zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Reumatyzm - PRACA ZBIOROWA .

Reumatyzm Porady lekarza rodzinnego

PRACA ZBIOROWA .

cena: 4,26

Requiem dla wilka - Maria Nurowska

Requiem dla wilka

Maria Nurowska

cena: 34,82 29,60

Renault R35 vol. I. - Janusz Ledwoch

Renault R35 vol. I. Tank Power vol. ...

Janusz Ledwoch

cena: 32,69

Rekordy zwierząt - PRACA ZBIOROWA .

Rekordy zwierząt Minialbum z naklejkami

PRACA ZBIOROWA .

cena: 3,24 2,76

REFLEKSOLOGIA - Inge Dougans

REFLEKSOLOGIA nowe podejście: 5 ...

Inge Dougans

cena: 36,21

Quo Vadis - Henryk Sienkiewicz

Quo Vadis (dobre opracowanie)

Henryk Sienkiewicz

cena: 2,05 1,74

Rio Anaconda

Rio Anaconda

Wydawnictwo: Zysk I S-Ka

Oprawa: twarda

Ilość stron: 438

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 

Nasza cena: 39,86

Cena detaliczna: 43,80

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
W książce autor opisuje kolejną ze swoich wypraw w głąb amazońskiej dżungli, którą podjął w poszukiwaniu jednego z izolowanych od współczesnej cywilizacji plemion indiańskich. Wojciech Cejrowski, ekscentryk z fantazją i niezwykłym poczuciu humoru, podróżnik, fotograf, dziennikarz radiowy i telewizyjny (WC Kwadrans, Z kamerą wśród ludzi). Od 20 lat organizuje wyprawy w najdziksze zakątki kuli ziemskiej. Jako trzeci w historii Polak został przyjęty do Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie.

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: biografie i wspomnienia, wspomnienia, eseje, felietony i publicystyka literacka, literatura faktu i reportaż

Wydawnictwo: Zysk I S-Ka
Oprawa: twarda
Wymiary: 150x210
Ilość stron: 438
ISBN: 83-7560-022-4
EAN: 9788375060225
Wprowadzono: 24.11.2006

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję

WARriorka 2 grudzień 2010

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Wojciech Cejrowski to osoba niezwykle fascynująca i ciekawa, to człowiek godny zainteresowania. A jego książka pt. Rio Anaconda? To lektura wyśmienita. W książce tej autor-podróżnik opowiada o swoich przygodach w amazońskiej dżungli. Nie zdradzi on dokładnego miejsca swojego pobytu, aby uchronić mieszkających tam Indian przed turystyką... ale zarazem opowie nam o nich wiele, o ich religii, o ich wierzeniach, o ich sposobie myślenia. Książka jest napisana niezwykle ciekawym językiem, czyta się ją z ogromną przyjemnością. Polecam wszystkim marzącym o dalekich podróżach!!!

