rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Sekret hiszpańskiej pensjonarki
ocena: 5, głosów: 1
 
powiększenie

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Sekret hiszpańskiej pensjonarki

Rozdział I Niespodziewana wizyta
Wyszliśmy na murawę, żeby wygrać; stać nas było na to. Taktyka, którą osobiście - proszę mi wybaczyć brak skromności - obrałem, twardy trening, jakiemu poddałem chłopców, złudna nadzieja, którą im zaszczepiłem groźbami, wszystkie te elementy działały na naszą korzyść. Wszystko szło dobrze; byliśmy o krok od strzelenia gola; przeciwnik szedł w rozsypkę. Był piękny kwietniowy poranek, świeciło słońce, kątem oka dostrzegłem, że szpaler drzew morwowych na skraju boiska pokrywa żółtawy i pachnący puch, zwiastun wiosny. I od tego momentu wszystko potoczyło się fatalnie: niebo bez uprzedzenia zasnuło się chmurami, a Carrascosa, ten z sali 13, któremu zleciłem obronę stanowczą, a w razie konieczności miażdżącą, rzucił się na ziemię i zaczął wrzeszczeć, że nie chce patrzeć na swoje ręce splamione krwią ludzką, o co nikt go nie prosił, i że jego świętej pamięci matka wyrzuca mu agresywność, wszczepioną wprawdzie, lecz nie mniej przez to naganną. Na szczęście łączyłem funkcje napastnika z funkcjami sędziego i udało mi się, choć nie bez protestów, unieważnić gola, którego nam właśnie strzelono. Wiedziałem jednak, że gdy coś zaczyna się psuć, nikt już nie powstrzyma tego procesu i że nasze sportowe losy, jeśli można tak rzec, wiszą na włosku. Kiedy zobaczyłem, że ToĄito wali zawzięcie głową w poprzeczkę bramki przeciwnika, całkowicie ignorując długie i, po cóż zaprzeczać, celne podania, które kierowałem do niego z połowy boiska, zrozumiałem, iż wszystko skończone i także w tym roku nie zostaniemy mistrzami. Dlatego nie przejąłem się specjalnie, kiedy doktor Chulferga, o ile w ogóle tak się nazywał, bo nigdy nie widziałem jego nazwiska w formie pisemnej, a jestem nieco przygłuchy, zaczął machać do mnie, pokazując, żebym zszedł z boiska i spotkał się z nim za linią boczną, bo ma mi coś do powiedzenia. Doktor Chulferga był młody, niziutki i krępy, twarz okalała mu broda tak brązowa jak grube szkła jego okularów. Przyjechał z Ameryki Południowej niedawno, a już mało kto go lubił. Ukłoniłem mu się z szacunkiem, który miał zamaskować moje zmieszanie.
- Doktor Sugraes - powiedział - chce się z tobą zobaczyć.
Na co odrzekłem, żeby mu się podlizać:
- Z największą przyjemnością.
Po czym natychmiast dodałem, widząc, że moje słowa bynajmniej nie wywołały uśmiechu na jego twarzy:
- Choć nie ulega wątpliwości, że wysiłek fizyczny wywiera zbawienny wpływ na nasz rozprzężony organizm.
Za całą odpowiedź doktor odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie wielkimi krokami, sprawdzając od czasu do czasu, czy idę za nim. Po sprawie z artykułem stał się nieufny. Sprawa z artykułem polegała na tym, że napisał tekst zatytułowany Rozdwojenie osobowości, lubieżne delirium i zatrzymanie moczu, który "Fuerza Nueva", korzystając z dezorientacji nowo przybyłego, opublikowała pod tytułem Zarys osobowości monarchicznej i z podpisem doktora, co tenże odebrał bardzo źle. Od tego czasu zdarzało się, że w połowie terapii wykrzykiwał nagle z goryczą:
- W tym gumianym kraju nawet wariaci to faszyci.
Mówił to właśnie w ten sposób, nie tak jak my, którzy wymawiamy wszystkie głoski jak Pan Bóg przykazał. Dlatego właśnie, jak już wspomniałem, usłuchałem go bez słowa, chociaż chętnie poprosiłbym o pozwolenie na wzięcie prysznica i przebranie się, ponieważ spociłem się dość mocno, a mam skłonności do wydzielania brzydkiego zapachu, zwłaszcza kiedy przebywam w pomieszczeniach zamkniętych. Nie powiedziałem jednak nic. Przemierzyliśmy żwirową alejkę wysadzaną lipami, weszliśmy po marmurowych stopniach i znaleźliśmy się w holu budynku sanatorium, czy też w sanatorium właściwym, gdzie przez szklaną kopułę z ołowianymi szprosami wpadało bursztynowe światło, które zdawało się zachowywać czystą świeżość ostatnich dni zimy. W głębi holu, na prawo od posągu świętego Wincentego y Paulo, między postumentem a schodami wysłanymi dywanem - schodami dla gości - mieściła się poczekalnia gabinetu doktora Sugraesa, w której, jak zwykle, leżały tylko stare, pokryte kurzem numery czasopisma Klubu Automobilowego. W głębi poczekalni znajdowały się potężne, mahoniowe drzwi do gabinetu samego doktora Sugraesa, w które zapukał mój towarzysz. W maleńkim semaforze osadzonym w futrynie zapaliło się zielone światełko. Doktor Chulferga uchylił drzwi, wsunął głowę w szparę i wyszeptał kilka słów. Następnie wycofał głowę, umieścił ją ponownie na ramionach, otworzył ciężkie skrzydło na oścież i pokazał gestem, bym wszedł do gabinetu, co uczyniłem z pewnym niepokojem, gdyż nieczęsto, a zatem było to wręcz złowróżbne, doktor Sugraes wzywał mnie do siebie, nie licząc regulaminowej rozmowy raz na trzy miesiące, do której terminu brakowało jeszcze pięciu tygodni. Być może więc moje zakłopotanie nie pozwoliło mi dostrzec, choć jestem dobrym obserwatorem, że w gabinecie znajdują się, oprócz doktora Sugraesa, jeszcze dwie osoby.
- Czy można, panie doktorze? - zapytałem, zauważając, że mój głos jest drżący i nieco piskliwy, a wymowa niewyraźna.
- Wchodź, wchodź, nie bój się - powiedział doktor Sugraes, interpretując z właściwą sobie przenikliwością moją modulację. - Widzisz, że masz gości. Musiałem skoncentrować uwagę na dyplomie wiszącym na ścianie, żeby powstrzymać szczękanie zębami.
- Nie przywitasz się z tymi przemiłymi osobami? - zapytał doktor Sugraes serdecznym tonem zwiastującym ultimatum. Największym wysiłkiem woli spróbowałem uporządkować myśli: po pierwsze, musiałem ustalić tożsamość gości, bez czego nie miałem szans na odgadnięcie powodów ich obecności, a co za tym idzie na przygotowanie linii obrony. Musiałem zatem spojrzeć im w twarz, ponieważ drogą zwykłej dedukcji nigdy bym do tego nie doszedł, jako że przyjaciół nie miałem, a w ciągu pięciu lat spędzonych w sanatoryjnym odosobnieniu nie odwiedził mnie nikt z rodziny, gdyż poróżniłem się z najbliższymi, zresztą nie bez powodu. Zacząłem się więc obracać, bardzo powoli, starając się, by ruch ten przeszedł niezauważony, co jednak mi się nie udało, ponieważ zarówno doktor Sugraes, jak i dwie pozostałe osoby wbijali we mnie spojrzenie sześciorga oczu. Zobaczyłem to, co natychmiast opiszę: naprzeciwko biurka doktora Sugraesa, na dwóch skórzanych fotelach - to jest na dwóch fotelach, które były skórzane, dopóki Jaimito Bullón nie zrobił kupy na jeden z nich, po czym trzeba było obić oba, dla zachowania symetrii, różowawym skajem nadającym się do prania w pralce - siedziały osoby. Opiszę jedną z nich: na fotelu bliżej okna, to znaczy bliżej w odniesieniu do drugiego fotela, ponieważ między pierwszym fotelem, tym bliżej okna, a oknem, znajdowało się miejsce na popielniczkę, śliczną szklaną popielniczkę, która wieńczyła prawie metrową kolumnę z brązu, a używam czasu przeszłego, ponieważ gdy Rebolledo podjął próbę rzucenia kolumienką w głowę doktora Sugraesa, obie, kolumienka i popielniczka, zostały usunięte i niezastąpione niczym, więc na fotelu bliżej okna, powiadam, siedziała kobieta w wieku nieokreślonym, chociaż dałem jej jakąś pięćdziesiątkę, ale bardzo źle wykorzystaną, o dystyngowanych rysach i postawie, choć ubrana bardzo zwyczajnie, trzymająca zamiast torebki, na kolanach przykrytych plisowaną spódnicą z poliestru, torbę lekarską, podłużną, prążkowaną, ze sznurkiem zamiast paska. Rzeczona dama uśmiechała się zaciśniętymi wargami, lecz spojrzenie jej było badawcze, a brwi - bardzo krzaczaste - zmarszczone, co sprawiało, że idealnie pionowa bruzda przecinała jej czoło, równie gładkie jak reszta jej twarzy, na której nie znać było ani śladu depilacji, a za to widoczny był wyraźny cień wąsika.

Sekret hiszpańskiej pensjonarki (miękka)

książka

Wydawnictwo: Znak

Oprawa: miękka

Ilość stron: 160

Wysyłamy w: 24h - 48h

Nasza cena: 25,36

Cena detaliczna: 29,83

U nas taniej o 15%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka

Przy zakupie 5 egz.
Cena hurtowa:

23,86

Powrót GRATIS! Do każdego zamówienia zakładka mola książkowego!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (1)

Sekret hiszpańskiej pensjonarki - opis produktu:

Pechowy detektyw, znany już czytelnikom powieści "Przygody fryzjera damskiego", wyrusza na trop kolejnej zagadki. Tym razem próbuje rozwikłać tajemnicę zniknięcia hiszpańskiej pensjonarki. Kto oczekuje prostego rozwiązania sprawy, tego ponownie spotka bolesny zawód. Komu logika nieobca i tak się pogubi w zawiłym labiryncie nieprzewidywalnych wydarzeń, kłopotliwych niespodzianek i podejmowanych z żelazną konsekwencją niewłaściwych kroków. Oto latający cyrk Eduardo Mendozy w swym najlepszym wydaniu. Odsłona pierwsza, choć druga - wszystko według zasad.

Tytuł oryginalny: El misterio de la cripta embrujada
Tłumaczenie: Marzena Chrobak

Sekret hiszpańskiej pensjonarki - wybrana recenzja:

amber 11/02/2010

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Dzięki Mendozie miałam okazję przedefiniować pojęcie kryminał idealny. Do tej pory ceniłam wartką akcję, spójna fabułę, intrygująca zagadkę i dobrze nakreślone postacie. Po "Sekrecie hiszpańskiej pensjonarki" trzeba mi także barwnego języka, szczypty absurdu i mnóstwa humoru. W związku z... (czytaj dalej)

Sekret hiszpańskiej pensjonarki - szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: literatura piękna, powieść komediowa, sensacja, kryminał

Wydawnictwo: Znak
Oprawa:miękka
Okładka:miękka
Wymiary:140×205
Ilość stron:160
ISBN:978-83-240-2387-5
Wprowadzono: 08.05.2013
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Sekret hiszpańskiej pensjonarki - recenzje klientów

amber1985(at)tlen.pl 11/02/2010

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Dzięki Mendozie miałam okazję przedefiniować pojęcie kryminał idealny. Do tej pory ceniłam wartką akcję, spójna fabułę, intrygująca zagadkę i dobrze nakreślone postacie. Po "Sekrecie hiszpańskiej pensjonarki" trzeba mi także barwnego języka, szczypty absurdu i mnóstwa humoru. W związku z powyższym rozważam czy dobrym posunięciem było sięgniecie po pierwszy cześć przygód detektywa lumpa prosto z domu wariatów. Oczywiście w zanadrzu czekają kolejne pozycje Eduardo Mendoza, nie obyło się bez natychmiastowego zakupu "Niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa", pozostaje jednak jedno bardzo wielkie ALE... Nie znam drugiego takiego pisarza mieszającego wszystkie wymienione składniki idealnego kryminału w równie wybuchową mieszankę, która prowokuje czytelnika do śmiechu niezależnie od jego wieku czy płci. Czuje w kościach, że będzie to pewnie jeden z najbardziej zaczytanych przeze mnie tytułów otwierany w pochmurne dni na wszelkie smutki i troski niczym mój własny, prywatny, niezawodny 170 stronicowy prozak. Polecam

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Czarne narcyzy Lipowo, Tom 8

K. Puzyńska

książka

25,78 zł taniej -32%

Czarna Madonna

R. Mróz

książka

25,87 zł taniej -35%

Życie na wynos

O. Rudnicka

książka

21,40 zł taniej -35%

Zapisane w wodzie

P. Hawkins

książka

25,77 zł taniej -30%

Eduardo Mendoza - przeczytaj też

Tajemnica zaginionej ślicznotki

E. Mendoza

książka

29,60 zł taniej -15%

Awantura o pieniądze albo życie

E. Mendoza

książka

27,90 zł taniej -15%

Oliwkowy labirynt

E. Mendoza

książka

27,90 zł taniej -15%

Niewinność zagubiona w deszczu

E. Mendoza

książka

33,81 zł taniej -15%

Zobacz również

Oszukana

C. Link

książka

27,23 zł taniej -30%

13 powodów

J. Asher

książka

24,71 zł taniej -31%

Deniwelacja Trylogia z komisarzem ...

R. Mróz

książka

27,87 zł taniej -30%

Już mnie nie oszukasz

H. Coben

książka

23,68 zł taniej -32%

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku
Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność ›
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: