Kategorie okolicznościowe
Kategorie
eseje, felietony i publicystyka literacka
literatura popularno - naukowa
Ostatnio oglądane
Pewnego dnia w szesnastym roku życia Art znienacka przypomniała sobie matkę. Stało się to zaraz po tym,
jak dziewczyna zeskakując ze schodów, grzmotnęła głową w drewnianą poręcz zwieńczoną rzeźbą na
kształt orła.
Usiadła, oszołomiona i podniosła wzrok na stojące na górze bardzo głupie dziewczyny,
rozchichotane i wytykające ją niegrzecznie palcami. Na ich głowach okolonych bujnymi lokami,
niebezpiecznie balansowały ogromne księgi. Kim one są? – spytała sama siebie Art. I wtedy...
I wtedy jej myśli uleciały do szczupłej, silnej kobiety, niezbyt wysokiej, ale wyglądającej na
wyższą dzięki długim nogom opiętych spodniach i sięgających kolan butach. Do kobiety o truskawkowoblond
włosach, zebranych w kok z tyłu głowy, i o niesamowicie zielonych oczach, szmaragdowych
jak agrest. Myśli Art uleciały do Molly Faith. Molly była jej matką. Art nie poświęciła jej ani jednej myśli
przez sześć długich lat. Nie myślała i nie pamiętała o niej – własnej matce, kapitanie piratów żeglujących
po ciepłych morzach. Art – która ledwie dziesięć minut temu znana była jeszcze jako panna Artemizja Fitz-
Willoughby Weatherhouse (za nią się zresztą sama uważała) – potrząsnęła gwałtownie głową.
Wróciła jej jasność myślenia. Podobnie jak pamięć.
Podniosła się.
– Wybuchło działo. Armata, którą Molly nazywała Księżną, eksplodowała. To właśnie dlatego
Molly wyleciała mi z głowy – powiedziała na głos.
Uniosła dłoń i dotknęła swej fryzury, starannie ułożonej, jak u koleżanek. Włosy miała
ciemnobrązowe z pojedynczym pasemkiem w szokującym, ognistym, kolorze pomarańczowym. Zawsze
musiała je pokrywać pudrem. Zupełnie jakby tych kilka jaskrawo ubarwionych włosów musiało się z
jakiegoś powodu wstydzić.
Ów wściekły pomarańcz przytrafił się jej włosom właśnie wtedy, kiedy wybuchła Księżna – a
może jednak było to jakieś inne działo? – gdy Art miała... Zaraz, ile? Dziewięć? Dziesięć? Tak. Działa
bywają przydatne, ale miewają swoje narowy.
– Nic ci się nie stało, Artemizjo? – zagruchała jedna z głupich dziewczątek, najprawdopodobniej
mając nadzieję, że coś się jednak stało. W tak nudnym miejscu, każde wydarzenie, nawet takie, stanowiło
miłą odmianę szarej codzienności.
Art zamyśliła się głęboko. Czy nic mi się nie stało?
Nic.
Przeskakując po trzy stopnie naraz, wbiegła na górę. Rozdarła sobie swą długą spódnicę, ale
zupełnie się tym nie przejęła.
Wyfiokowane dziewczynki gwałtownie się cofnęły. Z kilku głów pospadały książki. Głucho
zastukały o podłogę. Jeszcze chwilę wcześniej wszystkie dziewczęta ćwiczyły właściwą postawę. Art
razem z nimi. Ćwiczenie polegało na tym, że musiały chodzić z wyciągniętymi szyjami i plecami
wyprostowanymi jak struna – jeśli któraś się pochyliła, choćby lekko, książka spadała na ziemię. To
właśnie przydarzyło się książce Art, kiedy ta straciła równowagę.
Choć pamiętała, kim są otaczające ją młode damy oraz to, że wielki dom, w którym się
znajdowała, rezydencja o lśniących posadzkach i pastelowych ścianach, był „Domem pod Aniołem –
Akademią dla młodych dam” w Rowhampton (miasteczku pod Londynem), to rzeczywistość była mniej
realna niż zapomniana do tej pory przeszłość. Dawne czasy wtaczała się teraz do jej głowy niczym
rozklekotany, pędzący na łeb, na szyję powóz.
– Uwaga! – pisnęła któraś z dziewczyn. – Wredna Eeble idzie!
Wredna Eeble? A kto to taki?
Ach, tak. Panna Eeble – jedna z pracujących w Akademii wychowawczyń. Należała ona do tych
osób, które nie potrafią czegokolwiek nauczyć ani siebie, ani kogokolwiek innego. Złośliwa panna Eeble
wywoływała w swych uczennicach nieustanny lęk.
No więc ta Eeble wychynęła właśnie zza rogu korytarza, odziana w wyprasowaną jak niedzielny
obrus sukienkę, ze ściągniętą twarzą wyrażającą wściekłość, ale też zadowolenie, że może ową wściekłość
okazać. O tak, uwielbiała karcić swoje podopieczne.
– Bożuniu ty mój, a cóż się tu znowu wyprawia?
– Artemizja spadła ze schodów!
Ciskające pioruny oczy wrednej Eeble najpierw spoczęły na informatorce, a potem na Art.
Czy ja znam tę kobietę? – zahuczało w głowie dziewczyny.
PIRATIKA. Akt drugi Kierunek: Papuzia Wyspa
Wydawnictwo: Jaguar
Oprawa: miękka
Ilość stron: 400
Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawy
Nasza cena: 27,56
Cena detaliczna: 32,42
U nas taniej o 15%
dodaj do przechowalni Dodaj do koszykastwórz link z okładką na swoją stronę
Drugi tom książki Piratika, humorystycznej opowieści o piratach, którzy wcale nie są piratami. Książka dla dziewczynek oraz dorosłych bab, którym marzy się utarcie nosa przedstawicielom zmaskulinizowanego środowiska zadekowanego na pirackich łajbach. Wysublimowany język, liczne nawiązania do znanych tekstów kultury oraz spora dawka bezczelnych kpin z konwencji tworzą mieszankę wybuchową. Prawdopodobnie bardziej wybuchową od niejednej (występującej w roli drugoplanowej) beczki prochu.
Tytuł oryginału: Piratica. Return to Parrot Island.
Tłumaczenie z języka angielskiego: Grzegorz Komerski. Wiek: 10+
Szczegółowe informacje:
| Dział: | Książki Kategoria: dla dzieci i młodzieży, literatura przygodowa |
| Wydawnictwo: | Jaguar |
| Oprawa: | miękka |
| Wymiary: | 145x205 |
| Ilość stron: | 400 |
| ISBN: | 978-83-7686-017-6 |
| EAN: | 9788376860176 |
| Wprowadzono: | 07.07.2010 |
Zobacz również