slavosky slavosky(at)o2.pl 18 wrzesień 2010

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Książka Cejrowskiego jest olbrzymią kopalnią informacji i anegdot o Latynosach, Indianach i południowoamerykańskiej dżungli. Przekonamy się między innymi, że poligamia dla indiańskiego wodza to przykry obowiązek, a nie przyjemność, poznamy bardzo atrakcyjny sposób przyrządzania chichy (stare Indianki mieszają toto z własną śliną), wreszcie dowiemy się, kto komu szaman Cejrowskiemu czy na odwrót - wysysał śmiertelny jad z pewnej, hm, niesfornej części ciała. / Książka jest zbudowana tak, by schematem fabularnym przypominać wyprawę do jądra ciemności od zamieszkanego przez cywilizowanych Latynosów miasta Mitu, poprzez stację przestankową - wioskę indiańską ucywilizowaną połowicznie i utrzymującej sporadyczny kontakt z Białymi - aż do prawdziwych Dzikich Plemion, gdzie jest naprawdę niebezpiecznie i tajemniczo. Słowem, napięcie rośnie, a im dalej w dżunglę, tym więcej zaskoczeń i wrażenia obcowania z naprawdę innym światem. / Można czytać Rio Anacondę jak science fiction - Indianie jako odpowiednik Obcych, gdyż mają naprawdę inną mentalność i żyją w innym świecie a może to raczej my jako ludzie przyszłości dla nich. Można też jak fantasy nie wiem, na ile autor koloryzuje, ale wydarzeń z cyklu schowaj racjonalizm w kąt jest mnóstwo telepatia, jasnowidzenie, wchodzenie w umysły zwierząt, wymazywanie wspomnień, komunikacja podświadoma (z pominięciem języka) czy celowe zakrzywianie czasoprzestrzeni, by biały człowiek wiecznie błądził po dżungli to tylko niektóre z możliwości szamanów z plemion Carapana. Prawda, że przypomina to raczej serial Herosi, niż relację z rzeczywistej wyprawy? Z większością tych zjawisk autor miał zresztą bliski kontakt (na niektóre był odporny, ponieważ brakowało mu wiary). Zostało niepokojące pytanie czy Indianie w to wierzą, bo to jest prawdziwe, czy jest to prawdziwe, ponieważ oni w to wierzą? Możliwości trzeciej autor to wszystko wymyślił jakoś trudno brać pod uwagę, zwłaszcza, że deklaruje się on jako man of science, man of faith, i sądzi, że owe tajemnicze siły zostaną kiedyś poddane naukowemu opisowi. Jednoznacznie ostrzega przed traktowaniem tych zjawisk dla zabawy. Dla Indian ten świat nigdy nie jest przedmiotem przesadnej ciekawości; to Biali zrobili z nieszkodliwej koki kokainę, a z okultyzmu i narkotycznych tripów - hobby. Indianin o wiele mniej boi się węży, piranii (i w ogóle - śmierci) niż tego, że podpadnie szamanowi obcego plemienia. / Ów aspekt książki, gdy staje się ona młotem na racjonalistów, osobiście wydał mi się najciekawszy, ale książka powinna spodobać się każdemu, kto lubi posmak egzotyki i przygody, z dodatkowym miłym poczuciem, że to zdarzyło się naprawdę, nawet jeśli autor trochę koloryzuje, w końcu wolno mu. No i to przekonanie, że mamy do czynienia z czymś, co na naszych oczach odchodzi bezpowrotnie w przeszłość Dzikich Plemion jest w roku na rok coraz mniej, a walec cywilizacji niszczy je nieubłaganie.

Pokaż więcej

ixinska ixinska(at)10g.pl 17 styczeń 2009

recenzja nagrodzona 2.00pkt

Ostatni raz czytałam książki podróżnicze będąc w podstawówce i była to seria Tomków Szklarskiego. Mimo, że byłam dziewczynką pożerałam je tom za tomem. Teraz sięgnęłam po Rio Anakonda i mimo upływu wieeelu lat i ku własnemu zaskoczeniu przeczytałam ją dokładnie w ten sam sposób. Połknęłam ją na dwa razy, zostawiając swoją rodzinę samopas. Poza „oczywista oczywistością”, że książka bardzo ciekawie przedstawia kulturę Indian, dla mnie osobiście jest o wielkiej pasji człowieka, dzięki której realizuje swoje marzenia nie bacząc na nazwijmy to zwyczajne trudności ani na zwykły, ludzki strach. To również książka o pięknym obliczu przyjaźni i wreszcie o ogromnym szacunku autora do ludzi o odmiennej kulturze. Całość pasjonująca, humorystyczna, pod koniec zaczarowana i tkliwa. Polecam

Ewa rybka234(at)gazeta.pl 2 sierpień 2008

recenzja nagrodzona 2.00pkt

"Rio Anaconda" to nie tylko książka dla podróżników... To nie tylko książka dla antropologów... I nie tylko dla fascynatów dzikich plemion i pierwotnej natury... "Rio Anaconda" to napisana z niezwykłą łatwością i poczuciem humoru opowieść o wyprawie w dalekie, niezdobyte jeszcze przez cywilizację, rejony Ameryki Południowej zamieszkiwane przez jedno z ostatnich żyjących plemion Indian. To prawdziwa opowieść, czasem śmieszna, czasem trzymająca w napięciu, ale zawsze ciekawa - aż do ostatniej strony i w dodatku okraszona pięknymi zdjęciami, niczym album fotograficzny. Wojciech Cejrowski przemawia na kartach swej książki do czytelnika słowami "Posłuchajcie...", ja powiedziałabym - "Przeczytajcie..." - bo naprawdę warto.

