zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Wyspa tajemnic - Martin Scorsese

Wyspa tajemnic

Reżyseria:

Martin Scorsese

cena: 33,15 29,83

Scott Pilgrim kontra świat - Edgar Wright

Scott Pilgrim kontra świat

Reżyseria:

Edgar Wright

cena: 21,76 19,58

Piła 3D - Kevin Greutert

Piła 3D

Reżyseria:

Kevin Greutert

cena: 31,57 28,42

Piąty wymiar - Christopher Smith

Piąty wymiar

Reżyseria:

Christopher Smith

cena: 21,06 18,95

Opowieść wigilijna - Robert Zemeckis

Opowieść wigilijna

Reżyseria:

Robert Zemeckis

cena: 45,81 38,93

Niezniszczalni - Sylvester Stallone

Niezniszczalni

Reżyseria:

Sylvester Stallone

cena: 22,79 20,51

Mały Książę -

Mały Książę

cena: 11,07 9,96

Mądrość i seks - Madonna

Mądrość i seks

Reżyseria:

Madonna

cena: 15,71 14,14

Lot nad kukułczym gniazdem - Milos Forman

Lot nad kukułczym gniazdem Edycja ...

Reżyseria:

Milos Forman

cena: 27,68 24,91

Joe Black - Martin Brest

Joe Black

Reżyseria:

Martin Brest

cena: 27,87 25,08

Incepcja - Christopher Nolan

Incepcja

Reżyseria:

Christopher Nolan

cena: 33,32 29,99

Harry Potter i Insygnia Śmierci - David Yates

Harry Potter i Insygnia Śmierci część I

Reżyseria:

David Yates

cena: 46,13 41,51

Bękarty wojny - Quentin Tarantino

Bękarty wojny

Reżyseria:

Quentin Tarantino

cena: 33,32 19,99

Szósta era pdf - Robert Cichowlas

Szósta era pdf

Robert Cichowlas

cena: 15,15 12,12

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
powiększenie, przód
przeczytaj fragment książki
Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął

Przyjaciele w Sjötorp zrozumieli, że nadeszła pora, aby zająć
miejsce w autobusie i na dobre udać się w drogę. Ale
przedtem musieli załatwić kilka niezbędnych spraw.
Ślicznotka ubrała się w płaszcz przeciwdeszczowy, kaptur
i kalosze, wyciągnęła szlauch, żeby spłukać zwłoki bandyty,
którego Sonja właśnie zasiedziała na śmierć. Ale najpierw
wyjęła z jego prawej ręki rewolwer i położyła ostrożnie na
werandzie (potem zapomniała o nim), z lufą skierowaną na
gruby świerk cztery metry dalej. Nigdy nie wiadomo, kiedy
takie urządzenia wystrzelą.
Gdy Hultaj został uwolniony od odchodów Sonii, Julius
i Benny wpakowali go pod siedzenie jego własnego forda
mustanga. Normalnie nie zmieściłby się tam, ale teraz był
przecież elegancko spłaszczony.
Julius usiadł za kierownicą auta bandyty i odjechał, a za
nim pojechał Benny w passacie Ślicznotki. Zamierzali poszukać
jakiegoś ustronnego miejsca, w wystarczająco dużej
odległości od Sjötorp, a potem oblać samochód Hultaja
benzyną i podpalić, dokładnie tak, jak zrobiliby to profesjonalni
gangsterzy w takiej sytuacji.
Lecz do tego potrzebowali najpierw kanistra, a potem
benzyny. Dlatego Julius i Benny przystanęli pod stacją przy
Sjösåsvägen w Braås. Benny wszedł do budynku, żeby załatwić
sprawę, a Julius, żeby kupić coś dobrego do żucia.
Nowiutki ford mustang z silnikiem V8 i ponad trzystu
końmi mechanicznymi pod stacją benzynową w Braås jest
równie dużą sensacją jak boeing 747 na środku Sveavägen
w Sztokholmie. Nie zajęło więcej niż sekundę, gdy młodszy
brat Hultaja i jego kolega z The Violence zdecydowali, że
muszą chwytać dzień. Młodszy brat wskoczył do mustanga,
a kolega miał oko na domniemanego właściciela, który
właś nie wybierał żelki w budynku stacji. Co za zdobycz!
I co za idiota! Kluczyki w stacyjce!
Gdy Benny i Julius wyszli na zewnątrz, jeden z nowo zakupionym
kanistrem na benzynę, drugi z gazetą pod pachą
i ustami pełnymi żelek, mustanga nie było.
− Czy nie tutaj zaparkowałem samochód? – zapytał Julius.
− No tutaj – odparł Benny.
− Mamy problem? – spytał Julius.
− Teraz to mamy problem – powiedział Benny.
Wsiedli do nieskradzionego passata i pojechali z powrotem
do Sjötorp. Pusty kanister nadal był pusty. Ale to bez
znaczenia.
* * *
Mustang był czarny z dwoma jasnożółtymi naklejonymi pasami
na dachu. Prawdziwy okaz, za który brat Hultaja i jego
kumpel na pewno dostaną sporo grosza. Kradzież była równie
przypadkowa co bezproblemowa. W ciągu mniej niż
pięciu minut po nieplanowanym zajściu samochód został
bezpiecznie zaparkowany w garażu The Violence.
Już następnego dnia wymieniono tablice rejestracyjne,
po czym braciszek Hultaja przekazał samochód swojemu
pachołkowi, by ten odstawił go do współpracownika w Rydze
i wrócił promem. To, co zwykle miało miejsce później,
wyglądało następująco: Łotysze fałszowali numery i dokumenty
samochodu i sprzedawali go komuś z The Violence
jako całkiem legalne auto.
Ale tym razem sprawy potoczyły się inaczej, bo z samochodu
od Szwedów, stojącego w garażu w Ziepniekkalns
na południowych przedmieściach Rygi, zaczęło okropnie
śmierdzieć. Szef garażu zbadał sprawę bliżej i odkrył zwłoki
na podłodze pod tylnym siedzeniem. Rzucał przekleństwa,
wyrwał tablice rejestracyjne i wszystko, co w jakiś sposób
mogło pomóc w zidentyfikowaniu auta. Potem zaczął niszczyć
kiedyś tak piękny okaz mustanga i skończył dopiero,
gdy samochód wyglądał na bezwartościowy. Następnie znalazł
pijaczka, który dał się przekupić i za cztery butelki wina
odstawił samochód na szrot, ze zwłokami i całą resztą.
* * *
Przyjaciele w Sjötorp byli gotowi do drogi. To, że mustang
z martwym bandytą został skradziony, było oczywiście kłopotliwe,
ale tylko do momentu, gdy Allan stwierdził, że jest,
jak jest, a w przyszłości będzie, co będzie. Poza tym twierdził,
że przecież mogą mieć spore nadzieje na to, że złodziej
nie skontaktuje się z policją. Trzymanie się z daleka
od policji leżało jakby z zasady w naturze złodziei samochodów.
Było wpół do szóstej wieczorem. Dobrze, że wyjechali, zanim
zaczęło się ściemniać, bo autobus był duży, a drogi na
