wpisz minimum 3 znaki
OFIARY STALINA I HITLERA
ocena: 5, głosów: 1
 
przeczytaj fragment książki
OFIARY STALINA I HITLERA

Spis treści
Słowo wstępne 9
Wprowadzenie 13
1 „Ponadczasowy i magiczny świat"? 23
2 Klęska 37
3 Niemieckie kolonie 51
4 Radzieckie lenna 77
5 Deportacje 103
6 Obozy karne i miejsca zsyłki 123
7 Uwolnienie 143
8 Żołnierze i uchodźcy 169
9 „W pół drogi donikąd" 193
10 Ponowne osiedlenie 217
11 Społeczności 245
12 Tożsamości 267
Przypisy 283
Bibliografia 307
Indeks 315
Wprowadzenie
LICZBA OFIAR Stalina i Hitlera sięga dziesiątków milionów. Znalazło się wśród nich kilka milionów
obywateli państw niepodległych w okresie międzywojennym, takich jak Polska, Litwa, Łotwa i
Estonia. Zostali oni deportowani, przesiedleni lub uwięzieni przez podwładnych Hitlera i Stalina we
wczesnym okresie drugiej wojny światowej lub uciekli przed Armią Czerwoną wkraczającą do Europy
Środkowej pod koniec wojny. Po wojnie wielu Polaków wróciło do ojczyzny, wielu jednak nie
zdecydowało się na powrót i znalazło dla siebie nowe domy w Wielkiej Brytanii i innych krajach
zachodnich. Bardzo niewielu Estończyków, Łotyszy i Litwinów (czyli Bałtów, jak będziemy ich
zbiorowo określać) powróciło do domu, a ci, którzy pozostali, też stworzyli nowe społeczności na
Zachodzie. Ta książka jest historią - opowiedzianą niekiedy ich własnymi słowami - oderwania od
ojczyzny, wędrówek, bolesnych doświadczeń w więzieniach i obozach pracy oraz prób zapuszczenia
korzeni na obcej ziemi.
Rok 1939 przyniósł klęskę i rozczłonkowanie państwa polskiego, co zwykło się nazywać czwartym
rozbiorem Polski. Wyznaczył również początek końca niepodległych państw bałtyckich, Estonii,
Łotwy i Litwy. Każde z tych państw podpisało traktaty o nieagresji z Niemcami i Związkiem
Radzieckim, lecz dla ludzi na Kremlu i w Berlinie traktaty nic nie znaczyły. To, co się wydarzyło,
było demonstracją oportunizmu, głębokiego cynizmu i pogardy dla słabych. Owa zsynchronizowana
agresja pociągnęła za sobą tragiczne konsekwencje dla jej ofiar, ale ponieważ w oczach nazistów były
one untermenschen, podludźmi, istotami niższymi, a w terminologii radzieckiej wrogami ludu, nowi
władcy nie przejmowali się ich cierpieniami.
Te dwa światopoglądy przypisywały ludzi do całkowicie sztucznych kategorii, rzekomo na
podstawach naukowych, ale często arbitralnie i na chybił-trafił i, by posłużyć się w tym kontekście
znanym eufemizmem, eliminowały kategorie, które nie cieszyły się względami historii. Polskie i
bałtyckie ofiary Stalina nie były jednak wrogami ludu, były zwykłymi ludźmi. A ludzie byli wrogami
zarówno stalinowskiego komunizmu, jak i nazizmu. Zgodnie z leninowskim schematem wzajemnych
stosunków opartych na sile - kto kogo? - musieli zostać ujarzmieni. Moskwa i Berlin mogły się z nimi
rozprawić, ponieważ liczyła się siła, a nie przyzwoitość. Rozprawiając się z nimi, przekształciły ich w
ofiary i zapoczątkowały niezwykły łańcuch wydarzeń, którego kulminację stanowiło osiedlenie się
znacznej ich liczby w różnych częściach Europy i reszty świata.
Nazistowskie represje wobec narodów podbitych są dobrze znane na Zachodzie. Wyniszczenie
europejskich śydów podczas Holocaustu było jedynym w swoim rodzaju przykładem ludobójstwa
dokonanego na jednej grupie etnicznej przez inną. Ci, którzy wiedzą o Holocauście, a więc praktycznie
wszyscy, są wstrząśnięci jego skalą, straszliwym celem i pogardliwym odrzuceniem ludzkich
wartości. Holocaust to nie żarty, jak zauważył Martin Amis. Polscy i bałtyccy uchodźcy w Wielkiej
Brytanii z pewnością z niego nie żartują. Ale nie śmieją się też z bolszewizmu, ideologii obowiązującej
do niedawna na „nieludzkiej ziemi" za ich wschodnimi granicami. Pod tym względem nie