Agentka Wilczex misjaksiazka(at)gmail.com 12 luty 2012

Bardzo rzadko piszę recenzję od razu po zamknięciu książki. Wszystko musi się "przetrawić", nabrać kształtu, który mniej lub bardziej nadaje się do upublicznienia. W tym przypadku przychodzimy na gotowe - kształt już został nadany. Kształt bez kształtu. Nie rozumiecie? Zrozumiecie, kiedy przeczytacie "Rio Anaconda". Jako dziecko zaczytywałam się w książkach Szklarskiego o przygodach Tomka. Kochałam je a jednocześnie trochę mnie drażniło to, że przygoda była oddzielona od wiedzy, przypisy były bardzo obszerne, napisane, jak to przypisy, bardzo małym druczkiem. Strasznie mnie męczyły i przyznaję się bez bicia, że często je omijałam, bo - jak reklamy na Polsacie - zwykle pojawiały się w najciekawszym momencie historii. Tu jest inaczej. Nie dość, że pomimo przestrogi znajdującej się na początku książki, żeby przypisów nie czytać, przypisy czytałam, to na dodatek czytałam je z przyjemnością. Informacje zostały tak wplecione w fabułę, że nawet się ich nie zauważa. A opisy... palce lizać! Z reguły nie lubię opisów przyrody i innych tego rodzaju "zapełniaczy stron", a "Nad Niemnem" śni mi się po nocach. "Rio Anaconda" mogłaby być jednym wielkim opisem i wcale by mi to nie przeszkadzało! Czary, czy co? Na szczęście jednym wielkim opisem nie jest, bo dialogi są po prostu genialne!! Cejrowski umie opowiadać. I chyba naprawdę ma w sobie trochę szamańskiej Mocy, bo nawet kiedy np. w "Po mojemu" mówi rzeczy, z którymi w żaden sposób zgodzić się nie mogę - słucham....hmm...pełnymi uszami. ;) Gdyby to samo powiedział ktoś inny, dostałby w papę i tyle. Tak samo jest z "Rio Anaconda". To, co się tutaj dzieje, przechodzi wszelkie pojęcie. Gdyby opowiadał mi to najlepszy przyjaciel, nawet po kilku głębszych bym nie uwierzyła. A tymczasem... nie sposób nie wierzyć! Znikające ścieżki, duchy, telepatia, czytanie w myślach... To niemożliwe! A jednocześnie... prawdziwe. Czytałam kiedyś książkę o Aborygenach. Też opanowali sztukę telepatii. W "Rio Anaconda" też się pojawiają. Zbieg okoliczności? Tej książki nie można przeczytać ot, tak sobie i zająć się swoimi sprawami. Ja próbowałam. Zrobiłam sobie kawę, zasiadłam do biurka i co...? I znowu siedzieliśmy nad brzegiem rzeki. Moczyliśmy pięty... - Widzisz coś w tej wodzie, gringo? - Nie. - To czemu tak czujnie patrzysz? - Czujnie? Wydaje Ci się. Po prostu ma dzisiaj kolor kawy z mlekiem, a ja dawno nie piłem kawy... Jak widzicie nie można się od tej książki uwolnić. Obawiam się, że dzisiejszy dzień upłynie mi pod znakiem nostalgii i tego specyficznego rodzaju rozkojarzenia, którego nie umiem nazwać. Takiego, które zostaje po obejrzeniu dobrego filmu - wiesz, że nie był o Tobie a w jakiś sposób czujesz, że Ciebie dotyczy... Żeby nie przeciągać tej i tak już pokrętnej recenzji, pozachwycam się jeszcze tylko wydaniem. Piękna okładka, cudna kolorystyka, a w środku... miód i orzeszki! Sporo (ale ciągle za mało!) prześlicznych zdjęć, papier przyjemny w dotyku ( i ładnie pachnie), nawet takie szczegóły jak numeracja stron utrzymane zostały w podróżniczej, intrygującej konwencji. Dla mnie bomba! Właścicieli kotów ostrzegam - zaczniecie inaczej na nie patrzeć. A raczej... dostrzegać to, jak one patrzą na Was.

