zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Podejmowanie decyzji - Robbie Steinhouse

Podejmowanie decyzji Co trzeba wiedzieć, ...

Robbie Steinhouse

cena: 40,77

Podboje sukuba - Richelle Mead

Podboje sukuba Ciąg dalszy piekielnych ...

Richelle Mead

cena: 29,78

Pod wąs - Igor Zalewski

Pod wąs

Igor Zalewski

cena: 27,14

Po metaetyce - Piotr Makowski

Po metaetyce Dobro i powinność w etykach ...

Piotr Makowski

cena: 38,13

Pluszaki Rozrabiaki - PRACA ZBIOROWA .

Pluszaki Rozrabiaki Baw się i koloruj. W ...

PRACA ZBIOROWA .

cena: 7,86 6,68

Plan miasta. Tarnów (+4) - PRACA ZBIOROWA .

Plan miasta. Tarnów (+4) Skala 1:15 000

PRACA ZBIOROWA .

cena: 8,98

Pisma polityczne - Stanisław Brzozowski

Pisma polityczne w-y-b-ó-r

Stanisław Brzozowski

cena: 36,21

Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami
powiększenie, przód
przeczytaj fragment książki
Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami

Trzeba jednoznacznie stwierdzić, że gtównym powodem uczestnictwa w rejsie do portów Morza Śródziemnego była nasza działalność artystyczna. Dokładniej powiedzmy tak: my sami myśleliśmy trochę o wycieczce - bo zapowiadała się niesłychanie atrakcyjnie - natomiast organizator wycieczki, czyli przedsiębiorstwo "Sports-Tourist", myślał o nas jako o tych, którzy mają rozbawić rzesze turystów polskich płynących "Batorym".
Mieliśmy już za sobą pewien kontakt z estradą, uznaliśmy więc, że zadanie nie jest karkołomne: po prostu okrasimy tę piękną wycieczkę paroma występami, które będą się skrzyły humorem, nie zapomnimy konkursach i innych atrakcjach. Mogą nas Państwo podejrzewać o samochwalstwo i pewność siebie, ale mieliśmy już za sobą także i rejsy "Batorym". Były to tak zwane krótkie rejsy wycieczkowe: statek wypływał do Zatoki Gdańskiej, żeby stanąć na kotwicy na pełnym morzu, i tu odbywał bal barbórkowy czy też andrzejkowy, który my prowadziliśmy, zbierając przy okazji mnóstwo miłych słów szczerej sympatii widowni.
Przyszła publiczność była dla nas niesłychanie uprzejma: żądała autografów, zapraszała do barów i od pierwszego dnia sygnalizowała, nie może się doczekać naszych słynnych występów. Ze zdziwieniem wspominaliśmy słowa Janusza Rewińskiego, który rozbawiał wycieczkowiczów w pierwszej części rejsu. Schodząc ze statku, przestrzegał, że może być różnie i nie same brawa nas czekają, Oczywiście zaraz na początku podróży próbowaliśmy poznać współtowarzyszy, zorientować się, jaką to publiczność zgotował nam los. Wydawało się, że mamy do czynienia z żądną turystycznych wrażeń grupą ludzi, którzy chcą poszerzyć swoje horyzonty, poznać piękne miejsca, może skorzystać ze znajomości języków obcych. Korygowała nam się ta wersja stopniowo, ponieważ zorientowaliśmy się, że większa część pasażerów ma bardziej merkantylne cele, ale cóż - nic co ludzkie nie jest nam obce. Fenicjanie byli przecież narodem, który zapisał się w historii, i to, że ktoś ma ochotę przy okazji zwiedzania pięknych miejsc jeszcze przeprowadzić jakiś obrót towarowy, nie budziło naszego obrzydzenia. Jedno można było powiedzieć o pasażerach na pewno: lubili uciechy życia doczesnego. Przybierało to czasem formy - nazwijmy to - dość drastyczne. Pewien pan zamknął się od razu po wejściu na pokład w kabinie z czymś, co się popularnie nazywa uchem - jest to duża, chyba ponadtrzylitrowa, butelka whisky. W efekcie, po otwarciu drzwi specjalnym kluczem znaleziono go w stanie nieprzytomności i został przeniesiony do szpitala na statku, gdzie kroplówką ratowano mu życie. Dalszą część wycieczki odbywał, stojąc na pokładzie spacerowym, blady, osłabiony i wpatrzony w dal. Mimo dość łagodnych śródziemnomorskich warunków klimatycznych wstrząsał nim dreszcz, a w oku miał dziwną pustkę. Zbliżyliśmy się kiedyś do niego, popatrzył na nas i zapytał, jakie mamy wrażenia z rejsu. Powiedzieliśmy, że bardzo wiele rzeczy nas tu frapuje i na przykład mamy pewne spostrzeżenia z Izmiru.
- Jak to, Turcja już była? - zapytał. - Przecież miałem kupić dziecku kożuszek w Turcji!

Było trochę takich pasażerów. Inną liczącą się grupę stanowiły pary, które wiedziały, po co płyną. Były to pary mieszane.
Byliśmy także przygotowani kostiumowo do naszych występów. Wojciech Mann nie lubi występować w strojach uroczystych, ale wie, że o pewnej porze czasem musi - toteż był wyposażony w smoking, jedyny z magazynu na Woronicza, który na niego pasował. Smoking wypożyczono na umowę zlecenie, czyli za pieniądze - żadnego oszustwa ani żadnej prywaty - podobnie jak koszulę o bardzo dużym numerze kołnierzyka. Komplet ten uzupełniały jego prywatne spodnie - wprawdzie dżinsowe, ale czarne Rifle. Następuje dementi Wojciecha Manna: - Przepraszam, nigdy rifli nie nosiłem. To były levisy. I przeprosiny Krzysztofa Materny: - Tak, przepraszam, czarne levisy. Zatarła mi się w pamięci metka.
I jeszcze bolesna refleksja Wojciecha Manna: - Z pewnym bólem zaprasowywałem kanty na levisach.
Kostiumu dopełniały lakierki pożyczone Wojtkowi przez oficera rozrywkowego na "Batorym" z zaznaczeniem, żeby w nich nie tańczył, ponieważ podeszwy są dziurawe - człowiek ten, ku naszemu niezrozumieniu, szczerze nie znosił pasażerów, a przecież miał obowiązek ich hołubić. Obrazu dopełniała absurdalna granatowa mucha na białej gumce, nieco rozciągniętej i zapinanej na guziczek.
Krzysztof Materna miał garnitur kupiony na bazarze w Rembertowie. Wystąpił w tym ubraniu kiedyś na festiwalu w Sopocie. Krzysztof Materna niesłusznie trochę się go wstydził. Materiał był jakby niebieskawomorski, leciutko posrebrzany. Krawiec sprytnie ściął za długie nogawki i aż żal było wyrzucać taki nadmiar materiału, więc fachowiec zrobił z niego muszkę. Ten komplecik dawał Krzysztofowi poczucie nieskazitelnej jednolitości z pewnym odcieniem zagraniczności, mimo że Krzysztof pochodził z Sosnowca.

Widok sali, do której wkroczyliśmy w eleganckich ubraniach, rozwiał niepokój i podtrzymał nasze świetne samopoczucie: sala była nabita po brzegi, Iudzie dosłownie się przelewali, a oficerowie mówili, że takiej frekwencji nie widzieli. Zaczęliśmy zachęcać do tańca, prezentując najlepsze nagrania światowe. Wybór nagrań mieliśmy ogromny. Na kasetach zgromadziliśmy paręset tytułów najlepszych orkiestr rozrywkowych na świecie największych przebojów. Ludzie uprzejmie wysłuchali pierwszych nagrań, po czym parę osób wyszło się przejść, mówiąc:
`Zawołajcie nas, jak się zacznie kabaret!`
Przystąpiliśmy do realizacji pierwszego konkursu. Mówię o realizacji, ponieważ byt to nasz sztandarowy, sprawdzony konkurs. Zauważyliśmy, że sala robi się zdecydowanie pustsza. Postanowiliśmy zmienić precyzyjnie wcześniej ustaloną kolejność przeplatania utworów szybszych i wolnych, starszych i nowych, tak żeby po prostu przyłomotać i dosięgnąć maestrią dyskoteki; zatrzymać tych ludzi. Po mniej więcej czterdziestu minutach na sali zostały cztery osoby: pewien mecenas z małżonką i dwóch naszych przyjaciół. Następnego dnia słyszeliśmy wyłącznie: "No, spodziewaliśmy się czegoś lepszego" i "Postarajcie się lepiej następnym razem". Pasażerowie podzielili się na dwie grupy: jedna nam współczuła, że nie przywieźliśmy kabaretu, druga nas omijała i - naszym zdaniem - chciała oddać autografy, które rozdawaliśmy dwa dni wcześniej. Było nam przykro, czuliśmy się jak na katordze, a kontrakt przewidywał jeszcze cztery czy nawet pięć takich występów. Ponieważ jednak jesteśmy dość dzielni, powiedzieliśmy sobie: trudno, wprawdzie nie udał nam się nasz pierwszy występ samodziellny, ale w zanadrzu mamy grupę artystów i razem z nimi stworzymy program kabaretowy. W Polsce przywykło się nazywać kabaretem występ pisenkarki, tancerza i orkiestry przeplatany żartobliwą konferansjerką i odbywający się w nocnym lokalu trzeciorzędnego hotelu. Zaczęliśmy montować składankę według tego wzoru, choć artystów mieliśmy pierwszorzędnych.

Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami

Wydawnictwo: Znak

Oprawa: twarda

Ilość stron: 208

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 

 

Nasza cena: 33,83

Cena detaliczna: 39,81

U nas taniej o 15%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Podwójna dawka humoru - najzabawniejsze podróże Manna i Materny

Prywatne wspomnienia duetu, opatrzone świetnymi zdjęciami. Absurdy PRL-u oraz niewiarygodne historie, które choć prawdziwe, brzmią jak wymyślone przez satyryka. Opowieści z czasów, gdy podróż `Stefanem Batorym` otwierała bramy wielkiego świata.

Jak autorzy zostali potraktowani przez sycylijską mafię?
W jaki sposób wprowadzili cła na plastikowe dywany?
Na co prawdziwi mężczyźni wydają pieniądze w Acapulco?

Po bestsellerowym RockMannie kolejna książka, która wzrusza jak wspomnienia z młodości, a śmieszy bardziej niż niejedna komedia.

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: biografie i wspomnienia, wspomnienia, dla Taty, książki

Wydawnictwo: Znak
Oprawa: twarda
Wymiary: 165x218
Ilość stron: 208
ISBN: 978-83-240-1855-0
EAN: 9788324018550
Wprowadzono: 09.11.2011

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję

Joanna Korneta - 10 listopad 2011

recenzja nagrodzona 8.00pkt

Dwóch przyjaciół, którzy świadomością ironii biją na głowę większość współczesnych kabareciarzy. Dwóch przyjaciół, którzy lubią się wygłupiać, a kolejne żarty i pomysły potrafią w dodatku przekuć na wartką i wciągającą narrację. Dwóch przyjaciół, którzy wybierali się w różnych okresach znajomości w podróże. Tak w skrócie można by scharakteryzować "Podróże małe i duże". Bo chociaż nie ulega wątpliwości, że książka powstała na fali sukcesu "Rockmanna" i zapowiada się na kolejny bestseller, nie jest pisana na szybko i nieprzemyślana. W tej publikacji przeplatają się "podróżnicze" opowieści Manna i Materny, przesycone potężną dawką anegdot i humoru. Przybierają one dość skondensowaną formę i są starannie dopracowane ze względu na jakość dowcipów: od pierwszych słów dobrze widać, że autorzy zdają sobie sprawę z potęgi żartu i potrafią ten żart twórczo wykorzystywać. Jednym słowem, bawią do łez bez sztuczności czy wymuszanych i przeterminowanych kawałów. Sporo tu fragmentów, przy których można przewracać się ze śmiechu, mnóstwo ironicznych dopowiedzeń i docinków - nie można się od tego tomu oderwać. Zresztą, kto wie, na co w dziedzinie żartów stać duet Mann-Materna, ten i bez zachęty po tę pozycję sięgnie. Kto nie wie - traci wiele i powinien czym prędzej nadrobić zaległości. Czas przeznaczony na lekturę nie będzie czasem straconym: dostarczy mnóstwo rozrywki i zdrowego śmiechu.

sqwind sqwind(at)wp.pl 23 styczeń 2012

Kolejna wtopa-brak tej książki w formie elektronicznej.Drogie Wydawnictwo,Szanowni Autorzy-ja nie mam zamiaru targać ze sobą całej biblioteki i czytnika na dodatek tylko dlatego,że uległem złudzeniu,że wszystko można dostać również w formie elektronicznej,a nie jest to do końca prawdą. Jestem bliski zgłoszenia do rzecznika praw konsumenta,że reklamy czytników elektronicznych są nieuczciwe,a brak takich pozycji jak ta,jak ostatnio wydany"Snajper" czy "Operacja Geronimo" świadczy o tym dobitnie. Oświadczam,że NIE KUPIĘ TEJ KSIĄŻKI W FORMIE PAPIEROWEJ!!!Dosyć nabijania kasy monopolistom papiernikom,drukarzom,zecerom,transportowcom i magazynierom-sprzedawcom!

Pokaż więcej

Noakto 13 grudzień 2011

Zdjęcie na 42 stronie podpisane jest tak: Wojciech Mann przechadzał się po ulicach różnych włoskich i hiszpańskich miast, uzupełniając ich koloryt swoją urodą. :) Rzeczywiście, fotografia (jedna z wielu) robi wrażenie. „Podróże...” również. I to zarówno jako książka – są znakomicie wydane – jak i wspomnienia wypraw do zupełnie innej rzeczywistości (w końcu w PRL była miejscem jedynym w swoim rodzaju ;)) opisane przez dwóch – tu bez wątpienia – oryginałów. Dobrze było przypomnieć sobie stare czasy, pośmiać się, wczytując w kolejne nadzwyczaj absorbujące przygody obu panów i pomyśleć o tym, że wtedy to jednak było inaczej. Fajna książka, spodoba się chyba każdemu.

Manntra 22 listopad 2011

Bardzo fajna książka, umiliła mi dość ponury, listopadowy weekend. O ile wszystkie podróże są ciekawe z wielu względów, najbardziej w pamięć zapadło mi w pamięć losy panów na statku „Stefan Batory”, którym opłynęli kawał Europy, robiąc jak prawie wszyscy pasażerowie „szemrane” interesy, a wieczorami starając się zadowolić wybredną publikę. Talent pisarski obu panów (zwłaszcza Manna) widać na każdym kroku, przez co książkę bardzo dobrze się czyta, podśmiewując się z co ciekawszych absurdów PRL-u jak i różnych okoliczności. Polecam!

izka 21 listopad 2011

Wojciech Mann i Krzysztof Materna opisują swoje podróże – jak na nich przystało – z przymrużeniem oka i dystansem, nieco ironicznie pokazują zachwyt Polaków Zachodem, a jednocześnie sami przyznają, jak wiele rzeczy w państwach, które odwiedzili, im się podobało. Ale nie tylko o wielkich i dalekich krajach tu mowa, bo panowie poświęcają jeden rozdział także Katowicom. „Podróże małe i duże” napisane są bardzo, bardzo zabawnie, a wydane ładnie i porządnie. Miła lektura dla wszystkich fanów obydwu komików, a także dla tych po prostu, którzy mają ochotę na książkę lekką, ale na wysokim poziomie. Polecam serdecznie!

Baha 15 listopad 2011

Mann i Materna to znany i dobrze dobrany duet. Zawsze byli popularni ze względu na dystans i poczucie smaku. Tym razem świetnie realizują się jako pisarze, dobrze bawiąc się w roli gawędziarzy ale i kreatorów. Książka pokazuje czasy PRL-u, nasze marzenia, naiwność oraz podróże po "wielkim świecie". Zabawne i wciągające.

Zobacz również

Stażystka - Mimi Alford

Stażystka Skrywany przez pół wieku ...

Mimi Alford

cena: 32,82 27,90

Rzeki Hadesu - Marek Krajewski

Rzeki Hadesu

Marek Krajewski

cena: 39,81 27,87

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.