zarejestruj się zaloguj się
:
:
:
:
:

Newsletter

Bądź na bieżąco z promocjami i nowościami w Gandalfie.

Ostatnio oglądane

Panika w kurniku - Christian Heinrich, Christian Jolibois

Panika w kurniku Kurczaki Luzaki

Christian Heinrich,

Christian ...

cena: 11,27 9,58

Pan ciemności. Godzina łowów - Rachel Caine

Pan ciemności. Godzina łowów Wampiry ...

Rachel Caine

cena: 34,71 29,51

Pamięć przetrwania - Christopher R. Browning

Pamięć przetrwania Nazistowski obóz ...

Christopher R. Browning

cena: 38,94

Pamięć doskonała - Agnieszka Umińska

Pamięć doskonała Porady lekarza ...

Agnieszka Umińska

cena: 4,26

Ozdoby z filcu - Agnieszka Zientek

Ozdoby z filcu Zrób to sam. Biżuteria ...

Agnieszka Zientek

cena: 13,61

Owoce egzotyczne - Hanna Szymanderska

Owoce egzotyczne Ponad 300 świetnych ...

Hanna Szymanderska

cena: 36,21

Ostatnia zagadka - Krzysztof Petek

Ostatnia zagadka

Krzysztof Petek

cena: 19,94 16,95

OSTATNIA Z DZIKICH - Trudi Canavan

OSTATNIA Z DZIKICH Trylogia Era ...

