Kategorie okolicznościowe
Kategorie
eseje, felietony i publicystyka literacka
literatura popularno - naukowa
Ostatnio oglądane
Serenada
czyli moje życie niecodzienne
12
– Co… Co pan tu robi?! – wrzasnęłam.
– Spokojnie, to tylko ja. Nie poznajesz mnie?
Jak mogłabym go nie poznać? Musiałabym chyba przez ostatnie lata szwendać się z Kamińskim po Antarktydzie! Przecież to Marlon. Stał naprzeciwko mnie i uśmiechał się tym swoim aksamitnym uśmiechem zdobywcy tytułu Mister Universum.
– Kto pana wpuścił?!
– Zapomniałaś, że mam swoje klucze? – zapytał spod uniesionej powieki.
– To chyba pan nie zauważył, że coś się zmieniło. Proszę mi je oddać.
– Żartujesz?! – Uniósł drugą powiekę.
– Nie.
Lubię grać niedostępną. To mi zawsze wychodziło najlepiej. Ale musiałam się mocno skupić i bez przerwy myśleć o Adamie, żeby wyszło autentycznie.
„Nie graj Sereny! Bądź Sereną!” – wciąż słyszałam słowa reżysera. Dobra, jestem Sereną, ale nie mogę się przecież bez mrugnięcia okiem zgodzić na to, żeby jakiś Marlon traktował ten dom jak dworzec! Nawet ten Marlon!
Tymczasem on wyjął z kieszeni klucze, mówiąc jednocześnie wzrokiem: „Jeszcze będziesz na kolanach błagała, żebym wziął je z powrotem!” i położył na stoliku. Myślałam, że teraz sobie pójdzie. Myliłam się. Znów usiadł na kanapie i rzucił przez ramię:
– Pośpiesz się, za kwadrans wychodzimy.
– Nie ma mowy! – odparłam, zdejmując buty. Nie będzie mi rozkazywał. W końcu byłam Sereną.
*
Dopiero teraz miałam okazję przyjrzeć się domowi. Urządzony z gustem, nie nazbyt nowocześnie, w stylu, który nazwałabym amerykańskim, sprawiał wrażenie bardzo przytulnego. Kanapa i fotele obite kremową tapicerką, jasna tapeta w moje ukochane bordowe róże, mnóstwo żywych kwiatów. Telewizor plazmowy, sprzęt grający, dużo płyt i książek, zwłaszcza albumów z reprodukcjami dzieł sztuki. Połączona z salonem kuchnia, w której chyba nikt nigdy nie próbował gotować, lśniła czystością. Pamiętałam, że właśnie w niej kręcili jakiś program kulinarny z Sereną w roli głównej.
– Nie wygłupiaj się, musisz!
– Nic nie muszę! Pomylił pan adresy.
– Jedno z nas dwojga na pewno! Nie pójdziesz na bankiet z okazji rozpoczęcia sezonu organizowany przez „Playboya”? – zawiesił głos znacząco. – Gdzie będzie cała Warszawa? Chcesz, żeby fotoreporterzy, którzy teraz siedzą na ulicy i pewnie nawet na drzewach dookoła domu, pomyśleli, że między nami koniec?
Spanikowałam. Bankiet to nie to samo co plan. Tam miałam Adama. Tu mnie nikt nie wspiera. Nie chcę wszystkiego od razu popsuć, ale w co się ubrać na imprezę, gdzie będą wszyscy?! Jak się umalować? Przecież nie mogę iść we własnej sukience, nawet tej najlepszej, zresztą trochę wymiętej po weselu. Stałam z niepewną miną. Marlon chyba odgadł, co mnie dręczy. Spojrzał przez ramię i wycedził:
– Na górze.
Wbiegłam po schodach. Znajdowały się tam trzy pokoje. W jednym z nich, jak się domyśliłam mojej sypialni, wszystko już czekało, niczym na Kopciuszka przed balem: bielizna, suknia, buty, torebka, nawet szal. Na toaletce stało zdjęcie Sereny, najlepszy instruktaż, jak mam się umalować, oraz wszystkie potrzebne kosmetyki. Za uchylonymi lekko drzwiami znajdowała się obszerna garderoba, a dalej łazienka. Bardzo wygodnie. Biorąc szybki prysznic, doceniłam zalety fryzury Matyldy: ekskluzywna i prosta w obsłudze. Genialna. Ale i tak musiałam włożyć perukę.
Pół godziny później byłam gotowa, co uważam za rekord olimpijski. On też wyglądał na zdziwionego. Trochę się ociągając, wyłączył telewizor, chociaż nasi siatkarze znowu przegrywali, i ciężko westchnął.
– Coś nie tak?
– Nie, nie! Wyglądasz bosko! – Uśmiechnął się i pocałował mnie w szyję. – Przyzwyczajaj się – uprzedził moją reakcję.
Oszołomiona, nic nie powiedziałam.
Zanim zdążyliśmy wsiąść do czerwonego kabrioletu, który stał przed domem, ulicę rozświetliły flesze fotoreporterów. Więc jednak czaili się gdzieś w cieniu! Ruszyliśmy, a w ślad za nami zaczęło sunąć kilka innych samochodów. Marlon położył ramię na oparciu, jakby mnie obejmował. Co za tandetny styl!
– Zabierz rękę! – syknęłam.
Nie zabrał.
– Wyluzuj się. W końcu jesteś w pracy – powiedział, szczerząc zęby, i znów mnie pocałował.
Miał rację. Nie powinnam się przejmować.
– Więc wy… Ty i ona… Wy też…? – Poczułam się osobiście dotknięta. Nie po to zazdrościłam tej cholernej Serenie faceta, żebym się teraz miała dowiadywać, że to wszystko jeden wielki pic! On nie odpowiedział, bo właśnie dojechaliśmy do hotelu Sheraton. Ktoś otworzył mi drzwiczki, znów rozbłysły flesze. Marlon rzucił parkingowemu kluczyki, które ten złapał w powietrzu, i po czerwonym dywanie weszliśmy do środka.
Teraz wiem, jak czuł się Kopciuszek, wkraczając na salę balową. Był przerażony. Właściwie to dlaczego ona nie miała na imię Kopciuszka?
„Myśl, że jesteś Sereną! Jesteś Sereną!”. Co chwila ktoś do mnie podchodził i mówił o rzeczach, o których nie miałam pojęcia. Przeważnie następowała krótka informacja, a po niej sakramentalne:
– Muuusiiimy się kiedyś spotkać!
Odpowiadałam niezmiennie:
– Kooonieeecznie! – I już Marlon wyszarpywał mnie z objęć jednego VIP-a, by dać szansę następnemu.
Na bankiet zjechała cała telewizja. To znaczy ludzie, którzy pokazywali się na ekranie przez ostatnich dwadzieścia lat. Czy poza tym istnieje w ogóle jakieś życie? Politycy, aktorzy, sportowcy, piosenkarze defilowali przede mną, proponując spotkanie. Mnie, Kaśce z Białegostoku! Nikt nie zadał sobie trudu, żeby mi się przyjrzeć. Wszyscy tylko uśmiechali się i mówili:
– Cuuudooownie wyglądasz! Ach ten Maaarlon, ten Maaarlon! – Jakby to on był chirurgiem plastycznym i odmłodził mnie o piętnaście lat.
A mój towarzysz zachowywał się powściągliwie. Niczym rasowy dżentelmen prowadził mnie wokół sali, podając kieliszek szampana i szepcząc do ucha, co powinnam wiedzieć o zbliżających się gościach. Niektórych bowiem nie rozpoznawałam. Byli to przeważnie biznesmeni, producenci telewizyjni, reżyserzy, projektanci mody i fryzjerzy, przepraszam, styliści.
Gdzieś między Kingą Rusin a Hanną Lis wśród gości mignęła mi sylwetka Adama. Odrzuciłam jednak tę myśl jako absurdalną. Nie to, że uważałam go za niegodnego zaproszenia na takie przyjęcie. Ale przecież zabrałby mnie ze sobą! Tak świetnie nam się razem tańczyło! Aż dziw, że zdarzyło się to zaledwie wczoraj! Wtedy byłam Kaśką i pijana bawiłam się w jakimś barze, dziś udaję Serenę w hotelu Sheraton. Czy ktoś w Białymstoku by mi w to uwierzył?!
Serenada, czyli moje życie niecodzienne
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: miękka
Ilość stron: 360
Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawy
Nasza cena: 28,95
Cena detaliczna: 31,82
U nas taniej o 9%
dodaj do przechowalni Dodaj do koszykastwórz link z okładką na swoją stronę
Małgorzata Gutowska-Adamczyk - absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej PWST (obecnie Akademia Teatralna), autorka bestsellerowej trzytomowej sagi "Cukiernia Pod Amorem". Zadebiutowała jako scenarzystka serialu "Tata, a Marcin powiedział...". Wydała powieści: "110 ulic", "220 linii", "Niebieskie nitki", "13. Poprzeczna", "Wystarczy, że jesteś", "Serenada, czyli moje życie niecodzienne", "Mariola, moje krople..." oraz mikropowieść "Jak zabić nastolatkę (w sobie)?". Autorka jest laureatką nagrody Książka Roku 2008, przyznawanej przez Polską Sekcję IBBY, za powieść "13. Poprzeczna". Mieszka z mężem, reżyserem Wojciechem Adamczykiem, synami Maciejem i Piotrem oraz sukami Mambą, Neską i Milką w Warszawie-Aninie
Szczegółowe informacje:
| Dział: | Książki Kategoria: literatura piękna, romanse |
| Wydawnictwo: | Nasza Księgarnia |
| Oprawa: | miękka |
| Wymiary: | 135x205 |
| Ilość stron: | 360 |
| ISBN: | 978-83-10-12175-2 |
| EAN: | 9788310121752 |
| Wprowadzono: | 24.01.2012 |
Recenzje klientów
i zgarniaj nagrody napisz recenzjęAnna_markietanka 16 kwiecień 2012
"Serenada czyli moje życie niecodzienne" to jedna z pierwszych książek autorki "Cukierni Pod Amorem", Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. To świetna kobieca literatura. Książka opowiada perypetie dziewczyny z prowincji, Katarzyny Zalewskiej, aktorki teatru lalkowego. Dziewczyna przypadkowo, w drodze do Warszawy na ślub koleżanki, poznaje Adama, makijażystę, który namawia ją na pójście na casting do serialu. Okazuje się, że Kasia jest niezwykle podobna do głównej aktorki, Sereny, i zostaje zaangażowana jako jej zastępstwo - zarówno w życiu, jak i w filmie. Aktorka bowiem zniknęła bez śladu.Katarzyna początkowo jest oburzona propozycją, jednak w końcu zgadza się. Życie na planie ma swoje plusy i minusy. Kasia nie jest łagodną owieczką, która spełni wszystkie wytyczne - nieoczekiwanie porzuca mężczyznę aktorki, Marlona, i zamienia go na ... psa Leona. Zostaje wezwana na dywanik do Piotra Laxa. Z czasem jednak Kasia zakoc[...]e się w Piotrze. I wtedy wraca Serena .... Kasia zostaje "na lodzie". Jak się odnajdzie ? Jak potoczy się jej znajomość z Piotrem? "Serenada" to zabawna historia miłosna, jednak nie jest to słodki romans, dzięki charakterkowi Kasi. Dziewczyna jest zadziorna, odważna i nie daje się zepchnąć na margines i kierować sobą. Bardzo ją polubiłam, a utarczki słowne z Piotrem, chwilami, bawiły mnie do łez. To świetna, relaksująca, kobieca literatura - serdecznie ją polecam ! Na uwagę zasługuje również ciekawe, filmowe wydanie książki - klimatyczne i przyjemne w odbiorze. Pani Małgorzata Gutowska-Adamczyk tworzy znakomite książki - we mnie ma wierną czytelniczkę :) http://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com/2012/04/serenada-czyli-moje-zycie-niecod zienne.html
Joanna Korneta - 10 luty 2012
Gdyby każda autorka książek lekkich, łatwych i przyjemnych debiutowała w ten sposób, bylibyśmy potęgą na rynku wydawniczym świata. Gutowska-Adamczyk proponuje bowiem powieść ciekawą i wciągającą, a przy tym realizującą odwieczny schemat z bajki o Kopciuszku. Oto Kaśka Zalewska, zwykła aktorka z teatru lalek w Białymstoku, trafia przypadkiem w Warszawie na mężczyznę, który zabiera ją na casting do popularnego serialu. Okazuje się, że Kaśka jest uderzająco podobna do Sereny, głównej gwiazdy, którą trzeba przez jakiś czas zastąpić. Zwykła dziewczyna trafia nagle do centrum drobnych intryg i ciężkiej pracy, której efekty codziennie podziwiają wielbiciele serialu. Przy tym nie przestaje być sobą, a w dodatku bez przerwy w kimś się zakoc[...]e, czym bardzo komplikuje sobie życie. Gutowska-Adamczyk wydobyła z powieści rozrywkowych i czytadeł dla pań wszystko co najlepsze i zamknęła to w książce, od której naprawdę ciężko się oderwać. "Serenada" w niczym nie ustępuje późniejszym powieściom tej autorki, poziomem dorównuje nawet kultowej już "Cukierni pod Amorem" - chociaż to inny gatunek.
maggda 30 styczeń 2012
Nie wiedziałam, że ta książka tak wciąga, nie wiedziałam, że nie będę mogła spać i jeść, że wsiąknę w lekturę na całego. "Jeszcze tylko ta strona", "tylko do końca rozdziału"- to obietnice, które sprawiły zmęczenie gałek ocznych i radość po finalizacji książki. Choć nie ukrywam, że też charakterystyczny dla prozy p. Małgorzaty niedosyt :/. Polecam z całego serca:).
amalia kasiaela1978(at)o2.pl 26 styczeń 2012
Czasem lubię przeczytać coś lekkiego i niezobowiązującego. Jakiś miły romans, prostą historię o… każdym z nas. Bo każdemu może się zdarzyć, że przypadkowo ktoś go dostrzeże i zaproponuje udział w serialu. No prawie każdemu. I wtedy może dojść do bolesnego zderzenia naszych wyobrażeń o życiu gwiazd z rzeczywistością tego życia. Brak prywatności, udawane związki, brak przyjaciół… To cena jaką będzie musiała zapłacić bohaterka, za swoje pięć minut. Czy wyjdzie z tego z tarczą czy na tarczy?
Zobacz również
