zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Ślimak ślimak wystaw rogi - PRACA ZBIOROWA .

Ślimak ślimak wystaw rogi Zabawy ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 8,88 7,55

Skarbiec Puszczy Sudeckiej - Zbigniew Adamski

Skarbiec Puszczy Sudeckiej Legendy i ...

Zbigniew Adamski

cena: 31,77

Siedzi kotek koło krzaczka - Emilia Pruchnicka

Siedzi kotek koło krzaczka Wierszyki ...

Emilia Pruchnicka

cena: 3,49 2,97

Siedem kroków ku życiu - Anselm osb Grün

Siedem kroków ku życiu Słowa Jezusa na ...

Anselm osb Grün

cena: 18,07

Sidła namiętności - J. R. Ward

Sidła namiętności Bractwo Czarnego ...

J. R. Ward

cena: 34,40

Serce - Edmund de Amicis

Serce

Edmund de Amicis

cena: 19,94 16,95

Sekrety SEO - Erik Dafforn, Danny Dover

Sekrety SEO Tajna wiedza ekspertów

Erik Dafforn,

Danny Dover

cena: 66,94

Słodka, leniwa Georgia
powiększenie, przód
przeczytaj fragment książki
Słodka, leniwa Georgia

Ginger klęczała skulona w krótkiej wanience, spłukując szybko szlauchem okrywający ją kurz. Rzucone na podłogę wilgotne robocze spodnie i koszula również zdawały się emanować kurzem. Śpieszyła się. O tej porze roku, w pełni toskańskiego lata, studnia mogła wyschnąć w każdej chwili, skazując ją na wodę z butelek, jeśli chodzi o gotowanie i namiastkę mycia, dopóki nie spadnie deszcz i lustro wody znów się nie podniesie. Znów jestem szczupła, stwierdziła, wkładając ognistoczerwoną sukienkę na ramiączkach, którą kupiła w sobotę na targu w Monte Sant'Egidio. Marcowi spodoba się ta sukienka. Myślała z przyjemnością o jego dłoni, spoczywającej opiekuńczym gestem na jej plecach, kiedy będą iść przez piazza. Jego włoska dłoń. Ginger uwielbiała cudzoziemskość Marca. Wstrzymała oddech. Jestem gibka, uznała. Nie do wiary, czego jest w stanie dokonać kilka miesięcy kopania i taszczenia ciężarów. Zmieniła prześcieradła, strzepnęła poduszki, ułożyła równo książki na nocnym stoliku. Wkładając nocną koszulę i szlafrok do szuflady, zatrzymała się nagle w pół ruchu. Przypomniał jej się Mitchell, którego poślubiła, kiedy miała dwadzieścia cztery lata. Mitchell w łóżku, czytający „Time”, wyświeżony i wyczekujący, w swoich odprasowanych bokserkach. Większość nocy, w ciągu trzech lat, które ze sobą przeżyli, spędził, czekając na nią w ten sposób, podczas gdy ona starała się przeczekać go na dole, czytając lub słuchając muzyki, dopóki nie zasnął. Wtedy wślizgiwała się do łóżka, ostrożnie zdejmowała gazetę z jego piersi i gasiła światło. W czym tkwił problem? - zastanawiała się. Nie w nim. Kiedy ze sobą chodzili, miała nadzieję, że udzieli jej się jego miłość, jego pewność, że zacznie coś czuć. Że zacznie siadać, raczkować, chodzić. Że będzie jak inni ludzie, z kompletem stołowych sreber, miesiącem miodowym w Nassau, kartonikiem pigułek antykoncepcyjnych, zasłonami, które trzeba wyprać, przepisami na potrawy. Mitchell był wspaniały, pomyślała. Taki cierpliwy. Za każdym razem, kiedy pojawiał się w drzwiach, cieszyła się, że go widzi. Co za koszmar.
W jej rodzinnym miasteczku, Swan, rozprawiano przez lata, pewnie po dziś dzień, o tym, że nie zeszła na dół do gości w dniu swoich zaślubin. Najpierw się po prostu spóźniała, potem Jeannie Boardman usiadła do organów, które zostały przywiezione specjalnie na tę okazję, i zaczęła grać „Światło księżyca” i „Sonatę księżycową”. W końcu ciotka Lily, po urządzeniu szeptanej awantury pod zamkniętymi drzwiami jej pokoju, podała szampana, ciastka ptysiowe z sałatką z krabów, paluszki serowe, półmiski makaroników i kocich języczków. Goście jedli z apetytem zaostrzonym przez szok wywołany oświadczeniem Lily, że Ginger nie czuje się najlepiej i życzy wszystkim dobrej zabawy.
Ginger zerkała ukradkiem zza firanki na ogród, na nich wszystkich, szepczących, roześmianych. Łabędź z lodu z zamrożonymi wewnątrz płatkami róży - miejscowa tradycja - topniał, postukując o brzeg wazy z ponczem. Chciałaby dotknąć językiem jego chłodnego dzioba. Chciała być promienną, roześmianą panną młodą, opuszczającą dom swojego dziadka, aby wkroczyć w świetlaną przyszłość. Chciałaby wspiąć się na dach domu i sfrunąć do nich na dół. Chciała, żeby tego wszystkiego nie było. Żeby jej matka żyła, a ojciec znów był sobą. Żeby Mitchell nie przeżywał zgryzoty i upokorzenia. Nie potrafiła mieć. To nie była decyzja, tylko stan rzeczy.
Później J.J. opowiadał, że ich kucharka, Tessie, zmywając w kuchni kieliszki, nuciła sobie dla uspokojenia „Przychodzę sam do ogrodu”*, ale co chwila mruczała pod nosem: „Te dzieciaki, te dzieciaki”. Tessie pracowała u Catherine i Willsa Masonów od czasów, gdy Ginger była niemowlęciem, a potem u Lily, kiedy dzieci przeprowadziły się do Domu. Kiedy J.J. wpadł do kuchni, żeby sobie strzelić burbona, usłyszał, jak śpiewa niskim głosem: „I przechadzamy się, a On mi mówi, że ja do Niego wyłącznie należę”, podnosząc do światła każdy kieliszek, żeby sprawdzić, czy nie ma na nim śladów warg. Chylące się ku zachodowi słońce rzucało tęczowe kręgi na jej czarny uniform i ciemną twarz.
- Sto lat, Tessie. - J.J. uniósł kieliszek. - Jeszcze jedno niezapomniane popołudnie w grajdołku Masonów.
Zostawił gdzieś swoją wizytową marynarkę, kołnierzyk koszuli miał rozpięty. Tessie patrzyła, jak wlewa zawartość kieliszka jednym ruchem do gardła, tak samo jak robił to jego ojciec po śmierci mamy. Kąciki jej warg opadły w dół i odkręciła kran z gorącą wodą na cały regulator.
Mitchell i jego rodzice wycofali się do salonu, gdzie matka pana młodego przeklinała w duchu dzień, w którym zaprosiła Ginger do swojego domu. Czy Mitchell nie wiedział, że Pattie Martin, która zawsze miała bzika na jego punkcie, nigdy w życiu by nie zrobiła podobnego przedstawienia?
Caroline Culpepper, pierwsza druhna Ginger, przemawiała do niej łagodnie zza drzwi, ale Ginger powiedziała tylko: „Przykro mi, Caroline, ale możesz równie dobrze iść do domu”. Nawet J.J. nie był w stanie skłonić jej do otwarcia drzwi, dopóki ostatni goście nie odjechali. Kiedy to wreszcie zrobiła, jej suknia leżała skłębiona na podłodze, a atłasowe pantofelki, którymi najwyraźniej ciskano o ścianę, leżały, każdy w innym kącie pokoju. Wyglądała brzydko, zapuchnięta i rozmazana, siedząc na podłodze, z kolanami podciągniętymi pod brodę. Jeżeli chodzi o ubranie, zdążyła włożyć jedynie bieliznę i pas do pończoch, który miał być rzucony pomiędzy drużbów. Wyprostowała nogę i ściągnęła pofałdowany niebieski elastik. J.J. stał w drzwiach, kręcąc głową.
- Cóż, dopięłaś swego - powiedział w końcu.
Ledwie dosłyszał jej odpowiedź.
- Tuż przed obudzeniem śniło mi się, że przyszła do mnie mama. Stanęła w drzwiach, kiedy szykowałam się do wyjścia, spryskując włosy perfumami. Spojrzała na mnie z uśmiechem i powiedziała: „Jesteś żałosna”. Moja wola słabnie coraz bardziej, J.J. - Potem się rozpłakała i nie powiedziała ani słowa aż do następnego dnia.
J.J. przyniósł jej szlafrok i usiadł przy niej. Nie musiał pytać o nic więcej.
Trzy dni później dopełnili z Mitchellem zaślubin, w ogrodzie, pośród koszy przywiędłych kwiatów. Jego rodzice odmówili wzięcia udziału w ceremonii i nie odzywali się do Ginger przez siedem miesięcy. Matka przepowiedziała mu, że będzie przeklinał dzień, w którym ją poślubił. I czyż nie miała racji? Ginger była w lnianym kostiumie barwy kości słoniowej, J.J. stał ze skrzyżowanymi ramionami, gapiąc się na oczko w jej pończosze, spodziewając się, że siostra w każdej chwili może dać drapaka. Ale ona była równie blada jak jej strój i chwiała się, jakby dopiero co przeszła atak malarii. J.J. powiedział jej później, że wyglądała jak pies, który patrzy w lustro, nie widząc własnego odbicia.
Lily i Tessie odgrzały pozostałe paluszki serowe, żeby przywrócić im kruchość. Garstka gości, których zaproszono, za nic na świecie nie przepuściłaby takiej okazji. J.J., który wyprowadzał pannę młodą, czuł, że jego siostra kroczy donikąd.
- Skarbie, to trema, nic innego. Każdy to przechodzi, ty po prostu przeżyłaś to wyjątkowo ciężko - powtarzali goście, kiedy krojono tort weselny.
Każdy inny na miejscu Mitchella byłby wściekły. On nie odstępował jej ani na krok, jego ramię otaczało ją obronnym gestem.

GINGER USŁYSZAŁA TRZAŚNIĘCIE DRZWI SAMOCHODU MARCA. Nie myślała o Mitchellu od tygodni. Teraz żałowała, że nie zdarzyło jej się, bodaj raz, poczuć miłego dreszczu oczekiwania, kiedy ścieliła ich wspólne łoże. Jeszcze dziś - cztery lata, odkąd go widziała po raz ostatni - czuła, jak wszystko w niej tężeje na wspomnienie jego ciała, jego doskonałego ciała.
Z okna na piętrze widziała, jak Marco zamyka kopniakiem drzwi samochodu. Ręce miał zajęte. Nigdy nie przychodził z pustymi rękami. Uśmiechał się, maszerując ścieżką w stronę domu. Miał w sobie coś z fauna lub satyra. Ginger też się uśmiechnęła, wyobrażając go sobie z kosmatym grzbietem i koźlimi nogami. Lubiła jego bardzo czarne kędziory i brązową skórę. („Czy on ma oliwkową cerę?” - zapytała kiedyś ciotka Lily, starając się, żeby wypadło to taktownie). Ginger nigdy przedtem nie spotkała człowieka, którego naturalnym wyrazem twarzy byłby uśmiech. Marco musiał się urodzić roześmiany.
Świeca na nocnym stoliku, z rodzaju tych, jakie się stawia przed świętym obrazem, powinna wypalić się szybko. Ginger wygładziła pościel i rozsypała na poduszkach dziką miętę i żółte płatki słonecznika z koszyka, który wcześniej napełniła. Poczuła w ciele radosne drżenie. Jak więzień, który drążył tunel za pomocą łyżki i wreszcie wyrywa się na wolność, powiedziała sobie. Jestem wolna. Będę szczęśliwa. Podczas gdy dla większości kobiet seksualne spełnienie wiąże się przede wszystkim z uczuciem głębokiej satysfakcji, jej pierwszą reakcją była duma, jak gdyby pobiła rekord w biegu na sto jardów albo pokonała poprzeczkę w skoku o tyczce. Jej bose stopy na chłodnych kafelkach posadzki miały ochotę tańczyć.
Schodząc do kuchni po schodach przypominających drabinę, widziała otwarte drzwi tarasu, przez które wpadały pierwsze wieczorne podmuchy wiatru, oraz pochyłość terenu, schodzącą aż do rzeki Nesse. To, co we Włoszech nazywano rzeką, w jej rodzinnej Georgii z biedą by uszło za strumień, ale Ginger kochała nocny śmiech płynącej wody. Wynajęła ten wiejski dom, bo stał tuż nad rzeką. Przez całą zimę spała przy uchylonych oknach, żeby słyszeć szemranie wody spływającej po skalnych stopniach i słodkie bulgotanie, kiedy przelewała się przez tamę, którą latem zbudowały dzieciaki. W tej chwili nurt zwolnił do ledwie uchwytnego nikłego ciurkania.
Marco wręczył jej żółte i herbaciane róże z ogrodu swojej matki, obejmując ją drugą ręką. Cóż za przemiana! Ani śladu obwarzanków brudu na szyi. Brwi Ginger podskoczyły do góry: dwa znaki diakrytyczne, dwa wygięte w łuk skrzydła. Dotknął dłonią jej twarzy. Wydawała się równie gładka jak wnętrze marmurowej konchy na wodę święconą. Pomyślał, że czasami ukrywa się za tą swoją bezbłędną niczym kamea twarzą, ale nie, tego wieczoru czuło się wyraźnie jej wibrującą obecność. Jego szwagierka skrytykowała kiedyś nos Ginger, nazywając go kościstym, ale Marco uważał, że to nos angielskiej królowej. Jego usta musnęły ucho Ginger, jej ogniste włosy - płomień, którego ciepło zawsze mu się udzielało.

Słodka, leniwa Georgia

Wydawnictwo: Prószyński I S-Ka

Oprawa: miękka

Ilość stron: 352

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 

Nasza cena: 29,05

Cena detaliczna: 31,92

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Akcja powieści rozgrywa się w latach siedemdziesiątych XX wieku na głębokim amerykańskim Południu, hipnotyzującym swoim leniwym czarem, ciężkim od zapachu magnolii. Swan - mała mieścina, drzemiąca w upale pośród lasów, skrywa niejedną mroczną tajemnicę. Młody J.J. Mason, potomek jednej z najwybitniejszych i najzamożniejszych rodzin miasteczka wiedzie żywot koczownika, polując i łowiąc ryby. Jego siostra Ginger w dniu swojego wesela zamyka się w swoim pokoju i odmawia zejścia na dół... Matka pary bohaterów, targnęła się przed blisko dwudziestu laty na swoje życie, pozostawiając wciąż niezabliźnioną ranę w sercu swoich dzieci i mur milczenia, którym mieszkańcy Swan otoczyli niesławny incydent. Autorka po mistrzowsku snuje wielowątkową, barwną opowieść, pełną meandrów i nieoczekiwanych zwrotów akcji, ukazującą zmagania dwojga młodych ludzi z ciążącą nad ich życiem przeszłością, którą upiorne, niewytłumaczalne zdarzenie wydobywa po latach na światło dzienne. Frances Mayes, podobnie jak Richard Russo w powieści Koniec Empire Falls, czerpie bogactwo i dynamikę z inteligentnej obserwacji małomiasteczkowych stosunków i gry wzajemnych zależności pomiędzy wpływowymi rodzinami i mniej uprzywilejowanymi mieszkańcami na przestrzeni kilku pokoleń... precyzyjnie skonstruowana... Słodka, leniwa Georgia was zauroczy.

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: literatura piękna, powieść społeczno-obyczajowa

Wydawnictwo: Prószyński I S-Ka
Oprawa: miękka
Wymiary: 142x202
Ilość stron: 352
ISBN: 978-83-7839-019-0
EAN: 9788378390190
Wprowadzono: 13.01.2012

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję
Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

Zobacz również

Freelancer - Andrzej Te

Freelancer

Andrzej Te

cena: 34,82 29,60

Lilka - Małgorzata Kalicińska

Lilka

Małgorzata Kalicińska

cena: 34,82 24,37

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.