zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Ustawa o Policji - Aneta Flisek

Ustawa o Policji

red. Aneta Flisek

cena: 9,00

Ustawa o finansach publicznych - Paweł Smoleń

Ustawa o finansach publicznych Komentarz

red. Paweł Smoleń

cena: 226,02

Uśmiech maleństwa - PRACA ZBIOROWA .

Uśmiech maleństwa Książeczka maluszka

PRACA ZBIOROWA .

cena: 8,88 7,55

UPADLI - Lauren Kate

UPADLI

Lauren Kate

cena: 34,91 29,68

UMYSŁ PONAD MATERIĄ - Dieter Broers

UMYSŁ PONAD MATERIĄ Wiara przenosi góry

Dieter Broers

cena: 28,83

Umrę cały? - Grażyna Sztukiecka

Umrę cały? Rozmowy w cieniu śmierci

Grażyna Sztukiecka

cena: 19,96

Ulubione zajęcia - PRACA ZBIOROWA .

Ulubione zajęcia Superplakaty do ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 12,95 11,00

UKĄSZENIE - Lynsay Sands

UKĄSZENIE

Lynsay Sands

cena: 30,87

Uwikłanie przeczytaj fragment książki
Uwikłanie

Salka na Łazienkowskiej. Widać siedzących obok siebie Telaka, Kaima, Kwiatkowską i Jarczyk. W kadrze pojawia się Rudzki.
Rudzki: - Panie Henryku, prosimy.
Telak wstaje, uśmiecha się nerwowo. Szackiego przechodzi dreszcz. Telak jest w tym samym stroju, w którym go znaleziono martwego. Szacki nie może oprzeć się wrażeniu, że za chwilę położy się na podłodze, a jedna z osób wstanie i wbije mu rożen w oko. Na policzku pojawi się plama w kształcie wyścigówki.
Telak: - A może teraz kto inny?
Rudzki: - Losowaliśmy. Ale jeśli nie jest pan gotów, proszę powiedzieć.
Długa cisza.
Telak: - Dobrze, to ja spróbuję.
Rudzki: - Okej. Najpierw ustawimy rodzinę pochodzenia. Pani Basia będzie pana matką, a pan Euzebiusz ojcem. Proszę ich ustawić.
Telak bierze za rękę Jarczykową i prowadzi ją w odległy kraniec pomieszczenia. Wskazuje jej miejsce tuż przy ścianie, twarzą do ściany. Potem obok niej ustawia Kaima, także twarzą do ściany. Sam staje pośrodku pokoju, patrzy na ich plecy.
Rudzki: - Już?
Telak: - Tak.
Rudzki: - Pani Barbaro, proszę powiedzieć, co pani czuje.
Jarczyk: - Jestem smutna, chciałabym widzieć swojego syna. Tęsknię za nim.
Rudzki: - A pan?
Kaim: - Niedobrze mi. Czuję jego wzrok wbity w moje plecy. Chciałbym się odwrócić. Albo odejść. Czuję ucisk na szyi, zupełnie, jakby ktoś mnie trzymał na smyczy.
Jarczyk: - Tak, ja mam podobnie. Albo jakby mnie postawiono do kąta za karę. Źle mi. Czuję się winna.
Telak: - Chciałbym do nich podejść.
Kaim: - Czy mogę się odwrócić?
Rudzki: - Jeszcze nie. - (do Telaka) - Proszę podejść do swoich rodziców i stanąć za nimi.
Telak staje tuż za plecami Kaima i Jarczyk.
Rudzki (do Telaka): - Jak teraz?
Telak: - Lepiej, znacznie lepiej. Teraz jest tak, jak chciałem.
Kaim (z trudem): - Za to dla mnie to jest nie do zniesienia. Przed sobą mam ścianę, a za plecami syna. Nie wiem, dlaczego tutaj przyszedł, ale nie chcę go tutaj. Chryste, ledwo trzymam się na nogach. Duszę się. Proszę mi pozwolić odejść albo zabrać go stąd.
Rudzki: - Jeszcze chwila.

