Kategorie okolicznościowe
Kategorie
eseje, felietony i publicystyka literacka
literatura popularno - naukowa
Ostatnio oglądane
Carol spojrzała bez zrozumienia na członków komisji.
– Mam odegrać rolę? – spytała, starając się nie zdradzać niedowierzania.
Morgan szarpnął się za ucho.
– Wiem, że to się wydaje trochę… niezwykłe.
Carol nie zdołała się powstrzymać przed uniesieniem brwi.
– Odniosłam wrażenie, że rozmowa dotyczy posady, o którą się ubiegałam. Chciałam zostać oficerem łącznikowym Europolu z NCIS. Teraz nie rozumiem, co się dzieje.
Thorson skinęła głową ze współczuciem.
– Rozumiem pani dezorientację, ale musimy ocenić pani zdolności do działania w przebraniu.
– Prowadzimy operację wywiadowczą na terenie całej Europy. Sądzimy, że może pani do niej wnieść unikatowy wkład, ale musimy się upewnić, że dysponuje pani potrzebnymi cechami. Że potrafi pani odegrać rolę, nie budząc niczyich podejrzeń.
Carol zmarszczyła brwi.
– Przepraszam, ale to nie ma wiele wspólnego z obowiązkami oficera łącznikowego. Myślałam, że mam odegrać rolę ściśle analityczną, nie operacyjną.
Morgan spojrzał na Surteesa, który przejął prowadzenie rozmowy.
– Carol, nikt z tu obecnych nie wątpi, że byłaby pani fantastycznym oficerem łącznikowym, ale rozpatrując pani aplikację, zrozumieliśmy, że wyróżnia się pani pewną wyjątkową cechą potrzebną w tej szczególnej, złożonej operacji. Z tego powodu prosimy, żeby wcieliła się pani na cały dzień w pewną rolę. Chcemy w ten sposób sprawdzić pani reakcje w sytuacji stresowej. Gwarantuję, że efekt tego eksperymentu nie wpłynie na ocenę pani możliwości przystąpienia do NCIS jako oficer łącznikowy Europolu.
Carol zastanawiała się szybko nad słowami Surteesa. Wyglądało na to, że ta posada i tak należy już do niej. Mówili, że nie ma nic do stracenia, jeśli postąpi zgodnie z ich dziwnymi sugestiami.
– Co dokładnie miałabym zrobić? – spytała opanowanym tonem, z neutralną miną.
Odpowiedziała Thorson:
– Dziś otrzyma pani krótki opis roli, jaką ma pani odegrać. W wyznaczonym dniu uda się pani we wskazane miejsce i zrobi wszystko, by osiągnąć wymienione w wytycznych cele. Musi pani pozostać w roli od chwili, gdy opuści pani dom, aż do momentu, gdy ktoś z nas powie, że gra jest skończona. Czy to jasne?
– Czy będę się kontaktować ze społeczeństwem, czy tylko z funkcjonariuszami?
Na ogorzałej twarzy Morgana pojawił się uśmiech.
– Przepraszam, nie możemy powiedzieć nic więcej. Rano dostanie pani wytyczne. Od tej chwili jest pani na urlopie. Uzgodniliśmy to z pani dowództwem. Musi mieć pani czas na przygotowanie do roli. Jakieś pytania?
Carol przeszyła go chłodnym spojrzeniem szarych oczu, tak dobrze sprawdzającym się podczas przesłuchań.
– Dostałam tę pracę?
Morgan uśmiechnął się lekko.
– Dostała pani pewną pracę. Może nie tę, o którą pani chodziło, ale chyba mogę powiedzieć, że nie pozostanie pani długo stołeczną funkcjonariuszką.
Carol wracała do mieszkania w Barbican, ledwie zauważając otaczające ją samochody. Lubiła sądzić, że z zawodowego punktu widzenia zawsze spodziewa się niespodziewanego, ale wypadki tego popołudnia kompletnie ją zaskoczyły. Najpierw niespodziewane pojawienie się Paula Bishopa. Potem dziwny obrót, jaki przybrała dzisiejsza rozmowa.
Gdzieś na wiadukcie Westway zaskoczenie Carol zaczęło nabierać odcienia rozdrażnienia. Coś tu się nie zgadzało. Obowiązki oficera łącznikowego nie obejmowały działania w terenie, były ściśle analityczne. Carol miała siedzieć za biurkiem, sortując wiadomości z najróżniejszych źródeł z całej Unii Europejskiej. Organizacje przestępcze, narkotyki, nielegalni imigranci – na tym miała się skupić. Oficer łącznikowy to osoba znająca się na komputerach i mająca smykałkę do prowadzenia działań wywiadowczych, potrafiąca odrzucić szum informacyjny i opracować najbardziej przejrzystą mapę przestępczej działalności, która może mieć wpływ na Wielką Brytanię. Kontakt oficera łącznikowego z informatorami ograniczał się do związków z funkcjonariuszami z innych krajów – miało to zagwarantować, że informacje, które do niej docierają, są ścisłe i zrozumiałe.
