rozwiń
rozwiń
zwiń
zwiń
wpisz minimum 3 znaki
Prawo i pięść
ocena: 5, głosów: 1
 
powiększenie

Fragmenty

przeczytaj fragment książki
Prawo i pięść

Prawo i pięść

Widział ciemny las, nieruchome, strzeliste drzewa, korę z zakrzepłymi strużkami żywicy, której zapach jest jak... Nie pamiętał. Rynek, po którym się włóczył, był hałaśliwy i barwny, unosił się nad nim kurz i zapach łajna. Zostanę leśnikiem – postanowił Henryk. Zagapił się na schludnego Niemca w meloniku; Niemiec był stary i niski, przez ramię miał przewieszoną damską bluzkę. Jego syn kopał mnie w brzuch – pomyślał Henryk nagle. – To przez jego syna nie mogę sobie przypomnieć, jak pachnie las. Czuł słodkawy odór trupów i ostry chloru, swąd palonych ciał, te zapachy uczepiły się go i szły za nim, a leśnych woni nie pamiętał, może ich nigdy nie było, może je sam wymyślił, kiedy wiercił się na pryczy w dusznym baraku. Jestem zapowietrzony. Wszyscy są zapowietrzeni. Schowam się w lesie. Nie będzie tam ich i wszystkiego tego, co sobie wykombinowali.
Ucieszył się, jak gdyby nareszcie rozwiązał męczącą zagadkę. Jedyny sposób, żeby żyć z ludźmi, to żyć bez nich. Henryk włóczył się po rynku, słuchając roznamiętnionych głosów. Już zapomnieli. Już znowu są we władzy swoich taniutkich żądz. Dobrze, niech to uprawiają – ale beze mnie. Potrzebuję pary porządnych portek. Para spodni albo i dwie, na zapas, i chowam się w lesie. Wyobraził sobie bielony pokój, brunatne belkowanie sufi tu, rozżarzone drzwiczki pieca, od którego buchał ciepły zapach lasu. (Żywica, żywica, igliwie – nie pamiętam!)
Do izby weszła kobieta, nie miała twarzy, była ruchem, płynnością, amforycznym kształtem, zaczęła się rozbierać, z rozcięcia koszuli wyskoczyła pierś. Cholera. Będę myślał o tym staruszku, ten staruszek, cholera, nędzny i chudy Niemiec, jego syn kopał mnie w brzuch. Kobieta śmiała się, od różowego ciała powiało ciepłem jak od świeżego ciasta. Muszę sobie jakąś znaleźć. Ale nie ta, tylko nie ta – spłoszył się, ujrzawszy ufryzowaną szatynkę. Miała długi, kościsty nos, grubo malowane wargi, wygląd obleśny i głupi. Nie zatrzymała na nim wzroku, przeleciała oczyma, jak gdyby był przezroczysty, przylgnęła spojrzeniem do bluzki, którą trzymał stary Niemiec. Kiedy pochyliła się nad bluzką, wyrósł Henrykowi przed oczyma jej krągły zad. Przełknął ślinę i odwrócił się. Ciągnie mnie do każdej idiotki – pomyślał z gniewem.
– Muszę zdobyć parę spodni, może i dwie, i postaram się o tę leśniczówkę. Zaczepił młodzieńca z czerwoną opaską na rękawie.
– Co to jest?
– Milicja – odpowiedział chłopak.
– Nie dają umundurowania?
– Na razie nie.
– No to nie – pomyślał Henryk. – Potrzebuję czegoś solidnego na grzbiet. Spytał:
– Kto w tym mieście rządzi?
– Zależy czym.
– Potrzebuję roboty.
– Jest pełnomocnik rządu. Ale to w zamku.
– Postaram się go złapać – powiedział Henryk i uśmiechnął się do milicjanta. Po co się uśmiecham? – zreflektował się po chwili. Po co staram się być sympatyczny?
Zamek znajdował się za torami kolejowymi. Zastawione były wagonami ceglastego koloru, obozowali w nich repatrianci. Henryk szedł pochylony, ze wzrokiem wbitym w szklisty żużel. Napatrzyłem się dosyć na takie wagony, przywożono w nich do obozu transporty. Oczy zaszły łzami od gryzącego dymu, usłyszał trzaskanie płonących szczap. Minął klęczącego mężczyznę, który usiłował rozdmuchać ogień, obok kobieta huśtała na rękach rozwrzeszczane niemowlę. Kołysała je gwałtownie, coraz szybciej, coraz szybciej, jakby ścigała się z dziecięcym krzykiem. Boże, wspomóż ich – pomyślał nagle. – Oderwani od swoich chałup, od swoich sadów, studni, gnojówek i ojcowskiego gruntu. Jestem szczęśliwszy od nich, bo nie rozpamiętuję tego, co straciłem, potrzebuję pary porządnych spodni, resztę wam daruję. „Magda!” – usłyszał. – „Magda!” – wołał zdarty kobiecy głos. – Jakaś Magda – pomyślał jak automat. Dobiegła go odpowiedź: „Tylko się uczeszę!”. Przystanął. Wesoły głos – pomyślał zaskoczony. Odwrócił się i zobaczył najpierw rozhuśtany warkocz, długi i czarny, a potem wychylającą się z wagonu dziewczynę w kolorowej sukience. Chwyciła jego spojrzenie, uśmiechnęła się i wtedy jej szeroko otwarte oczy, ciemnoniebieskie, jak mu się zdawało, odpowiedziały błyskiem sympatii, może nawet uśmiechem. Jakaś Magda – pomyślał znowu zdumiony. Ruszył w jej stronę i wszystko zepsuł, dziewczyna zatrzepotała rękami i sfrunęła w głąb wagonu. Jeszcze jedno oszustwo – myślał, mijając tory. – Jeszcze raz, żeby zwieść, wystawić do wiatru, ukryć jakieś świństwo. Ale przecież ją widziałem! Uśmiechnęła się do mnie! Muszę ją odszukać.
Znowu krążył między wagonami, wysoki, chudy, wyprostowany, tym razem nie unikając już widoku tobołów, garnków, koryt i nocników. W powietrzu snuł się zapach smażonej słoniny, moczących się dzieci, zaduch snu i woń smolistych szczap. Jeden wagon był podobny do drugiego, jedna baba do drugiej – stracił orientację. A jednak pamiętał czarną czeluść wagonu, gibką postać w kolorowej sukience, zdziwione spojrzenie dziewczyny, zadowolonej i zaskoczonej, że się podoba. Ona nic o nas nie wie – pomyślał. – Nic nie wie o mnie. I lepiej, żeby nie wiedziała. Na razie. Zanim ją zgnoją. Bo zgnoją ją, jak nas wszystkich zgnoili. Zniszczą ją, zbabieje, obarczą dzieciakami i draniem pijakiem, nienasyconym brutalem. Sam jestem brutal i drań i lepiej, że jej nie odnalazłem.
Potem szedł przez amfiladę chłodnych, cienistych sal zamkowych. Nikt go o nic nie pytał. Kamiennymi schodami dostał się na piętro i znalazł się w mrocznej sali, zastawionej gęsto skrzyniami. Rozejrzał się. Nie, nikogo nie widać, tylko w kącie, za grubym kamiennym filarem
podtrzymującym łukowate sklepienie, ktoś niepewnie się rozglądał. – Hej! – krzyknął. – Hej tam! – Nikt nie odpowiedział. Kiedy podniósł rękę, z kąta pod ścianą wysoki mężczyzna odpowiedział mu podobnym znakiem. Minęła chwila, zanim uświadomił sobie, że to było lustro, a smutny osobnik naprzeciw – to on sam. Usiadł na skrzyni i skręcił papierosa. Mam nadzieję, że nie siedzę na dynamicie – pomyślało mu się leniwie. Usłyszał kroki. Ktoś wspinał się po kamiennych schodach.
Henryk wstał. Między skrzyniami ukazał się mały szpakowaty człowieczek z torbą polową w ręku. Henryk kiwnął na niego. Tamten zatrzymał się.
– Pan zna ten gmach? – zagadnął Henryk, podchodząc do tamtego.
– Trochę.
– Potrzebny mi pełnomocnik.
Szpakowaty potarł z wahaniem nos. Ten nos był płaski, rozdwojony na czubku i mocno owłosiony.
– Po co? – burknął nieznajomy.
– Naciągnąć na pożyczkę.
Tamten przez chwilę milczał.
– Pan z obozu? – spytał.
– Tak. Jeszcze widać?
– Jest coś w oczach. Co pan chce robić?
– Popracować w lesie.
– To pański fach?
– Nauczę się.
– A co pan umie?
– Ukończyłem instytut pedagogiczny.
– Chodź pan ze mną.
Henryk szedł za szpakowatym, mówiąc:
– Ale nie mam zamiaru nikogo uczyć. Niech pan powie swojemu pełnomocnikowi, że nauczyciela ze mnie nie zrobi.
Znaleźli się w niewielkim, słonecznym pokoju. Szpakowaty zasiadł za miniaturowym stolikiem. Zwiesił głowę i milczał. Wydawało się, że zapadł w sen. Henryk spytał:
– To pan...?
Tamten skinął głową.
– Nauczycielem nie będę – ostrzegł go Henryk.
– Dlaczego?
– Nie mogę. Nie nadaję się. Dzieci, rodzice, nie, nie, tylko nie to.
– Nie musi pan uczyć. Trzeba ruszyć szkolnictwo. Wszystko w proszku. Dzieci...
– Zgoda – przerwał mu Henryk – niech się uczą wszystkich mądrości. Ale beze mnie.
– Więc co?
– Leśnictwo.
– Mamy Niemców. Dobrze się spisują. Ale... – Pełnomocnik wziął ze stolika kartkę. – Jak się pan nazywa?
– Koenig. Henryk Koenig.
– Koenig? – powtórzył tamten.
– Widzi pan w tym coś dziwnego?
– Nie, dlaczego. – Szpakowaty zapisał. – Niech się pan dowie za tydzień.
– Za tydzień, będę szukał szczęścia gdzie indziej. Nie mógłby mi pan wypisać jakiejś pary spodni?
– Nie potrafi pan sobie wykombinować?
– Nie mam ochoty.
– Nie dysponuję odzieżą. – Pełnomocnik zmierzył Henryka wzrokiem. – Ze mnie będą za małe.
– Cholera, przecież nic takiego nie chcę! Potrzebne mi portki i robota w lesie, to wszystko.
– Wszystko – powtórzył szpakowaty. – Piekielnie pan wymagający.
Henryk milczał.
– Trzeba brać, co podleci. A pan nie. Albo to, co pan chce, albo nic. Nie pomoże mi pan przy tym szkolnictwie?
– Nie.
– A głos obowiązku? – spytał pełnomocnik. Nawet się nie uśmiechnął.
– Nie poczuwam się.
Przez chwilę obaj milczeli. Przemiłe rokokowe mebelki – pomyślał Henryk. Promienie słoneczne, rozszczepione przez żyrandol, osiadły na nich tęczowymi pasmami. Nikt go nie mógł bić, nikt nie mógł zażądać, żeby kogoś bił, ten człowiek nie mógł mu niczym zagrozić; wolność, wolność, a jednak było przykro i markotno. Będziemy znów się przejmowali lada głupstwem. Powiedział:
– Zdaje się, że wolałby pan podrzeć tę kartkę. Niech się pan nie krępuje.
Za drzwiami usłyszał głosy, potem rozległo się pukanie.
– Zaczekać! – krzyknął pełnomocnik.
Zwrócił się do Henryka:
– No?
– Do widzenia! – Henryk przyłożył dwa palce do czoła.
– Wejść! – zawołał pełnomocnik.
Henryk odwrócił się i podszedł do drzwi. Przepuścił kilku rosłych mężczyzn, potem zatrzymał się na chwilę w drzwiach. Poprzez burkliwe głosy tamtych słychać było syk dartego papieru. Koenig w strzępach. Przeniosę się do innego województwa – pomyślał.
Był zmęczony i głodny. W sali zastawionej skrzyniami przeliczył pieniądze. Na kilka dni starczy. Smutny osobnik w lustrze schował pieniądze do kieszeni. Miał pomięte, stare spodnie. Cześć, brachu! Uśmiechnęli się do siebie. Nie mamy nic, ale mamy wolność. Jesteśmy obaj wymagający.
Maksymaliści. Może i tak. Najwyższy czas przedłożyć najwyższe żądania. Człowieczeństwo! Nikt nie wie, co to jest, ale wiem, czego chcę od siebie. Tak, wiem! Zbliżył się do lustra. Pełnomocnik powiedział, że coś stamtąd zostało w oczach, ale co? Ten w lustrze wygląda na gościa, który rozgląda się, czy nie znajdzie czegoś do picia. Spragnionego napoić. O, jak się rozmarzył. Uśmiechnij się, bracie. Gość w lustrze wydął usta, w kącikach utworzyły się podłużne bruzdy. Uśmiech wypadł słabo, ale dość sympatycznie. Kroki. Odwrócił się gwałtownie, jak przyłapany na gorącym uczynku. Między skrzyniami przeciskał się młody dryblas. Twarz miał nalaną, pewnie lubił jeść, pić i spać.
– Ty! – zawołał drągal zbliżając się. – Ty, nie uciekaj. To ty jesteś ten z obozu?
Spodnie ma też do kitu – pomyślał Henryk. – Za to marynarka! – Skąd to masz? – spytał. Tamten roześmiał się. W nalanej twarzy zrobiła się dziura, brakowało wszystkich przednich zębów.
– Głowa pracuje – odpowiedział. – Jak leci? Lepiej niż w obozie, nie? Dożyliśmy, kurza twarz. – Spytał nieufnie:
– To ty byłeś u pełnomocnika?
– Ja.
– W porządku. Z którego kacetu?
– Buchenwald – odpowiedział Henryk.
– Ja z Oświęcimia.
– Gratuluję.
– Że co?
– Nic. Zdążyłeś się upaść.
– Parę miesięcy zleciało – roześmiał się oświęcimiak.
– Kiedy wróciłeś?
– Będzie tydzień. Albo trochę więcej.
– Nie lepiej było zostać tam?
– Niekoniecznie.
– Rodzina? – domyślił się tamten.
– To też – odpowiedział Henryk. – Ale nie ma ich.
– A ja się zaraz po powrocie ożeniłem – opowiadał oświęcimiak. – W chałupie mam komplet. Nie znalazłeś nikogo?
Co go to do cholery obchodzi? Henryk opowiadał obojętnym głosem:
– Kamienica w proszku. Próbowałem kopać, zniszczyłem spodnie. Sam człowiek nie da rady. Zresztą – po co? Niech sobie leżą.
– Pryskaj do Francji.
– Po co? – zdziwił się Henryk.
– Użyjesz sobie. Należy ci się, nie? Co cię tu trzyma?
– Nic specjalnego.
– A co będziesz robił? – spytał oświęcimiak.
– Nie wiem.
– Myślisz o jakiejś robocie?
– Nie.
– Umiesz co?
– Mógłbym być nauczycielem.
– O, kurwa.
– Ale nie chcę. O to nam poszło z pełnomocnikiem.
– Masz rację! Z dzieciakami, za psie grosze – to nie dla nas. My musimy sobie, psiakrew, pożyć!
Jeszcze jeden maksymalista – pomyślał Henryk.
– Nie bój się, ze mną nie zginiesz – zapewniał tamten. – Buchenwald nie Buchenwald, zawsze obozowiak, to się liczy. Czesiek jestem – przedstawił się.
– Henryk.
– Umiesz prowadzić samochód?
– Nie zdążyłem dostać prawa jazdy.
– Ale kierownicą umiesz kręcić?
– Zdaje się.
– To chodź. Chodź, kurza twarz, nie wygłupiaj się.
– Zaczekaj – Henryk nabrał tchu. Spokój, nie dać się zagadać. – Dokąd mam iść? Do pełnomocnika?
– Do niego. Tam jest szef i kumple.
– Szef ?
– Pan Mielecki, doktorek. Weźmiemy cię do naszej paczki.
– Co mam robić?
– Nic takiego. Szef ci wytłumaczy. Trzeba umieć prowadzić wóz. Mielecki powiedział, że każdy musi umieć prowadzić wóz.
– Potrzebuję pary spodni – powiedział Henryk. – Zniszczyłem spodnie przy gruzach.
Czesiek zaczął się śmiać:
– O kurwa! Para spodni! Będziesz miał dziesięć, dwadzieścia par. Ile chcesz! Chodź, Heniek, będzie taka robota. Razem nie zginiemy. Licz na mnie. Co tamci wiedzą o życiu? To zielone facety, frajery nieszczęsne, tylko my coś naprawdę wiemy.
Tylko my – powtórzył w myśli Henryk. Może i prawda. Diabli wiedzą.

Prawo i pięść (miękka)

książka

Wydawnictwo: Replika

Oprawa: miękka

Ilość stron: 196

Wysyłamy w: 24h - 48h

Nasza cena: 14,47

Cena detaliczna: 34,45

U nas taniej o 58%

dodaj do przechowalni dodaj do listy życzeń Dodaj do koszyka
Powrót GRATIS! Do każdego zamówienia zakładka mola książkowego!
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje (0)

Prawo i pięść - opis produktu:

Rok 1945. Cichnie zawierucha II wojny światowej. Do miasteczka położonego na Ziemiach Odzyskanych wraz z licznymi osadnikami przybywa Henryk Koenig, były więzień obozu. Podobnie jak i oni pragnie rozpocząć nowe życie. Jednak opuszczone przez Niemców tereny przyciągają również bandy rabusiów i szabrowników. Jednej z nich Koenig będzie musiał stawić czoła.
Powieść okrzyknięta "polskim westernem" stała się kanwą scenariusza niezwykle popularnego filmu w reżyserii Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego z Gustawem Holoubkiem w roli głównej oraz gwiazdorską obsadą: Zofią Mrozowską, Hanną Skarżanką, Ewą Wiśniewską, Wiesławem Gołasem, Zdzisławem Maklakiewiczem.

Prawo i pięść - szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: literatura piękna, powieść przygodowa

Wydawnictwo: Replika
Oprawa:miękka
Okładka:miękka
Wymiary:130x200
Ilość stron:196
ISBN:978-83-7674-190-1
Wprowadzono: 10.07.2012
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Prawo i pięść - recenzje klientów


Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.
10.00

Książkowe bestsellery z tych samych kategorii

Błękitne sny Leśna trylogia, Tom 3

K. Michalak

książka

25,77 zł taniej -30%

Na linii świata

M. Gretkowska

książka

27,87 zł taniej -30%

Labirynt duchów Tom 4

C. Zafon

książka

38,33 zł taniej -30%

Józef Hen - przeczytaj też

Bitwa o Kozi Dwór

J. Hen

książka

15,96 zł

Bruliony Profesora T.

J. Hen

książka

31,13 zł taniej -20%

Dziennika ciąg dalszy

J. Hen

książka

50,79 zł taniej -15%

Mój przyjaciel król

J. Hen

książka

39,10 zł taniej -20%

Nie boję się bezsennych nocy... Tom 1

J. Hen

książka

75,46 zł taniej -15%

Nikt nie woła

J. Hen

książka

40,31 zł taniej -10%

Powrót do bezsennych nocy

J. Hen

książka

33,83 zł taniej -15%

Twarz pokerzysty

J. Hen

książka

27,39 zł taniej -41%

Zobacz również

We wspólnym rytmie

J. Moyes

książka

33,43 zł taniej -16%

Czereśnie zawsze muszą być dwie

M. Witkiewicz

książka

23,93 zł taniej -35%

Ciekawe pomysły Gandalfa

książka

66.98 zł

taniej -15%

Prawo administracyjne Pojęcia, instytucje, ...

W książce omówione zostały podstawowe pojęcia i instytucje prawa administracyjnego, takie jak: - geneza, charakterystyka i definicje prawa administracyjnego, - zasady prawa administracyjnego i organizacji administracji, - źródła prawa administracyjnego, - ustrój administracji państwowej i samorządowej, - kontrola administracji publicznej, a także...

książka

15.18 zł

taniej -15%

Prawo budowlane Warunki techniczne i inne akty...

Stan prawny na 03.2017 r. Publikacja zawiera tekst ustawy - Prawo budowlane wraz z przepisami wykonawczymi, w tym m.in. tekst rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Artykuły ustawy i rozporządzeń zostały opatrzone tytułami objaśniającymi ich sens - zaakcentowano je kolorowym tłem. W...

książka

14.06 zł

taniej -6%

Prawo

Czym jest prawo? Czym powinno być? Jaki jest jego zakres działania? Jakie są jego granic? Gdzie kończą się kompetencje prawodawcy? Co powinno być celem prawa? Odpowiedzi na te fundamentalne pytania udziela, w swoim stylu, wielki francuski pamflecista i pisarz, Frédric Bastiat. W jasny i logiczny sposób udowadnia absurdalność rozbudowanego niemalże bez...

książka

66.98 zł

taniej -15%

Prawo internetu Zbiór aktów prawnych Edycja sądowa

Edycja Sądowa zawiera: artykuły opatrzone hasłami, które pełnią rolę wskaźnika informacyjnego, ułatwiającego szybką orientację w treści przepisu, najważniejsze akty z zakresu szeroko pojętego prawa: cywilnego, karnego, handlowego, pracy, administracyjnego , uzupełnione o przepisy wprowadzające i akty wykonawcze, szczegółowe informacje o...

książka

49.16 zł

taniej -15%

Prawo wyznaniowe Wspólnoty religijne i ich ...

[...] Prawo kościelne rodzi się wraz z chrześcijaństwem, a jego - mniej lub bardziej swobodny rozwój w materii kościelnej i w sprawach doktryny wiary - związany jest z kształtowaniem się stosunków pomiędzy państwem a Kościołem Katolickim. Zamiarem autorki jest przekazanie ad usum części, merytorycznie poszeregowanych, norm polskiego prawa wyznaniowego,...

książka

44.43 zł

taniej -15%

Prawo W pytaniach i odpowiedziach + CD

Publikacja omawia problemy zaczerpnięte z życia codziennego, do których rozwiązania konieczne jest zastosowanie prawaZagadnienia podaje w formie pytań i odpowiedzi, pytania to fragmenty listów z prośbą o poradę, pisane przez konkretne osobyPrezentuje przypadki spotykane w praktyce prawniczej i prasowejDo książki dołączono CD z elektroniczną wersją...

Brak list życzeń:

Utwórz

zamówienie tradycyjne
Brak produktów w koszyku
Brak produktów w koszyku
10.00
Łączna wartość zamówienia: 0 zł0 zł
Dostawa i płatność › Płatność ›
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: