zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

ŚMIERTELNI NIEŚMIERTELNI. Prawdziwa opowieść o życiu, miłości, cierpieniu, umieraniu i wyzwoleniu. przeczytaj fragment książki
ŚMIERTELNI NIEŚMIERTELNI. Prawdziwa opowieść o życiu, miłości, cierpieniu, umieraniu i wyzwoleniu.

DO CZYTELNIKA


Kiedy spotkaliśmy się z Treyą po raz pierwszy, oboje mieliśmy to przedziwne wrażenie, że szukaliśmy się przez całe życie, choć nie wiem, czy rzeczywiście tak było. Wiem jednak, że zaczęła się wtedy najbardziej niezwykła historia, jaką znam, niewiarygodna, a zatem - zapewniam was - prawdziwa.
Przedstawiam tę historię w tej książce, która jest zarazem wprowadzeniem do filozofii wieczystej czy też do tradycji wielkiej, światowej mądrości; oba tematy ściśle się łączą. Treya miała pięć pasji: przyrodę i środowisko (od ochrony po odtwarzanie środowiska naturalnego), rzemiosło i sztukę, duchowość i medytację, psychologię i psychoterapię oraz społeczne organizacje pomocy. Przyroda, rzemiosło i sztuka nie wymagają wyjaśnień. Jeśli chodzi o "duchowość" Trei, to miała ona charakter kontemplacji czy - jeśli wolicie - medytacji, a oba te określenia odnoszą się do filozofii wieczystej. Ponieważ Treya mało mówiła o swej mistycznej duchowości, wiele osób, nieraz nawet bardzo jej bliskich, sądziło, że było to zainteresowanie mało istotne. Tymczasem ona uważała potrzeby i poszukiwania duchowe za "gwiazdę przewodnią swojego życia". Ta sfera odgrywa więc najważniejszą rolę w całej historii.
Tak się złożyło, że ja również interesuję się psychologią i religią, a co więcej, napisałem kilka książek właśnie na ten temat. W opowieść, która zaraz nastąpi, wplecione są więc objaśnienia i komentarze do wielkich tradycji duchowych (od chrześcijaństwa po hinduizm i buddyzm), rozważania o istocie medytacji, związkach psychoterapii i duchowości oraz naturze zdrowia i uzdrawiania. Właściwie głównym celem książki jest przystępne dla laika wprowadzenie w te dziedziny.
Części poświęcone objaśnieniom teoretycznym, zajmujące około jednej trzeciej tekstu, są wyraźnie wyodrębnione, Czytelnikowi pochłoniętemu przede wszystkim opowieścią Trei łatwo więc będzie je opuścić i, jeśli będzie chciał, w dogodnym czasie wrócić do nich i przeczytać bez pośpiechu (szczególnie dużo teorii jest w rozdziale 11). Po raz pierwszy spotkałem Treyę latem 1983 roku, w domu przyjaciół, w wietrzną noc nad Zatoką San Francisco.


1
KILKA UŚCISKÓW, KILKA SNÓW


Mówiła zawsze, że pokochaliśmy się od pierwszego dotknięcia.