zgodziliby się z twierdzeniem Amisa, „że trudno powstrzymać śmiech w przypadku ZSRR" i że późny
bolszewizm Breżniewa i Czernienki był „boleśnie, nieodparcie komiczny". Chociaż możemy się
zgodzić, że Polska żyła dowcipami o komunistycznych władcach na Kremlu, była to odmiana
wisielczego humoru w sytuacji stałego zagrożenia ze strony Moskwy. Stan wojenny w 1981 roku
został wprowadzony prawdopodobnie po to, aby zapobiec bezpośredniej interwencji radzieckiej
przeciwko „Solidarności". Ale nawet gdyby Rosjanie nie zamierzali interweniować militarnie, Polacy
wierzyli, że mogliby to zrobić, i ta groźba była zawsze obecna w ich świadomości. Jeśli niektórzy
ludzie na Zachodzie mogli uważać zgrzybiałych starców na Kremlu, którzy rządzili Związkiem
Radzieckim przed Gorbaczowem, za śmiesznych, na pewno nie znajdą nic humorystycznego w Józefie
Stalinie.
Istniejąca na Zachodzie skłonność, aby, na przekór wszystkiemu, drwić z bolszewizmu - w połączeniu
z wypieszczonymi wspomnieniami o młodzieńczym idealizmie, zabarwionym sympatią dla sprawy
komunistycznej - stworzyła barierę, która uniemożliwia uświadomienie szerokim rzeszom
czytelników represyjnej natury systemu radzieckiego. Trzeba jednak przyznać, że głośne prace
Roberta Conquesta i innych zachodnich historyków, demaskatorskie rewelacje Aleksandra
Sołżenicyna w Archipelagu GUŁag oraz wnikliwe felietony dziennikarza Bernarda Levina nakreśliły
charakterystyczne cechy terroru w stylu radzieckim. Mimo to trudno byłoby się upierać, iż
wspomniane prace, choć dobrze udokumentowane i przekonywające, miały taki sam wpływ na
zachodnią opinię publiczną jak masowa produkcja na temat Holocaustu, obejmująca liczne książki,
popularne artykuły w gazetach, filmy, programy telewizyjne i sztuki teatralne. W tym miejscu nasuwa
się proste pytanie: dlaczego kolejne rządy niemieckie kajały się za zbrodnie przeciwko ludzkości
popełnione przez swego nazistowskiego poprzednika i wypłacały odszkodowania ofiarom tych zbrodni,
natomiast Rosja, samozwańcza sukcesorka Związku Radzieckiego, zachowywała uparte milczenie.
Jak zauważył David Pryce-Jones, setki tysięcy funkcjonariuszy KGB żyje spokojnie na państwowej
emeryturze i nie ma żadnej dokumentacji podobnej do tej, jaką zaczęto gromadzić na temat nazistów
w Niemczech po drugiej wojnie światowej. W grudniu 2003 roku Zgromadzenie Bałtyckie złożone z
posłów do parlamentów Estonii, Łotwy i Litwy uchwaliło rezolucję potępiającą totalitarny komunizm,
„ponieważ niewielu ludzi zostało za to ukaranych". Wielu bałtyckich przywódców ubolewa nad tym,
że zbrodnie Związku Radzieckiego są mniej znane niż zbrodnie reżimu hitlerowskiego i próbuje
przedłożyć Parlamentowi Europejskiemu rezolucję potępiającą komunistyczny totalitaryzm. Wielu
postrzega to jako pierwszy krok w kierunku wystąpienia o zadośćuczynienie finansowe za okupację i
deportacje narzucone państwom bałtyckim przez Związek Radziecki.
To prowadzi do drugiego pytania: dlaczego Zachód nie wymaga od Rosji takich samych standardów
skruchy i zadośćuczynienia, jakich oczekuje od Niemiec? Odpowiedź jest dosyć złożona i obejmuje
kwestie polityki światowej, kalkulacje na temat bezpieczeństwa nuklearnego i korzyści
ekonomicznych oraz rolę różnych grup interesów. Nie da się jednak zaprzeczyć, że zachodnia opinia
publiczna nie pogodziła się jeszcze w pełni z okrucieństwami, które stanowiły nieodłączną cechę
rządów radzieckich. Komunizm pozostał, ujmując rzecz słowami Pryce-Jonesa, „potwornością zbyt
wielką, żeby przejść nad nią do porządku". Dwie najnowsze prace, Gułag Anne Applebaum i Koba the
Dread Amisa, próbują się zmierzyć z tą potwornością, systematyzując i podsumowując dotychczasowe