Terapeuta zatrzymał taśmę. Na ekranie zastygł obraz Telaka stojącego za plecami swoich „rodziców". Szacki spojrzał na niego ze zdumieniem.
- Co to za teatr? - zapytał. - Oni wcześniej dostali jakieś skrypty, jak mają się zachowywać?
Rudzki pokręcił przecząco głową.
- Mało tego. Prawie nic nie wiedzą o panu Henryku. Nie wiedzą, że uciekł z domu, nie wiedzą, że jego rodzice zginęli tragicznie i że Henryk nie zdążył się z nimi pożegnać. Nic. Widzi pan, w gruncie rzeczy ta terapia jest szalenie prosta, jeśli porównamy ją na przykład do psychoanalizy, która zresztą - moim zdaniem - jest zazwyczaj absolutnie nieskuteczna.
Szacki przerwał mu ruchem dłoni.
- Błagam, po kolei - powiedział.
- Dobrze, po kolei. Zgłasza się pan na terapię ustawień, bo jest panu ciężko, trudno, źle. Nie wie pan dlaczego. Opowiada pan trochę o sobie - rodzice, rodzeństwo, żona, dzieci, pierwsza żona, pierwsza żona ojca, itepe. Ważne są wszystkie osoby z pana rodziny. Zarówno te żyjące, jak i te nieżyjące. I ustawia je pan w przestrzeni. Każdego bierze pan za rękę i prowadzi w odpowiednie miejsce, wskazuje kierunek, w którym ma patrzeć. Zdziwi się pan, ale często już w tym momencie ludzie widzą, co jest nie tak. Dlaczego im jest źle. Na przykład dlatego, że żona stoi w miejscu, w którym powinna stać matka. Albo dlatego, że dziecko oddziela pana od żony. Jednym słowem dlatego, że porządek został naruszony. Wystarczy ustawić ich prawidłowo i pacjent wychodzi z terapii jako inny człowiek. Po pięciu minutach.
- Dlaczego Kaim twierdzi, że się dusi i że zaraz zemdleje?
- Dlatego że reprezentanci czują emocje osób, które przedstawiają.
- Ale rodzice Telaka umarli wiele lat temu.
- Także martwych.
- Jasne. A na końcu trzeba zatańczyć nago wokół ogniska w drewnianej masce.
Rudzki zamilkł, wyraźnie urażony uwagą prokuratora. Szacki dostrzegł to i przeprosił.
- Trochę pana rozumiem, też na początku byłem bardzo sceptyczny - usprawiedliwił go Rudzki. - Myślałem, że w jakiś sposób pacjent wysyła swoje emocje, wprogramowuje je w reprezentantów. Ale wielokrotnie w czasie ustawień wychodzą na jaw rodzinne tajemnice, o których pacjent nie miał pojęcia.
- Na przykład?
- Na przykład sam Bert Hellinger, twórca tej metody, ustawiał kiedyś chorego na autyzm trzydziestopięcioletniego Szweda. Mężczyzna uporczywie patrzył na swoje dłonie, co zazwyczaj oznacza...
- Morderstwo.
- Skąd pan wie?
- Lady Makbet.
- Właśnie. Patrzenie w ziemię oznacza grób, kogoś zmarłego, a obserwowanie swoich dłoni lub gest mycia rąk - zabójstwo. Takie gesty pojawiają się u osób autystycznych i jąkających się. Oba schorzenia mają wiele cech wspólnych, a jedną z nich jest fakt, że w czasie ustawień często okazuje się, że źródłem choroby jest zabójstwo. Ale wróćmy do Szweda. Hellinger wiedział z wywiadu z rodziną, że jego babka miała romans z marynarzem i tenże marynarz ją zamordował. W związku z tym Hellinger wprowadził do ustawienia babkę i dziadka. I reprezentant dziadka zaczął w identyczny sposób patrzeć na swoje dłonie. Jaki z tego wniosek?
- To on był mordercą, a nie marynarz.
- Właśnie. Wyszło na jaw coś, o czym nie miał pojęcia nikt z rodziny. Sam dziadek od wielu lat nie żył. Ale popełniona przez niego zbrodnia, potworna nieodkupiona wina, stała się przyczyną autyzmu wnuka.
Szackiego zaczynała boleć głowa. Będzie musiał kupić jakąś książkę, żeby to wszystko zrozumieć. Trzeba też znaleźć biegłego, żeby się wypowiedział na temat kasety.
- Rozumiem - powiedział, pocierając skronie - ale to był przypadek ekstremalny. A o co chodzi tutaj? - zapytał, wskazując na ekran telewizora.
- Odejście od rodziny odbierane jest w systemie jako ciężkie przestępstwo - tłumaczył Rudzki. - Henryk czuł się z tego powodu niesłychanie winny. Czuł się też winny, ponieważ nie pożegnał swoich rodziców. A jeśli jest poczucie winy, nie ma żałoby. Poczucie winy łączy nas bardzo silnie ze zmarłym, przez to nie pozwalamy mu odejść. Zna pan fazy żałoby?
Szacki szukał przez chwilę w pamięci.
- Niewiara, rozpacz, porządkowanie, przystosowanie?
Terapeuta spojrzał na niego ze zdumieniem.
- Faktycznie. Jednak w rzeczywistości wiele osób zatrzymuje się na fazie drugiej - rozpaczy, której nikt nie rozumie i która przeradza się w osamotnienie. I ta niedokończona żałoba pozostaje w rodzinie, sprawia, że każde następne pokolenie jest połączone ze śmiercią. Proszę spojrzeć, co się dzieje. Henryk chce iść za swoimi rodzicami, ale oni tego nie chcą. Ich miejsce jest w świecie martwych, a jego - w świecie żywych. Proszę oglądać dalej.

Rudzki (do Telaka): - Rozumiem, że chce pan stać tutaj, ale to nie jest właściwe miejsce. Proszę wrócić na środek sali.
Telak wraca.
Kaim: - Co za ulga...
Telak: - Teraz proszę się odwrócić.
Kaim i Jarczyk odwracają się.
Jarczyk: - Znacznie lepiej. Cieszę się, że widzę swojego syna.
Kaim: - Ja też.
Rudzki (do Telaka): - A pan?
Telak: - Cieszę się, że patrzą na mnie, że są ze mną. Ale chciałbym pójść do nich.
Rudzki: - To niemożliwe. Zrobimy inaczej.
Rudzki podchodzi do Kaima i Jarczyk, prowadzi ich do Telaka i ustawia trochę z boku, za jego plecami.
Kaim: - Tak jest doskonale. Widzę syna, ale nie przeszkadzam mu. Nie stoję na jego drodze.
Jarczyk: - Czuję ciepło na sercu. Chciałabym go przytulić. Powiedzieć, że go kocham i że życzę mu wszystkiego najlepszego.
Rudzki: - To za chwilę. - (do Telaka) - U pana też lepiej?
Telak: - Jest lżej, ale ciągle czegoś mi brakuje.
Rudzki: - Rozwiązania, ale to zrobimy później.

- Jakiego rozwiązania? - zapytał Szacki, a terapeuta zatrzymał film. - Już wcześniej zastanawiało mnie, do czego to prowadzi. Na czym polega oczyszczenie?
Rudzki zamiast odpowiedzi zaniósł się mokrym kaszlem i wybiegł do łazienki, skąd przez dłuższą chwilę dobiegały odgłosy charczenia i plucia. Wrócił cały czerwony na twarzy.
- Chyba mam anginę - wychrypiał. - Chce pan herbaty?
Szacki powiedział, że chętnie. Żaden z nich nie przerwał ciszy, dopóki nie usiedli znowu obok siebie z kubkami parującej herbaty. Rudzki wmieszał do swojej dużo miodu i wycisnął sok z całej cytryny.
- Najlepsza rzecz na gardło - stwierdził, upijając łyk. - A rozwiązanie polega na wypowiadaniu tak zwanych zdań rozwiązujących, które terapeuta każe powiedzieć pacjentowi i reprezentantom jego rodziny. W tym wypadku myślę, że rodzice Henryka powiedzieliby: „Mój synu, my odchodzimy, a ty zostajesz. Kochamy cię i jesteśmy szczęśliwi, że jesteś tutaj". Henryk zaś powiedziałby: „Pozwalam wam odejść. Ja zostaję. Bądźcie mi przyjaźni". Chyba. Trudno powiedzieć, zazwyczaj zdania rozwiązujące pojawiają się w mojej głowie, kiedy nadchodzi odpowiedni moment.
- A ten nie był odpowiedni?
- Nie. Chciałem to zostawić na koniec. Jeszcze jakieś pytania?
Szacki zaprzeczył.

