walutą jest więc korobok - balasek haszyszu wielkości małego cygara. Kiedy go kupujesz na bazarze, musisz zapłacić 250 somów (13 dolarów), w rozliczeniach miejscowych jest dużo tańszy. Na wiosnę każdego roku w góry jadą samochody wyładowane towarami. Narkotykowe mafie rozdają żywność, wódkę, żywy inwentarz, ubrania. Dają za darmo, ale w sierpniu czy wrześniu przyjadą znowu i od każdego wezmą po pół korobka za butelkę wódki, 5 za szkolny fartuszek i komplet podręczników, 20 za worek mąki, 500 za krowę. Strach nawet pomyśleć, co by było, gdyby ktoś na czas nie przygotował haszyszu.
Narkotyki są jedynym źródłem utrzymania dla tysięcy kirgiskich rodzin. W górach całymi rodzinami wychodzi się na polany i ciężko pracuje od świtu do nocy. Ludzie mówią: "Idziemy zbierać pieniądze". Potem nocami siedzą w domach i trą w dłoniach zebrane liście, żeby przyjęły konsystencję plasteliny. Tak zresztą w żargonie nazywają haszysz.
- Anasza działa podobnie jak wódka - mówi Aleksander Zeliczenko, były pułkownik milicji. - Przez wiele lat byłem członkiem komisji poborowej, która brała chłopaków do wojska i milicji. Mieliśmy mnóstwo takich, którzy od dziecka palili marihuanę. Od razu można ich poznać.
Fizycznie niby normalni, wyrastali na normalnych byczków, a mózgi mieli też jak byczki. Patrzyli spode łba i buczeli. O cokolwiek człowiek zapytał, oni jednym słowem odpowiadają albo nie rozumieją. To byli chłopcy z niepełnych, patologicznych rodzin, którzy nie kończyli dziesięciolatek, więc byli przenoszeni do szkół technicznych [gorsze wydanie naszych zawodówek]. Tam i przestępczość była duża, i wszystkie socjalne i ekonomiczne problemy Związku Radzieckiego. Teraz portretu socjalnego narkomana już zrobić nie można. Może nim być syn kołchoźnika, bezrobotnego, inteligenta i byłego pracownika aparatu partyjnego.

W rajskiej dolinie wśród zielska

Wydawnictwo: Czarne

Oprawa: twarda

Ilość stron: 400

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 
inne wydania produktu - e-Książki pdf / epub

Wybierz produkt z listy

Nasza cena: 40,77

Cena detaliczna: 44,80

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Składające się na tę książkę reportaże (wybór z lat 1992-2001) to lektura obowiązkowa dla każdego, kto mówiąc Rosja, chce wiedzieć, o czym mówi. Jacek Hugo-Bader o Rosji wie bardzo dużo.
Przede wszystkim zaś wie, gdzie w tym ogromnym kraju dzieją się rzeczy naprawdę ważne (a nie są to wcale korytarze i salony Kremla), których opisanie może nie tylko nam, związanym z NIMI na dobre i złe, pomóc zrozumieć tamtejszych ludzi i tamtejszą historię.

`Rajską doliną jest były Związek Radziecki wspominany przez bohaterów reportaży Jacka Hugo-Badera jako kraina mlekiem i miodem płynąca. Mleko było wprawdzie chudziutkie, a miód rzucano do sklepów tylko z okazji świąt państwowych. Nostalgia jednak pozostała i wyłazi wszystkimi szparami betonowych bloków na prowincji i eleganckich domów z cegły w miasteczku kosmonautów pod Moskwą. Rosyjska dusza jest jak spaniel, nawet jak mu jest wesoło, ma mordę rozpaczliwie smutną - pisze autor. I maluje obrazki z byłego imperium tak plastycznie, że niemal czuje się dym biełomorów, najtańszych papierochów, przez które kolejni dwaj mężowie Sofii Pietrowny z Workuty zmarli na raka, i smród wódki 'Stolicznej' od rosyjskiego generała w Czeczenii.`
Anna Żebrowska