początku wąskie i kręte.
Sonja stała na swoim miejscu w zagrodzie na kółkach,
wszystkie ślady słonia zostały starannie usunięte zarówno
z podwórza, jak i ze stodoły. Passat Ślicznotki i mercedes
Benny’ego musiały zostać, nie były przecież zamieszane
w żadne przestępstwo, a zresztą co by zrobili z samochodami?
Autobus ruszył w drogę. Ślicznotka zamierzała sama
prowadzić, wiedziała, jak się prowadzi autobus. Ale okazało
się, że Benny był „prawie” nauczycielem szkoły jazdy i miał
w swoim prawie jazdy wszystkie litery, jakie tylko są możliwe,
więc w tej sytuacji najlepiej, żeby on siedział za kółkiem.
Grupa nie musiała przecież łamać prawa więcej razy,
niż im się to do tej pory zdarzyło.
Przy skrzynce na listy Benny skręcił w lewo, z dala od
Rottne i Braås. Według Ślicznotki po umęczeniu się nieco
na żwirówkach trafiliby w końcu do Åby, a potem pojechali
drogą numer 30 na południe od Lammhult. Tam dojechaliby
w pół godziny, dlaczego więc nie mieliby wykorzystać
tego czasu na dyskusję, dokąd się tak właściwie wybierają?
* * *
Cztery godziny wcześniej Szef siedział zniecierpliwiony
i czekał na tego ze swoich pachołków, który jeszcze nie
zniknął. Gdy tylko Caracas wróci po załatwieniu swoich
spraw, cokolwiek by to było, wybierze się z Szefem na południe.
Ale nie na motocyklu i nie w kurtce klubowej. Pora
na ostrożność.
Szef zaczął zresztą podawać w wątpliwość swoją wcześniejszą
strategię z kurtkami klubowymi i napisem Never
Again na plecach. Pierwotnym celem było stworzenie poczucia
tożsamości i przynależności do bandy oraz wzbudzenie
respektu w nienależących do bandy. Ale po pierw160
sze, banda była dużo mniejsza, niż Szef planował; trzymać
w kupie czwórkę złożoną z Bolca, Hultaja, Caracasa i siebie
samego – to mógł i bez kurtek. A po drugie, ich działalność
sprawiła, że kurtka klubowa jako znak firmowy
stała się zbyt rozpoznawalna. Rozkaz, który Bolec dostał
przed transakcją w Malmköping, był nieco dwuznaczny,
bo z jednej strony miał się tam udać publicznym środkiem
transportu, w imię zasad dyskrecji, z drugiej miał mieć na
sobie kurtkę klubową z napisem Never Again na plecach,
żeby pokazać Ruskowi, komu podskakuje, jeśliby podskakiwał.
A teraz Bolec zwiał... czy co tam się właściwie wydarzyło.
A na plecach nosił wiadomość mniej więcej takiej treści:
Jeśli masz jakieś pytania, zadzwoń do Szefa.
Kurwa mać! – pomyślał Szef. Kiedy to zamieszanie się
skończy, kurtki zostaną spalone. Ale gdzie, do cholery, jest
ten Caracas? Przecież mieli już jechać!
Caracas pojawił się osiem minut później i tłumaczył spóźnienie
tym, że był w Seven-Eleven po arbuza.
− Orzeźwiający i pyszny – wyjaśnił Caracas.
− Orzeźwiający i pyszny? Pół organizacji zniknęło wraz
z pięćdziesięcioma milionami koron, a ty idziesz kupić
owoce?
− Nie owoce, tylko warzywo – powiedział Caracas. –
Z rodziny dyniowatych tak naprawdę.
Tego już Szef nie wytrzymał, chwycił arbuza i roztrzaskał
go na głowie biednego Caracasa. Na to Caracas się rozpłakał
i powiedział, że on już tak dłużej nie chce. Odkąd
najpierw Bolec, a potem Hultaj zniknęli, tylko mu się od
Szefa dostaje, jakby to była jego wina. O nie, niech sobie
Szef radzi teraz sam, Caracas zamierza zadzwonić po taksówkę
i pojechać na lotnisko Arlanda, żeby polecieć prosto
do rodziny, do... Caracas. Wtedy przynajmniej odzyska swoje
prawdziwe imię.
− ¡Vete a la mierda! – zapłakał Caracas i wybiegł.
Szef westchnął. Wszystko coraz bardziej się plątało. Najpierw
zniknął Bolec, i z perspektywy czasu Szef musiał
przyznać, że odreagowywał sporo frustracji z tego powodu
na Hultaju i Caracasie. Potem zniknął Hultaj, i z perspektywy
czasu Szef musiał przyznać, że odreagowywał sporo
frustracji z tego powodu na Caracasie. A potem zniknął
Caracas – żeby kupić arbuza. I z perspektywy czasu Szef
musiał przyznać, że... z tego powodu nie powinien był rozbijać
arbuza na głowie Caracasa.
Teraz został sam z polowaniem na... no tak, nie wiedział
nawet, na co poluje. Musiał znaleźć Bolca. Czy Bolec ukradł
walizkę? Czy był aż tak głupi? I co się stało z Hultajem?
Odpowiednio do stanowiska Szef jeździł najnowszym modelem
bmw X5. I przeważnie zbyt szybko. Policjanci w śledzącym
go samochodzie cywilnym sumowali wykroczenia
podczas jazdy do Smålandii i po trzystu kilometrach zgodnie
uznali, że mężczyzna za kierownicą bmw przed nimi
nie powinien odzyskać prawa jazdy przez najbliższe czterysta
lat, o ile zostałby oskarżony o wszystkie przewinienia,
których się dopuścił.
Śledzenie Szefa doprowadziło ich do Åsedy, a tam komisarz
Aronsson zmienił kolegów ze Sztokholmu, podziękował
za pomoc i powiedział, że teraz już sobie poradzi.
Za pomocą nawigacji GPS w bmw Szef nie miał najmniejszych
problemów ze znalezieniem drogi do Sjötorp.
Ale im był bliżej, tym bardziej się niecierpliwił. Nielegalna
szybka jazda była tak szybka, że komisarz Aronsson miał
trudności z nadążeniem za nim. Musiał przecież utrzymy162
wać pewien dystans, tak żeby Per-Gunnar „Szef” Gerdin
nie zauważył, że jest śledzony, ale teraz prawda była taka,
że Aronsson zaczynał tracić go z oczu. Tylko na długich
prostych odcinkach drogi mógł wypatrzyć bmw aż do... aż
nie mógł go już wcale dostrzec!
Dokąd pojechał Gerdin? Musiał chyba gdzieś skręcić.
Aronsson zwolnił, czuł pot na czole, nie podobała mu się
myśl o tym, co prawdopodobnie miało nastąpić.
Znalazł zjazd w lewo. Czy to tamtędy pojechał Gerdin?
Czy może pojechał prosto do... Rottne, tak się nazywa ta
miejscowość? Po drodze było mnóstwo progów zwalniających,
więc powinien teraz dogonić Gerdina. O ile Gerdin
nie skręcił tuż przed miasteczkiem.
Tak się musiało stać. Aronsson zawrócił i skręcił tam,
gdzie – jak zgadywał – wcześniej Gerdin zrobił to samo. Teraz
musi mieć oczy szeroko otwarte, bo jeśli Gerdin skręcił
w tę dróżkę, cel podróży jest blisko.
* * *
Szef zahamował gwałtownie, gdy zmniejszył prędkość ze
stu osiemdziesięciu do dwudziestu kilometrów, i szybko
wjechał na żwirową drogę, którą wskazała nawigacja. Teraz
od celu dzieliło go zaledwie 3,7 kilometra. Dwieście metrów
od skrzynki na listy w Sjötorp droga skręcała po raz
ostatni i za zakrętem Szef dostrzegł tylną część autobusu,
który wytoczył się z tego zjazdu, w który Szef właśnie miał
wjechać. Co teraz zrobić? Kto był w autobusie? I kto jest
nadal w Sjötorp?
Szef zdecydował, że pozwoli pojazdowi odjechać. Skręcił
w dróżkę i zjechał nią do, jak się okazało, podwórza przed
domem, stodołą i budką rybacką, której czasy świetności
dawno minęły.
Ale żadnego Hultaja. Ani Bolca. Ani starca. Ani rudej
baby. Ani walizki na kółkach.
Szef spędził na miejscu jeszcze minutę. Wyraźnie nie
było tam ludzi, ale za stodołą stały ukryte dwa samochody:
czerwony volkswagen passat i srebrny mercedes.
− Właściwe miejsce, bez dwóch zdań – powiedział do
siebie Szef. – Ale chyba kilka minut za późno?
I postanowił dogonić autobus. Powinno się udać – trzy,
cztery minuty jazdy na krętej, żwirowej drodze.
Szef ruszył i bmw poniosło go prosto na główną drogę.
Tam, przy skrzynce na listy, skręcił w lewo, tak samo jak
to wcześniej zrobił autobus. Nacisnął pedał gazu i zniknął
w kłębach kurzu. To, że z drugiej strony zbliżało się niebieskie
volvo, ani trochę nie obeszło Szefa.
Komisarz Aronsson najpierw ucieszył się, że znów ma
Gerdina na oku, ale biorąc pod uwagę prędkość, z jaką Gerdin
prowadził swoją czterokołową diabelską maszynę, ponownie
stracił nadzieję. Nie miał szans go dogonić. Równie
dobrze może zamiast tego spojrzeć na to miejsce... nazywa
się Sjötorp... to tam pojechał Gerdin i zawrócił... a nazwisko
na skrzynce na listy brzmi Gunilla Björklund.
− Nie zdziwiłbym się, gdybyś miała rude włosy, Gunillo
– powiedział.
Tak oto volvo komisarza Aronssona wjechało na to samo
podwórko, na które wjechały ford mustang Henrika „Hultaja”
Hulténa dziewięć godzin wcześniej i bmw Pera-Gunnara
„Szefa” Gerdina na kilka minut przed komisarzem.
Komisarz Aronsson skonstatował od razu, podobnie jak
Szef, że Sjötorp jest opuszczone. Poświęcił jednak zdecydowanie
więcej czasu na poszukiwanie kolejnych elementów
układanki. Jeden znalazł w postaci gazet wieczornych
z poprzedniego dnia w kuchni i sporej ilości świeżych warzyw
w lodówce. Ucieczka musiała więc nastąpić dzisiaj.