Minęło trzydzieści sześć lat, nim wreszcie połączyłam się z "mężczyzną moich marzeń", tak bliskim ideału, jak tylko jest to w dzisiejszych czasach możliwe - niesamowicie bliskim. Kiedy już przyzwyczaiłam się do jego ogolonej głowy, to znaczy...
W wieku, kiedy dziewczęta marzą o takich sprawach, gdy dorastałam w południowym Teksasie, nigdy nie wyobrażałam sobie, że wyjdę za mierzącego sześć stóp i cztery cale filozofa-psychologa-transcendentalistę, wyglądającego na przybysza z jakiejś odległej planety. Jedyny w swoim rodzaju zestaw cech osobowości, niezwykła kombinacja: wyjątkowo dobre serce i błyskotliwy, ostry intelekt. Wyglądało to inaczej niż we wszystkich moich poprzednich doświadczeniach z mężczyznami: ci ciepli i wrażliwi nigdy nie byli bystrzy, a bystrzy zdecydowanie nie byli wrażliwi. Zawsze pragnęłam połączenia obu tych cech.
Spotkaliśmy się 3 sierpnia 1983 roku. Dwa tygodnie później postanowiliśmy się pobrać. Tak... to się stało szybko. Ale w jakiś sposób zdawaliśmy się wiedzieć niemal natychmiast, ze jesteśmy sobie przeznaczeni. Ostatecznie przecież całe lata chodziłam na randki i byłam w tylu bardzo dobrych związkach, ale choć miałam już trzydzieści sześć lat, n i g d y przedtem nie spotkałam kogoś takiego, kto sprawiłby, żebym pomyślała o małżeństwie. Może się bałam albo byłam nastawiona zbyt perfekcyjnie czy nazbyt idealistycznie, lub po prostu byłam beznadziejnie neurotyczna.
Nieraz przez jakiś czas zastanawiałam się nad sobą (i martwiłam), po czym zwykle uspokajałam się, akceptując swoją sytuację. Potem coś się wydarzyło - i znowu zaczynałam mieć do siebie zastrzeżenia. Najczęściej było to zdarzenie, które budziło we mnie wątpliwości, czy jestem "normalna". Inni zakochiwali się, żenili, byli z kimś. Przypuszczam, że każdemu jakąś częścią siebie zależy, żeby być "normalnym", akceptowanym. Pamiętam, że jako dziecko nigdy nie chciałam zwracać na siebie uwagi i dlatego starałam się nie zachowywać inaczej niż moi rówieśnicy. A jednak skończyło się tak, że żyję obecnie w sposób, którego nie da się uznać za normalny. Zaczęło się od zwyczajnej nauki w jednym z siedmiu siostrzanych college'ów. Potem rok pracy nauczycielskiej i magisterium z literatury angielskiej. Ale nagle nastąpiło gwałtowne zejście z tej zwyczajnej drogi - rzuciłam się z pasją w problemy środowiska naturalnego i wyjechałam w góry Colorado. Tam - praca związana z ochroną przyrody, narty, dorywcze zajęcia, żeby zarobić na utrzymanie, prowadzenie nauki jazdy na nartach. I jeszcze jedna nieoczekiwana zmiana kierunku. Pod wpływem tęsknoty za czymś, czego nie potrafiłam opisać, wyruszyłam w podróż rowerem po Szkocji. Przejeżdżając przed Findhorn, na wschód od Inverness trafiłam do duchowej wspólnoty. Znalazłam odpowiedź - przynajmniej częściową - na moją tęsknotę. Zostałam tam trzy lata. Zrozumiałam, że owa tęsknota wyrażała głęboką potrzebę duchową i nauczyłam się wielu sposobów pielęgnowania jej. Uporczywe wezwanie dobywające się z wnętrza człowieka. Opuściłam wspólnotę tylko dlatego, że przyjaciele prosili, bym pomogła w tworzeniu innego niekonwencjonalnego ośrodka w okolicy Aspen w Colorado; miał się nazywać Windstar. Spodziewałam się, że miejsce to będzie sprzyjało zarówno moim poszukiwaniom duchowym, jak i realizacji zainteresowań związanych ze środowiskiem naturalnym. Stamtąd wyruszyłam na studia doktoranckie w California Institute of Integral Studies, znowu niekonwencjonalne - poświęcone głównie interdyscyplinarnym badaniom relacji kultur Wschodu i Zachodu oraz filozofii transcendentalnej i psychologii transpersonalnej.
To tam po raz pierwszy zetknęłam się z pracami Kena Wilbera, przez wielu uważanego za czołowego teoretyka psychologii transpersonalnej - nowej dziedziny, która poza obszarem studiów psychologii klasycznej zajmuje się psychologicznymi aspektami doświadczeń duchowych. Już wtedy mówiono o nim: "długo oczekiwany Einstein badań nad świadomością", "geniusz naszych czasów". Uwielbiałam jego książki. Rzucały światło na wiele problemów, które nie dawały mi spokoju. Były pisane z odświeżającą, inspirującą prostotą. Pamiętam, że podobało mi się zdjęcie na odwrocie A Sociable God. Przedstawiło eleganckiego mężczyznę z ogoloną głową, o silnym, skoncentrowanym spojrzeniu, wzmocnionym dodatkowo przez okulary; w tle widać było ścianę książek. Latem 1983 roku pojechałam na Doroczną Konferencję Psychologii Transpersonalnej. Słyszałam, że uczestniczy w niej słynny Ken Wilber, choć w programie nie było jego wystąpienia. Widziałam go kilka razy z daleka - trudno nie zauważyć łysielca o wzroście sześciu stóp i czterech cali, otoczonego przez wielbicieli. Raz natknęłam się na niego, gdy był sam i siedział rozparty niedbale na kanapie: wyglądał samotnie. Nie myślałam o nim więcej, przynajmniej do czasu, kiedy kilka tygodni później zadzwoniła Frances Vaughan - znajoma jedna z uczestniczek z grupy, z którą podróżowałam po Indiach - zapraszając mnie na kolację z Kenem.

Nie mogłem uwierzyć, że w końcu znalazła się osoba, co do której Frances i Roger zgadzali się ze sobą: Terry Killam. Bardzo piękna, niezwykle inteligentna. Ma wspaniałe poczucie humoru, cudowne ciało, medytuje, jest nadzwyczaj popularna. Wszystko to brzmiało zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwe. Jeżeli jest taka wspaniała, to dlaczego nie ma nikogo? Byłem sceptyczny. Tego mi trzeba. Jeszcze jedna randka, z której nic nie wynika - myślałem, kiedy do niej dzwoniłem. Nie znosiłem całej tej rutyny chodzenia ze sobą. I oto znowu miałem się poddać owemu nieprzyjemnemu zabiegowi. Czy to jest takie złe - umrzeć w samotności, nędznie i żałośnie?

ŚMIERTELNI NIEŚMIERTELNI. Prawdziwa opowieść o życiu, miłości, cierpieniu, umieraniu i wyzwoleniu.

Wydawnictwo: Jacek Santorski

Oprawa: miękka

Ilość stron: 506

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 

Nasza cena: 36,23

Cena detaliczna: 39,81

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Boję się śmierci - i czuję jej nieuchronność. Pragnę i szukam miłości - i doświadczam, jak jest ulotna. Cieszę się życiem - i wiem zarazem, że często znów dosięgnie mnie ból. Dbam o swoje zdrowie , choć zdaję sobie sprawę, że tylko w pewnym stopniu jest w moich rękach. Przywiązuję się do tego, co daje mi poczucie bezpieczeństwa, choć czuję, że jest równie iluzoryczne jak poczucie zagrożenia. W książce Kena Wilbera znalazłem odbicie zarówno swych najgłębszych tęsknot, pragnień i lęków, jak i zasobów wrażliwości i siły. Prawdy o sobie i życiu, o mistyfikacjach, które tworzę i porzucam na drodze duchowych poszukiwań. O wątpliwościach umysłu i intuicyjnym przeczuciu wiary. O trosce o najbliższych i pacjentów, którym towarzyszę w zmaganiach o odzyskanie własnego Ja. Po raz pierwszy byłem tak głęboko poruszony podczas pracy nad książką. Nastrój ten podzielili wszyscy, którzy zajmowali się jej przygotowaniem do wydania. Odczuwaliśmy w tym czasie dziwne poczucie rezonansu, wspólnoty i zrozumienia bez słów. Chociaż Treya odeszła, a Ken jest gdzieś daleko w Ameryce, poprzez tę lekturę możemy się spotkać, wszyscy razem - i każdy sam ze soba.
- Jacek Santorski, psychoterapeuta, wydawca

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: biografie i wspomnienia, wspomnienia

Wydawnictwo: Jacek Santorski
Oprawa: miękka
Wymiary: 140x205
Ilość stron: 506
ISBN: 978-83-89763-63-1
EAN: 9788389763631
Wprowadzono: 04.09.2007

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję
Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

Zobacz również

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.