ustalenia. Po upadku komunizmu prasa radziecka przyznała, że Stalin w okresie swoich
dyktatorskich rządów rozkazał wymordować około pięćdziesięciu milionów obywateli radzieckich.
Pogodzenie się z tą zbrodnią jest wystarczająco trudne, a dodatkowo przeszkadza wdzięczność
Zachodu za heroiczne wysiłki militarne Związku Radzieckiego podczas drugiej wojny światowej. Jak
zauważył Sołżenicyn, Zachód wybaczył Stalinowi czystki „z wdzięczności za Stalingrad". Ta
wdzięczność sprzyjała idealizacji radzieckiego komunizmu przez zachodnią lewicę i przez całe
dziesięciolecia po wojnie nie pozwalała na obiektywną ocenę radzieckiej historii.
Mówiło się często, że bolszewicy prowadzili wojnę z narodem rosyjskim. Równie prawdziwe jest
twierdzenie, iż prowadzili wojnę z nierosyjskimi grupami etnicznymi, które miały nieszczęście
zamieszkiwać Związek Radziecki. Co więcej, prowadzili wojnę z sąsiednimi narodami, którym narzucili
zwierzchnictwo Moskwy. Wschodnia Polska została przyłączona do państwa radzieckiego w
konsekwencji radziecko-niemieckiego paktu z sierpnia 1939 roku. Państwa bałtyckie stały się częścią
Związku Radzieckiego latem 1940 roku, a później znowu w 1944 roku, po krótkim okresie okupacji
niemieckiej. Averell Harriman, amerykański ambasador w Związku Radzieckim podczas drugiej
wojny światowej, zanotował swoją rozmowę ze Stalinem na temat odsetka ludności, jaki trzeba
poddać eksterminacji, aby wyniszczyć naród. Radzieccy naukowcy, oświadczył Stalin, obliczyli, że
jeśli wyeliminuje się pięć procent populacji, naród zginie. Deportacje ludności ze wschodniej Polski i
z państw bałtyckich były obliczone na wyniszczenie tych narodów. Historycy pisali o tych
wydarzeniach, znowu jednak należy spytać, jak szeroko znane są ich prace? „Muszę w tym miejscu
uczynić kłopotliwe wyznanie - powiedział kanadyjski premier do Polonii kanadyjskiej w sierpniu
2000 roku. - Aż do [niedawna] nie wiedziałem, że półtora miliona Polaków zostało oderwanych od
swojej ojczyzny i wywiezionych w głąb Związku Radzieckiego. Pytałem o to innych ludzi i jest rzeczą
zdumiewającą, jak niewielu o tym wie [...]. Musimy wyciągnąć z tego naukę i nie pozwolić, aby o tym
zapomniano". Tego rodzaju niewiedza nie jest zapewne niczym niezwykłym.
Jednym z celów niniejszej książki jest dodanie kolejnej cegiełki do pomnika ofiar radzieckiego
totalitaryzmu. Ale książka, jak wynika z jej tytułu, ma też bardziej konkretny cel. Rzadko naoczni
świadkowie radzieckiego systemu represji przedostawali się na Zachód, aby opowiedzieć o swoich
przeżyciach. Udało się to jednak niektórym Polakom i Bałtom. Istnieje wiele relacji o ich
doświadczeniach, sporządzonych niedługo po ucieczce z radzieckich więzień. Nie są to książki
naocznych świadków, jakich ukazało się w języku angielskim niemało, lecz niepublikowane
wspomnienia, spisane w okresie, kiedy pamięć była jeszcze świeża i bolesna. Są też inne relacje,
zarejestrowane na taśmie magnetofonowej po kilku dziesiątkach lat spędzonych na Zachodzie, w
których rozmówcy próbowali nadać sens dramatycznym i okrutnym doświadczeniom, jakie
ukształtowały ich życie. Miałem szczęście nagrać na taśmę około czterdziestu takich opowieści.
Mogłem również wykorzystać nagrania przechowywane w Ośrodku Dokumentacji Dziedzictwa
Miasta Bradford, który w latach osiemdziesiątych zarejestrował wspomnienia znacznej liczby
uchodźców z Europy Wschodniej. Nagrania mają różną długość; niektórzy ludzie są bardziej
rozmowni, inni lakoniczni, jeszcze inni wyrażają się niezwykle obrazowo. Niektóre relacje nadają się
do zacytowania bardziej niż inne, nieuchronnie zatem będą się wyróżniać spośród przytoczonych
wyjątków. Ale te bardziej prozaiczne, nawet jeśli nie pojawiają się w tekście zbyt często, pozwalają
zweryfikować wiarygodność innych relacji. Nagrania te, zebrane razem, umożliwiają historykom
zrekonstruowanie doświadczeń wąskiej grupy ludzi, którzy ucierpieli pod rządami Stalina i Hitlera i
którzy zostali wygnani lub, mówiąc bardziej precyzyjnie, sami wybrali wygnanie, ponieważ nie mogli
znieść życia w systemie radzieckim ani dnia dłużej.
Owe relacje nie są wspomnieniami przedstawicieli inteligencji i klas wyższych, takich jak polscy
uchodźcy w Paryżu po nieudanych powstaniach przeciwko caratowi w latach 1830-1831 i 1863, czy
uciekinierzy z Rosji bolszewickiej w Paryżu, Londynie i Berlinie jak Vladimir Nabokov czy Isaiah
Berlin. Ani nawet polskich grup przywódczych w Londynie po drugiej wojnie światowej.
Odzwierciedlają raczej koleje losu zwykłych ludzi: muzyków, chłopów, studentów, inżynierów,
farmaceutów, księży, strażników granicznych, kierowców, leśniczych i żołnierzy. Także koleje losu
ich rodzin, ponieważ mężczyźni, kobiety i dzieci byli w równym stopniu ofiarami totalitaryzmu. To z
kolei mówi wiele o reżimie radzieckim. Wybierał on swoje ofiary z różnych klas społecznych, często
zupełnie arbitralnie, aby wykonać narzucone normy, zwykle w zgodzie z pokrętną logiką
stalinowskich dogmatów, zawsze po to, aby zasiać terror w sercach tych, którzy jak dotąd uniknęli
represji. Vieda Skultans napisała o swoich łotewskich rozmówcach, iż niektórzy z nich pamiętają,
dzień po dniu, swoje przeżycia w radzieckich więzieniach i miejscach zsyłki, rodziny i przyjaciół,
których tam utracili, i nadal ich opłakują. Ale wśród uchodźców zdarzały się osoby, które
przyznawały, że pogrzebały wspomnienia, aby przystosować się do życia w nowym kraju i założyć
nowe rodziny. A niektóre z nich podczas wywiadu otwierały swoje dusze, „ożywiały wspomnienia"
po raz pierwszy od ponad czterdziestu lat. Mogło to być bardzo bolesne. Zapewne pogrzebanie
wspomnień było związane z przystosowaniem się do życia. Ale mógł to być również sposób na
pogodzenie się z losem, strachem, wyobcowaniem i rozwianymi nadziejami. Przedstawiciele drugiego
pokolenia często przyznawali, że ich rodzice nigdy nie opowiadali o swoim życiu w Polsce i w krajach
bałtyckich. Jest to najzupełniej zrozumiałe, jak bowiem urodzone w Wielkiej Brytanii dzieci lub
brytyjskie albo włoskie żony mogłyby zrozumieć ich przeżycia w radzieckich bądź niemieckich więzieniach
i obozach pracy. Niektórzy oczywiście podejmowali takie próby, a porozumienie było
łatwiejsze, jeśli oboje rodzice mieli podobne doświadczenia.
Z opowieściami tak już jest, że chcemy wiedzieć, co wydarzyło się potem. W następnych rozdziałach
będziemy mogli prześledzić doświadczenia tych ludzi w obozach i miejscach zesłania, w pociągach
deportacyjnych lub w polskiej, niemieckiej bądź rosyjskiej armii, w Warszawie podczas powstania
1944 roku, na statkach i w obozowiskach w Iranie, w II Korpusie Polskim, w węgierskich ośrodkach
dla internowanych, pod Monte Cassino lub Arnhem i w obozach dla przesiedleńców (dipisów, od dp –
displaced person) w Niemczech. Ale co było potem? Dlaczego wielu z nich przyjechało do Wielkiej
Brytanii i jak ułożyli tam sobie nowe życie? Jak znaleźli pracę? Gdzie mieszkali? Jak budowali swoje
społeczności? Czego pragnęli dla swoich dzieci? Czy obywatele polskiego i bałtyckiego pochodzenia
zasymilują się w końcu pod presją otoczenia, czy też poczucie odrębnej tożsamości i wspólnoty
przetrwa do trzeciego, czwartego lub jeszcze późniejszych pokoleń? Ta książka opowiada zatem o
wysiedleniu, wędrówkach, wygnaniu, ponownym osiedleniu i wreszcie o budowaniu wspólnoty.
Zanim jednak rozpoczęły się dramatyczne przeżycia lat wojny, niemal niepojęte zarówno dla samych
uchodźców, jak i dla czytelników na Zachodzie, nastąpiły bardziej prozaiczne zakłócenia zwykłego
biegu życia ludzi, którzy stanęli w obliczu wojny i inwazji. Książka zaczyna się więc od rozdziału o
ostatnich dniach pokoju w Polsce i w państwach bałtyckich tuż przed okresem powszechnego zamętu.
Książka nie pretenduje do tego, żeby być „historią ustną". Wykorzystuje wprawdzie techniki tego
rodzaju, takie jak zarejestrowane na taśmie wywiady i liczne rozmowy z uczestnikami tamtych
odległych wydarzeń. W takim samym stopniu opiera się jednak na konwencjonalnych źródłach
pisanych, artykułach naukowych, opracowaniach, wspomnieniach i dokumentach rządowych. Jest to
absolutnie niezbędne, aby pokazać wydarzenia nie tylko z jednej perspektywy i umieścić
indywidualne relacje w szerokim i, w miarę możliwości, precyzyjnym kontekście. Zarazem skala tych
wydarzeń, dotyczących milionów ludzi, straszliwy los, jaki stał się udziałem wielu z nich, przytępiają
wrażliwość i przekraczają granice pojmowania. Relacje osobiste są zatem konieczne, jeśli chcemy
zrozumieć wpływ tych wydarzeń na poszczególne jednostki. Jak na przykład mamy się uporać z
następującą statystyką: w czterech masowych deportacjach w latach 1940-1941 około miliona
obywateli polskich zostało zesłanych do północnej Rosji, na Syberię lub do Kazachstanu. Mniejsze
deportacje, aresztowania, egzekucje i ewakuacje na wschód polskich jeńców wojennych objęły kolejne
kilkaset tysięcy ludzi, do których należy doliczyć około dwustu tysięcy polskich poborowych w armii
radzieckiej. Ogółem straty ludności na ziemiach polskich pod okupacją radziecką sięgały około 1,6
miliona w ciągu niespełna dwóch lat - od wkroczenia wojsk radzieckich 17 września 1939 roku do
niemieckiej inwazji na Związek Radziecki w czerwcu 1941 roku. Wśród deportowanych 560 tysięcy
stanowiły kobiety, 380 tysięcy dzieci, a 150 tysięcy osoby starsze lub chore. Z ogólnej liczby 1,6
miliona co najmniej połowa zmarła zapewne na skutek ciężkich warunków w ciągu pierwszych
sześciu miesięcy 1942 roku. Zaledwie 100 tysięcy mogło opuścić Związek Radziecki przez Iran w
1942 roku na mocy porozumienia między Stalinem a polskim rządem na uchodźstwie, wspieranym
przez rząd brytyjski. Jednocześnie na okupowanym przez Niemców obszarze zachodniej Polski około
900 tysięcy Polaków i 600 tysięcy polskich Żydów zostało przesiedlonych do Generalnego
Gubernatorstwa ze stolicą w Krakowie, wywiezionych do Niemiec jako przymusowa siła robocza
(dotyczy to Polaków) bądź zamkniętych w gettach i obozach koncentracyjnych (dotyczy to Polaków
pochodzenia żydowskiego). Całkowita liczba robotników przymusowych wywiezionych z Polski do
Niemiec podczas wojny wynosiła około 2,8 miliona, a liczba polskich jeńców wojennych wziętych do
niewoli przez wojska niemieckie około 400 tysięcy (byli oni niekiedy bezprawnie wykorzystywani
jako siła robocza). Należy do tego dodać około pół miliona ludzi wywiezionych do Niemiec po
stłumieniu Powstania Warszawskiego w 1944 roku6. Radziecką kampanię przeciwko ludności na
terytoriach okupowanych przerwała niemiecka inwazja, w przeciwnym razie byłaby ona
kontynuowana, dopóki „problem" polski nie zostałby rozwiązany. Toczyła się również podobna,
wspólna, radziecka i nazistowska wojna z ludnością państw bałtyckich, o proporcjonalnie
niszczycielskich skutkach. Wymowa tych liczb, ich znaczenie w kategoriach ludzkich, są trudne do
przyswojenia. Aby to zrozumieć, potrzebujemy pomocy relacji osobistych.
A wreszcie nie możemy ignorować pytania, które się niewątpliwie pojawi, o wiarygodność pamięci.