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął

Wydawnictwo: Świat Książki

Ilość stron: 416

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 
inne wydania produktu - e-Książki pdf / epub

Wybierz produkt z listy

inne wydania produktu - Książki audio na cd

Wybierz produkt z listy

inne wydania produktu - e-Książki audio mp3

Wybierz produkt z listy

Nasza cena: 33,50

Cena detaliczna: 36,81

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
"Ponad milion sprzedanych egzemplarzy w samej Skandynawii!Życiowa podróż szwedzkiego Forresta Gumpa po ostatnich stu latach losów świataWłaśnie minęło dziesięć dekad nadzwyczaj bogatego w wydarzenia życia Allana Karlssona. Problem tylko w tym, że zdrowie nie odmawia posłuszeństwa i wygląda na to, że wielka feta z okazji setnych urodzin będzie musiała się odbyć w domu spokojnej starości. Jednak człowiek, który jadł kolację z przyszłym prezydentem Trumanem, leciał samolotem z premierem Churchilem, pił wódkę ze Stalinem i zaznajomił się z Mao Zedongiem, nie może tak po prostu zdmuchnąć świeczek na torcie. Wymyka się przez okno i rusza w swą ostatnią życiową podróż".

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: literatura piękna, powieść podróżnicza

Wydawnictwo: Świat Książki
Wymiary: 135x215
Ilość stron: 416
ISBN: 978-83-7799-061-2
EAN: 9788377990612
Wprowadzono: 23.01.2012

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Joanna Korneta - 9 luty 2012

recenzja nagrodzona 15.00pkt - recenzja tygodnia

Tę książkę czytelnicy pokochają od pierwszych stron. Bo trudno nie zachwycić się bohaterem - stuletnim Allanem, który na moment przed swoimi urodzinami ucieka przez okno w domu starców i zastanawia się przez moment w rabatkach, czy nie wrócić po wygodniejsze buty. Dziarski staruszek rozpoczyna w ten sposób swoją wielką przygodę, w której nie zabraknie groźnego gangu i drobnych złodziejaszków, słonia oraz paru nieudolnych policjantów. W międzyczasie natomiast czytelnik będzie poznawać kolejne karty przebogatego życiorysu Allana - człowieka, który spotykał się z wielkimi przywódcami XX wieku i przez swoją łatwowierność i dobroduszność wpadał w kolejne tarapaty. "Stulatek" napisany jest z humorem, który dorównuje pomysłom Haska (Wojak Szwejk) czy Hellera (Paragraf 22), narrator pozwala sobie na naiwność równą tej prezentowanej przez główną postać, czym potęguje jeszcze komizm opisu. Trudno czytać tę książkę i nie wybuchać co chwilę śmiechem, tak samo trudno - jak trudno nie zaangażować się w absurdalne przygody Allana i jego wiekowych przyjaciół. Nie ma tu wtórności, nudy czy braku pomysłów, książka kipi od dobrze ukierunkowanych owoców wybujałej wyobraźni autora i sama w sobie jest parodią rozmaitych gatunków - między innymi kryminału, powieści noir i powieści historycznej, dodatkowo jest udana pod względem sensacyjnym. Na pierwszym miejscu jednak Jonasson stawia rozrywkę najwyższej próby. To mistrzowsko skomponowana historia, zbudowana na ironii i dow[...] ciętym, a przy tym czerpiącym z ironicznej postawy prostaczka. Ta książka wciąga, a przy tym bawi, nie da się jej odłożyć na półkę bez uczucia zadowolenia. Rozproszy największe smutki. Dawno nie było na rynku literackim pozycji tak pomysłowo zrealizowanej i tak udanej.

Dominika Anna (magiczna-ksiazka.blogspot.com) finezja7(at)op.pl 2 marzec 2012

"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" to - musicie przyznać sami- dość dziwny i intrygujący tytuł powieści. I cała powieść właśnie taka jest: dziwna, interesująca, pełna niesamowitych splotów wydarzeń, zabawna, a nawet rzec można- absurdalna. W dniu swoich setnych urodzin Allan Karlsson nie może już dłużej znieść rozkazów kobiety, pełniącej w Domu Opieki Społecznej rolę opiekunki- siostry Alice. Dlatego, podczas gdy w stołówce przygotowywane jest przyjęcie na jego cześć, Allan niewiele się namyślając otwiera okno i... wyskakuje z niego prosto w rabatki. Nie oglądając się za siebie rusza w poszukiwaniu kolejnej przygody w życiu, podczas której zdoła ukraść walizkę pełną pieniędzy, sprzymierzy się ze znanym złodziejem, będzie wiózł trupa na drezynie i jechał autobusem ze słoniem. Prócz wydarzeń z teraźniejszości, poznajemy tak samo szaloną przeszłość Allana. Śledzimy jego losy od narodzin, aż do aktualnego wieku. Muszę przyznać, że nieźle się ubawiłam czytając o perypetiach bohatera, którego nie interesowała polityka i z tego powodu podał recepturę na zbudowanie bomby atomowej zarówno Rosjanom jak i Amerykanom, przeszedł na wielbłądzie Himalaje, pił drinki z parasolkami na Bali, spowodował pożar Władywostoku, a to dlatego, że znudziła mu się abstynencja od wódki. Jonas Jonasson świetnie operuje słowem. Pióro autora jest lekkie, dzięki czemu książkę czyta się bardzo przyjemnie. Duża dawka absurdu i humoru, sprawia, że świetnie się można bawić przy tej lekturze, a dodatkowo to, że tłem są wydarzenia historyczne, pozwala przyswoić sobie odrobinę wiedzy historycznej, zaserwowanej z przymrużeniem oka poprzez niesamowite perypetie bohatera. Allana nie da się po prostu nie lubić. To świetny, pełen energii stuletni dziadek, który swoimi wywodami wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie, co jest dużym plusem, gdyż nie przybiera to formy opowieści starego człowieka u kresu życia (którego przecież Allan wcale nie przypomina). Literatura szwedzka to zawsze numer jeden na mojej liście priorytetów i dobrych lektur i tym razem się nie zawiodłam, bo "Stulatek..." potwierdza to w stu procentach. Polecam.

Zobacz również

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.