Więc dlaczego chcieli, żeby zrobiła coś, co było dla niej nowością? Musieli wiedzieć z jej akt, że nigdy nie brała udziału w tajnej misji, nawet jako młodszy wywiadowca. Nic z jej przeszłości nie wskazywało, że mogłaby mieć zdolności do podszywania się pod kogoś.
W korku na Marylebone Road zaświtało jej, że tego właśnie boi się najbardziej. Nie wiedziała, czy potrafi to zrobić. A jeśli czegoś nienawidziła bardziej od poczucia, że się ją oszukuje – to porażki.
Jeśli ma sprostać temu wyzwaniu, musi sprawdzić wiele rzeczy – i to szybko.
Kiedy Tony wszedł do domu, Frances kroiła warzywa. Głosy z Radia 4 nakładały się na stukanie noża o deskę. Tony zatrzymał się na progu, napawając się widokiem tak zwyczajnym, kojącym i względnie nieznajomym, jak kobieta przygotowująca obiad w jego kuchni. Frances Mackay, trzydziestosiedmioletnia nauczycielka francuskiego i hiszpańskiego w liceum w St Andrews. Granatowoczarne włosy, szafirowe oczy i jasna cera, genetyczny hebrydyjski spadek, elegancja golfistki, kpiarskie poczucie humoru cynika. Poznali się, kiedy Tony wstąpił do miejscowego klubu brydżowego. Nie grał od studiów, ale wiedział, że to coś, co może sobie znowu przypomnieć, dostępna część jego przeszłości, dzięki której zdoła postawić kolejny rząd cegieł swojej fasady – w głębi ducha nazywał to udawaniem człowieka.
Brydżowy partner Frances wyjechał, otrzymawszy pracę w Aberdeen, a ona – tak jak Tony – potrzebowała kogoś, z kim będzie się rozumieć podczas licytacji. Od samego początku przy zielonym stoliku połączyła ich chemia. Potem zaczęły się brydżowe rozgrywki poza klubem, następnie spotkali się na kolacji, żeby zaplanować udoskonalenie ich techniki przed turniejem. W ciągu paru tygodni odwiedzili teatr, wszystkie puby na East Neuk, spacerowali po plaży smagani północno-wschodnim wiatrem. Tony lubił Frances, ale nie był w niej zakochany – i dlatego mógł zrobić następny krok.
Farmakologiczny lek na impotencję, która dręczyła go przez większość dorosłego życia, od jakiegoś czasu znajdował się w zasięgu ręki. Tony opierał się kuszeniu viagry, nie chcąc leczyć problemu psychologicznego substancją chemiczną. Ale jeśli naprawdę zamierzał zacząć nowe życie, nie miał żadnego logicznego powodu, żeby czepiać się dawnych przesądów. Dlatego zaczął brać tabletki.
Sam fakt, że zdołał pójść z kobietą do łóżka, nie doznając przy tym paraliżującego przeczucia porażki, stanowił dla niego nowość. Uwolniony od najgorszej z obaw, uniknął niezdarności podczas gry wstępnej, kiedy zwykle już bał się nieuniknionego fiaska. Był pewny siebie, potrafił spytać Frances, czego pragnie, i wiedział, że może jej to dać. A jej się to podobało – na tyle, że prosiła o jeszcze. Po raz pierwszy zrozumiał dumny chód macho pyszniącego się tym, że potrafi zadowolić swoją kobietę.
A jednak, jednak… Mimo fizycznej rozkoszy nie potrafił się pozbyć świadomości, że to raczej poprawka kosmetyczna niż uleczenie. Nawet nie wyleczył symptomów: po prostu je ukrył. Udało mu się tylko znaleźć nową, lepszą maskę, za którą ukrywał swoją niemożność.
Może byłoby inaczej, gdyby seks z Frances miał komponent emocjonalny. Ale miłość była dla innych. Miłość była dla tych, którzy mają coś do zaoferowania. Nauczył się nie brać miłości pod uwagę. Nie ma sensu tęsknić za niemożliwym. Nigdy nie nauczy się języka miłości i żadna tęsknota tego nie zmieni. Dlatego ukrył swój ból tak jak impotencję i znalazł przy Frances coś w rodzaju spokoju.
Nauczył się nawet uważać to za rzecz normalną. Chwile, gdy przystawał i analizował sytuację, stawały się coraz rzadsze. Wydawało mu się, że jest jak dziecko, które robi pierwsze niepewne kroczki. Początkowo zadanie wymagało ogromnego skupienia i łączyło się z upadkami i siniakami. Jednak stopniowo ciało zapomina, że każdy udany krok to potencjalna katastrofa. Człowiek powoli uczy się chodzić, nie uważając tego za mały cud.
I tak wyglądał jego związek. Frances zachowała swój domek na przedmieściach St Andrews. Na ogół spędzali parę nocy u niej, parę u niego, a resztę – osobno. Oboje lubili ten rytm życia niemal pozbawionego tarć. Kiedy Tony się nad tym zastanawiał, dochodził do wniosku, że spokój ich związku to prawdopodobnie bezpośredni skutek braku uczucia.
Teraz Frances podniosła głowę znad papryki, którą sprawnie siekała.
– Miałeś dobry dzień?
Wzruszył ramionami, podszedł i uścisnął ją przyjacielsko.
– Niezły. A ty?
Skrzywiła się.
– O tej porze roku zawsze jest okropnie. Na wiosnę nastolatkom szaleją hormony, a widmo egzaminów przesyca powietrze swądem nerwicy. Popełniłam błąd, bo na zaawansowanym kursie hiszpańskiego poleciłam napisać wypracowanie „Moja idealna niedziela”. Połowa dziewczyn oddała mi ckliwe romansidła, przy których Barbara Cartland to mistrzyni haiku. A chłopcy napisali o piłce nożnej.
Tony parsknął śmiechem.
– Cud, że ten gatunek jeszcze się jakoś rozmnaża, zważywszy, jak mało wspólnego mają ze sobą nastolatki płci obojga.
– Nie wiem, kto pilniej liczył minuty do dzwonka, oni czy ja. Czasami wydaje mi się, że inteligentny dorosły nie powinien w ten sposób zarabiać na życie. Człowiek wypruwa z siebie flaki, żeby ukazać im wspaniałość obcego języka, a potem ktoś tłumaczy coup de grace jako kosiarkę.
– To już zmyśliłaś – mruknął, zjadając pół pieczarki.
– Gdybyż! A tak w ogóle, kiedy wchodziłam, zadzwonił telefon, ale miałam ręce zajęte torbami z zakupami, więc zaczekałam, aż włączy się sekretarka.
– Sprawdzę, kto to był. Co na kolację? – spytał Tony, idąc do swojego gabinetu, małego pokoiku od frontu.
– Maiale con latte z pieczonymi warzywami! – zawołała za nim Frances. – To znaczy wieprzowina gotowana w mleku.
– Brzmi interesująco! – odkrzyknął, przyciskając klawisz sekretarki. Rozległ się długi pisk. A potem jej głos.
– Cześć, Tony… – Długa chwila niepewności. Dwa lata milczenia, przerywane tylko sporadycznymi e-mailami. Ale te trzy krótkie sylaby wystarczyły, żeby przebić skorupę, która narosła wokół jego emocji.
– Tu Carol. – Znowu trzy sylaby, zupełnie zbędne. Poznałby jej głos w morzu trzasków. Pewnie usłyszała wiadomości o Vance’u.
– Muszę z tobą porozmawiać – podjęła nieco pewniej. A więc chodzi o sprawę zawodową, nie osobistą. – Dostałam zadanie, w którym potrzebuję twojej pomocy.
Żołądek mu się skręcił. Dlaczego mu to robiła? Wiedziała, dlaczego odciął się od profilowania. Akurat ona powinna go rozumieć.
– To nie ma nic wspólnego z profilowaniem – dodała, połykając słowa w pośpiechu, żeby uprzedzić fałszywe założenie, którego się bała, a które on tak skwapliwie uczynił. – Chodzi o mnie. O coś, co muszę zrobić, a nie wiem jak. Myślałam, że zdołasz mi pomóc. Napisałabym e-mail, ale wydawało mi się, że łatwiej będzie porozmawiać. Mógłbyś oddzwonić? Dzięki.
Tony stał w bezruchu, gapiąc się przez okno na anonimowe frontony domów po drugiej stronie ulicy. Nigdy nie wierzył, że Carol należy do przeszłości.
– Chcesz kieliszek wina? – zapytała Frances, wytrącając go z odrętwienia.
Wrócił do kuchni.
– Naleję – powiedział, przeciskając się obok niej do lodówki.
– Kto dzwonił? – spytała od niechcenia, z uprzejmości.
