:
:
:
:
:
Religia Hitlera
ocena: 5, głosów: 1
 
powiększenie
przeczytaj fragment książki
Religia Hitlera

Czy to Hitler był Wyczekiwanym? Po lekturze Mein Kampf Goebbels napisał w pamiętniku: „Kończę właśnie książkę Hitlera. W ogromnym podekscytowaniu! Kim jest ten człowiek? Na poły plebejusz, na poły bóg! Czy to w istocie Chrystus, czy tylko Jan?”. Terminologia religijna nie jest przypadkowa, cały pamiętnik jest nią przesiąknięty. Goebbels wstąpił do NSDAP, planował rozbudowanie lokalnej komórki w Elberfeld w „mekkę niemieckiego [narodowego] socjalizmu”, sam zaś chciał być „apostołem i kaznodzieją” i zapisał: „Zaczynam znów wierzyć”. Pomimo chwilowych wątpliwości w końcu całkowicie poddał się charyzmie Hitlera („Jakąż gorącą głową potrafi być mój Führer. Poddaję się większemu ode mnie, geniuszowi politycznemu”), by ostatecznie piać na jego cześć peany: „Adolfie Hitlerze, kocham Cię, bowiem jesteś wielki, a zarazem prosty”. Spotkawszy się w Berlinie z wczesnym zachwytem nad Hitlerem („Berlińczycy stoją przed jego hotelem i śpiewają. Wzruszające: «Hitler kiedyś wywiedzie nas z tej biedy!»”) i poruszony ewangelią „Zbawcy” („Hitler przemawia. Na temat polityki, idei i organizacji. Głęboko i mistycznie. To niemal ewangelia. Z drżeniem mija się wraz z nim otchłanie bytu. Ostatnie zostanie powiedziane. Dziękuję losowi, że zesłał nam tego człowieka”) wybrał się w swą własną, osobistą pielgrzymkę do miejsc, gdzie rodził się narodowy socjalizm. W Bayreuth spotkał się z Chamberlainem („Wstrząsająca scena: Chamberlain spoczywający na łożu. Załamany, bełkoczący coś ze łzami w oczach. Chwycił moją rękę i nie chciał puścić. Jego wielkie oczy gorzały ogniem. Bądź pozdrowiony, Ojcze naszego Ducha. Pionierze i prekursorze! Jestem wstrząśnięty do głębi […] Jesteś przy nas, kiedy dopada nas zwątpienie”), zakochał się w Winifred Wagner („Rasowa kobieta. Wszystkie winny być takie. I fanatycznie stoi po naszej stronie”), wspominając swe „młodzieńcze przebudzenie” przy Tannhäuserze Wagnera. W Berchtesgaden przywiodło go do grobu Eckarta, którego natychmiast przyrównał do cesarza, śpiącego we wnętrzu góry Untersberg („Szeroki kopczyk, porośnięty geranium i niezapominajkami. A pod nim… Eckart! Wyżej, wśród drzew śpiewają ptaki. Nocami kląska tu słowik […] A Dietrich Eckart śpi!”). W pobliżu grobu, w willi „Wachenfeld”, w końcu pojął wielkość Hitlera:

Szef [Hitler] mówi o kwestiach rasowych. Nie da się tego tak po prostu przekazać. Trzeba przy tym być. To geniusz. Oczywiste narzędzie działania boskiego losu. Stoję przed nim jak porażony. Taki jest Hitler: jak dziecko – miły, dobry, litościwy. Jak kot – przebiegły, mądry i zwinny, jak lew – wielki, ryczący i gigantyczny. Mężczyzna, człowiek. […] przepowiada o nowym państwie, i jak trzeba nam je wywalczyć. Brzmi to niczym proroctwo. W górze, na niebie biała chmurka przybiera kształt swastyki. Na niebie widać migocące światło, które nie może być gwiazdą. Znak przeznaczenia?”.

Nie są przypadkiem aluzje do gwiazdy betlejemskiej czy też ukazania się krzyża rzymskiemu cesarzowi Konstantynowi Wielkiemu. Skoro przed bitwą przy moście Mulwijskim w 312 roku cesarz miał podczas wizji ujrzeć słowa in hoc signo vinces! (pod tym znakiem zwyciężysz), dla ludzi z orszaku swastyki jasne było, że i oni zwyciężą pod swoim znakiem. Sam Hitler nazywał swastykę bluźnierczo „krzyżem zbawienia i krzyżem wolności” i przepowiadał: „My zaś znów zwyciężymy pod naszym znakiem!”.

Swoją osobistą drogę ku Hitlerowi przedstawił Goebbels w powieści pamiętnikarskiej Michael. Ein deutsches Schicksal in Tagebuchblättern (Michael. Niemieckie losy na kartach pamiętnika), która ukazała się w 1929 roku nakładem wydawnictwa NSDAP „Franz Eher Nachf.”, które wydało również Mein Kampf. Mocno autobiograficzny utwór był równocześnie rozrachunkiem Goebbelsa z chrześcijaństwem. W usta protagonisty włożył on myśl, iż wspólnoty wyznaniowe zawiodły, oraz że starają się „zapobiec powstaniu jakiejkolwiek nowej woli religijnej”. Całkiem bez udziału Kościoła Niemcy i tak „kiedyś obudziliby się wspaniale także pod względem religijnym”. Do tego czasu winno się jednak „pozostawić szerokim masom ich bożków, aż do chwili, gdy będzie im można dać nowego boga”.

Jak zwykle Goebbels połączył w tej książce ideologię z religią. Niemcy mieli być „narodem panów świata”, który poprzez „wojnę” i „walkę” zaprowadzić musi nowy porządek. Na drodze ku temu obowiązywać miała „nowa zasada – bezwzględne poddanie, poświęcenie, oddanie dla narodu”, którą uważał za akt religijny: „Idea ofiary zyskała po raz pierwszy swój widomy kształt w postaci Chrystusa”. Miłować Chrystusa oznaczało też nienawidzić Żydów: „Chrystus jest geniuszem miłości, i jako taki najodleglejszym biegunem dla żydostwa, które stanowi wcielenie nienawiści”. Żydzi byli dla niego uosobieniem diabła, Niemcy zaś wybranym ludem Bożym: „Kto nie potrafi nienawidzić diabła, nie umie też miłować Boga. Kto kocha swój naród, musi nienawidzić niszczycieli jego narodu”. Stąd też narodowych socjalistów nazywa „Chrystusowymi socjalistami” i stwierdza: „Niemieckiego zagadnienia Boga nie da się oddzielić od Chrystusa. Utraciliśmy naszą zasadniczą więź z Bogiem […] Naród bez religii jest jak człowiek pozbawiony oddechu”.
Poszukiwania tej nowej religii i tęsknota za zbawieniem ostatecznie przywiodły „Michaela”, alias Josepha Goebbelsa, do jego Führera, a spotkanie to także i w powieści nosi znamiona objawienia Boga:

Ten, który mówi tam z góry, toczy kamień za kamieniem na katedrę przyszłości. To, co żyło we mnie już od lat, staje się teraz kształtem i przyjmuje uchwytną formę. Objawienie! Objawienie! […] To nie mówca, to prorok! […] Ten, który spojrzał na mnie przez chwilę z góry. Oczy jak błękitne gwiazdy przeszywają mnie niby ogniste płomienie. To rozkaz! Od tej chwili jestem jak nowo narodzony […] Wiem, dokąd prowadzi ma droga […] Jest siłą sprawczą losu i bogów”.

Wtajemniczony w polityczną gnozę „objawiającego”, „Michael” doświadcza „poznania” i pojmuje, że samozbawienie jest wstępnym warunkiem akcji politycznej, a jego mottem stają się słowa: „Jeśli zbawię siebie samego, zbawię też mój naród”. Na koniec raduje się: „Zbawiłem siebie samego – niemieckiego człowieka we mnie uczyniłem wolnym”:

Powstaję, mam moc,
By zbudzić umarłych.
Budzą się ze snu głębokiego,
Nieliczni wpierw, lecz jest ich coraz więcej.
Zapełniają się szeregi, dźwiga się Pan,
Jeden naród, jedna wspólnota.
Łączy nas myśl,
Zjednoczeni jesteśmy w wierze,
W silnej woli
Ku nowej formie i wypełnieniu proroctwa
I tak oto zbudujemy nową Rzeszę.

