Kategorie okolicznościowe
Kategorie
eseje, felietony i publicystyka literacka
literatura popularno - naukowa
Ostatnio oglądane
Mknęli przez skraj Obrzeży przez kilka następnych godzin, przygotowując się spokojnie na to, co mogło ich czekać u kresu podroży. Cole sprawdzał co godzinę, czy Fujiama i Podok wciąż śpią, poza tym kilkakrotnie wyruszał na inspekcję do przedziału bojowego, aby osobiście sprawdzić, czy wszystkie systemy broni są w pełni sprawne, po drodze wpadając do mesy na kolejną kawę. Całą resztę czasu spędził na obserwacji symulacji komputerowych prezentujących wszelkie rodzaje cywilnych, handlowych i wojennych okrętow z Bortelu II.
W końcu pilot zameldował, że wroga jednostka znalazła się w polu rażenia broni pokładowej. Cole podszedł do stanowiska Rachel.
– Przygotuj się, tak na wszelki wypadek – poprosił, a potem odezwał się głośniej do Bdxeni: – Czy Bortelici są nadal na powierzchni planety?
– Tak.
– Możesz mi pokazać rzut ich statku?
– Z tej odległości? Nie, sir, nie mogę.
– A kiedy będziesz mógł?
– Za kolejne sześć do siedmiu minut, sir.
– Czy na miejscu będzie wystarczająco jasno?
– Roszponka wykonuje pełen obrót w dwadzieścia dwie godziny, sir. Poszukiwany okręt znajdzie się na dziennej stronie dopiero za sześć godzin.
– Przekaż jego obraz na wszystkie ekrany mostka, jak tylko będzie to możliwe.
– Tak jest, sir.
Pięć minut później komunikator Cole’a powiadomił, że nadeszła wiadomość tekstowa.
– Tekstowa? – powtórzył zdziwiony komandor.
– Zgadza się – odparł komputer.
– Wyświetl ją.
Rzędy niewielkich liter zaczęły się pojawiać w powietrzu i znikały ledwie Cole zdążył je przeczytać:
Domyślam się, że nie chcesz dzielić się tą wiadomością ze wszystkimi, dopóki nie ma takiej potrzeby, więc informuję cię tą drogą, że Fujiama właśnie się obudził. Jest teraz w łazience, bierze prysznic. Jakieś pięć minut zabierze mu wytarcie się i powrót do kabiny. Dodaj do tego ze dwie minuty na ubranie się, potem siądzie do komputera, żeby rozpocząć poranną odprawę. Muszę mu od razu powiedzieć, że znajdujemy się o dwadzieścia osiem lat świetlnych od miejsca, w którym powinniśmy być o tej porze i zbliżamy się do potencjalnego nieprzyjaciela. On czerpie informacje z tylu źródeł, że nawet w przypadku mojego kłamstwa, dowiedziałby się prawdy w kolejne pół minuty. Jeśli więc nadal masz ochotę na rozpoczęcie akcji, zostało ci sześć, najwyżej siedem minut.
Sharon
Cole wyłączył kieszonkowy komunikator i odwrócił się do pilota.
– Co tam słychać z moim przekazem? – zapytał.
– Właśnie go odbieram, sir – odparł Bdxeni.
Na ekranach pojawił się obraz lśniącego, złotego statku.
– To nie jest jednostka handlowa – stwierdził Cole. – Raczej jeden z ich najnowszych okrętów wojennych, z trzystoma ludźmi na pokładzie i uzbrojeniem, przy którym nasze wyrzutnie mają siłę rażenia procy. – Sprawdził czas na jednym z chronometrow. Do momentu, w którym Fujiama zorientuje się, gdzie i po co polecieli: pozostawało przynajmniej pięć minut. I może ze trzydzieści dodatkowych sekund, których kapitan będzie potrzebował na odzyskanie dowodzenia. Fujiamie wystarczy jedno spojrzenie na wrogą jednostkę, żeby uznać, iż „Tedy R.” nie będzie dla niej godnym przeciwnikiem. Wycofa się z pewnością na rutynową trasę patrolu i prześle raport ze spotkania do dowództwa sektora z prośbą o wsparcie, które nigdy nie przybędzie, gdyż rozproszone siły Republiki nie miały w tym rejonie zbyt wielu wolnych jednostek. Istniał tylko jeden sposób, aby przekonać się o intencjach bortelickiego okrętu i jego załogi bez narażania „Teddy’ego R.” na niebezpieczeństwo. Ale to wymagało od Cole’a podjęcia natychmiastowych decyzji.
– Pilocie, zwolnij najdelikatniej jak potrafisz i przejdź na stałą orbitę. Chorąży Marcos pozostanie na swoim stanowisku do odwołania. Porucznik Mboya idzie ze mną.
Ruszył szybkim krokiem do najbliższej windy.
Zanim do niej dotarł, skontaktował się z Forrice’em.
– Co się dzieje? – zapytał Molarianin.
– Czy w wahadłowcach mamy skafandry ochronne i broń?
– Tak.
– Spotkamy się w doku – powiedział Cole. – Masz dziewięćdziesiąt sekund, żeby dotrzeć na miejsce.
Cole i Mboya zjechali na pokład cumowniczy i pobiegli w kierunku najbliższej śluzy powietrznej.
Forrice wynurzył się z następnego szybu windy dosłownie kilka sekund po nich.
– Co się dzieje? – Molarianin tym razem zadał to pytanie bardziej stanowczym tonem.
– Później ci wyjaśnię – odparł Cole, wskakując do otwartego włazu wahadłowca. – Zwolnij bolce trzymające prom w doku i zabierz nas stąd jak najszybciej.
– Odwrócił się do Mboyi. – Poruczniku, wyłącz radio. Wyciągnij procesor albo pamięć, możesz nawet powyrywać przewody, ale zrób coś, co da się naprawić bez problemu, radio ma pozostać martwe, dopóki nie dostaniemy się na Roszponkę.
Mboya od razu zabrała się do roboty, a kilka sekund później mały prom odcumował od kadłuba „Teddy’ego R.”.
– Kierunek Roszponka – ten rozkaz Cole skierował już do Molarianina.
– Chcesz, żebym posadził „Kermita” w jakimś konkretnym miejscu?
– Co to jest, do jasnej cholery, „Kermit”?
– Siedzimy w nim – wtrąciła Christine, pokazując triumfalnym gestem wielki bezpiecznik z radia
podprzestrzennego. – Wahadłowce otrzymały nazwy pochodzące od imion czworga dzieci Teodora Roosevelta: Kermita, Archiego, Quentina i Alice.
– No pięknie – mruknął zdezorientowany Cole. – Zlokalizuj bortelicki okręt i poproś o pozwolenie na lądowanie w tym samym miejscu. Znajdujemy się na terytorium Republiki i jesteśmy uzbrojonym okrętem wojennym, nie powinni robić żadnych problemów.
– Nie możemy poprosić o cokolwiek – wtrąciła znowu Christine, pokazując po raz drugi bezpiecznik.
– Już pan zapomniał?
– Szlag! – zaklął Cole. – Nie wylądujemy bez odebrania dokładnych koordynat. Dobrze, poruczniku, włoży pani ten bezpiecznik na miejsce, jak tylko przekroczymy granice systemu Bastoigne.
– I co dalej? – zapytał Forrice.
– A potem będziemy się modlić, żeby działa „Teddy’ego R.” nie rozpieprzyły nas na milion kawałków, zanim zdążymy wylądować, a Bortelici nie załatwili nas, zanim zdążymy opuścić tę planetę.
Starship: Bunt
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Oprawa: miękka
Ilość stron: 386
Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawy
Nasza cena: 28,96
Cena detaliczna: 31,83
U nas taniej o 9%
dodaj do przechowalni Dodaj do koszykastwórz link z okładką na swoją stronę
Teodor Roosevelt otrzymuje rozkaz transferu do Gromady Feniksa. Ma patrolować i chronić znajdujące się tam 73. zamieszkane planety. Teddy R. to przestarzały okręt wojenny, który powinien był zostać pocięty na żyletki zanim wybuchła ta wojna. Z załogą też nie lepiej: sami nieudacznicy z problemami z dyscypliną i im podobne indywidua. Również Wilsona Cole'a poprzedza sława wielkiego, ale niezdyscyplinowanego bohatera. Dwukrotnie już ignorował rozkazy dowództwa. I choć w obu przypadkach jego niesubordynacja przyniosła Republice wielkie korzyści militarne, w obu - tracił stanowisko dowódcy okrętu. Za trzecim, wylądował na pokładzie Teddy'ego R., gdzie pełnić ma funkcję drugiego oficera.
Szczegółowe informacje:
| Dział: | Książki Kategoria: fantastyka, fantastyka naukowa, space opera |
| Wydawnictwo: | Fabryka Słów |
| Oprawa: | miękka |
| Wymiary: | 125x205 |
| Ilość stron: | 386 |
| ISBN: | 978-83-7574-168-1 |
| EAN: | 9788375741681 |
| Wprowadzono: | 04.11.2009 |
Recenzje klientów
i zgarniaj nagrody napisz recenzjęSzymon Serwiński nawetszymon(at)gmail.com 18 czerwiec 2010
recenzja nagrodzona 2.00pkt
Nie wiem od czego mam zacząć tą recenzje. Jestem świeżo po skończeniu kiszki ii jestem niesamowicie zadowolony ze ja kopiłem. Historia na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżnia. Statek, załoga no i bohater. Ogólnie to samo co wszędzie ale autor dobrał to wszytko w barwy które wciągają czytelnika na godziny a nawet na dni ciągłego czytania. Autor sam siebie przeszedł wymyślając rasy i światy w których nasz bohater i jego załoga się pojawiają. Choć akcja dzieje się w niewielu miejscach nie zamienia faktu ze historia wciąga i zachęca aby czytać dalej. Ja daje tej książce najwyższą ocenę i już zabieram się za kolejną cześć tej serii. Polecam każdemu kto lubi przeżyć niesamowita przygodę w przestrzeni kosmicznej, na statku Teodora Roosevelta.
Zobacz również
