Kategorie okolicznościowe
Kategorie
eseje, felietony i publicystyka literacka
literatura popularno - naukowa
Ostatnio oglądane
Szli w milczeniu i w milczeniu tu usiedli. Po dłuższej dopiero chwili odezwała się Kate:
– Musisz mi obiecać, Gogo, że przyjmiesz spokojnie to, co ci zakomunikuję.
– Możesz być tego pewna, Kate.
– Otóż zacznę od tego, że z nikim jeszcze o tym nie mówiłam. Ty jesteś pierwszy. Mam do ciebie zaufanie, ale w danym wypadku nie ono odgrywa rolę. Po prostu to jest sprawa przede wszystkim twoja.
– Słucham, Kate.
– Wczoraj wieczorem umarła Michalinka Zudrówna i jak wiesz, byłam przy jej śmierci.
– Wiem, Kate.
– Przed śmiercią zrobiła mi wyznanie...
Niski, głęboki głos Kate załamał się i stał się prawie szorstki.
– Wyznała mianowicie, że syn jej, uchodzący za jej syna Maciej Zudra, nie jest Maciejem Zudrą, nie jest jej synem.
Gogo zaciekawił się.
– Tak? Więc kimże jest?
Kate była blada.
– Jest hrabią, Rogerem Tynieckim.
– Nie rozumiem?
– Jest hrabią Rogerem Tynieckim, synem śp. Maurycego Tynieckiego i Matyldy z Pomianów Tynieckiej. Że jest jedynym ich synem.
Gogo spojrzał na nią z takim wyrazem twarzy, jakby mówił z istotą nieprzytomną.
– Przepraszam cię, Kate – odezwał się łagodnie – czy chcesz przez to powiedzieć, że Maciuś jest synem moich rodziców?
– Tak, Gogo. Jedynym synem.
Zaśmiał się pojednawczo.
– Dobry żart! Kimże ja w takim razie jestem? Czy nie powiedziała ci tego?
Miał minę rozbawioną.
– Owszem, powiedziała. Ty jesteś jej synem, Maciejem Zudrą.
– Ja?... Ja?... – Gogo wybuchnął głośnym, niepohamowanym śmiechem – Ja Zudra?... Cha... cha... cha... Wybacz, Kate... Cha... cha... cha... Wybacz, ale nie mogę się powstrzymać... Moja cudna, moja kochana Kasieńko... To tym się tak frasowałaś?... Takimi głupstwami! Cha... Cha...
– To nie są głupstwa, Gogo. To prawda.
W jej tonie było takie przeświadczenie, że się aż zdziwił.
– Jak mogłaś uwierzyć w podobne bzdury!
– Ludzie na łożu śmierci nie opowiadają bzdur.
– Więc majaczą – zawołał prawie z gniewem, zły, że taka inteligentna istota, jak Kate, wzięła podobne nonsensy na serio. – Majaczą, miewają halucynacje. Ta poczciwina nagadała ci bajek, a ty...
– Gogo – przerwała Kate. – Nie jestem tak naiwna, jak myślisz. I nie zaczynałabym tej rozmowy, nie podnosiłabym tej sprawy, gdybym nie wiedziała, gdybym nie wiedziała z całą pewnością, że Michalinka wyznała prawdę. (...)
– Wynikałoby z tego, że mnie i Maciejka zamieniono?
– Tak.
– I któż tego dokonał?
– Ona. Michalinka, twoja prawdziwa matka.
– Nie nazywaj jej, proszę, moją matką... Później będziesz się rumieniła, gdy sobie to przypomnisz. Ale czy nie zastanawiałaś się, w jaki sposób mogła tego dokonać?
– W bardzo prosty. Mając do karmienia dwoje niemowląt w jednym wieku i nie podlegając niczyjej kontroli, zapragnęła swemu synowi zapewnić lepszy los. I zamieniła.
– Jak to? – zirytował się. – I sądzisz, że nikt by tego nie zauważył?
– Mógł nikt nie zauważyć, ale owszem, znalazł się ktoś, kto nie tylko zauważył, lecz przyłapał ją na gorącym uczynku zamiany.
– Któż to był?
– Aleksander, kamerdyner, Aleksander Żołoń.
– A przyłapawszy, on, najwierniejszy sługa mego ojca, nie uważał za stosowne zawiadomić o tym swego pana?... Zastanów się!
– Nie ironizuj, Gogo – smutnie odpowiedziała Kate. – Owszem, wiedział, co jest jego obowiązkiem, ale nie wypełnił go. Michalina liczyła wówczas sobie lat dwadzieścia dwa czy trzy, a on już był po pięćdziesiątce. Kupił ją za cenę milczenia.
W oczach Rogera po raz pierwszy zamigotał niepokój.
– Bajeczka wcale zgrabnie ułożona, ale na szczęście Aleksander żyje jeszcze i... (...)
– Rozmawiałam z nim. Przyznał się wśród płaczu i zaklinał mnie, by nie poruszać tej sprawy. Boi się sądu i pozbawienia dożywocia.
– To ostatnie nie minie tego starego łotra! – zacisnął pięści Gogo. – Ach, nędzne gadziny, plugawe gady! I ośmielili się jeszcze ciebie, właśnie ciebie, moje ty kochanie, mój ty aniele biały, wciągnąć w tę błotnistą intrygę. Ale ja z nimi zrobię porządek!... Ha, patrzcie go! On nie tylko wierszyki układa, ale i wcale przemyślne planiki. Taki drobiazg! Ograbić za jednym zamachem mnie z nazwiska, z majątku, z tytułu! Niezły spisek: umierająca matka, stary sługa i ten gagatek. Ręczę ci, że to on wymyślił wszystko, że on jest sprężyną całej tej diabelskiej machinacji. No, już ja z nimi zrobię porządek!
Zbladł i trząsł się cały.
– Ohyda, ohyda, ohyda – powtarzał.
– Nie mów tak, Gogo, bo i ja może nie uwierzyłabym temu wszystkiemu, gdybym nie miała bardziej przekonywającego dowodu, który niestety nie pozostawia żadnych wątpliwości.
– Dowodu?
– Tak.
– Jakiż to dowód?
– Chodź ze mną.
Gogo wziął ją za rękę.
– Zaczekaj. Przecież nie musisz mi pokazywać tego dowodu. Wystarczy, jeżeli powiesz, o co chodzi.
– Więc dobrze. Umierając, Michalinka powiedziała mi, że jej syna można rozpoznać po tym, że ma na prawej nodze nad kostką znak rodzimy, znak w tym samym miejscu i taki sam jak u niej. Sprawdziłam. Zmarła ma ten znak rzeczywiście. Zresztą Aleksander, który w owym czasie widocznie bardziej interesował się nogami Michalinki, właśnie po tym znaku poznał, że was zamieniono. Czy masz na prawej nodze nad kostką brązową myszkę?
Podniosła nań oczy i aż przestraszyła się: był blady jak trup, twarz zastygła mu w jakimś bolesnym grymasie, w oczach miał bezradny, paniczny lęk.
Wzięła jego rękę. Łagodnie wyprostowała kurczowo zaciśnięte palce. Wielka litość ściskała jej gardło.
Biedny chłopak, biedny chłopak, myślała, ale nie mogła z siebie wydobyć ani słowa. Tylko coraz cieplej, coraz serdeczniej gładziła jego rękę.
Mijały minuty jedna za drugą. Ciszę przerywał tylko szelest liści z rzadka opadających z drzewa lub krótki plusk wody na dole w stawie. Wreszcie Roger odezwał się ochrypłym i głuchym głosem:
– To straszne... to straszne... Ja synem tej kobiety. Nie mogłem doznać haniebniejszego poniżenia...
Po chwili podniósł rękę Kate do ust i pocałował.
– Jakie to szczęście – powiedział – że to właśnie ty dowiedziałaś się o tym wszystkim.
– Nie uważam tego za szczęście. Wolałabym nigdy o tym się nie dowiedzieć.
– Rozumiem – przyznał – ale pomyśl, że to był tylko przypadek, pomyśl, że przy śmierci tej... kobiety mógł znaleźć się kto inny. Wtedy byłbym zgubiony.
Szeroko otworzyła oczy.
– Co przez to chcesz powiedzieć?
– No, nie byłoby dla mnie ratunku. Ten pisarz prowentowy odebrałby mi wszystko i puścił z torbami. Przecie każdy inny, usłyszawszy takie wyznanie Michalinki, roztrąbiłby je natychmiast. I doprawdy, jestem pełen podziwu dla twej ostrożności i przezorności, Kate, że tylko mnie powiedziałaś o tym.
– Tak, bo uważałam, Gogo, że ty o tym musisz wiedzieć pierwszy.
Na ostatnim wyrazie położyła silny nacisk, lecz on tego nie zauważył.
– Tak, pierwszy. Pierwszy i ostatni. Oczywiście Aleksander w dobrze zrozumiałym własnym interesie nie piśnie ani słówka. Ja też, zapewniam cię, nie zamierzam tym się chwalić.
Zaśmiał się krótko i nerwowo.
Kate spojrzała nań z niedowierzaniem.
– Nie chcesz chyba przez to powiedzieć, że chciałbyś już teraz świadomie przywłaszczyć to, co się należy Maciejowi?
Jej pytanie brzmiało łagodnie, lecz wyczuł w nim jakieś surowe akcenty.
– O, nie. Nie zamierzam go krzywdzić. Dostanie to, czego się nigdy w życiu nie spodziewał, o czym nie marzył. Dam mu jeden z folwarków. Powiedzmy, Skorochy. Co? Dwadzieścia kilka włók pięknej ziemi. Dla niego to fortuna.
– To może być fortuną dla Maciejka, ale nie dla hrabiego Rogera Tynieckiego – powiedziała, skandując sylaby.
– Jeżeli uważasz, że to za mało... Nie jestem skąpy. Dodam mu coś jeszcze.
– Jesteś bardzo hojny. Zapominasz tylko o jednym, że hojny jesteś z cudzego. Przecież to wszystko jego własność.
– Zapewniam cię, że nie wiedziałby, co z tym począć – powiedział Gogo z lekkim rozdrażnieniem. – I tak oszaleje chyba z wdzięczności, gdy dostanie Skorochy.
– Wiedząc, że należy mu się wszystko?
– Ba, ale tego nigdy nie będzie wiedział.
Kate wstała i głos jej drgał lekko, gdy zaczęła mówić:
– Rogerze. Wiem, że nie przemyślałeś tego, coś powiedział, i tylko dlatego nie cofam ci swego szacunku. Miałam cię zawsze za człowieka uczciwego, za człowieka honoru. I wierzaj mi, gdybym kiedyś przekonała się, że jest inaczej, byłby to dla mnie cios stokroć boleśniejszy niż odkrycie tego, że nie jesteś hrabią Tynieckim. To ci najmniejszej ujmy nie przynosi, tamto pogrzebałoby cię w oczach wszystkich porządnych ludzi. Chcę wierzyć, że postąpisz uczciwie. Nie wątpię, że postąpisz uczciwie! Zastanów się, czy zaznałbyś przy twoim sumieniu i przy twoim poczuciu własnej godności bodaj jedną godzinę spokoju i zadowolenia, wiedząc, że korzystasz z cudzej krzywdy, że okradłeś kogoś z nazwiska i majątku, korzystając z jego nieświadomości.
Spojrzał jej w oczy, spuścił głowę. Zgasło w nim nerwowe podniecenie, mięśnie twarzy rozluźniły się wyrazem jakiejś rezygnacji i wielkiego zmęczenia.
– Masz rację, Kate – odezwał się cichym i matowym głosem – masz rację... Wszystko skończone.
Nasza cena: 41,94
Cena detaliczna: 46,08
U nas taniej o 9%
dodaj do przechowalni Dodaj do koszykastwórz link z okładką na swoją stronę
Jak potoczą się losy Kate - której pierwowzorem jest Katarzyna Piwnicka, obiekt wielkiej i nieszczęśliwej miłości Tadeusza Dołęgi-Mostowicza - i obu zakochanych w niej młodzieńców: rozpieszczonego Goga, który nagle traci majątek oraz pełnego kompleksów Maćka, który staje się utytułowanym bogaczem? Czy obaj bohaterowie potrafią dostosować się do zaskakującej dla każdego z nich nowej sytuacji życiowej i społecznej?
Szczegółowe informacje:
| Dział: | Książki Kategoria: literatura piękna, powieść społeczno-obyczajowa |
| Wydawnictwo: | Rytm |
| Oprawa: | twarda |
| Wymiary: | 148x210 |
| Ilość stron: | 432 |
| ISBN: | 978-83-7399-488-1 |
| EAN: | 9788373994881 |
| Wprowadzono: | 19.01.2012 |
Recenzje klientów
i zgarniaj nagrody napisz recenzjęZobacz również