Jacek Hugo-Bader - reporter Gazety Wyborczej. Uwielbia Rosję i byłe kraje Sojuza, w których w sumie spędził prawie cztery lata. Na rowerze pokonał całą Azję Środkową, pustynię Gobi, Chiny, Tybet, a jezioro Bajkał przepłynął kajakiem. W zimie 2007 roku samotnie odbył podróż samochodową z Moskwy do Władywostoku. Jechał ruskim łazikiem.
Jest autorem książki W rajskiej dolinie wśród zielska, nominowanej do Nagrody Literackiej NIKE, i współautorem filmu dokumentalnego Jacek Hugo-Bader. Korespondent z Polszy. Dwukrotnie został uhonorowany nagrodą Grand Press (1999, 2003) i głównymi nagrodami Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: literatura faktu i reportaż

Wydawnictwo: Czarne
Oprawa: twarda
Wymiary: 125x195
Ilość stron: 400
ISBN: 978-83-7536-117-9
EAN: 9788375361179
Wprowadzono: 16.02.2010

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Monika Bojanowska 15 listopad 2011

„Mój adres to nie miasto, nie dom, nie ulica. Mój adres to Sowietskij Sojuz” Cykl reportaży Jacka Hugo-Badera zebrany w jeden opasły tom niesie w sobie miażdżący ładunek emocji. O ile w cotygodniowych reportażach jest on do przyjęcia, dozowany ostrożnie w kolorowym dodatku gazety, o tyle zebrany w książkę pod tytułem „W rajskiej dolinie pośród zielska”, stanowi zabójczą kumulację. Zabójczą dla czytelniczego odbioru. Nie sposób przeczytać całości jednym tchem. Nad każdą skończoną historią trzeba się zatrzymać, jeszcze raz przeżyć i pomyśleć. Do książki winna być dołączona instrukcja, aby czytać jeden reportaż dziennie. W przeciwnym wypadku nie ogarniemy tak ogromnej wiedzy. Ale instrukcji brak, tak jak brak już ZSRR, do którego wielu bohaterów książki wciąż wzdycha tęsknie. Zostali nagle jak sieroty, samiuśkie na tym dzikim, nieznanym świecie, pozbawieni wszechobecnej opieki wielkiego ojca Sowieckiego Sojuza.

ozzy200 kuba.czerny(at)gmail.com 5 październik 2010

Książka to zbiór reportaży (w większości z Rosji) opublikowany w latach 90-ych w GW. Na początku poczułem irytację bo część reportaży już znałem i dobrze je pamiętałem. Ale Bader tak doskonale pisze, że można to wybaczyć wydawcy. Robi duże wrażenie jak JHB potrafi nawiązać kontakt z najprzeróżniejszymi ludźmi - od ludzi półświatka do oficjeli. JHB umiejętnie opisuje wydarzenia historyczne lub mechanizmy społeczne na przykładzie jednostek. Nie dość, że ma doskonały styl literacki to do tego ewidentnie świetny (z przeproszeniem) "research". Lektura "W rajskiej..." jest tak samo niesamowita jak rzeczywistość którą opisuje. W większości są to smutne opowieści, czasami tylko przeplatane rechotem historii. Kraje dawnego ZSRR fascynują, ale ta książka to nie ulotka turystyczna. Tylko jedna mnie zastanawia - czy tam jest tylko taka Rosja jaką opisuje Bader, czy w tej dolinie tylko zielska są bez pięknych kwiatów? No ale o tym to możemy poczytać w ulotkach turystycznych w ambasadzie Federacji Rosyjskiej. Jeden niedosyt pozostaje po lekturze reportaży - wynika z nich, że autor wykonał sporo zdjęć podczas swoich podróży do Rosji i krajów ościennych - mam nadzieję, że doczekam się takiego wydania jego reportaży, w którym będzie więcej niż jedno zdjęcie na rozdział.

Zobacz również

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.