Rudzki: - Dobrze. Teraz zastąpimy rodziców pana Henryka krzesłami - (odsuwa Jarczyk i Kaima na bok, stawia w ich miejscu dwa krzesła) - a pan Henryk ustawi swoją rodzinę aktualną. Pani Barbara będzie pańską żoną, pan Kaim synem, a pani Hania córką.
Henryk: - Ale moja córka...
Rudzki: - Proszę ustawić.
Telak ustawia swoją rodzinę, potem wraca na miejsce. Teraz wygląda to następująco: z prawej strony i trochę z tyłu za Telakiem stoją dwa krzesła - jego rodzice. Z lewej strony z przodu, kilka metrów dalej, stoi Jarczyk (żona), patrzy na Telaka. Za nią obok siebie stoją Kwiatkowska i Kaim. Patrzą w kierunku krzeseł. Telak nie patrzy na żadne z nich.
Rudzki: - Okej, a więc tak to wygląda. Panie Henryku?
Telak: - Czuję się podle. Winny. Mam mroczki przed oczami. Mogę usiąść?
Rudzki: - Oczywiście. Proszę usiąść na podłodze i oddychać.
Telak siada, przykłada dłonie do ust, oddycha głęboko, wzrok ma ciągle utkwiony w jednym punkcie przestrzeni.
Jarczyk: - Jestem zadowolona, kiedy on czuje się źle.
Rudzki: - A dzieci?
Kaim: - Jestem szczęśliwy, że moja siostra stoi obok mnie.
Kwiatkowska: - A ja bym chciała pójść do dziadków. Ich widzę najlepiej. Ojca nie widzę w ogóle, matka mi go zasłania.
Kaim: - Też chcę do dziadków. Razem z siostrą.

Terapeuta po raz kolejny zatrzymał taśmę.
- Rozumie pan, co się teraz dzieje? - zapytał Szackiego.
- Telak jest absolutnie samotny. Żona nie stoi przy nim, nawet dzieciom nie pozwala go widzieć. Żal mi go.
- Proszę zwrócić uwagę na to, co mówią dzieci. Chcą być razem i chcą iść do dziadków. A co to znaczy?
- Chcą umrzeć.
- Właśnie.
- Dlaczego?
- Z miłości. Z miłości do ojca. Naruszył system, odchodząc z domu i nie żegnając się z rodzicami, i nigdy tego nie odrobił - nie oddał należnej im czci. Zasada jest taka, że ktoś w systemie musi wziąć na siebie pokutę i najczęściej jest to dziecko, które wchodzi do sytemu jako nowe. Proszę zrozumieć, że to, co nie zostało rozwiązane, nie znika samoistnie, lecz wchodzi do systemu. Wina i zło zostają, są cały czas obecne i odczuwalne przez wszystkich. Dziecko, wchodząc do systemu, bierze na siebie ciężar przywrócenia równowagi, ponieważ przejmuje winę, lęk i złość. Rozumie pan?
- Jak Luke Skywalker w Gwiezdnych wojnach?
- Słucham?
- Przepraszam, głupi żart. Wydaję mi się, że rozumiem.
- To proszę patrzeć dalej.

Rudzki wyprowadza Kwiatkowską i Kaima zza pleców Jarczyk. Teraz wszyscy stoją obok siebie, patrzą na Telaka.
Jarczyk (trzęsie się, z trudem wypowiada słowa): - Nie chcę, żeby moje dzieci tu stały. Nie chcę, żeby szły do rodziców męża. Czułam się lepiej, kiedy stały za mną.
Kwiatkowska: - Cieszę się, że widzę tatę i dziadków. Bardzo ich kocham. Najbardziej tatę. Widzę, że jest smutny, i chciałabym mu pomóc.
Kaim: - Tak, zgadzam się z siostrą, ale trochę mi słabo. Serce mnie boli, strasznie się trzęsę.
Kwiatkowska: - Czy mogę podejść do dziadków? Czuję wręcz fizycznie przyciąganie.
Rudzki: - Dobrze, ale tylko dwa kroki.
Rozpromieniona Kwiatkowska idzie w stronę krzeseł. Jarczyk zaczyna płakać na ten widok. Kaim, blady jak ściana, masuje sobie mostek.
Tym razem to Szacki sięgnął po pilota i zatrzymał film. Na ekranie zastygł grymas bólu Kaima i niewidzące, utkwione w ścianie oczy Telaka.
- Jak to możliwe, że Kaima boli serce? - zapytał. - Rozumiem: wie, że syn Telaka choruje, ale mimo to...
- Trudna sprawa. Istnieje pewna teoria, teoria pól morfogenetycznych, którą się wykorzystuje do tłumaczenia terapii Hellingera. Wedle tej teorii to, jacy jesteśmy, zależy nie tylko od genów, ale też od pola elektromagnetycznego. Hellinger mówi, że nasz duch rezonuje ze wszystkim, co się stało w danej rodzinie, ma związek z żyjącymi i zmarłymi. W czasie ustawienia obca osoba może wejść w ten rezonans.
- Wierzy pan w to?
Rudzki wykonał nieokreślony ruch, który wskazywał na to, że jest w stanie zaakceptować tę teorię, ale tylko ze względu na brak innych.
- Dla mnie to bez znaczenia. Ważne jest, czy coś działa, czy nie. Nie wiem, jak działa komputer, a mam z niego mnóstwo pożytku.
- Czy syn Telaka zachorował już po samobójstwie siostry? - zapytał Szacki.
- Tak, wtedy u Bartka ujawniła się wada serca. Choroba zawsze jest sygnałem zakłócenia porządku. Główna jej dynamika to „lepiej ja niż ty". Decydujemy się na cierpienie, aby ulżyć innemu członkowi rodziny. Dopiero przywrócenie porządku i równowagi pozwala chorobę wyleczyć.
- A czy Bartek ma teraz większe szanse na wyzdrowienie, kiedy jego ojca zabrakło?
Rudzki zakaszlał. Przeprosił ruchem dłoni i poszedł do kuchni. Wysmarkał się głośno.
- Panie prokuratorze - zawołał stamtąd. - Nie zastanawiałbym się tak długo nad odpowiedzią, gdyby nie pana zawód i cel pańskiej wizyty. Rozumie pan?
Szacki wstał, wziął swój kubek i poprosił o coś do picia.
- A jaka jest odpowiedź? - nalał do kubka trochę niegazowanej nałęczowianki, którą podał mu gospodarz.
- Nie wiem. Być może tak. Ale tylko być może. A być może jego stan się jeszcze pogorszy. Rozumie pan, pan Telak nie odszedł w spokoju, załatwiwszy wcześniej wszystkie swoje sprawy. Myślę, że stan Bartka poprawiłby się po zakończeniu ustawienia. Zmiana następuje w polu, które odtąd inaczej rezonuje. Dlatego zmiany są zauważalne także u osób, które nie biorą udziału w ustawieniu, może nawet o nim nie wiedzą.
Mężczyźni wrócili na sofę.

Rudzki: - Panie Henryku, proszę teraz wstać.
Telak wstaje z widocznym wysiłkiem. Jarczyk płacze coraz głośniej.
Rudzki (do Kwiatkowskiej): - Dlaczego chce pani iść do dziadków?
Kwiatkowska: - Chcę ulżyć tacie.
Telak (zdruzgotany): - Nie, to niemożliwe, nie chcę tego słuchać.
Kaim: - Bardzo chcę do siostry i do dziadków. Boli mnie. Chciałbym, żeby już mnie nie bolało. I żeby tacie było lepiej.
Jarczyk: - To jest nie do zniesienia. Chcę, żeby on stąd poszedł - (pokazuje na Telaka). - Nie kocham go, nawet nie lubię, jest obcy i odrażający. Chcę, żeby wszystko się uspokoiło. Żeby on odszedł, a nie dzieci.
Telak: - Ale przecież ja nic... - (głos mu się łamie, nie jest w stanie mówić dalej).
Jarczyk: - Czuję zimno i pustkę. I nienawiść. Przez ciebie moje dziecko umarło! - (szlocha rozdzierająco). - Rozumiesz?! Moją córka nie żyje, a mój syn do niej dołączy. Zamordowałeś moje dziecko!
Kwiatkowska: - Tatusiu, zrobiłam to dla ciebie. Dlaczego nie chcesz tego zrozumieć? Tatusiu! (płacze).
Telak osuwa się na kolana. Cały czas nie patrzy na nikogo.
Telak (szeptem): - Zostawcie mnie, to nie moja wina. Nie moja wina.
Kaim (z trudem): - Nie martw się, tato, pomożemy ci.
Kaim podchodzi do siostry, łapie ją za rękę.
Kwiatkowska: - Tak, tatusiu, razem ci pomożemy.
Robią krok w kierunku krzeseł.
Jarczyk: - Nie!!! Błagam, nie!!! Nie możecie mnie z nim zostawić! Nie możecie odejść. Proszę, nie odchodźcie, nie zostawiajcie mnie samej. Proszę, proszę, proszę.
Kaim odwraca się w jej stronę.
Kaim: - Nie gniewaj się, mamo. Musimy to zrobić dla taty.
Jarczyk mdleje. Rudzki podbiega do niej wyraźnie przestraszony, klęka.
Rudzki (do reszty): - Okej, to koniec na dziś, skończymy jutro rano. Źle się dzieje, że przerywamy, ale nie ma innego wyjścia. Proszę, aby państwo poszli do swoich pokoi, nie rozmawiali, nie czytali książek. Zobaczymy się jutro na śniadaniu o dziewiątej.
Kwiatkowska i Kaim patrzą na siebie jak wyrwani z transu. Puszczają swoje dłonie i wychodzą z kadru. Rudzki układa Jarczyk na boku i podchodzi do kamery. Na drugim planie cały czas klęczy Telak. Wzrok ma wbity w przestrzeń.
Fragment 1

Mężczyzna w popielatym garniturze, około pięćdziesiątki, trochę przy kości, mocno szpakowaty, ale bez łysiny, leżał na wznak na pokrytej zielonkawym linoleum podłodze, zupełnie niepasującej do niskiego krzyżowego sklepienia. Obok niego stała szara, staromodna walizka, zamykana nie na suwak, lecz dwa metalowe zamki, dodatkowo zabezpieczone krótkimi pasami zapinanymi na klamerki.
Krwi było niewiele, prawie wcale, ale Szacki wcale nie poczuł się dzięki temu lepiej. Wiele go kosztowało, aby pewnym krokiem podejść do ofiary i ukucnąć obok jej głowy. Odbiło mu się żółcią. Przełknął ślinę.
- Odciski? - spytał obojętnie.
- Na narzędziu zbrodni żadnych, panie prokuratorze - odparł szef techników, kucając po drugiej stronie ciała. - Zebraliśmy w innych miejscach, tak samo jak mikroślady. Mamy wziąć próbki zapachowe?
Szacki pokręcił przecząco głową. Jeśli denat przez ostatnie dwa dni przebywał z osobami, z których jedna go zabiła, to zapach nic nie pomoże. Tyle razy obalali mu tę poszlakę w sądzie, że szkoda było trudzić techników na darmo.
- Co to w ogóle jest? - zwrócił się do Kuzniecowa, wskazując na zakończony czarną plastikową rączką szpikulec, wystający z prawego oka ofiary. Ulżyło mu, że dzięki pytaniu może odwrócić wzrok w stronę policjanta, zamiast patrzeć na bordowo szarą masę, która musiała być kiedyś okiem mężczyzny, a teraz zakrzepła na policzku w kształcie uparcie przywodzącym Szackiemu na myśl bolid Formuły 1.
- Rożen - odpowiedział Oleg. - Albo coś podobnego. W jadalni jest cały komplet w tym samym stylu. Noże, tasak, sztućce.

Uwikłanie

Wydawnictwo: W.A.B.

z serii: mroczna seria

Oprawa: miękka

Ilość stron: 328

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 
inne wydania produktu - Filmy

Wybierz produkt z listy

inne wydania produktu - e-Książki pdf / epub

Wybierz produkt z listy

Nasza cena: 33,50

Cena detaliczna: 36,81

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Teodora Szackiego, warszawskiego prokuratora, łatwo rozpoznać na miejscu zbrodni. Wysoki, szczupły, w zbyt dobrym jak na urzędnika garniturze, o młodej twarzy, z którą kontrastują zupełnie siwe włosy. Stoi trochę z boku, wściekły, że znów kogoś zamordowano po siedemnastej, dokonując zamachu na jego poukładane życie rodzinne lub - zależnie od dnia - przeszkadzając mu w nieudolnym flircie, który może to poukładane życie doszczętnie zburzyć.

W chłodną niedzielę 5 czerwca 2005 roku Szacki rozpoczyna nowe śledztwo. W klasztorze, w centrum miasta, zamordowano jednego z uczestników niekonwencjonalnej terapii grupowej, w czasie której pacjenci wcielali się w role swoich bliskich. Przypadkowe zabójstwo podczas włamania? Taka jest oficjalna wersja, gdyż Szackiemu trudno uwierzyć w hipotezę, że sprawcą zbrodni jest któryś z uczestników terapii. A jeśli tak, to dlaczego? Czy motywu należy szukać w nich samych, czy w osobach, które odgrywali podczas terapii? Każde przesłuchanie dostarcza informacji jeszcze bardziej wikłających sprawę. Prokurator ma nadzieję, że dokładne zbadanie przeszłości denata - osoby pozornie nieciekawej i bezbarwnej - pozwoli wykryć przyczynę zabójstwa i znaleźć sprawcę. Są jednak tajemnice, których nie odkrywa się bezkarnie - rodzinne tajemnice strzeżone przez siły potężniejsze niż rodzina.

Zygmunt Miłoszewski (ur. 1976) - prozaik, redaktor, dziennikarz tygodnika Newsweek. Opublikował opowiadanie Historia portfela, napisane na konkurs literacki Polityki, powieść grozy Domofon (W.A.B. 2005), rozgrywającą się we współczesnej Warszawie, i baśń przygodową dla dzieci Góry Żmijowe (W.A.B. 2006). Na zamówienie Juliusza Machulskiego pisze scenariusz filmowy według Domofonu. Wkrótce ukaże się niemiecka i holenderska edycja tej powieści.

seria: mroczna seria

Książka otrzymała tegoroczną Nagrodę Wielkiego Kalibru dla najlepszej polskiej książki kryminalnej i sensacyjnej wydanej w 2007 roku.

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: sensacja, kryminał, czarny kryminał

Wydawnictwo: W.A.B.
Oprawa: miękka
Wymiary: 125x195
Ilość stron: 328
ISBN: 978-83-7747-686-4
EAN: 9788377476864
Wprowadzono: 24.01.2012

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję
Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

Zobacz również

Bogowie deszczu - James Lee Burke

Bogowie deszczu

James Lee Burke

cena: 36,80 31,28

Mecz - Piotr Bojarski

Mecz

Piotr Bojarski

cena: 29,83 25,36

Krok za krokiem - Jason Starr

Krok za krokiem

Jason Starr

cena: 27,93 23,74

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.