Jak możemy być pewni, że to, co słyszymy, jest dokładne i „prawdziwe", zwłaszcza kiedy wywiady
zostały przeprowadzone kilkadziesiąt lat po opisywanych wydarzeniach? Krótka odpowiedź jest taka,
że nie możemy. Opisywane wydarzenia były jednak do tego stopnia traumatyczne, do tego stopnia
kształtujące, do tego stopnia wyryły się w młodych umysłach, iż wydaje się mało prawdopodobne, aby
nie zostały szczegółowo zapamiętane. Jeśli wkradły się jakieś nieścisłości lub powstały luki w
pamięci, nagrane relacje można zweryfikować, zestawiając je z wieloma innymi świadectwami lub
dokumentami zebranymi przez rządy i ich przedstawicieli. Czasem odnosi się wrażenie, jakby pamięć
zbiorowa została wchłonięta przez jednostkę, która powtarza ją jako własne wspomnienia, chociaż nie
była naocznym świadkiem konkretnych wydarzeń. Niekoniecznie dyskwalifikuje to źródło jako
zafałszowane, ale znowu potrzebna jest jego weryfikacja przez zestawienie z innymi świadectwami.
Jedną z najbardziej uderzających cech owych wywiadów był rzeczowy, nacechowany rezerwą,
beznamiętny ton, jakim większość ludzi opowiadała o niezwykłych, „nie z tego świata"
doświadczeniach, jakby rozmówcy byli świadomi swoich zobowiązań wobec potomności. Potwierdza
to estoński, wydany poza zasięgiem cenzury dokument upamiętniający czterdziestą rocznicę deportacji
1941 roku, który dotarł na Zachód w 1981 roku. Czytamy w nim: „Jest podstawowym obowiązkiem
wszystkich ludzi starszych i w średnim wieku - wobec przeszłości i wobec młodego pokolenia -
powiedzieć prawdę o swoich doświadczeniach [...] szczerze i bez przemilczeń". Dalej tekst głosił:
„Nie łudźmy się. Nawet jeśli spróbujemy zapomnieć o niesprawiedliwości, jaką wyrządzono nam za
naszego życia, KGB nigdy nie wymaże jej ze swoich akt personalnych i teczek i nigdy nie zapomni, że
ci młodzi ludzie są naszymi dziećmi...".
Jest także możliwe, co należy wziąć pod uwagę przy ocenie świadectw ustnych, że tok narracji został
ukształtowany pod wpływem pytań zadawanych przez osobę przeprowadzającą wywiad, a co za tym
idzie, uległ zniekształceniu. Innymi słowy, pytający uzyskuje takie odpowiedzi, jakie chce usłyszeć
lub jakie w przeświadczeniu rozmówcy chce usłyszeć. Niewiedza przeprowadzającego wywiad może
doprowadzić do krótkich i mało treściwych odpowiedzi. Ale dobrze postawione pytania, uzupełnione
inteligentnymi pytaniami dodatkowymi, mogą być bardzo owocne. Oczywiście nie można wykluczyć,
że na odpowiedzi miało również wpływ wyczulenie rozmówcy na narodowość, pochodzenie
społeczne i wiek osoby przeprowadzającej wywiad. Ja jednak odniosłem nieodparte wrażenie, że
często rozmówcy przekazywali to, co chcieli powiedzieć, i nie pozwalali, aby temat ustalała wyłącznie
osoba przeprowadzająca wywiad. Ostatecznie musimy się zgodzić na interpretację wspomnień przez
rozmówcę w świetle całości jego lub jej doświadczeń życiowych. Innymi słowy, rozmówca próbuje
nadać sens dramatycznym i okrutnym doświadczeniom swego wcześniejszego życia, doświadczeniom,
które uczyniły go takim, jakim jest obecnie. Jeśli występuje gdzieś utrata lub zniekształcenie pamięci,
da się to zweryfikować przez porównanie z innymi wspomnieniami i świadectwami. Przede
wszystkim jednak, jeśli mamy zrozumieć społeczności uchodźców w Wielkiej Brytanii, ich motywy,
wartości, ideały, musimy wiedzieć, jak postrzegają wydarzenia, które ukształtowały ich osobowość,
uczyniły ich takimi, jakimi są. Rozpoczniemy więc w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej i
w kolejnych rozdziałach będziemy podążali przez kataklizmy wczesnych lat i mniej obfitujący w
wydarzenia okres pokojowego życia w Wielkiej Brytanii.