Trudi Canavan

cena: 40,75

Osobowość - Rob Yeung

Osobowość Jak uwolnić swoje ukryte siły

Rob Yeung

cena: 49,84

Panna młoda w śniegu przeczytaj fragment książki
Panna młoda w śniegu

Jeden

Gdy po południu 11 listopada dentystka Gabriele Hasler usłyszała, że jej asystentka zamyka za sobą drzwi, ogarnął ją niewytłumaczalny niepokój. W ciągu ostatnich dni pojawiał się zresztą już wielokrotnie, podobnie jak wrażenie, które odnosiła, zerkając przelotnie w lustro, że wygląda za staro jak na swoje ledwie dwadzieścia dziewięć lat. Co się ze mną stało, pomyślała, choć gruncie rzeczy wcale nie chciała odpowiadać sobie na to pytanie.
Skończyła pracę, czekała jeszcze tylko na starszego pacjenta, który prosił o wyznaczenie wizyty w godzinach późnopopołudniowych. Ponieważ chodziło o konsultację, wysłała asystentkę do domu, żeby zaoszczędzić na jej nadgodzinach. Dla zabicia czasu usiadła przy biurku i zaczęła porządkować papiery, szybko poczuła jednak, że nie może się skupić. Co chwila spoglądała na zegarek, w końcu poszła do kuchni po szklankę wody.
Gabriele nie miała złudzeń co do swojej sytuacji zawodowej. Wiedziała, że otwarcie samodzielnej praktyki nie będzie proste. Nie spodziewała się jednak aż takich trudności. Pierwszy kredyt musiała wziąć, żeby skończyć studia, a gdy zaczęła wyposażać skromny gabinet na placu Kleiner Friedberger, długi urosły do kwot astronomicznych. Na razie udało jej się nie dopuścić do sprzedaży domu w Oberrad, ale wkrótce nie będzie miała wyboru.
Unikała tego miejsca od chwili, kiedy się stamtąd wyprowadziła. Wróciła dopiero dwa lata temu, gdy ojciec i matka umarli w odstępie kilku zaledwie tygodni. Dom był jedynym, co pozostało jej po rodzicach.
Siedziała przy biurku w recepcji, wbiła wzrok w drzwi wejściowe i nasłuchiwała. Chociaż wiedziała, że to nonsens, miała wrażenie, jakby nie była sama. Żeby się uspokoić, weszła do gabinetu, zamknęła uchylone okno i zaciągnęła zasłony. Włączyła radio i pomyślała: Brakuje jeszcze, żebym zaczęła gwizdać dla dodania sobie otuchy. Gdy tuż po piątej zadźwięczał dzwonek u drzwi, odetchnęła z ulgą. Ale podczas wizyty nadal była rozkojarzona. W końcu poprosiła pacjenta, by zaczekał, aż spakuje swoje rzeczy, włączy alarm i pozamyka wszystkie pomieszczenia. Wyszli razem.
Pożegnali się na ulicy. Gabriele Hasler popatrzyła za mężczyzną, który skręcił w przecznicę, gdzie zaparkował samochód. Zanim zniknął, odwrócił się, żeby jej pomachać. Zmęczona i głodna, marzyła o kąpieli. Lodówka była pusta, a ona nie miała ochoty ani na zakupy, ani na gotowanie, postanowiła więc wstąpić do pobliskiego baru.
W ostatnich miesiącach często jadała tam kolacje. Roger Millas Grill, nazwany tak na cześć piłkarza narodowej reprezentacji Kamerunu, prowadził Afrykanin. Był wysoki, korpulentny, miał ciemnobrązową, niemal czarną skórę i, ku jej zdziwieniu, niemieckie imię Rudolf. Mówił, że jest potomkiem legendarnego wodza Rudolfa Mangi Bella, który dzieciństwo spędził w Ulm, zanim poprowadził swój naród do powstania przeciw niemieckim kolonialistom, za co ostatecznie go stracono. Historia jej się podobała, wszystko jedno, czy była prawdziwa czy nie.
W półmroku baru błyskały tylko białka oczu i zęby Rudolfa młodszego. Na półce nad kuchenką stał spryskany tłuszczem magnetofon, z którego wiecznie szło to samo: koncertowe nagranie Têtes Brulées. Za studenckich czasów słyszała ich w Paryżu, muzyka budziła więc miłe wspomnienia. Rudolf przywitał się wylewnie, w stylu właścicieli knajp, nieproszony postawił na bufecie puszkę coli light i polecił menu dnia: udko kurczaka w sosie z orzeszków ziemnych z grillowaną dymką. Gabriele poczuła, jak spływa z niej napięcie. Zabrała się do jedzenia, przysłuchując się jego beztroskiej paplaninie. Zastanawiała się, czy jechać do Oberrad jak zwykle tramwajem, czy wyjątkowo zafundować sobie taksówkę. Zdecydowała się na taksówkę.
Jak zawsze pochwaliła kulinarny kunszt Rudolfa, on odwdzięczył się komplementem na temat jej wyglądu, akurat dzisiaj było jej to szczególnie
potrzebne.
Po wyjściu poczuła, że zaczyna marznąć. I prawie natychmiast wróciło zdenerwowanie. Rozejrzała się, jakby niebezpieczeństwo mogło nadejść z każdej strony, ale zobaczyła tylko matkę z dzieckiem w wózku, dwie starsze kobiety wracające z zakupów z wielkimi, papierowymi torbami i kilku młodych mężczyzn debatujących nad samochodem z otwartą klapą silnika.
Rozglądając się za taksówką, zeszła w dół Friedberger Landstrasse. Zmierzchało się, kierowcy włączyli światła. Nie znosiła tej pory roku i tej pogody, siebie też coraz mniej lubiła. Nie cieszyła się nawet na jutrzejsze urodziny. I wcale nie poprawiała jej nastroju zapowiedź Holgera, że wyjedzie z Kolonii wczesnym rankiem, żeby zjeść z nią śniadanie. Tyle już razy planowała, że w końcu się z nim rozstanie, jednak zamiast tego jeszcze wiosną zgodziła się, by wydali oficjalne przyjęcie zaręczynowe i zaprosili jego rodziców i kilkoro krewnych. By ją uhonorować i oszczędzić jej trudów podróży, wszyscy przyjechali do Frankfurtu. Spotkali się na parkingu przy frankfurckim dworcu głównym i w małym konwoju pojechali do Gut Neuhof, popularnej i bynajmniej nie taniej restauracji, piętnaście kilometrów na południe od miasta. Ojciec Holgera większość czasu spędził ukryty za kamerą cyfrową, matka wciąż zapewniała, jak jest dumna z przyszłej synowej, a wieczorem wszyscy poczuli ulgę, że już mają tę sprawę za sobą i że zachowali się przyzwoicie. Myśl, że jest prawdziwą narzeczoną, przez chwilę nawet jej schlebiała.
