Kategorie okolicznościowe
Kategorie
eseje, felietony i publicystyka literacka
literatura popularno - naukowa
Ostatnio oglądane
U niej na ścianie wisiał Willem de Kooning, Dubuffet i wszystkie te rozpadające się ciała i twarze kubistów, z którymi zupełnie nie wiedziałam, co począć. U mnie były anioły. Almut mówiła zawsze o mojej wolierze. Nie mogę znieść - powtarzała często - że nie wiadomo, czy to są mężczyźni, czy kobiety.
- Mężczyźni.
- Skąd wiesz?
- Mają męskie imiona: Michał, Gabriel.
- Według mnie byłoby logiczniej, gdyby to kobieta przyszła do Marii powiedzieć jej, że będzie miała dziecko.
Kobiety latają inaczej.
Gdy dzieje się coś, co dotyka mojego wnętrza, mojej tajemnicy, jak powiedziałaby Almut, znikam.
Oglądanie po raz pierwszy obrazu, który zna się z reprodukcji, jest jak halucynacja. To niemożliwe, żeby ten obraz był autentykiem, żeby pewnego dnia, te kilkaset lat temu Botticelli, po ostatnim pociągnięciu pędzlem, siedział przed nim i spoglądał nań swoimi oczyma, które dawno już zniknęły. Czuję, że nadal jest w pobliżu tego obrazu, ale nie może go dotknąć. Minęło tyle czasu, że obraz stał się czymś zupełnie innym, a przecież materialnie nadal jest tym samym przedmiotem, dlatego to takie niesamowite. Magiczne działanie oryginału wywołuje u mnie oszołomienie, którego nie potrafię opisać.
Niektóre opowieści mają taką moc, że po dwóch tysiącach lat, w świecie komputerów, potrafią rozhuśtać dzwony, i o tym wiedział Botticelli.
Pociągało nas to - myślę teraz - że oni nigdy nic nie zapisywali. Nic nigdy nie zastygło. Było mnóstwo świętości, ale niczego nie umieszczono w księdze. Nie wynaleźli żadnych maszyn i oczywiście dlatego ich wyśmiewano, ale przez te tysiące lat żyli we wrogim otoczeniu, w czymś w rodzaju wieczności bez liczb. Nie niszczyli przyrody i przyroda ich żywiła. Nostalgia, którą przez to wzbudzali, nie miała sensu, ponieważ ich świat miał zostać uśmiercony przez nasz świat. Wszystko, co wymyślili na przestrzeni ich nieskończonego czasu, dostrzec można było tylko w sztuce, i to najczęściej w sztuce, którą zaraz niszczyli, w rysunkach na piasku, malowidłach na własnym ciele, sporządzanych na rytualne uroczystości, w sztuce, która należała do wszystkich, ale nie do nas, bo nie miałyśmy kluczy do tajemnic. Nie dane nam było przedrzeć się przez powierzchnię. Chciałyśmy i nie mogłyśmy zrozumieć tej abstrakcji, która była równocześnie fizyczną rzeczywistością. Jak należało to przetłumaczyć, żeby było zrozumiałe, śnienie, które nie miało nic wspólnego ze snami, lecz było rzeczownikiem mającym wyrazić porządek świata od początku uniwersum aż do czasu sprzed pamięci. To było zbyt dużo jak na nasze siedemnastoletnie głowy, i właściwie to wciąż za dużo. Ludzie błyskawice, Tęczowy Wąż i wszystkie inne istoty w ludzkiej lub nieludzkiej postaci, które przemierzyły chaos jeszcze nieuformowanego świata i w ten sposób wszystko stworzyły i nauczyły ludzi, jak mają się obchodzić z uniwersum, aż tyle. W epoce snu mityczni przodkowie zarzucili na świat sieć snów. Czasem były to sny osób mieszkających w jednym określonym miejscu, kiedy indziej przemierzały ogromne przestrzenie pustyni, toteż nieraz ludzi z różnych terenów, mimo że mówili różnymi językami, łączył jeden sen. I to wszystko można było zobaczyć na ziemi, duchy i przodkowie wszędzie zostawiali po sobie ślady w postaci kamieni, sadzawek, formacji skalnych, dzięki czemu następne generacje mogły odczytywać opowieści i w ten sposób cofać się we własnej historii. Na tym jeszcze nie koniec. Można było nie tylko zobaczyć i rozpoznać w krajobrazie nadal żywotne siły istot przodków, sami ludzie mieli także własne sny i byli przez nie połączeni z tymi istotami. A wszystko znajdowało swój wyraz w czymś, co dzisiaj nazywa się sztuką, w twojej własnej duchowej tożsamości, twoim totemie, związanym z jakimś zjawiskiem przyrody lub zwierzęciem, z pieśniami, których nikt inny nie potrafił zaśpiewać, z tańcem, tajemnymi znakami, z nigdy niespisaną kosmogonią, choć dosłownie wszystko miało w niej swoje miejsce, do którego ty czy twoja grupa stale mieliście powracać, świat bez języka pisanego, nigdy niekończąca się encyklopedia znaków, w której po dziesiątkach tysięcy lat nadal można było czytać i odnaleźć własne miejsce.
ak można było odziedziczyć coś, co nie jest rzeczą, nie jest przedmiotem? Gdzieś w nim, w jego pochodzeniu, w jego istocie mieszkała niewidzialna jaszczurka, która nie była jaszczurką i nigdy nie miała być dla mnie widoczna na jego obrazach, przodek w zwierzęcej postaci, który przyszedł do niego przez nigdy nieliczony czas, zachował swoje święte znaczenie, także po tym, jak przyszli ci inni, nic niewiedzący o tradycjach, nic nierozumiejący, którzy wszystko mieli nadgryźć i opanować. Sen, lubiłam powtarzać sobie to słowo, jakbym mogła dzięki temu mieć udział w całym tym królestwie duchów, uskrzydlonym świecie, będącym tematem obrazów i - jak się wydawało - istniejącym tylko w rezerwatach, daleko, na bezlitosnej pustyni, którą niektórzy jeszcze teraz potrafili czytać jak książkę czy pieśń. Każdy miał swój sen, z odpowiednim totemem i pasującymi doń tekstami, właściwymi jego własnemu pochodzeniu i dziedzictwu trwającego nadal stworzenia, które było dziełem przodków i również nazywało się snem. W mieście nie było po tym wszystkim ani śladu.
Któż przegnał ze świata myśl o aniołach, kiedy ja wciąż czuję je wokół siebie?
- Już w to nie wierzysz? - zaczepiam go.
- Gdybym wierzył, w ogóle nie wolno by mi było o tym rozmawiać.
- Więc już nie wierzysz?
- To byłoby zbyt proste.
Koniec rozmowy.
tryumf polega na chwilowej świadomości tego, iż jesteśmy równocześnie śmiertelni i nieśmiertelni
On jest tak samo nieprzystępny jak jego obrazy. Możesz je zawiesić na ścianie, ale jeszcze nie będą twoje, nigdy nie będziesz ich miała, ponieważ pochodzą skądś, dokąd nie masz dostępu.
Drzewa przesiewają białe słoneczne światło, wydaje się, że wszystkie te proste, przezroczyste promienie skierowane są na niego, brakuje już tylko złotej ramy, w którą można by oprawić ten obraz.
Ostatnie, co widzimy, to ta dziwna kontorsja, w jakiej stoi przed mapą stóp z punktami akupunkturowymi, mężczyzna, który ma zamiar podnieść o wiele za ciężki głaz.
Anioły nie istnieją, ale mają hierarchię, jak w wojsku. Na freskach odlatują i przylatują, u Rafaela i Giotta przynoszą dobre nowiny, stoją jako skamieniali wartownicy przy grobach bogatych ludzi w Genui i Buenos Aires, z mieczem ognistym odprowadzają potępionych do wyjścia z raju. Mają imiona, ciała i skrzydła, nie mają przyrodzenia, a jednak nie są kobietami, są nieśmiertelne, nikt zatem nigdy nie znalazł ich szkieletu, dlatego też nikt nie mógł zbadać, jak te skrzydła przewyższające rozmiarem człowieka są przyłączone do kośćca, krótko mówiąc, należą do znanego nam świata, nie istniejąc
Był jedynym mężczyzną, którego kiedyś wziął w ramiona anioł, znowu poczuł, jak skrzydła, których już nie miała, zamykają się wokół niego i gdy go masowała, nie, właśnie dlatego, że go masowała, tak się oddał swoim wspomnieniom, iż zdawał się z powrotem wkradać w przeszłość, żeby się w niej ukryć. Może nawet zasnął.
Nie rozumiesz, że teraz nastała nowa generacja pisarzy - powiedziała. - Im potrzebna jest szybkość, oni nic nie widzą w tych siedliskach kurzu, którymi się zajmujesz. Teraz liczą się historie, szaleństwo, humor, a nie różne górnolotne spekulacje, filozoficzna paplanina i intelektualne popisy.
„Powiadają, że aniołowie nie wiedzą często, czy idą
wśród żywych, czy umarłych" (tłum. B. Antochewicz).
Anioły są istotami mitycznymi, ale anioł w dwudziestym wieku zakrawa na kicz albo ironię, albo po prostu jest teatrem.
na tę twarz chciałby czekać jeszcze całymi dniami, ale jej opis nigdy by mu się nie udał - równocześnie jasna i stroskana, otwarta i nieprzenikniona, wyzywająca i powściągliwa, wiele obiecująca i - wiedział to teraz, gdy znowu ją zobaczył - twarz zasadzka.
zawsze były wokół niej inne anioły, młodzi mężczyźni o ciałach, które, jak długo żyją, nie zajmowały się niczym innym niż joggingiem i surfingiem, mogliby prosto stąd trafić na sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej.
Anioły nie stanowią jednego z ludźmi.
Jadę w podróż, aby wyrównać stratę. Kto kiedyś napisał książkę, wie, o czym mówię. To forma pożegnania, zatem zawsze także forma żałoby. Przez rok, dwa żyłeś z ludźmi, nadałeś im imiona, które pasują do nich albo i nie, pozwoliłeś im cierpieć albo się śmiać, oni pozwolili ci cierpieć albo się śmiać, a potem wysłałeś ich w drogę, w szeroki świat. Masz nadzieję, że dobrze im się wiedzie, że starczy im sił, żeby jeszcze trochę pożyć. Zostawiłeś ich samych, ale masz poczucie, że to oni cię zostawili. Sam na opuszczonym dworcu w czymś, co wcześniej było Berlinem Wschodnim. Dużo smutniej właściwie być nie może.
Wszystko zaczęło się od nieporozumienia, którego następstwa ciągną się w nieskończoność. Czasami wmiesza się w to jeszcze działanie podejmowane z rozmysłem, ale najczęściej nie jest potrzebne. Raz kobieta posłucha węża, co będzie miało przeróżne konsekwencje, kiedy indziej żaglowiec przybije do nieznanego wybrzeża, na którym w zaroślach ukryli się pomalowani ludzie, albo pewnego wieczoru ktoś wjedzie w niewłaściwą dzielnicę i już nigdy nie będzie taki sam.
Myślał pan kiedyś o pomysłodawcy raju? Miejsca bez nieporozumień? Niezmierna nuda, jaka tam musi panować, z pewnością została zaplanowana jako kara. Coś takiego mogło się uroić jedynie w głowie bardzo złego pisarza.
Utracony raj
Wydawnictwo: W.A.B.
z serii: Don Kichot i Sancho Pansa
Oprawa: miękka
Ilość stron: 160
Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawy
Nasza cena: 27,14
Cena detaliczna: 29,83
U nas taniej o 9%
dodaj do przechowalni Dodaj do koszykastwórz link z okładką na swoją stronę
Eryk Zondag, krytyk literacki, przechodzi kryzys wieku średniego. W drodze do spa rozmyśla o swoim życiu, kondycji współczesnej literatury holenderskiej i o nieudanym związku ze sporo młodszą kobietą. W sanatorium, w którym regularny i uporządkowany rytm dnia miał przynieść spokój jego duszy, spotyka Almę, swoją niedoszłą kochankę poznaną w Perth, na festiwalu aniołów...
Noteboom poetyckim językiem opowiada o dojrzewaniu, o trudnej konfrontacji marzeń z rzeczywistością i o tym, co z takiego zderzenia pozostaje.
`Nooteboom sugeruje, że aby zaspokoić głód duszy, nie trzeba bezpośredniego doświadczenia transcendencji, zaskakująco dużo może dać współudział w estetycznej iluzji.`
J.M.Coetzee
`Nooteboom wykorzystuje ziemskie pojęcia piekła i raju, kilka linijek z Miltona i jednego czy dwa anioły, aby skonstruować historię dwojga ludzi, którzy spotykają się na festiwalu literackim w Perth, a po latach - na stole do masażu w górskim spa. Po drodze bezkompromisowo redefiniuje pojęcia straty, ukojenia i duchowości.`
Tom Barbash, The New York Times Book Review
`Rzecz śmiała, poetycka, prowokacyjna i oczyszczająca.`
De Volkskrant
`Nooteboom bez najmniejszego wysiłku przetwarza swoje podróżnicze doświadczenia w zaskakującą wariację na dobrze znany temat.`
Trouw
Cees Nooteboom (ur. 1933) - to jeden z najpopularniejszych i najczęściej tłumaczonych pisarzy holenderskich, autor powieści, zbiorów poezji i opowiadań oraz opowieści podróżniczych. Autor m.in. Rytuałów (1980, wydanie polskie: 1999), Berlijnse notities (1990), Następnej historii (1991, wydanie polskie: 1999), nagrodzonej European Prize. Mieszka w Amsterdamie. Prawa do Dróg do Santiago (1992) zakupili dotychczas wydawcy z 11 krajów, m.in. z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Włoch, Szwecji i Hiszpanii.
tytuł oryginału: Paradijs verloren
przekład: Łukasz Żebrowski
Szczegółowe informacje:
| Dział: | Książki Kategoria: literatura piękna, powieść podróżnicza, powieść psychologiczna |
| Wydawnictwo: | W.A.B. |
| Oprawa: | miękka |
| Wymiary: | 123x195 |
| Ilość stron: | 160 |
| ISBN: | 978-83-7747-631-4 |
| EAN: | 9788377476314 |
| Wprowadzono: | 30.01.2012 |
Recenzje klientów
i zgarniaj nagrody napisz recenzjękasandra-85.blogspot.com kasandra_85(at)wp.pl 10 luty 2012
Kiedy tylko w zapowiedziach zobaczyłam książkę holenderskiego pisarza Ceesa Nootebooma „Utracony raj”, od razu zaintrygował mnie ciekawy opis, tytuł oraz okładka. Nie czytałam jeszcze żadnej jego książki, więc tym bardziej chciałam poznać twórczość autora, który oprócz pisania prozy i poezji jest również zapalonym podróżnikiem. Czy książka przypadła mi do gustu? O tym za chwilę... Niezwykle trudno opisać treść tej powieści, ale spróbuję rzucić światło na fabułę. Poznajemy dwie przyjaciółki, zupełnie różne pod względem charakterów a jednak mające ze sobą coś wspólnego. Alma to typ wrażliwej, zamkniętej w sobie i doświadczonej przez los kobiety, Almut natomiast to twarda sztuka mocno stąpająca po ziemi. Obie bohaterki zafascynowane są kulturą i niezwykłością Australii i obierają ją na cel swojej podróży. Wyruszają pełne marzeń, oczekiwań i planów jednak rzeczywistość często jest odmienna od wyobrażeń. I tak właśnie było w tym przypadku. Na dodatek czas ten okaże się też niełatwą próbą dla ich przyjaźni. W całą opowieść wpleciono także losy Erika Zondaga, krytyka literackiego, który ma już dość szarzyzny swojego życia i nijakości swojego obecnego związku. Ścieżki Almy i Erika nieoczekiwanie się krzyżują... Co z tego wyniknie? Z pewnością pozycja ta zaskoczy Was nieszablonowymi rozwiązaniami:). Książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Przede wszystkim jest to zasługa minimalistycznego stylu, oryginalnej fabuły, ciekawych bohaterów, wszędobylskich tajemnic oraz przede wszystkim symboliki. Zanim rozpoczęłam przygodę z tą książkę nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać. Intuicja podpowiadała mi jednak, że jest to pozycja, której warto poświęcić swój czas i szybko podczas czytania okazało się to prawdą. Początkowo jednak dość trudno było mi się wdrożyć w opisywaną historię, ale im dalej, tym całość wydawała mi się bardziej przejrzysta i zrozumiała. Piękny poetycki język, metafory, świat artystyczny i duchowe przesłanki dodały opowieści rumieńców i bardzo ją wzbogaciły. Podczas lektury nasuwają się także liczne pytania, sporo refleksji i przemyśleń oraz cała masa emocji. Nie sposób się od niej oderwać. „Utracony raj” to niewielkich wymiarów, niepozorna książka, która zawiera w sobie wiele wartości, ale też i sporo zagadek. To lektura z pograniczu jawy i snu, zawierająca cząstkę magii, duchowości, poezji, ale i też bolesnej realności. Wszystkim czytelnikom pragnącym poznania oryginalnej, nietuzinkowej pozycji polecam tę niezwykłą powieść. Jestem przekonana, że nie będziecie zawiedzeni. Pozdrawiam!!
Zobacz również