OFIARY STALINA I HITLERA

książka

Wydawnictwo: Świat Książki

Oprawa: twarda

Ilość stron: 320

Dostępność: niedostępny

DARMOWA DOSTAWA od 50zł przez paczkomaty InPost

Nasza cena: 28,81

Cena detaliczna: 31,32

dodaj do przechowalni

Przy zakupie 5 egz.
Cena hurtowa:

25,06

Powrót
  • Opis

  • Szczegółowe informacje

  • Recenzje

OFIARY STALINA I HITLERA - opis produktu:

Po wojnie wielu Polaków nie zdecydowało się na powrót do kraju, osiadając na Zachodzie. Książka jest historią dramatycznych wędrówek, bolesnych doświadczeń w więzieniach i obozach pracy oraz prób zapuszczenia korzeni na obcej ziemi, opowiedzianą często ich własnymi słowami. Autor rozmawiał z ponad 40 osobami, korzystał z taśm archiwalnych.
To losy Polaków, którzy uciekli przed Hitlerem i Stalinem na Zachód, historie ludzi żyjących z dala od totalitaryzmu, ale poza ojczyzną.

OFIARY STALINA I HITLERA - szczegółowe informacje:

Dział: Książki
Wydawnictwo: Świat Książki
Oprawa:twarda
Wymiary:140x200
Ilość stron:320
ISBN:978-83-247-0160-5
Wprowadzono: 08.05.2007
i zgarniaj nagrody napisz recenzję

OFIARY STALINA I HITLERA - recenzje klientów


Podobał Ci się ten tytuł? Zainspirował Cię? A może nie zgadzasz sie z autorem, opowiedz nam o tym, opisz swoje doznania związane z lekturą.
10.00 10.00
rozwiń
Wpisz numer
Swojego zamówienia (xxxxxx/rrrr)
Sprawdź

Kup podręczniki i wyprawkę szkolną
na RATY!

Szczegóły >>

Powiadom kiedy produkt będzie dostępny

Wpisz swój adres e-mail: