wpisz minimum 3 znaki
SARKOZY Pragnienie władzy
ocena: 5, głosów: 1
 
przeczytaj fragment książki
SARKOZY Pragnienie władzy

Rozdział XXIV

Stary jeleń i jego paź
Jacques Chirac i Nicolas Sarkozy zawarli pokój. Niezwykły pokój. Może tylko chwilowy, na pewno nieszczery, ale jednak pokój. Teraz przekonani są już o tym wszyscy ministrowie, którzy co tydzień widzą ich przy wspólnym stole obrad, ramię w ramię - bo Nicolas zasiada po prawicy prezydenta - manifestujących dobry humor, a nawet gawędzących i śmiejących się, gdy mówi któryś z ministrów. Co gorsza, w którąś środę nie zamilkli, gdy głos zabrał premier, przedstawiający nowy projekt. Widząc, że wcale go nie słuchają, przerwał w pół słowa. Atmosferka. Mówi się o ociepleniu planety, o cofaniu się lodowców - epoka zlodowacenia w ich stosunkach, kiedy to prezydent zdawał się nie widzieć ministra stanu, przeminęła.
Są oznaki, które nie mylą - Nicolas Sarkozy wygląda na spokojniejszego, lepiej panuje nad nerwami. Można by powiedzieć, że jest „na luzie”. Jakby nie obawiał się zdradzieckich ciosów.
„Nie mogę uwierzyć, że Chirac ułatwi mu zadanie” - niepokoi się Franuois Fillon. Jeżeli coś tu się nie zmieniło, to właśnie to: Jacques Chirac nigdy nie pomagał Sarko w karierze. Nie chciał go w merostwie Neuilly w 1983 roku, nie chciał go w roli deputowanego w roku 1988 ani jako ministra w 1993, ani w Sekretariacie Generalnym RPR w roku 1997, kiedy udzielił mu wsparcia Philippe Séguin. Nigdy nie chciał go jako premiera, zrobił, co w jego mocy, aby przeszkodzić mu w przejęciu UMP [Unia na rzecz Ruchu Ludowego], wolał też innego kandydata w wyborach prezydenckich. Wystarczy podsumować.
Mimo to Dominique de Villepin jest przekonany, że Chirac i Sarkozy zawarli pakt. Uważa, że w tej sytuacji może czuć się zwolniony z „wszelkiej wdzięczności wobec prezydenta Republiki”1. Premier czuje się zdezorientowany. Rok 2006 przyniósł stopniowe pogorszenie jego stosunków z Jacques'em Chirakiem.
„Prezydent jest już znużony jego codziennym burzowym porykiwaniem” - mówi jeden z bliskich współpracowników.
Kiedy doszło do kryzysu w związku ze sprawą CPE, prezydent zwlekał z interwencją; z aferą Clearstream Pałac Elizejski oficjalnie nie miał nic wspólnego, nie interesował się dokumentami dotyczącymi tej sprawy. Wyczulone na każdy sygnał, na najlżejszy podmuch wiatru „zwierzęta polityczne” zrozumiały, że Dominique de Villepin nie będzie dla prezydenta atutem.
On pojął to jako pierwszy i dlatego, rozczarowany, pozwolił sobie w wywiadzie dla Canal Plus oświadczyć: „Nicolas Sarkozy ma zalety głowy państwa, ma je również SégolÝne Royal” - co znaczy, że się nie poddał.
Nie poddał się również Jacques Chirac. Kandydatem, którego poparłby z całego serca, byłby Alain Juppé. Obaj jednak wiedzą, że to niewłaściwa chwila. Prezydent pozwoli więc, by do końca marca krążyły pogłoski i hipotezy na temat jego kandydatury. Jednak pod koniec grudnia, biorąc udział w świętach i tradycyjnych ceremoniach elizejskich, będzie wiedział, że robi to po raz ostatni.
Rozumowanie jest proste - Nicolas Sarkozy, prowadzący kampanię od tak dawna, zyskał zbyt dużą przewagę, by go doścignąć. W pełni panuje nad aparatem partyjnym, rozwinął go na swoje potrzeby, a prezydent, który zamieszkał w Pałacu Elizejskim, ponieważ w ten sam sposób zawładnął partią na oczach gaullistowskich baronów, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jest to silny atut. A poza tym Francuzi - a wyborcy UMP przede wszystkim - mówią, co widać po sondażach, że dwanaście lat to wystarczająco długo. Nie chcą już widzieć go w roli przywódcy państwa. Na prawicy wszystko jest już przesądzone. Choć oczywiście zawsze możliwy jest nagły zwrot.