Realny Joseph Goebbels musiał na Obersalzbergu doświadczyć podobnego przebudzenia. W każdym razie od owego dnia było dla niego jasne: „Tak, temu człowiekowi można służyć. Tak wygląda twórca Trzeciej Rzeszy”. Tym samym stał się apostołem samozwańczego niemieckiego Mesjasza i głosicielem jego domniemanej ewangelii, która – jak sądził – zastąpić miała tradycyjne chrześcijaństwo:

Czymże jest dziś dla nas chrześcijaństwo? Narodowy socjalizm jest religią. Brak jedynie religijnego geniuszu, który rozsadza przebrzmiałe formy i tworzy nowe. Brakuje nam rytuału. Narodowy socjalizm stać się musi kiedyś w Niemczech religią państwową. Ma partia jest moim Kościołem, i wierzę, że najlepiej służę Panu, gdy wypełniam jego wolę, uwalniając mój uciemiężony naród z kajdan ucisku. Oto moja ewangelia.

Liturgia narodowosocjalistyczna

To właśnie Geobbels był tym, który dostarczył rytuałów politycznej pseudoreligii narodowego socjalizmu. Dni Partii były dla niego niczym „uroczysta suma”, apele SA stały się „świętami religijnymi”. Doprowadził do perfekcji ustanowiony już we wczesnym okresie istnienia NSDAP rytuał oficjalnych wystąpień Hitlera, planując najmniejszy detal z największą starannością: wielkość zgromadzenia, synchronizację i reżyserię pochodów ze sztandarami, rytmy marszów i ekstatyczne inicjowanie okrzyków Heil!, jak również trasę i domniemane spóźnienie głównego mówcy, będące jedynie pretekstem do podsycania napięcia w nieskończoność.

Nieprzeciętnej retoryce dominującej natury apostolskiej łatwiej uda się pozyskać dla nowego zamiaru tych ludzi, którzy w najbardziej naturalny sposób odczuli już osłabienie własnej siły oporu, niźli tych, którzy są jeszcze w posiadaniu całkowitej energii duchowej i siły woli,

bez ogródek oświadczał w Mein Kampf Hitler. Wszytko było zatem wykalkulowaną sugestią masową, mającą na celu wyłączenie indywidualnego rozumu u pojedynczego słuchacza i jego zatracenie się we wspólnocie wierzących.

Oszołomiony tłum gotów był popaść w amok, słońce już dawno znikło za horyzontem, a noc spowijała kraj, gdy wreszcie pośród rozjarzających się świateł zjawiał się Führer. Kiedy podczas kampanii wyborczej roku 1932 Hitler latał samolotem z jednego wiecu na drugi, często wyglądało to tak, jak gdyby sam zbawiciel, niczym „narzędzie Opatrzności” w blasku potężnych reflektorów prosto z niebios zstępował ku swojej trzódce. Czy to na wolnym powietrzu, czy też w salach, Führer pojawiał się zawsze w przyćmionym świetle, naśladując „tajemny czar” bayreuckiego wystawienia Parsifala czy też „tajemniczy półmrok katolickich kościołów”.

Całkiem osobistą muzyką, towarzyszącą zawsze pojawieniu się Hitlera, był Badenweiler Marsch, który on sam przyrównywał do papieskiego hymnu. Kiedy tylko marsz rozbrzmiewał, milkły szmery – naród wiedział, że oto pojawi się ON. Hitler wchodził zawsze tylnymi drzwiami, tak jakby chciał zebrać całą skumulowaną energię tłumu; kroczył pośród szpaleru szlochających, wiwatujących i szalejących ludzi – „via triumphalis […] z ludzkich ciał”, jak patetycznie napisał Goebbels. Niedostępny, zamknięty w sobie, sprawiający wrażenie oderwanego od rzeczywistości docierał w końcu do podium, gdzie raz jeszcze przez długie minuty napiętej ciszy zdawał się zbierać energię od publiczności. Przemówienie rozpoczynał nieśmiało, zacinając się, niepewnie, dopóki nie nawiązał mentalnego kontaktu ze swoim źródłem. „Po około piętnastu minutach następowało to, co da się wyrazić jedynie ową starą, prymitywna metaforą – Duch zstępował na niego” – zauważył naoczny świadek. Zaledwie przed chwilą jąkający się, teraz rozpalał się aż do odurzającej, niekończącej się ekstazy, a słowa zdawały się wypływać z niego strumieniem. Gestykulując zamaszyście, często z zaciśniętymi pięściami, wymachiwał nimi w kierunku publiczności, która przestraszona i sparaliżowana poddawała się jego werbalnej sile.

Nikt nie podejrzewał, że w dużym stopniu to, co wyglądało jak trans, było przedtem pieczołowicie wystudiowane i przećwiczone przed lustrem, z początku pod kierunkiem znającego się na hipnozie Rudolfa Hessa, potem zaś pod fachowym okiem specjalnie zatrudnionego Erika Jana Hanussena (właśc. Hermanna Steinschneidera), najsłynniejszego hipnotyzera scenicznego swej epoki, oraz śpiewaka operowego Paula Devrienta. Hitlerowi udawało się hipnotyzować całe sale, a potem i zjazdy partyjne, przekształcając tłum w swoją bezwolną świtę.

Odurzony własną mową, jak sam wyjaśniał, „stawał się innym człowiekiem”, po zakończeniu przemówienia za to na ogół dostawał zapaści. Podczas gdy tłum śpiewał jeszcze Deutschland, Deutschland über alles, czekając na przemarsz oddziałów SA i SS z pochodniami, kierowca odwoził go do hotelu. Tam jedynie najwęższy krąg zaufanych ludzi mógł widzieć, jak ze szklistym wzrokiem, w przepoconym ubraniu i lżejszy o parę kilogramów, z roztargnieniem jadł zupę jarzynową. Sceniczny Mesjasz zapadał się w sobie, potwór stawał się na powrót człowiekiem.

Goebbels, reżyser tych pseudoliturgicznych spektakli, mówił o „nabożeństwach naszej roboty partyjnej”. Ostatecznie chodziło mu nie tyle o tych kilka miejsc w parlamencie, ile o zbawienie narodu. Jednak przy całym swym patosie i fanatyzmie, i przy całej niewzruszonej wierze w niemieckiego Mesjasza z Braunau nad Innem, od czasu do czasu dochodził w nim do głosu cynik, który z pogardą drwił z „człowieka-kanalii”. W jednym z tych rzadkich momentów szczerości wobec innych i siebie samego wyjawił, że całkiem świadomie uprawiał stylizowanie narodowego socjalizmu na naukę o zbawieniu. „Nigdy nie znaleźlibyście milionów ludzi, którzy oddaliby życie za program gospodarczy – mówił 9 stycznia 1928 roku – lecz miliony będą kiedyś gotowe umrzeć za ewangelię”. Doskonale wiedział, co czyni.

Odtąd Goebbels głosił ewangelię, a dogmaty formułował Hitler. Chciał stworzyć polityczną wiarę, „wokół której kręciłby się cały świat”, a program „mógłby być idiotyczny, lecz dawano by mu wiarę ze względu na stanowczość jego głoszenia”. Program NSDAP z roku 1920, od którego wszystko wzięło początek, ogłosił więc jako „niepodlegający zmianom”. Stał się on relikwią, obiektem kultu, którego zadaniem nie było rozstrzyganie jakichś kwestii, lecz „przekazywanie energii”. Jeszcze w roku 1943 „Organisationsbuch der NSDAP” (książeczka organizacyjna NSDAP) cytowała Dwanaście przykazań Hitlera, które nie tylko imitowały dekalog biblijny, lecz podnosiły również program partii do rangi dogmatu:

Führer ma zawsze rację!
Nigdy nie łam dyscypliny!
Nie marnuj czasu na czczą gadaninę i arogancką krytykę, lecz zabieraj się do działania!
Bądź dumny, lecz nie zarozumiały!
Program niech będzie dla ciebie dogmatem; wymaga on od ciebie największego oddania dla ruchu!
Jesteś reprezentantem partii i według tego postępuj. Być narodowym socjalistą to znaczy dawać przykład!
Najwyższym przykazaniem niech będą dla ciebie wierność i altruizm!
Bądź wiernym kolegą, wtedy staniesz się prawdziwym socjalistą!
Traktuj swych pobratymców tak, jak sam chciałbyś być traktowany!
W walce bądź nieustępliwy i dyskretny!
Odwaga nie jest chamstwem!
Słusznym jest to, co przynosi korzyść ruchowi, a tym samym i Niemcom, tzn. twemu narodowi!

Program Hitlera nie wzywał do współkształtowania czy wspólnego myślenia, lecz do wiary. „Ślepa wiara góry przenosi” – oznajmiał, zaś swoim zaufanym towarzyszom zdradził, o co tak naprawdę chodzi: „Nasz program streścić można w dwóch słowach: Adolf Hitler”.

Religia Hitlera

książka

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Oprawa: miękka

Ilość stron: 544

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

Realizacja w ciągu 24h (dni robocze) dotyczy: - zamówień za pobraniem potwierdzonych danego dnia do godziny 12.00 - zamówień opłaconych kartą kredytową do godziny 12.00 - zamówień opłaconych przelewem po zaksięgowaniu wpłaty do godziny 12.00

DARMOWA DOSTAWA od 50zł
(przy przedpłacie) Pocztą Polską

Nasza cena: 54,97

Cena detaliczna: 59,75

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka

Przy zakupie 5 egz.
Cena hurtowa:

47,80

Powrót
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje

Religia Hitlera - opis produktu:

Jedna z najbardziej rzetelnych i jednocześnie najbardziej fascynujących książek, poświęconych religijnemu obliczu hitleryzmu. Autor nie tylko z wielką skrupulatnością kataloguje religijne cechy narodowego socjalizmu, ale także obnaża wiarę jego twórców. To właśnie ta wiara była przyczyną Holocaustu, który - dla wierzących w religię Hitlera - był zbawczą koniecznością i przykrym obowiązkiem. Do tej pory narodowy socjalizm, mimo wszelkiej jego irracjonalności, traktowany był zasadniczo jako fenomen polityczny, jak gdyby Hitlerowi chodziło wyłącznie o władzę. Hesemann jest przeciwnego zdania. Twierdzi, że Hitler i osoby z jego najbliższego kręgu faktycznie wierzyli w to, co czynią i byli przekonani, że działają z polecenia Opatrzności, a narodowy socjalizm nie był ideologią czysto polityczną, lecz światopoglądem mityczno-religijnym.


Michael Hesemann - niemiecki historyk i publicysta, autor ponad trzydziestu książek, poświęconych głównie historii Kościoła katolickiego. Drugim nurtem zainteresowań Hesemanna jest religijne oblicze hitleryzmu.

Tytuł oryginału: Hitlers Religion. Die fatale Heilslehre des Nationalsozialismus
Tłumaczenie: Agnieszka Walczy

Religia Hitlera - wybrana recenzja:

Mariusz Bąk 6 czerwiec 2012

recenzja nagrodzona 15.00pkt - recenzja tygodnia

Jeden z bardziej budzących grozę horrorów, a zarazem horrorów spisanych prawdziwymi wydarzeniami - oto książka Michaela Hesemanna pt. "Religia Hitlera". Zarazem jest to wnikliwa, wręcz przenikliwa, a na pewno błyskotliwa analiza osobowości Adolfa Hitlera i samej istoty jego poglądów. "Religia Hitlera" proponuje ciekawe podejście do działu historiografii odpowiedzialnej za odtwarzanie życiorysu fuhrera, od jego najmłodszych lat począwszy, poprzez jego dorastanie, aż po jego tajemnicze zniknięcie. Autor skupia się przede wszystkim na kształtowaniu się umysłu tego zbrodniczego wodza. Dzięki wiedzy, inteligencji i dokładnej analizie Hesemanna poznamy biblioteczkę, która kształtowała hitlerowski ogląd na świat. Dzięki poznaniu jego młodości oraz ludzi, których spotykał, których lekcji wysłuchiwał, wiemy jakie idee i pomysły miały wpływ na późniejsze narodziny narodowego socjalizmu w wydaniu niemieckim III Rzeszy. W ten oto sposób Autor misternie splata ze sobą fakty i fakciki, tworząc arras prezentujący całokształt myślenia i myślowego postrzegania świata oczami jednego z największych zbrodniarzy w historii świata. To nie poglądy, to istna religia, dosłowna i tytułowa "Religia Hitlera"! To ona kształtowała wiele jego późniejszych decyzji i to ona predestynowała całą późniejszą politykę fuhrera. Wszystko co nastąpiło po objęciu władzy przez Hitlera - holocaust, wojny, morderstwa, gwałty, polityka terroru, bezwzględne rozkazy - wszystko to było efektem nie zbrodniczego umysłu (rozumianego dosłownie i naukowo), a jego wiary. Wiary w to, że tak czynić należy, bo jest to rzecz w najwyższym sensie święta. Jest to dosłowne rozumienie ludowej mądrości "cel uświęca środki". W jej najbrutalniejszym wydaniu... Ta arcyciekawa książka zarazem przykuwa nader przenikliwą analizą i interesującymi spostrzeżeniami, a zarazem przeraża, wręcz do szpiku kości, swoją istotą bestialstwa i przedstawionej w ten sposób realności. Ta książka fascynuje - nie złą i zepsutą ideą narodowego socjalizmu, a faktami, które dotychczas naukowcom-hitleroznawcom umykały, wyciekały pomiędzy palcami. Hasemann dokonał rzeczy wręcz niebywałej, pisząc książkę - na rynku już chyba tysięczną o samym Hitlerze - a mimo to zachowując świeżość i oryginalność. To stara tematyka w nowym niewydumanym podejściu. To głębsze poznanie nie tylko Adolfa Hitlera, ale i samego mechanizmu ludzkiej psychiki. Dlatego uważam, że książka ta będzie niezwykle interesującą pozycją zarówno dla miłośników historii, jak i dla psychologów, a także religioznawców. To książka interdyscyplinarna. To więcej niż książka. To obraz ludzkiego mózgu. Jego najbardziej przerażającej formy.

Religia Hitlera - szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: eseje, felietony i publicystyka literacka, historia, powszechna XX wiek

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa:miękka
Wymiary:142x202
Ilość stron:544
ISBN:978-83-7648-993-3
Wprowadzono: 25.11.2011
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Religia Hitlera - recenzje klientów


Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.
10.00 10.00

Michael Hesemann - przeczytaj też

Kłamstwa Hitlera - Michael Hesemann

książka

Kłamstwa Hitlera

Michael Hesemann

24,70 zł 26,84 zł

Chusta Chrystusa - Michael Hesemann

książka

Chusta Chrystusa

Michael Hesemann

32,03 zł 34,81 zł

Mój brat Papież - Michael Hesemann, Georg Ratzinger

książka

Mój brat Papież

Michael Hesemann,

Georg ...

34,80 zł 37,82 zł

Zobacz również

Działacze i Pismaki - Cecylia Kuta

książka

Działacze i Pismaki

Cecylia Kuta

40,87 zł 48,08 zł

Konfederacja Polski Niepodległej na drodze do wolności - Michał Wenklar

książka

Konfederacja Polski Niepodległej na ...

red. Michał Wenklar

17,81 zł 20,95 zł

NSZZ Solidarność Małopolska w materiałach Służby Bezpieczeństwa - Cecylia Kuta

książka

NSZZ Solidarność Małopolska w ...

Cecylia Kuta

35,62 zł 41,90 zł

Osobowe środki pracy operacyjnej - Filip Musiał

książka

Osobowe środki pracy operacyjnej

red. Filip Musiał

40,87 zł 48,08 zł

rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: