Kategorie okolicznościowe
Kategorie
eseje, felietony i publicystyka literacka
literatura popularno - naukowa
Ostatnio oglądane
Ćwikły uwikłanie
W okolicach Wielkiej Nocy ćwikła dała się uwikłać jak jakiś przedszolak bez papierów pokrzywdzonego. Mogła przecież wyciągnąć wnioski z zeszłego roku, kiedy też chcieli ją wrzucić do różnych podejrzanych historii, ale wtedy wyłgała się grypą, a ponieważ była młoda, to jej uwierzyli.
Teraz to już taką ryczącą małolatą nie była, ale dalej głupia jak jakaś pasta z tuńczyka a'la świeża.
Wiedziała, że przyjdą i wiedziała, że powiedzą (no może z wyjątkiem "stara"):
- Cześć stara. Sprawa jest. Wiesz. Zbliża się to święto, kiedy wszyscy jaja wysiadują i udają, że są uczciwi, dobrzy i na potwierdzenie leją się wodą. Ale wiesz, stara, nie z nami takie numery. My nie wierzymy w takie świąteczne fasadowanie i wiesz co będzie, jak się nie zbuntujemy. No chyba wiesz stara? - spytał jeden taki szczypior, młody działacz konspiry.
Stara ćwikła nie wiedziała, ale też nie mogła tego powiedzieć, bo miałaby święta z głowy:
- No wiem, młody.
- Tylko nie młody, ja tu prezes jestem i ty masz deklarację złożyć, czy jesteś z nami. Może być ustna, bo nagrywamy dla potomnych. Ale, ale, widzę, że się wahasz? - mówił szczypior i patrzył wymownie na swoich bliskich zauszników, czyli szalotki oraz jednego dalekiego zausznika, czyli czosnek, ale to ze względu na zapach.
Ćwikła nie miała czasu do namysłu, bo się rozpoczęło wielkie piątkowe gotowanie.
- A jak przyjdą? - spytała jeszcze, ale głównie po to, by dać sobie więcej czasu do namysłu. Zawsze przychodzili.
- Nie przyjdą.. Już moja w tym głowa - żachnął się szczypior i zwiędła mu jedna łodyżka, ale podobno nie ze strachu, tylko miał problemy z krążeniem.
- Ale tylko nie chrzan, błagam - próbowała wynegocjować cokolwiek ćwikła, bo mimo, że była głupia, to była jednak stara i coś w życiu widziała.
- Nie mam wpływu, nie mam wpływu - odpowiedział szczypior, a z tyłu dobiegły odgłosy:
- Nie ma wpływu, nie ma wpływu! - nie były to cebulki, tylko czosnek, który chciał się wkupić, bo marzył o tym, by być bliżej.
Nie minęły dwie godziny, a wzięli ją i wrzucili.
Jasne, do chrzanu ją wrzucili i zmieszali i się popłakała nad swoim nosem i nad swoim losem, a ten chrzan to nawet nie spytał, o co chodzi, a przecież o niego. Taki był, czyli dokładnie jak wszyscy o nim mówili. Niepochlebnie. I jeszcze powiedział jak jakiś gbur z bankowości elektronicznej:
- Posuń się, bo mię ciasno.
Posunęła się, ponieważ z urodzajnego sezonu pochodziła i wiedziała, co to dobre wychowanie. Jako jedyna w tym towarzystwie. Tak jedyna, bo jeszcze dorzucili tą śmietankę, zapitą, wysokoprocetową i w swej gęstości nadymaną jak za przeproszeniem paw. I ta śmietanka pociągnęła taką konspirą, że nawet chrzan złagodniał:
- Słuchajcie matoły. Tylko razem możemy coś zdziałać. Bierzcie się i do roboty. Na poniedziałek musimy być gotowi do ostatecznego rozstrzygnięcia. Kto ma ładunek?
- Ładunek? - spytała ćwikła, bo chrzan zainteresowany był wyłącznie tym, jak będzie wyglądał na stole.
- Oj stara matoło, z kim ja pracuję - powiedziała śmietanka tak niemiłym głosem, że aż trudno ją po tym nazywać "śmietanką".
No i przyszli. Z tym, że nie w poniedziałek, a we wtorek. W białych takich workowatych pokryciach, czy czymś. Jednego pana od razu wzięli na nosze, jednej pani dali jakieś lekarstwa, ale dzieci to generalnie latały i niemacznie hlustały nad dużym otworem z białego błyszczącego materiału, jakby cebuli obranej. Później przyszli inni, w innych workach i mieli coś jeszcze na twarzy. Wzięli, do próbówki wrzucili, a potem do foliowej torebki i zawieźli do białego pomieszczenia, tak jakby dużej kuchni, ale bez klimatu domowego. Na takie małe szkiełko wkładali i pomiędzy i widziała wielkie oko takiego jednego, który w końcu zawołał:
- Jest!
Przeprowadzili dochodzenie. Chrzan był czysty i miał alibi - on się w żadne takie nie pakował. Ćwikła łudziła się, że opowie prawdę o śmietance i też ją wypuszczą. Tylko że podobno śmietanka poszła na współpracę, wsypała wszystkich i otrzymała status świadka koronnego.
Dziwne. Skoro śmietanka wydała całą konspirę, to dlaczego ani szczypiorek, ani szalotki, ani ten czosnek nie siedzą razem z nią w tym zatęchłym kuble?
- Już mówię - odezwał się majonez spod warstwy podejrzanej kiełbasy, kiedyś białej, teraz zielonej - na kogoś musiało paść, a pani jest już stara, nieprzymierzywszy.
Nasza cena: 18,97
Cena detaliczna: 20,85
U nas taniej o 9%
dodaj do przechowalni Dodaj do koszykastwórz link z okładką na swoją stronę
Czy można wytresować jaskinię? Co zrobić, by obsunięty tatuaż wrócił na swoje miejsce? Czy orgazm może być karalny? Czy zawiewanie szkodzi? Jak oswoić bombę w mieszkaniu w bloku? Czy przy kasie można kupić samochód? Jak pomóc człowiekowi, który jest wykropkowany? Za tymi pozornie nonsensownymi pytaniami, zadawanymi w lekkich i ironicznych opowiadaniach Podpisanego, kryją się odpowiedzi na tematy, które dręczą każdego z nas - każdego dnia.
Dodatek specjalny to tym razem Złote niepomyśli, czyli zbiór nie do końca poprawnych, ale upozowanych na wielkie sentencje, myśli życiowych.
Książka otrzyma pozytywną opinię Fundacji Wspierania Absurdu.
Niżej Podpisany
Luźne impresje wydawnictwa na temat tego nieco dziwacznego autora
Pisarz domniemany. Specjalista od absurdu krajowego. Fanatyk twórczego konkretu. Tyle możemy powiedzieć o nim na pewno. A więcej powiedzieć trudno, bo Podpisany (to trzynasty pseudonim tego autora) jest zagadkową osobowością typu nie dojdziesz.
Sam nazywa siebie ofiarą wtórnego introwertyzmu, my nazwalibyśmy go cudownym dzieckiem świata do siebie. Bez względu na określenia, ta właśnie cecha jest napędem jego twórczości i powodem nieposkromionej potrzeby wczuwania się w innych ludzi, na których lubi patrzeć czasem cynicznie, a czasem życzliwie. Jak zdążyliśmy się zorientować, zależy to od pory dnia i aktualnego stanu emocjonalnego.
A stan emocjonalny Niżeja Podpisanego zależy od jego oceny sił twórczych. Jeśli uważa, że w ciągu ostatnich dwunastu godzin stworzył coś naprawdę sensownego i przydatnego, wtedy jego poczucie humoru sięga, jak sam mawia półki wyższej. Jeżeli dochodzi do wniosku odwrotnego, wtedy.... a lepiej nie mówić.
Podpisany jest twórcą niezwykle płodnym, ale większość tekstów i rysunków, które tworzy, kończy w przepastnej szafie, na którą ostrzą sobie już zęby co lepsze wydawnictwa. Wydał do tej pory zbiór opowiadań i publikuje cyklicznie w ŚNPS.
Dla Podpisanego jako twórcy, najważniejsze jest, że został dostrzeżony przez swojego brata ciotecznego, który jest dla niego autorytetem w różnych sprawach, więc pewnie w tej też.
Szczegółowe informacje:
| Dział: | Książki Kategoria: inne, humor, literatura piękna, opowiadania |
| Wydawnictwo: | Indigo |
| Oprawa: | miękka |
| Wymiary: | 145x205 |
| Ilość stron: | 152 |
| ISBN: | 978-83-924481-3-6 |
| EAN: | 9788392448136 |
| Wprowadzono: | 25.01.2008 |
Recenzje klientów
i zgarniaj nagrody napisz recenzjęMarzanna marzanna_tarasiuk(at)op.pl 2 grudzień 2008
recenzja nagrodzona 2.00pkt
Niżej podpisany człowiekiem jest dziwnym. Dziwnym jest też i pisarzem, tworzącym farmazony, jakich nigdy wcześniej nie uświadczyłam w takim stężeniu. Straszliwe jego opowieści mrożą krew w żyłach, bynajmniej nie dlatego, że są przerażające. No chyba, że przerażająco denne. Niestety słaba to literatura jest, choć sam zamysł pochwalam. Przyjemnie jest dostać do ręki kawał fajnym, dobrych, tak, tak, koniecznie dobrych opowiadań. I przyjemnie jest je czytać, zaśmiewać się prawdziwie, jeśli one naprawdę są śmieszne. Te niestety nie są. Co więcej, są raczej smutne, gdyż pokazują na jakim poziomie stoi nasza młoda literatura, nasza przyszłość narodu. Nie polecam… chociaż. Dobrze jest poznać co nieco, zobaczyć co tam piszczy w tej literackiej trawie. Nawet jeśli się człowiek miałby rozczarować, to zawsze wiedzę jakąś zdobędzie. A wiecie przecież, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Nie inaczej. Polecam lub nie – to czytelnicy rozsądźcie sami. Z poważaniem – zawiedziona raczej czytelniczka.
Zobacz również