Ale już następnego dnia, kiedy została sama, wszystko wydało się znów tak obce jak wówczas, gdy Holger po raz pierwszy wspomniał o zaręczynach.
Zawsze marzyła o mężczyźnie równym sobie, który nie będzie jej przewyższał ani w niczym jej ustępował. Nie było powodu, żeby nie lubić Holgera, i to znacznie utrudniało rozstanie. Nie spotkała milszego i bardziej taktownego mężczyzny. Na początku czuła się z tym dobrze. Ale jej nie dorównywał. W każdym sporze w końcu dawał za wygraną, gotów biec za nią jak zbity pies. I była pewna, że nie odpuściłby, nawet gdyby go odpędzała.
Z zamyślenia wyrwał ją rowerzysta, musnął ją, przejeżdżając. Wzdrygnęła się wystraszona. Zaklęła. Zatrzymał się kilka metrów dalej i obejrzał. Już miała na niego huknąć, ale młody mężczyzna uśmiechnął się niepewnie
i przeprosił.
Skręciła w boczną ulicę. Przy Scheffeleck wreszcie uśmiechnęło się do niej szczęście. Przed szpitalem Maingau stała taksówka, kierowca palił obok. Spojrzał na nią, obszedł samochód i otworzył drzwi pasażera. Wsiadła, choć właściwie wolałaby zająć miejsce z tyłu.
– Do Oberrad – rzuciła.
Kątem oka zauważyła, że równo z nimi ruszył jakiś samochód, który parkował niedaleko taksówki. Odwróciła się, granatowe bmw włączyło się w popołudniowy ruch. Spuściła klapkę przeciwsłoneczną i zaczęła malować usta. W lusterku widziała jadące za nimi bmw.
– Coś nie gra? – zapytał taksówkarz.
Zaprzeczyła. Spróbowała się odprężyć. Ruch był duży, posuwali się wolno. W pewnej chwili taksówkarz, zmieniając bieg, niby przypadkiem dotknął jej kolana. Zamiast przeprosić, spojrzał na nią, jakby chciał ocenić jej reakcję.
Odsunęła nogi.
Gdy kolejny raz zerknęła do tyłu, zobaczyła, że bmw wciąż za nimi jedzie. Poprosiła kierowcę, żeby zmienił kierunek.
– Wszystko zapchane. Poza tym to będzie objazd – odparł.
– Niech pan robi, co mówię.
Ale nagle bmw zniknęło. Wydawało jej się. Nikogo nie było w gabinecie. Nikt nie obserwował jej na ulicy. Nikt jej nie śledził. Nic jej nie zagrażało.
– Niezłe – powiedział taksówkarz i wyszczerzył zęby.
Pochylił się w jej stronę. Poczuła zapach wody po goleniu.
– Słucham?
Zamiast odpowiedzieć, popatrzył na jej nogi.
– Proszę się zatrzymać! – zażądała. – Dalej pójdę pieszo.
– Co?
– Nie co, tylko proszę! Chcę zapłacić.
– Nie mogę tu stanąć.
– Może pan.
Otworzyła drzwi. Gwałtownie zahamował. Za nimi roztrąbiły się klaksony. Ale Gabriele nie dała się zbić z tropu. Zaczęła grzebać w przepastnej torbie. Pozbierała drobne. Taksówkarz przeliczył.
– Brakuje pięćdziesięciu centów.
Zabrała monety i podała mu dwieście euro. Zezłościł się.
– Nie mam wydać. Dopiero zacząłem zmianę.
– Taaa… To co teraz?
Widać było, jak tamten gorączkowo myśli.
– Dawaj drobne i spadaj! – wybuchnął.
– Przećwiczmy to jeszcze raz.
– Co?
– Proszę!
Wreszcie chyba pojął.
– Proszę mi dać pieniądze i wysiadać! A jak następnym razem zadzwoni pani po taksówkę, to niech pani powie w centrali, że pod żadnym pozorem nie chce pani jechać z numerem czterysta siedemdziesiąt sześć. Proszę zapamiętać: cztery siedem sześć!
– Tak – odparła. – Taki mam właśnie zamiar.
Wrzuciła monety do przegródki pod taksometrem. Siedziała.
Taksówkarz czekał.
– Coś jeszcze?
– Poproszę o rachunek.
Zabębnił pięściami w kierownicę. Przez chwilę bała się, że ją uderzy. Ale tylko pokręcił głową i zaśmiał się nerwowo. Podał jej wypełniony rachunek.
Wysiadła, zostawiając drzwi otwarte tak szeroko, że nie był w stanie dosięgnąć do klamki. Żeby je zamknąć, musiał wysiąść i obejść auto. Nie zrozumiała, co za nią zawołał. Odchodząc, słyszała coraz głośniejszy koncert na klaksony w wykonaniu rozwścieczonych kierowców.
Przy Main Plaza doszła do rzeki. Powietrze było wilgotne i chłodne. Zaczęło siąpić. Na nadbrzeżnym deptaku, zwykle pełnym spacerowiczów, amatorów sportu i właścicieli psów, żywego ducha. Tymczasem zmrok zapadł już na dobre. Postawiła kołnierz płaszcza i ruszyła szybkim krokiem. Po prawej widziała światła nowej dzielnicy Deutschherrn. Gdy skończyły się zabudowania, droga, wzdłuż której ciągnął się żywopłot, zrobiła się szersza, ale też ciemniejsza. Drzewa zasłaniały światło. Zawahała się, ale poszła dalej. Chciała sprawiać wrażenie osoby zmierzającej wprost do celu i zdecydowanej. Nie dać po sobie poznać, że się boi. Pięć minut później minęła niskie zabudowania wodnych klubów sportowych, miała przed sobą jeszcze jeden krótki, ciemny odcinek. Gdy dotarła do hotelu Gerbermühle, odetchnęła. Teraz tylko przejść przez ulicę, przebiec tunelem pod torami i będzie w domu.
Przed furtką wymacała w kieszeni pęk kluczy. Wejście do domu słabo oświetlała zewnętrzna lampa. Włożyła klucz do zamka, otworzyła drzwi i poczuła, jak sztywnieją jej ramiona. W ciemności za nią ktoś stał. Odwróciła się.
Patrzył na nią obcy mężczyzna. Obcy, który jednak obudził jakieś wspomnienia. W następnej chwili poznała go i zaczęła krzyczeć. Nikt jej nie słyszał. Mężczyzna wepchnął ją do korytarza i zamknął za sobą drzwi.
(...)

Panna młoda w śniegu

Wydawnictwo: Czarne

z serii: Ze strachem

Oprawa: miękka

Ilość stron: 420

Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawypomoc

 

Nasza cena: 30,87

Cena detaliczna: 33,93

U nas taniej o 9%

dodaj do przechowalni Dodaj do koszyka
Powrót
Nudę codziennej podróży do pracy urozmaicają Nikolasowi Schäferowi intrygujące obrazki w oknie pewnego mijanego domu. Każdego dnia mężczyzna czeka, aż pociąg zatrzyma się na stacji, by obserwować młodą kobietę i przyglądać się jej zwykłym porannym czynnościom. Aż do pewnego marcowego ranka, który przynosi ostatni tej zimy śnieg i złowrogo ciemne okno w mieszkaniu kobiety. Tylko przypadkiem Nikolas dostrzega ciemny kształt na śniegu. Przekonany, że stało się coś złego, natychmiast po dotarciu do Frankfurtu zawiadamia policję...
Komisarz Robert Marthaler wraz z zespołem próbuje rozwikłać zagadkę przerażającej zbrodni. Niestety, śledztwo nie posuwa się naprzód, a co gorsza do grupy dochodzeniowej dołącza młody policjant, z którym Marthaler od dawna ma na pieńku. Komisarz stara się zdyscyplinować współpracowników, a jednoczenie nie ulec naciskom żądnego sukcesów szefa wydziału zabójstw, który chciałby szybkiego zakończenia śledztwa. Konflikt w wydziale narasta, a zabójca pozostaje nieuchwytny.

Najnowsza książka Jana Seghersa trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Świetnie nakreślone postaci i wartka akcja sprawiają, że trudno tę książkę odłożyć na później.


Jan Seghers (Matthias Altenburg) urodził się w Fuldzie w 1958 roku. Jest pisarzem, dziennikarzem, krytykiem i eseistą. Pod pseudonimem pisze powieści kryminalne, wzorowane na skandynawskich autorach takich jak Henning Mankell i Sjöwall-Wahlöö. W 1998 roku został uhonorowany Marburger Literaturpreis, w 2008 roku otrzymał Offenbacher Literaturpreis oraz Burgdorfer Krimipreis. Mieszka we Frankfurcie nad Menem.
Przekład z niemieckiego Elżbieta Kalinowska

Szczegółowe informacje:

Dział: Książki

Kategoria: sensacja, różne

Wydawnictwo: Czarne
Oprawa: miękka
Wymiary: 125x195
Ilość stron: 420
ISBN: 978-83-7536-187-2
EAN: 9788375361872
Wprowadzono: 23.03.2010

Recenzje klientów

i zgarniaj nagrody napisz recenzję
Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.

Zobacz również

Teraz ją widzisz - Joy Fielding

Teraz ją widzisz

Joy Fielding

cena: 34,82 29,60

Bogowie deszczu - James Lee Burke

Bogowie deszczu

James Lee Burke

cena: 36,80 31,28

Oto krew moja - Marek Kędzierski

Oto krew moja

Marek Kędzierski

cena: 34,82 29,60

Oceniaj
Gandlafa

Zdobywaj
Nagrody

Twoja opinia ma znaczenie - Wyraź ją

:

:


Czekamy na Twoją ocenę nowego wyglądu strony. Napisz nam, co Ci się podoba, co jest do poprawy, a czego brakuje. Wszystkie opinie pomogą nam udoskonalić funkcjonalność strony, bo jest ona tworzona dla Was i z myślą o Was. Jeśli podasz swój adres e-mail lub wystawisz opinię będąc zalogowany, weźmiesz udział w zabawie. Raz dziennie spośród nadesłanych opinii wybierzemy jedną, którą nagrodzimy bonem zakupowym o wartości 20 Silmarili (20 zł), a nadawcom pięciu innych dodamy po 5 punktów do konta klienta. Zależy nam na ocenie rzetelnej i konstruktywnej, niekoniecznie pochwalnej.