– Ktoś z mojej dawnej pracy. – Tony zajął się wyciąganiem korka i nalewaniem wina, starannie ukrywając twarz. Odkaszlnął. – Carol Jordan. Policjantka.
Frances zmarszczyła brwi z troską.
– Ta, która…?
– Tak, ta, z którą pracowałem przy dwóch sprawach seryjnego mordercy. – Jego ton świadczył, że to nie temat do rozmowy. Frances znała ogólne zarysy tej historii, ale zawsze wyczuwała, że między Tonym a jego dawną koleżanką jest coś przemilczanego. Teraz w końcu dostrzegła szansę, by poruszyć temat i zobaczyć, co z tego wyniknie.
– Byliście ze sobą blisko, prawda? – odważyła się spytać.
– Praca nad takimi sprawami – dopóki trwają – zawsze zbliża cię do kolegów. Ma się wspólny cel. Potem nie można ich znieść, bo przypominają ci o sprawach, które chcesz wyrzucić z pamięci.
Taka odpowiedź niczego nie zdradzała.
– Dzwoniła w sprawie tego drania Vance’a? – spytała Frances ze świadomością, że Tony zrobił unik.
– Słyszałaś o tym? – Postawił kieliszek koło deski do krojenia.
– Mówili w wiadomościach.
– Nie wspomniałaś.
Frances pociągnęła łyk chłodnego, cierpkiego wina.
– To twoja sprawa. Myślałam, że porozmawiasz o tym, kiedy do tego dojrzejesz. A jak nie dojrzejesz, to nie porozmawiasz.
Uśmiechnął się pod nosem.
– Chyba jesteś jedyną znaną mi kobietą pozbawioną genu ciekawości.
– O, potrafię być ciekawska jak każdy. Ale nauczyłam się na własnej skórze, że wsadzanie nosa w nie swoje sprawy to wspaniała metoda na spapranie związku. – Ta aluzja do jej nieudanego małżeństwa była równie ogólnikowa, jak nieczęste uwagi Tony’ego o jego doświadczeniach z czasu tworzenia profili, choć nie uszła jego uwadze.
– Oddzwonię do niej, dopóki tu nie skończysz – rzucił.
Frances znieruchomiała i odprowadziła go wzrokiem. Miała przeczucie, że zanosi się na jedną z tych nocy, kiedy Tony obudzi ją o świcie, rzucając się przez sen z krzykiem. Nigdy się na to nie skarżyła; naczytała się o seryjnych zabójcach tyle, żeby wiedzieć, jakie lęki zagnieździły się w jego świadomości. Lubiła to, co ich łączyło, ale nie zamierzała zawierać znajomości z jego demonami.
Nie mogła wiedzieć, jak bardzo różniło ją to od Carol Jordan.
Ostatnie kuszenie
Wydawnictwo: Prószyński I S-Ka
Oprawa: miękka
Ilość stron: 528
Wysyłamy w: 24h - 48h + czas dostawy
Nasza cena: 36,23
Cena detaliczna: 39,81
U nas taniej o 9%
dodaj do przechowalni Dodaj do koszykastwórz link z okładką na swoją stronę
`Już od pierwszych stron każdej z książek McDermid wiemy, że trzymamy w rękach arcydzieło w swoim gatunku. Bo powieści autorki, to kryminały... z krwi i kości.`
Jeffrey Deaver
`Cały cykl o Tonym Hillu to majstersztyk! Błyskotliwe i inteligentne powieści, w pełni odpowiadające oczekiwaniom miłośników gatunku. Niech ktoś lepiej zacznie przetapiać kolejny metal szlachetny na nagrodę do pokaźnej kolekcji autorki...`
Ian Rankin
Val McDermid - szkocka autorka kryminałów. Napisała 22 bestsellery, które przetłumaczono na 30 języków i sprzedano w 10 milionach egzemplarzy. Jest laureatką licznych międzynarodowych nagród, między innymi CWA Gold Dagger za najlepszą powieść kryminalną roku i nagrody LA Times Book of the Year. "Gorączka kości" to powieść z cyklu o dr. Tonym Hillu i detektyw Carol Jordan. Inne książki z serii ukażą się niebawem nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.
Tytuł oryginału: The last Temptation
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Szczegółowe informacje:
| Dział: | Książki Kategoria: sensacja, thriller, psychologiczny |
| Wydawnictwo: | Prószyński I S-Ka |
| Oprawa: | miękka |
| Wymiary: | 140x205 |
| Ilość stron: | 528 |
| ISBN: | 978-83-7839-018-3 |
| EAN: | 9788378390183 |
| Wprowadzono: | 19.01.2012 |
Recenzje klientów
i zgarniaj nagrody napisz recenzjęZobacz również