Jarek jareckr(at)gazeta.pl 11 grudzień 2010

Wojciech Cejrowski jest postacią rozpoznawalną w Polsce, nikomu więc przedstawiać go nie trzeba. Znany ze swych zdecydowanych katolicko-prawicowych poglądów i kontrowersyjnych wypowiedzi pierwszy kowboj RP ma też drugą twarz. Po raz pierwszy zetknąłem się z nią, podobnie jak wielu innych ludzi, za sprawą programu „Boso przez świat”. Chodzi mi o Cejrowskigo-obieżyświata, człowieka z fascynującą pasją życiową, który dodatkowo posiada wybitny dar opowiadania. Wspomniany talent, nietuzinkowy charakter i spora dawka humoru uczyniły z telewizyjnego cyklu coś, co w kategorii programów podróżniczo-przyrodniczych moim skromnym zdaniem pobiło na głowę konkurencję i wprowadziło zupełnie nową jakość. Tego faceta słucha się z uwagą i trudno oderwać się od jego opowieści o odległych (czasami nawet bardzo) kulturach i krajach. Niewielu tak umie! Cóż, nie będę pierwszym i nie ostatnim, który napisze, że z poglądami pana W.C. na ogół nie zgadzam się dokumentnie. Bardzo często mnie irytują, często skłaniają do zastanowienia się, czy Cejrowski wypowiada je na pokaz, na złość przeciwnikom i pod (swoją) publiczkę, bo w sumie - jakby nie patrzeć - jest też dziennikarzem i „zwierzęciem medialnym”. Światopogląd światopoglądem, ale kiedy miałem okazję nabycia książki „Rio Anaconda” po nieco obniżonej cenie, nie zastanawiałem się długo. Byłem po prostu ciekawy, czy spodoba mi tak samo, jak „Boso przez świat” i czy autor potrafi umiejętnie przelać na papier swoje historie… A papier w książce jest pierwszej jakości. Po jej otwarciu widzimy pięknie wyrysowaną mapkę pogranicza brazylijko-wenezuelsko-kolumbijskiego, a w środku sporo kolorowych zdjęć z wyprawy. Krótkie podrozdziały poprzedzielane są informacjami o wężach w dżungli, koce i kokainie, śmierci i duchach w kulturze Indian Ameryki Południowej, indiańskim jedzeniu, tamtejszych kobietach czy starcach. Jest też wiele innych ciekawostek. Wydawca na okładce zapewnia, że czytelnik śmiać się będzie na głos i rzeczywiście nie są to czcze obietnice. Czasami trudno powstrzymać się od śmiechu, choć w niektórych z opisywanych sytuacji sam relacjonujący bynajmniej nie czuł się radośnie. Wraz z autorem podróżujemy przez Kolumbię – kraj skorumpowany i niebezpieczny, gdzie miejscami rządowi żołnierze jeśli są w stanie kogoś bronić, to jedynie samych siebie (i swoje strażnice), gdzie głównym interesem jest produkcja i sprzedaż kokainy. Guerrilla nie oznacza walki o prawa najbiedniejszych, tylko zorganizowane grupy bandziorów, finansowane dzięki narkotykom i gotowe w najokrutniejszy sposób rozprawić się z przeciwnikami i zdrajcami. Właściwie w Kolumbii trwa stan permanentnej wojny domowej i łatwo się domyśleć, kto jest zawsze najbardziej poszkodowany. Cejrowski zmierza jednak do lasu amazońskiego, bo on i poznanie wewnętrznych plemion Indian Carapana stanowią prawdziwy cel podróży. Jacy okazują się Dzicy? Nie znają skarpetek, majtek ani proszku do prania. Wspomniane rzeczy nie są im jednak w najmniejszym stopniu do czegokolwiek potrzebne. Tak jak biały człowiek. Wiodą proste życie i przez to wydają się bardziej autentyczni od nas. Seks (czyli pinga-pinga) jest dla nich czymś naturalnym i niewstydliwym. Ludzi starszych otacza szacunek, gdyż przez całe życie zgromadzili Moc, czas i doświadczenie; nikt nie umiera w samotności. Indianie nie są obarczeni lękami i rzadko dotykają ich choroby psychiczne, jeśli do tego dojdzie podobno szamani są w stanie ich wyleczyć. Oczywiście, odczuwają strach, ale ten jest uzasadniony i potrzebny, bo w dżungli czyha cała masa zagrożeń w postaci jadowitych węży i pająków, piranii, jaguarów, owadów potrafiących składać jaja w ciele człowieka i wielu innych stworzeń, za spotkanie z którymi każdy serdecznie by podziękował. Strach jest dobry – jak mawia poznany przez Cejrowskiego szaman z wewnętrznego szczepu i trudno w tym przypadku się z nim nie zgodzić. Przeciętny mieszkaniec zachodniej Europy wrzucony nagle w taki świat nawet przy największym szczęściu nie przeżyłby kilku dni. Bez wiedzy, jaką posiadają Dzicy na niewiele zdałyby się zdobycze cywilizacyjne. Schorzenia wynikające ze zwykłego przeżarcia i ogólnie niezdrowego trybu życia typu otyłość, miażdżyca czy nadciśnienie – a cóż to takiego? Carapana jedzą, by wypełnić brzuch, byleby mieć energię do funkcjonowania i nie przejmują się brakiem przypraw czy jakością pożywienia – proste jak kij od szczotki. Z czasem wspomniany szaman staje się przyjacielem autora i opowiada panu W.C. o rzeczach, które są poza naszym pojmowaniem i wykraczają poza poznany świat fizyczny. I tu czytający może zadać sobie pytanie: na ile Cejrowski koloryzuje? No bo jeżeli czynił tak sam Ryszard Kapuściński, dlaczego pan Wojciech nie miałby pu[...] wodzy wyobraźni? Istotne jest również do jakiego stopnia wolno opowiadającemu upiększać i podbarwiać? Nie wiem, ale jeśli większość, a przynajmniej „trzon” relacji z podróży jest prawdą, w takim razie chylę czoła. „Rio Anaconda” jest lekturą nietuzinkową, świetnym sposobem na konstruktywne spędzenie wolnego czasu. Oferuje wędrówkę w tajemniczy, groźny i odległy świat, czyli prosto do serca amazońskiej dżungli. Tam, gdzie ludzie nie naruszyli jeszcze naturalnego porządku, ku zagładzie wielu gatunków flory i fauny… … a gdzie prędzej czy później trafią buldożery i drwale, by wszystko zniszczyć.

Mateusz Koziołek lordmatius(at)wp.pl 28 październik 2007

Tak jak "Gringo..." jest to arcydzieło. Cała książka to jedna spójna historia podzielona na księgi ( np. Księga mgły ) Są śmieszne fragmenty ,także takie dające do myślenia np. niektórzy indianie zaczynają nosić ubrania i używać rzeczy z tak zwanego cywilizowanego świata, ktory jak się okazuje jest głupszy niż indianie żyjąćy w zgodzie z naturą. Dowiemy sięteż jak żyje szaman, jak szaman ( niepełny że tak powiem) przygotowuje swojego następcę (fajna ciekawostka ), o podrózach innego szamana do Australi ;) (śmieszne wiem ;) Przeplcione to wszystko opowieściami i gagami ;) polecam każemu tak jak " Gringo.."

Zobacz również

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.