Przez dwa ostatnie lata jednak Jacques Chirac dawał swym wieczornym rozmówcom do zrozumienia, że Sarkozy nie osiągnie celu: „Jest zbyt liberalny, za bardzo proatlantycki, zbyt europejski”. Teraz już nie wygłasza takich opinii, co znaczy, że zmienił zdanie o kandydacie UMP. Nie należy do ludzi, którzy zapominają o ciosach i wyzwaniach i z pewnością pamięta to, o czym mówi Jean-Louis Debré: „Sarko zatruł mu pięćdziesięciolecie, za wcześnie zaczynając wyścig do Pałacu Elizejskiego”. A zainteresowany kwituje to, jak zwykle, niezbyt skromnie: „Jak wypadłyby te rządy, gdyby nie wykorzystywały mojej popularności?”.
Prezydent nie żałuje, że dał Sarkozy'emu parę kopniaków, podkreśla przy okazji słabe wyniki, jakie ten uzyskał w dziedzinie bezpieczeństwa. Pamięta, że miał nadzieję, iż trzy tygodnie zamieszek na przedmieściach u schyłku roku 2005 będą zabójczym ciosem dla ministra spraw wewnętrznych. Ma też do niego wielki żal - co bardzo gaullistowskie - że wtargnął na obszar zastrzeżony dla prezydenta. Uważa za poważny grzech, jak mówi się w Pałacu Elizejskim, podróże do Stanów Zjednoczonych: „Nie powinno się tam jechać, żeby rozprawiać o arogancji Francji, podczas gdy to ona miała rację w sprawie Iraku. Nie wolno krytykować swojego kraju za granicą”.
Przyjaciele Sarkozy'ego odpowiadają, że żadne z tych posunięć nie było wymierzone w Jacques'a Chiraca, któremu przez cały pobyt w Ameryce składał hołdy, lecz w Villepina i jego groźby użycia veta przeciwko Stanom Zjednoczonym (choć Villepin nigdy otwarcie tego nie powiedział)2. To do niego, mówią, adresowane było to przesłanie, gdy stojąc przed szacownym gronem dyplomatów francuskich i amerykańskich oraz naukowców w Nowym Jorku, Sarkozy zakrzyknął: „Nigdy więcej nie powinniśmy czynić z dzielącej nas różnicy zdań kryzysu. Przeciwnie - uczyńmy z tych rozbieżności okazję do konstruktywnego dialogu, wolnego od arogancji i teatralnych gestów”.
Podczas tej podróży, którą odbył we wrześniu 2006 roku, udało mu się przeprowadzić półgodzinną rozmowę z George'em W. Bushem, zwykle spotykającym się wyłącznie z głowami państw. W ten sposób zasłużył sobie na przydomek „pieska Busha” - nazwał go tak Laurent Fabius. A mówiąc poważniej, każdy, kto zdawał sobie sprawę z niechęci Francuzów do amerykańskiego prezydenta, mógł zadać sobie pytanie, czy ta rozmowa była zręcznym posunięciem kandydata do Pałacu Elizejskiego. W odpowiedzi usłyszałby od Sarkozy'ego: „Bush jest prezydentem najpotężniejszego państwa świata. Długo zastanawiano się nad moją pozycją na międzynarodowej scenie politycznej, nie zamierzam więc teraz przepraszać, że ją mam”. Zdawał się jednak nie przeczuwać porażki wyborczej człowieka, którego przychylne przyjęcie tak mu schlebiało.
I dodaje, rozdrażniony uwagami na temat swojej zbyt wyraźnej słabości do Stanów Zjednoczonych: „Amerykanie są jednym z nielicznych narodów świata, z którymi nigdy nie toczyliśmy wojny. Dwukrotnie pomogli nam odzyskać wolność, dwukrotnie, przyznaję, doszło między nami do sporu z powodu Iraku, lecz nie powinno to jednak rozbijać prawdziwej jedności naszych narodów. Trzeźwo patrzę na ich słabości i siłę, a amerykańskie wzorce nie wydają mi się możliwe do przeniesienia na francuski grunt. Ta odpowiedź powinna chyba rozwiać wszelkie niejasności”.
Nicolas Sarkozy proatlantycki? Według Catherine Collonny, która długo pracowała z Jacques'em Chirakiem, zanim została ministrem do spraw europejskich, nie jest proatlantycki. Wyjaśnia: „Jeżeli proatlantyckość ma oznaczać bezwarunkowe podążanie za Stanami Zjednoczonymi, jak robi to Tony Blair, to taki nie jest. Jeżeli używamy tego terminu, określając kogoś, komu bliskie są amerykańskie wartości, jak wolność, patriotyzm, zasłużony sukces, to także Chirac jest proatlantycki”.
„Sarkozy nie jest proatlantycki - dorzuca Jacques Attali. - Nie jest liberałem, nie jest ideologiem, ale pragmatykiem. Należy do pokolenia, dla którego prawica i lewica nieco się mieszają i które ma dość zawężoną wizję świata”.
Kocha te wartości, które są bardzo amerykańskie: flagę, narodowość, marzenia o lepszej przyszłości, a mówiąc do amerykańskich studentów, że „zawsze czuł się we Francji obco”, wyraża sympatię do kraju, w którym do osiągnięcia sukcesu nie jest konieczne ukończenie najbardziej renomowanych szkół i bycie synem tego-to-a-tego. Ale słabo zna Amerykę. Pierwszą podróż na ten kontynent odbył w 1986 roku. Jako młody mer Neuilly został zaproszony przez rząd amerykański. Towarzyszył mu Brice Hortefeux (który sam zapłacił za swój bilet). W Nowym Jorku przyjmował ich ówczesny burmistrz tego miasta, Ed Koch. Czasy były ponure - miasto podupadało, pleniła się przestępczość. Big Apple, gdzie obecnie mieszka jego brat Olivier, urzekło go i wciąż urzeka blaskiem, tętniącym życiem, bujnością. Ale Nowy Jork to nie Ameryka.
Jeśli więc Sarkozy przejawia słabość, którą z takim zadowoleniem podkreśla prezydent, to jest nią brak doświadczenia na arenie międzynarodowej. Chętnie się z nim porównuje. Kandydat prawicy jest zaledwie czeladnikiem w tej dziedzinie, natomiast on, Chirac, przeglądał wszelkie, najbardziej wnikliwe raporty i zna niemal wszystkich dyplomatów świata. Dyplomacja to sklep z porcelaną, do którego nie należy wchodzić jak słoń. Prezydent spąsowiał z gniewu, gdy Sarkozy, nie uprzedzając go o tym, wyjechał do Chin w roku 2004, zaledwie trzy tygodnie przed oficjalną wizytą prezydenta Chin w Paryżu. Bardzo źle zareagował także na próbę wyprzedzenia go o kilka dni w Algierze, w roku 2002.
Nie dał Sarkozy'emu okazji do zdobycia doświadczenia międzynarodowego, a wręcz przeszkadzał mu w tym. Na przykład 18 października 2004 roku, przyjmując Tony'ego Blaira, przyszłego przewodniczącego Unii Europejskiej, szepnął mu na dziesięć dni przed nieformalnym spotkaniem Rady Europy w Hampton Court: „Dowiedziałem się, że w poniedziałek zamierza pan spotkać się z Nicolasem Sarkozym i gorąco proszę, by pan tego nie robił”. Ponoć rozmówcę uderzył nieznoszący sprzeciwu ton i chmurne spojrzenie prezydenta Francji.
Ostatecznie Nicolas Sarkozy, który miał zawitać na Downing Street, spotkał się z Tonym Blairem w poniedziałkowy wieczór, ale w barze hotelu Mariott.
Sarkozy utrzymywał dość częste kontakty z Blairem. Zapewne spośród wszystkich przywódców europejskich ten właśnie jest mu najbliższy i jego najbardziej podziwia. To człowiek, który w jego oczach jest symbolem sukcesu europejskiego socjalliberalizmu. Latem często spotykają się we Włoszech, jadają obiady w towarzystwie Bernarda Arnaulta, szefa LVMH3. Kiedy Cherie Blair przyjeżdża do Paryża, jest zapraszana na kolacje do rezydencji przy placu Beauvau. To już pewna zażyłość.
I jeszcze sprawa czarnej Afryki. Może właśnie podróż Nicolasa Sarkozy'ego do Beninu i Mali - dwa państwa w ciągu dwóch dni, jakby kontynent nie zasługiwał na nic więcej - najbardziej oburzyła Jacques'a Chiraca. Kontynent afrykański to teren, który uważa za zastrzeżony dla siebie i jest pod tym względem wierny tradycji gaullistów, utrzymujących bliskie związki i przyjaźń z państwami tego regionu. Podczas posiedzenia Rady Ministrów, które odbyło się po tej podróży, Jacques Chirac rzucił do Nicolasa Sarkozy'ego: „Panowie ministrowie, chcę wam powiedzieć, że nie macie pojęcia o Afryce. Prywatnie mogę dodać, że tylko dwie osoby na świecie wiedzą, co to jest Afryka. Te osoby to prezydent Lula4 i ja”. Sarkozy, z miną człowieka, który nie życzy sobie, żeby go pouczano, ripostuje: „Pomyśleć tylko, że nazwał mnie populistą, kiedy przeciwstawiałem się wejściu Turcji do Unii Europejskiej, a teraz sam stoi na takim stanowisku!”. Prezydent jednak wciąż przejawia sceptycyzm, bo nie może rozgryźć Sarkozy'ego jako człowieka, zgłębić jego charakteru. Uważa go za zdolnego do najdziwniejszych zwrotów, nie umiejącego wyznaczyć sobie granic, zapanować nad rozpierającą go energią. Podobne głosy słyszy się wśród zwolenników Villepina: „Eksploduje kiedyś jak przegrzany motor”. Ale stronnicy Sarkozy'ego odpowiadają: „Już od trzydziestu lat pracuje na ośmiu tysiącach obrotów”. Przyjrzyjmy mu się przez chwilę: wytrawny biegacz, doskonały cyklista, dobry jeździec i dżudoka. Nicolas Sarkozy ma organizm niezłej klasy sportowca. Kiedy przemawia z trybuny dłużej niż pół godziny, musi zmienić koszulę, po godzinie mokry jest już także garnitur. Regeneruje się poprzez pocenie. Wypija litry soku jabłkowego i pomarańczowego. To jego doping.
Koabitacja Jacques'a Chiraca i Nicolasa Sarkozy'ego w RPR [Zgromadzenie na rzecz Republiki], a potem u steru władzy, zawsze była, jak się przekonaliśmy, nieco burzliwa, podszyta wzajemną nieufnością, z jaką spoglądają na siebie dwa drapieżne kocury, nieliczące ani na słabość, ani na łagodność czy też chęć pojednania ze strony drugiego. Stale mają się przed sobą na baczności. Juppé i Villepin byli współpracownikami Jacques'a Chiraca. To on ich stworzył. On wypromował. Z Sarkozym było inaczej. „Jestem profesjonalistą. - mówi - Kiedy wszystko jest w porządku, po prostu mi nie dowierza, a kiedy dzieje się źle, zaczyna mi ufać, właśnie dlatego, że jestem profesjonalistą”. I jakby cisnęło mu się na usta: „Bo nie ma wyjścia”.
Opowiada: „Kiedy się spotykamy, napięcie sięga czasem zenitu, wiem jednak, że gdybym postępował z nim inaczej, gardziłby mną. Zdarzały się już tak ostre spięcia, że mówiłem: >Panie prezydencie, wyjdę, w przeciwnym bowiem razie mógłbym powiedzieć coś, czego bym żałował<. Wtedy prezydent przybiera inny ton: >Spokojnie, Nicolasie, powiedz mi, co słychać u twoich dzieci< albo: >Jeżeli chcesz, możemy co tydzień spotykać się na obiedzie<, ja zaś odpowiadam, że nie mielibyśmy sobie nic do powiedzenia”.
A kiedy zniecierpliwiony prezydent rzuca: „Czego ty właściwie chcesz?”, Sarkozy odpowiada: „Niczego, co mógłby mi pan dać”.
W książce Témoignage [Świadectwo] ujawnia swoje uczucia (oczywiście, w nieco złagodzonej formie) wobec gospodarza Pałacu Elizejskiego: „Podziwiam jego energię, upór, siłę charakteru w obliczu przeciwieństw, umiejętność prezentowania się, a zatem zdobywania sympatii. To rzadko spotykane cechy charakteru.”. Prywatnie jest bardziej surowy: „Chirac to piękny żaglowiec: najwyższy maszt, największe żagle, ale niestety - brak mu kilu.”.
Podaje także prawdziwe powody dzielących ich sporów: „Chirac już od dawna unika wiązania się z republikańską prawicą, podczas gdy ja nie mam nic przeciwko temu; uważa, że prezydent Republiki jest arbitrem, który łączy i uspokaja, ja zaś widzę go jako lidera, który wprowadza i realizuje swoje projekty. Widzi Francję kruchą i słabą, ja wyobrażam ją sobie jako pragnącą zmian, znużoną wykrętami i niedotrzymywaniem obietnic”.
Prawda rzadko bywa oczywista. Mówiąc o Jacques'u Chiracu, Sarkozy często powtarza: „Nie figuruję na liście jego przyjaciół. Pogodziłem się z tym raz na zawsze”.
Pogodził się? Nieprawda! Skądże! Sarkozy za bardzo lubi być lubiany. Nieustannie pyta, co myśli o nim prezydent. Zawsze ubolewał nad tym, że jest trzymany na uboczu, że nigdy, ale to nigdy, nie został zaproszony przez Jacques'a Chiraca, by towarzyszył mu w jednej z jego licznych podróży zagranicznych, choć taką możliwość mieli wszyscy ważniejsi ministrowie. Ponieważ jednak sytuacja była, jaka była, by podchwycić powiedzonko Charles'a de Gaulle'a, pozostaje zaistnieć, przeciwstawiając się. I tak właśnie robi przez całe życie. Przyjaciele jednak mówią, że jest „chiraco-zależny”.
„Gdyby Chirac był nieco życzliwszy, gdyby Nicolas czuł się nieco bardziej doceniany, Jacques Chirac mógłby zrobić z nim wszystko” - ryzykuje Cécilia.
Ale wnikliwy obserwator, który dobrze zna prezydenta, ocenia: „Błędem, którego nie wolno popełniać w kontaktach z Chirakiem, jest powzięcie przekonania o nawiązaniu z nim więzi emocjonalnej. Chirac-kolega nie istnieje. Błędem jest też uwierzyć, że ma się na niego wpływ. To wielki samotnik, który pozostawia niewiele miejsca uczuciom, za dużo ich bowiem widział. Często bywa bardziej serdeczny wobec ludzi, których ledwie zna, niż dla tych, z którymi spotyka się na co dzień. Sarko na pewno bardziej lubi Chiraca niż Chirac jego. Bo Chirac właściwie ma Sarka w nosie. Kiedy o nim myśli, to tylko z profesjonalnego punktu widzenia”.
A jako profesjonalista o dużym doświadczeniu, i pragmatyk, Chirac wie, że wybiła godzina nowej generacji. Jest niczym potężny jeleń o wielkim, lecz osłabionym po latach walki porożu, który, czy tego chce, czy nie, musi oddać młodszemu - paziowi - miejsce niepodzielnie zajmowane dotąd w stadzie. Z tą różnicą- niezwykle istotną - że ten paź został uformowany i wybrany nie przez niego.
Będzie jednak zmuszony zachowywać się tak, jakby z mocy własnej decyzji przekazywał wartę. Podniósł żagle 14 lipca 2006 roku. Tradycyjne wywiady z minionych lat ujawniły spory i wzajemne pretensje obu panów. Czternastego lipca 2006 roku, kiedy dziennikarze zapytali Jacques'a Chiraca, czy Nicolas Sarkozy jest mężem stanu, odparł: „Nie mam podstaw w to wątpić”. A zatem - zgoda.
Od tego czasu ten wielki ekspert w dziedzinie kampanii wyborczych zdążył się przekonać, że tylko Sarkozy jest w stanie pokonać SégolÝne Royal, „groźną kandydatkę”. Toteż, jak mówi jeden z jego dawnych współpracowników: „Nie pozostanie mu nic innego, jak tylko >pasować< Sarko w 2007 roku”.
A Sarkozy wciąż ma się na baczności: „Nie jestem naiwny, chirakiści nie pogodzili się z moim startem w wyborach i jestem pewien, że jeszcze teraz coś na mnie szykują”.
Lecz w chiracowskiej trójcy wszyscy wiedzą, że nadchodzi polityczny koniec. I choć oficjalnie Bernadette wyraża przekonanie, że jej małżonek nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, to w ten sposób wypełnia jedynie rolę lojalnej żony, prywatnie natomiast trzeźwo ocenia sytuację. I jeśli będzie trzeba, pomoże Nicolasowi. Mówi to otwarcie, rozmawiając z ministrami.
Inaczej jest z Claude. Dla niej zerwanie z Nicolasem jest definitywne, nie zmieni zdania: „Jeżeli ktoś przestaje pracować z jej ojcem, więzi zostają zerwane” - mówi jeden ze współpracowników prezydenta.
W ciągu czterdziestu lat działalności politycznej Jacques Chirac, jak wcześniej Franuois Mitterrand, wyeliminował wielu ludzi - Chabana, Giscarda d'Estainga, Pasqua, Séguina, a nawet Juppégo, by poprzestać na najbardziej znanych. Ale po tych czterdziestu latach, w trosce o swój historyczny wizerunek, nie może pozwolić, by zapamiętano, iż trzykrotnie doprowadził do klęski własnego obozu. Jeżeli Sarkozy ma przegrać, to tak, by nikt nie mógł powiedzieć, że winę za to ponosi Chirac.
A poza tym, gdyby chciał go dobić, zaspokoiłby po prostu jego ambicje i powołał na stanowisko premiera. Gdyby zaś Nicolas Sarkozy trafił do Matignon, dziś być może snulibyśmy zupełnie inną opowieść.

SARKOZY Pragnienie władzy

książka

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Oprawa: miękka

Ilość stron: 360

Wysyłamy w: 5 - 7 dni + czas dostawy

Dostępność: mały zapaspomoc

Brak na naszym magazynie.
Spróbujemy go sprowadzić dla Ciebie.
Szansa na realizację 20%.
Potrzebny czas 5-7 dni roboczych.

Nasza cena: 28,78

Cena detaliczna: 31,28

U nas taniej o 8%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka

Przy zakupie 5 egz.
Cena hurtowa:

25,02

Powrót
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje

SARKOZY Pragnienie władzy - opis produktu:

Ci, którzy od bez mała trzydziestu lat przyglądają się politycznej wspinaczce Nicolasa Sarkozy`ego, nie przestają zachodzić w głowę: skąd u tego zwierzęcia politycznego tyle niespożytej energii? Jaka tajemnica leży u podstaw jego zapalczywego uporu? Jaka chęć odwetu podsyca jego ambicje? Ubiegając się o najwyższy urząd w państwie, walczy dla dobra kraju czy robi to dla siebie? Odpowiedzi na te pytania szuka Catherine Nay - specjalistka od biografii politycznych. Autorka bada znane i mniej znane losy polityka, dziecka lat pięćdziesiątych, który swoją karierę zaczął od rozklejania plakatów, aby następnie wspiąć się na kolejne szczeble władzy. A wszystko to na tle trzydziestu lat historii Francji, która czeka na lepszą przyszłość.

Catherine Nay - francuska dziennikarka, komentatorka polityczna radia Europe 1. Jej cotygodniowe komentarze znane są z przenikliwości i trafności ocen. Błyskotliwą analizę rzeczywistości zabarwia tu i ówdzie kąśliwymi anegdotami. Fascynują ją ludzie władzy i ich kariery. Opublikowała biografie prezydenta Franuois Mitterranda, Valery`ego Giscarda d`Estainga i Jacques`a Chiraca.

SARKOZY Pragnienie władzy - szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: biografie i wspomnienia, biografie, nauki społeczne, polityka

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa:miękka
Wymiary:146x225
Ilość stron:360
ISBN:978-83-7469-502-2
Wprowadzono: 04.04.2007
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

SARKOZY Pragnienie władzy - recenzje klientów


Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.
10.00

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Rodzina - Monika Jaruzelska

Rodzina

M. Jaruzelska

31,85 zł taniej -20%

DOWÓD - Eben Alexander

DOWÓD

E. Alexander

23,86 zł taniej -20%

Zobacz również

Trzy misje - Wojciech Polak

Trzy misje

W. Polak

28,73 zł taniej -25%

Żyjesz? - Jan Tomiak, Karolina Malik-Miłek

Żyjesz?

J. Tomiak,

K. Mal...

26,11 zł taniej -25%

Brak list życzeń:

Utwórz

rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Kup podręczniki i wyprawkę szkolną
na RATY!

Szczegóły >>

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: